Czy powiedzieć partnerowi o zdradzie?

Jeśli spytać o to internety, odpowiedzą tak:

– Oczywiście, że trzeba powiedzieć. To jedyne honorowe wyjście z tej sytuacji. 

lub tak:

– Jak już się zdradziło, to trzeba ponieść konsekwencje i nie ma że boli. Właśnie o to chodzi, że ma boleć. Powiedz partnerowi, jak okropnego czynu się dopuściłeś i przyjmij na klatę awanturę, która cię czeka, i na którą w pełni zasłużyłeś! 

Też tak myślałam, gdy miałam 10 lat. Potem zrozumiałam, że zdradzona osoba cierpi najbardziej w momencie, gdy się o tej zdradzie dowie. Wcześniej żyje sobie w błogiej nieświadomości i cierpi najbardziej ten, który zdradził, bo go wyrzuty sumienia zjadają (mamy tam wtedy ten „zasłużony ból i cierpienie”, którym nasza kultura lubi obarczać zdradzającego).

Nie ma nic honorowego w krzywdzeniu drugiego człowieka, bo w miłości jak w medycynie króluje zasada: primum non nocere, czyli przede wszystkim nie ranić. Jeśli ktoś tej zasady nie stosuje, to albo nie kocha, albo ma empatię na poziomie ameby.

Ale tak naprawdę sprawa jest bardziej złożona, bo i zdrada zdradzie nierówna.

1. Jeśli zdradziłaś raz…

…po pijaku, w delegacji lub w wyniku jakiegoś chwilowego zaćmienia zmysłów, ale szybko doszłaś do wniosku, że to był błąd i tak naprawdę twój partner jest jedyną, największą miłością twojego życia i już nigdy przenigdy nie popełnisz takiego błędu po raz drugi to…

Nie mów. 
Żyj ze świadomością tego błędu i zrób co w twojej mocy, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Trochę się pomęczysz, ale w końcu się przyzwyczaisz i będzie dobrze. Macie nawet szansę żyć długo i szczęśliwie.

2. Jeśli zdradziłaś po raz któryś i, znając siebie, będziesz zdradzała znowu, ale „to tylko seks” i tak naprawdę kochasz tylko swojego partnera.

Najprawdopodobniej taka po prostu jesteś i taka byłaś, gdy się wiązaliście. Masz problemy z dochowaniem wierności seksualnej, nie jesteś stworzona do monogamii albo jesteś seksoholiczką. W tym ostatnim przypadku jest zawsze nadzieja w postaci terapii. W pozostałych jednak szanse na poprawę są znikome. Możecie oczywiście stworzyć wolny związek, który może być naprawdę czymś wspaniałym – ale obie strony muszą być go świadome i się na taki układ zgodzić. Jeśli do tej pory to nie nastąpiło, to najprawdopodobniej jesteście na dobrej drodze do stworzenia asymetrycznej relacji, w której ty udajesz, że nie zdradzasz – a on udaje, że nie wie, że go zdradzasz. Nie znam ani jednego związku, który by przetrwał taki układ, ale ..kto wie, może będziecie pierwsi. Tak czy owak…

…nie mów. 
Bo może jemu jakimś cudem jest dobrze w tym udawaniu. Może dopiero wypowiedziana zdrada sprawi, że pojawi się problem? Tylko błagam, zabezpieczaj się. I dobrze się zastanów, czy twoje zdrady nie są przypadkiem symptomem sytuacji nr 3 lub 4.

3. W waszym związku źle się dzieje i zdrada jest tylko efektem takiego kryzysu.

Jesteście razem już długo. Niby kochasz swojego partnera, ale czegośtam ci nie daje. Może satysfakcji seksualnej, może czułości, może przestał ci imponować. Jest ci coraz gorzej w związku, ale różne próby jego naprawienia nic nie dały – ani rozmowy, ani terapia, ani romantyczny wyjazd we dwoje do Grecji. Generalnie chcesz z nim być, ale jakiś inny, starający się mocno o ciebie mężczyzna w pewnym momencie cię uwiódł, sprawił, że poczułaś się szczęśliwa i nie wiesz teraz, co z tym fantem zrobić. Chciałabyś ratować swój związek, ale na pewno nie na takich zasadach, na jakich teraz istnieje. Z drugiej strony myślisz, że może nie warto… Co wtedy?

Powiedz.
To może być po prostu Wasza ostatnia szansa na ratowanie związku. Jeśli nie powiesz, to on się przecież i tak rozpadnie. A jeśli powiesz, to może będzie to jakiś budzik, który Was zmobilizuje do pracy nad waszą relacją. Oczywiście może wydarzyć się coś zupełnie innego: on dowie się o zdradzie, spakuje się i odejdzie. Ale wtedy przynajmniej ty będziesz miała szansę na zrewidowanie własnych uczuć i może na pogoń za nim i staranie się o powrót do bycia razem. Tak czy owak, ja bym w takiej sytuacji postawiła wszystko na jedną kartę i powiedziała.

