Dysinteligencja

Napisałam kiedyś wpis o różnych dysmózgiach, ale to było w czasach gdy internety były na wiadra i zbyt mało ludzi tekst przeczytało. Skutkiem tego do dziś mi się dorośli ludzie tłumaczą z błędów ortograficznych w ten sposób:

– Ale ja mam dysleksję.
– Udokumentowaną? – pytam.
– Tak, oczywiście.
– To świetnie. Ale to wciąż nie tłumaczy, czemu robisz błędy ortograficzne. Dysleksja to zaburzenia czytania.
– A… no… czyli ja mam no… tą… dysgrafię. O właśnie.
– Dysgrafia to zaburzenia w pisaniu. Ręcznym. Teraz piszesz na komputerze.
– A… no to ja mam ADHD.

Każdy, do świętej kruwy, ma dziś jakiś syndrom czegoś. Jakieś ADHD, ADD, DDA, dysleksję, dysortografię (to o to przeważnie chodzi baranom), borderline, depresję, nerwicę, anoreksję itd. No kruwa każdy. Ja nie twierdzę, że tych wszystkich chorób nie ma. Nie znam się to się dla odmiany NIE wypowiem (jak się poznam, to to oczywiście zmienię :>). One pewnie są. Tylko że jeśli ma je 80% społeczeństwa, to to już nie jest patologia tylko norma. Ale jakoś łatwiej mi uwierzyć, że lekarze zbyt lekką ręką wydają zaświadczenia a my lubimy się usprawiedliwiać jakimś zestawieniem literek zamiast stawiać czoła swoim wadom i słabościom.

I niestety czarno widzę przyszłość, jeśli ta tendencja się nie zmieni.

Dziś Jaś, któremu trudno się nauczyć, że „żaba” się pisze przez samo żet, dostaje karteczkę, że już nie musi tego wiedzieć. Ta karteczka uratuje mu dupę przy dyktandach, z których będzie zwolniony; na maturze, w której będzie mógł robić błędy; na studiach i w końcu w przyszłym miejscu pracy. Bo karteczka. Bo on sobie z tym nie radził, więc już nie musi.

Jutro Kubuś, który jest głupszy od reszty dzieci, dostanie karteczkę świadczącą o jego dysinteligencji. No przecież nie jego wina, że ma IQ poniżej przeciętnej. To z tego powodu dostawał dotychczas niskie oceny, nie łapał zadań, nie rozumiał chemii i matematyki a na języku polskim nie potrafił sklecić poprawnego zdania. Dlaczego miałby być dyskryminowany przez dysinteligencję? Kubuś dostanie karteczkę i od tej pory nauczyciele nie będą mogli dawać mu niższych ocen za źle wykonane zadanie i niezrozumienie wzoru. Na uczelnię będzie miał otwarte drzwi, bo przecież nie będzie go można oceniać po umiejętności logicznego myślenia. Bez problemu dostanie magistra, może i doktorat zrobi. A potem trzeba go będzie przyjąć do pracy, żeby prawnik Kubusia nie wytoczył sprawy pracodawcy o dyskryminację człowieka z udokumentowaną dysinteligencją. To nie koniec. Kubuś postanowi kandydować na posła. Dostanie poparcie innych ludzi z dysinteligencją, bo przecież trzeba swojego wspierać. A potem ruch dysinteligentów powalczy o parytety i, biorąc pod uwagę, że większość społeczeństwa dysponuje papierkiem, wprowadzony zostanie przepis, że przynajmniej 80% posłów powinno być dysinteligentami.

