Droga czytelniczko, co tam u Ciebie się zmieniło przez ostatnią dekadę?

Różne są techniki pisania do ludzi w internecie. Niektórzy blogerzy starają się pisać do wszystkich, niezależnie od wieku, płci i poglądów. Inni wybierają sobie jedną osobę. To wiele ułatwia, bo wtedy nie trzeba zapychać tekstu disclaimerami (wiecie, tymi wszystkimi „to tylko moje zdanie, ty możesz myśleć inaczej” albo „to nie dotyczy każdego, bo jeśli jesteś w innej sytuacji niż ja, to…”). Niektórzy używają wręcz formy „ty”, gdy adresują tekst. Piszą „drogi czytelniku”, „czy wiesz, że…”. Ja nie wiem, do kogo piszę. Bo z jednej strony jesteś statystyczną kobietą (80% czytelników tego bloga to kobiety) – z drugiej wiem, że też plącze się tu paru facetów (i to całkiem fajnych, aktywnych, z którymi nie raz wchodzę w dyskusje w komentarzach). Głupio by było tak ich pominąć. Ale przecież czyż nie pomija się kobiet, gdy zwraca się do odbiorcy w rodzaju męskim? Dlatego dziś piszę do czytelniczki. I wybacz, droga czytelniczko, chaos myśli, ale taką mam dziś głowę pełną, że nie potrafię sobie w niej wszystkiego ułożyć. Może dlatego chcę ten bałagan wyrzucić na papier. Tfu. Na ekran komputera.

Jesteś ze mną, zgodnie ze statystykami, przynajmniej 2 lata, a może i dłużej. Może pamiętasz jeszcze czasy, gdy pisałam anonimowo, nie podając swojego imienia ani nie pokazując twarzy. Czasy, gdy blog był rurzowy (sic!), a ja byłam młodą warszawianką zdobywającą Paryrz (sic!), biegającą na randki i szukającą swojego miejsca na świecie. Pamiętasz Segrysa? Pamiętasz Rasiaka? Pamiętasz tekst o komarze? To były takie śmieszne czasy, gdy nie było jeszcze zawodowej blogosfery i czytelnicy zgromadzeni wokół tych nielicznych, popularnych blogerów tworzyli bardzo zgrane, hermetyczne wręcz grupy znajomych z internetu. Sporo osób trafiło do mnie od Kominka, którego komentatorzy do dziś trzymają się razem. Niektórzy się chyba nawet się sparowali i mają dziś dzieci, które nigdy nie użyją emotikonki :p

Wiesz, że moją pracę magisterską pisałam z …blogosfery? Najpierw miało być o Norwidzie i nowych gatunkach lirycznych (wpadłam na taką odważną teorię, że scherza Norwida były stworzone na wzór scherz szopenowskich i godzinami robiłam próby tranksypcji nut na rytm i rymy w wierszach Norwida). Ale potem uznałam, że szybciej napiszę dyplom z czegoś, co znam dużo lepiej, czyli z blogów. Wiem, poszłam na łatwiznę. W każdym razie jednym z moich założeń w tej pracy było to, że częścią bloga są komentarze. Czyli że w przeciwieństwie do wszystkich innych form literackich (z publicystyką włącznie), wpis na blogu nie jest bytem niezależnym od jego odbioru. I że komentarze pod wpisem stanowią część tego wpisu. To by czyniło Ciebie, czytelniczko, współautorką bloga. :) Bo przecież piszę do Ciebie. A Ty mi odpowiadasz. A potem ja odpowiadam Tobie, rozmawiamy, prowadzimy dialog, który następnie wpływa na kolejne artykuły, w których często odnoszę się pośrednio lub bezpośrednio do tego, o czym pisałaś wcześniej. Machina działa, pracuje, napędza się sama. Nie pisałabym, gdyby się okazało, że nikt mnie nie czyta. Wróciłabym wtedy do pamiętnika.

Pisząc bloga z Paryża nie traktowałam go jedynie jako miejsca ekspresji artystycznej – ale też jako formę terapii. Pisałam do Ciebie, a Ty mi odpowiadałaś. Poprawiałaś mi humor, wspierałaś mnie, podpowiadałaś, co robić. Bardzo mi to pomogło wtedy i pomaga mi to do dziś. Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak cholernie miło odbieram każdą pochwałę, każdy pozytywny komentarz, każdy mail i każdą zaczepkę na ulicy: „Hej, Segritta! Czytam cię!”. Nawet zwykłe lajki klepnięte pod jakimś linkiem lub zdjęciem są dla mnie jak najlepszy komplement. Gdzieś tam migają mi imiona i nazwiska, zaczynam Was kojarzyć, rozpoznawać potem po awatarach, chociaż przecież się osobiście nie znamy.

To zaczepianie na ulicy oczywiście jeste też trochę dziwne, bo nie raz łapię się na tym, że ten ktoś, kto mnie zagaduje, zna mnie całkiem nieźle, a ja nie znam go wcale. On wie, ile mam lat, czym się zajmuję, że mam narzeczonego, dziecko i psa. Że lubię burbona z Colą, że nie trawię zespołu Kombii (oni się nigdy nie odkupią za „Każde pokolenie” i tę muzyczną zgagę, jaką mi serwowali za pośrednictwem radia w 2005 roku) i że nie wierzę w Boga. Tylko w bór, w Bug i w jeże. Właśnie… a propos: wiesz, co też uwielbiam? Jak piszę status, w którym jest „O mój borze” i ktoś nowy napisze „błąd ortograficzny” a ja nawet nie zdążę odpowiedzieć, bo Ty odpisujesz za mnie i tłumaczysz, że to celowe. Uwielbiam te chwile. Bo one oznaczają, że jesteśmy kumpelkami. :)

Dziesięć lat temu miałaś dwadzieściaparę lat. Dziś jesteś człowiekiem po trzydziestce. Ciekawe, co się u Ciebie wydarzyło w ciągu tej ostatnie dekady. Wyszłaś za mąż? Urodziłaś dziecko? Straciłaś pracę? Założyłaś firmę? Skończyłaś studia? Czy ty też odkryłaś, że jesteś feministką, mimo że jeszcze wczoraj uważałaś, że feministki nie mają już o co walczyć? A może nasze życia tak się już rozjechały, że nie odnajdujesz już swoich myśli i marzeń w moich tekstach? Jest też ryzyko, że absolutnie nie trawisz tu sekcji parentingowej, bo dzieci są głupie, brzydkie i robią kupy w majtki…? ;)

Moje dziecko poniekąd zmusza mnie do oglądania bajki, której nie lubię. Oglądam ją kątem oka, bo ono ją ogląda. Mowa o „Śwince Pepie”. Wyjątkowo irytująca bohaterka, ale oglądam to czasem i ostatnio wyłapałam scenę, w której tata świnka włącza telewizję, a tam leci program ogrodniczy.
– O, program ogrodniczy – mówi – Uwielbiam programy ogrodnicze!
A świnka Pepa na to, że to strasznie nudne.

