5 powodów, dla których każda mama powinna mieć laktator

Po co mi laktator, przecież nie po to decyduję się na karmienie piersią, żeby potem buteleczki dziecku wyparzać

Tak myślałam w pierwszej ciąży. W drugiej już nie miałam złudzeń. Laktator, choć nasza przyjaźń miała swoje gorsze momenty, okazał się towarzyszem niezbędnym w moim maminym życiu. I koniec końców miałam dwa – jeden ręczny i jeden elektryczny. Każdej mamie polecam taki zestaw i dziś tłumaczę, dlaczego.

Ej, ja nie mam zamiaru karmić piersią, więc choć będę mamą, nie przyda mi się laktator” możesz odpowiedzieć. I ok, spoko, ja nikogo do karmienia piersią nie zmuszam i w pełni poprę Twoją decyzję, że będziesz karmić mieszanką, ale… chciałabym tylko najpierw upewnić się, że decyzja, którą podejmujesz, jest świadoma. Zerknij, proszę, na tę listę plusów karmienia piersią i plusów karmienia mlekiem modyfikowanym. Jeśli mimo wszystko uznasz, że wolisz mleko modyfikowane, dam Ci spokój :) Ale gdzieś tam w głębi serca mam nadzieję, że przekonasz się do KP. I wcale nie dlatego, że to lepsze dla dziecka. Tylko dlatego, że to jest superwygodne dla matki. A jako matka – egoistka, namawiam inne matki, żeby podążały moją drogą.

[Tak w sumie, to ten jedyny argument za karmieniem mlekiem modyfikowanym nam odpada, gdy mama karmiąca używa laktatora, bo wtedy może odciągać mleko, wyjść z domu i karmienie w tym czasie zostawić ojcu :) ]

No, to jak już mamy z głowy namawianie na karmienie piersią (nie mogłam się powstrzymać, jestem wielką fanką tej metody, a tydzień karmienia piersią zobowiązuje <3), to teraz opowiem Wam o powodach, dla których przyda się Wam laktator.

1. Siara i wszystko jasne.

Siara to takie pierwsze mleko, jakie produkują piersi mamy po porodzie. Jest żółtawe i bogate w różne dobroczynne składniki. To dlatego, że ma pomóc dziecku w pierwszych godzinach życia, gdy jest ono jeszcze delikatne, wrażliwe i ma osłabiony system odpornościowy. Jest to też pierwszy pokarm dziecka przyjęty doustnie – a nie dostarczony przez pępowinę. Dlatego razem z siarą noworodek dostaje pierwszą porcję przeciwciał od mamy, dużo białka, witamin i minerałów.

Pierwsza doba po porodzie to też czas, gdy mam nie ma jeszcze uregulowanej laktacji i (ja tak miałam) może cierpieć na bolesność piersi z powodu nadmiaru pokarmu, którym nie sposób skarmić dziecka. A to dlatego, że noworodek ma żołądek maleńki jak wisienka i po prostu wiele tego pokarmu nie zmieści.

I wtedy właśnie po raz pierwszy docenisz swojego nowego przyjaciela. Laktator. Nie chodzi o to, żeby ściągnąć nim cały pokarm z piersi (bo to tylko nakręci laktację i sprawi, że gruczoły mleczne będą produkowały jeszcze więcej mleka), ale trochę im ulżyć. Ściągnąć kilka, kilkanaście mililitrów, żeby pierś nie była już taka pełna i bolesna. Zdobytą w ten sposób siarę najlepiej …zamrozić. Bo to naprawdę najzdrowsze mleko, które może kiedyś pomóc Twojemu dziecku w chorobie i podwyższyć jego odporność.

2. Na nawał lub na rozkręcenie laktacji.

Nawał to nic przyjemnego. Zwłaszcza, jeśli noworodek jeszcze nie czuje potrzeby regularnie opróżniać Twoich piersi. A przeważnie nie czuje. Sam się dopiero uczy, jak to wszystko działa. Trzeba dać mu czas i mieć dużo cierpliwości. Ale jeśli chcesz ulżyć piersiom – a dziecko akurat nie chce ssać, to delikatnie ściągaj nadmiar mleka dłonią lub laktatorem.