4. Zdradziłaś, bo nie kochasz swojego partnera.

Może nie miałaś odwagi się rozstać albo z jakichś egoistycznych powodów chcesz jednak tkwić w tym związku jak najdłużej. Ale nie kochasz go. Może już nie kochasz, może nigdy nie kochałaś, może dopiero po poznaniu kogoś innego uświadomiłaś sobie, że „to nie była prawdziwa miłość”.

Nie mów.
Ale, do cholery jasnej, rozstań się z nim. Powiedz teraz to, co powinnaś była powiedzieć już dawno: nie kocham cię, więc to nie ma sensu. Oboje macie jeszcze szansę na stworzenie fajnego związku opartego na wzajemnej miłości. W takim związku będziecie szczęśliwi. Ale nie osiągniecie tego razem i warto ten fakt wreszcie zaakceptować.

5. Zdradziłaś, a teraz masz problemy natury zdrowotnej.

Nie ma w sumie znaczenia, czy to „tylko” jakaś uleczalna choroba weneryczna czy wirus HIV. W takim wypadku twoim psim obowiązkiem jest powiedzieć o zdradzie, i to nie tylko swojemu partnerowi.

Powiedz:
Partnerowi, kochankowi, a także wszelkim poprzednim partnerom seksualnym, jeśli nie masz pewności, w którym momencie mogło dojść do zarażenia. Tu już nie chodzi o rozkminki w stylu Bravo Girl, kocha/nie kocha, dwie połówki pomarańczy i takie tam. Tu może chodzić o czyjeś życie.

 

 

PS. Tekst jest pisany do czytelniczki, ale tylko dlatego, że 70% czytelników tego bloga to kobiety. W istocie adresatem tego artykułu może być każdy, niezależnie od płci. Mężczyźni przecież też zdradzają. I podlegają tym samym zasadom moralnym. :)

Komentarze do wpisu: 80 Napisz komentarz

  1. Uważam, że jeśli ktoś nie umie dochować wierności i zdradza kolejny raz lub ma romans, powinien zakończyć związek i iść w swoją stronę. To i tak nie ma sensu, druga osoba tylko się męczy (bo czuje, że coś jest nie tak). Jeśli nie umiesz żyć w normalnym związku, daj szansę partnerowi na znalezienie kogoś wartego jej/jego uwagi. Nie chciałabym być z kimś takim, choć może racja, też nie chciałabym na koniec usłyszeć „zdradziłem cię kilka..naście razy, nara”. Ale chyba dla własnego komfortu psychicznego nie chciałabym wiedzieć o jednorazowym wybryku. Niech sam się męczy z tym, co zrobił. Gorzej, jeśli się nie męczy :P.

  2. Ja bym chciała wiedzieć. Oczywiście, że lepiej by się żyło w niewiedzy, ale gdyby potencjalna kochanka pojawiła się z brzuchem, to po pierwsze doznałabym szoku, może i nawet zawału serca, po drugie miałabym do siebie obrzydzenie, że przez ten czas spałam z nim i „z nią” gdzieś tam obok, nie ważne czy było by to raz, czy tysiąc.
    Oczywiście nie będę tu pisać, że jesteś okropna, bo jak tak można nie powiedzieć, bo Twoje argumenty są bardzo dobre. Najlepiej posłuchać swojego serca i samemu podjąć decyzję. Aha no i to oczywiście zależy wszystko z kim ta zdrada się odbyła i jakie zamiary ma kochanka, bo nie wyobrażam sobie, by wspólne imprezy „w trójkę” były możliwe. Oh! za dużo filmów!
    Dziękuję pozdrawiam :)

    1. Mam taką koleżankę, która sądziła raz, że została zdradzona, później okazało się to nie prawdą. Dziś jest na takim etapie w swoim życiu, że tak bardzo musi wiedzieć, czy ktoś ją zdradza czy nie, że po tygodniu w związku, jeżeli ktoś po przeciwnej stronie nie odbierze telefonu, dajmy na to po raz 3, to ona już wie swoje i na tym koniec. I jestem pewien jednego, jeżeli nie pójdzie z tym na terapię, to umierać będzie w samotności. Bo ma tak zryty beret. Lepiej nie wiedzieć.

  3. A co z możliwością wyboru partnera? Załóżmy, że heroicznie postanowiłam nie mówić i męczyć się z konsekwencjami mojej decyzji. Ale co z partnerem? Czy nie ma prawa zadecydować o tym, czy dalej chce ten związek tworzyć?

