Dbaj o zwierzęta, jedz mięso.

Są dwa rodzaje wegetarianów:
Pierwszy to ci, którzy nie jedzą mięsa, bo im nie smakuje. I dobrze.
Drugi to ci, którzy nie jedzą mięsa, bo żal im zwierząt. To idiotyczne.

Ludzie lubią mięso. I już to samo w sobie jest wystarczającym powodem, by je jeść. Mięso to nie jest przysmak jakiegoś małego afrykańskiego plemienia ani specjał kuchni chińskiej. To jeden z podstawowych składników każdej kuchni na świecie. Mięso jadło się przed Chrystusem, je się teraz, w czasach Wi-fi i będzie się jadło w dalekiej przyszłości, bo człowiekowi ono smakuje – czyli jest dobre. Dobre dla organizmu.

Wegetarianom wydaje się, że jeśli nie będą jedli mięsa, to mniej zwierząt będzie cierpiało. Bzdura. Większość ludzi mięso jednak je i ma w dupie to, czy fastfoodowy kurczak wychował się na podwórku czy w ciasnej klatce z kilkunastoma innymi kurczakami, więc zwierzęta nie tylko są hodowane na mięso – ale też hodowane w potwornych warunkach, bo to się opłaca. Nie zmienimy tego, że są zabijane, bo klient na mięso będzie zawsze. Możemy jednak zmienić to, w jakich warunkach się te zwierzęta hoduje. Jedynym sposobem walki z „taśmowymi” farmami jest wskazanie producentom, że bardziej im się będzie opłacało stworzyć zwierzętom lepsze warunki życia.

Dlatego dużo lepszą metodą od niekupowania mięsa w ogóle jest wybieranie konkretnego jego rodzaju. Wybór produktów ekologicznych, wybór mięsa z dobrego źródła – wspierają małe gospodarstwa i dają im szansę na konkurowanie z wielkimi przedsiębiorstwami. To właśnie tacy klienci, którzy kupują mięso z ekologicznych farm i jedzą jajka „0” mają realną szansę na zmianę w przemyśle mięsnym – bo dają mu wyraźny sygnał, że klient jest gotowy zapłacić więcej, jeśli będzie miał pewność, że nie przyczynia się do cierpienia zwierząt. Wegetarianin nie zmienia nic, bo po prostu nie jest klientem. A trzeba być idiotą, żeby myśleć, że świat kiedykolwiek przestanie jeść mięso w ogóle.

Patrzmy na „metki”. Nie kupujmy tanich kurczaków w karfurach. Wybierajmy jajka „0” i ekologiczne majonezy. Podaż zależy od popytu, na który mamy przecież wpływ. Bądźmy świadomymi klientami – ale nie przestawajmy być klientami.

Komentarze do wpisu: 69 Napisz komentarz

  1. Nie jem mięsa bo żal mi zwierząt i świetnie się z tym czuję. Nie liczę że zbawię świat, nie mam nadziei że przestaną zabijać zwierzęta ale wiem że w tym nie uczestniczę i dobrze mi z tym. Nie potrafiłabym zabić nawet ryby, a krowę co najwyżej bym zagłaskała na śmierć. Urodziłam się po to by jeść korzonki.

    1. Ja nie jem niczego, bo źle bym się czuł zabijając marchewkę. Każda marchewka ma swoją historię, a także rodzinę. Nie jestem mordercą warzyw.

      Segritta – niezwykle konformistyczne podejście do tematu. „Ludzie lubią mięso. I już to samo w sobie jest wystarczającym powodem, by je jeść”. Ciekawe czy wychwalałabyś kanibalizm, gdyby był na porządku dziennym.Pewnie nie ,bo ludzie potrafią mówić i mają uczucia. Słodkie. A co do tego, że mięso jest dobre dla organizmu. Człowiek ma niezwykłe zdolności adaptacyjne i jestem pewien, że nasz gatunek ewoluował by bez mięska i świetnie sobie radził. Niech każdy je co chce.(oprócz marchewek)

  2. Segritto, czyżbyś oglądała wczoraj wieczorem debatę w TV na temat żywności w Polsce?:) Ja się utwierdziłam kupowaniu jajek gr. 1 , mięsa w mięsie min. 80% :)

  3. O ile zgadzam się, że kupowanie mięsa i nabiału z ekologicznych hodowli robi różnicę dla zwierząt, to zdanie „Wegetarianin nie zmienia nic, bo po prostu nie jest klientem.” – jest nielogiczne. Im więcej wegetarian tym mniej zwierząt hodowanych i zabijanych na mięso. Proste jak budowa cepa. Statystycznie rzecz biorąc w momencie gdy kilka lat temu przestałem jeść wieprzowine i wołowinę ocaliłem 100 – 200 kg świń i z 10 kg krów. Tadaam, zmieniłem coś.

      1. @ Asia – Wiadomo, że jednostka może niewiele ale chodzi o ogólny trend, który podobno jest. Gdzieś czytałem, że spożycie mięsa w Polsce spada. Jeśli to prawda to rynek się dostosowuje i ilość zwierząt cierpiących w hodowlach spada.