W sumie czasem mam wrażenie, że to już się stało…

Komentarze do wpisu: 60 Napisz komentarz

  1. Czasem jeszcze ktoś wypali ze stwierdzeniem „mam dyslekcję”. Co to do jasnego dildo jest? Problem z chodzeniem na lekcje chyba, bo nic innego.
    W dobie komputerów, kiedy prawie każdy program, od worda po nawet przeglądarki internetowe podkreśla błędy, sugeruje poprawne wersje itp. to już nie jest choroba. To jest głupota i lenistwo.
    Pamiętam jeszcze w liceum pod sam koniec dziewczyna ode mnie z klasy poszła do pedagog szkolnej żeby dostać kartkę z informacją o dysleksji, żeby mieć łatwiej na maturze. A że dziewczyna takiego dys- nie posiadała, to na normalnych zajęciach siedziała i przepisywała wszystkie swoje zeszyty z danego roku specjalnie robiąc błędy.
    Pochlastać się można.
    Sam czasem mam problem z jakimś słowem jak się zacznę zastanawiać czy tam powinno być „erzet” czy „samożet” (jak piszę machinalnie to nie mam tego problemu, dopiero jak zaczynam myśleć czy prawidłowo czy nie) ale od tego mam jeśli nawet nie internet to zwykły słownik ortograficzny. Albo Kominka, który uczy prawidłowego korzystania ze słowa „buk” ;)

    1. Danielu, wszystko zależy, jak na to patrzeć. Dysleksja jako trudność w czytaniu istnieje. Ludzie z dysleksją po prostu mają więcej problemów z nauką czytania od innych – na tej samej zasadzie, na jakiej każdy człowiek ma do jednego predyspozycje a do innego dwie lewe ręce. Sęk w tym, że nawet człowiek z dysleksją MOŻE nauczyć się ładnie czytać. Po prostu będzie musiał włożyć w to więcej pracy. Tak więc zgadzam się z lenistwem, ale z debilizmem już niekoniecznie :)

      1. Kiedyś się po prostu brało książkę i czytało. Teraz bierze się papier. Rozumiem Daniela bo też czasami mam dość faworyzowania ludzi, którzy są z natury leniwi. W sumie Adam Małysz też mógł wziąć papierek „dysskoczek” i nie ćwiczyć więcej. Najprawdopodobniej nie zostałby mistrzem świata w skokach narciarskich ale także nie musiałby dawać nic z siebie a wszyscy musielibyśmy go podziwiać.
        Ludziom, którzy nie biorą papierka pomimo, że mają czasami bardzo pod górę dopinguję z całego serca. Tym z papierkami na lenistwo po prostu współczuję. W dzisiejszym świecie po prostu proporcje są zaburzone…

  2. A problemy z ortografią są łatwe w leczeniu i profilaktyce. Wystarczy dużo czytać – byle poprawnie napisane teksty, a nie naćkane ortami zapisy z GG. Nie znam osoby, która dużo czyta i ma problemy z ortografią.

    1. Nie do końca mogę się zgodzić z postawioną tezą, chociaż jest w niej dużo racji. Za młodu nie czytałam dużo … czytałam bardzo dużo siedząc po nocach pod kołdrą z latarką, bo rodzice kazali gasić światło i … ortografia to dla mnie takie zwierze, które się nie dało oswoić do dzisiaj – na szczęście w tekstach elektronicznych maszyna myśli za mnie ;) Ale z drugiej strony wynikało to z lenistwa i nie przykładania wagi do takich drobiazgów jak pisownia – ważniejsza była treść, przesłanie, drugie dno i to co autor miał na myśli … Nie nauczyłam się gramatyki, ale samodzielnego myślenia i owszem ;)

