Komunia

Trafiłam wczoraj przypadkiem na radiową audycję o Komunii Świętej. To chyba był TOK FM. Prowadząca program była ciekawa, jakie prezenty dostają teraz dzieci z okazji tego sakramentu i zapraszała słuchaczy do rozmowy na antenie. Zadzwonił facet. Nie mam zapisu tej rozmowy, więc będę improwizować. Nazwijmy słuchacza panem Zbyszkiem, który ma teraz 60 lat.

Prowadząca: Co pan dostał na komunię?

Zbyszek: Ja nic nie dostałem od moich rodziców, chociaż moi rodzice byli zamożni. Dziś Komunia stała się festiwalem prezentów i zatraciła swoją wartość. Dzieci już nie obchodzi, jakie jest znaczenie Komunii. A przecież chodzi o moment, od którego dziecko zaczyna rozróżniać dobro od zła! A nie o kupowanie drogich komórek i rowerów. Ja dostałem złoty łańcuszek, pieniądze…

Prowadząca: Przecież mówił pan, że nic nie dostał…

Zbyszek: To znaczy.. No tak… Coś tam dostałem..

Prowadząca: A ma pan teraz jakąś komunię w rodzinie?

Zbyszek: No mój wnuk miał Komunię rok temu.

Prowadząca: I co mu pan dał?

Zbyszek: Dałem mu moje zdjęcie z mojej Komunii.  

Prawie spadłam z krzesła od ataku śmiechu. Juz wyobrażam sobie minę dzieciaka, kiedy dostaje od dziadka jego zdjęcie z Komunii. I potem rozmowę z kolegą z klasy: A ty co dostałeś? – Zdjęcie dziadka z Komunii. – Pierdolisz?! 

Ja na moją Komunię dostałam dwa medaliki z Matką Boską. I jeden medalik bez Batki Boskiej (od Matki Własnej). I do głowy by mi nie wpadło mówić, że "nic nie dostałam", tak jak pan Zbyszek, dla którego prezenty tanie już nei mają wartości prezentów. Ale też do głowy by mi nie przyszło dać wnukowi jakieś lejmowate zdjęcie, które dla 8-latka nie ma żadnej wartości. 

Czemu ludziom się wydaje, że drogie prezenty odzierają Komunię z jej wartości religijnej i duchowej? Może dlatego, że dziecko wcale nie "zaczyna rozróżniać dobra od zla" i właśnie ceni sobie bardziej fajny gadżet od godzin wystanych w białej sukience na mszy? Dziwicie się? Wiecie, co odarło moją Komunię ze "świętości"? Nudna katecheza, na którą trzeba było chodzić, na której nei można było normalnie porozmawiać z katechetką, tylko trzeba było przyjmować wszystko to, co mówi, bez sprzeciwów; Godziny wystane w kościele na mszy, której nikt nie słuchał, bo nam nogi w dupy wchodziły; Ksiądz, który straszył mnie pieklem i torturami wiecznymi, jeśli nie będę co tydzień się spowiadała. Może gdyby kościól skupił się bardziej na nauczeniu dzieci, że Bóg i wiara są czymś wspaniałym, pieknym i przyjemnym – te dzieci nie musiałyby szukac odskoczni w postaci przyjemności z dostawania prezentów.

Niedługo pojawią się głosy, żeby nie dawać dzieciom prezentów na Gwiazdkę, żeby przypadkiem nie było im zbyt przyjemnie w Boże Narodzenie.

Opowiadałam Wam o mojej Komunii? Była piekłem. Przez gumę do żucia. Nie mialam gdzie jej wyrzucić, a wstyd mi było ją miec w ustach, bo przecież nie wypada w kościele. Więc wzięłam ją do ręki i chciałam pod lawkę przykleić. Niestety wcześniej przykleiła sie do mojej dłoni. I każda próba odklejenia sprawiała, że ona przyklejala się coraz bardziej. Po godzinie miałam całe ręce w tej gumie. I dlatego na wspólnym komunijnym zdjęciu jestem jedyną osobą, która nie trzyma rączek złożonych w modlitwie jak wiekszość dzieci, tylko mam je ściśnięte w piąstki.

Nigdy nie było mi wstyd, że inne dzieci dostały droższe prezenty. Zostałam wychowana w wierze, że zamożność nie ma żadnego znaczenia dla wartości człowieka. Tyle że tej wartości nie nauczył mnie kościół, ale moja mama.

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Nieraz dzieci są pytane: „chcesz iść do komunii? Dostaniesz prezenty!”

    Uważam, że komunia jak i chrzest powinny być przeprowadzane w późniejszym wieku tak, by człowiek mógł decydować sam o tym, czy rzeczywiście ich chce. Oecnie jest to rzeczywiście tylko festiwal prezentow dla dzieci i uroczystość robienia dobrze babciom/dziadkom, którzy chcą, by wnuczek/wnuczka byli wychowywani w wierze.

