Dobre maniery prawdziwych mężczyzn

 Obejrzany niedawno film "Blast from the past" zmusił mnie do odświeżenia wiecznie towarzyszącego juz blogowi tematu męskich cip. Otóż do dziś ten temat jest błędnie interpretowany – i to wbrew pozorom nie przez męskie cipy – ale przez tzw gumbasy. Gumbasy to stwory z fabularnego filmu o braciach Mario. Oglądałam to dawno temu i w pamięci utkwiły mi postacie będące pomocnikami głównego czarnego charakteru – wielkie męskopodobne zwierzęta, dysponujące skromnym zasobem słownictwa, górą mięśni i malutkimi główkami z ukrytymi w nich, jeszcze mniejszymi mózgami. Gumbasy wykonywaly polecenia swojego pana, niewiele myślały i wyglądały mniej więcej jak Gołota.

Otóż dziś gumbasem nazywam faceta, którego trudno określić mianem mężczyzny; kogoś, kto kasę wydaje w siłowni i barach, nie czyta, rzuca kurwami, angażuje się w bijatyki, ma dziewczynę dodopodobną i któremu wydaje się, że to jest męskie.  Inni nazywają ich karkami, ABS-ami (Absolutny Brak Szyi) albo maczo.

Starzy bywalcy pamiętają pewnie wpis o męskich cipach i kilka zawartych w nim postulatów. Prawdziwy mężczyzna musi mieć dobrą kondycję, uprawiać sporty, umieć zmienić uszczelke w kranie, znać się na samochodach… Tak. Ale nie chodzi o to, by kompletnie poddawać się testosteronowi. 

Wielu ludziom wydaje się, że mężczyzna szarmancki, umiejący tańczyć i unikający bójek jest z definicji niemęski. Gówno prawda. Wspomniana na wstępie komedia Blast from the Past pokazuje właśnie męską cipę w postaci faceta wychowanego w schronie przeciwatomowym, bez kontaktu z otaczającym go światem, nauczonego wszystkiego tylko przez rodziców, żyjących wciąż wspomnieniem po zimnej wojnie. Adam jest szarmancki, kulturalny i właśnie przez tę swoją grzeczność postrzegany jest jak niedorajda. Do czasu. Przychodzi taki moment, gdy jeden z bohaterów mówi mu, że powinien być mężczyzną a nie chłopcem. I wtedy Adam zamienia się we wciąż kulturalnego i szarmanckiego …mężczyznę. Staje sie pociągający, stanowczy, pewny siebie – i to czyni go niebywale atrakcyjnym. 

Może w tym tkwi tajemnica. W połączeniu dobrego wychowania z pewnością siebie. To oczywiście wielkie uproszczenie "tajemnicy" męskości, a jednak są to cechy absolutnie niezbędne. Nie wyobrażam sobie, by mógł mnie oczarować facet, który nie przepuszcza mnie w drzwiach – mimo obecnego i we mnie pociągu do "niegrzecznych chlopców". Odsuwanie krzesła, podawanie płaszcza, płacenie rachunku w restauracji czy nawet bardziej anachroniczne gesty jak calowanie w rękę czy formulka "pozwolisz..?" przy oferowaniu ramienia – nie sprawią, drogi mężczyzno, że staniesz się niemęski. NIE SPRAWIĄ, że będziesz śmieszny. To, co czyni Cę śmiesznym, to właśnie BRAK szacunku dla kobiety wyrażonego dobrymi manierami, bo takie zachowanie świadczy również o braku szacunku do samego siebie i własnego towarzystwa.

Na czym więc polega urok "niegrzecznych chłopców"? Na tym, że ci męscy potrafią za pomocą pięknej formy przemycić dwuznaczną treść, potrafią drwić z konwenansów, jednocześnie znając je od podszewki i umiejąc je stosować.Na tym, że łamiąc je – robią to świadomie i, co ważne, sporadycznie. Wtedy dopiero taki bunt ma prawdziwą siłę i odróżnia niegrzecznego chłopca od niewychowanego buraka. 