    1. johnny napisał(a):

      oczywiście, że ma prawo – może i to frazes, ale związek oparty na kłamstwie (bo niecała prawda to wg. mnie kłamstwo) jest żałosny

      1. XYZ napisał(a):

        Dokładnie. Ja nie chcę być w związku, w którym ktoś mnie zdradza. Chcę czystej relacji. I mam do tego prawo, bo nie godziłam się nigdy na żadne odskocznie. Więc druga strona nie ma prawa sama naszych zasad zmieniać. I myślę, że jak ktoś zdradza, to na tyle ma gdzieś drugą osobę, że tu nie chodzi o to, by jej nie ranić, tylko po prostu dobrze mu w takim związku / wstydzi się do tego przyznać i dlatego chowa to w tajemnicy. Czyli jednak egozim…

        1. Jowita napisał(a):

          Jeden z tych głupich frazesów, których nie znoszę. Są głupie pytania. Są też bardzo głupie pytania. Zależy od pytającego:)

  4. Czasem myślę o tym, że tak bardzo lubię Cię czytać, bo jestem leniwa ;) Mogłabym napisać dokładnie to samo, ale po co skoro ktoś już na tym świecie ma takie same poglądy i jeszcze ładnie ubiera je w słowa ;)

  5. johnny napisał(a):

    ale z punktem 2 się absolutnie nie zgadzam – jeśli ktoś ma problemy z utrzymaniem seksualnej wierności w związku, to się do niego po prostu nie nadaje

  6. Gdybym kiedykolwiek była w sytuacji pierwszej to i tak bym chyba powiedziała. I to wcale nie dlatego, że chcę ranić partnera i sobie ulżyć! Ja po prostu nie dałabym sobie rady z wyrzutami sumienia, więc pewnie ten związek i tak by się rozleciał w ekspresowym tempie z powodu moich odpałów psychicznych. No i gdybym była partnerem to mimo wszystko wolałabym wiedzieć o zdradzie.
    Po prostu powiedziałabym, wytłumaczyła okoliczności i liczyła na wybaczenie :)

    1. Muka napisał(a):

      Nie chcesz „ranić partnera i sobie ulżyć”… ale mówisz, że nie dasz sobie rady z wyrzutami sumienia i liczyłabyś na wybaczenie. Właśnie tu jest pies pogrzebany: to ty nie dajesz sobie rady z wyrzutami sumienia i wygodnie przerzucasz odpowiedzialność na tę drugą osobę. Doświadczasz ulgi („uuuf, wydusiłam to z siebie, gorzej już nie będzie”). Teraz to ona cierpi bardziej od ciebie i w ogromnych emocjach podejmuje decyzję, której sama może żałować. A ty czujesz się rozgrzeszona, bo powiedziałaś. Nie jest to wszystko takie proste, że „prawda i tylko prawda”. Może czasem jednak lepiej po prostu ratować związek i pracować nad sobą, zwłaszcza gdy ma się dzieci i kilkanaście lat wspólnych wspomnień?

      1. Jeżeli przez „rozgrzeszona” rozumiesz uczciwa i szczera wobec partnera to tak.
        Nie wiem, co bym zrobiła, w sytuacji dzieci, może faktycznie byłoby lepiej dla nich popracować nad sobą i uratować związek, ale na tą chwilę chyba i tak powiedziałabym prawdę. Z drugiej strony, jeśli partner by mnie zdradził po tylu latach to i tak wolałabym wiedzieć i zacząć nasz związek od nowa. Nie wiem, może masz rację – nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc mogę tylko sobie „gdybać” na ten temat :)

  7. amelnika napisał(a):