        @ Seg – Względem ogółu wegetarianie itp. są nieliczni a ludzie spożywający tylko, albo w większości, produkty ekologiczne to już zupełnie jakiś malutki promil, co nie zmienia faktu, że obie te postawy wpływają na poprawienie losu zwierząt i obie sa godne popularyzacji.

    1. tak, to miałoby sens, gdyby faktycznie była szansa na to, że świat w końcu przestanie potrzebować mięsa. Sęk w tym, że nie przestanie. Wegetarianie będą tylko jakąś małą, dla przemysłu nieistotną grupą.

      1. Asiu: jeżeli całe moje życie nie jedzenia mięsa sprawi, że chociaż jedna świnia, ba, jeden kurczak nie będzie zabity, to się opłaca. A wegetarian jest coraz więcej. Tak czy inaczej, ja przyszłości nie znam, więc nie będę twierdzić, że będą kiedyś większością, ale Ty, Segritto, też raczej jasnowidzem nie jesteś, więc nie wiem skąd masz info, że będą zawsze grupą nieistotną dla przemysłu. Wiem za to, że Twoja argumentacja się kupy nie trzyma. Im więcej ludzi w ogóle nie je mięsa, tym lepiej, bo oni mają rodzinę, znajomych, którzy zaczynają kumać, że można jeść inaczej, jeżeli nie w ogóle bez mięsa, to z jego mniejszą ilością. A jeżeli z mniejszą ilością, to dopiero wtedy można sobie pozwolić na kupowanie mięsa droższego, ze zwierząt hodowanych w lepszych warunkach. Poza tym sory, ale żarcie zwłok, chociaż jest (tak samo, jeżeli nie bardziej smaczna i zdrowa) alternatywa to obrzydlistwo.

  4. Generalnie się zgadzam, tylko jakoś nie chce mi się wierzyć w te „eko” (eko-sreko!) metki. A najbardziej nie lubię ludzi, którzy manifestują swój wegetarianizm – nie chcesz to nie jedz, ale po co ten wzrok pełen pogardy kiedy szamam schabowego?

  5. Brawo Michał, w ciągu kilku lat uratowałeś jedną świnię i 1/50 krowy!
    A jeśli chce się już ratować jedzenie, to najlepszym sposobem jest wybieranie mięsa z hodowli przyjaznych zwierzętom. Bo nie kupując żadnego mięsa, przechodzi się obok problemu obojętnie, wtedy producent nie widzi potrzeby zmiany, bo sprzedaż jego produktu(np. kurczaków hodowanych po 100 w jednej klatce) nie zmienia się. To tak jakby mówić że się dba o środowisko bo nie stać nas na mercedesa z sześciolitrowym silnikiem benzynowym.

    1. Producent nie widzi potrzeby zmiany ale zarabia mniej przez co i hoduje mniej.

      Tak w ogóle to obśmiewanie poprzez wytykanie że efekty starań pojedynczej osoby są niewielkie to totalna głupota i można to zrobić ze wszystkim: ile zmienisz ty sam kupując ekologiczne mięso zamiast zwykłego ? Nie dasz im zarobić około 800 zł rocznie, kiedy przemysł mięsny stanowi jakieś 8 % PKB Polski :D.

      1. a skad pewnosc, ze jak producent zarabia mniej to hoduje mniej? Moze wlasnie pogarsza warunki swojej hodowli i sciesnia zwierzaki, zeby zarobic wiecej, bo wiecej teraz musi sprzedac, zeby zarobic tyle samo?

        1. To pewnie przy okazji też się dzieje ale raczej muszą być jakieś normy warunków hodowli, jakości paszy itp poniżej których hodowca nie może zejść. A nawet jakby nie było to żeby nie wiem jak kombinować to zmniejszony popyt musi wpłynąć na zmniejszenie podaży.

  6. Był taki dowcip… Co zrobić, aby rozpoznać wegetarianina? Nic – sam ci o tym powie…
    Do wegetarian w otoczeniu nic nie mam, uważam że każdy w miarę dojrzały człowiek może sam decydować o swoich zwyczajach żywieniowych. Ale, jako nieuleczalnego mięsożercę, wkurza mnie, niesamowicie mnie wkurza, kiedy ktoś siedzi nade mną i zawodzi „jak możesz to jeść?!”.
    A takich niestety nie brakuje :(

    1. Nie brakuje też takich, którzy na informację, że nie jem mięsa, reagują oburzeniem i okrzykiem: „to co ty jesz, korzonki?!”, a następnie pierdolą mi, że bez mięsa nie ma obiadu. Do powyższej dyskusji nic to jednak nie wnosi.

    2. niektorzy fanatycy tak maja, czegokolwiek fanatycy… zieloni, milosnicy zwierzat, globalnego ocieplenia, efektu cieplarnianego, religijni, trendy…

  7. „Dlatego dużo lepszą metodą od niekupowania mięsa w ogóle jest wybieranie konkretnego jego rodzaju.”
    Np indyków w miejsce kurczaków. Taka ciekawostka, a może plotka, nie wiem: indyki hoduje się w dużo lepszych warunkach niż kurczaki. Tak, są droższe, ale są smaczniejsze :) Ja sam kurczaki jem wyłącznie prosto od hodowcy (wtyki:)) i króliki. Indyki sporadycznie. Ostatnio w domu skończyło się mięso, ktoś kupił w markecie kurczaka i co się okazało, mięso wszystkim smakowało dziwnie i źle, rosół też był gorszy :(
    Wołowiny w swoim mieście niestety nie mogę dostać, przynajmniej takiej, która nadawała by się na stek. Wszystko jest twarde, niesmaczne, trudno w ogóle porównywać do steka podawanego w jakimś Steak House w NYC, więc unikam, a szkoda bo to moje ulubione mięso i znakomicie sie po nim czuję (ta energia!), w zastępstwo: wieprzowina, której wielbicielem nie jestem.