Kiedyś też uważałam, że programy ogrodnicze są strasznie nudne. A dziś je lubię. Lubię patrzeć, jak ktoś pielęgnuje ogród. Lubię oglądać ładne wnętrza. Lubię obserwować zwierzęta. Lubię rozwiązywać krzyżówki. Lubię te wszystkie emeryckie czynności i tylko czekać, aż będę siedzieć w oknie i pilnować, czy sąsiedzi wracają do domu o odpowiednich porach i w odpowiednim towarzystwie. ;)

Kiedyś chciałam zarabiać kupę kasy, zwiedzać świat, robić filmy i zdobywać nagrody. Dziś marzę, żebyśmy wreszcie wybudowali się na naszej cudownej, sąsiadującej z lasem działce na Warmio-Mazuro-Powiślu i żeby było gdzie słuchać śpiewu ptaków o poranku przy kawie. Podróże? Tak, to mi zostało, ale wolę teraz wspinać się z plecakiem na wulkany niż balować w ciekawych miastach.

Ty też się zmieniłaś? Ty też wyspokojniałaś, przyhamowałaś gonitwę ambicji i zaczynasz uśmiechać się na myśl o tym, że idzie wiosna i będziesz mogła wystawić przed garaż stare biurko i odnawiać je nową, upolowaną na Allegro szlifierką? Bo ja już nie mogę się doczekać.

Kupiliśmy też ostatnio wielką szafę na… planszówki. Wreszcie mebel, który pomieści je wszystkie. Niedługo opublikuję tu wpis ze zdjęciami i patentem na przechowywanie tych wszystkich Światów Dysku, Cywilizacji i Small Worldów. A może Ty też grasz w planszówki i jakiś tytuł zgapiłaś ode mnie i dzięki temu mogę być dumna, że masz coś na półce z mojego polecenia? Ha… a pamiętasz czasy, gdy wszyscy myśleli, że gry planszowe są dla dzieci?

W maju zostanę zaś pisarką. Spełni się jedno z moich największych marzeń, bo na półki w księgarniach trafi moja pierwsza książka. Już nie mogę doczekać się tego widoku… <3 To ona jest też winowajczynią, że ostatnimi czasy mało pisałam na bloga. Po prostu skupiłam się na tym, żeby największa wena i najfajniejsze pomysły trafiły do książki. Priorytety, bejbe! ;)

Tyle mi się w życiu zmienia, ja sama się zmieniam. I ludzie wokół mnie. Mój pies, ukochany Here, ledwo już chodzi i razem z Matką Rodzicielką szykujemy się już na myśl, że niedługo ten stary niedźwiedź nas opuści. Jedni przyjaciele rozjechali się po świecie, z drugimi rozjechały nam się poglądy i już się nie widujemy (tak, to też się zdarza). Trzeci zostali, bo po prostu są na całe życie. Doszli też nowi, głównie dzięki blogowi, internetom i fejsbukom. To nieprawda, że najlepszych przyjaciół trzeba poznać w dzieciństwie. Czasem poznaje się ich w okolicach trzydziestki. Ostatnio na fajne badanie trafiłam w sieci. Naukowcy analizowali charaktery grupy ludzi w młodości – i potem po kilkudziesięciu latach życia. Wiesz, co się okazało? Że to zupełnie inni ludzie byli. Mieli inne cechy, inne marzenia, inne wady. Zmieniamy się. Powoli, ale jednak.

Ty też się zmieniłaś? Co u Ciebie? Opowiadaj.

 

Komentarze do wpisu: 92 Napisz komentarz

  1. Ewa Dzik napisał(a):

    Nie poznaje siebie samej sprzed 10 lat, tak duzo sie przez ten czas zmienilo. Skonczylam studia w Polsce, wyprowadzilam sie na druga strone kaluzy, gdzie zaczelam doktorat, moja pierwsza promotorka mnie zwolnila „z braku funduszy”, moj drugi i obecny promotor przyjal mnie pod swoje skrzydla, zbesztal porzadnie pare razy, ale nauczyl mnie wielu rzeczy, przede wszystkim lojalnosci. Za pare miesiecy koncze studia, wyprowadzam sie z kraju, z ktorym jeszcze niedawno wiazalam swoja przyszlosc, do zupelnie nowego miejsca, ale blizej rodziny. Jestem lzejsza o wielu przyjaciol (czas i odleglosc naprawde pokazuja kto jest prawdziwym przyjacielem), milosc mojego zycia (jak mi sie wtedy wydawalo) okazala sie malym, zalosnym czlowieczkiem, przez zupelny przypadek poznalam swojego obecnego partnera i na nowo uwierzylam w milosc i przyjazn. Poznalam mnostwo ludzi z roznych krajow i kultur, orientacji i pogladow na zycie, stalam sie bardziej otwarta i tolerancyjna na innosc. Przekroczylam magiczny prog 30stki, ktora miala byc taka straszna, a okazala sie calkiem fajna i do zniesienia. W koncu zrozumialam, ze mam prawo powiedziec „nie” i nie musze wszystkich uszczesliwiac za wszelka cene. Dotyczy to rowniez rodziny, nawet tej najblizszej. Czuje sie zdecydowanie lepiej w swojej skorze niz 10 lat temu, polubilam sie sama ze soba. Seg, dzieki za ten tekst, zmusil mnie do zastanowienia sie co wydarzylo sie przez ta dekade. Jest fajnie, pomimo wielu przeciwnosci losu, jest fajnie. Pozdrawiam!

    1. Och, ja też się trochę tej trzydziestki obawiałam. Choć broniłam się przed tym jednocześnie. Chciałam być taka ponad wiek, ale jednak coś mnie wtedy dopadło. Przede wszystkim zaczęłam marzyć o dziecku, które wcześniej było równoznaczne z końcem świata. ;)

      1. Ewa Dzik napisał(a):

        Piona! Jeszcze dwa lata temu myslalam, ze w zyciu nie bede chciala miec dzieci, a teraz moglabym byc w ciazy od jutra. ;) U mnie zdecydowanie wiaze sie to z faktem, ze pierwszy raz w zyciu jestem z normalnym, kochajacym facetem, a nie jakims gowniarzem, ktory boi sie zaangazowania. Jak bylo u Ciebie?

        1. Świetnie Cię rozumiem, bo na myśl o pewnych facetach mam wrażenie, że mój organizm sam na wszelki wypadek szprycuje się środkami antykoncepcyjnymi. ;) Ale moi partnerzy życiowi akurat fajni byli. I Praktycznie z każdym (bo nie każdego dziś zaliczam do grona „partnerów życiowych”, choć wówczas nie zawsze miałam tę wątpliwość) mogłabym mieć dziecko, bo wiedziałam, że byliby świetnymi ojcami. Ale ja nie byłam gotowa. Nie wiem, czy to kwestia hormonów, jakiejś wścieklizny macicy, zegara biologicznego – czy po prostu tego, że się wyszalałam i postanowiłam wejść w nową erę. Ale przełom nastąpił gdzieś w okolicach trzydziestki właśnie.
          Poza tym z Sebą miałam to ułatwienie, że już miał synów, widziałam go z nimi, wiedziałam, że jest dobrym ojcem i nie musiałam iść w to w ciemno. :)

        2. Ewa Dzik napisał(a):

          Ja tez zdecydowanie nie bylam gotowa, chcialam zbawiac swiat (he he), a teraz chyba dopada mnie syndrom wicia gniazda czy cos w ten desen. :) Moj facet tez juz jest ojcem i tez widzialam go z corka i podoba mi sie jakim jest ojcem. Co tam 10 lat, zupelnie mi sie w glowie pozmienialo w ciagu ostatniego roku. Mam nadzieje, ze to nie oznaka dojrzewania. ;)

  2. meduza napisał(a):

    A ja zaczęłam Cie czytać jako głupiutki gimbus, a teraz, za 1,5 miesiąca podchodze do matury. Przez ten czas byłaś obok i ksztaltowalas moje poglądy (też wtedy gdy się z toba nie zgadzałam). Chciałbym Ci podziękować i proszę: pozostań jeszcze na długo w internecie :) Moc uścisków

    1. W tym celu jem dużo jajek, miodu i kawy. Tak. Jem kawę. To wszystko mnie ładnie trzyma przy życiu, więc do Twoich dzieci powinnam dociągnąć. A przynajmniej do ślubu. O ile się zdecydujesz ofkors. :)

  3. Fortuna napisał(a):

    Zrobiło mi się tak… melancholijnie…
    Trafiłam na bloga, gdy byłaś w trakcie przeprowadzki do nowego mieszkania. Najbardziej byłam zainteresowana zmianami, zdjęciami „przed i po”. Pamiętam mapkę, jaką narysowałaś i podpisałaś: tu planszówki, tu internety, Zielak (chyba, nie mam pojęcia kto to).

