Bo o tym się nie mówi.

Na każdym kroku spotykam ludzi, którzy brzydzą się rozmową. To istoty wyższe, posługujące się telepatią od lat, prawdopodobnie też komunikujące się z innymi wymiarami i mieszkańcami odległych wszechświatów. Nic dziwnego więc, że kiedy spotykają mnie na swojej drodze, traktują mnie z widocznym obrzydzeniem i trudno im zrozumieć, że nie tylko znam starożytna technikę komunikacji za pomocą słów – ale lubuję się w niej. Dla nich to trochę tak, jakby używać liczydła, mając w kieszeni kalkulator.

Ich bogiem jest Wielki Tabuu. Ich modlitwy odbywają się w milczeniu, przetykanym czasem fochem lub szlochem. Spowiadają się li tylko anonimowym użytkownikom internetu lub najbliższym psiapsiółkom (ale tylko, jeśli temat spowiedzi nie dotyczy tych psiapsiółek). Wystrzegajcie się tych istot przybyłych z planety IQ1-37, albowiem zmiażdżą Was swoją mondrościom. 

Bar w Warszawie, godzina wieczorna, przypadkowe spotkanie z kolegą, którego nie widziałam rok.

– Czesc Seg!
– O, cześć Bolek. Już ci foch przeszedł?
– No wiesz co? Jaki foch? Zachowałaś się tak, że no wybacz..
– Wybacz co?

Jakiś rok temu Bolek obraził się na mnie nie-wiem-za-co. Po jakiejś wspólnej imprezie powiedział mi coś "od serca" i wyszedł. Gdy próbowałam do niego dzwonić i dowiadywać się, o co kaman, Bolek zbywał mnie, rzucał jakimiś oskarżeniami. Wysłuchiwanie inwektyw nie jest moim hobby. Nie przepadam też za ciągnięciem kogokolwiek za język. Odpuściłam więc sobie Bolka.

Okazuje się jednak, że Bolkowi juz przeszło.
– Już mi przeszło. Wybaczyłem ci. A właściwie zaakceptowałem te twoje wady.
– Ale co mi wybaczyłeś?
– No to, jak się zachowałaś wtedy.
– Kiedy?
– Nie udawaj, że nie wiesz.
– Nie wiem, a ty nigdy nie chciałeś mnie uświadomić.
– Chciałem ci dać nauczkę.
– Aha.

To mi dał nauczkę. Bolek wychodzi z założenia, że rozmowy są przereklamowane. Że to taki amerykański pic na wodę a on Ameryki nie lubi i nie będzie gadał. O.

I dlatego Bolek jest już przeszłością w moim życiu. 

Forum internetowe, wątek o seksie. Chłopak pyta się internautów o radę. Dziewczyna powtarza mu, że w seksie brakuje mu pewności siebie. Jak on to ma rozumieć?

Odpisuję, żeby się jej po prostu spytał. 

W odpowiedzi na mojego posta pojawia się wpis jakiejś dziewczyny, która tłumaczy, że nie każda kobieta jest taka prosta jak ja i że inne są skomplikowane i w ogóle kobiety wolą, żeby faceci się domyślali, o co im chodzi. Bo "lubimy być tajemnicze".

No tak. Wszystko jasne.

Kobieta ma problem z Bolkiem, który jest zbyt nieśmiały w łóżku. Pyta się jej, czy jej dobrze boi się eksperymentować; przez cały czas drży ze strachu, że ją coś zaboli… Generalnie seks jest do dupy, więc biedna dziewczyna próbuje zasygnalizować problem Bolkowi. Mówi, żeby był pewniejszy siebie. On kiwa głową, udając, że rozumie. Ale nie rozumie. Siada do kompa, loguje się na ulubionym forum i liczy, że banda baranów będzie lepiej rozumiała jego dziewczynę niz ona sama. Najczęściej pojawiające się rady to "a próbowałeś sado maso?" albo sugestie mocnego seksu z wykorzystaniem wiązania i bicia. To się dziewczyna zdziwi, jak jej Bolek zapnie spinacze na sutkach i trzaśnie po mordzie dla podkręcenia atmosfery… :)

Kawiarnia. Spotkanie ze znajomymi i znajomymi znajomych. Znajomy znajomej opowiada o swojej nowej dziewczynie i o tym, jak go wkruwiają jej opowieści o byłych.

– Dlaczego? – pytam.
– No gada mi o tym byłym na przykład – odpowiada Bolek – Wiesz, ja nie pytam a ona mówi.
– Co w tym złego? – drążę dalej
– No daj spokój.. – wcina się znajoma – Żeby o byłych facetach aktualnemu opowiadać? Bez sensu.
– Czemu bez sensu? – nie daję za wygraną.
– Bo tego się nie robi! – odpowiadają praktycznie chórem. 