    Może to co tu napisze będzie nudne, ale jakoś temat zdrady od dziecka, zawsze mnie wyrywa z fotela, zwłaszcza jak ktoś mówi „NIE MÓW”… Wiesz jako dziecko, około 11 letnie , dowiedziałam się, że mój tata zdradza moją mamę- tak przypadkiem. Przez 6 lat bałam się, że tate strace, że ta kobita stanie z nim w drzwiach, bałam się że będziemy się widzieć raz w miesiącu na pizzy ( bo mój tata nie pracuje w Polsce, i tak widze go w (przy dobrych wiatrach) przez tydzien, a nie widze kolejne 5 tygodni i tak w kółko). I nie mówiłam o tym co wiem. Nikomu. Pewnego dnia , po tych 6 latach do mojej mamy zadzwonił telefon. Wiadomo jaki. Wiadomo z jaką informacją. I w sumie wiesz, mama sobie popłakała, zarwała noc, ale na następny dzień byla już otrząśnięta, gotowa do walki i stała na nogach. Potem tata wrócił z zagranicy do domu, powiedział mamie, że odchodzi. I koniec. Na co mama powiedziała -> pogadaj ze swoją córką. No i wiesz, przyszedł do mojego pokoju. I wtedy pierwszy raz z moich ust padło to, o czym milczałam 6 lat. Zakomunikowałam mu, że powiem mu coś, jeśli obieca że zostanie z nami. I powiedziałam, że o niej wiem, że znam naziwsko, adres zamieszkania, że jest po rozwodzie.. ( internet to bogactwo.. nasza-klasa zwłaszcza.) A on mimo że ” obiecał ” to potem usiadł i sie jeszcze ZASTANAWIAŁ. Dziecko mu chciało wybaczyć,moj brat też, żona mu chciała wybaczyć A TEN SIE ZASTANAWIA. No. I zastanowił się, został. Ale czy ja czuje do niego jakąś więź? Wiesz, chyba już małą, bardzo małą. Gardze tym co robił i w ogóle, dla mnie … Jak mając fajne, ułożone, dobrze uczące się i mądre dzieci dzieci i kochającą żonę, która na niego czeka można zrobić coś takiego?. Szczerze, brzydze się wszystkimi, którzy zdradzają. Alkohol i inne używki , nawet odłegłość, nie dadzą NIKOMU immunitetu na zdradę. I fakt że ktoś się nie przyzna może tylko orać głowy innym ludziom, którzy po prostu nie potrafią tego powiedzieć, nie mogą, albo nie jest to ich sprawa, albo cokolwiek- tak jak ja nie powiedziałam mamie. Nie, nie jestem z tego dumna, ale co ja tam wiedziałam, miałam kilkanaście lat, bałam się też o sytuacje materialną bo nie wiem czy mama by sobie poradziła… Więc wiesz. Nie mów, żeby nie mówili, bo po pierwsze tak jak pisałam – nikt nie ma immunitetu na zdradę, a po drugie, wcale lepiej się nie śpi, jak się nie wie. Obiecuję Ci, że komuś , gdzieś na świecie, się nie śpi. Mam nadzieje, że Twojego Conana nigdy coś takiego nie spotka i nie będzie musiał ukrywać zdrady jednego z rodziców, albo nosić takich sekretów, które by były nożem w jego sercu.
    Gdyby mój mężczyna mnie teraz zdradził- tak chciałabym wiedzieć. I nigdy więcej widzieć.
    * wiem że post nie tyczy się (tylko) związków z dziećmi, no ale.. Jednak osoby trzecie to jest dość zacny szczegół, choć czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy i go pomijamy.
    * i proszę, nie oceniajcie tego co zrobiłam albo co powinnam, jest po ptokach, nie jest też najgorzej. Ale ja to pamiętam, trauma na całe życie.
    Podsumowując: mogło to się skończyć wcześniej. Ale ja nie miałam jaj. :)

  8. Alex napisał(a):

    Czytasz mi w myślach Seg :), zgadzam się w całej rozciągłości. I przyznam się, że mimo wszystko wolałabym nie wiedzieć, że zostałam zdradzona, jeśli to byłby jednorazowy wybryk. W sumie głównie dlatego, że nie jestem pewna, czy potrafiłabym wybaczyć. A wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy różnego kalibru.

  9. mvonvm napisał(a):

    Ale że jak to tak, że mężczyźni i te same zasady moralne? Nie ma to tak. Mężczyźni mają lepsze zasady moralne. Szkielet lepiej ustrukturalizowany. Twardzi są. Że niby mężczyźni są równie niemoralni co zdradliwe kobiety? No nie ma nic gorszego, niż mężczyzna co jest jak kobieta, a zdradza jak facet.

  10. O_l_l_i_e napisał(a):

    Już był jeden post o tym z punktu widzenia dziecka, więc będzie drugi. Trochę inny, chyba.

    Kiedyś miałam bardzo zero-jedynkowe podejście. Teraz… Teraz mi się poszarzyło trochę. Zdrada mojego ojca wyszła na jaw, kiedy miałam 19 lat (a dodam, że nie był to jednorazowy skok w bok, tylko regularne, podwójne życie). Nie wdając się w zbytnie szczegóły, finał jest taki, że rodzice nadal są razem, ojciec zerwał z tą drugą kobietą kontakt, powiem szczerze, że się zmienił, że domowe życie sprzed tej „rewelacji” i po niej wygląda naprawdę inaczej. Czyli, o dziwo, historia z gatunku „da się związek odbudować”.

    Ale… Nie do końca. Nigdy mamy o to nie pytałam, ale myślę, że wolałaby nie wiedzieć. Pamiętam pierwsze pół roku, wizyty u lekarzy, leki, nieprzespane noce, apatię, ciągły płacz. Ale tego się spodziewałam, przyjęłam to na klatę, byłam obok. Potem – potem jest gorzej. Bo to już nie jest namacalny ból, wszystko się z czasem trochę zaciera, ale w tej sprawie nigdy do końca. I jesteśmy teraz ileś lat po tym odkryciu, a nadal każda kobieta, która wygląda jak „tamta”, powoduje w mojej mamie chwilowy paraliż, czasami wystarczy samo imię, nadal z byle okazji, przy byle kłótni, padają uwagi dotyczące tego wydarzenia… Cała rodzina jest tym zmęczona, mama najbardziej, i chociaż 9 na 10 dni wszystko jest okej, to zdarza się ten 1, kiedy nie jest… Czegoś takiego się chyba nie zapomina, zwłaszcza, jak mamy do czynienia z wieloletnią zdradą i w związku z długim stażem. Bo to już ewidentnie sugeruje, że czegoś nie było, czegoś brakowało, coś się wypaliło.

