Banda jasnowidzów

Rozwiązała się sprawa zaginionej półrocznej dziewczynki, której od 10 dni szukał cały kraj. I od razu okazuje się, że w Polsce mieszkają sami wróżbici i psychologowie.

Jak widać, wszyscy się domyślali, jak było naprawdę. A więc albo żyjemy w kraju wróżbitów o złych intencjach (bo przecież gdyby ktoś dobry wiedział, co się naprawdę stało z dziewczynką, to by z pewnością powiadomił o tym policję) albo psychologów, którzy wiedzą, jak się powinno przeżywać tragedię i zdają sobie sprawę, że jeśli ktoś nie tryska łzami jak fontanna przed Arkadią, to na pewno jest mordercą własnego dziecka. A pewnie jedno i drugie.

Samą siebie przeszła też pani psycholog sądowa, która wypowiadała się niedawno w TVN24, jak to wcale jej rozwiązanie sprawy nie dziwi, bo ojciec dziecka był za spokojny. Za spokojny. Psycholog z papierami to mówi. Cycki opadają. A pani psycholog nie słyszała, że różnie można reagować na porwanie własnego dziecka? Nie nauczono jej, że nie ma czegoś takiego jak „niewłaściwe przeżywanie tragedii”? Jedni zalewają się łzami, drudzy spokojnie analizują sprawę i starają się znaleźć rozwiązanie, jeszcze inni w ogóle nie dają po sobie znać, że coś się wydarzyło i wierzą, że jeśli będą zachowywać się normalnie, wszystko to okaże się złym snem.

Nie wiemy, co się stało. Nie mamy bladego pojęcia. Znamy jakieś wyrwane z kontekstu informacje przetrawione przez media i wyplute nam na zasadzie serwowania sensacji. I nie poznamy wiele więcej. Nie wiemy, kto był w sprawę zamieszany. Nie wiemy, czy doszło do morderstwa – czy raczej był to nieszczęśliwy wypadek, po którym matka w szoku zainscenizowała całe porwanie. I mam ochotę powiedzieć „wzajemnie” wszystkim tym, którzy życzą teraz rodzicom Magdy „czapy”, nazywają jej matkę „suką” i „szmatą”. Lepiej Wam? Serio?

Komentarze do wpisu: 29 Napisz komentarz

  1. Nie wiem co się stało, nie jestem jasnowidzem ale oglądając relacje w tv to mówiłem żonie, że coś tu „brzydko pachnie”. Reakcja rodziców wyglądała sztucznie i tyle. Nie dawało niestety odpowiedzi na pytanie co się tak na prawdę stało. Matka bała się reakcji „babci”? Mąż zabił dziecko i kazał jej winę wziąć na siebie? Czy po prostu jej spadło i głupio skłamała? Tego nie wiemy. Za to Rutkowski zrobił sobie trochę reklamy. Tvn nie zapomniała wykadrować numeru telefonu na wozie. A teraz „społeczeństwo” tak hojne i pomocne zacznie domagać się kary śmierci na matce, która straciła dziecko. Szkoda tylko tego, że następnym razem, gdy faktycznie ktoś porwie dziecko, to ludzie już mogę nie być tak chętni do pomocy. Szkoda dzieci.

  2. Ja bym chciał, żeby ktoś wreszcie zlinczował Rutkowskiego za robienie sobie reklamy na cudzym nieszczęściu. Jan, skoro nie jesteś jasnowidzem ani psychologiem, to się wstrzymaj od oceniania reakcji rodziców, skoro widziałeś ich tylko w telewizji, gdzie każdy nieobyty z kamerą wygląda sztucznie.

  3. Rutkowski to jest dopiero jasnowidz, już ogłosił, że matka nie dość że spowodowała śmierć, to miała wspólników, którzy zakopali dziecko i dlatego policja nie może go znaleźć, choć Rutkowski przecież już wczoraj znalazł, a w każdym razie tak ogłosił.

  4. Nie wiemy, czy doszło do morderstwa – czy raczej był to nieszczęśliwy wypadek, po którym matka w szoku zainscenizowała całe porwanie.

    Jeśli nawet ukryła tylko ciało to przez następne dni grała stroskaną mamusię. Dla mnie ta kobieta jest śmieciem i powinna dostać dożywocie. bo tacy ludzie nie powinni chodzić po ulicach.

