Co mówi o Tobie Twój awatar.

Wraz z pojawieniem się mediów społecznościowych, homo internetus wszedł w erę awatara. Zdjęcia profilowe istniały oczywiście już dużo wcześniej, ale nie były zbyt popularne. Wystarczy wejść na byle jakie forum, by dostrzec, że ludzie albo nie używają tam wcale swoich awatarów – albo publikują na nich jedynie związane z tematyką forum zdjęcia i rysunki. Brak potrzeby publikowania swojego wizerunku był też widoczny na grono.net, ale tam w ogóle można było manipulować swoimi danymi i co tydzień zmieniać imię na innego bohatera kreskówki. Moda na takie zabawy była zresztą jedną z przyczyn, dla której grono umarło i zostało siedliskiem polskich gimnazjalistów, którzy nie przyłożyli się do nauki angielskiego.

Face – book, jak sama nazwa wskazuje, jest zbiorem twarzy i na samym początku swojego istnienia udało mu się wypracować reputację miejsca, w którym podajemy swoje prawdziwe dane i pokazujemy prawdziwą twarz. Z czasem jednak internauci dostrzegli w awatarach narzędzie, które nie tylko informuje innych o tym, jak wyglądamy – ale też przekazuje im informacje o naszych pasjach, zawodzie, nastroju, podejściu do życia. Awatar stał się naszym ikonograficznym nazwiskiem, rodzajem logo. Możemy nim jednak dowolnie manipulować i to, co z nim robimy, też sprzedaje odbiorcy informacje o nas.

Głównym zadaniem awatara jest jednak wciąż identyfikacja człowieka, bo na tym też opiera się się idea portali społecznościowych. Szukamy tam znajomych, często imię i nazwisko nie wystarcza, by kogoś rozpoznać – dlatego wspomagamy się pamięcią wzrokową i rozpoznajemy naszego Jana Kowalskiego spośród innych Janków Kowalskich właśnie za pomocą jego awatara. Nie jest to jednak jedyne jego zadanie.

Mały przewodnik po współczesnych awatarach.
Oto jak najczęściej prezentują się awatary znajomych na fejsbuku. Zacznę od tych neutralnych, które nie podają jak na tacy naszych wad.

zwykła twarz TWARZ – Nasza najbardziej rozpoznawalna część fizjonomii. Na wprost, na jasnym tle, dobrze oświetlona, kolorowa, bez makijażu albo z naturalnym makijażem, bez min i uśmiechów. Jeśli jedynym celem, dla którego założyłeś konto na fejsbuku, jest szukanie znajomych, powinieneś wstawić sobie w awatarze właśnie takie zdjęcie. Po nim najłatwiej Cię rozpoznają. Wiem jednak, że tego nie zrobiłeś. Podobnie jak cała reszta – używasz awatara, by się wykreować, pokazać w jak najlepszym świetle. Awatar jest Twoją reklamą a więc z założenia kłamie. Grunt, żeby nie być w tym kłamstwie hipokrytą.

ładna twarzŁADNA TWARZ – To wciąż twarz, ale już wystylizowana. Jest wiele trików, by to osiągnąć: półprofil, łagodne boczne światło, czarno-białe zdjęcie, uśmiech, dokładny makijaż, retusz w fotoszopie… Najczęściej wystarczy dobrze wykadrowane, przypadkowe zdjęcie z prywatnego albumu – po prostu takie, na którym się sobie podobasz. Generalnie jest to zdjęcie, po którym wciąż łatwo Cię poznać, ale wyglądasz na nim wyjątkowo atrakcyjnie. Takich awatarów jest dużo więcej niż zwykłych „twarzy” i lubię je u znajomych. Pozwalają mi łatwo i szybko zindentyfikować wizualnie człowieka.

pół-twarz

PÓŁ-TWARZ – Najbardziej rozpoznawalne jest w naszej twarzy to, co najbardziej odbiega od normy. I ta sama część twarzy jest przeważnie najbardziej przez jej nosiciela znienawidzoną. Dlatego ludzie mają tendencję do ukrywania wąskich ust, wielkiego nosa i podwójnego podbródka poprzez zwyczajne …wycinanie ich ze zdjęcia. Wiele lasek lubi właściwie tylko swoje oczy i włosy – stąd też plaga zdjęć pokazujących pół-twarze z zarzuconą na policzki grzywą. Dobra rada dla polujących singli: jeśli ktoś ma na awatarze tylko półtwarz, to znaczy, że reszty i tak nie chcesz oglądać.