    Ale jest też druga strona medalu u córek (nie jestem pewna, jak jest z facetami, mój brat przeżywał to zupełnie inaczej), które zdradę widziały. Nigdy, NIGDY nie zrozumiem, jak można zdradzić i… zachowywać się, jakby nigdy nic. Nie mówię, żeby powiedzieć – zgadzam się, że to nie zawsze dobry sposób, zwłaszcza (!), jeśli nie ma się planów zostania z tą zdradzaną osobą, próby odbudowy relacji. ALE nie wyobrażam sobie, jak można nie zrobić NIC. Różne rzeczy się zdarzają, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy z dnia na dzień nie spotkamy kogoś, w kim się śmiertelnie zakochamy albo kto przynajmniej będzie nam się szalenie podobał. Ale zwykła, ludzka przyzwoitość, SZACUNEK do osoby, z którą się jest w danej chwili, wymaga określenia się. Jeśli wiesz, że krzywdzisz, to nie zostawiaj tej drugi osoby w zawieszeniu. Bo jeśli ktoś zdradza, to coś jest nie w porządku. Albo tak ma, co znaczy, że będzie tak miał, będzie to robił nadal i kiedyś to wyjdzie na jaw na pewno, albo jest w związku źle, albo się odkochał. Partnerowi należy się wtedy wolność. Niekoniecznie poparta prawdziwym powodem, ale nie rozumiem i nie szanuję ludzi, którzy dla własnej wygody wolą prowadzić podwójne życie, bo „a może nikt się nie zorientuje”.

  11. Magdalena napisał(a):

    Nie mogę się zgodzić. Po prostu nie mogę. Chciałabym wiedzieć, bo gdybym kiedyś dowiedziała się przypadkiem, że jestem z facetem, co nie jest szczery – chyba by mnie szlag trafił Niech powie. Ja nie mam nic przeciwko okazjonalnym skokom w bok.

    1. Nie masz nic przeciwko, to dobrze, ale jesteś pewna, że musiałabyś wiedzieć? To wyobraź sobie sytuację, w której jesteście parą od 10 lat, macie dwójkę dzieci, lat 5 i lat 2, w drodze jest trzecie, będzie za dwa miesiące. I w tym momencie twój mąż mówi ci, że od 9 lat cię zdradza. Co robisz? Bierzesz to na klatę i żyjesz w przekonaniu jakby nigdy nic się nie stało? Czy zbierasz manatki i odchodzisz? Na pewno NIE chcesz wiedzieć.

      1. Magdalena napisał(a):

        Nie mów mi, czego chcę, a czego nie chcę. Chcę wiedzieć, ale w sumie przed faktem. Nie widzę problemu w ustaleniu, że nie musimy być żyć w seksualnej symbiozie. Jeśli facet mnie okłamuje, to rzucam faceta.

        1. Magdalena napisał(a):

          Nie. Po prostu mówię facetowi, że nie mam nic przeciwko układowi niesymbiotycznemu. Chce – niech się z kimś prześpi, byle „syfa” nie przyniósł do domu.

        2. Magdalena napisał(a):

          Żyję w przekonaniu, że zakazywanie sobie rzeczy jest dla dzieci ;). Dorośli ludzie mają własne głowy, nie da się znaleźć sobie faceta i zmienić pod siebie. To samo z kobietą. Szczerość i otwartość nade wszystko. No, w granicach uprzejmości :D.

      2. Agnieszka Cz napisał(a):

        Ja chyba chciałabym być poinformowana od razu. A nie, żeby to wylazło po tych 9 latach i po trójce dzieci. A jeszcze gorsze, że TRWAŁO przez 9 lat… jest różnica, między ukrywaniem pojedynczego skoku w bok,a zatajaniem faktu, że się przez 9 lat prowadziło podwójne życie. Takiego oszustwa bym NIE WYBACZYŁA.

    1. Jeśli chodzi o punkt drugi, to czytałam ostatnio w Twoim Stylu wywiad z Ewą Kasprzyk, w którym mówi, że ona żyje od lat na odległość ze swoim mężem, że się bardzo kochają, ale dają też sobie wolną rękę. Z tym, że oboje wyznają zasadę „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.

        1. Jowita napisał(a):

          Jeśli oboje się na to zgadzają to czemu uważasz, że to nie jest dojrzałe?

        2. A uważasz za dojrzałe, że ludzie się kochają i uznają coś takiego, jak zdrada i jeszcze się na nią zgadzają? Dla mnie to jest albo pic na wodę, a nie miłość albo absolutna dziecinada.

        3. Jowita napisał(a):

          Założę się, że gdybym Cię spytała co dla Ciebie znaczy „kochać kogoś”, padłyby takie określenia jak wierność, uczciwość, miłość do grobowej deski, jedna jedyna już na zawsze:).
          Dziecinadą jest zakładanie, że każdy ma taką samą definicję miłości, a jeśli robi coś z czym Ty się nie zgadzasz, to to na pewno nie jest miłość. Ile par, tyle wariantów.