Gdyby ich jeszcze przycisnąć, na pewno powiedzieliby, że mówienie o byłych krzywdzi aktualnego partnera. Że po co rozpamiętywać przeszłość. Że tylko on się liczy. De facto wychodzi na to, że za każdym razem, gdy związujemy się z kimś nowym, robi się z nas taka tabula rasa. Biała kartka, którą tylko ten obecny ma prawo zapisać. I oboje z partnerów muszą udawać, że w tej dziurze pieska preriowego jeszcze nie było. Ty jesteś moim jedynym pieskiem. Lajke werdżin… (choć lajke robi różnicę…)

Lęk przed słuchaniem opowieści o eksach to domena zakompleksionych Bolków. Albo Bolków, którzy związali się z kobietą, która wciąż tych byłych kocha. Nie ma innej możliwości. Tak czy inaczej – rozmowa o eksach nie może już bardziej popsuć sytuacji. Wręcz przeciwnie – może ją naprawić. Z opowieści o tym, jakich partnerów wybierała nasza sympatia i jakie miała z nimi doświadczenia, możemy wyciągnąć wiele informacji na temat jej psychiki, myślenia i oczekiwań wobec związków. Możemy dzięki temu uniknąć głupich błędów. Możemy wreszcie pomóc partnerce w zdystansowaniu się do przeszłości i wyleczeniu się z ewentualnych tęsknot za byłymi. Nie wspominając juz o budującym się w ten sposób zaufaniu i wierze w partnera. "Skoro on nie ma problemu ze słuchaniem o moim eksie, to najwyraźniej wie, że jest od niego lepszy. No i moge mu powiedzieć wszystko". 

Są chwile, kiedy nie chce mi się gadać.  Wracam zmęczona do domu, mam dość rozmów, nienawidzę ludzi. Właściwie ktokolwiek wtedy do mnie podchodzi, zostaje potraktowany ignorem. Wiele lat zajęło mi nauczenie się, żeby w takiej chwili powiedzieć zatroskanym bliskim, ze mam zły dzień i po prostu nie chce mi sie gadać. To tylko parę słów, a potrafią uspokoić partnera, rodzica czy przyjaciela. A niewiele rzeczy tak denerwuje jak ktoś nam bliski, kto z niejasnego powodu stroi focha, unika jakiegos tematu lu po prostu zawzięcie milczy. 

 

 

Komentarze do wpisu: 64 Napisz komentarz

  1. Gość: Domino, 89.234.192.7* napisał(a):

    Segritto,

    za umiejętność trafienia w sedno problemu czeka na Ciebie w Tarnowie piwo. I szakunec dozgonny. Zwłaszcza szakunec. ;)

    Pozdrawiam

  2. Ooo tak, telepatia. Ale, niestety, Autorko droga, zwłaszcza w telepatii celują kobiety… Facet mówi, co myśli – chyba, że jest stuknięty :) Choć owszem, w miłości zwłaszcza zdarzają się męskie „utelepatyzowania”. A co do byłych, to Bolki smęcą, że muszą słuchać o byłych (uwielbiam słyszeć np. „a bo wiesz, X. z hydrauliką tak się nie męczył”), a kobiety… wysuwają pazury, łapią wałki i strzelają fochy całoroczne. Temat byłej przy aktualnej to prosta metoda popełnienia samobójstwa…

  3. No dobra, nie mam wiele doświadczeń w związkach z kobietami, ale moje przyjaciółki i znajome, gdy coś jest nie tak, od razu mi mówią o przyczynie takiego stanu (inna sprawa, że ta przyczyna często jest trywialna i zupełnie nieadekwatna do wielkości focha…). Natomiast mężczyźni na każdym kroku zapodają mi fochy z gatunku „Co ci jest? – Nic”. No normalnie co chwila. Albo mówią, że coś się stało niedobrego. Pytam się co a oni odpowiadają, że nie chcą o tym gadać. To po cholere zaczynają?!

  4. Nic, tylko pogratulować Ci znajomych. Nie ma to jak inteligentna dysputa, w której na każde pytanie „dlaczego?” odpowiadają Ci „bo tak i już”.

  5. Oj znam takie sytuacje, oj znam

    przychodzę do dziewczyny a ona na mnie śmiertelnie obrażona – pytam się czym ja biedny zawiniłem, a ona na to tylko „Niczym, zawsze tak mówisz!”

    i weź tu bądź spokojnym, miłym człowiekiem:(

  6. Eh, Segritta… powinnaś w koncu zrozumieć, że znacznie przewyższasz inteligencją tzw. „zwykłych ludzi” i mieć zrozumienie dla pewnych nielogicznych zachowań, jakie się nam przytrafiają…
    PS: nie jestem Bolkiem.

    :))

  7. Trafione. Sama bym lepiej tego nie ujęła. A dodała tylko to, że stado baranów mówiących „kobieta ma być tajemnicza”, „mężczyźnie wszystkiego się nie mówi”, „bo tak się nie robi”, „to nie fair” nie ma bladego pojęcia co właściwie znaczą te slogany. Powtarzają je jak takie niepodważalne mądrości a potem się dziwią, ze związki międzyludzkie im się rozwalają.

    Trudno, żeby działały skoro ludzie pojęcia nie mieli o tym, że gdzieś czymś mogli urazić a tamta strona bała się coś powiedzieć albo udawała, że rozumie mimo, że poziom jest świadomości nie zmienił się w ogóle. Ale jak przyszło do wylewania żali to pierwsi byli w obrzucaniu tego, który nie wycztał im w oczach, że mają problem a ostatni, by zrozumieć, że trzeba było o tym powiedzieć.

    Szczera rozmowa to towar deficytowy w relacjach międzyludzkich.