    Zaczęłam się zastanawiać nad ostatnim dziesięcioleciem w związku nie z Twoim blogiem, a pewnym forum literackim (jestem zainteresowana pisaniem). Gdy weszłam tam po dłuższej przerwie, zobaczyłam dużo nowych osób, ale i… dawnych znajomych, którzy zupełnie nie ruszyli się z miejsca. Ja ruszyłam. W kierunku przeciwnym.

    Moje dawne hobby już dawno zbladły – nie wiem, czy mam obecnie jakąś pasję. Nudzę się, oglądam filmiki, śmieszne obrazki. Zdążyłam jednak wyjechać z kraju, mieć pracę raczej z dolnego szczebla usług, ale i tak nieźle płatną. Wyjeżdżałam w trudnym dla mnie momencie, po skończonych studiach i lekko wystraszona życiem i z pewną niezrozumiałą fobią, a ktoś po prostu wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Trochę to była ucieczka. Prosta robota, stała wypłata, brak dawnych znajomych – świadków mojej porażki. Cisza i spokój. Myślę, że potrzebowałam tego czasu, uspokoiłam się, poukładało mi się w głowie na tyle, by… zacząć szaleć :) Wydaję więcej pieniędzy, bo życie jest tylko jedno. Mam jeszcze młodzieńcze kompleksy, jednak już je ogarnęłam i nawet lubię siebie. Mam chłopaka, którego importowałam sobie z Polski, jest kochany. Uczę się języka, myślę o przyszłości. Chcę znowu poznawać nowych znajomych. Cieszy mnie urządzanie mieszkania, wybieranie kubków, ręczników, nowego dywanika łazienkowego… Fobia okazała się tylko przestrachem małej dziewczynki, która sobie nie poradziła parę razy i odpuściła. Teraz mogę powiedzieć, że popatrzyłam lękowi w oczy i powiedziałam „spierdalaj”.

    Bardzo proszę, powiedz, kim jest/był dla ciebie Zielak.

    1. Ha! Zielak to właśnie ta moja przyjaciółka, z którą cały czas mam kontakt. Jedna z ukochanych, najbliższych przyjaciółek :) I świetnie gotuje, dlatego na rysunku była przykuta do garów ;)
      A co do importowanego chłopaka – była kiedyś taka piosenka disco polo. Cały czas pamiętam jej tekst.
      „Czy chciałaby pani Murzyna”. Posłuchaj sobie ;)

  4. Białoczarna napisał(a):

    10 lat temu martwiłam się tym, że nie wszyscy mnie lubią, rozpaczałam nad tym, że nie dostałam się na studia, szukałam przyjaciółek zupełnie bez sensu, zaniedbywałam rodzinę. Gdzieś po drodze zaczęłam czytać Twoje teksty.

    Dzisiaj zmartwieniem jest to, czy poświęcam wystarczająco dużo czasu samej sobie, rodzinie i własnym przyjemnościom, cieszę się dyplomem z innego kierunku studiów, a za brak ówczesnych przyjaciółek serdecznie dziękuję opatrzności. No i za miesiąc 30., którą pewnie spędzę w ukochanych górach :-)
    I zdecydowanie nie chciałabym cofać się w czasie ;)
    Najlepszego, Seg!

      1. Białoczarna napisał(a):

        Wszędzie, omijając Tatry :-)
        Kocham Gorce, bardzo lubię Beskid Wyspowy, Góry Sowie i Stołowe, Bieszczady też ok, Beskid Śląski i Żywiecki nieco z musu, bo najbliżej :-)

        1. Dlaczego omijasz Tatry? Ja bym chyba nie mogła mieszkać w górach i ciągle mieć gdzieś pod górkę ;) Ale na wypad bardzo lubię takie łagodne szczyty, z pięknymi widokami i z brakiem ludzi :)

  5. Klaudia napisał(a):

    Z Twoim blogiem zetknęłam się jakieś 5-6 lat temu w trakcie sesji na moich pierwszych studiach. A znalazłam Cię właśnie w rankingu Kominka. Czytałam Cię z zapartym tchem, mimo różnicy wieku byłaś taka „moja”, taka swoja i taka super… :) Zresztą w wielu kwestiach się zgadzałyśmy wtedy. Uwielbiałam szorty. Mój ulubiony był o całusie w czoło – poczułam się tu jak prawdziwa stalkerka. Od tego czasu wiele się zmieniło. Rzuciłam pierwsze studia – MEDYCZNE, żeby teraz zawodowo buszować w social media. Wydoroślałam, chociaż wiem, że jeszcze sporo wydorośleje. Mimo, że stałaś się mamą i ten temat akurat nie jest mi (póki co) bliski to zaglądam tu regularnie i nie zamierzam tego zmieniać.

  6. ophelia napisał(a):

    Hej :) Zaczęłam Cię czytać przez Kominka (byliście z Fash na wyprawie w nieznane :)), to już parę dobrych lat :) Co u mnie? Zmieniło się wszystko, szczególnie w ostatnim roku. Obroniłam inżynierkę, przeprowadziłam się do stolicy, zamieszkałam z moim długoletnim chłopakiem, z którym po pół roku wspólnego mieszkania się z nim rozstałam, znalazłam pracę, zaczęłam studia magisterskie na zupełnie innym kierunku.. I po raz pierwszy w życiu bardzo nieszczęśliwie się zakochałam. A to tylko w przeciągu ostatniego roku! I póki co o dzieciach nie myślę, myślę o podróżach, studiach, pracy, w sumie jestem teraz w podobnym wieku w jakim Ty byłaś jakieś 10 lat temu. A póki co jestem na takim, że nie wierzę w miłość i tylko czekam na trzydziestkę, kupię sobie kota i umrę samotnie <3
    A tak serio, powoli zaczynam dostrzegać pewne rzeczy, sprawy, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Zaczynam widzieć to, że czasem po prostu trzeba mieć wyjebane i nie ma co się wszystkim przejmować. I choć zawsze rodzina była u mnie na pierwszym miejscu, to teraz, jak jestem "na obczyźnie" (czyli poza moim rodzinnym miastem) jeszcze bardziej ją doceniam. Zawsze cieszę się jak głupia jak mam wolny weekend i jadę do domu – wówczas mama gotuje mi obiad, widzę pierwsze koślawe kroki stawiane przez mojego siostrzeńca, chodzę z babcią po lesie.
    Trochę nie na temat się rozpisałam, ale wiedz, że bardzo Cię lubię, mam polubione wszystkie Twoje fanpejdże i czekam na książkę! Pozdrawiam, Karolina

  7. Marta napisał(a):

    Ja w tym roku walnę 30. Zaczęłam do Ciebie zaglądać, jak byłaś w „Paryrzu”. Nie pamiętam, czy to był jeden tekst, czy dwa, ale on(e) były pierwsze – o markowej marynarce znalezionej w autobusie, o tym, że ubieramy się dla innych kobiet, że byłaś pierwszy raz na randce, podczas której dostałaś menu bez cen i jak bardzo brzydko w kawiarni powiedziałaś na prostytutkę, putain :D
    Poza tym zapadł mi jeszcze w pamięć tekst o rozpoznawaniu sztucznego biustu i tak bardzo się wtedy zżyłam, że to nieprawda, bo mój jest full natural, a niby ma kształt jak sztuczny.