Tak jak radziłam wcześniej – nie ściągaj całego mleka, bo tylko pogorszysz sprawę. Ściągnij trochę, żeby pierś nie była już tak nabrzmiała. To też świetny sposób na naukę ssania dziecka, które ma problem z uchwyceniem brodawki sutkowej. Dużo łatwiej łapie się w usta pierś miękką niż nabrzmiałą. I można dzięki temu uniknąć wielu błędów w przystawianiu dziecka, między innymi płytkiego ssania, które jest najczęstszą przyczyną bolesności brodawek sutkowych i ran.

Jeśli nie masz nawału i boisz się, że masz za mało mleka, spokojnie – taką obawę ma bardzo wiele kobiet. Najczęściej jest ona nieuzasadniona (to nasze złudzenie, bo nie widzimy, ile faktycznie pokarmu wypija dziecko), dlatego zanim zaczniesz panikować, skonsultuj się z promotorem karmienia piersią lub z doradcą laktacyjnym. Dopiero jeśli specjalista potwierdzi Twoje podejrzenia, sięgnij po pomoc farmakologiczną lub inne metody nakręcenia laktacji.

I pamiętaj, że piersi działają na zasadzie wolnego rynku. Czyli im większy popyt na mleko, tym większa podaż :) A to oznacza, że im częściej i dłużej piersi są „ssane”, tym więcej mleka produkują. Dlatego najlepszą metodą na zwiększenie produkcji mleka, jest częste przystawianie dziecka. A jeśli dziecko nie chce lub nie może ssać piersi – często używaj laktatora.

3. Praca lub studia? Tak, ale tylko z laktatorem.

To nieprawda, że nie można karmić piersią, jeśli chce się po porodzie wrócić do pracy lub na uczelnię. Można połączyć jedno z drugim. Ale jeśli chcesz utrzymać laktację, musisz też regularnie opróżniać piersi z mleka. Dlatego podczas godzin spędzonych poza domem (z dala od dziecka), miej przy sobie laktator, pojemniczki na mleko i jakąś torbę termiczną na przechowywanie pokarmu. Dzięki temu utrzymasz swoją laktację i zgromadzisz pokarm, którym ktoś pod Twoją nieobecność będzie mógł karmić dziecko.

Wiem, że nie każdy pracodawca i nie każda uczelnia dba jeszcze o swoje karmiące piersią pracownice, ale idziemy ku lepszemu. W wielu miejscach są już pokoje dla karmiących matek, gdzie możesz w spokoju odciągnąć pokarm. Możesz też korzystać z lodówek (do przechowywania mleka) i zamrażarek (do mrożenia wkładów, które potem włożysz do torby termicznej).

4. A co z piciem alkoholu lub braniem leków, które przenikają do mleka?

Wbrew krążącym po świecie mitom, nie trzeba wcale ściągać i wylewać mleka po wypiciu kieliszka wina. Mleko oczyszcza się tak jak krew – z czasem. Czyli wystarczy odczekać kilka godzin po takim kieliszku, żeby w mleku nie było śladu alkoholu. Ale jeśli zamierzasz wypić tego wina więcej i np. planujesz wieczór z przyjaciółmi na mieście lub wręcz weekend panieński, to przecież nie możesz sobie pozwolić na „przeczekanie” wielu godzin bez opróżnienia piersi.

Wtedy właśnie pojawia się on, laktator, cały na biało. Ściągasz pokarm, dzięki czemu piersi dostają trochę odpoczynku, laktacja nie zostaje przerwana, a ściągnięte w ten sposób mleko – choć nie może być podane do picia dziecku – może potem być dolane do …kąpieli. Taka domieszka łagodzi podrażnienia skóry i polecają ją wszystkie laktomaniaczki.

5. Na wszelki wypadek…

To jest tak naprawdę główny powód, dla którego ja mam laktator. Główna przyczyna, dla której nie wyobrażam sobie karmienia piersią bez tego jednego urządzenia. Po prostu muszę mieć w zamrażarce kilka buteleczek odciągniętego mleka, na wypadek gdybym musiała gdzieś wyjechać na weekend albo gdybym się poważnie rozchorowała i musiała wziąć leki, po których przez jakiś czas nie mogłabym karmić piersią. Dzięki takim zapasom mogę też raz na jakiś czas pozwolić sobie na wino z przyjaciółmi lub randkę z narzeczonym.