  3. Kij ma znowu dwa końce – dzieciak, który z kwitkiem o dysleksji, czy innych pierdołach prześlizgnie się przez szkoły aż do matury, może mieć mały, malutki problemik w zyciu dorosłym. Są pewne instytucje (nie bijcie, nie pamiętam jakie), do których z udokumentowaną dysleksją do pracy się nie dostanie. Bo dysleksja to nieprawidłowe funkcjonowanie pewnych obszarów mózgu, czyli zaburzenie. Czyli nie każda praca dla kogoś z zaburzeniem. Dlatego, będąc diagnostą, 20 razy się zastanowić czy ma jakikolwiek powód, żeby takie zaświadczenie wystawić, będąc rodzicem, puknąć się 20 razy w łeb zanim przyjdzie taki dokument do głowy. Znam ludzi z dysleksją, dysortografią – tylko, o dziwo, żaden z nich nigdy nie tłumaczył się tą dolegliwością, kiedy wytknęło mu się błąd. Te osoby były zajebiście ambitne i wolały 10 razy kogoś zapytać o to jak się coś pisze, albo nauczyć się pewnych podstawowych reguł pisowni na pamięć, niż wszem i wobec ogłaszać: odpierdolcie się od moich błędów, mam dysortografię. Na koniec skojarzyło mi się z pewnym tekstem: ‚Szastasz tym ‚kocham cię’ jak dziwka torebką.’ No to: ‚Szastasz tą dysleksją jak dziwka torebką.’

  4. O ile wiem, dysleksja to specyficzne trudności w uczeniu się objawiające się w mowie i piśmie (z tego, co ja widzę, to jest bardziej mylenie liter podobnych graficznie niż akurat robienie setki błędów ortograficznych). Faktycznie jest tego coraz więcej, bo dzieciom kształtują się od małego obszary w mózgu odpowiedzialne za przetwarzanie obrazkowe (dziecko nie jest geniuszem jeżeli w wieku 3 lat obsługuje komputer, to dla niego łatwe, bo jest tym otoczony, norma). Oczywiście zgadzam się, że jest do nadużywane strasznie, świetnym przykładem jest mój brat, który w klasie maturalnej uznał, że robienie błędów to wiocha, ukradł mi wszystkie podręczniki akademickie i do matury opanował je lepiej niż ja do egzaminu z KJP.

  5. Miałam taką „koleżankę” z pracy, dyrektora synową, która z pomocy kuchennej zachodząc w ciążę z dyrektora synem awansowała na terapeutkę. To jest idealny przykład dysmózgu. Rozmowa:
    – Asia, Asia pomóż ten program mi wszystko na czerwono podkreśla!! A to praca na zaliczenie na studia jak ja to wydrukuje jak to czerwone jest?(przyniosła na pendrive w wordzie)
    – Kinga jak ten program podkreśla coś na czerwono to znaczy, że słowo jest napisane z błędem.
    – No ale gdzie tu jest błąd?! (pokazuje słowo „Głoździe”)
    – Powinnaś napisać „gwoździe”
    – (tępy wyraz twarzy) aha
    – Kinga czasami jak sprawdzisz słowo w słowniku (pokazałam jak) okazuje się, że takiego słowa tam nie ma, czasami dotyczy to nazwy własnej, miejscowości itd.
    – (zabłysły jej oczy) To pewnie tych wszystkich słów nie ma w słowniku!!! Po czym szczęśliwa z siebie poleciała drukować tą miernotę na studia..

    Takich kwiatków było wiele, kobieta ta, która reprezentuje swoją inteligencją poziom niższy niż nas podopieczni z DPS dla przewlekle psychicznie chorych uczy ich między innymi pisać i czytać. Ręce, nogi i cycki człowiekowi opadają jak na to patrzy.

    Jeszcze taką zabawną sytuację pamiętam, istnieje coś takiego jak teczka pierwszego kontaktu, w których mamy zapisywać poprawy jakie nastąpiły po przeprowadzonych terapiach, wspólnych zajęciach. W teczce, którą prowadzi Kinga znaleźć można między innymi „Jirena Ję… się poprawiła gdyż przytyła”. Bardzo ważne spostrzeżenie ;-)

    Ale ja się pewnie tylko czepiam..