    Teraz? Nie podejrzewałabym, że pojadę za facetem do innego miasta i to nie będzie Krakówek. Że wszystkie „PRZYJAŹNIE” (tfuuuu) okażą się po prostu koleżeństwem, które umarło. Że będę pracowała w zupełnie nie swojej branży i będę rozmyślać nad biznesowymi studiami (JA! humanistka! wtf?! :D)
    Że będę zaręczona i zaakceptuję myśl, że kiedyś się rozmnożymy. A zaręczona jestem z facetem poznanym przez mmorpg – 10 lat temu to bym wyśmiała coś takiego. Ba, granie w mmo bym wyśmiała. A ile świetnych ludzi przez to poznałam.

    No i jestem jakieś dwadzieścia kilo grubsza. To gorzej, ale pracuję nad tym. Człowiek się zapuścił.
    Piję kraftowe piwo. Myślałam, że szczytem jest wiesz, Hajnekenik. I Marlboro setki. A teraz? Brzydzę się papierosów, koncernówek staram się nie pić, bo i tak bardzo mało piję.
    Nie wiedziałam, że zapuszczę znowu długie włosy. I je lubię.
    Oraz że poproszę rodziców pod choinkę o szczotkę do kibla i będą nią zachwycona. I że będę chciała mieć czajnik Russella Hobbsa. Serio. CZAJNIK mi się marzy.
    I że najlepsze wieczory to będą te, kiedy leżymy przed monitorem (akurat łóżko tak stoi) i będziemy oglądać Babylon 5 i pić herbatę.
    No i zaczynam być feministką, lepiej późno, niż wcale. Tak, jak Ty, myślałam, że problem mnie nie dotyczy. Ale dotyczy.
    Przestałam się prawie w ogóle przejmować opinią innych o mnie. I tym co ci inni noszą. Skoro im dobrze, niech się noszą, jak chcą.

    Tak, bardzo się zmieniłam. A od Ciebie m.in. nauczyłam się tego „borze”.

    Bardzo Cię lubię Seg, mimo, że czasem się zdarzy, że się z Tobą nie zgadzam.

  8. Karolaf napisał(a):

    Cześć Seg :)

    Trafiłam na Twojego bloga dwa lata temu. Pomagał mi oderwać się od pisania pracy magisterskiej, a potem w oczekiwaniu na poród. Z racji tego, że też byłaś wtedy w ciąży znalazłam „z Tobą” wspólny język. W ciągu tygodnia pochłonęłam cały blog z Paryża i Londynu. I do tej pory nie mogę przeboleć, że za późno Cię poznałam i nie było i nie będzie mi dane przeczytać postu o Zakościelnym… Kilka razy zakręciła się łezka z oku, jak czytałam posty z czasów Gadu-Gadu <3 Pokazałaś mi co to jest blogosfera. Dzięki Tobie zaczęłam czytać blogi, które pomagają mi się rozerwać i uciec trochę myślami w inne miejsca. W ciągu tych dwóch lat dużo się nie zmieniło. Jestem mamą. Tylko tyle, a właściwie AŻ tyle. Szukam swojego miejsca na świcie. Szukam zawodu, który sprawi mi radość. Szukam pasji, której będę mogła się poświęcić. Szukam samej siebie, bo czuję, że gdzieś ją zgubiłam…

    Pozdrawiam gorąco – kiedyś Nowa Czytelniczka – dzisiaj karolaf :)

    P.S. chętnie zobaczę tę szafę na planszówki, a jeszcze chętniej przeczytam post i najlepszych z nich :D

  9. Niki napisał(a):

    Odkryłam Cię jakieś 2,5 – 3 lata temu. Odkryłam wtedy blogosferę ogólnie, głównie Olę Radomską, Natalię Tur, Ciebie. Miałam wtedy 20 lat, rzuciłam pracę, studia, nie wychodziłam z domu, leczyłam się na zaburzenia lękowe ze stanami depresyjnymi i bezsennością. Mieszkałam z chłopakiem, i gdy on był w pracy, ja czytałam Wasze blogi, które nie tylko umilały mi czas, ale nie raz pozwalały zrozumieć pewne kwestie, których wtedy jeszcze nie ogarniałam. Dzisiaj? Leczenie pomogło i nie jest już potrzebne, ja wiem wiele więcej, niż wtedy, z ówczesnym chłopakiem za dwa tygodnie obchodzimy pierwszą rocznicę ślubu, a za 7 tygodni rodzi nam się synek. No i czytam Was wszystkie nadal ;)

  10. Poznałam Cię dzięki mojemu chłopakowi, który wspomniał mi o „takiej znanej blogerce” kiedy sama myślałam o założeniu bloga. To było trzy lata temu. Przez te trzy lata zmieniło się to, że zostałam mamą, a ten chłopak tatą :) Wyprowadzilismy się z miasta i tak jak Wy teraz czekamy na wiosnę, żeby ogarnąć ogródek i szlifować biurka. Pozdrawiam ciepło, Karola

  11. Joanna T napisał(a):

    Czytalam rurzowego i Paryrz. Pamiętam Seg bez twarzy, a później zaskoczenie, kiedy okazało się, że wyglądasz dokładnie jak w moich wyobrażeniach:) Byłam wtedy u progu wymarzonej kariery, randkowałam na potęgę i zaklinałam się, że nigdy nie zamieszkam w mieście mniejszym niż Warszawa. Po latach odkryłam, że praca w korpo, stale rosnący stan konta, wielkie miasto, ani kolejny adorator nie dają mi satysfakcji. Dziś pracuję spokojniej w mniejszej firmie, wyszłam za mąż, jestem w trakcie realizacji marzenia o wyprowadzce na podkarpacką wieś, taką z psem, kotem i kozami i jestem szczęśliwa.
    Właściwie wszystko się zmieniło poza tym, że nadal czytam Segrittę :)

    1. To jest fajne w blogerach (w przeciwieństwie do młodzieńczych gazet typu „Dziewczyna” czy „Filipinka”, którą kiedyś czytałam namiętnie), że dorastają razem z czytelnikiem. I jest szansa, że oboje idą w tym samym kierunku. :)

  12. Anna Sawicka napisał(a):

    Poznałam Cię przez Kominka, to było jakieś 7 lat temu… Jestem z Tobą tak długo jak z moim narzeczonym ;-) Pamiętam czasy rurzowego bloga, ale nie pamiętam który tekst przeczytałam jako pierwszy. W każdym razie od tamtego czasu śledzę regularnie tylko 3 blogi: Twój, Tomka i Elizy. Prawie nigdy nie komentuję, zawsze stoję z boku jak cichy obserwator. Skoro jednak pytasz co u mnie, to się pochwalę :) Pracuję w zupełnie innej branży niż zamierzałam, zabieram się w końcu za pisanie magisterki z finansów, wyprowadziłam się do większego miasta, zaczynam kolekcjonować książki, myślimy o budowie domu, mnóstwo tego. Tak wiele się zmieniło.
    Czekam z niecierpliwością na Twoją książkę, bardzo chętnie zgarnę ją do swojej kolekcji! Pozdrawiam i życzę dużo dobrego :)

    1. Marta napisał(a):

      Serio. Ale wiesz jaka ładna? Taka z przykrywką na uchwycie i taka stajlisz, metal i te sprawy, a nie, że jakiś zwykły plastik-fantastik.