      1. Nie przepadam za rybami, ale łososia w sushi chętnie zjem :)
        Dobrze przyżądzona świeża ryba pokropiona sokiem z cytryny też jest w porządku.

  8. Trzeba wziąć pod uwagę to, że zwierząt, w szczególności krów i świń, nie zabija się tylko na mięso, skóry i kości też się wykorzystuje.

  9. Niech sobie każdy je co chce, oby z głową. Jak ktoś zaczyna chudnąć a włosy wypadają na diecie bezmięsnej to znak, że taka dieta jest zła. Ale są ludzie, którzy mięsa nie jedzą i wcale chudzi nie są, czują się doskonale i są zdrowi. Kwestia wyłącznie jakiś personalnych predyspozycji.
    Mądrze jest jeść nie wg przekonań, a wg tego, jak się czujemy fizycznie.
    Ja sam wiem że bez mięsa bym nie mógł. Jak podróżowałem z koleżanką wegetarianką wygodnie było jeść wspólne posiłki a rzecz jasna to mięsożerca zawsze musi się dostosować… Ciągle chodziłem głodny, po paru dniach byłem wkurzony, a po kilku każde zwierze (pies i kot też) wyglądało apetycznie. Poza tym nie miałem energii na tych wszystkich nabiałach, warzywach i owocach. Koleżanka oczywiście pełnia energii :)

    1. PS. Słyszałem teorie wg której znaczenie ma grupa krwi. Może coś w tym jest, bo jak spotkałem kilku z pierwszego rodzaju wegetarianów to mieli A. Największy głód mięsa mają chyba ci od grupy 0.

  10. Przy założeniu, że cały świat dalej będzie jadł mięso, tak jak robi to do taj pory, a wegetarianie pozostaną taką samą mniejszością, to nie da rady żeby małe, ekologiczne gospodarstwa dostarczyły wystarczającą ilość produktu. Populacja rośnie, więc mięsa trzeba coraz więcej a dopóki co mamy do dyspozycji tylko areał rolny na Ziemi, Mars jeszcze zielony nie jest:) W końcu pola będą prawie wszędzie a i tak pewnego dnia może okazać się, że to już za mało. Ktoś powie, że ludzie mogliby na ziemi przeznaczanej na uprawę roślin potrzebnych do hodowli posadzić jakieś warzywa, coś co mogą sami zjeść, ale zdaje mi się, że mięso jest bardziej wartościowym w energię i kalorie pokarmem. Ergo: mięso jest póki co ewolucyjną koniecznością. Zresztą liczę, że rozwój technologii pozwoli niedługo produkować mięso bez udziały zwierząt, gdzieś sobie będzie rosło w beczkach jak rosłiny, bez uklady nerwowego, Jakby co jestem dyletantem w sprawach o ktorych pisalem i absolutnie n ie wegetrianinem;)

  11. Wlasnie skonczylem mojego steka. Byl krwisty i smakowal rewelacyjnie. Ale do rzeczy: nigdy nie zrozumiem ludzi, ktorzy z wegetarianizmu robia jakas wielka ideologie. Zbyt wiele osob – ze mna na czele – nie uznaje obiadu, ktory nie zawiera w sobie zamordowanego zwierzaka. Nie mam zadnych wyrzutow sumienia wcinajac kurczaka czy wieprzowine. Kupuje glownie ekologiczne produkty, nie z powodu wspolczucia zwierzetom, ale poprostu takie mieso lepiej smakuje.

    Pamietacie moze czasy, w ktorych ekoidioci nie wtracali sie do wszystkiego? Prawo nie zapewnialo zwierzetom „unijnych” warunkow zycia, a jakos wydawalo mi sie, ze wtedy wszystko bylo smaczniejsze i zdrowsze. Nie wspominajac juz o cenie, ktora byla nieporownywalnie nizsza (wtedy np. za jajko placilo sie 20gr). Majac do wyboru pelny brzuch dzieciaka, ktorego matka jest na minimalnej pensji, a szczesliwe kurki, krówki i swinki to wybieram to pierwsze.

  12. Człowiek jest zwierzęciem mięsożernym, dlatego też wpieprza świnki, krówki i koniki. Tak samo jak inne zwierzątka zabijają się nawzajem, bo są stworzone żeby se zjeść antylopę na obiad. I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej.
    Generalnie nie mam nic do wegetarian (wybaczam im nawet to, że zjadają jedzenie mojemu jedzeniu), ale niech się nie wpieprzają do mojego talerza, tak jak ja nie wpieprzam się do ich kiełków (chociaż ta ich filozofia jest strasznie zabawna, przecież rośliny też żyją).
    No i poza tym co to za obiad bez flaczków, schaboszczaka i hamburgera w mcdonaldzie.