Podstawą męskości jest bowiem nie to, jak czuje się sam mężczyzna – ale to, jak czuje się kobieta w jego towarzystwie. Jeśli czuje się bezpieczna, adorowana i szanowana – czuje się kobietą. Prawdziwy mężczyzna patrzy jej w oczy, słucha z uwagą, nie narzuca się i całym sobą daje jej sygnał, że to ONA jest interesująca. A jeśli ona czuje się dobrze w jego towarzystwie, będzie chciała w nim być jak najdłużej. Problem w tym, że niewielu facetów jest w stanie zrozumieć, na czym polega skupienie na kobiecie, bo za bardzo starają się sami dobrze wypaść. 

Wróćmy jeszcze na chwilę do tańczenia. Ja wiem, że facet na kursie tańca to widok żałosny. Ja wiem, że trzeba się najpierw wygłupić, by w końcu kiedyś wyjść na parkiet i normalnie zatańczyć salsę, rock’n’rolla czy walca – ale warto. Bo dobrze tańczący facet to właśnie kwintesencja męskości. W tańcu, podobnie jak w rozmowie z kobietą, na którą ma sie ochotę, najwazniejsza jest PARTNERKA. Dobry tancerz tak poprowadzi kobietę, że skupi ona wzrok wszystkich dookoła, że będzie gwiazdą, będzie seksowna i podziwiana. A to kobietę uszczęśliwia, dając jej jednocześnie sygnały świadczące o sile i zdecydowaniu mężczyzny (to podstawy prowadzenia w tańcu). Nie mylcie jednak tańca towarzyskiego z chaotycznymi popisami bioder. 

Zapamiętajcie jedno: tylko Murzyni wyglądają męsko podczas solowych występów na parkiecie.Statystyki czytelników tego bloga upoważniają mnie do stwierdzenia, że TY wyglądasz śmiesznie i bardzo metroseksualnie, wyginając się w tłumie dyskotekowych gumbasów. 

Komentarze do wpisu: 32 Napisz komentarz

  1. Widzę, że to już (ostatnio przynajmniej) u Ciebie tradycja: nocne wpisy na blogu :)

    Piąty akapit mi się spodobał. Lubię takie damsko-męskie konwenanse. Wiem, niby równouprawnienie i te sprawy, ale ja wolę tradycyjne podejście do „tematu” – kobieta przodem, oddawanie okrycia itd. Tak ma być i już. I na koniec się pochwalę: umiem wymieniać uszczelki! (i nawet kurs tańca towarzyskiego zaliczyłem ;))

  2. Segritto jak zwykle trafiasz w samo sedno. Faceci przeczytajcie ten tekst i zapamiętajcie każde słówko bo mądrej kobiety WARTO posłuchać i nie ma sensu żadna dyskusja bo ten tekst powinien być waszą Rotą no chyba, że wolicie pozostać na swoim polu buraczanym. Cóż wybór należny do was.

  3. I jeszcze jedno, dziękuję Ci Segritto za te teksty bo dzięki nim uświadamiam sobie jakiego wspaniałego mam męża i nie chodzi o to, że tego nie wiem, ale jesteśmy razem kilkanaście lat i z czasem człowiek zaczyna się przyzwyczajać traktować jako coś oczywistego i nie zdaje sobie sprawy, że mogłoby być inaczej. A przecież faktycznie mogłam trafić na buraka czy innego twardogłowego. Zawsze uważałam, że jedyną wadą mojego męża jest to, że przez wszystkie lata naszego małżeństwa 3 razy w tyg. biega na treningi a wg Ciebie każdy prawdziwy facet musi uprawiać sport i MUSI mieć pasję hm… ok. Dziękuję Ci Segritto bo niby mówisz rzeczy oczywiste, ale czasami w natłoku codzienności o tych oczywistościach się zapomina.