  13. Aga Bielesz napisał(a):

    W pierwszej kolejności zamawiam książkę Seg:) coś czułam że pod brakiem Twojej częstej obecnosci kryje się coś ciekawego :) to będzie hit :) KC

      1. Aga Bielesz napisał(a):

        Już mi się lampka zaswieciła jak pisałas że chcesz siedzieć na tarasie w domku pisząc książkę :) Ale myślałam że maly bobsel pochlania Ci czas i to jeszcze nie teraz.. a tu proszę jaką miła niespodzianka dla czytelników :) ❤❤❤ już widzę jak ładnie się prezentuje na mojej półce z książkami :)

  14. Joanna Łamek napisał(a):

    Cześć
    Poznałam Cię dobre kilkanaście lat temu :) gdy byłaś rurzowa i nie wiadomo było o co chodzi z tymi blogasiami :)
    A dzisiaj całą noc mi się śniłaś. Że byĺam na tej samej imprezie u znajomych co Wy. I zupełnie nie wiedziałam czy sie przyznać ze Cie czytam i wiem o Tobie duzo czy musze to ukrywac. No i dzisiaj taka niewyspana jestem :)

  15. Dominika Skorupa napisał(a):

    szczerze nie pamiętam od kiedy Cię czytam. Długo. Falami. Czasem nie zaglądam przez pół roku a czasem czytam w opór, powtarzając niektóre, znane już teksty. Za mało komentuję, czasem się zgadzam, czasem nie ale to mi nie przeszkadza, wciąż czytam z przyjemnością.

    Zmienił się u mnie milion rzeczy, wyszłam za mąż, wyprowadziłam się poza miasto tak jak zawsze chciałam, chwilę po Tobie urodziłam Syna. Żyję jak chciałam, chodzę w góry i na spacery z wymarzonym psem, wiem że nigdy nie zrobię wielkiej kariery bo mam to w… Ciągle lubię swoją pracę. Jest OK, programy ogrodnicze są świetne, szkoda tylko że samej roboty ogródkowej już nie znoszę:)

  16. Asia Jaśka Jankowska napisał(a):

    Pamiętam krówę. Czy kruwę? Nie jestem pewna. Dawniej czytałam Cię wybiórczo, dopiero ostatnio zaczęłam regularnie(dziękuję za wszystkie teksty do przyjemnego czytania :) ).
    Po 10 latach nadal nie wiem co robić, jestem po wielu złych decyzjach, ale staram się jakoś iść do przodu. Uciekam na razie w fascynację Koreą (Południową, ale o Północnej trudno zapomnieć), w październiku tam jadę ze znajomymi, potem się zobaczy. Mam nadzieję, że za kolejnych 10 lat, uspokoję się trochę życiowo i dalej gdzieś tam będziesz występować :)

  17. Agnieszka napisał(a):

    Czytam Cie od samego poczatku, znalazlam Cie chyba na liscie najczesciej odwiedzanych blogow na blox.pl. Zanim ujawnilas swoja twarz i nazwisko, myslalam ze jestes brzydka, nie chcialo mi sie wierzyc ze taka inteligentna i do tego piekna :) Bardzo lubilam tematy damsko-meskie, na kolejne posty czekalo sie z niecierpliwoscia. Uwielbiam filmik o Chinlandii. A co u mnie sie zmienilo przez ostatnia dekade? Wyprowadzilam sie z domu, zakochalam sie ze wzajemnoscia, wyszlam za maz. Skonczylam 2 kierunki studiow. Odnalazlam to, co lubie w zyciu robic. Zaakceptowalam i polubilam siebie. Wyprowadzilam sie do Szwajcarii. Nauczylam sie jezdzic na nartach, plywac na windsurfingu i kitesurfingu. Spelnilam swoje marzenie i przez 6 miesiecy objechalam swiat do okola. Znalazlam prace w genialnej firmie, ktora pozwala mi sie rozwijac i wspolpracowac z fajnymi, inspirujacymi ludzmi. Zachorowalam na depresje, bralam leki psychotropowe, przeszlam przez psychoterapie. Nauczylam sie medytowac. Przeszlam na diete weganska. Wyprowadzilam sie od meza, i spowrotem z nim zamieszkalam. Przygarnelam kota.

  18. Cóż… Z racji tego, że lat ma 16, ostatnie 10, to dla mnie jak nie wiadomo co. Bardzo dużo się zmieniło, bo z dziewczynki, stałam się młodą, świadomą kobietą. Zobaczymy, co będzie za następne 10… Ciekawa jestem bardzo.

  19. Oliwia Malinowska napisał(a):

    Czytam jednocześnie z uśmiechem i łezką w oku i nie mogę się powstrzymać od skomentowania. Bo doskonale pamiętam jak 9 lat temu trafiłam na Segrittę- nudne zajęcia z baz danych na studiach, a ja klikałam kolejne i kolejne wpisy. Dziś mam 31 lat, narzeczonego, dziecko, pracę, mnóstwo za sobą, a Segritta w różnych odsłonach towarzyszyła mi przez te wszystkie lata. Co więcej, dokładnie w tym samym czasie byłyśmy w ciąży, niespodziewanie, z podobnymi obawami i strachami. Także kategoria parenting jak najbardziej spoko. Świetna osobowość i jedno z najlepszych piór w blogosferze. Pisz częściej, niecierpliwie czekam na książkę :)

  20. Joacianna napisał(a):

    Hej. U mnie pozmieniało się mnóstwo. Mam roczne dziecię, a ambicji mi od tego nawet przybyło i właśnie jestem w połowie 2 kierunku studiów. Jest dobrze, dużo lepiej niż było kiedyś.

      1. Joacianna napisał(a):

        Musisz przekalkulowac, na co chcesz miec czas. Studia to zawsze meczoca sprawa, przy dziecku malym jest czasem bardzo ciezko. Np. Teraz mala spi na mnie… :-)i wez tu cos zrob.