      1. Wytężam, ale ci wegetarianie czy tam weganie których mam „przyjemność” znać argumentują swój styl życia „nie zjem, bo to kiedyś żyło”. Roślinki też żyją.
        A Bozia dała nam rośliny i zwierzęta abyśmy nad nimi panowali.
        Ok, jesteśmy wszystkożerni, więc trzeba jeść i mięcho i zagryzać ogóraskiem. Takie jest moje zdanie.

        1. Jabłona Elwuo napisał(a):

          Caly twoj uklad trawienny, począwszy od zębow i szczęki poprzez ślinę i kwas żołądkowy, aż do jelit jest typowym schematem roślinożercy. Wszystkożercami są stworzenia zdolne do trawienia mięsa w surowej (naturalnej) postaci. Ty tak NIE potrafisz. Twoje ciało tego nie potrafi, bo natura cię do tego nie przystosowała. Wspomnisz zapewne tzw tatar…. Jedz więc tatar codziennie skoro jest tak naturalny dla ludzi. Zobaczymy ile dni dasz radę.

  13. Nie jest ważne to, kto i co je, i dlaczego, ale ważne jest, że jesteśmy wolnymi ludźmi, mamy rozum i wolną wolę, i potrafimy podejmować decyzje, które z naszej perspektywy- tu i teraz są dla nas lepsze – zgodne z naszą psychiką, oczekiwaniami, majętnością, fizjologią, etc. Dlatego tak jak wybierane ubranie czy film w kinie to nasza indywidualna sprawa, tak tym bardziej posiłek to tylko nasza indywidualna sprawa. I fajnie jakby tak zostało. Bez manipulacji i nachalnej namowy żadnej ze stron. Wege przesadzają, ale mięsożercy też nie są lepsi, gadając, że jak nie ma mięsa, to nie ma co jeść, a po roku to w ogóle człowiek rozpada się z braku niezbędnych budulców /bullshit/.

    Sama nie jestem ani zdeklarowaną weganką, ani fanką mięsa i innych pochodzenia zwierzęcego produktów. Jem to, co mi odpowiada i nie wynurzam się publicznie na ten temat. Nie zaglądam komuś w talerz, nie interesuje mnie to, co ktoś myśli o moim posiłku – i wcale nie oznacza to, że jestem obojętnym na to co wokół i cierpienie zwierząt ignorantem.

  14. „Wegetarianin nie zmienia nic, bo po prostu nie jest klientem. A trzeba być idiotą, żeby myśleć, że świat kiedykolwiek przestanie jeść mięso w ogóle.”

    Trzeba być idiotą, żeby myśleć, że osoby, które nie jedzą mięsa, bo „żal im zwierząt”, nie jedzą go z nadzieją, że wówczas cały świat również przestanie je jeść. Ludzie, którzy nie jedzą mięsa ze względu na zwierzęta, myślą przede wszystkim właśnie o zwierzętach i o tym, że nie przyczyniają się do ich cierpienia i bezsensownej śmierci.

    I co to za bełkot o „wyznaczaniu standardów”? W Polsce? W społeczeństwie, w którym niemalże każdy pcha do ryja byle co? Byleby zeżreć, nieważne co i skąd – byleby dużo. Śmieszne, doprawdy.

    1. nie zazdroszcze ci stary, znowu wyjdzie, ze to ci w czarnych szlafroczkach sa tacy tendencyjnie nietolerancyjni… oczywiscie w imie wyzszej idei, ale jednak…

  15. Wegetarianizm jest ekologiczny nie tylko ze względu na ograniczanie cierpienia zwierząt. Do „wytworzenia” kilograma mięsa potrzebujemy określonej ilości zasobów: na polu uprawnym rosną rośliny z których zrobimy paszę, zużywamy do tego wodę itd. Gdyby użyć tych samych zasobów do produkowania żywności wegetariańskiej, to wyszłoby jej nieporównywalnie więcej, jak również mniejsze byłoby zanieczyszczenie środowiska. Nie bez powodu judaizm zabrania jedzenia wieprzowiny – w okresach nieurodzajnych mogłoby dojść do sytuacji, że bogaty człowiek karmiłby świnie czymś jadalnym, podczas gdy biedacy by głodowali. Jest to oczywiście logika grubo sprzed naszej ery, zakładająca że koza czy krowa żywi się i tak pokarmem niestrawnym dla ludzi, ale dziś przy przemysłowej hodowli to traci na znaczeniu.