  8. seg, genialna notka.

    dymostenes

    „Eh, Segritta… powinnaś w koncu zrozumieć, że znacznie przewyższasz inteligencją tzw. „zwykłych ludzi” i mieć zrozumienie dla pewnych nielogicznych zachowań, jakie się nam przytrafiają…”

    no co innego strzelić focha, ew. go przetrawić i dopiero potem o nim pogadać, a co innego strzelić focha i zachować się jak bolek :) (w ogóle co za typ. dżizas), pozostają jeszcze w przekonaniu dawania komuś nauczki. albo te obrażanie się, bez pogadania o tym, gdy ludzie nie potrafią po prostu wysłuchać racji drugiej strony, co jest już sytuacją beznadziejną, zwłaszcza jeśli ta druga strona sama pyta o co chodzi (a mogła nie pytać i olać). wszyscy miewamy gorsze dni, dni bez poczucia humoru czy chwile nieporozumień. ale jak to się zamienia w cechę stałą, to jest jak choroba chroniczna.

    a co do byłych. to nie umiałam zbudować związku nie pogadawszy o byłych. nie są mi potrzebne cyfry (bo sama ich nie podawałam nikomu :) ani szczegóły anatomiczne tych osób, ale wrażenia, wspomnienia, bo po tym widziałam, jaki był, jaki nie jest, jaki jest i dlaczego, po tym jak wspominał itp., obserwowanie twarzy, mowy ciała, wsłuchanie się w ton itp. to prawda, sam sposób opowiadania o byłych, albo niedoszłych albo obecnych zastępuje nam ankietę „opowiedz mi o sobie” :)

  9. gabelle,

    z tym niemówieniem wszystkiego chłopu to ja bym się akurat wyjątkowo zgodziła. Zbytnia szczerość za cholerę nie popłaca, zwłaszcza gdy o płatności chodzi. Im niej chłopina wie, tym spokojniej śpi, co w konsekwencji jest na plus dla związku.

  10. No a u mnie jest odwrotnie , ja wale prosto z mostu a facet mysli ze ja sie domysle o co chodzi. A raczej myslal, bo teraz juz sie przelamal i mowi :) Mialam tez zawsze inny problem z komunikacja : ja mowilam np: nie chce miec nigdy dzieci a on interpretowal: jak zajdzie to sie jej zachce. A potem zdziwienie i 2 rozwody :)

  11. „To się dziewczyna zdziwi, jak jej Bolek zapnie spinacze na sutkach i trzaśnie po mordzie dla podkręcenia atmosfery… :) ”

    To jest moment kulminacyjny tekstu, w którym rypnąłem śmiechem. Szacuken(nie szakucen)!

    Mam taką kumpelę, co czasem pisze mi na gg jakieś bzdury, smutki. Wtedy pierwszym moim pytaniem-stwierdzeniem jest: masz miesiączkę? W bardzo dużej większości przypadków ma miesiączkę.

    Analogicznie do tego blogu próbuję zastosować tę regułę, ale bezskutecznie. Seg, czy możesz mnie w tym wspomóc?

  12. rurzana,
    „Zbytnia szczerość za cholerę nie popłaca, zwłaszcza gdy o płatności chodzi. Im niej chłopina wie, tym spokojniej śpi, co w konsekwencji jest na plus dla związku.” żartujesz, prawda? :)

  13. ml,

    no właśnie nie żartuję. Nie mówię, że na każdym kroku trzeba go oszukiwać w kwestiach finansowych, ale czasem dla świętego spokoju lepiej nie mówić całej prawdy. Np., kupiłaś sobie buty za 500 zł, to powiedz, ze kosztowały 300 zł., jeśli już zapyta. I tak pewnie stwierdzi, że drogo, bo koleżanka z pracy kupiła bardzo ładne czółenka za 150 zł. Przy czym niewielkie (a może nawet żadne) znaczenie będzie miało to, że kupiłaś za swoje. No niby idealny partner powinien rozumieć potrzeby partnerki, ale przecież ideałów nie ma. Może to i jest nie w porządku, ale z okazjonalnymi „szalonymi” zakupami jest jak ze zdradą. Lepiej się do nich nie przyznawać, bo nawet jak facet nie jest skąpiradło, to i tak zawsze znalazłoby się coś, na co warto byłoby odłożyć… Wystarczy, że sama masz lekkiego kaca, nie trzeba ci jeszcze jego cierpiętniczych min. Możesz powiedzieć, że to głupie „szastać” kasą, której brakuje, ale z drugiej strony, dlaczego już do do usranej śmierci nie masz sobie kupić czegoś ładnego, choć drogiego tylko dlatego, że przydałby się nowy dywan?
    No owszem, są związki, w których albo nie ma problemów finansowych, albo nie ma zbyt dużych (i częstych) potrzeb typowo osobistych i wtedy zbędne są te całe zabiegi z obcinaniem metek i wyrzucaniem paragonów. Ja niestety w takich nie byłam. Pewnie nie jestem ekspertką od związków, bo sama nie miałam udanych, ale jedno wiem na pewno, nie skończyły się dlatego, ze on czegoś nie wiedział. Przeciwnie, czasem gadałam za wiele. Tak więc po latach bardziej cenię sobie w związku sztukę niemówienia. Co nie znaczy, że nie zgadzam się z artykułem Seg. Tyle że nie trzeba zaraz mówić wszystkiego, co przyjdzie do głowy.

  14. No nie rozumiem Was. Wydaje mi się jasną i prostą zasada dobierania sobie przyjaciół zbliżonych do nas poziomem, postrzeganiem świata czy jakoś tak ogólnie „z tej samej bajki”. Przyjaciół, a tym bardziej kandydatow na męża lub kochanka. A tu czytam o przyjacielu Bolku, który strzela fochy, o tym że cena butów zmniejsza się o 50% między sklepem a domem itp… no pięknie :)
    ml76, Ty jedna mnie rozumiesz…

  15. Ha sedno sedna. Naprawdę, czasem ma wrażenie, że niektórzy non stop żrą ciągutki. I gęby mają posklejane.

    Zwłaszcza, jeśli chodzi o najprostsze sprawy. Łóżko na ten przykład.