  4. Wolałabym, żeby nikt mi nie ślinił mankietów. Dużo jestem w stanie znieść, ale płacę zawsze za siebie, umiem obsługiwać meble i odzież oraz brzydzę się całowania w rękę.

    Dobrego wychowania szukam gdzie indziej.

  5. chaker, nic dziwnego, że jesteś idolem bloga.
    greg, cala sztuka nie w tym, zeby mowic „nie”, myslac „tak”. Sztuka w tym, zeby powiedziec to, co chce uslyszec druga osoba – jednoczesnie doprowadzajac do tego, czego samemu sie chce.

  6. Seg,

    Druga osoba (mężczyzna) woli usłyszeć to, co myśli pierwsza osoba (kobieta), a nie to, co pierwsza osoba myśli, że druga chce usłyszeć.

    Z drugiej strony, druga osoba (mężczyzna), jeśli ma trochę oleju w głowie i co nieco doświadczeń z pierwszymi osobami (kobietami), to wie, że to kompletnie niemożliwe, więc podejmuje grę. Na szczęście w formie, którą proponujesz, jest ona bardziej interesująca niż w tej wulgarnej formie, którą opisałem ja.

  7. Mądrze, stosunkowo krótko i na temat :)

    Pozwolisz, że dodałbym jeszcze jedną cechę niezbędną prawdziwemu mężczyżnie – mianowicie umiejętność przyznania się do błędu/słabości.

    (zamiast twierdzenia, że jest nieomylny/wszystkoumiejący)

    pozdrawiam

  8. Tekst dobry, spostrzeżenia trafne, wnioski celne. Błąd tkwi w założeniu, że to co Ty myślisz jest dobre dla każdej innej kobiety. Przypomnę nieśmiało, że uogólnianie to prosta droga do ślepoty i fanatyzmu, a ludzie są bardzo różni. Bardzo.
    Brakuje mi w tej notce wyraźnego podkreślenia, że piszesz tylko i wyłącznie o swoim postrzeganiu tematu, bo teraz wygląda to tak, jakbyś podawała uniwersalną receptę, a kto się nie zastosuje, ten frajer i gumbas. Może jestem przeczulony, ale nie lubię osób chcących na siłę uszczęśliwiać wszechświat – choć wiem, że Ty taka nie jesteś. Chyba.

  9. intel-e-gent, przyznanie się do błędu to jeden z głównych, ale niebezpiecznych (bo może być za późno) afrodyzjaków, silniejszy nawet od przyznawanie kobiecie racji :)

  10. Odsuwanie krzesła, podawanie płaszcza, płacenie rachunku w restauracji

    Nie napisałaś tego, ale chyba nie oczekujesz tego zawsze? Mężczyzna krzątający się cały czas wokół swojej kobiety, podający płaszcze, przesuwający krzesła, itp. to widok zaiste żałosny. Bardziej żałosna jest tylko kobieta, która oczekuje, że za każdym razem w restauracji będzie płacił on.

  11. Miałem jeszcze o jednej rzeczy wspomnieć, zresztą małe przykłady pojawiły się już w komentarzach. Otóż faceci czasem boją się „wykazać” przed kobietą. Czasem trafia się na taką siwą co to nie lubi ślinienia mankietów (tu przypomina mi się scenka Kazimiehą Szczuką całującą jakiegoś pana w rękę -do znalezienia na youtube :)), czasami też można się spotkać z oburzeniem przy przepuszczaniu przez drzwi (serio, serio, autentyk). I to wszystko w imię niby modnego równouprawnienia… A w dupie mam takie równouprawnienie. Jakiś podział praw i obowiązków musi być (błagam, tylko niech mi ktoś nie zarzuca jakiegoś szowinizmu. Ja nie z tych co to kobiety chcą zamknąć w kuchni).