KONKURS

Zbliża się Światowy Tydzień Karmienia Piersią. Z tej okazji razem z marką Philips Avent przygotowaliśmy dla Was konkurs. Do wygrania laktator elektryczny Philips  Avent, taki sam jak mój, którego używam już w drugiej laktacji (i ten, co na zdjęciach). Najnowszy model ma oczywiście regulowaną siłę odciągania, tryb rozruchowy (czyli takie wstępne pobudzenie laktacji delikatną, szybką sekwencją) i działa na baterie, dzięki czemu można go zabrać do pracy, na uczelnię lub w podróż. Dodatkowo ma cechę, której mi kiedyś brakowało. Jest …cichy! Wreszcie można odciągać mleko tak, żeby nie obudzić śpiącego dziecka. I nie słychać go przez drzwi – ten ból zna każda mama, która kiedyś próbowała odciągać dyskretnie mleko w jakimś publicznym miejscu. Generalnie jest świetny, u mnie się doskonale sprawdza i polecam go każdej koleżance. :)

Żeby wziąć udział w konkursie, wystarczy w komentarzu pod tym artykułem opublikować odpowiedź na pytanie konkursowe:

Gdybyś miała wymyślić jedno zdanie, które miałoby pojawić się na plakacie promującym karmienie piersią, to brzmiałoby ono…

Razem z jury wybierzemy naszym zdaniem najlepsze hasło.

Biorąc udział w konkursie, akceptujesz regulamin (klik). Konkurs trwa do 7 sierpnia 2018 włącznie. Zwycięzcę wskażę do dnia 10 sierpnia 2018 poprzez opublikowanie tutaj (w aktualizacji tego wpisu) wybranego komentarza.

Powodzenia!


UPDATE: 

Zwycięzcą konkursu została Renata i jest fantastyczne hasło:

„Masz tę moc!”

Najpierw miałam kilka innych typów, ale gdy tylko zobaczyłam oczami wyobraźni „Masz tę moc” na tle jakiegoś pięknego rysunku lub zdjęcia matki karmiącej, to nie miałam wątpliwości, że to moje ulubione hasło <3

Renato, zgłoś się teraz, proszę na ten adres mailowy do 17 sierpnia 2018:
natalia@brandbuddies.pl

Gratuluję!

Komentarze do wpisu: 81 Napisz komentarz

  1. Emilia napisał(a):

    Wszystko super, szkoda tylko ze nie kazde dziecko wypije mleko z butelki. Ot tak :) ja też myslalam, ze zakończenie karmienia piersia, przestawienie na mm, odciaganie i podawanie swojego mleka to tylko moja decyzja, a tu zonk. Może mało kto ma taki problem, a może po prostu sie o tym nie mówi głośno? Moja córka ma 11 miesiecy i nie ruszy z butelki nic oprócz wody-ani mm ani mojego mleka.. teraz to juz nie jest wielki problem, bo karmię ja 3-5 razy na dobe, nie domaga sie juz mleka, je duzo innych posiłkow nie mleczych.. ale przez pierwsze 6 miesiecy to byla masakra- bylam niewolnica wlasnego dziecka, jakkolwiek to zabrzmi, bo wyjscie gdzies bez niej na dluzej niz 2-3 h nie bylo mozliwe, bo zaczynala wyc z glodu, a butelki nie tknela.. teraz oczywiscie mogę ja zostawiac na dlzej, bo dostanie inne jedzenie jak zglodnieje i jest ok. Piszę to tylko po to,zeby uswiadomić, ze tak też moze być :)

    1. Anita napisał(a):

      Karmienie butelką nie jest jedyną możliwością podania mleka. Próbowałaś alternatywnych metod karmienia? Kubeczek, sns?

    2. Marta napisał(a):

      Mój syn też na początku nie akceptował butelki. Po porodzie był karmiony sonda i jak po tygodniu dostaliśmy zgodę na karmienie butelką to 20 ml potrafił wypijać przez godzinę… Nie chciał, wypluwal, nie ciągnął, usypiał. Ale nie mieliśmy wyjścia i w końcu się nauczyl

    3. Magda napisał(a):

      Też to przerabialam, butelka była niczym wróg. Mam nadzieję, że przy drugim dziecku uda mi się szybciej „odzyskać” siebie w jakimś stopniu. Chociaż tłumaczę sobie, że gdybym naprawdę zostawiła mleko, butelkę i wyszła…tata dałby jakoś radę, ale wtedy nie miałam odwagi tego sprawdzać :)

