8 typów przyjaźni

“Przyjaciel” to taki pojęciowy worek, do którego wrzucamy ludzi, którzy… no właśnie? Których kochamy? Z którymi spędzamy dużo czasu? Którzy są do nas podobni? Których znamy od zawsze? Ale możemy przecież kochać swojego chłopaka/dziewczynę, mimo wszystko nie przyjaźniąc się z nim. Możemy widywać się z przyjacielem raz na rok. Albo przyjaźnić się z kimś o zupełnie odmiennych poglądach. Ja tak właśnie mam. I mam też przyjaciół, którzy są nimi tylko przez krótki czas, bo nasze drogi naturalnie się rozchodzą. To wcale nie czyni ich nieprawdziwymi przyjaciółmi – po prostu te przyjaźnie trwały krócej od innych.

Niektórzy twierdzą, że nie da się mieć więcej niż jednego przyjaciela i że każdy kolejny jest nieprawdziwy. Że prawdziwa przyjaźń musi trwać wiecznie. Albo że nie można przyjaźnić się z osobą odmiennej płci. Ja twierdzę, że Twoim przyjacielem jest każdy, kogo za takowego uważasz. Zwłaszcza, że tych rodzajów przyjaźni jest naprawdę dużo.

Przyjaciel od imprez – Widujecie się tylko nocami po pijaku lub rano na kacu. Nie znacie swoich rodzin, nie jadacie razem lanczy, nie dzwonicie do siebie z problemami. Za to prowadziliście więcej szczerych, pijackich dyskusji filozoficznych o 4 rano u Romana niż ze wszystkimi innymi przyjaciółmi razem wziętymi. I nikt inny tak jak on nie czuje, kiedy uratować Cię od natrętnego adoratora przy barze lub zamówić Ci taksówkę. A, no i wyznawaliście sobie miłość już tysiące razy. Przyjaciel od imprez jest pierwszą osobą, do której dzwonisz, gdy rozstałeś się z dziewczyną lub zdałeś ważny egzamin.

Przyjaciel od spraw sercowych – Wasza przyjaźń mierzona jest w przegadanych godzinach. Tygodniach. Miesiącach. Nie podróżujecie razem, nie robicie głupot, nie prowadzicie wspólnych interesów. Po prostu gadacie o swoich związkach, problemach sercowych, zdradach, miłościach i rozczarowaniach. Przeważnie spotykacie się u Ciebie lub u niego, we dwójkę. Jeśli czasem zdarzy się, że wyjdziecie do knajpy lub spotkacie się w większym gronie, i tak wszystko kończy się na tym, że odizolowani od reszty świata zaszywacie się w jakimś kącie i gadacie, gadacie gadacie. To gadanie oczywiście niewiele zmienia, bo jesteście do siebie bardzo podobni i macie te same refleksje, ale Wasze spotkania mają niezastąpioną wartość terapeutyczną.

Przyjaciel, z którym widujemy się tylko, kiedy jest nam źle – Jeśli nawet sami nie macie takiej osoby, to zastanówcie się mocno, czy przypadkiem to WY nie jesteście tego typu przyjacielem dla kogoś innego. Mnie kiedyś wkurzało, że kilka znanych mi osób spotyka się ze mną intensywnie tylko wtedy, gdy coś się spierdoli w ich życiu. Przychodzą, dzwonią, gadają, żalą się, pytają o rady, słuchają i ogólnie wszędzie ich pełno – ale gdy tylko problem zaczyna znikać – i oni z mojego życia znikają. Teraz mi to nie przeszkadza. Ot, po prostu jestem im potrzebna wtedy, gdy są nieszczęśliwi. Najwyraźniej umiem im to szczęście dać. To w sumie komplement.

Przyjaciel z pracy – Najlepsi kumple z piętra lub działu. Zawsze razem na papierosie, papużki nierozłączki, wspólne lancze, kolacje, imprezy i wyjazdy. Gdy któreś z Was zdecyduje się zmienić pracę, będzie płacz i obietnice, ze Wasza przyjaźń na pewno to przetrwa. Co jak co, ale WY? Na pewno będziecie się przyjaźnić po grób! Niestety w praktyce okaże się, że trzymała Was razem tylko praca. Wraz z odejściem z roboty zostawiasz tam też przyjaciela. True Story bro.

Przyjaciel, którego widujesz raz na 5 lat – Są i tacy. Oczywiście nie wystarczy, że spędzicie razem jeden dzień i już stajecie się przyjaciółmi. Przeważnie tego typu przyjaźnie zaczynają się w dzieciństwie (choć niekoniecznie) i są dość intensywne, póki Wasze drogi życiowe się nie rozjadą. Potem studiujecie w innych miastach, pracujecie na innych kontynentach, więc naprawdę widujecie się bardzo rzadko i nawet nie piszecie do siebie długich listów, ale…. jak już się zobaczycie, to tak, jakbyście się widzieli wczoraj. Nie ma tej dziwnej, niezręcznej ciszy, zawsze jest mnóstwo tematów do obgadania i pomimo wielu życiowych zmian, Wy wciąż znacie się jak łyse konie.

