Koszyczki wielkanocne

Dziś rano, jak co roku, udałam się z moją przyjaciółką na tradycyjny spacer z koszyczkiem do kościoła. Koszyczek przygotowała mi mama. Ponieważ jesteśmy leniwe, na święta zaopatrzylyśmy się jeno w jajka, szynkę i majonez. Szynki nam było żal do koszyczka, majonez by sie nie zmieścił (duże słoiki winiar kupujemy)… No i finalnie w koszyczku wylądowały dwa jajka + to, co zostało z zeszłego roku, czyli: mała solniczka (chyba pusta), jakieś sianko na dno, które dodaje objetości, badyle z zeszłorocznych kwiatków i mnóstwo niesmiertelnych, żółtych kurczaczków.

Po drodze do kościoła zwinęłam z przydomowych ogródków kilka gałązek forsycji i mirabelki. Wszystko wyglądało w miarę ładnie …aż nie dotarłam na miejsce.

W tłumie ludzi czekających na swoja kolejkę święcenia dominował temat porównywania zaopatrzenia świątecznych stołów. Każdy, łącznie z nami, ciekawskim spojrzeniem omiatał koszyczki innych. Mord rysował się w oczach tych, którzy mieli skromne koszyczki, bo konkurencja była ogromna. Jedna pani chyba musiała wózkiem widłowym swój koszyczek przywieźć, bo ważył z tonę.

Atmosfera generalnie była napięta. Gdy ludzie z jednej tury święcenia wychodzili z kościoła, w przejściu już tloczyli się kolejni i wpychali na siłę, byle by tylko zająć miejsce najbliżej księdza. Wspomnę jeszcze, że były dwa stoły, z których pierwszy był wyższy od drugiego. Na te miejsca rezerwacje opłacono chyba z miesięcznym wyprzedzeniem. Pośród świątecznego jadła, na środku stał też koszyczek z datkami. Na oko – 500 zł. tam było. Aż mnie korcilo, żeby się pomylic przy odbieraniu swojej własności…

Wśród komentarzy dominowało narzekanie. A to że młodzież niewychowana i nie puszcza starszych przodem. A to, że niepelnosprawnemu przy wejściu nikt nie pomaga (swoja drogą – znamy tego pana z przyjaciółką i wiemy, że pomyka szybciej niż niejedna obecna w kosciele emerytka, więc nie potrzebował pomocy, tylko tak sobie stał, bo najwyraźniej stać chciał). No, ale powód do zjebania bliźniego dobry jak kazdy inny…

Przepraszam za przekleństwo. Święta tak mnie nastroiły najwyraźniej. :)

Komentarze do wpisu: 8 Napisz komentarz

  1. kiedys to ja smigalam z koszyczkiem ale od paru lat to moja siostra jest tym jeleniem który dyba w kosciele i sie użera ze starymi rodzynami haha :D:D

    i tez ogolnie nie rozumiem motywu napychania mnostwa rzeczy do srodka…i taki klimat porownywania tego z czym przyszli inni do kosciola chyba jest tez w niedziele palmową ..z tego co pamietam kto miał wiekszą bardziej pstrokatą palme dumniej z nią maszerował :)
    i na zakonczenie mego wpisu wesołych życzę ^^

  2. Ja tam się dobrze bawiłam. :)

    Tylko niestety dziś przegapiłam sumę, na której jest moja ulubiona historia tego, co przyszedł pierwszy, ale za nim ten drugi, co nie przyszedl drugi, tylko pierwszy itd.

Dodaj komentarz