      1. Emilia napisał(a):

        Przykre to jest, bo krzyczą o tym, ze nie dokarmiac butelka, nie dawac najlepiej butelki wcale jak nie ma koniecznosci( tak mowili nam na szkole rodzenia) bo jak dziecko sprobuje butelki na cyc nie spojrzy, bo ze smoczka latwiej ciągnać.. no i rzeczywiscie takie rzeczy sie zdarzaja, ale na moje chyba tylko w internecie :) nie znam „na żywo” zadnego dziecka, ktore by odstawilo cyc jak zobaczylo butelke- a takich jak moje-karmione piersia i calkowicie anty butelkowe, kubeczkowe itp znam pelno.. niedlugo rok corki, po roku po prostu ja odstawie jakos na spokonie, nie bede juz w ogole probowac z mm, bo po roku nie musi go pic, a poza tym ladnie zjada na kolacje kasze na mm wiec nie jest zle, cos tam mleka dostanie.
        Jeszcze jedno – Seg piszesz, ze plusem karmienia piersia jest ze mozesz spac i karmic.. hmm bardzo to naciągane :) BARDZO. owszem zmruzysz oko, moze i przysniesz, ale za godzine obudzisz sie znow :) i za kolejna i kolejna i kolejna, tak z 10 razy na noc. Nie wiem, moze niektoym to nie przeszkadza, jak ktos przed dzieckiem prowadzil imprezowy tryb zycia i spal po 4 h na dobe, to teraz mowi, ze sie wysypia? Dla mnie sen to jeden z najwazniejszych elementow zdrowia i dobrego samopoczucia, jestem spiochem i potrzbuje okolo 10 h snu( nieprzerywanego) do normalnego funkcjonowania.
        Oczywiscie nie ma gwarancji, ze mm da Ci lepszy sen :) ale- znow kazde dziecko ktore znam ktore jest na mm, albo bylo karmione piersia, ale przeszlo na mm, spi o niebo lepiej. Zamiast 10 pobudek ma jedna, dwie albo wcale. Wiem, pobudki przy karmieniu piersia mina( kiedys) ale ja, gdybym mogla drugi raz zadecyowac, to juz bym piersia na pewno nie karmila.

    4. Skądś to znam, moje dziecko nie chciało pić mojego mleka z niczego (próbowaliśmy butelki, kubeczka, łyżeczki, niekapków, kapków, bidonów, na śpiocha, przy bujaniu, nawet parę razy gotowałam grysik na gęsto na moim mleku). Smoczkiem też pluło. Taki typ. Nie pozostało nam nic innego, jak zaakceptować ten fakt. I podążać za dzieckiem ;)

      Laktator miałam, ale użyłam go tylko kilka razy.

  2. Emilia napisał(a):

    oczywiscie laktator stoi nieuzywany i czeka na sprzedaż, a mrozone mleko musze chyba wywalic bo juz za dlugo leży w zamrażarce..

  3. Lila napisał(a):

    Zdarza się również, że dziecko jak spróbuje butelki (tak rowniez z odpowiednim smoczkiem) nie chce ssać mleka z piersi bo z butelki latwiej… i pozniej trzeba trochę pracy żeby wszystko wrocilo do normy

  4. Monigaj napisał(a):

    Cóż… po całej mojej nieudanej laktacji z córką – wczesniakiem, nagłym cięciem pod narkoza i całej serii niepowodzen, obecnie w drugiej ciąży najbardziej boję się właśnie tego że znowu nie będę mogła karmić. Dlatego hasło przychodzi mi do głowy tyko jedno.

    Karm – bo możesz.

  5. Lena napisał(a):

    Moje trzymiesięczne dziecko uśmiecha sie na widok piersi – czy to nie jest warte tych wszystkich wyrzeczeń i „przeciw”😀.

  6. Maar.bie napisał(a):

    Obdarz swoje dziecko niekończącą się miłością i zdrowiem płynącymi z cudu natury jakim jest karmienie piersia.

  7. Sonia Sikorska napisał(a):

    Zdanie konkursowe:

    Bez pośpiechu, bez skrępowania, zdrowo i czule, zawsze i wszędzie – naturalnie, że warto karmić piersią!