  12. Brzeska napisał(a):

    Nie do końca uważam, że takie nie mówienie jest ok. Osobiście mam śmiertelną alergię na kłamstwo, a zerwanie ustaleń z kimś bliskim czymś takim jest. Jak to jest typowy związek monogamiczny i którejś ze stron zdarzy się jednorazowa zdrada, to powinno się wedlug mnie powiedzieć. Jest to bliska osoba, więc ustalenia między nami są rzeczą świętą. I jasne, nie wszyscy wchodzą w związek monogamiczny, ale to wszystko właśnie sprowadza się do trzymania się ustaleń między tymi osobami i się ich trzymać. Jak się nawali – to przyjąć to na klatę i się przyznać

  13. XYZ napisał(a):

    Nie mam 10 lat, byłam zdradzana przez prawie rok. Bolało, jasne. Boli do tej pory. Ale gdybym miała wybór, to nie chciałabym się o tym nie dowiedzieć. Dużo się dzięki temu nauczyłam. Uważam, że zdrada zawsze jest wynikiem tego, że w związku coś nie gra. Jak ktoś zdradza „dla sportu”, to w ogóle nie powinien się wiązać z nikim, bo nie dojrzał do związku. Jeżeli kogoś się zdradza to ma się świadomość konsekwencji, które pojawią się gdy druga osoba się dowie. A takie ryzyko jest zawsze. Jeżeli nam na kimś zależy, to nie narazimy go na taki ból. Zdrady często wynikają z tego, że jedna osoba tak naprawdę chce zrobić drugiej na złość, bo nie czuje się odpowiednio kochana. Jak się nie jest w związku szczęśliwym to się rozmawia, a jak to nie pomaga, to się go kończy. Kłamstwo to najgorsza rzecz na świecie i nigdy go nie zaakceptuję.

  14. Nie mówić o zdradzie? Serio? Kłamstwo w „dobrej sprawie” (chronieniu raczej swojego tyłka niż uczuć partnera) to nadal kłamstwo i lepiej, żeby się partner dowiedział od zdradzającego w szczerej rozmowie, niż przypadkiem.

        1. sid1972 napisał(a):

          Niki… takim wyznaniem niszczysz swiat osoby zdradzonej… ktorego juz nigdy nikt nie naprawi… nawet dobry psycholog… naprawde „Twoja prawda” chialabys zniszyc komus zycie?? O borze….. (od kominka jestem… to moge tak pisac…)

        2. Niszczysz świat zdradą, a nie szczerością. Mój facet został zdradzony przez swoją ex. Rozstał się z nią nie dlatego, że zdradziła, tylko dlatego, że się nie przyznała i dowiedział się tego z innych źródeł. Pozbierał się po kilku miesiącach i jakoś żyje szczęśliwie ze mną od ponad 5 lat. I oboje jesteśmy zdania, że gdyby coś kiedyś, to jedno drugiemu mówi szczerze, bo wtedy jest szansa na wybaczenie.

  15. niektórzy woleliby wiedzieć. przynajmniej tak twierdzą. i jestem zdania, że należy to uszanować. a skąd mamy wiedzieć, czy ktoś wolałby wiedzieć? no ja się swojego chłopaka na jednym z pierwszych spotkań spytałam, czy chciałby wiedzieć o zdradzie czy może nie. to może wydawać się dziwne pytanie, ale pytałam z czystej ciekawości a nie żeby wiedzieć na przyszłość. no ale nigdy nic nie wiadomo i zawsze lepiej jednak wiedzieć na przyszłość.
    moim zdaniem człowiek zarówno ma prawo wiedzieć o zdradzie jak i ma prawo nie życzyć sobie takich informacji, bo to tylko ogrom bólu.

  16. Cholera, to jest tak ciężka sprawa, że faktycznie te konkretne „rodzaje” zdrad, które opisałaś mają sporo sensu, ale wokół nich i tak krążyć będzie miliard zmiennych, które wszystko pokopią. Ja zawsze mówię, że jak coś to chcę wiedzieć. A potem jak przychodzi co do czego to się rzucam po ścianach i mam ochotę obciąć łeb, żeby nie myślał.

  17. Osobiście jestem za szczerością. Raz – nie traktujemy osoby zdradzanej jak małego dziecka, które nie poradzi sobie z tą wiadomością, dwa – ma ona możliwość podjąć decyzję czy chce dalej być z osobą, która ją zdradziła. Moim zdaniem lepiej mieć sposobność wyboru.

    1. Właśnie, też bym chciała mieć możliwość wyboru czy być ze zdrajcą czy nie. Pomimo całego cierpienia, które wiązałoby się z byciem poinformowaną.