    Inną kwestią jest, że część (!) tych mrożących krew w żyłach opowieści o złym traktowaniu czworonogów to bajki. Jest coś takiego w hodowli jak utrzymanie dobrostanu – jak się przykładowo krowy mlecznej nie utrzyma w dobrostanie, to krowa da mniej mleka, a to się nie opłaca. Z kurami też nie ma aż takiego dramatu jak gdzieniegdzie piszą. Te mięsne gatunki też trzeba gdzieś trzymać i czymś karmić, żeby przyrosły, tu jest tylko problem z tym, że się je karmi rozmaitą chemią przeciwchorobową. Nawiążę jeszcze do indyków, bo ktoś wyżej coś pisał – indyki się hoduje „lepiej”, bo są delikatniejsze. Kurczaki się hoduje w tłoku i czasem rzeczywiście z tym tłokiem się przesadza, ale jakoś rzadko się przy tym zauważa, że w sumie one lubią być w stadach. :P Słyszałam o takich badaniach etologicznych z umieszczaniem kilku kur na danej przestrzeni. Kury wypuszczone w rogach kwadratowego pola pierwsze co robiły to zbijały się w ciasną grupkę. :P

    Sama jestem średnio mięsożerna i kocham rosół, co nie zmienia faktu, że wegetarianizm po prostu jest ekologiczny. Współczucie wobec zwierząt to inna bajka, zresztą jak dla mnie to śliska sprawa. Traktowanie zwierząt na równi z ludźmi niepokojąco zbliża się do traktowania ludzi jak zwierząt. O ile sądzę, że różne euronormy na temat hodowli są w porządku, o tyle musimy się liczyć z faktem, że nie każdego stać na super eko jajka ze wsi i mięso z krowy która za młodu hasała po łące. Człowiek którego nie stać i tak kupi kurczaki z karfurów, choćby był świadomy problemu. Trzeba być idiotą, żeby uważać, że kupowanie ekologicznego mięsa czy jajek zdominuje świat. Może co najwyżej zdominować kuchnie i umysły osób zainteresowanych zdrowiem i ekologią, dodatkowo raczej zamożnych. Mniej zamożnym zostaje rozrastająca się nisza wegetarianizmu. :)

    1. Być może to dziwnie zabrzmi, ale człowiek – krótko mówiąc – jest zwierzęciem. I muszę tutaj przyznać, że jestem z tego faktu dumna, że przynajmniej tyle łączy mnie z gepardem czy łączyłoby z apatozaurem, gdyby wciąż żył. Nie ogarniam więc dlaczego `traktowanie ludzi jak zwierząt’ jest takie niepokojące? Oczywiście do pięt im nie dorastamy, więc nie wypada nam się porównywać, ale jestem pewna, że nie o to w [Pani] komentarzu chodziło…

      1. Odpuśćmy sobie grzeczności, tu jest internet, na litość.
        Nie wiem tak do końca jak się odnieść, żeby nie rozpętać kolejnej dyskusji. Znam dobrze ten sposób rozumowania, według którego badania nad powstawaniem blizny glejowej na myszach przyrównuje się do ludobójstw. Taka wymiana zdań trochę mija się z celem, ale niech będzie.

        Rozmawiałam kiedyś z gorącym orędownikiem wielkiego zakazu badań i testów medycznych na zwierzętach. Uważał za skrajny rasizm fakt, że człowiek decyduje o życiu nieświadomej niczego myszy. Mysz ma przecież takie samo prawo do życia, nie może wyrazić zgody na badania etc. Dopuszczalne natomiast było jego zdaniem przeprowadzanie prób na ubogich ludziach, których nie stać na leczenie, a w ogóle czemu by takich testów nie robić w Afryce? Ludzie są biedni, warunki często gorzej niż złe, więc niech umierają testując na sobie nieznane substancje i terapie, w końcu byli w stanie wydać na to zgodę. Co z tego, że też pewnie nie do końca zrozumieli o co chodzi i że prawdę mówiąc nie wiedzą co ich czeka, bo sami naukowcy tego jeszcze nie wiedzą. Co z tego, że umierając kogoś osierocą, zostawią kogoś bez środków do życia albo że w wyniku eksperymentów będą mieć zaburzenia psychiczne. Nie wspomnę już o kosztach i czasie prowadzenia takich badań, bo nie o to tu chodzi.
        Na pytanie jak zamierzałby badać zagadnienia które wymagają uśmiercania na szczęście nie znalazł sensownej odpowiedzi.

        Ja tego typu właśnie podejście uważam za niedopuszczalne. Nie mamy prawa traktować zwierząt źle i zadawać niepotrzebnego cierpienia, ale obecnie standardy badań na zwierzętach w Europie i USA są bardzo wysokie, a otrzymanie zgody na prowadzenie ich jest sprawą maksymalnie utrudnioną. Potrzebujemy używać zwierząt dla ogólnego rozwoju medycyny, który zresztą posłuży w następnej kolejności naszym domowym czworonogom. Jeżeli założymy, że postęp w medycynie jest nam potrzebny – a ja zakładam, że jest – to jakoś bardziej do mnie przemawia badanie na pchle niż na myszy, na myszy niż na makaku, a na makaku bardziej niż na człowieku.

        Zresztą trochę szkoda mojego pisania, bo Twoje motywacje są emocjonalne i nie sądzę, żebym Cię mogła przekonać. Optyka na te kwestie się bardzo zmienia w sytuacji kiedy ktoś Ci bliski ma duży problem zdrowotny – nie życzę sytuacji, w której musiałabyś zrewidować swoje poglądy.

        1. Zastanawiam się czy gdybym postawiła na końcu uśmiechniętą emotikonkę, inaczej zinterpretowałabyś moje słowa. Nie było/jest moim celem wdawanie się ani rozpętywanie dyskusji; zaciekawiło mnie po prostu skąd taki pogląd – nie wiem jakim cudem nie wyczytałam tego między wierszami. Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za wyczerpującą odpowiedź.