  16. Gość: rentier klasy ABRh-, byw151.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Postawę ktorą prezentujesz nazwałbym aspołeczną, albo robocią. Ludzie mają (jakbyś chciała wiedzieć) neurony lustrzane. Dziadostwo powyższe pozwala wczuć się w skóre drugiego człowieka. (zauważ redundację w poprzednim zdaniu). Do wielu czynności miedzy innymi do współokradania, współmordowania, współobmawiania a przede wszystkim do spółkowania trudno jest namówić bliźnich samym darem wymowy. Potrzebne są wspólne przekonania i systemy wartości. Te natomiast rzeczy zwykle są pozawerbalne i ludzie testują je na sobie nieustannie. Licząc, iż osoba podobna dłużej zostanie z testującym.

    Innymi słowy gadulstwo owszem: na wykładzie, w pracy i wobec podwładnych, ale w łóżku (i innych empatią tchnących sytuacjach) morda w kubeł.

    Zastrzeżenie: Owszem od zasady tej są wyjątki. Wyjątki powtarzam.

  17. rentier,

    redundancja w drugim zdaniu? Ja widzę raczej będącą językową niezręcznością kontaminację frazeologizmów.

    Grunt to użyć takiego języka, który rozumieją tylko ci, z którymi chce się rozmawiać :-)

    G.

  18. Nie rozumiem nieszczerości w związku. Ani na poziomie kłamania, że buty kosztowały 300zł a nie 500zł ani na zadnej innej. Swoją drogą, nie umiałabym kupić sobie jednej pary butów na 500zł. Astronomiczna kasa za markę, gdzie podróbka jest 75% tańsza.

    Absolutnie nie zgadzam się z tym, ze partnera „można oszukiwać dla jego dobra”. To jest tak jak z tym zrywaniem co było trafnie opisane przez Segrittę. To nie dla jego dobra ale dla kłamiacego dobra, bo chce uniknąc potępiającego spojrzenia partnera kłamiemy. Dla dobra faceta to jest się z Nim szczerym i jesli wydało się 500zł [o, zgrozo] na buty to się mówi, że się wydało 500zł a nie 300zł.

    Życie jest za krótkie na to by marnować czas na krętactwo :)

  19. Gość: rentier klasy ABRh-, byw151.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Droga gabelle. To nie takie proste. Człowiek lubi oszukiwać. Wyłudzać. Otrzymywać nienależne łaski. To takie psie. Takie małpie, i … ludzkie. A ile potem jest przepraszania i tłumaczenia. I uśmiechów i prezentów. Per saldo związek się cementuje. Utrwala. Wszyscy są zadowoleni. I szczęśliwi. Bo wszyscy lubią robić sobie prezenty, i otrzymywać przebłgalne prezenty od innych.

    A poza tym, tak po prostu w związku jest wtedy mniej … nudno.

    Pzdr dla Cię

  20. Twoje słowa mnie raczej dobijają niż pocieszają. Wynika z nich, że to dzięki obłudzie i fałszywości nasze związki mają być ciekawsze?

    Nie zgadzam się. To tylko narzuta społeczno kulturowa, która głęboko w nas siedzi. Niestety, ale w moim odczuciu powtarzasz tylko, ze inaczej te same slogany jak „kobieta musi byc tajemnicza”, „nie mów wszystkiemu facetowi”.

    A jeśli „pretekstem” do obdarowania partnera ma być moje kłamstwo to wole nie dawać mu prezentów wcale.

    Nie wiem dlaczego szczerość, która jest cnotą jest dzisiaj cechą pejoratywną…

  21. rentierze, zlotymi myslami i przyslowiami tutaj nikogo nie przekonasz.
    Ciekawa natomiast jestem, jak w zwiazku z Twoja teoria o milczeniu na temat seksu rozwiazalbys problem chlopca z wpisu.

  22. Gość: rentier klasy ABRh-, byw151.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Droga gabelle. Pozwól, że zdradzę Ci sekret życia na tym padode. Odważam się to czynić jedynie z racji doświadczenia życiowego, i wielu widzianych wiosen :))))

    Otoż tak naprawdę nie jest ważne i istotne, czy partnera się trochę nie „podkoloruje”, czy też będzie się uczciwym do grobowej deski. Otóż ta deska jest tak blisko. W tak zawrotnym pędzie wszystko przemija, że naprawdę nie jest ważne jak żyjemy. Rodzice w zaświaty odchodzą nam tak bezwzględnie i tak stanowczo. Dzieci natychmiast przestają być dziećmi i zaczynają mieć swoje własne problemy. Partnerzy tak szybko się starzeją, że naprawdę nieistotne, czy mają zmarszczkę jedną czy drugą. Jeśli jest się z kimś z kim człowiekowi dobrze upływa czas to chyba nie ma wiekszego szczęścia.

    Wykorzystuj proszę wiedzę mojej teściowej która mając nie tak dużo do setki praktycznie zarywa noc w noc. Nie śpi bo szkoda jej życia. I twierdzi, że odpocznie w trumnie. Innymi słowy jeśli masz coś zjeść: odłóż to do jutra, jeśli masz coś sobie kupić: kup dzisiaj, a jeśli masz coś ciekawego przeżyć: przeżyj to w ciągu najbliższych 5 minut.