  6. Pierdziele, nie robię, mam dyspracę… :)! A teraz na poważnie – ludzie tego typu niestety nie powinni czuć się później oburzeni, że nikt nie chce przyjąć ich do pracy. Usprawiedliwienie na papierek jak w szkole podstawowej nie działa w kontaktach z klientami lub w momentach, gdy osiąga się deadline projektu. O czym my mówimy – tu powinien ZUS raczej rentę przyznać takim delikwentom za niezdolność do życia i radzenia sobie z problemami – bo po co pracować nad sobą i swoimi problemami? Prawda?
    Młodzieży się nie chce i za to powinna być żółta kartka z napisem „debil” bo człowiek, który nie bierze życia w swoje ręce nie wie co traci… ;)

  7. Mnie kiedyś zmieszano z błotem na pewnym forum że śmiałam komuś zwrócić uwagę a ortografię i później śmiałam bronić swojego zdania i tłumaczyć że istnieje coś takiego jak słownik w internecie i funkcje sprawdzania pisowni. Dowiedziałam się wtedy ze dysortografik nie musi sprawdzać pisowni, może pisać jak chce a ortografia jest dla idiotów i to komformizm a oni z tych sztywnych ramek się wyłamują.

  8. Tu mi się przypomniała świetna książka z dyktandami wymyślanymi przez Stanisława Lema. „Dyktanda czyli… w jaki sposób wujek Staszek wówczas Michasia – dziś Michała – uczył pisać bez błędów”. Polecam nawet osobom, które z ortografią nie mają problemów. Cała moja rodzina zwijała się ze śmiechu przy tych tekstach :)

    I przyłączam się do wcześniejszych głosów, że na błędy ortograficzne (gramatyczne i podobne też!) najlepiej czytać. Dużo czytać. Metoda szczególnie polecana dla wzrokowców.

    P.S. Też macie tak, że w przypadku wątpliwości co do jakiegoś wyrazu i braku słownika pod ręką, piszecie obie wersje gdzieś z boku i sprawdzacie, która wygląda bardziej prawdopodobnie?

    1. Leeni napisał(a):

      Tak! Niestety dla dyslektyków czy dysortografików czasem obie wersje wyglądają nieprawdopodobnie…

  9. chyba jakoś w gimnazjum – polonistka stwierdziła że trzeba mnie wysłać na badania do poradni – bo zjadam litery, robię błędy. etc etc. Gaja wzięła mnie pod rękę i dawaj – idziem do tej poradni. Przywitała nas pani A. z wąsem i najpierw porobiła pseudo testy na inteligencje a potem zamknęła mnie w sali i kazała wypisywać „ó” , „u”, „ż”, etc. tak by było poprawnie oraz bym wypisała wszystkie znane mi zasady ortografii. I juz wtedy jako durna nastolatka pojęłam że te całe dys coś tam to pic na wodę foto montaż. Dlaczego? Ano dlatego, iż pani posadziła mnie w sali – gdzie na ścianach widniały plakaty z których jasno wynikały zasady pisowni. Kolorowe żółwiki które transformują z „ż” w „g”. Różne banały. Chyba tylko idiota nie połapał by się w owych plakatach i nie chciał do nich zastosować. Zastosowałam się i ja – po czym wyszłam i posłuchałam iż (mimo zastosowania wszytkiego co było wypisane na ścianach) jestem dys coś tam i pani mi wypisze karteczkę. Zaśmiałam się pani w twarz i powiedziałam mamie że wychodzimy. Wyszłam wtedy z mocnym postanowieniem poprawy. I…? błędów nie robię. egzamin gim, matura – z polskiego – bardzo bardzo dobra. I jak ktoś mi dziś mówi że jest dysmózgiem, odpowiadam mu: też byłam leniem. Na własnym przykładzie wiem – że nie ma czegoś takiego. Jest tylko lenistwo i chęć pójścia na łatwiznę. Łatwiej powiedzieć że jest się dysmózgiem niż przysiąść i się pouczyć, poczytać, popisać. amen.

  10. Moja standardowa przypowieść – mam przyjaciela, który w pierwszej gimnazjum pisał bąba i dzieńtobry. Ciężko pracował półtora roku – dwa lata i cyk, magicznym trafem wszystko minęło.

    Leniuchy i tyle.