    Co do przyznawania się do błędu… To temat na śmieszną książkę, a nie na dyskusję. Powiem tylko tyle: zdarza się ( nie, nie dlatego, że nie może mi to przejść przez gardło. Po prostu rzadko to kobieta ma rację ;) ), ale „z pewną taką nieśmiałością”. Jakoś o wiele łatwiej przyznać się do błędu przed facetem niż kobietą (sprawdzone i przedyskutowane z dużą grupą samców więc jeżeli któryś z Waszych partnerów twierdzi inaczej to na pewno kłamie). I za cholerę nie wiem dlaczego tak jest ;) Widać „tak być musi być tak”.

    ps. segritto, oczywiście zaraz za paj-onkiem.

  12. gregthebest, to by znaczyło, że nie jestem mężczyzną ;) Błędy popełniam i czasem się nawet do nich przyznaję, he, he :)

    emelko, na ten afrodyzjak przeważnie jest zbyt późno ;)) Ale połączony z przyznaniem kobiecie racji działa jak burza ;)

  13. „czasami też można się spotkać z oburzeniem przy przepuszczaniu przez drzwi (serio, serio, autentyk)”

    chaker,

    trudno się dziwić, savoir-vivre dokładnie precyzuje sytuacje, w których się przepuszcza kobietę w drzwiach, nie zawsze się to robi. Są sytuacje, w których mężczyzna wchodzi pierwszy, a kobieta za nim. To jest dopiero lans znać taką konwencję towarzyską i umieć ją zastosować. Z drugiej strony niewiele kobiet wie, że czasem kulturalny mężczyzna nie ma prawa puścić kobiety pierwszej i łatwo w ten sposób o wtopę.

  14. co do przepuszczania kobiety w drzwiach, to sa dwie szkoly: ta starsza mowi, ze to facet powinien wchodzic pierwszy, to jeszcze z czasow, kiedy w saloonach nie strzelalo sie tylko do pianisty;-) Mnie tam wszystko jedno, czy wchodzi za mna, czy przede mna, najwazniejsze, zeby otworzyl i przytrzymal ciezkie drzwi, a nie puscil je przed moim nosem. Wstawac za kazdym razem, jak ide sobie „przypudrowac nosek” tez nie musi, ale odsunac ciezkie krzeslo, jesli siadma-powinien.

    Tak samo z podawaniem odziezy wierzchniej, jesli to lekka kurtka -wiatrowka, ktora zakladam w barze mlecznym, to niekoniecznie, jesli jestesmy w Bad Homburg w kasynie i chodzi o dlugi plaszcz, czy furto z szynszyli (przykladowo, na razie jeszcze go nie mam), to jak najbardziej.

    A w ogole, to moj facet jest najbardziej meski i seksy, jak w kuchni czaruje dla mnie wykwitne potrawy. I kazdy facet, ktory twierdzi, ze to niemeskie, to cipa.

  15. Masz moje wielkie uznanie za bezsprzeczną zdolność rozpoznawania prawdziwych mężczyzn. :) W dużej części jestem podobny do Twoich opisów i przyznam, że w praktyce układa się to bardzo logicznie: dzięki opisywanym przez Ciebie cechom mężczyzna jest w stanie zdobywać naprawdę atrakcyjne i wartościowe kobiety. Odpowiednie zachowanie daje komfort bycia kulturalnym, szarmanckim a jednocześnie nie bycia frajerem. Kobiety, które udaje się zdobyć dzięki takiej postawie są w swoim spojrzeniu na facetów zaskakująco podobne do Ciebie. ;) Kiedy je zapytać, co czyni mężczyznę atrakcyjnym – odpowiedzi wyglądają jak z niektórych Twoich notek.

    Przy okazji muszę przyznać, że to co piszesz bywa bardzo pomocne – kluczową sprawą jest wiedza, w jaki sposób kobiety odbierają pewne zachowania i sytuacje. Tak więc osobiście liczę na kolejne Twoje notki z tej serii.