  21. Dorota Rybak napisał(a):

    Pamiętam rurzowego bloga :) Pamiętam też, że poleciła mi go kumpela w czasach, gdy nie czytałam żadnych blogów (odnośnie tego, co się zmieniło – na pewno moje podejście do internetów ;) ) i że nie mogłam się od niego oderwać, buszowałam po nim chyba ze trzy noce, bo istniał już od jakiegoś czasu i trochę notek się uzbierało :) Tak na marginesie – szkoda trochę tej pracy o Norwidzie, miała potencjał :)

  22. Dagmara Domin napisał(a):

    Również pamiętam rurzowego bloga :) Trafiłam do Ciebie, hmmm, nie pamiętam dokładnie kiedy, 8-9 lat temu? niestety nie pamiętam, który tekst przeczytałam jako pierwszy, ale podobnie jak część ‚starych’ czytelników trafiłam tu przez Kominka. Trafiłam i zostałam. Nawet przełknęłam jakoś teksty parentingowe i muszę przyznać, że tak uwielbiam Cię czytać, że nawet o dzieciach robiłam to z uśmiechem na ustach. Teraz, jako przyszła mama, z wielkim zniecierpliwieniem czekam na książkę :) Przez te kilka lat zmieniło się wiele, z każdym dniem spotyka mnie coś nowego, ale pewne rzeczy się nie zmieniają – często do kawy czytam Twoje teksty :)

  23. Ola Kultura napisał(a):

    Tyle czasu już upłynęło? Troszkę się zasmuciłam czytając ten wpis, a troszkę ciepło na sercu, bo jesteśmy w podobnym wieku, bo zawsze dobrze czytało mi się wpisy u Ciebie i zawsze myślałam, że też bym tak chciała. Może nie na skalę Bloga Roku, czy innego „pulicera” tej branży ( bo to branża już, a nie hobby), ale tak dla siebie, tak żeby spróbować. Troszkę dla świetego spokoju, więcej dla mnie samej. Pamiętam Twojego rurzowego bloga, kontrowersyjne i ostre czasami wpisy, które pewnie niejednego faceta wkurzyły i rozpaliły do czerwoności, a także miło wspominam etap remontu małego kwadratu i czerwoną lodówkę i meble spod śmietnika i ciążę i miłość i zmiany tutaj. Troszkę się tych pozytywnych wspomnień uzbierało, a komentarz zdążyłam może dodać raz. Sama nie wiem dlaczego… ale dziś nastał chyba ten dzień, ten wpis, który mnie zachęcił, aby Ci napisać, że lubię tu wpadać i będę nadal. Miłego dnia!

  24. Agnieszka napisał(a):

    Cześć Matylda,
    Czytam Twojego bloga od czasów rurzowego, także trafiłam do Ciebie przez Kominka. W moim życiu przez ostatnie 10 lat wydarzyło się tak dużo, ukończenie wymarzonej szkoły, praca w Anglii, małżeństwo, dziecko, rozwód, pierwsza poważna praca w Polsce, nowy związek drugie dziecko. Córeczce chciałam bardzo dać imię Matylda ale partner postawił na swoim i on wybrał też piękne imię ale jak teraz patrzymy na 1,5 roczną córkę to kurde wypisz wymaluj Matylda pasowałoby idealnie. Teraz poważnie zastanawiam się nad kontynuacja nauki i jak to wszytko pogodzić z obowiązkami ale myślę że dam rade. Nie znamy się ale polubiłam Cie bardzo przez te wszystkie lata i również czekam na książkę. Pozdrawiam serdecznie

  25. Pionierka napisał(a):

    Od kiedy Cię czytam zdążyłam:
    – Oświadczyć się wieloletniemu konkubentowi
    – Zerwać zaręczyny po dwóch miesiącach, bo zakochałam się w kimś innym
    – Wyjść za tego, w którym się zakochałam, choć go prawie nie znałam
    – Rozwieść się z nim
    – Zakochać się krótko po rozwodzie z kimś innym
    – Zostać macochą
    – Zajść w ciążę
    Urodzić jeszcze nie zdążyłam :)
    Zdążyłam też wyjechać za granicę do dzikiego kraju, a potem wracać do niego wielokrotnie, dostać pracę w firmie, w której sądziłam, że nigdy mnie nie zatrudnią, uznać, że wcale tam nie chcę pracować, założyć firmę, kupić mieszkanie, sprzedać mieszkanie i prawie kupić kolejne. A także umówić się z Tobą w celach zawodowych, nie przyznając się do komentowania Twojego bloga :)

        1. Pionierka napisał(a):

          Nie, na Powiślu. I weź mnie już nie dekonspiruj do końca, co? :)

  26. Marta Kocisz napisał(a):

    Seg, a ja… Trafiłam do Ciebie przez Kominka i zdradziłam go z Tobą. On stał się nadętym bufonikiem piszącym o niczym, Ty pisałaś o mnie. Ale… nie byłam Ci wierna. Opuściłam Cię, jak tylko pojawiło się w menu słowo „parenting” i kiedy nagle zaczęłaś pisać głównie o trymestrach, karmieniu i wyprawkach. Niedawno wróciłam i chyba zostanę, bo mi tu dobrze.
    Przez tych kilka lat udało mi się nauczyć języka litewskiego, odwiedzić prawie 40 krajów i zakochać tak, jak Rett zakochał się w Scarlett. Zaczęłam sama pisać. Dojrzałam, uspokoiłam się i przytyłam z 15 kilogramów. Popełniłam pierdyliard błędów, które okazały się najlepszymi rzeczami, jakie mnie spotkały. Czerpię radość z biegania boso po trawie, zapachu kawy w niedzielny poranek i z każdego słonecznego dnia. Jestem szczęśliwa.

    1. Ej, Tomkowi daleko do nadętego bufonika. To jest świetny facet. Rozumiem, że mogłaś stracić zainteresowanie tym, o czym pisze, ale weź mi go tu nie hejtuj, bo zaliczam go wciąż do moich ulubionych ludzi i przyjaciół na lata.

      1. Marta Kocisz napisał(a):

        Nie znam Tomka osobiście. Nie oceniam więc Tomka, ale wykreowanego przez niego Kominka, i jako Kominka rozumiem jego bloga, jego twórczość i styl, czyli to co pisze i w jaki sposób. Ty zdajesz się być typem „fajnej dziewczyny, kumpeli z sąsiedniej klatki” i śmiem twierdzić, że zadajesz się z podobnymi ludźmi, więc Tomek nie może być zły, jak siebie sam czasem maluje :)
        To nie hejt, nie, nie, bardzo mi od tego daleko. Rzeczywiście, mi już jego teksty przestały odpowiadać, co nie znaczy, że przez ich pryzmat określam go jako człowieka. Jest chyba odwrotnością Jacka Piekary, którego kocham za literaturę, ale jego osobowość mnie mierzi.