efekt sesji fotograficznejEFEKT SESJI FOTOGRAFICZNEJ – Raz na jakiś czas nasza brzydka koleżanka zrobi sobie sesję fotograficzną. I wygląda na niej jak …nie-ona. To trochę taki komunikat: „Widzisz? potrafię być piękna!”. Bądźmy jednak szczerzy – skoro już mamy zdjęcie, na którym wyglądamy świetnie, dlaczego mielibyśmy się nim nie pochwalić? Profesjonalne zdjęcia na awatarach to domena modeli, aktorów i wszystkich, których stać na dobrego fotografa. W dobie coraz tańszych, dobrych aparatów cyfrowych i coraz popularniejszych usług fotograficznych, takie awatary zaczną dominować na portalach społecznościowych. Grunt to znaleźć takiego fotografa, który nie zrobi z nas nierealnej lalki i nie zmieni nas nie do poznania. No, chyba że właśnie tego chcemy…

przefotoszopowany portretPRZEFOTOSZOPOWANY PORTRET – …No właśnie. Przechodzimy do kategorii ludzi, których już nie sposób rozpoznać po ich twarzy. Wspominałam już o coraz łatwiej dostępnych aparatach fotograficznych? Programy do obróbki graficznej zdjęć też są coraz bardziej popularne. I niestety wpadają w ręce amatorów, którzy dzielą się z nami później efektami swojej pracy. Dobrze, dobrze, wiem, każdy kiedyś zaczyna. Ale czy naprawdę trzeba później publikować takie potworki na awatarach? Najłatwiej przefotoszopować swoje zdjęcie w dość banalny sposób: podkręcamy jasność i kontrast zdjęcia do momentu, w którym nie widać już twarzy – tylko sam makijaż. Laskom wydaje się, że wtedy ładnie wyglądają, gdy w istocie w ogóle nie wyglądają.

dziubekDZIUBEK – Prawdziwa plaga wśród gimnazjalistek – zarówno tych prawdziwych jak i mentalnych. Oto, jak robimy zdjęcie z serii „dziubek”: 1. Malujemy się. 2. Wchodzimy do łazienki. 3. Unosimy komórkę nad głowę. 4. Robimy dziubek. 5. Cykamy zdjęcie. 6. Wstawiamy je w awatar.
Pokuszę się teraz o analizę fenomenu dziubka. Współczesny kanon piękności bazuje na szczupłości (ujęcie z góry wyszczupla twarz), dużych oczach (przy ujęciu z góry oczy wydają się większe) i wydatnych ustach (taka Andżelina Dżoli wygląda, jakby ciągle robiła dziubek. Ally McBeal też).

pacz i podziwiajSYLWETKA – Spójrzmy prawdzie w oczy: o ile nie jesteś człowiekiem-grzybem, Twoja sylwetka nie jest Twoją cechą charakterystyczną. Jeśli na awatarze zamieszczasz zdjęcie sylwetki, i to pół nagiej (pod pretekstem wakacji na plaży na przykład), to ewidentnie chcesz się pochwalić swoim ciałem. Na takich awatarach zwykle nie widać twarzy. Awatar sam w sobie jest mały, twarz jeszcze mniejsza. Trudno zidentyfikować na nim poszukiwaną Anię Kowalską, zwłaszcza jeśli znaliśmy ją jeszcze w czasach podstawówki, gdy była rozkosznym pulpecikiem.

z tylu Z TYŁU – najczęściej pozują na zdjęcia z wakacji, czyli mają mówić: „Tu byłem! Zazdrościć!”, ale de facto mówią to samo, co pół-twarze, tylko w gorszym wydaniu. Taki awatar oznacza bowiem, że na prawdę nie ma na co popatrzeć. Niby jestem na zdjęciu, ale tak naprawdę mnie nie ma. Nikogo nie interesuje amatorskie zdjęcie fontanny di Trevi czy wieży Eiffla. Po co więc to zdjęcie? Ano po to, by utrudnić mi życie, jeśli szukam mojej Ani Kowalskiej. Takie zdjęcia zamieszczają ludzie wstydzący się swojej fizyczności, celebryci którzy nie chcą być celebrytami albo… emo-ryci, którzy chcą wydawać się zamyśleni, smutni i zagubieni w tym naszym wielkim świecie. Czasem wszystko na raz.

