„Bo on się zmienił”

Szukanie winnych to właściwość ludzka. I wszystko byłoby ok, gdybyśmy tej winy nie zwalali zawsze na innych, bo to już właściwość idiotów. 

Idealny facet zmienił się po ślubie i okazał potworem. Dziesięć lat temu był cudowny, skąd miałam wiedzieć, że zachowa się jak świnia! To już nie ten sam człowiek. Zrujnował mi życie. Odszedł do innej / porzucił mnie z dziećmi / zaczął mnie zdradzać.

Ludzie się nie zmieniają. Ewoluują tylko. Czasem ta ewolucja idzie nie w tym kierunku, w którym byśmy chcieli, ale zawsze jest to proces długi i mamy miliony szans na jego zauważenie i skorygowanie – lub zwykłe odejście. Aby go zauważyć, wystarczy być ze sobą blisko. Aby go skorygować, wystarczy chcieć. Aby odejść – cóż, wystarczy się szanować.

Nie ma czegoś takiego jak pechowcy i szczęściarze. To już chyba oczywiste. Jak więc wytłumaczyć istnienie ludzi, którzy zawsze trafiają na świetnych partnerów – i tych, którzy zawsze są przez tych partnerów wydymani? Jedni mają świetne wspomnienia ze swoich związków, rozstawali się bez złości, wyzwisk i żalu. Przyjaźnią się ze swoimi byłymi lub przynajmniej nie myślą o sobie źle. Albo są z facetami, którzy później okazują się świetnymi mężami i ojcami, można na nich liczyć. Drudzy zawsze dostają po dupie. A to ktoś ich zdradza, a to rzuca w nieelegancki sposób, a to prześladuje. To nie jest szczęście ani pech. To właściwość naszej psychiki, nasze kompleksy, nasze wymagania, nasze potrzeby i lęki wpływają na jakość naszych związków.

Jeśli boisz się poznać swojego partnera z całym dobrodziejstwem inwentarza, trzymasz go na smyczy, nie pokazujesz mu swoich wad, nie pytasz o przeszłosć, nie rozmawiasz o przyszłości, nie „sprawdzasz” w sytuacjach kryzysowych – to nie zdziw się, jeśli któregoś dnia zaskoczy Cię jego cecha, która nagle wyjdzie na jaw. Tylko że ona zawsze tam była. Marzenie o wyjeździe do Afryki, na który mu nie pozwalałaś „bo co ze mną?!” przerodzi się później w żal o straconą szansę. Gdybyś pogadała z nim o byłych związkach i dowiedziała się, jak to te suki go źle traktowały, może uniknęłabyś później wyzwisk rzucanych pod Twoim własnym adresem. A gdybyś spiła się z nim kiedyś, wiedziałabyś, że po alkoholu robi się agresywny. Albo nie czuje potrzeby odprowadzenia Cię do domu, jeśli poczujesz się źle i potrzebujesz pomocy.

Będąc ze sobą blisko, możemy naprawdę się poznać. Możemy wyciągnąć wnioski ze wspólnych i przeszłych doświadczeń. Możemy zadecydować, które wady nam przeszkadzają – a z którymi możemy żyć. Grunt to zdawać sobie z nich sprawę.

I – tak. On mógł być winny. Ale co Ci daje ta wiedza? Co zmienia w Twoim życiu? Czego Cię uczy? Powinna Cię nauczyć, że popełniłaś błąd i następnym razem będziesz bardziej czujna. Nazywanie faceta skurwysynem nic Ci nie da. Okłamywanie samej siebie, że nie miałaś szansy tego zauważyć – również. Trafisz po prostu w szeregi ludzi, którym „nic nie wychodzi”, „mają pecha” a „świat ich nie rozumie”. I będziesz nieszczerze życzyć takim jak ja, „żebyśmy się nie przejechali na tym mądrzeniu się”, skrycie marząc, by mi się kiedyś nie udało i odrzucając myśl, że sama mogłabyś coś zmienić we własnym życiu. Tak jest łatwiej. Generalnie łatwiej jest nie myśleć.