    A jaką wartość ma to dla dzieci?

  2. Jak się tak temu bliżej przyjrzeć i spróbować ogarnąć to na „chłopski rozum” to te wszystkie prezenty są formą zadośćuczynienia za męki przeżywane przez dziecko w okresie przygotowania do pierwszej komunii jak i podczas samej ceremonii. Idą dalej można wysnuć śmiałą tezę, że stanowią też formę pewnego osłodzenia przyszłej wspólnej przygody młodego „komunisty” z instytucją KRK ;)

    Pozdrawiam.

  3. Po pierwsze, Komunia jest za wcześnie. Jeśli ma to być naprawdę świadome przeżycie zaczynające nowy etap w życiu chrześcijanina. Po drugie, kumuluje się strasznie dużo spraw. Egzamin z wszystkich możliwych modlitw, pieśni i związana z nim realna groźba niedopuszczenia dziecka do Komunii, zdejmowanie (w październiku) miary na komże i alby, by niebawem okazało się (w kwietniu), że mało które dziecko ma właściwy rozmiar stroju, a chłopcy w komżach wyglądają jak istoty ciężarne, ale tak ma być, bo tak będzie ładnie. Okupione nerwami godziny prób wchodzenia, siadania, wychodzenia, klękania, stania, nieruszania i w ogóle nieoddychania… A wszystko po to, by szoł się udał. Nie dziwmy się zatem, ze aktorzy za swoja ciężką pracę oczekują godziwej zapłaty.

  4. A! Jeszcze czytałam o „obrączkach czystości”. Więc jeśli do tego wszystkiego doda się jeszcze wymuszone ślubowanie, że się nie będzie seksowało aż do ślubu (no, większość dzieci w zasadzie trzeba na tę okoliczność w trybie ekspresowym uświadomić), to już w ogóle Komunia kojarzyć się będzie z taka traumą, że jedynie bogate prezenty od całej rodziny zdołają jakoś wszystko załagodzić.

  5. Czytałem, że przebojem wśród prezentów komunijnych jest sfinansowanie operacji plastycznej odstających uszu dzieciaka. Poza tym oczywiście komputer, komóra lub szczyt szpanu – skuter. Czy to aby nie przerost formy nad treścią?

    Ja dostałem rower-składak, który służył mi przez sześć lat i parę groszy na lody i książki :)) Co prawda nie wynagrodziło mi to męczarni długich miesięcy przygotowań, nie spowodowało wzmocnienia wiary nadszarpniętej przez proboszcza-sadystę (ulubiona tortura to ciągnięcie smarkacza do góry za włosy), ale pewnie gdyby nie Komunia, to na rower poczekałbym jeszcze dość długo… :)

  6. Ja jestem bardzo zadowolona z mojej komunii, bo zarobiłam na niej 1500 zł i rower. Oczywiście nie dostrzegałam w niej duchowych aspektów, tylko możliwość otrzymania prezentów (korzystam z nich do dziś :)).

    Uważam, że w tym wszystkim chodzi przede wszystkim o podejście. Nawet, kiedy ludzie teoretycznie potrafią używać mózgu i są w wieku do bierzmowania, rzadko kiedy jest to świadomy wybór. Idą, bo wszyscy idą, bo ślub kościelny, bo rodzice każą, a bo co ludzie powiedzą, jak nie pójdę? Gdyby sakramenty były oparte na świadomych wyborach motywowanych wiarą, wyglądałoby to inaczej. Jednak ważniejsze są ładne statystyki, które można uzyskać poprzez tradycje i chrzczenie niemowląt. Wtedy są pokłady ludzi, którzy tak naprawdę nie wierzą, a dokonanie apostazji nadal jest dość kontrowersyjne czy wstydliwe.

    Jest to jedna z cech KRK, która mnie od niego odpycha i zgodnie ze swoim sumieniem do bierzmowania już nie poszłam, a w pewnym momencie zdecyduję się na apostazję.

  7. Przede wszystkim, jakim prawem umacza się niczego nieświadome dziecko w coś, czego nie rozumie ani na co może nie mieć w przyszłości najmniejszej ochoty? A jak zaczyna rozumieć, to rodzice je szantażują: „Przyrzekaliśmy za Ciebie przed Bogiem i tera tego musisz się trzymać”.

  8. Tak Seg! Zgadzam się z tym podejściem do religii i wogóle. Chyba właśnie przez te nudy przestałam wierzyć w Boga. Chodzenie do kościola było wymuszane – ba. nadal jest, tylko teraz chodze na ławke do parku. Sądze, że gdyby nie zniechęcił mnie do tego kościól i lekcje religii (z Mrs.W. która nie ma charyzmy i podejścia do dzieci) to moze bym nadal wierzyła w Boga.