  11. Jako posiadaczka pewnego typu dys (Nie, zwykle o tym nie mówię, nie sądzę by był to powód do dumy) muszę lekko zaprotestować. W druzgocącej większości przypadków, to o czym piszesz jej bolesną prawdą, ale nie zawsze. Taki papierek na dycośtam nie powinien sprawiać, ze jest łatwiej. Nie o to w samym zamyśle chodziło. To ma pomoc się nauczyć tym, którym jest trudniej. W moich szkołach polonistki, ode mnie i innych dys, wymagały więcej. Zadawały dodatkowe czytanki (jeszcze w podstawówce), których mieli pilnować rodzice, posyłali na dodatkowe zajęcia. Ja mam zaburzony słuch fonemowy i jako dziecku było mi z tym strasznie ciężko i te wszystkie zajęcia bardzo mi pomogły. Nauczyły jak nauczyć się poprawności korzystając z innych funkcji mózgu. Polecane wcześniej czytanie książek również bardzo pomogło. :)
    W specjalistycznych poradniach nadal można uzyskać dobre testy, w których naprawdę sprawdzają co i dlaczego jest nie tak. Proponują pomoc. I tak powinno być, niestety w wielu miejscach papierek dostaje każdy kto przychodzi. I owo dys zaczyna być traktowane jako usprawiedliwienie.

  12. Już w przedszkolu zostałam wysłana do poradni z podejrzeniem dysleksji. Dostałam mnóstwo ćwiczeń, które miałam wykonywać, np. zamalowywać literkę „b” na pomarańczowo, a „d” na fioletowo, to nie była wtedy kwestia lenistwa, ja po prostu nie rozróżniałam tych literek, również przez bardzo długi czas nie umiałam napisać dużego pisanego „E”, zwykle wychodziło z niego 3. Zdaje się, że te wszystkie ćwiczenia pomogły, bo teraz nie mam już takich problemów. Za to w tym roku byłam w poradni w podejrzeniem dysgrafii, które dostałam, choć uważam, że nieco lekką ręką. Jest to o tyle wygodne, że polonistka pyta mnie czy ten bazgroł to „rz”, a nie z miejsca uznaje, że piszę błędnie.

  13. Cały tekst wyssany z palca. Osoba, która postanowiła go napisać nawet nie musiała oficjalnie przyznawać, że się nie zna bo widać to na pierwszy rzut oka. Używa definicji, które nie istnieją. Niemających nic wspólnego z rzeczywistością danych statystycznych. Wysnuwa tezy niepoparte żadnymi badaniami. Przypisuje kompetencje zawodowi, który ich nie posiada. A na koniec daje upust wodzy fantazji. Chociaż w zasadzie robi to od początku tekstu.
    Równie dobrze w zamian, moglibyście poczytać artykuł jednego z portali plotkarskich, teksty może mniej ambitne ale w równym stopniu potwierdzone naukowo.
    Zachęcam do trzymania się własnych założeń i nie wypowiadania się na tematy, o których nie ma się zielonego pojęcia Segritto.
    Pozdrawiam, dzisiaj tylko przez samo żet rządzący Ślimak Żądzi.

  14. Znam osobiście i to blisko osobę z dysortografią. Jest nią mój chłopak;) Także dzięki niemu uwierzyłam w istnienie tejże, ponieważ wytłumaczył mi na czym to polega. Oczywiście nigdy nie korzystał z papierka, żeby uniknąć gorszych ocen z dyktand, zawsze bardzo się stara (kiedyś sprawdzał w słowniku, dziś po prostu większość rzeczy pisze w wordzie albo pyta się mnie co jak się pisze). Powiedział, że to polega na tym, że choćby nie wiem jak się wysilał – nie widzi w myślach słowa „mówić” (przykład). I w ten sposób, oczywiście po latach ćwiczeń – 99 razy na 100 napisze mówić przez „ó”, ale jednak ten raz zawsze gdzieś się wkradnie „u”. I zastanawianie się nic tu nie da. OCZYWIŚCIE potwierdza również, że czytanie wielu rzeczy i ćwiczenia w znacznym stopniu tę dysortografię zmniejsza. Przyznam też, że zanim nie poznałam kogoś takiego z bliska, byłam w tej kwestii osobą małej wiary;)