          Podkreślę jednak [ponieważ wydaje mi się, że z góry założyłaś moje stanowisko], że nie podpisuję się pod ideą tego `orędownika’, a jeśli chodzi o badania to raczej nie generalizuję tego problemu i uważam, że dla każdego przypadku, zależnie od tego kto, co, gdzie i dlaczego powinno decydować o tym na kim i w jaki sposób. I jeśli znajdzie się świadomy ochotnik, to czemu nie?

          Na koniec, widzę że mój obiektywizm bywa mylący. Zrzucę to na zły dobór słów. =)

        2. Zdecydowanie wszystko to słowa, słowa, słowa. :)
          Wywnioskowałam z Twojej wypowiedzi mały atak, bo jak się człowiek kręci po różnych głupich stronach, to się spodziewa ataku zza każdego rogu, a „Pani” zabrzmiało nieco kpiarsko. Poza tym automatycznie włączył mi się stereotyp bezwzględnego obrońcy zwierząt.
          Fajnie, że się rozumiemy. :)
          Końcowa uwaga z wszechskarbnicy mądrości tego narodu: http://kwejk.pl/obrazek/1247039/wegetarianka.html

  16. Wegetarianin to stare indianskie imie oznaczajace:

    za glupi aby polowac .

    PS. No i widzisz?!? Widzisz?!? Przez ciebie zalozylem sobie konto na facebooku… :(

    1. Wegetariankasuko napisał(a):

      Oho, kolejny się kuźwa znalazł który teraz będzie wypominał wegetarianizm jakimś starym, indiańskim imieniem. Kur** gdzie tu jest sens i gdzie ty masz mózg?

  17. Się wojna w świecie blogowym zrobiła. Ja tam do wegetarian nic nie mam, troche im się dziwę, ale to tylko dlatego że ja jestem całkowicie mięsożerna.I osobiście nie wyobrażam sobie diety bezmięsnej. Niech każdy je co chce. Tylko proszę o nie patrzenie pogardliwie jak sobie szamam mięsko.

  18. bardzo mi się nie podoba takie przekorne lansowanie pewnych poglądów budowanych tak naprawdę na braku świadomości na temat odżywiania człowieka. Jeśli już wchodzisz na jakiś temat, to zamiast upowszechniać mity, stereotypy czy wręcz kłamstwa na temat odżywania, sięgnij po fachową literaturę, porozmawiaj z ludźmi którzy nie jedzą mięsa i wtedy dopiero się wypowiedz. Masz u mnie minusa, ten tekst pokazał jak wąskie masz spojrzenie na pewne tematy.

  19. p.s.żeby była jasność- większość wegetarian czy wegan jakich znam przestała jeść mięso z powodów zdrowotnych. To mit, że mięso jest zdrowe i jest niezbędnym elementem diety-wszystkie składniki odżywcze, jakie są w mięsie i nabiale można znaleźć w produktach które nie są pochodzenie zwierzęcego. Dobro zwierząt też jest ważne, ale dla mnie to raczej dodatkowy argument przeciwko jedzeniu mięsa. Polecam film „Earthlings”, ja sama nie dałam rady obejrzeć go całego, ale tyle ile widziałam mi wystarczyło. Myślę że Tobie i podobnym Tobie przydałoby się obejrzenie go.

  20. Stwierdzenie, że przestając jeść mięso, świadomie rezygnując z bycia klientem mięsnego rynku, tracę na niego wpływ, jest co najmniej niemądre (unikam brzydkich słów!). Wyobraźmy sobie, że nagle dowiadujemy się, że cola szkodzi zdrowiu, i wszyscy przestają ją pić. Każdy rodzaj, od „Coli Original” z Biedronki po Pepsi. I co, koncerny nie mają problemów finansowych? Nie zmieniają receptur na zdrowsze, aby ludzie zaczęli kupować znów ich produkty? I zakładanie, że znasz przyszłość i wegetarianie na zawsze pozostaną niszą… Ktoś wyżej już to wypomniał, więc ja sobie daruję. Segritta, cenię Twoje zdanie w wielu sprawach, ale ta notka to strzał w stopę. I czytałam regulamin Kapłanie Cenzary, jednak mogę być sceptyczna, darowawszy sobie złośliwości?

  21. Osobiście bardzo chętnie patrzyłabym na metki i chciałabym kupować wyłącznie jajka od szczęśliwych kurek, co to sobie hasają po zielonej trawce. Tylko w naszej pięknej, chińskim czosnkiem pachnącej krainie, ekologiczna żywność oznacza żywność 2 x droższą…

  22. Dziwna argumentacja. Brak popytu (w przypadku wegetarian) ma nie wpływać na produkcję mięsa, ale wybieranie mięsa eko ma wpłynąć na zmniejszenie produkcji wielkoprzemysłowej? Obydwa przykłady są z tej samej kategorii. W końcu przecież jeśli popyt się zmniejsza, to produkcja w końcu też. Producentowi nie zależy na nadprodukcji, skoro ewidentnie nie ma zbytu. A że wegetarian jest tak mało, że słabo wpływają na trendy produkcyjne… No cóż, ludzi, których stać na kupowanie eko i bezpośrednio w gospodarstwie też wielu nie jest. Po pierwsze dlatego, że nie każdego na to stać, a po drugie, nie każdy ma w pobliżu domu gospodarstwo. Nie wiem, czy zapylanie samochodem 150 km w jedną stronę po pół tuszy świniaka jest znowuż takie ekologiczne. Myślę, że wegetarianie mają trochę racji w tym co robią. W ogóle chciałbym, żeby ludzie odwalili się w końcu od tego, co jedzą inni. Ja np. chcę wpieprzać konserwanty, słodziki i sztuczne barwniki i nikomu nic do tego!