celebryciIRON-HIPSTER – Jak powszechnie wiadomo, hipsterzy chcą być oryginalni, nie lubią niczego, co jest mejnstrimowe i nabijają się z popkultury. Dlatego też lubią „ironicznie” zamieszczać na swoich awatarach zdjęcia gwiazd popkultury (ciekawostka: kolor rurzowy na tym blogu też był wynikiem mojej fazy „iron’hipster”, ale już został i się zadomowił, trochę jak wyborczość Gazety Wyborczej). Hipsterzy lubią też zmieniać swoje nazwisko w portalach społecznościowych. Mój hipsterski Jan Kowalski ma pewnie na fejsbuku awatar z Dżastinem Bajberem i nazywa się „Jean Ko”. Bo to przecież taki obciach, pokazywać własną twarz i legitymować się nazwiskiem pradziada.

postac z kreskowkiPOSTAĆ Z KRESKÓWKI – Tego zjawiska nie jestem w stanie wyjaśnić. Trochę takie wanna’be? Czy kolejna faza iron-hipster? Zaawansowany infantylizm? Do tej samej grupy wrzucę awatary z portretami Audrey Hepburn, które z jakiegoś powodu stały się ostatnimi laty bardzo modne. Ludzie malują sobie ściany w Audrey, noszą torebki z Audrey, kupują kolekcjonerską edycję Śniadania u Tiffanego. Albo Hello Kity. No heloł?!

hobbyREINKARNACJA – Jest taki typ człowieka, który z momentem urodzenia dziecka przestaje być sobą. Staje się cały o pieluchach, kupach i teletubisiach a w awatar wstawia swój nowy portret – pomarszczoną buzię niemowlaka. Czasem rolę nowego nosiciela duszy przyjmuje kot lub pies, zwłaszcza, jeśli jest nowym nabytkiem i jest taki suoooodki. Niektórym zaś do reinkarnacji wystarczy mąż lub żona. Nagle Ania przestaje być Anią i staje się „Aniąitomkiem”. Tak się podpisuje pod esemesami, taki ma avatar na fejsbuku, tak wygląda na każdej imprezie.

sprzedam!SPRZEDAM! – tanio kolczyki hendmejd! Śliczniusie różowe z małymi brylancikami! Są różnie rodzaje schozofrenii, ale żeby myśleć, że jest się kolczykiem? Albo właściciele tych awatarów mają poważny problem ze zrozumieniem idei awatara, albo nie odróżniają portalu społecznościowego od allegro. Obrzydliwe plastikowe kolczyki fotografowane na obrzydliwych tłach (albo, nie daj borze, trzymane w łapach z obrzydliwie pomalowanymi paznokciami) z obrzydliwym fleszem to zresztą i tak nic przy „sprzedam felgi”. Mam takiego jednego znajomego na naszej klasie i za chiny nie mogę sobie przypomnieć, w której ławce siedział. Duży, okrągły, aluminiowy, tylko za 200 zł. No nie pamiętam.

Darth VaderA to, mój drogi fejsbuku, nie jest kobieta. To jest DARTH VADER.

 

Komentarze do wpisu: 17 Napisz komentarz

  1. Z tymi kreskówkami był w miarę spokój do czasu akcji na fejsie, która nie pamiętam, jak się nazywała, ale chodziło w niej o to, żeby na miesiąc wstawić zamiast awatara ulubioną bajkową postać z dzieciństwa. Niby fajnie, ale szkoda, że niektórym zostało…

  2. „A to, mój drogi fejsbuku, nie jest kobieta. To jest DARTH VADER. ”

    hehehehe. nom.

    hipsterzy? wtf? muszę wyguglać co to.

    co do postaci z kreskówek, to była cała akcja wstawiania avatara z postacią z kreskówek. sama odrzuciłam ze 2 zaproszenia do tego. ja nie muszę być aż tak trendi i dżezi, ale dzieci miały radochę, jak ja miewam w chwilach radosnego odpału z aplikacji „co ci powie johny bravo” ;)

    avatary ze zdjęciami innych ludzi (co z tego że znanych?) były dla mnie zawsze zagadką. i pozostaną.