Przyjaciel, z którym nie możesz poruszać pewnych tematów – Fantastyczny kompan od imprez, bratnia dusza w sprawach sercowych, błyskotliwa inteligencja, która sprawia, że świetnie się Wam dyskutuje, ale.. nigdy nie poruszacie tematu polityki, bo on jest za PiSem a Ty za PO. Albo on jest katolikiem a Ty ateistą. Albo macie odmienne zdania co do aborcji. Prawdopodobnie już nie raz się o te sprawy pokłóciliście, ale nigdy nie udało się Wam dojść do jakiegokolwiek kompromisu, więc zakopaliście temat i teraz po prostu o nim nie rozmawiacie.

Przyjaciel, który jest przyjacielem tylko jako część grupy przyjaciół – Nie każdy ma to szczęście, że ma „paczkę przyjaciół”, ale jeśli nawet ją ma, to często paradoksalnie nie z każdym jej członkiem się przyjaźni. Nazywamy ich przyjaciółmi jako całość i prawie zawsze bawimy się w pełnym składzie, ale gdyby ta grupa się rozpadła i mógłbyś widywać się z jej członkami tylko osobno, prawdopodobnie kilka osób byś olał. Zostaliby zdegradowani do roli znajomych. Tak jest na przykład między Barneyem a Lily w How I Met Your Mother. Albo między Marshallem a Robin.

Przyjaciel, na którego lecisz (lub który leci na Ciebie) – To wcale nie musi być przyjaźń toksyczna. Przyciąganie fizyczne jest zupełnie naturalnym zjawiskiem pomiędzy dwojgiem ludzi przeciwnych płci i wcale nie musi niszczyć lub uniemożliwiać przyjaźni. Gdyby tak było, osoby biseksualne w ogóle nie miałyby przyjaciół. Czasem po prostu masz ochotę na swojego przyjaciela lub on ma ochotę na Ciebie i albo dojdzie do seksu albo nie. Ten seks może prowadzić do związku lub nie. Ale którąkolwiek z dróg nie pójdziesz, Wy wciąż możecie się przyjaźnić.

Często przyjaźń jest po prostu zbiorem kilku z powyższych typów i łączy w sobie wiele cech. To jest, przyznajmy, bardzo ekonomiczne rozwiązanie, bo na ośmioro najbliższych przyjaciół po prostu nie starczyłoby nam czasu. Taką złożoną przyjaźnią jest na przykład relacja między Thelmą i Louise albo między Dannym Cranem a Alanem Shorem.* A jak wyglądają Wasze przyjaźnie? Ile z tych ośmiu typów reprezentuje Twój najlepszy przyjaciel?

*To główni bohaterowie serialu Boston Legal, w którym jestem ostatnio zakochana. Jeśli chcecie zacząć oglądać, to polecam zagryźć zęby przez połowę pierwszego sezonu (nudny jest. Właściwie to cały pierwszy sezon jest nudny) lub go po prostu odpuścić. A przyjaźń między demokratą i republikaninem jest po prostu przeurocza i naprawdę zawiera w sobie wszystkie osiem… nie… siedem elementów, bo przecież przedostatni punkt jest w gruncie rzeczy negatywem.

Komentarze do wpisu: 21 Napisz komentarz

  1. Paulina Krasińska napisał(a):

    A co ma biseksualizm do przyjaźni? Bo to tak niefortunnie sformułowałaś, że brzmi jakby osoby bi leciały na wszystkich bez wyjątku.

    1. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

      To trochę smutne. Moja eks mnie traktowała jako jedynego prawdziwego przyjaciela, nie czuła że może tym mianem nazywać inne osoby. Zawsze koleżanki, kumple. A potem się okazało, że jeden przyjaciel to zdecydowanie za mało :D. Warto mieć tych ludzi, których można obdarzyć mianem przyjaciół.

      1. Wiesz, jest jeszcze opcja że ja nazywam kolegami takich ludzi w moim życiu, których ty mógłbyś nazwać przyjaciółmi. W każdym razie nie narzekam.
        A co do przyjaźni w związku, mam trochę inne podejście ;)

        1. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

          A to w takim razie mamy tylko czystą semantykę, więc jest ok ;). Dla mnie przyjaźń w związku być musi, bez niej łatwo od siebie odjechać po 100 dniach miłości.

  2. Słowo „przyjaciel” jest ostatnio zbyt eksponowane w polskim języku. Dla mnie ma bardziej intymny wymiar. W polskim brakuje odpowiednika friend, bo u nich ma do o wiele szerszy wymiar. Trudno mi nazwać kogoś przyjacielem od tak, to przychodzi nawet i po latach znajomości. Nie oburzam się, kiedy ktoś nadużywa tego słowa, bo to jest tylko słowo i dla każdego może znaczyć coś innego.