  8. Mądrze piszesz, ja laktatora używałam żeby rozkręcić laktację, marzył mi się wtedy cichy sprzęt ;)

    A co do hasła to po prostu: Naturalnie

  9. Gosia napisał(a):

    Niestety nie mogę się zgodzić, że karmienie piersią ma same zalety.
    Tzn. nie każdy ma tyle szczęścia :(
    Ja np. miałam za mało pokarmu i na nic było odciąganie laktatorem po każdym karmieniu, picie wody i stosowanie suplementów wspomagających laktację, nie pomogła wizyta w poradni laktacyjnej – i tak nigdy nie byłam w stanie uzyskać potrzebnej ilości mleka. No może przez krótki czas wystarczało przystawianie i dokarmianie osiągniętym pokarmem, ewentualnie w nocy wystarczyła pierś.
    Ale konieczność używania laktatora sprawiała, że i tak musiałam wstawać w nocy, myć i wyparzać buteleczki i części laktatora – więc te argumenty za karmieniem piersią u mnie są nietrafione.
    Podobnie z pokarmem zawsze przy sobie – no niestety tylko z częścią pokarmu w moim przypadku. Resztę musiałam mieć w butelce.
    Tak więc za najwiekszą wadę karmienia piersią uważam to, że nie zawsze jest tyle pokarmu ile być powinno, mimo że bardzo chce się karmić.
    Kolejną wadą jest to, że nie zawsze mleko kobiece tak do końca dobrze dziecku służy- mój synek miał potworne kolki po moim mleku. Musiałam zrezygnować z każdej formy białka krowiego, nawet w śladowych ilościach, z ryb, orzechów i innych rzeczy. A więc dieta eliminacyjna bywa kolejnym minusem KP – zaczęła mi lecieć morfologia, wypadać włosy, no i najgorsze: zaczęłam w ekspresowym tempie tracić pokarm, którego i tak miałam za mało.
    Chęć KP i niepowodzenia w tym zakresie, którym nie umieli zaradzić nawet doradcy laktacyjni, omal nie wpędziły mnie w depresję poporodową.
    A co do wydawania pieniędzy na mleko – i tak musiałam dokarmiać modyfikowanym, a na szelkiego rodzaju specyfiki wspomagające laktację i witaminy dla kobiet karmiących wydałam majątek. Choc to akurat najmniejszy problem.
    Tak więc z tym KP nie zawsze bywa tak kolorowo jak to przedstawia powyższa tabelka plusów. Powiem więcej: na pięć kobiet ( ja i 4 koleżanki z osiedla) tylko jednej udało się karmić wyłącznie piersią powyżej dwóch miesięcy (a wszystkie bardzo chciałyśmy). Mało tego, synek tej, której się udało (obecnie 4 miesiące) ma niedowagę.

    Tak więc tabelka plusów dotyczy tylko części kobiet, którym szczerze zazdroszczę.
    Dla dużej części jednak to abstrakcja, a chęć karmienia staje się źródłem stresu, łez i frustracji :((

    1. Anonim napisał(a):

      Po pierwsze, nie trafiłaś do dobrego doradcy, po drugie karmienie piersią jest jak najbardziej wygodne i ma dużo plusów o ile orzetrzyma się pierwsze 3 miesiące, które są decydujące, ale najtrudniejsze bo dziecko wisi na piersi można powiedzieć bez przerw. Niedowaga jakakolwiek świadczy o jakiejs nieprawidłowości(np dziecko nieefektywnie ssie) ale tu znów kłania się dobry doradca i wszystko wraca do normy. Jestem matka 2 dzieci, przy pierwszym miałam tak samo mało wiedzy na temat laktacji i oczywiście słuchałam „babcinych” rad a nie siebie i potrzeb własnego dziecka, karmilam 2 miesiące tylko. Obecnie jestem mamą karmiąca wcześniaka urodzonego przec cc, karmimy się miłością juz 13 miesiąc. I mam porównanie, może te pierwsze miesiące są trudne i męczące, ale warto to przeczekać bo później jest już sama przyjemność i więcej czasu a noce bardziej przespane. Podczas karmienia piersią ważna jest świadomość jak działa laktacjia, wsparcie, chęci i wiara w siebie i dziecko ;) a jeśli zaufamy naturze unikniemy stresu :)