  15. Mój brat jest dyslektykiem i dysortografikiem i wiem,że takie coś istnieje. Wiem , ile pracy należało włożyć by nauczył się czytać i pisać . Ja mam tylko Dysgrafię, ale się mocno staram pisać czytelnie i wiem jaki to dla mnie duży wysiłek .Dla mnie jest łatwiej zrobić 2 strony skomplikowanych obliczeń chemiczno-fizycznych niż napisać jedna stronę A4 odręcznie. Dla mnie to wysiłek porównywalny z maratonem.

  16. Kolega kiedyś dostał taki papierek, pisało tam, że ma ‚fragmentaryczne deficyty rozwojowe’ – myślę że jakby nazywać rzeczy po imieniu to by tyle ludu po to się nie pchało :D

  17. Parę osób tam wyżej pisze o prawdziwym byciu dys- i ja to chcę potwierdzić. Moja mama jest ma dysortografię, niestwierdzoną co prawda przez żaden uprawniony organ, ale pewną. Ma problemy z pisownią od zawsze, jako dziecko w podstawówce przeczytała wszystkie książki ze szkolnej biblioteki, sprawdza pisany tekst w edytorach, pyta kiedy nie jest pewna, a i tak zdarzają jej się wtopy w stylu „wrucę”. Za to w naukach ścisłych zawsze była bardzo dobra, widać te braki się skompensowały w mocy obliczeniowej i wyobraźni przestrzennej. Apeluję do wszystkich którzy nie mają styczności z żadnym dys-funkcyjnym człowiekiem, żeby się powstrzymali z krytyką samego pojęcia. Krytykować można jedynie podejście organów uprawnionych do wystawiania zaświadczeń i tych idiotów, którzy są gotowi wytatuować sobie swoje dys- na czole, byle nie musieć się uczyć regułek.

    Matury i egzaminu gimnazjalnego z papierkiem bym nie demonizowała, tam chyba można popełnić bezkarnie o jeden błąd więcej w wypracowaniu, albo jest trochę więcej czasu na pisanie czy coś w ten deseń. Żadne cuda, nic, co by dawało niesamowity bonus do zdawalności.

  18. Któryś tam filozof ładnie rzucił, że wyjaśnienie nie jest oznacza usprawiedliwienia (oprócz niego jeszcze parę innych osób, Lewis na przykład, ale im o coś innego chodziło). To, że wiemy, iż psychopatię wywołują zaburzenia w korze przedczołowej, to nie powód żeby tych ludzi nie zamykać. No, może w miarę możliwości bardziej leczyć, ale nie o tym.

    Jeśli ktoś ma jasny dowód, że nie potrafi liczyć to ok. Tylko jeśli matura wymaga umiejętności liczenia, to on jej nie otrzyma – nie każdy musi, prawda?

    Sam mam papierek na dysgrafię. I co? I dostarczam co się da pisane na pc zamiast ręcznie, czasem po namówieniu odbiorcy próbką ręcznego ;) Mam trochę innych umiejętności, które mi na to pozwalają i tylko nimi się podpieram.

    Enjoy;]

  19. To nie prawda, że wszyscy równo przyswajają sobie ortografię. Umysły ścisłe łatwiej zapamiętają wzory niż poprawną pisownię. Ale jak przedmówcy powiedzieli, trudność w zapamiętywaniu pisowni nie zwalnia od myślenia.