  16. „Druga osoba (mężczyzna) woli usłyszeć to, co myśli pierwsza osoba (kobieta)” – heheh. jjjasne… Poza tym, chciałam Ci uzmysłowić, że Twoją tezę można streścić w następujących słowach:
    „facet nie chce usłyszeć tego, co chce usłyszeć”

  17. gregthebest:

    Zgadza się, nie zawsze kobieta idzie przodem. Ja pisałem o zwykłej sytuacji w zwykłym sklepie: wychodziłem niemal równolegle z jakąś kobietą, otworzyłem więc drzwi i odsunąłem się żeby ją przepuścić, a w zamian usłyszałem coś w stylu: „Nie trzeba”. Miło :)

    Na szczęście takie kobiety to dla mnie nie kobiety więc się zbytnio nie przejąłem.

    „Druga osoba (mężczyzna) woli usłyszeć to, co myśli pierwsza osoba (kobieta)” – heheh. jjjasne…

    Gdyby zamienić „woli” na „musi” to zdanie nabiera sensu ;)

  18. Seg,

    rozumowanie bardzo błyskotliwe. Szkoda, że błędne. Wszystko byłoby okej, ale niestety wciąż istnieją faceci, którym czasami kobiety mówią to co myślą i to jest dokładnie to, co oni chcieliby usłyszeć :-) niestety jest ich niewielu i do żadnego z nich nie mam numeru :-)

    chaker,

    zwracam honor, chciałem być złośliwy i się efektownie przyczepić, a wyszło na to, że jedynie byłem złośliwy… sorry, zabrakło inteligencji na bardziej wyrafinowaną uszczypliwość :-)

  19. „Na tym, że łamiąc je – robią to świadomie i, co ważne, sporadycznie”- no to się zbuntował rotfl to ma być bunt? Seg proszę Cię…

    Jeszcze odnośnie tańca. Jak partnerka nie kuma czaczy ( w tym wypadku salsy), rusza się jak wóz z węglem i wie lepiej co facet chciał zrobić to nawet największy kozak nic na to nie poradzi. Nie tylko do tanga trzeba dwojga.
    BTW dlaczego facet na kursie tańca wygląda żałośnie kurwa jego mać ?

  20. Zgadzam się z Juzkiem. Umiar też musi być.

    A co do tańca. Odsetek kobiet, które umieją tańczyć jest taki sam jak facetów a może i mniejszy. Po prostu bardziej się do tego ochoczo zabierają. Jak już facet się nauczy (a nie każdy się może nauczyć) i na jego „siłę” i „zdecydowanie” nie ma odpowiedniej reakcji to niestety ale kobieta może zwrócić uwagę co najwyżej ze względu na to, że rusza się jak wspomniany wcześniej „wóz z węglem” hehe… jak kobieta umie bardzo dobrze tańczyć to sobie ze słabym partnerem też poradzi i się „wypromuje”.

    Inna sprawa. Hipotetycznie… jeżeli np. taka Segritta nie kuma czaczy i nigdy nie zakuma bo nie ma poczucia rytmu, to automatycznie może stać się mniej atrakcyjna dla kumającego czaczę Marcina Mroczka. To działa w dwie strony.

    To kiedy wchodzimy pierwsi ? bo przyznaje się, że czasem nie wiem. Np jak widzę cięzkie drzwi to idę je przytrzymać. Albo wchodząc do baru pełnego meneli. Gdzie jeszcze segrittopodobne powinny iść jako drugie ?

  21. hehehehhehe,
    widze, ze nikt tu nei umie tanczyc.
    Co wiecej – niewielu zrozumialo przyklad z tancem.
    Martenzyt – dobry tancerz poprowadzi nawet srednia partnerke. Dobra tancerka nic nie zdziala z dyskotekowa fajtlapa.

  22. Zawsze byłem zwolennikiem metody: dać w łeb i za włosy do jaskini. W toku rozwoju mózgu ludziom zaczęło się wydawać, że są fajniejsi, mądrzejsi, bardziej zajebiści. A niestety, dalej wszyscy żyjemy w lesie, tyle, że z betonu.