  9. Tak Seg! Zgadzam się z tym podejściem do religii i wogóle. Chyba właśnie przez te nudy przestałam wierzyć w Boga. Chodzenie do kościola było wymuszane – ba. nadal jest, tylko teraz chodze na ławke do parku. Sądze, że gdyby nie zniechęcił mnie do tego kościól i lekcje religii (z Mrs.W. która nie ma charyzmy i podejścia do dzieci) to moze bym nadal wierzyła w Boga.

  10. Dostalam rozne prezenty (takie ani „biedne” ani „bogate”- powiedzmy ze ze „sredniej półki” – jak na owe czasy :)) ale pamietam ze jednym z bardziej przeze mnie wyczekiwanych był … pierscionek od babci.

    Babcia miala wielki pierscien z platyny sprzed wojny , poszla do zlotnika i przetopila to na 5 malych pierscioneczkow (miała 5 wnuczek wiec zeby bylo sprawiedliwie kazda wnuczka na komunie otrzymywala swoj). Moja mama nie pozwalala mi go nosic (zgubie, zniszcze itp.) i prawo do noszenia otrzymalam wiele lat pozniej (tak ok 17-18 roku zycia:)). problem w tym ze wyjełam ten pierscionek z pudełeczka i zobaczylam cos koszmarnie brzydkiego i odpustowego co absolutnie nie odpowiadalo moim gustom.

    Ok – sprawa do zapom nienia – nie plakalam z tego powodu do czasu…. do czasu jak jakies 3 lata temu dorwalam fotke tego oryginalnego pierscionka babci.

    Było to cos przepieknego! Szlachetny „secesyjny” pierscionek ktory pal licho – ze obecnie kosztowalby kupe kasy ale byl po prostu małym dziełem sztuki jakiegos przedwojennego złotnika i prezentowal soba duze walory artystyczne. I niestety zostal bezpowrotnie, nieodwracalnie zniszczony (w dobrej wierze ale…).
    Wtedy o malo co sie nie popłakałam z żalu.

  11. Ach komunia za komuny! Dzień później kopnąłem piłką kolezankę w rękę: „Bo mi zegarek zepsujesz; za dwa sześcest”

    Jedna z nielicznych moich spowiedzi! Niestety byłem nie kradnącym i nie zabijającym dzieckiem i nie bardzo wiedziałem, co tu dodać do „miałem nieskromne myśli”. które jako jedyne pasowały z katalogu grzechów. Podsłuchiwałem więc spowiedzi innych, z czego się wyspowiadałem, no i wyspowiadałem się z bicia siostry, choć jej wcale nie miałem.

    Mimo braku sensownej liczby grzechów i odbycia pokuty trzech pacierzy, nie czułem się rozgrzeszony :D no i ten kleisty opłatek jakoś (za diabła!) nie kojarzył mi się z ciałem Chrystusa, komunię pamiętam jako gehennę głodówki. Prezenty? Każda okazja jest dobra! Dziękowałem Bogu, ze nie mam wówczas imienin ani urodzin. Rowery obowiązkowo. Hitem były elektroniczne zegarki z melodyjkami, walkmany. A propos zegarka, bardzo się przydawał na mszach, miał stoper na którym biłem rekordy wytrzymywania bez oddechu, Bóg z Wami, idźcie ofiara spełniona.

  12. O pani… Komunia kojarzy mi sie z gromnica kapiaca mi na reke i moim glupawym wyrazem twarzy (lekko masochistycznym :) ), radiem typu „jamnik” (ktory nawiasem mowiac sluzyl mi potem przez lat nascie do piracenia muzy z kaset :) ) i cudownie obrzydliwa rodzinka, ktora pierwszy i ostatni raz widzialem w takiej ilosci :D Brrr…

  13. malami napisał(a):

    odkopałam tekst przypadkiem i się zastanawiam, czy to tylko ja miałam jakąś zboczoną parafię, że katechezy przed komunią nie były męką, tylko rozrywką? że najbardziej czekaliśmy na śpiewanie, bo było fajnie, a katechezy dało się przeżyć (niespecjalnie wszystko z nich rozumiejąc, ale żaden horror to nie był)
    Sam dzień był wielki i wspaniały, i ćwiczyliśmy wcześniej pamiętam, na andrutach, żeby nie zeżreć księdzu palca:) Prezenty dostałam, pamiętam złoty łańcuszek od chrzestnego, zegarek, bluzkę w paski i czekoladki.
    I nikt awantury nie robił, że tragedia indoktrynacja i przymus ani że prezenty nas z czegoś tam odzierają. Było git! :)
    Ale mi się guma nie przykleiła – penie dlatego, że mnie uczono, że to bardzo nieładnie w kościele żuć gumę. Więc najwyżej chrupnęłam czasem iryska;)

Dodaj komentarz