  23. A ja nigdy nie zrozumiem jak można napisać o kimś, że trzeba być „IDIOTĄ” jeżeli się myśli, że świat przestanie jeść mięso, lub stwierdzić, że IDIOTYCZNE jest uważanie, że: „nie jem mięsa, bo żal mi zwierząt”. Cholera mnie bierze. Nie jestem wegetarianką, ale potrafię uszanować często idealistyczną postawę wegetarian, a jako językoznawcy – nie przyszłoby mi do głowy użycie słowa „IDIOTA”, które ma kiepską konotację… Temat ciekawy, sposób przedstawienia – trochę mniej.

  24. Też kiedyś tak myślałam – nie jesz mięsa bo nie lubisz – ok, nie jesz bo szkoda Ci zwierzątek to zwykły bełkot bo większość z tych „wegetarian” śmiga w skórzanych butach i wtedy im nie jest szkoda bo może mieć krowę na nogach ale w żołądku to już absolutnie. Tak myślałam do czasu aż w obecności 2 osób niejedzących mięsa bo im nie smakuje pojawił się temat żelków i żelatyny, produktu jak wiadomo odzwierzęcego i barwnika z owadów – koszenili dodawanego do jogurtów – których to też te osoby nie jedzą bo to odzwierzęce – hello w słodkich żelkach przeszkadza Ci obecność żelatyny?! Przecież to ze smakiem mięsa nie ma nic wspólnego. Pomijam oczywiście fakt, że każda z tych osób zwalcza robactwo drobne i zabija komary. Więc jak to w końcu z wami jest moi drodzy wegetarianie?

  25. wzywam wszystkich wegetarian! nie badzicie rasistami zwierzecymi!!! krowka, kogucik i swinka to ta sama rodzina co szczurek, myszka i pchelka. wzywam was, byscie w swej ideologii byli kompletni i konsekwentni! jak zwierzatek nie zabijacie, to odpusccie komarom, tasiemcom i stonkom. zapewnijcie opieke socjalna dla szczurow, golebi i pluskiew (lub pluskw)*!!!
    *dodalem tak na wszelki wypadek, bo jeszcze mnie ktos poprawi i lipa bedzie :P

  26. Oj droga Segritto :),
    rozumiem, że to twój prywatny blog, na którym możesz pisać co ci się podoba, jednak z drugiej strony jest on również publiczny, tak więc zabierając głos w takiej sprawie przydałoby się zaczerpnąć choć odrobinę informacji na temat wegetarianizmu, wegetarian czy samego mięsa, by oszczędzić sobie odrobinę ośmieszenia… bez urazy, ale nazywasz idiotami ludzi, o których nie masz żadnej wiedzy!
    Ale od początku:
    „Są dwa rodzaje wegetarianów” – wegetarian nie wegetarianów, ale tak czy siak stwierdzenie -bzdura! Ludzie nie przechodzą na wegetarianizm jedynie z pobudek etycznych czy z niesmaku do mięsa, co wymieniłaś. Wielu rezygnuję ze mięcha z pobudek ekologicznych, o których za trochę niżej, a przede wszystkim zdrowotnych.
    I tu trzeba przytoczyć kolejną bzdurę z twojego wpisu: „bo człowiekowi ono smakuje – czyli jest dobre”. Wiesz, papieros też smakuje palaczowi, a kokaina uszczęśliwia narkomana, co wcale nie oznacza, że są one dla nich dobre…wręcz przeciwnie. Podobnie kurczak, który urósł na sterydach, karmiony był paszą GMO z dodatkiem prozaku i arszeniku, z rożna smakuje „klientom”.
    Krowa, którą karmi się często paszą (również modyfikowaną), a nie trawą, przez co należy trzymać ją stale na lekach, by nie padła na kwasicę żołądka, też smakuje w postaci np. karkówki.
    Hamburger czy smażone kotlety, choćby nawet z mięsa eko, smakują, jednak już dawno stwierdzono, że tłuszcz z nich odkłada się w żyłach, dlatego nawet szczupłe osoby mają często zawały. O badaniach nad rakiem chyba nie muszę wspominać?!
    Również przez takie fakty ludzie wybierają wegetarianizm czy weganizm i są nawet bardziej radykalne odmiany takie jak witarianizm.