  27. Nigdy nie potrafię określić czasu znajomości blogowej. Wiem, że kilka lat. Tak samo, że do trzydziestki mi daleko, bo w trakcie studiów jestem. To się zmieniło – poszłam na studia, zerwałam z facetem którego po x miesiącach odzyskałam przyznając się do tego jak bardzo spieprzyłam. Z rudego koloru związałam sie z blondem, który obecnie jest moją miłością <3 no i licencja – pierwsza wymarzona do celu. Kiedyś w strefie marzeń i celów, dziś rzeczywistość

  28. Segritto.
    Nie przyszłam od Kominka do Ciebie. Przyszłam do Kominka od Ciebie.
    Amen.
    Aha, i zakręciła mi się łezka (radości) w oku, kiedy zostałaś feministką <3

    A prywatnie to dziesięć lat temu miałam dwadzieścia lat, a teraz już nie, a zmieniło się… dosyć niewiele. Żadnych karier, mężów, dzieci. Właściwie to dziesięć lat temu chciałam mieć karierę, a teraz zhipisiałam i też wolę włazić na wulkany :)

  29. Matyldo, jesteś cudowna. Nazwę po Tobie dziecko, jak je kiedyś będę miała. Już to ustaliłam z mężem.
    Ten wpis zrobił mi tak dobrze. Nie jestem Twoją czytelniczką od 10 lat, bo ja 10 lat temu miałam 15 lat i czytałam Magdę doc, a blogi kojarzyły mi się z jakimiś nudnymi, ekshibicjonistycznymi pamiętnikami (bo sama wtedy tak do tematu bloga podeszłam), więc raczej nie w stronę melancholijnego spojrzenia w przeszłość, ale raczej w stronę melancholijnego spojrzenia w przyszłość – jak to będzie za te 10 lat, gdy spojrzę na siebie sprzed 10 lat, czyli z teraz. Jakoś tak nagle patrzę z nadzieją w przyszłość, jakkolwiek pompatycznie to nie brzmi. ;)

  30. Ja się zmieniłam, ale na gorsze. Za młodu byłam złośliwa i zgorzkniała, a teraz jestem ekstremalnie złośliwa i ekstremalnie zgorzkniała. Feminizmu u siebie nie odkryłam, męża i dzieci brak. W sumie mogło być lepiej.

  31. Trafiłam tutaj z bloga Kominka, milion lat temu, ale nie jestem typem intensywnie komentującym. Wiele rzeczy było u mnie identyko jak u ciebie (feminizm, planszówki, terapia, podróże, imprezy), bardzo to lubię w twoim blogu, że się w nim odbijam jak w lusterku. Podobnie się mi zmieniało w głowie pod wpływem macierzyństwa, a moje dziecko jest rok starsze niż twoje, więc czytałam twoje wpisy z takim uśmiechem zrozumienia i takiej sympatii „jak to fajnie poczytać, jak czyjeś życie nabiera takiej specyficznej głębi”. W ogóle myślę, że otwartemu człowiekowi dziecko robi dobrze na głowę i magicznie ubogaca życie. Ja niestety żeby dorosnąć musiałam przeżyć życiowy krach na giełdzie, ale staram się żyć wdzięcznością, bo mogłam równie dobrze całe życie być zarozumiałą gówniarą, a dzięki temu co mnie spotkało jestem w efekcie dużo szczęśliwsza. Dzięki za ten tekst, jak cię kiedyś spotkam to ci powiem, że cię czytam. :)

  32. Agnès Więckowska napisał(a):

    Nie pamiętam jak do Ciebie trafiłam. Chyba ktoś podlinkował rurzowego bloga na raczkującym fejsbuku albo w jakiejś rozmowie na Gadu-Gadu czy innym Gronie. Doskonale za to pamiętam Paryż i to jak Ci wtedy zazdrościłam. Dzisiaj sama mieszkam w Paryżu, mam 27 lat i 2 koty. Spełniam swoje marzenia wykonując pracę moich marzeń i dużo piszę. Twój blog zachęcił mnie do pisania i tak jakoś wyszło, że niebawem wydam i wyreżyseruję moją pierwszą sztukę. Czuj się zaproszona na premierę. :)

  33. Anja Angelina napisał(a):

    Ostatnia dekada powiadasz, tak?
    Więc w ciągu ostatnich 10 lat zakochałam się bez pamięci. W kimś kto kompletnie był nie dla mnie. W kimś kto mnie nie kochał. A ja kochałam miłością ślepą, bezgraniczną. I czekałam. Aż mnie ktoś pokocha. Z tych 10 lat 7 straciłam na czekanie (dziś już serio nie wiem na co). Ale od ostatnich 3 lat nadrabiam. Przede wszystkim zaakceptowałam siebie. Przestałam się przejmować/martwić tym jak mnie odbierają inni. Czy mnie polubią.. przede wszystkim polubiłam siebie. Polubiłam spędzać czas ze sobą. Polubiłam się z tanimi liniami.. i podróżuję po Europie jak tylko mam wolną chwilę. I dopiero teraz zobaczyłam Paryż, Rzym, Mediolan, Palermo, Sztokholm, Madryt, Barcelonę…. I wiele innych. I jak patrzę na kalendarz na ten rok to pysk sam mi się cieszy 
    Chatę kupiłam!! Co prawda na spółkę z bankiem, ale w sumie ja do wspólnego interesu dołożyłam więcej ;) Sama. Sama kupiłam, sama pilnowałam robotników, sama jeździłam po materiały, sama wybierałam meble… I powiem, że uwielbiam swoje M. Dobrze się w nim czuję.

    Dorobiłam się trzech kotów (wiem, że nie przepadasz za kotexami). Pierwszego dostałam od byłego na otarcie łez. Drugiego kupiłam za jedyną premię jaką dostałam w życiu :D, a trzecią biedę znalazłam zakatarzaną, zachrypiałą w stajni.
    Właśnie! Konie! Nauczyłam się jeździć konno 
    Znajomi/przyjaźnie. Nauczyłam się, że nie ma nic na zawsze. Że ludzie pojawiają się na pewien czas. Parę takich przyjaźni na wieki posypało się.. ale bez straty. Pojawiły się nowe. Inne. Takie bardziej dojrzalsze. Super.
    Sporo tego.
    Ale ja mam apetyt na więcej!

    Jestem szczęśliwa. Teraz. A nie wiem czy tak samo bym powiedziałabym o sobie 10 lat temu.

    :*

  34. Iga Olczyk napisał(a):

    Hej! Tyle przeczytanych treści, ale dopiero dzisiaj piszę (sic! dlaczego dopiero teraz). Aż łezka się kreci w oku (nie przesadzam!). Nie pamiętam, kiedy tu trafiłam, ale jest pewna, że właśnie stało się to za pośrednictwem bloga Kominka. Dobrze widzieć, że dużo w życiu się zmienia, że następuje czas, kiedy w końcu „jesteśmy duże” (kto na to nie czekał jako dziecko?), a jednak dystans do świata, do siebie i do rzeczywistości zostaje – że można być prekursorką polskiej blogosfery, a jednocześnie nie dać się jej stłamsić i przegadać. Za to dziękuję! Za każdym razem wracam z przyjemnością, a jak wiedzę dwa nowe i nieprzeczytane posty to od razu poprawia mi się nastrój! Dekada była intensywna, szczególnie dlatego, że zawiera ona przejście do tak zwanego życia dorosłego człowieka pracującego. Minęły cztery lata pracy w biurze, i cztery zmiany firmy, które pozwoliły mi odkryć, że pieniądze szczęścia na prawdę nie dają, ale pomagają odkrywać pasje i próbowac nowych rzeczy. Tal właśnie wylądowałam w szkole projektowania wnętrz i zgromadziłam mnóstwo stolarskich narzędzi (szlifierka mówisz? – witaj siostro!). Było dużo podróży, próbowania równych sportów, randek, imprez, szukania miłości i idealnego faceta (banalne?). W pewnym momencie (jeśli napiszę, że jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, to chyba nie będzie przesadą) okazało się, że da się ten pęd zatrzymać, skupić się na sobie. Teraz doceniam spokój, ciszę, górskie wycieczki, spacery w lesie – wolny czas spędzony w ten sposób to prawdziwy luksus. Okazało się, że pieniądze wydawane na doświadczenia i wspomnienia są dużo lepsza inwestycją, a szafa może się domykać – co więcej, minimum jest wystarczające. Mieszkanie uzyskało sporo powietrza i przestrzeni poprzez pozbycie się niepotrzebnych rzeczy. Dzielenie rzeczami materialnymi tez stało się łatwe – nie pamiętam kiedy było mi szkoda zniszczenia bluzki lub zgubienia czegoś – w końcu rzeczy materialne nie wyznaczają kierunku szczęścia). Weekendy spędzane z naturą to moje małe spełnione marzenie każdego tygodnia. Chętnie zamieniłam szpilki na Meindle – najchętniej chodziłaym w nich ciągle. Okazało się, że ideał wcale nie musi być idealny, a miłość może czekać (dosłownie!) za rogiem mojej ulicy. Wieczory w domu, długie spokojne poranki, dobra kawa, gotowanie dla kogoś, dlugie spacery, rozmowy – każdy taki dzień wnosi coś nowego, kojącego. Lubię tą transformację i zmienione patrzenie na życie, ambicje, priorytety. Często doceniam, że jest po prostu dobrze. Że nie zawsze trzeba mieć więcej, więcej i więcej. Że wystarczy się ucieszyć z tego co jest, i to już krok do szczęścia.
    P.S. Szafa na planszówki! Cudownie. Ja właśnie skończyłam budować pudełko na karty Dominion dla swojego faceta na urodziny. Jego mina, gdy zobaczył moje stolarskie wysiłki – bezcenna. U nas króluje Dominion i Carcassonne.

