Czy wiesz, co pijesz?

Dzieciakom w podstawówkach powinno się rozszerzyć naukę języków obcych o nowy język, z którego będą testowane za każdym razem, gdy będą oglądać telewizję, słuchać radia i serfować po sieci. Znajomość tego języka okaże się też niezbędna w zwykłym, codziennym robieniu zakupów. Mówię o języku marketingu. Wyrośliśmy już z porównywania proszku X do „zwykłych proszków” i reklamowania produktów na podstawie ich faktycznych, wyjątkowych cech. Teraz producenci sięgają po bardziej skomplikowane środki manipulacji i starają się nas złapać tam, gdzie działają najbardziej pierwotne pragnienia i skojarzenia. I nawet my – pokolenie internetu, które wydaje się być dość dobrze wykształcone w kwestiach manipulacji reklamowej – daje się złapać na takie sztuczki. Ja też.

Nie wiedzieć czemu, w głębinach mojej intuicji językowej wydawało mi się, że „nektar” to płyn gęsty, naturalny i słodki. Gdy więc kupowałam soki do domu, zamiast faktycznych soków, wybierałam przeważnie nektary, wierząc, że są zdrowsze. Do tego pewien popularny producent napojów owocowych nazwał swój nektar – „100% nektaru”, co w naturalny sposób przetłumaczyłam sobie na „100% zawartości owoców”. Wydawało mi się, że kupuję zmiksowany przecier z owoców tropikalnych, podczas gdy tak na prawdę kupiłam… napój składający się z zaledwie 45% soków owocowych i dopełniony wodą. Podobną sztuczką są „czyste nektary” oraz – uwaga – reklamowanie soków tej samej firmy NA opakowaniach nektarów, co wprowadza kupującego w błąd. Nie muszę już chyba wspominać o prostym triku oklejania opakowania napoju zdjęciami soczystych pomarańczy, które nie mają wiele wspólnego z tym, co znajduje się w środku opakowania. kolory

Jedyną obroną przed taką manipulacją reklamową jest po prostu czytanie składu produktu i znajomość przepisów, które bardzo jasno określają, co to jest sok, nektar i napój.

Poszperałam więc w sieci, skonsultowałam się z dietetykami i stworzyłam krótki i bardzo przydatny konsumentowi poradnik, co tak na prawdę kupujemy, gdy chcemy się napić. Dziś przyjrzymy się „napojom” owocowym i wodzie. Gotowi?

Sok – w całości pochodzi z owoców lub warzyw. Może to być sok wyciśnięty z owoców albo uzyskany z koncentratu. Nie może też zawierać konserwantów, sztucznych barwników i aromatów. Kupując SOK możecie mieć pewność, że pijecie najbardziej naturalny …płyn (bo przecież nie „napój”, skoro napój to już coś innego ;)) uzyskany z prawdziwych owoców. Bardziej naturalne są już tylko własnoręcznie przez Was wyciśnięte owoce. Swoją drogą polecam, zwłaszcza zimą, gdy pomarańcze są tanie i można codziennie pić sobie taki świeży sok na śniadanie.

Nektar – musi mieć przynajmniej 25% wsadu owocowego. Reszta to woda. Nektar może też zawierać cukier lub kwas cytrynowy, wciąż jednak nie posiada sztucznych barwników, aromatów i konserwantów. Pijąc nektar, zauważycie, że jest bardziej wodnisty od soków i jeśli nie przepadacie za drobinkami owoców i gęstą konsystencją, taki nektar może Wam zasmakować. Ciekawostka: nie robi się soków z aronii lub z czarnej porzeczki, bo byłyby zbyt kwaśne. Te owoce nadają się jedynie do nektarów.

Napój – musi w przynajmniej 20% składać się z owoców lub warzyw. Napoje mogą już zawierać sztuczne dodatki, konserwanty, cukier, aromaty i barwniki. Kojarzą mi się ze szkolnymi imprezami, na których w ramach popitki kupowało się coś kolorowego i taniego. Dziś obchodzę napoje szerokim łukiem, bo jeszcze mnie zaatakują i pogryzą…

WODY

Woda źródlana – to chyba najbezpieczniejszy napój… płyn, płyn (muszę się przestawić!) ze wszystkich. Pochodzi ze źródeł podziemnych Jest naturalnie czysta pod względem mikrobiologicznym i chemicznym, dostarcza nam przede wszystkim i po prostu ..wody, która jest nam niezbędna do życia. Zawartość minerałów w wodzie źródlanej jest niska (zazwyczaj do 500 mg/l) dlatego spokojnie mogą ją pić wszyscy, niezależnie od wieku i stanu zdrowia. Pamiętam, jak kiedyś wydawało mi się, że woda źródlana jest gorsza od mineralnych, bo – właśnie – zawiera mniej minerałów. Dopiero niedawno uświadomiono mi, że zadaniem wody jest przede wszystkim (nomen omen) nawodnienie organizmu, a wiatminy i minerały przyjmjemy głównie w normalnym, zróżnicowanym pożywieniu.