      1. Gosia napisał(a):

        Nie wiem czy trafiłam do złego doradcy. To była bardzo doświadczona położna i wydawała się być kompetentna. Wielu osobom pomogła. Poświęciła nam dużo uwagi, ważyła przed i po karmieniu, kazała zapisywać godziny i czas karmienia oraz ilość ml, którymi dokarmiałam, ile odciągnęlam etc. i analizowała to wszystko. Sprawdzała technikę ssania i prawidłowość przystawiania, polecila mi dokarmiać przez sns i nauczyła z niego korzystać, bo u mnie niestety synek nie wisiał cały czas przy piersi – on się denerwował kiedy pierś była pusta i nie chciał dalej ssać. Dlatego musiałam po każdym karmieniu stymulować pierś laktatorem.
        Niestety NIC nie przyniosło oczekiwanych efektów.
        Wiedzę też posiadłam chyba wszelką dostępną, a chęci i determinację miałam ogromne, naprawdę.
        Nie wiem dlaczego kobiety, którym się nie udało oceniane są jako niedouczone lub takie, ktore się nie starają.
        Niestety… Nie jest prawdą, że każda z nas jest w stanie wykarmić swoje dziecko – tak samo jak nie każda kobieta może zajść w ciążę lub ją donosić. Mimo, że bardzo się stara i bardzo jej zależy, i jest to tak samo naturalne jak karmienie piersią. Czasem po prostu biologia płata nam figla i organizm nie robi tego, co robić w sposób naturalny powinien.
        A co do wygody karmienia piersią to oczywiście się zgadzam, ale tylko jeśli ma się odpowiednią ilość pokarmu, a dziecko nie ma problemów z brzuszkiem.
        U mnie była to wątpliwa wygoda:
        przystawianie do jednej piersi, do drugiej piersi i znowu do pierwszej – tym razem z nsn-em (który, rzecz jasna, musiałam najpierw przygotować i napełnić podgrzanym mlekiem). Po nakarmieniu zaczynała się zabawa z laktarorem, potem skrupulatne mierzenie odciągniętego mleczka, pakowanie go do lodówki na następne dokarmianie, mycie snsa, mycie części laktatora i dopiero mogłam iść spać.
        Dieta, w której nie mogłam jeść dosłownie niczego też do wygodnych nie należy.

        Nie chciałabym być źle odebrana – ja nie jestem przeciwna KP – jestem całym sercem za!
        I bardzo wierzyłam, że się uda.
        Niestety wyszło inaczej.

        A co do karmienia miłością, to nie widzę różnicy w ilości miłości jaką obdarowywałam synka karmiąc go piersią a karmiąc butelką.
        I z nie mniejszą miłością będę mu kiedyś serwować schabowego ;)

        1. Emilia napisał(a):

          Czytam Twoja historie i nie mogę wyjąc z podziwu jak różnie może być z tym karmieniem.. przeczytaj wyżej co jest u mnie, zupełnie wszystko odwrócone.. ja bym chciała już przestać karmić a nie mogę :) jakie to z drugiej strony ciekawe, ze macierzyństwo u każdej z nas może być tak różne i tak odmienne problemy mogą się pojawić :) pewnego rodzaju niespodzianka od losu czeka chyba każdego :) ja takiego obrotu sprawy jak mam nigdy bym nie wymyśliła, obawiałam się tysiąca rzeczy ale nie tego, ze dziecka nie da się karmić butelka!! Ciekawi mnie to co napisałaś o niedowadze przy kp u dziecka koleżanki.. i moja córka i wszystkie dzieciaki koleżanek które karmiły piersią ( wyłącznie) miały takie przyrosty wagi ze wszyscy byli w szoku.. moja w pierwszych miesiącach życia na samym cycku raz przybrała 1 kg w dwa tygodnie.. lekarz myślałam ze spadnie z krzesła, czym ja karmie to dziecko..

  10. Anonim napisał(a):

    Karmienie piersią absolutnie nie jest wyznacznikiem miłości (każda mama kocha swoje dziecko, niezależnie od tego jak karmi), ale karmienie piersią z pewnością jest jednym z cudownych sposobów na okazywanie miłości.

  11. Alna napisał(a):

    Karmienie piersią absolutnie nie jest wyznacznikiem matczynej miłości, jednak jest przecudownym sposobem by tę miłość okazać i czuć całą sobą.

  12. Magda napisał(a):

    Karmić piersią to wyzwanie, lecz polecam każdej mamie, choć zdażają się trudności, dużo więcej jest bliskości.

Dodaj komentarz