  35. A ja Cię czytam już jakiś czas, ze cztery lata może? Może pięć już? Ale nie pamiętam paryrza. Ale na pewno gdy zaczynałam, dość Ci było daleko do zostania mamą, bo jak ogłosiłaś że jesteś w ciąży, to się zdziwiłam. Niedługo później sama byłam w ciąży (i moi znajomi też się temu dziwili). Idealny timing, nie musiałam uciekać z krzykiem na widok słowa „parenting”. ;)
    Trafiłam od Komina, no niestety, nieoryginalnie.
    Lubię to, że zawsze masz rację, a w każdym razie że niemal zawsze się zgadzam z tym co piszesz. Też dość niedawno odkryłam, że jestem feministką. I lewakiem. ;) Też chciałam robić filmy, wciąż jeszcze chcę. Uwielbiam fanpage „zła matka”. Uczę się od Ciebie asertywności w wyrażaniu swojego zdania i poglądów, sama wciąż walczę ze sobą żeby przestać się przejmować tym, że mnie ktoś znielubi za poglądy.

    10 lat temu miałam 19 lat, byłam kupką nieszczęścia i kompleksów. Śmiało mogę powiedzieć, że przez ten czas zmieniło się wszystko, na lepsze.

  36. 10 lat temu to ja mailman 14 lat, zaczęłam Cię czytać mając lat 16, czyli już 8 lat! Trafiłam pewnie od Kominka. Przez 10 lat jak się można domyślić zmieniło się dużo- zakończyłam związek 4ro letni który miał być na zawsze (na zawsze w wieku 16 lat 😂) poszłam na studia- właśnie pisze magisterkę. Wyjechałam do USA tylko raz żeby zobaczyć jak jest i się zakochałam po uszy- w parkach narodowych i w chłopaku. Za miesiąc jadę do USA po raz piąty i już nie wmawiam sobie ze to ostatni raz. Polubilam siebie- to dość ważne bo jak patrzę dookoła to mało moich znajomych siebie lubi:) przestałam grać na gitarze, zaczęłam jeździć konno, przestałam jeździć konno, kupiłam motocykl, sprzedałam motocykl, zaczęłam chodzić po górach a później wspinać. dalej Ciebie czytam, chociaż niektóre wpisy pomijam:)

  37. Ja 10 lat temu byłam 19-latką. I uwielbiałam Blog na Rurzowo! Pamiętam Paryrz, pamiętam Lądyn (albo Lądek? – nie wiem dokładnie, bo Twoich wyjazdowych przygód nie śledziłam zbyt uważnie, ale dałabym sobie grzywkę obciąć, że gdzieś jeszcze wyjechałaś na dłużej niż tydzień).
    Nie pamiętam, jak do Ciebie trafiłam, ale czytałam Cię, bo pasowałaś mi na starszą siostrę, której nigdy nie miałam. Fajne to były czasy. Później były trzy związki, teraz czwarty niedługo będzie zaklepany ślubem, firmy, w których się nie realizuję i chęć, by realizować się w internecie, więc i blog. Z tym blogiem to ja lata czekałam, zakładając po drodze jakieś małe, z nazwami z mnóstwem polskich liter i myślników i zamykając, bo głupie. Ale teraz nie zamykam, nie uważam go za głupi, więc jest progres!
    Kurczę, dziesięć lat, to kawał czasu! Prawie 1/3 mojego życia. Przez ten czas zaglądałam do Ciebie częściej niż słuchałam mojego ulubionego zespołu (i nie jest to Kombii, słowo!). Nieźle. Nawet Kominek nie miał tyle mojej uwagi.

  38. Paulina Angelika Kulik napisał(a):

    Te 10 lat temu to chyba to były początki naszej znajomości. Wpadam do Ciebie nieregularnie, nie raz robię przerwę na kilka miesięcy albo i na rok, ale zawsze jestem miło zaskoczona jak się zmieniłaś na plus.
    U mine same zmiany, które wynikają z wieku: wyprowadzka od rodziców, studia (choć wciąż jeszcze nie skończone), Ten Jedyny, wspólne wynajęcie idealnego mieszkania na idealnym osiedlu (musimy kiedyś takie kupić). Oprócz tego kolejne wyjazdy do Francji a od niedawna praca, która pozwala mi ją odwiedzać za niemoje pieniądze ;) A temat dziecięcy jeszcze mi obcy, ale od dawna i u Nishki podczytywalam i innych mniejszych blogerów. Jak ktoś daje dobry lolcontent, to można czytać na każdy temat.

  39. Kinga Zielińska napisał(a):

    Super artykuł ;) Mnie zmieniła książka: Zatrzymać dzień – mega pozytywna i zmienia sposób myślenia ;)

  40. Lena Magda napisał(a):

    Kiedy ja zaczęłam cię czytać byłyśmy na innych etapach, ja już z pierwszym dzieckiem ty jeszcze bez zobowiazań, ja już ta teoretycznie ustatkowana ty na wariackich papierach. Dawałaś mi zdystansowane spojrzenie, rozrywkę i przenosiłaś w ten świat, który, jak myślałam, był już dla mnie niedostępny. Odnajdowałam w tobie siebie z przeszłości. A teraz nasze drogi sa bardziej wspólne niż kiedyś, myślimy podobnie, mamy podobna perspektywę. I jeszcze bardziej niż kiedyś odnajduję siebie w tym co piszesz. Teraz z trójka dzieci ( dwoma samodzielnie wypchniętymi na ten świat I jednym mojego drugiego (zaraz)męża ) daleko od rodzinnych stron, w innych niż kiedyś realiach ale na nowo szczęśliwa, w wolnych chwilach, z kawa w ręce nadrabiam zaległości w twoim blogu bo umknęło mi kiedy Kociopełek przestał być Conanem 😉 Nie przestawaj pisac! ( muszę mieć twoja ksiażkę, więc moja mama ma za zadanie przywieźć mi ja z Polski juz w lipcu)

Dodaj komentarz