Naturalna woda mineralna – to woda zawierająca różne stężenia minerałów. Warto zapoznać się ze składem takich wód, w zależności od tego, na jakie minerały mamy największe zapotrzebowanie – i których możemy mieć zbyt wiele. Starannie wybieraj wody mineralne, jeśli masz nadciśnienie lub problemy z nerkami. Należy też zachować szczególną ostrożność przy serwowaniu ich dzieciom. Nie zawsze bowiem więcej skłądników mineralnych znaczy lepiej.

Wody dzielą się na bardzo nisko, nisko, średnio i wysokozmineralizowane.

Woda bardzoniskozmineralizowana – jest to wodą o zawartości skłądników mineralnych nie przekraczającej 50 mg/l. W praktyce taka woda do woda dejonizowana lub demineralizowana (np. w procesie filtrowania metodą odwróconej osmozy). Taka woda nie jest polecana do stałego spożycia.

Woda niskozmineralizowana – do woda o zawartości składników mineralnych nie przekraczającej 500 mg/l. W teorii może to być woda, w której chociaż jeden z pierwiastków ma fizjologiczne znaczenie dla organizmu człowieka, czyli przy stałym spożywaniu mogą wpłynąć na nasze zdrowie. W praktyce najczęściej jest to woda źródlana, która służy nawodnieniu organizmu. Najczęściej wody takie mają niską zawartość sodu (mniejsza lub równa 20mg/dm3), więc są odpowiednie dla osób, które powinny ograniczyć przyjmowanie tego pierwiastka.

Woda średniozmineralizowana – to woda o zawartości skłądników mineralnych od 500 do 1500 mg/l. Może zawierać znaczące ilości wapnia, magnezu, wodorowęglanów i siarczanów, fluorków. Czasem jest naturalnie nasycona dwutlenkiem węgla, ale wciąż nie przesadza z sodem, więc dla zdrowego organizmu może stanowić dodatkowe źródło minerałów. Nie powinna być stosowana w przypadku dzieci poniżej roku.

Woda wysokozmineralizowanaogólna zawartość soli mineralnych jest większa niż 1500 mg/l. Zawiera znaczne ilości wodorowęglanów oraz chlorków wapnia i magnezu, sód, żelazo i większą ilość jodków. Najczęściej jest naturalnie nasycona dwutlenkiem węgla. W codziennym pożywieniu dostajemy zwykle tyle minerałów, że często pijąc taką wodę, możemy za bardzo obciążyć nerki. Nie zaleca się jej dzieciom, kobietom w ciąży, cukrzykom i osobom z nadciśnieniem lub problemami z nerkami. Piją ją głównie zawodowi sportowcy i ludzie ciężko pracujący fizycznie.

Uważajcie też na wody lecznicze, których nie można pić bez kontroli lekarskiej, bo łatwo o przedawkowanie zawartych w nich minerałów.

Jestem zwolenniczką starej dobrej metody „smakowej”, czyli jem to, na co mam ochotę i zakładam, że mój organizm sam wie, czego mu potrzeba. To bardzo logiczna taktyka i sprawdza się idealnie, jeśli dajemy naszemu zmysłowi smaku wybór składników naturalnych. Niestety dziś zbyt wiele w pożywieniu i napojach chemicznych trików, by ufać tylko zmysłom. Wedle tej zasady, żywiłabym się głównie w Makdonaldzie ;) Dlatego oprócz zaufania własnemu organizmowi, dziś trzeba nauczyć się czytać etykiety. Warto wiedzieć, co się kupuje i decydować się na te napoje, które najlepiej odpowiadają nie tylko naszym smakom i kieszeni, ale też potrzebom organizmu.


Komentarze do wpisu: 20 Napisz komentarz

  1. Dzięki za krótki przewodnik!
    Przyda się na pewno. też zawsze myślałam, ze woda mineralna jest lepsza od źródlanej i że nektar jest z samych owoców…

  2. A ja chciałbym zwrócić uwagę na inny chwyt marketingowy. Istnieje coś takiego jak „sok z wiśni” i „sok z czarnej pożeczki” (tak tak, z czarnej pożeczki, wbrew temu co napsiane w artykule). Z tym, że po dokładniejszym przyjrzeniu się opakowaniu można zauważyć dopisek (oczywiście mniejszą czcionką) „z sokiem z winogron” (lub coś w tym stylu). Po spojrzeniu w skład widzimy, że taki „sok z wiśni” zawiera 50% soku z wiśni i 50% z winogron. Sok z czarnej pożeczki zawiera zaledwie 20% soku z czarnej pożeczki i 80% z winogron.

    O ile ta wersja pożeczkowa mnie nie boli, to sok z wiśni owszem. Bo jeszcze w roku 2009 (w pierwszej połowie przed wakacjami) było w sklepach coś takiego jak „sok z wiśni 100%” i był PYSZNY, mój ulubiony, UWIELBIAŁEM ten sok. Na wakacje wyjechałem do USA i już tam niestety nigdzie soku z wiśni nie uświadczyłem (w sklepach polskich był „napój z wiśni”, przesłodzony i niedobry). Po powrocie do Polski we wrześniu poszedłem do szklepu bardzo spragniony swojego ulubionego soku i totalnie się rozczarowałem, gdy okazało się, że soku tego już nie produkują. Tylko wiśnia+winogrono (winogrono miniaturową czcionką).

