Derby 2013

To była piękna niedziela na Wyścigach. Służewiec jest chyba jedynym miejscem, w którym moja ukochana panama nie tylko nie budzi żadnego zainteresowania, ale wręcz wypada biednie w porównaniu do konkurujących z nią kapeluszy na głowach innych gości. Jestem na wyścigach już chyba czwarty raz i podtrzymuję moją opinię, że to miejsce magiczne, wyjątkowe i mocno niedoceniane przez współczesnych warszawiaków. Może i dobrze, bo bardzo wyraźnie widać, kto do tego miejsca pasuje a kto pojawił się tam z przypadku.

Z jednej strony mamy staruszków, którzy od lat spotykają się na Wyścigach i wiedzą wszystko o koniach, trenerach i dżokejach. Albo takich, którzy spotykają się tu towarzysko, obstawiając tylko dla zabawy symboliczne stawki. Znają się, plotkują z paniami w kasach i w bufecie, uśmiechają się do nowych, cierpliwie tłumacząc im reguły zakładów. Głównie są to starsi ludzie, którzy ubierają się zgodnie z wyścigowym dress codem, ale jest też sporo młodych, którzy są zafascynowani urokiem tego miejsca i szybko wsiąkają w atmosferę Służewca.

Z drugiej strony niedzielni turyści w klapkach, którzy nie wiedzą dokładnie co z czym się je, ale coś gdzieś usłyszeli, przyszli, zamowili piwo, frytki i bawią się tu jak na jednym z miejskich pikników, obserwując konie i opalając się na leżaczkach. Oni przychodzą tylko na jedną z trzech głównych imprez sezonu: Otwarcie, Derby lub Wielką Warszawską.

Mieszają się więc na wyścigach dwa style. Mamy czirliderki, radiowe, współczesne hity i panie nie do końca ubrane. Mamy też bufetowe „pieeeeeerogi z mięsem do odbioru!”, przedwojenne, polskie piosenki i panów po 70 w kaszkietach z programem i długopisem w ręku. Wolę ten  drugi klimat, ale po niego to warto się zgłosić w jakąś normalną sobotę, bez wielkich gonitw. Dziś były Derby, więc gonitwa wspaniała, głośna, z wysokimi nagrodami i wielkimi emocjami wokół. Miałam ogromne szczęście, bo wytypowałam w niej trzy pierwsze konie i za zakład, który kosztował mnie parę złotych wygrałam prawie 300zł. Ma się to oko :)

DSC02464

DSC02381

 

DSC02416

DSC02422

DSC02388

DSC02463

DSC02404

DSC02383

DSC02387

Komentarze do wpisu: 10 Napisz komentarz

  1. Grzegorz Okaz napisał(a):

    Znów ocknęła się tęsknota za koniem i własną stajnią pod domem? Inni wybrali dziś Wimbledon zamiast Służewca. ;-)

  2. Natalia Barrett napisał(a):

    Konie jeżdżone na długo, zanim w pełni fizycznie dojrzeją. Karmione wysokoenergetycznymi, małymi porcjami, które dadzą kopa, ale nie wywołają kolki. Konie pracujące tak ciężko, że na porządku dziennym doznają kontuzji, zaleczanych tak, aby koń mógł przebiegać sezon. To, czy koń będzie w stanie normanie chodzić czy biegać (nawet nie pod siodłem, ale w ogóle) nie jest aż tak istotne. Konie faszerowane dopalaczami, zdychające w męczarni, kiedy serce bądź wątroba wysiada. Konie zmuszone do biegu ponad siły, biegu, który zrywa mięśnie i ścięgna, łamie nogi, kark, szczękę. I to wszystko dla kasy, bo nie wierzę, że właściciel daje konia w trening z miłości do zwierzęcia. Nie wierzę, że można być tak krotkowzrocznym, pozbawionym wyobraźni i skrzywionym, żeby naprawdę wierzyć, że koń może lubić wyścigi. Nie odnoszę się jedynie do Służewca, ale do całego biznesu wyścigowego. Nie twierdzę też, że wszystkie konie po wyścigach kończą z kontuzjami – ale wszystkie przechodzą męczarnię. I nie rozumiem jak osoba niby to kochająca konie może wspierać ten biznes poprzez uczestnictwo w imprezach i zakłady.

    1. Grzegorz Okaz napisał(a):

      Tak się właśnie zastanawiałem czy ktoś to wyciągnie, bo sam miałem zamiar ale jakoś sobie darowałem, żeby nie psuć sielankowej atmosfery. Generalnie to niestety prawda. Pracowałem trochę z końmi po wyścigach. Ich stan fizyczny to jeden problem, a ich zaorana psychika to drugie. Bardzo często konie, po wyścigach po skończonej karierze nadają się tylko do rzeźni, bo nie da się z nimi nic innego zrobić. Nieliczne załapią się na jakieś miękkie serce i trafią do jakiejś normalnej stajni na emeryturę i pastwisko. ;-/

    1. Kacper Pokorski napisał(a):

      Matylda a może dałabyś się namówić na sesję foto i mi zapozować? Mogę podesłać link do mojego portfolio na priv żeby tu reklamy sobie nie robić :)

  3. Almondcake napisał(a):

    Zawsze w książkach Chmielewskiej były wspominane wyścigi. Kurczę, przeprowadzam się w październiku do stolycy, aż sobie kiedyś pójdę ;>

  4. Adrianna Gregorczuk napisał(a):

    Obrońcy wszelkich żywych istot nie doceniają spotkań klasy wyższej en masse. Ah ta demokracja.

Dodaj komentarz