    Nie przejmuj się zbytnio, jak mawiał J Ch. Andersen „Mój kochany Augustynie, wszystko płynie, płynie…”

  23. Może dla Ciebie nie jest istotne :)

    Dla mnie szczęściem i spełnieniem jest świadomośc, że mogę i chcę być z Nim szczera. Jesli dla kogoś elementem szczęscia jest kolorowanie i kłamanie partnera to wiadać takie ma poglądy, że może sobie spokojnie w lustro patrzyć i jemu w oczy kłamać :)

    A poza tym to reszta Twojej wypowiedzi trochę nie nawiązuje do mojej i nie wiem co wspólnego z brakiem szczerości może mieć to, żeby brać z życie tyle ile się da..

    Carpe Diem jak najbardziej, ale nie kosztem siebie i swoich postaw jednak.

    Pozdrawiam.

  24. Gość: rentier klasy ABRh-, byw151.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Droga segritta. Problemu z Bolkiem uważam, że nie ma. jeśli ktoś rok się nie odzywa, to mam prawo przypuszczać, że po prostu nie żyje. Jeśli nie masz takich doświadczeń, że ze spotkania klasowego jest was coraz mniej i mniej to trudno Ci będzie przyjąć mój punkt widzenia. Ale… on przyjdzie. Ja wiem, że przyjdzie, bo sam byłem takim niedowiarkiem. A gość ze zbyt nieśmiałym seksem? Ani się zorientuje, jak partnerka znajdzie sobie śmielszego. bo przecież ona nie może czekać. Jej zegar biologiczny tyka. Ona czuje w sobie ten zegar. Gość może zdąży się połapać, może nie. W każdy bądź razie radziłbym mu się pospieszyć. Gdy partnerka narzeka to zazwyczaj już i tak jest za późno. Ale psychologia może pomóc. I ćwiczenia karate. Chociaż najlepiej na śmiałość pomagają pieniądze. Ale te nie jest łatwo zdobyć szybko. Więc może on nie ma szans. A to co napisałaś o tabula rasa to prawda. Nie mamy czasu na rozpatrywanie przeszłości. I nikt od nas tego nie wymaga. Faceci nie chcą słyszeć z iloma ona była przed nim. Ona nie chce wiedzieć ile on rozdziewiczył. Liczy się tu i teraz. I tak jest chyba najucziwiej wobec życia. Które nas wiecznie zaskakuje: a to chorobą, a to końcem jakiegoś etapu, a to niemożnością już pójścia w góry, czy też po prostu trywialnie okazuje się, że nie mamy już na to sił i środków.

    Pozdr Cie i zachęcam: pisz. Fajnie to robisz, mimo tego, że za jakiś czas sama będziesz się śmiać z powagi poruszanych tu problemów.

  25. Nie ma. Jasne. Czyli te stada par w gabinetach psychoterapii małżeństw, których najgłówniejszym problemem z jakim sie borykają jest brak umiejętności mówienia sobie o rzeczach trudnych to może fikcja literacka?

    Bez urazy rainterze, ale brzmisz trochę jak człowiek, który gdy mówi, że nie ma problemu to znaczy że NIE MA PROBLEMU!

  26. Gość: rentier klasy ABRh-, byw151.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Gabelle. Ależ bądź szczera ile wlezie. I do tego stopnia który będzie Ci odpowiadał. Ja tylko piszę, że nieistotne jest jak bardzo będziesz prawdomówna. Bo jutro ani Ciebie, ani tego Twojego najważniejszego już nie będzie. Jutro, pojutrze wszyscy się rozpłyniemy. Znikniemy w nicości i narawdę nikt nie będzie pamiętał czy byliśmy szczerzy, uczciwi, czy nam się powodzilo czy też nie. Jesteś na bardzo poważnym etapie rozwoju: rozumiem Bóg, honor, ojczyzna. Tyle, że ojczyzny już nie mamy, bo wstąpienie do unii zabrało nam państwowość. teraz jesteśmy jedynie prowincją w unii (i to stosunkowo biedną). Nasze dzieci obowiązkowo będą znały drugi język, a wnuki żyjąc w Warszawie mogą w ogóle nie znać polskiego. A literatura patriotyczna zginie jeszcze szybciej. Bóg też nie jest wieczny. A przynajmniej znam takich którzy się takimi okazali Jowisz, Afrodyta, egipski bóg Ra. Religie także mają swoje narodziny dojrzalość i śmierć. Najgorzej z honorem, ale sądzę, że też nie jest wieczny. A o okłamywaniu partnera pogadamy jak się okaże (nie daj Boże!) jak któreś z Was dostanie raka. Wtedy zmienisz poglądy. Mówię Ci.

    Pozdrawiam Cię jeszcze raz. A to co chciałem powiedzeć to tylko, że nie jest istotne czy człowiek jest dobry i uczciwy czy też zły. Człowiek za krótko żyje żeby można go było sądzić. I nie carpe diem, ale chwytaj minuty, sekundy.

  27. rentierze, świadomość kruchości życia ludzkiego i jego skończoności to nie jest dla mnie argument, ktory ma mnie tłumaczyć z tego, że robie sobie z jezyka dupę, za przeproszeniem.