  20. Problemem jest fakt, że rzesza zasłaniających się dys-funcja ludzi z syndromem leniwca pospolitego który musi mieć prosto i łatwo w życiu sprawia, ze ludzie zaczynaja watpić w to, ze takie zjawisko faktycznie istnieje. Bo osoby ktore naprawde ciepria na dysfunkcje nie maja ochoty nimi epatowac a jeszcze je ukrywaja bo chca zyc normalnie a nie z łatką „litosciowego traktowania”. Obecnie jest moda na to by problemow z wychowanie, brakiem wpojenia zasad, jakiejs dyscypliny w nauce czy wartosci szlo „to nie ma moja wina bo mam dysmozgie”. Co gorsza coraz szerzej akceptowana jako cos co jest i nie da sie tego zmienic miast cos co jest sygnalem ze przy danej osobie nalezy posiedziec dluzej niz przy innych. Stara strasznie nie jestem ale jeszcze z liceum pamietam, ze kolegha moj majacy dysfuncje chodzil na specialne zajecia do pedagok by nad tym pracowac i moc funkcjonowac. I nie chodzil dumny jak paw ze ma problem tylko zmotywowany by go nie miec. W dupach sie obecnie ludziom poprzewracalo. Swiat jest zly i okurtny a ja bidny i pokrzywdzony i niech mnie ktos przytulili bo lkam w kacie.

  21. Też zauważyłam, że od groma ludzi ma wszelkiego rodzaju dys*, adhd itd. Czasami mam wrażenie, że za 10 lat słowniki będziemy w muzeach oglądać. A wystarczy przeczytać parę stron dziennie(tylko patrząc na ilość przeczytanych przez ludność książek jakoś tego nie widzę) i dys* nie będzie, wystarczy wypuścić bachora na godzinę na podwórko i schować okablowanie do kompów, konsol i innych takich. Kiedyś ani dys* ani adhd nie było.
    pozdrawiam

    1. Kiedyś osoby cierpiące na zaburzenia psychiczne wsadzano na kilka godzin do wanny w psychiatryku, albo związywano na kilkadziesiąt godzin pasami. Ewentualnie usiłowano wypędzić z nich demony i złe moce. Kiedyś nie było też koła. Szczęśliwie, żyją na tym świecie dość bystrzy ludzie, którym chce rozwijać się w danej dziedzinie i z roku na rok dochodzą do nowych, nieznanych wcześniej faktów. Kiedyś coś takiego jak psychologia rozwoju dziecka było zbędne, wiesz dlaczego? Bo jak dziecko umierało albo nie spełniało swoich funkcji, robiło się następne. Nikt nie ubolewał nad jego brakiem.

        1. Książkoholiczko, dysgrafia, dysortografia, dysleksja i inne dys to też są ‚prawdziwe’ choroby, konkretniej zaburzenia naszego umysłu. Spychanie kazdej takiej osoby do worka ‚leń i niewychowana paskuda’ jest zajebiście niesprawiedliwe.

      1. Co za bzdury, że nie ubolewał?
        Dla tych samych powodów, dla których Ty uważasz, że było źle, ja uważam, że było zdrowiej. Np. wśród wiejskiej ludności nie było tylu chorób: fizycznych i psychicznych (nikt się zresztą nad popapranym światem delikwenta nie rozczulał, żeby ‚zrozumieć’ problem)… Dlatego też ludzie (a szczególnie młodzież) nie miała tak wielu problemów ze sobą ani tak przerośniętego ego. Organizm górował nad pojedynczą komórką: conform or die.

        1. Anno, odsyłam do literatury z psychologii rozwoju (zwłaszcza dziecka), szczególnie do jej historii. Może wtedy zrozumiesz co miałam na myśli. Ze 150 lat temu dzieci były traktowane (głównie na wsiach) jako potencjalna siła produkcyjna, miały być pomocne, a jak się jakiemuś umarło, nikt naprawdę nie lamentował.

        2. Nota bene, psychologia rozwojowa kilkadziesiąt lat temu omijała szerokim łukiem dzięcięcy umysł.

  22. Dysleksje i dysgrafie sa cudownym lekarstwem na brak opieki ze strony rodzicow i swietnym usprawiedliwieniem dla niechciejstwa w poswiecaniu czasu swoim dzieciom i wspomaganiu ich rozwoju!

Dodaj komentarz