  18. Tianzi napisał(a):

    Wolę ludzi, których uczciwości można zaufać niż wyznających kłamstwo dla ‚dobra’ drugiej osoby. Tak generalnie, na wielu płaszczyznach życia. M. in. dlatego, że w tym pierwszym przypadku jak jest spokój, to wiesz, że jest spokój, a w tym drugim cholera wie, czy ktoś Cię nie kantuje na kilka frontów :)

  19. Jeżeli zdradzasz, po cholerę jesteś w związku z drugą osobą? Dla mnie to nie ma sensu. :) Lepiej być wolnym strzelcem i sobie bzykać, jak pszczółka Maja. Zdecydowanie ja bym powiedziała – druga osoba też ma swoje uczucia i prawo do tego, by być traktowaną na równi. Poza tym – kłamstwo ma krótkie nogi.

  20. Nie jestem staroświecka, ale jestem przekonana, że zdradzając w każdej z opisywanych sytuacji, nie miałabym wyjścia. Moje sumienie w kwestii wierności jest radykalne. Prawda i tylko prawda.

    1. sid1972 napisał(a):

      Justyna przeczytaj moj komentarz… spowiadac sie mozesz przed ksiedzem… partnerowi daj spokoj, a jesli zdradzilas to albo z tym zyj, albo daruj sobie ten zwiazek i go zakoncz, ale nie ran partnera prawda i jakims dziwnym nastewieniem do prawdy i szczerosci, bo takim wyznaniem robisz tylko jednej osobie dobrze i jestes nia ty…

        1. sid1972 napisał(a):

          CO ciekawe, podobnie jak ty wiekszosc kobiet pisze w tym temacie bardzo podobnie… Zdradzic potraficie, sklamac nie… Ciekawe :) Bardzo ciekawe…

      1. Tia. Zupełnie nie o to chodzi w tym tekście. Dlatego właśnie ’emocjonalne nastolatki’ – zamiast chłodnego podejścia do tematu, to wyidealozowane pierdoły w stylu ‚uuuuu, ja to bym jednak chciała wiedzieć, uuu, uczciwość, uuu, szczerość najważniejsza, uuuu’.
        TEN TEKST NIE JEST SKIEROWANY DO OSOBY ZDRADZANEJ. Jaśniej chyba nie da się tego napisać.

        1. Agnieszka Cz napisał(a):

          Dla kogoś uczciwość i szczerość to podstawa związku, dla innych to „wyidealizowane pierdoły”. Na prawdę tak ciężko o zrozumieć, że ktoś może czuć inaczej, niż Ty?

        2. Widzisz to co jest napisane wielkimi literami? Potrafisz czytać ze zrozumieniem?

          TEN. TEKST. NIE. JEST. SKIEROWANY. DO. OSOBY. ZDRADZANEJ.

          To jest OCZYWISTE, że z punktu widzenia osoby zdradzonej każdy chciałby o tym wiedzieć, ale NIE O TYM JEST TEKST, NIE TEGO SIĘ TYCZY, NIE MA Z TYM NIC WSPÓLNEGO, TO SĄ ODRĘBNE TEMATY.

          Ile można to powtarzać? Ja chrzanię, co za komedia…

        3. seba napisał(a):

          Wszyscy wiemy, że to nie jest tekst skierowany do osoby zdradzanej. W końcu ciężko by było od niej wymagać by się sama powiadomiła :D.

  21. Może i lepiej jest nie powiedzieć, ale myślę, że warto postawić się na miejscu tej drugiej osoby. Czy my wolelibyśmy nie wiedzieć o zdradzie partnera? Taka prawda boli najbardziej, ale ja chciałabym wiedzieć i móc sama zadecydować, czy chcę z kimś takim być.

  22. Jest jeszcze jeden przypadek, który wyklucza pozostałe. Jeśli wiedzą o tym osoby trzecie (wyłączając kochanka), mów zawsze. Nie ma nic gorszego, niż rogacz w czystej postaci. Powiedziałaś przyjaciółce – masz się przyznać. Świat jest zbyt mały. Mój brat miał taką sytuację. Jego kolega zdradził i się nie przyznał, ale powiedział jemu, a on swojej dziewczynie. A potem te dziewczyny się poznały…

  23. Morrrigan napisał(a):

    Nie zgadzam się tylko z punktem drugim. Mogłabyś doprecyzować, bo nie wiem, czy dobrze zrozumiałam. Czy z tego ma wynikać, że nie widzisz nic złego w tym, że ludzie są domyślnie w związku monogamicznym ale jedna strona potrzebuje przygody i mimo że kocha, to używa życia naruszając przy tym fundamentalną zasadę wierności? są ludzie, którzy nie są stworzeni do monogamii, jak sama zauważyłaś, więc dlaczego wiążą się z kimś na stałe, oszukują go i ryzykują sprowadzeniem na rzekomo kochaną osobę choroby? moim zdaniem nawet jeśli się kocha, trzeba zakończyć taki związek, jeśli nie można zapanować nad swoim popędem. wyrzuty sumienia zeżrą, a prawda i tak wyjdzie w końcu na jaw.