    Nie chodzi o to czy za 100 lat ktoś będzie wiedział czy byłam szczera, chodzi o to, że dzisiaj, teraz gdy żyje ja i mój partner wiemy, że jestesmy ze sobą szczerzy. I jesli już mowimy o carpe diem, które tu gloryfikujesz to własnie sobie przeczysz :)

    Bo jesli carpie diem to ja mam głęboko gdzieś to czy za 100 lat ktoś będzie wiedział czy byłam szczera bo ważne jest dla mnie to, że dzis, w tym momencie w tej minucie On wie, że jestem. Rozumiesz? :
    I naprawdę nie wiem jaki jest związek między ciężka chorobą a rzekomą korelacją zaniku szczerości wobec niego.

    A na poważnym etapie rozwoju to byłam 5 lat temu ;)

  28. w sumie aż dziwne, że mnie to nie zaczęło śmieszyć juz wcześniej :)
    Rozmawiamy sobie na temat układania sobie życia, usprawniania komunikacji i rozwiązywania problemów, aż tu nagle przychodzi facet i zaczyna wmawiać nam, że nic nie jest ważne, bo życie jest krótkie. I jeszcze sieje wokół pisent lof.
    Szacun. :)

  29. strzal w dziesiatke. Problem bywa i taki, ze gadasz do takiego Bolka, a on cie nie slucha. A potem ci walnie, ze nie ma komunikacji i nie bylo. A ty kopara w dol i jazda po bandzie. Znam problem. Albo to wieczne, „nic sie nie stalo” i zjazd do jaskini. A ty sie kurna domyslaj. Moj Bolek, zwany stajennym powiedzial mi ” a co nie domyslalas sie”? No nie, bo jeszcze nie umiem czytac w myslach, moze sie naucze. Szacun Segritta. Tekst konkret.

  30. Gość: rentier klasy ABRh-, byw151.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Gabelle. Ok. kiedyś nie było poradni i jakoś sobie ludzie radzili. Jakoś te tabuny psychologów psychatrów i innych nie zlikwidowały szaleństwa jako takiego. Nie wyeliminowały morderstw na ulicach, ani ataków zazdrości. Problemy oczywiście istnieją tyle, że w skali ważności są na szarym końcu. Patrzę na to wszystko z innej perspektywy. Z odległości lat i kilometrów. Nie ma znaczenia kto komu co powiedział i jak. Albo nie powiedział. Za kilka dekad ci sami ludzie będą borykać się z alzhermerem i naprawdę nie będzie ich obchodziło co tam sobie w złości wygarnęli lub nie. Czy byli kłamcami, czy też chodzili w glorii i chwale kryształowo czystych. Jedyna rzecz jaka im pozostanie to mgliste wspomnienie szczęścia, może orgazmu. Ale i tego nie będą pewni. Tak więc problemy są, ale jednocześnie są pomijalnie małe i chyba nie warto ich zbytnio roztrząsać.

    Pozwol, że pozostanę przy swoim zdaniu generalnej relatywności.

    I zaproszę do odwiedzenia ciepła i słońca. Nie wiadomo, ile przyjdzie nam się nim cieszyć.

    Życzę wszystkiego najmilszego, w życiu, bo prawdopodobnie już nigdy, przenigdy nasze ścieżki życia się nie przetną. :)

  31. rurzana, nie wiem, ale ja bym się udusiła w zwiazku, w którym muszę stosować takie taktyki. co prawda małż jest pierwszym facetem, z którym mam jakoś tam wspólną kasę, bo do tej pory moja kasa była moja :), ale nie o to chodzi. nie chce żyć z kimś, kogo muszę okłamywać. jeśli milczę, to milczę, ale jeśli już otwieram buzię, to albo mówię SWOJĄ prawdę, albo żartuję. problemy w komunikacji rodzą się na tak wielu płaszczyznach, że czasami może nie chcieć się gadać. albo raczej z niektórymi :) kłamstwa w związku są dla mnie z założenia męczące, z prostej przyczyny – musisz o nich pamiętać. wzajemne wkręcanie się i robienie w jajo jest ok, ale po kie licho w kwestiach kasy? jak sama zauważyłaś, jej zawsze mało. mimo chwil napięcia jestem za ogólnym wyluzowaniem w związkach i relacjach no i waleniem prawdy w oczy. najwyżej potem wzajemnie podać rękę, żeby się po tym strzale podnieść :)

    seg, mi jeszcze brakuje memento mori i carpe diem. lubię je w jednym zdaniu :)

    w ogóle fajna dyskusja. niesamowite, że ludzie mają tak różne podejście, do wydawało mi się, oczywistych spraw. no ale przecież napisałam – wydawało mi się :)

  32. „w ogóle kobiety wolą, żeby faceci się domyślali, o co im chodzi.”

    łomatko, to jest wlasnie ta jedna z rzeczy, ktorych od facetow absolutnie nie chce – niech oni sie bron boze nie domyslaja! na tym sie dobrze nie wychodzi :)

  33. osobiście tez cenię sobie szczerość. Niech mi tylko przyjaciółka próbuje mydlić oczy… heh. Generalnie jeśli chodzi o związki, nie miałam przed moim obecnym nic do ukrycia. To było naturalne, ze dowiedzieliśmy się czegoś o sobie z poprzednich związków i jesteśmy bogatsi o doświadczenia. Ale popieram jedną osobę co się tu wypowiadała: rentier, dla mnie też najbardziej liczy się tu i teraz z tym właśnie facetem, którego wybralam… i po co mam wracać do tego co było. Fakty zostało wygłoszone… ale coś zostaje tylko dla mnie ;)

    I generalnie też jestem gadułą:) inteligentnej rozmowy nigdy nie za wiele

  34. Bardzo dobra notka. Ja tam lubię rozmawiac o seksie, nawet z dziewczynami, które znam kilka godzin.

    W sumie, więcej powie ci ktoś, kogo znasz chwilę, niż ktoś, kogo znasz miesiące, lata. Bo o tym się nie mówi, bo trzeba być tajemniczym.

