CeWEBryci – sława w sieci

Książki oceniamy po okładce, czy tego chcemy czy nie. Możemy odżegnywać się o tego, ale na naszą decyzję o kupnie książki wpływa estetyczność obrazka lub zdjęcia pod tytułem, gatunek czcionki, grafika, rodzaj papieru, kolory, grubość, sztywność okładki – no i przede wszystkim opis treści z tyłu książki. Przy okazji – zawsze mnie wkurzały opisy będące jeno cytatem. Ja tu lubię mieć wszystko na tacy: zdjęcie autora, krótka notka biograficzna, opis tego co w środku i ewentualnie recenzje pisane przez autorytety lub media. Czemu o tym wspominam? Ano dlatego, że CeWEBryci mają fatalny opis. Opis, po którym nie sięgnęłabym po tę książkę w księgarni. I miałabym czego żałować, bo to, co się znajduje pod okładką, jest świetnie napisane.

CeWEBryci są pracą naukową Michała Janczewskiego, absolwenta warszawskiej SWPS, ale akademickość czuć właściwie tylko w upierdliwych przypisach bibliograficznych. Poza nimi, czytanie CeWEBrytów jest równie wciągające co oglądanie dobrego programu na Discovery. Michał napisał mi, że nie afiszuje się z faktem, że to praca naukowa, bo obawia się, że tak zniechęci czytelnika. Michale… człowieku małej wiary… :) To jest właśnie przewaga tego tekstu nad masą amatorskich artykułów, śliskich opracowań w wikipedii i bestsellerów pseudogwiazdek. W CeWEBrytach nie ma miejsca na brednie. Tu każda informacja jest sprawdzona, toerie są wsparte autorytetami z psychologii, kulturoznawstwa i socjologii, każdy przykład ma swoje źródło. A ponieważ autor od początku myślał o wydaniu książki, użył stylu popularno naukowego, by naprawdę każdy internauta mógł odnaleźć frajdę w czytaniu.

Ale nie każdemu polecam CeWEBrytów. Przede wszystkim nie polecam jej obrazkowcom, bo ilustracji w książce nie ma (i przyznam, że bardzo mi ich brakowało). Literkofobicy powinni obchodzić to wydanie z daleka, nawet jeśli czytają pudelka i znają wszystkie memy internetowe. Jeśli natomiast interesujecie się psychologią, mechanizmami, które nami kierują i bardzo ciekawymi teoriami opartymi na zaskakujących eksperymentach; chcecie dowiedzieć się, co decyduje o tym, że ktoś staje się sławny (i w związku z tym: jak zostać sławnym :)); Lubicie ciekawostki z historii, kulturoznawstwa i mediów, które niekoniecznie są związane z głównym tematem książki; CeWEBryci to pozycja obowiązkowa (zawsze mi się podobało wyrażenie „pozycja na rynku wydawniczym”. Aż się prosi włożyć palec do buzi, zrobić oczy kota ze Szreka i spytać „a jak to jest na ceWEBrytę?”).

Jeszcze jedno: to nie jest książka, którą połkniecie w noc, bo nie będziecie się mogli oderwać mimo że o 6 rano musicie zacząć dużyr w wieży kontroli lotów. Próbowałam tak ją czytać, ale niestety przegrała ze „Starciem Królów” Martina… Praca Michała to nie je bajka do poduszki. To jest po prostu świetnie napisany artykuł na 220 stron. Lektura rano do śniadania i w kawiarni, czekając na koleżankę, z powodzeniem zastąpi kika numerów Focusa. I warto ją przeczytać teraz, póki pamiętamy te wszystkie internetowe gwiazdki i gwiazdy a Segritta jeszcze pisze. Kto wie, co nowego nas zaleje za pięć lat.

A tu przykłady kilku ceWEBrytów poddanych gruntownej analizie w książce. Na czym polegał ich sukces? Jak zaczynali? Kim są?







Komentarze do wpisu: 5 Napisz komentarz

  1. Jakim cudem to przegapiłam? Wpis, nie książkę.

    Tematyka ciekawa, cena niska, wspierać absolwentów SWPSu trzeba bo mają do spłacenia kredyt zaciągnięty na opłacenie horrendalnego czesnego… challenge accepted.

  2. O! Jest i Marina Orłowa! Przez dwa lata ćwiczyłem swoje zdolności satyryczne w języku angielskim w komentarzach i na forum na jej stronie internetowej. Natrzepałem tam łącznie około tysiąca postów. Kilka miesięcy temu skasowałem swoje konto, kiedy zawstydziłem się tej kompromitującej działalności, zresztą tamta strona też uwiądła (prawdopodobnie dlatego, że jej rolę miał przejąć odpowiedni profil na Facebooku), a najlepsi dyskutanci odeszli stamtąd w ciągu ostatniego roku. Na swoją obronę dodam, że pisywali tam bardzo inteligentni i wykształceni ludzie (to chyba podobnie jak w przypadku niniejszego bloga).

Dodaj komentarz