    I teraz nie piję soków w ogóle. Pomarańczowego (i w ogóle cytrusów) nie mogę, bo przyjmuje leki homeopatyczne (byłem sceptyczny, ale naprawdę leczą moją alergię, w przeciwieństwie do konwencjonalnych leków, które jedynie zmniejszają objawy, przez co byłbym skazany do końca życia na leki, no ale o to chyba chodzi – żebym nie wyleczył się tylko wspierał przemysł farmaceutyczny:) więc konowałów olałem i lecze sie alternatywnie).

  3. więc w sumie oprócz cytrusowych nic ciekawego na rynku nie ma. dodawany wszędzie sok z winogron wg mnie psuje smak (chociażby tej wiśni), jabłkowego nie lubię, bananowy nie pasuje mi konsystencją i smakiem (to nektar chyba), jakies wieloowocowe zwykle są przesłodzone… marchwiowe to porażka, niepodobne do prawdziwego. Więc sobie tylko czasem marchwiowo-jabłkowy zrobię, w sokowirówce..

    z tymi nektarami, sokami i napojami to bystry konsument po jednej wpadce zorientuje się, że kupił coś, co sokiem nie jest. i raczej jak ktoś soki lubi, to na żaden marketing się nie nabierze.

  4. kenazz,
    dobre są te owoce pożeczki? ;)
    Ja też myślę, że mi by nie przeszkadzał kwaśno-gorzki smak soków z porzeczek i wiśni, ale najwyraźniej większości ludzi on nie odpowiada. Stąd te domieszki i nektary.

  5. ten sok z wiśni nie był zbyt kwaśny i gorzki. był idealny. lekko kwaśny, do tego delikatny gorzkawy posmak wiśni, trochę słodki. po dodaniu winogron stał się cierpki i niesmaczny. zepsuli. ale widocznie jest dużo tańszy w produkcji, a cena jest ta sama, co wcześniej. (to był albo tymbark, albo fortuna, hortex chyba nie robił).

    za pożeczkami nigdy nie przepadałem i dokładnie nie wiem jak sytuacja wyglądała i jak wygląda teraz. tak tylko zwróciłem ostatnio uwagę w sklepie, że ten z czarnej pożeczki tak naprawde jest z winogron, z dodatkiem pożeczek.

    ale wydaje mi się, że większość ludzi lubi na słodko. łapią w markecie kilka kartonów tych tańszych napojów i mają spokój.

  6. dobra dobra. jagody pożeczki czarnej. teraz jest biologicznie poprawnie? :] o to Ci chodzi?

    idąc tym tropem orzech orzechem nie jest. tylko peskowcem czy czymś takim ;)

  7. cholera jasna. a mam się ogólnie za takiego co błędów raczej nie robi ;) (ortograficznych). a tu kompromitacja! publicznie! rumienie się i w ogóle.

  8. Jak dla mnie, to smakowo naprawdę trudno pomylić sok z nektarem, że o napoju nie wspomnę. Jak tylko pierwszy raz posmakowałem nektaru, to mnie odrzuciło. Jakaś słodko-drapiąca ciecz. Ohyda. Wyjątkiem, jak napisałaś, są porzeczki. Tu nektar, spoko, da się zdzierżyć, choć i to zależy od marki. Inna sprawa to szukanie soków w hipermarkecie. Jakiś czas temu nie było z tym problemu. Na kartonach jak wół stało „SOK”, „NEKTAR” lub „NAPÓJ”. Dziś można dostać szału. Opakowania przede wszystkim walą oczojebnymi „100%”. Trzeba po kilka razy z każdej strony karton obejrzeć, żeby dowiedzieć się, o jakie 100% chodzi (smaku, aromatu, dobrych chęci, czy prawdziwego soku). A są i tacy miszczowie, że bez lupy nie podchodź. Zawartość opakowania można wyczytać wyłącznie ze składu drukowanego maczkiem. No, ale może ja jakiś niedowidzący jestem. ;)

  9. bastra85, z masłem jeszcze póki co sprawa jest prosta. Prawdziwe masło w nazwie ma wyraz MASŁO. Jakieś masełka, śmietanki, osełki, ekstra śmietankowe itp. to nigdy nie są masła. Rzecz chyba polega na tym, że prawo jasno narzuca, kiedy można stosować w nazwie wyraz „MASŁO”.

  10. o różnicy między wodą źródlaną a mineralną dowiedziałam sie kilka miesięcy temu z jakiegoś programu o zdrowym żywieniu, zdzwiiłam sie, bo tez zawsze myślałam, ze mineralna lepsiejsza. O sokach i nektarach też miałąm mylne wrażenie co do ich składu, ale już jestem oświecona :)

    a Kenazz może chodziło o soki typu szkockiego – pożYczkowy? tzn. pożYcz sokowirówkę od jednego sąsiada, a garść owoców od innego… ;)

Dodaj komentarz