    Aha, a żeby umówic się na randkę, TRZEBA odczekać 3 dni. Jak ja, kruwa, niecierpię takich zasad :)

  35. rurzana

    a ja ci przyklasnę:)

    mój „mąż” tak robi.

    często podaje mi niższą cenę, niż ta faktyczna. szczególnie jeśli sam czuje, że trochę dużo za coś dał, a skoro tak czuje, to wie, że można było takie coś, o podobnych parametrach, właściwościach, cechach, dostać taniej, ale jemu się akurat tamto konkretne spodobało. i dlatego obniża cenę, bo wie, że ja też wiem, że można było taniej. czasem zdarza się, że i tak odkrywam prawdę, ale nie zawsze przecież, więc jest o te kilka marudzeń „do przodu”, a i mnie przy tym te kilka nerwów oszczędza :) i robi jeszcze tak, że jak coś kupi, to chowa do szafy, a potem, jak już to w końcu założy, na moje „ooo, nowa koszulka?” odpowiada „a gdzie tam, stara, tylko nie nosiłem”.

    tak samo robi kumpela. tak samo moja mama (chociaż rodzice są raczej majętni i mamy przepłacanie nie rujnuje ich budżetu).

  36. Gość: Lidka, gdz235.internetdsl.tpnet.pl napisał(a):

    a ja byłam kiedyś takim Bolkiem w stosunku do swojego męża, ale już dawno przekonałam się, że jak chłopu nie wyłożysz konkretnie kawa na ławę i nie wtedy gdy ogląda mecz ale dokładnie trzeba go posadzić na kanapie naprzeciwko siebie wskazać paluchami na swe oczy żeby nie odwracał wzroku (jak robił Luis de Fines) i jasno wyraźnie wielkimi literami jak do dziecka powiedzieć co zrobił źle i dlaczego tak bardzo mnie to wkurwi… zdenerwowało i nie uwierzycie, ale… działa! I to jak działa! Już 20 lat i jest najcudowniejszym mężem pod słońcem. Czego i Wam życzę :)

    http://www.igorek-vigorek.blog.onet.pl

  37. Mam wrażenie, że takich Bolków jest na pęczki. I że każdego dnia się ich spotyka…

    A swoją drogą, dziś w Dzień Dobry TVN była rozmowa o tym, czy właśnie rozmawiać o byłych, czy nie itp. I o Tobie sobie pomyślałam, że telepatią się posługujesz, bo notkę przeczytałam wczoraj, a powstała jeszcze wcześniej, więc… ;)

  38. Że o tym, co w sypialni zwłaszcza ZDECYDOWANIE nie powinno się mówić (podobno kobiety mają skłonności do opowiadania ze szczegółami koleżankom), chyba, że na zasadzie opowiadania o swoich uczuciach, emocjach (że było mi dobrze, czułam się bezpieczna etc.).

    A o byłych ogólnie? Też RACZEJ nie mówić. Choć ma to jakąśtam terapeutyczną wartość niby i czasem mogłoby pomóc, ale lepiej nie, bo ludzie się wkurzają.

    No. I wypowiadali się: psycholog, dziennikarka, jakiś sławny Pan (przeoczyłam) i czyjaś chyba równie sławna małżonka (której nazwisko tym bardziej nie jest mi znane).

  39. Heh.. Raczej i ludzie się wkurzają. Ciekawe na ile wynika to z problemów słuchających taka niechęć do słuchania o rzeczach trudnych i na ile potem będą omijać ciężkie tematy :

  40. świetne spostrzeżenia i komentarz zachowania na temat bolków i braku rozmowy miedzy partnerami:)…usmiałam sie po pachy, zwłaszcza jak wyobraziłam sobie zdziwienie dziewczyny bolka, ktory jej zapnie cos tram na sutkach…;))))

    Dzieki za miłe rozpoczęcie dnia:)

    muszę to zrobić: :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

  41. sluchac o bylych? dlaczego. po co. czemu. per ke. why. paczemu.

    opierac zwiazek na szczerosci?nawet w bravo l o tym nie pisza. opieranie zwiazku na szczerosci to juz jest klamstwo. prawda smierdzi.

    rozmawiac? no ale o czym? to juz nikt nie zwraca uwagi na body language??!?!

  42. Świetny tekst. Idealnie trafiłaś w sedno. Najbardziej rozbawiło mnie to, jak trafnie opisałaś idiotów, którzy rozmowę o byłych uznają za tragedię. Szacuneczek. :)

  43. Ogólnie się zgodzę, ale z tymi byłymi, to… trochę nie tak.

    Bo nie o to chodzi, czy się o nich mówi, tylko jak. Wspominanie byłych z szacunkiem i nawet jakimś ciepłem, to normalna rzecz. Ale są dwie (co najmniej) rzeczy których robić nie należy:

    -Skarżenie się na byłych i mówienie o nich w wyłącznie negatywnych barwach. To jasny sygnał: O mnie też będzie kiedyś mówiła tak źle. Trzeba się zwijać żeby nie miała za dużo wspomnień do przeinaczenia.