    „Mam takiego jednego znajomego na naszej klasie i za chiny nie mogę sobie przypomnieć, w której ławce siedział. Duży, okrągły, aluminiowy, tylko za 200 zł. No nie pamiętam.”

    hehehe. dobra. obśmiałam się.

    może też dlatego przestałam wchodzić na nk, bo wolę znać ludzi tak jak ich znam, a jakoś jak widzę jakieś dziwactwa w avatarach to mi dziwnie (bo czasami to wrażenie, jak przyłapać sąsiadkę z wibratorem na klatce), a niestety tylko na nk (ze społecznościówek) widuję cuda. na fb to jest jeszcze ciągle raczej podszyte luzem, chociaż zaczęłam już być czujniejsza, bo zauważyłam, że niektórzy ludzie migrują a za nimi ich dobytek (co na nk to na fb i jeszcze na goldenie), inni dostosowują się raczej do otoczenia i wolą tworzyć profil pod miejsce. do wyboru do koloru.

  3. A ja się nie wstydzę i na fejsie mam pokazanego swojego fejsa. W postaci czystej, bez retuszu, bez makijażu, bez regulacji brwi, bez piaskowania do tego celu zębów i wybielania. Oczywiście mam w ustach cygaro co jest moim znakiem rozpoznawczym. Nie drogie dzieci. Nie wożę się tym, to moja pasja po prostu jest.

    Bajkowego avatara też miałem właśnie w związku z akcją w której wstawiało się postać z bajki z którą się najbardziej utożsamiało. Jakżeby inaczej miałem „Kapitana Bombę” czyli gościa charyzmatycznego, przystojnego, przeklinającego, rzucającego ciętymi ripostami i nie lubiącego pedalstwa. Cały ja:)

  4. bardzo przyjemnie czyta się taką analizę. gdzieś kiedyś czytałem podobną dotyczącą nicków. mało pocieszające jest to, że mówią o mnie prawdę. jestem zakompleksionym dupkiem.

  5. Tak czytam i staram się nie rechotać za głośno bo współtowarzysze niedolo korpo patrzą już dziwnie w moim kierunku.

    Na naszej-klasie (ta nowa dżezi nazwa nk jakoś do mnie nie przemawia) była jeszcze plaga zdjęć „ja na tle” a tła były baardzo ciekawe – on najnowszego auta/motoru/żagłowki po wielbłąda/misia koalę/kangura lub z serii zabytki i ja bo przecież taaki jestem światowy/wa.
    I te zdjęcia niemowlaków … Naprawdę fajnie, że ktoś się rozmnożył ale czy musi to wstawiać jako swoje zdjęcie?

  6. Fejsbukowi (nk-owi) puryści żesz wasza mać :D

    To tak jakby człowiek dostał mieszkanie do urządzenia i po jakimś czasie wpada ekipa krytykując go, że owo urządzenie jest za mało funkcjonalne, a różowe pufy to szczyt bezguścia.

    Wszystko kwestia priorytetów – jeśli komuś zależy na tym, żeby się katalogować i działać zgodnie z filozofią portali społecznościowych, to podaje prawdziwe dane i wstawia porządne, wyraźne zdjęcie z dowodu, ale jeśli ktoś swoją przestrzeń chce urządzić w inny sposób, to przecież tyż piknie!

  7. Pół twarzy dodają też osoby, które nie chcą być zbyt dobrze rozpoznawalne. Nie ukrywają się, ale jeśli danej osoby nie znasz to trudniej Ci ją rozpoznać na ulicy

  8. z kreskówkami akcja na fb była fajna, szkoda tylko że niektórzy zostali przy tych avatarach. fajnie było sobie przypomnieć zapomniane bajki jak chociażby himan z obrazka w notatce. toż oglądałem to dziecięciem będąc i uruchomiło troche sentymentów i wspomnień ;) – w ten sposób pełno innych bajek sobie przypomniałem, mniej znanych od smerfów, gumisiów itp.

Dodaj komentarz