  23. „widze, ze nikt tu nei umie tanczyc”- to znaczy że Ty też nie? No cóż… przez grzeczność nie zaprzeczę.
    Jasne że dobry tancerz poprowadzi „nawet średnią partnerkę” tak samo jak średni tancerz poradzi sobie nawet z Edytą Herbuś. Po prostu obie strony muszą coś umieć. A wbrew pozorom kobiety nie są takie biegłe w te klocki.

  24. chyba niejasno się wyraziłam. Dobry tancerz poprowadzi tez woz z weglem. To dziala tylko w te strone. I na tym właśnie polega PROWADZENIE.
    To, czy ja umiem tanczyc, jest kompletnie bez znaczenia. :)

    A faceci idą pierwsi w kilku sytuacjach: w restauracji, gdzie wybierają stolik (chyba, ze kelner prowadzi); przy wchodzeniu do zatłoczonego wnętrza, gdzie trzeba „utorowac droge”; pod schodach w górę, żeby nie mieć oczu na wysokości dupy kobiety; po schodach w doł, żeby w razie czego ją złapać.
    Zapomnialam o jakimś jeszcze wyjątku?

  25. Oj nie seg.. oj nie.. z tym prowadzeniem zupelnie nie masz racji, to jest racja tylko wtedy kiedy kobieta DAJE SIE PROWADZIC… i czuje chociaz troche rytm… trudno tanczyc jesli kobieta w rytmie zadnym nie tanczy, albo kiedy robi co innego niz partner chce… swoja droga w takim wypadku bardzo latwo o zlamanie reki ;P

  26. Panowie: no i co się tak uczepiliście tego tańczenia. Jak wam się porównanie nie podoba, to załóżcie bloga czy jakiś temat z wyliczaniem wad u kobiet. Nie ma co o tym rozmawiać. Temat jest o wadach u facetów.

    A swoją drogą strasznie dużo kobiet uczestniczy w tej dyskusji, same niezadowolone i pokrzywdzone. No i nawiąże jeszcze do wypowiedzi nadpisacza cocney7: dlaczego facet, który uczy się tańczyć wygląda żałośnie kurwa jego mać?

  27. Dlaczego żałośnie? Dlatego że facet tańczący wygląda męsko tylko, jeśli UMIE tańczyć. Facet uczący się wygląda jak pokraka. Kobiety jakoś dużo lepiej znoszą naukę i wyglądają nieporównywalnie wdzięczniej. Tak to widzę. I tak to najwyraźniej widzą panowie, biorąc pod uwagę ich frekwencję na zajęciach tanecznych.

  28. Przeczytałam wyliczankę Segritty i przytaknęłam Jej. Ideał! Ale zaraz pomyślałam, że mój mąż (prawie od 14 lat) odpowiada temu opisowi zaledwie w maleńkiej części (bardzo maleńkiej), a przecież kocham go gorąco od ponad 20 lat i nie chciałabym nic w nim zmieniać. A więc luzik Panowie! Może my kobiety wzdychamy do ideałów, ale kochamy zwyczajnych facetów:-)

  29. ok., muszę się zgodzić. Przyznaję wygląda jak pokraka, szczególnie jak się wdzięczy do lustra i stawia pierwsze kroki. Wróciły niemiłe wspomnienia pierwszych lekcji salsy. Ale później nie wyglądało to już tak słabo, bo zajęcia w parach coś jednak zmieniają:)

    Moja krótka refleksja na temat kobiet i tańca: nie znoszę jak kobieta nie daje się prowadzić, mam na myśli, że zachowuje się jak galareta i ani jej obrócić, podepchnąć, przelecieć. Fakt, na szczęście, te są w mniejszości (spotkałem 2).

  30. „Podstawą męskości jest bowiem nie to, jak czuje się sam mężczyzna – ale to, jak czuje się kobieta w jego towarzystwie.” LOL. Bzdura! Podstawą męskości jest to co Segritta wymyśli!

Dodaj komentarz