  5. Seg czytam Twoje blogi od lat i zazwyczaj zachwycam się trafnością Twoich spostrzeżeń, ale tym razem nie masz racji. Napisałaś że nie wszyscy rodzice, którym porwano dziecko muszą zalewać się łzami a: „spokojnie analizują sprawę i starają się znaleźć rozwiązanie, jeszcze inni w ogóle nie dają po sobie znać, że coś się wydarzyło i wierzą, że jeśli będą zachowywać się normalnie, wszystko to okaże się złym snem.”
    Segritto powiem krótko, tacy twardziele to tylko w kiepskich filmach akcji.
    Sory, ale widocznie nie masz dzieci, więc nie wiesz o czym piszesz.

  6. „Sory, ale widocznie nie masz dzieci, więc nie wiesz o czym piszesz.”
    A faktycznie! Przepraszam w takim razie. Masz oczywiście rację.
    A tak serio, Lidio, to nie jest dowód „twardości”. Wręcz przeciwnie. To najczęściej sygnał, że człowiek nie umie sobie poradzić ze stratą i następuje właśnie jej wyparcie. No ale co ja mogę wiedzieć, skoro nie mam dzieci…

  7. Hm, wyjątkowo się nie zgadzam, chociaż zazwyczaj Seg trafia w sedno i mogłabym podpisać się pod większością jej notek. Nie sądzę, żeby to było jasnowidztwo, ale mnie naprawdę ta historia od początku nie klikała i trzymałam się zdania, że matka celowo lub nie, zrobiła temu dziecku krzywdę. Takie kwestie jak szczegółowy plan wydarzeń, autentyczność reakcji psychologicznych i efekt nagonki prasowej to nie moja broszka, ale była masa sygnałów alarmowych.

    Podawanie masy debilnych szczegółów. Jakaś pozytywka przyczepiona do rączki Madziulki i tego typu bzdury, które wskazywały na usilne uwiarygodnienie historii. Ale z drugiej strony, rzekomy porywacz był opisany bardzo nieprecyzyjnie. Koleś w dresiku i kapturze. Nie, wcale nikt nie zwróciłby uwagi na takiego osobnika spadającego z dzieckiem, skoro park jest otoczony głównymi trasami komunikacyjnymi, dworcem i wydziałami UŚ. Może dla mnie to było takie śmieszne, bo to całe porwanie miało się odbyć w parku obok mojego wydziału i tam jest masa ludzi nawet późnym wieczorem, bo kompleks basenów krytych, studenci, akademiki, wiele matek z dziećmi, skrót na dworzec kolejowy…
    To, że wyślizgnęło się z kocyka to już totalny kit. Jakim cudem była w stanie wyjąć dziecko i od razu je w coś owinąć, przecież zabraknie jej ręki. Wszystkie matki, jakie znam, biorą dziecko na ręce i kładą na ręczniku. Próba zrobienia tego inaczej jest bardzo trudna, a babka jest młoda, to jej pierwsze dziecko i wątpię, żeby miała dostatecznie dużo wprawy, żeby manewrować mokrym dzieckiem i kocykiem. Poza tym, JAK kocyk może być śliski?

    Tu nie chodzi o lincz, samosąd albo mądrzenie się, jacy to my nie jesteśmy, ale od rana w telewizji profesorowie o całej gamie problemów z poprawnym konstruowaniem zdań tłumaczą, że ona w szoku była i ojojo ojojo, tymczasem ktoś dzisiaj słusznie napisał, oczywiście w Internecie, że ona kłamała przez dziewięć dni, policja była zajęta szukaniem nieistniejącego porywacza na koszt podatnika, a w tym czasie nie wiadomo, ilu bezdomnych zamarzło z braku patroli zbierających ich z prowizorycznych schronień. Jeżeli to napawanie się własnym intelektem, przeczuciami czy czymkolwiek innym, no to trudno, ale nie broniłabym jej przed wirtualnym linczem. Robiła sceny przed kamerą, że oddajcie mi Madziulkę, to trudno oczekiwać, że społeczeństwo teraz jeszcze się będzie nad nią pochylać.

    1. Joanna, to właśnie kliniczny przykład jasnowidztwa, o jakim pisze Segritta – nie wiesz na ten temat nic, bo jak rozumiem własnego dziecka nie masz, a informacje czerpiesz z mediów, czyli z trzeciej czy którejś tam ręki (dziennikarz napisał, że Rutkowski powiedział, że matka Madzi powiedziała), ale już jesteś przekonana, że dziecko zamordowała, i kłamie z tym kocykiem. Tak, uważam to za napawanie się własną genialnością.
      A co do obrony przed linczem – tak, należy przed nim bronić każdego (może poza Rutkowskim) – lincz to dziki, bezrozumny motłoch wyjący „zabić tę sukę” czy coś podobnego. Nie ma to wiele wspólnego z przestrzeganiem prawa czy sprawiedliwością, to tylko dla motłochu okazja być dać upust nienawiści czy wyżycia się.