  24. Aleksandra napisał(a):

    Wydaje mi się, że punkt drugi należałoby rozdzielić w zależności od tego, czy jest on pewnego rodzaju odmianą punktu pierwszego (parę przypadkowych zdrad) czy jednak czymś innym: chronicznym problemem, z którym wiąże się utworzenie kilku/kilkunastu relacji na boku. Bo tak też się, niestety, zdarza.

  25. Punkt drugi problematyczny. Ja bym nie chciała być w związku, w którym mój partner latami prowadzi jakieś drugie życie, o którym nie wiem. To jakiś chory układ. Byłby zdrowy, gdyby obie strony o tym wiedziały i otwarcie zgadzały się na to (w końcu nie jest to wykluczone). To nie seks jest istotą zdrady, tylko oszustwo. Kiedy nie ma oszustwa, to nie ma zdrady. Co do pojedynczej zdrady, która była pomyłką, to faktycznie nie muszę o tym wiedzieć, choć gdybym się dowiedziała, to nie byłby big deal. W pozostałych przypadkach powiedzenie może wyjść na dobre, nawet jeśli nie związkowi, to każdemu z partnerów z osobna. Trzeba przeciąć ropiejący wrzód, im szybciej, tym lepiej. W sumie fajnie to ujęłaś.

  26. Czy chciałabym wiedzieć o tym, że partner mnie zdradził? Myślę, że gdybym była w tym związku mimo wszystko szczęśliwa, to wolałabym dalej żyć w nieświadomości. Zwłaszcza w przypadku punktu nr 1…

  27. Są jednak tacy, którzy nie dadzą rady zachować tego dla siebie, bo wyrzuty sumienia ich wykończą. Chyba trzeba umieć wybaczyć samemu sobie, żeby żyć z taką świadomością.

  28. O Vi napisał(a):

    Były narzeczony zdradził mnie i stwierdził, że „skoro zdradziłem to nie kocham”, no i postanowił się przyznać do czynu. Szczerze mówiąc, był to jeden z mocniejszych stresów w moim życiu- schudłam do anorektycznych rozmiarów, popadałam w różne skrajności i, co gorsza, włączył mi się tryb porównywania się z tą inną laską. Wróciliśmy do siebie, ale nie mogłam przestać się do niej porownywać, to już była paranoja i przez to sama potem doprowadziłam do rozpadu związku. Po latach zrozumiałam, że gdybym się o tym nie dowiedziała, mielibyśmy szansę na całkiem fajne życie, serio. Jedyna zdrada, o której chciałabym wiedzieć, to z przedstawicielem tej samej płci, bo pewnych rzeczy się nie przeskoczy i nie mam za co się obwiniać.

    1. sid1972 napisał(a):

      Oj az mise przypomniala przyjaciolka, ktora wrocial „za wczesnie” do domu i nakryla meza z kochankiem, no ta bene 10 dni po slubie… to juz jest Hardkore

  29. sid1972 napisał(a):

    Powiedzenie komus ze sie go zdradzilo abstrachujac od punktu 5 to tylko zrobienie sobie dobrze i skrzywdzenie partnera… Kuzwa jego Bolka… Jak juz byles bydlakiem i zrdadziles zyj z wyrzutami sumienia…. Sam sobie jestes winny i powinienes z tym zyc… I przyznam sie bez bicia… nigdy nie zrdadzilem kobiety… Raz w trakcie jakiegos zwiazku ktory byl na pochylej ostro w dol calowalem sie pod wplywem z jakas panna na parkiecie… ale 8 godzin pozniej zerwalem zwiazek… gdyz stwierdzilem ze jesli tak daleko doszlo… to znaczy ze ten zwiazek juz nie jest zwiazkiem tylko przebywanie w pustostanie… wspolne…

  30. Trudno jest mi sobie wyobrazić, że można być szczęśliwym w związku, a mimo to zdradzić. Nie jesteśmy zwierzętami, sami podejmujemy swoje własne decyzje – po pijaku, delegacja? Dla mnie osobiście to żaden argument, a już zwłaszcza za tym, by nie mówić. Nieprzyznanie się do zdrady tworzy wyłącznie iluzję, że wszystko jest w porządku. Nie chciałabym, aby mój związek był jednym wielkim kłamstwem, zabolałoby, ale wolałabym wiedzieć. Zwłaszcza, że zawsze jest szansa, iż kłamstwo wyjdzie po latach. Ale uważam, że naprawdę genialnie ujęłaś problem, sama zaczęłam się zastanawiać, na ile jestem skłonna zgodzić się z tym podejściem, ale jednak wciąż pozostają te indywidualne przekonania.

  31. Persephonis napisał(a):

    Punkt 2 – a może partner nie chce być w takiej relacji? Być w otwartym związku, o którym nie wie i nie byłby w nim, gdyby wiedział?

Dodaj komentarz