    -Wieczne porównywanie: Bo Ty nie jesteś taki, Ty nie potrafisz tak jak ten-i-ten. Też sygnał żeby się zwijać i poszukać kogoś kto mnie doceni.

  44. tafiłaś w sedno, 80% ludzi nie lubi rozmawiać o sobie, o innych tak poproszę ale , sobie nie dziękuję, o co mi chodzi domyśl się przecież po coś sie obraziłem, żebyś własnie miał hydrozagadkę…i druga sprawa jak im walisz prawdę prosto w oczy ty, to tez sie obrażają…

  45. Twój blog został przeze mnie nominowany do Konkursu bobbyy.pl

    Aby wziąć udział w konkursie, musisz go jednak oficjalnie zgłosić tutaj
    Jeśli jesteś czytelnikiem tego bloga i zgadzasz się z moją nominacją, możesz oddać swój głos na stronie z profilem bloga
    Pełny link do nominacji: bobbyy.pl/nominacja.php?id=12

  46. jedna uwaga – rozpierdala mnie nowotwór gramatyczny „pyta się go”.

    KURWA MAĆ. albo się, albo go.

    zróbże coś z tym, bo podobne błędy uchodzą robolowi na budowie, ale Tobie chyba jakby nieco mniej ;)

  47. dżizaskurwa… to, że większośc społeczeństwa używa jakiegoś sformułowania nie oznacza jeszcze, że jest ono prawidłowe. na tej zasadzie powinniśmy jeść gówno, bo miliony much nie mogą się przecież mylić.

    się ubierasz, myjesz, boisz, śmiejesz, masturbujesz czy co tam kto lubi. ale pytać to nie czasownik zwrotny. i nawet państwo językoznawcy, dopuszczający tę formę jako poprawną, nie przekonają mnie, że może być stosowana na równi z „pytać kogoś o coś”.

    no chyba, że jesteś mi w stanie logicznie uzasadnić obecność „się” tuż obok „go”.

    o ile „przestraszyć się kogoś” jest sensownie, o tyle „pytać się kogoś” brzmi dla mnie po prostu idiotycznie.

  48. nimfabo, nie Ty ustalasz poprawność języka polskiego, tylko właśnie językoznawcy.

    I policz do dziesięciu, bo się od tych emocji przegrzejesz… :)

  49. aaxc – językoznawcy nie są w tym punkcie bynajmniej zgodni. to raz. sami tego sformułowania nie używają. to dwa. trzy – rozumiem, że jeżeli „poszłem” zostanie lada dzień uznane za poprawną formę, to pierwszy/a z ulgą zaczniesz go oficjalnie używać. nie mówiąc już o tym, że językoznawca to nie pambuk, a fakt uznania powszechnie powielanego błędu za normę nie jest korzystny. w żadnej dziedzinie.

    i tak na przyszłość – daruj sobie protekcjonalny ton, dziecko. nie rusza mnie to. a „dżizaskurwa” nie świadczy o moim rozemocjonowaniu. jest to raczej przejaw zadziwienia zmieszanego z rozbawieniem. naucz się dystansu – do siebie i do innych.

  50. nimfabo,
    oficjalnie wliczam Cię w poczet ludzi czepiających się.
    Jeszcze nie wymyśliłam dla Was nazwy, ale w końcu będę do tego zmuszona, bo wirus czepialstwa roznosi się szybciej niż opryszczka. :)

    Sprawa z „pytać” / „pytać się” jest prosta: obie formy są poprawne. Można mieć osobiste preferencje, ale nie upoważniają one nikogo do nazywania którejkolwiek z form błędem.
    Użyłaś już tyle wulgaryzmów w tym temacie, piekląc się o coś, w czym nie masz poparcia slownikowego, że to raczej Ciebie można posądzać o „brak dystansu”. A zwracanie się do rozmówcy per „dziecko” niezmiennie rozkłada mnie na łopatki swoją naiwną retoryką.. :)

    „fakt uznania powszechnie powielanego błędu za normę nie jest korzystny. w żadnej dziedzinie”
    To też bzdura. Tak właśnie powstał współczesny język polski. Tak powstał KAŻDY język. Sugeruję mniej emocjonalne podchodzenie do pojęcia „błędu”.

  51. Gość: Kristopher, apn-95-41-164-214.dynamic.gprs.plus.pl napisał(a):

    Spodobał mi się temat :) Pośmiałem się z Twojej wizji pt: jak bolek rozwiązuje problemy łóżkowe przy pomocy „profesjonalnego” forum gdzie grupa „specjalistów” aka „fachofców” udziela darmowych porad. Niestety bolek nie jest odosobniony. Całe rzesze ludzi (raczej numerów IP) znajduje ratunek w takich miejscach. Ja też :) ale tylko wtedy gdy kupuję akumulator lub telewizor i tylko tam gdzie na pewno nie ma w adresie słowa cafe…

  52. Kobieto, reprezentujesz mój system widzenia świata. Wszyscy moi znajomi, którzy mają jakiś problem typu: No i ona/on/ono/oni ciągle robią to, to, tamto, siamto i owamto. Więc sama rozumiesz jak mnie to denerwuje.
    Zawsze-służąca- uchem-tudzież-rozmową-ja : A powiedziałeś jej/jemu/temu/im co ci w nich przeszkadza ?
    Znajomy wielkie oczy, nie wie o co chodzi: Nieeeee, przecież to oczywiste że to mnie denerwuje.
    Nosz witki opadają…

Dodaj komentarz