    1. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

      Nie zgodzę się. Właśnie przyjaciel jest odpowiednikiem friend, wg. mnie nawet o wiele bardziej intymnym (ale to chyba tylko kwestia rodzimego języka). Może i jest nadużywane, bo w UK/USA mamy mate’ów i buddy’ch, ale z drugiej strony o wiele częściej słychać w zwykłych rozmowach, że „idę do znajomych”, nie do przyjaciół.

  3. Asia Jaśka Jankowska napisał(a):

    Brakuje mi tu przyjaciela internetowego – poznaje się go gdzieś w necie, pisze, wysyła linki i w sumie niekoniecznie ma potrzebę spotkania w realu.

    1. Bardzo słuszne uzupełnienie. Przyjaciel w sieci. Oddalenie fizyczne, czasem nawet niemożność spotkania w realu, stwarzają całkiem nową platforme porozumienia.

  4. hmmm, ciekawa klasyfikacja ;-) ja to raczej mam takie „combosy”, mam przyjaciółkę z którą prowadzę pijackie rozmowy, a zarazem dzwonię kiedy się chcę wypłakać, a kiedyś też była przyjaciółką z pracy…

  5. inwentaryzacja krotochwil napisał(a):

    Może jakieś nazwy by im ponadawać?
    Przyjaciel od spraw sercowych – Kardiak
    Przyjaciel z grupy przyjaciół – Paczkomat
    Przyjaciel od imprezowania – Satelita
    Przyjaciel z pracy – Korp-us
    Itd ;)

  6. Paweł Daniel Kęcerski napisał(a):

    Dwójka moich najlepszych przyjaciół wypełnia bodajże wszystkie kategorie. Taki all-in-one z nich. Pierwszy: Imprezujemy razem, jak na studentów przystało, częściej niż wypada. Jak mi się rozpadł pierwszy poważny i długi związek, to też był pierwszą osobą z którą rozmawiałem i z którą w ogóle chciałem kilka słów zamienić. Widujemy się codziennie siłą rzeczy, bo mieszkamy razem, ale mamy na siebie działanie terapeutyczne, studiujemy razem (inne kierunki, ale uniwerek ten sam), na fajeczkę bądź lunch też zdarza nam się wyjść. Wielokrotnie wyznawaliśmy sobie miłość, a jak tylko on się dowiedział że w założeniu rodziców miałem być Pauliną, to stwierdził że to okrutny żart losu, bo byłbym idealną żoną dla niego. Takie bratnie dusze :).
    Drugi: Moja emigracja wymusza to że widujemy się tak ze 3-4 razy w ciągu roku, ale nigdy nie ma niezręcznej ciszy, mamy co obgadać i zawsze są z tego interesujące wnioski. Polityki nie poruszamy, bo żaden z nas się nie zna, a religię pozostawiamy każdemu sobie. Nie kłócimy się na takie tematy, stwierdzamy po prostu że nie warto na nie tracić tych kilku(nastu) godzin, które możemy wspólnie spędzić. Wynika to też z tego, że te tematy zdążyliśmy mocno przetrzepać za czasów licealnych.

  7. sheepy napisał(a):

    po lekturze zrobiłam rachunek sumienia i doszłam do wniosku, że najtrwalsze relacje łączą mnie z przyjaciółką z dzieciństwa, którą widuję raz na kilka miesięcy – i z facetem, z którym na siebie wzajemnie lecimy, co zupełnie przeczy tezie, jakoby mężczyźni i kobiety nie mogli się przyjaźnić. i dobrze. ;-)

  8. Redroselady napisał(a):

    Dla mnie to co napisałaś to 8 typów znajomych, ale nigdy nie nazwałabym swoim przyjacielem kogoś, z kim mi się dobrze pije. Dla mnie słowo „przyjaciel” ma większe znaczenie i obecnie dużo ludzi nadużywa go (np. zna kogoś miesiąc i nazywa swoim przyjacielem). Przez wiele lat powtarzałam, że mam jedną przyjaciółkę, choć co najmniej 5 było „moimi bardzo dobrymi koleżankami”, ale czas trochę pozmieniał i mogę obecnie powiedzieć, że mam 4 przyjaciół na których zawsze mogę polegać, a oni na mnie (po 2 z każdej płci).

  9. Wiktoria napisał(a):

    Ja od zawsze przyjaźniłam się z synem kolegi mojej mamy. Zawsze razem, ludzie często myśleli, że jesteśmy w związku, nie ważne co by się nie działo mogliśmy na siebie liczyć. Od kiedy wyjechałam z kraju kontrakt prawie całkowicie się urwał ale gdybyśmy spotkali się na ulicy to pewnie ciężko byłoby nam się rozstać. Dużo ludzi mówiło, że on coś do mnie czuje. Ja sama się zastanawiam po tylu latach czy to nie była prawda, szczególnie że względem niego właśnie tak było. Od zawsze byłam zazdrosna o każdą z jego dziewczyn, ale nigdy nie wydawało mi się że mógłby mnie widzieć jako kogoś innego niż ‚ kumpla ‚. W tym roku mam zamiar zjechać do Polski i zastanawiam się czy go o to nie spytać…

Dodaj komentarz