    Co do pobudek ekologicznych – zanieczyszczenie gruntów wokół rzeźni toksycznymi chemikaliami, degradacja gruntów, masa uprawa paszy dla 2 miliardów zwierząt zabijanych tygodniowo, a przede wszystkim ZUŻYCIE WODY PITNEJ, której prawie 75% w skali świata zużywa dzisiaj właśnie przemysł mięsny.
    A wody zdatnej do picia coraz mniej i badania naukowe obalają twój kolejny argument : „Mięso (…) będzie się jadło w dalekiej przyszłości” – stety-niestety już w niedalekiej przyszłości, bo za ok. 30-40 lat większość ludzi zostanie niejako „zmuszona” do rezygnację z mięsa z tej prostej przyczyny, że 1 kg wołowiny = 16 TYSIĘCY litrów wody….+ ziarna zużywane na wyżywienie jednej krowy wyżywią więcej ludzi niż samo mięso krowy.
    Także być może klient na mięso będzie zawsze, jednak mięsa dla tego klienta nie będzie!

    „Wegetarianom wydaje się, że jeśli nie będą jedli mięsa, to mniej zwierząt będzie cierpiało. Bzdura.” – Cóż, wegetarian na świecie jest więcej niż obywateli w Unii Europejskiej, więc stwierdzeniem, że taka grupa nie ma wpływu na podaż zaprzeczasz podstawowej zasadzie ekonomi.

    W zasadzie tylko w jednym się z tobą zgodzę – WARTO kupować produkty ekologiczne, np. kurczaki, bo mimo, że są droższe to w co warto inwestować jak nie we własne zdrowie?

  27. p.s. mam nadzieję, że umiesz przyjmować krytykę tak samo, jak ją rozdawać (nazywając wegetarian idiotami) i nie wykasujesz komentarza z tego powodu.
    Pozdrowienia!

  28. Nie mam z tym problemu, mięso mam z chowy własnego :)
    W każdym razie mnie na serio niewiele obchodzi, czy mój kotlet miał ciężkie życie, czy pławił się w luksusach. Dopóki nie wpływa to na jakość mięsa. Nie mówię, że trzeba od razu tłuc zwierzaki i męczyć je w ciasnych klatkach – sam tak nie robię, ale kiedy kupuję wołowinę w sklepie to się nad takimi rzeczami po prostu nie zastanawiam.

  29. Gosia Rubisz napisał(a):

    Pisanie takich bzdur powinno byc karane!
    Doucz sie idiotko zanim znow wpadniesz na pomysl napisania czegos tak glupiego

  30. Wiktoria Domagała napisał(a):

    Myślę, że dało się to wszystko wytłumaczyć nie obrażając przy tym nikogo, spróbuj następnym razem, to może ktoś potraktuje Cię poważnie. ;)

  31. Wegetariankasuko napisał(a):

    Jesteś najdurniejszą osobą jakiej nie spotkałam. To jest naprawdę najgorszy tekst który powstał na świecie, zapewniam Cię. Jakim kuźwa trzeba być debilem, żeby napisać tak durny tekst? Po pierwsze, to normalne, że jak komuś szkoda zwierząt to ich nie je. Po przeczytaniu tego tekstu wynika, że w tobie nie ma empatii więc jak tego uczucia nie znasz, to porostu stul pysk, okej? Ktoś to kocha zwierzęta nie będzie ich jadł, proste. Nie wmawiaj, że niejedzenie czyiś zwłok, czegoś co musiało być torturowane jest nienormalne, bo to jest w 100% normalne. Skoro nie umiesz sobie dalej wyobrazić jakie to straszne jest jedzenie zwierząt, to wyobraź sobie, że musisz zjeść zmarłego, wcześniej torturowanego potwora. Ups, pomyłka-człowieka. Po drugie, to, że komuś to smakuje, to nie znaczy, że jest dobre dla organizmu (czy tylko ja się czuje jakbym pisała właśnie z przedszkolakiem, który właśnie pisze swoje pierwsze bzdury?).A poza tym, jest pierdylion rzeczy które ludziom też smakuje i pierdylion rzeczy które mogły by zastąpić mięso, ale nie, po co, najlepiej wpierdzielać dalej coś co musiało być brutalnie zabite. Zanim napisze „po trzecie” może zadzwonię po dobrego psychiatrę dla ciebie? Jak ludzie nie będą jedli mięsa, to uwierz kuźwa, że dużo zwierząt nie będzie cierpieć. A teraz Ci może to wyjaśnię, żeby twój móżdżek się nie przepracował. Im więcej ludzi kupuje mięso u danego producenta, tym więcej go produkują, im więcej go profukują, tym więcej KURNA ZWIERZĄT GINIE, ROZUMIESZ JUŻ? Nie wiem czy wiesz mięso-wpierdzialaczu ale gdyby nie te miliony wegan i wegetarian na świecie to by ginęło w ciul więcej zwierząt rocznie niż teraz. Wiec zanim napiszesz kolejny ‚stek’ bzdur, może najpierw zadzwoń do onkologa, żeby sprawdził, czy aby na pewno nie masz raka mózgu. Tak wiem, że to był najbardziej suchy nie-żart na tym chorym świecie, ale i tak bardziej chory jesteś tylko ty. Tak wogle (nie)wybacz mi za wyzwiska, ale jak ktoś jest debilem tak zazwyczaj reaguje.

Dodaj komentarz