  8. Michale ja mam dwoje dzieci i nikt mnie nie przekona, że ona jest normalna. KAŻDA nawet najgorsza z matek gdy dziecko wypadnie jej z rąk wzywa pomocy, krzyczy, może wybiec z domu aby jak najszybciej ktoś zawiózł ją z dzieckiem na pogotowie bo liczy się każda sekunda. I NIGDY żadna matka nie przyjmuje do wiadomości, że już nic nie da się zrobić! ZAWSZE liczymy na jakąś reanimację, jakiś cud, choćby nie oddychało, serce nie biło i nie wiem jakie tam jeszcze oznaki to ZAWSZE chcemy je ratować, ratować, ratować NATYCHMIAST!
    A ona co robi? Dziecko uderza główką o próg a ona stwierdza, że nie żyje i wynosi je na mróz? Bo co? Bo spanikowała? Bo od ratowania własnego dziecka ważniejsze dla niej było ratowanie własnej dupy?

    1. Czyli że matka zamordowała własne dziecko? To już bardziej wiarygodne z punktu widzenia innej matki? (staram Ci się coś uzmysłowić, ale chyba mi nie wychodzi.. ;))

  9. Fakt, to co się dzieje na facebooku to ludzkie pojęcie przechodzi, w znajomych mam bande troglodytów jak się okazuje. Zaobserwowałam również nowe zjawisko które nazwałam sobie wybiórczy liberalizm, wcześniej ta banda była za legalizacją marihuany, później była przeciwko ACTA, a teraz jest za karą śmierci dla tej dziewczyny. Ja nie chce jej bronic, ale w naszych czasach niewiele jest 22 latek gotowych na dziecko, a wnioskując z jej historii dziecko było wpadką. Pewnie zostane opacznie zrozumiana, ale moim zdaniem tej tragedii można było by uniknąć gdyby, aborcja nie była grzechem, a adopcja wstydem dla całej rodziny, no bo przecież co ludzie powiedzą?!

  10. Ja przepraszam, że może trochę nie na temat, ale czy naprawdę 22-letnia matka to młoda matka? 22-letnia kobieta to nie jest już dziecko, to przecież nie jest już nawet nastolatka, nie przesadzajmy. Tym bardziej powinna wiedzieć o tych cholernych gumkach więcej niż gimnazjalistka z brzuchem…

  11. Tak Klaudia, 22-letnia matka to młoda matka, nie nieletnia, ale młoda. Wyobraź sobie, tak na tydzień, że masz teraz dziecko.
    A co do prezerwatyw, się zgadzam że powinna.

  12. Masz rację, Michał, źle to ujęłam – jest to młoda matka, ale przecież nie niezdolna (psychicznie) do wychowania dziecka. Oczywiście jest to uogólnienie, ale znam kilka dziewczyn, które w tym wieku mają dzieci i wychowują je bez większych problemów, więc akurat w tej sprawie wiek niczego nie usprawiedliwia – jestem w stanie sobie wyobrazić równie dobrze 40-latkę z problemami psychicznymi, która robi krzywdę swojemu dziecku.
    Podobnie mogę sobie wyobrazić (zgodnie z Twoim zaleceniem ;)) 22-letnią siebie, wychowującą i kochającą własne dziecko, ale dzięki świadomym decyzjom pozostaje to w sferze wyobraźni. A że niestety wychowanie seksualne w naszym kraju kuleje, to wiadomo nie od dziś (podziękujmy posłom – i ich wyborcom – którzy „nie życzą sobie, aby ich dzieci w szkole słuchały o prezerwatywach”)…

      1. Tu nawet nie chodzi o kościół a o mentalność naszego społeczeństwa, spójrzcie jaka nagonka na Panią Marie Czubaszek w związku z jej aborcjami. Nawet moja mama, zadeklarowana ateistka potrafi mi na urodziny życzyć żebym jej w końcu wnuka dała. Także choć bardzo bym chciała, nie wszystko da się zrzucić na kościół ;)

Dodaj komentarz