Fińczyki trzymają się mocno.

Sprawa wygląda tak: ja NAPRAWDĘ zakochuję się w nowych miejscach. Podróżowanie jest dla mnie jak romansowanie.
Spotykam się z nowym krajem, błyskawicznie się zakochuję, od razu rozmawiam z nim o ślubie i dzieciach, uczę się tego, w czym jest najlepszy – i dopóki nie zawróci mi w głowie kolejny lub nie minie jakiś czas – kocham nad życie. Teraz kocham Finlandię. I Finów.

Uroczy Fin, który, gdy tylko zauważył, że robię mu zdjęcia, uśmiechnął się rozbrajająco. Niestety z wrażenia poruszyłam aparat i zdjęcie mi się rozmazało..

Tam nawet w dzikim lesie na wyspie są co chwila kosze na śmieci i pomimo wielu grillowisk, ławeczek i pomostów – nigdzie nie znalazłam ani jednego peta, puszki po coli czy nawet chusteczki higienicznej. Nasz przewodnik już na wstępie poinformował nas, że tak jak miejsce zastajemy – tak mamy je opuścić, nie zostawiając niczego za sobą. Do tego wszystkie odpadki były segregowane. W warszawskim parku lub na ulicy czasem trudno znaleźć kosz na śmieci a nawet jeśli są, to wokół i tak wala się mnóstwo śmieci. O segregacji odpadków słyszały tu może trzy osoby a reszta ma jakieś przerażające teorie o tym, że wszystko i tak trafia na jedną kupę. Mnie to nie zraża i od lat z MR osobno wyrzucamy szkło, puszki i papier – a odpadki organiczne trafiają do kompostu. Tylko że wciąż nas mało.

Widok z latarni morskiej.

Kocham fińską architekturę, drewno, domki, czystość i surowość wnętrz. Przed wejściem do domu musieliśmy zdejmować buty. Klapki to też buty. Najpierw mnie to zraziło, bo przeważnie nie lubię się tak rozdziewać przed wejściem do środka i sama nie wymagam tego od moich gości, ale to ma swoje niezaprzeczalne zalety. Podłogi są czyste i niezniszczone. A drewno tak miłe pod stopami, że aż się chce po nim boso chadzać. No i te wnętrza… jasne, przestronne, wygodne w utrzymaniu. Nie ma ciasnych kątów, progów, wszystko utrzymane jest w harmonijnej stylistyce. Ja wiem, że na podstawie jednego domu to oceniam, ale po przyjrzeniu się fińskiemu dizajnowi, zdjęciom i samemu wystrojowi sklepów czy restauracji wydaje mi się, że to jest tendencja ogólna. Prostota, jasność i praktyczność. Te trzy cechy absolutnie dominują we wzornictwie fińskim. Spójrzcie na same domki. Wszystkie niby takie same. Czerwone, drewniane ściany i czarne dachy. Polskie doświadczenie nauczyło mnie, że każdy chciałby się swoim domem wyróżnić, nie bacząc na to, czy jego projekt w ogóle pasuje do otoczenia. Tu nikt chyba tego kompleksu nie ma. Taras naszego domku, choć duży i wygodny, miejscami był tak wycięty, by nie trzeba było przestawiać jakiegoś głazu, który stał tam od setek lat. Dzięki takiemu nastawieniu, cała budowla – mimo swoich rozmiarów i luksusów – wtapiała się w krajobraz wyspy i nie dominowała tego pięknego otoczenia.

Widok z okna samolotu. Łodzie na morzu pod Helsinkami. Tęczowe efekty zawdzięczamy filtrowi polaryzacyjnemu :)

Punktualność, ach punktualność… Uprzedzono nas już na lotnisku, że jak Fin mówi, że spotykamy się o 7, to znaczy, ze spotykamy się o 7. Nie o 7.30, nie o 7.05, nie „około siódmej”. O siódmej. I faktycznie, tak jest. We krwi to mają skubani. Fina nie nabierzesz na „kwadrans akademicki”. Dlatego gdy ostatniego dnia zamówiono nam łódź na 10.30, to Markku, nasz przewodnik, trzy razy się upewniał, czy nikt nie woli przyjść na 10.45. Bo ta łódź odpływa o 10.30. Tak nas wytresował, że byliśmy w niej punktualnie. Ciekawe, jak sobie radzą z wycieczkami Włochów lub Hiszpanów… ;)

skrzypaczki w porcie Helsinek

Finlandia ma trochę ponad 5 milionów mieszkańców a same Helsinki – pół miliona. Całe miasto można bez problemów przejść piechotą i się specjalnie nie zmęczyć. Może to przez tak niskie zaludnienie kraj jest przepiękny, dziki, nienaruszony. My mieliśmy ogromne szczęście, bo trafiliśmy na trzy słoneczne, gorące dni, ale takich 25-stopniowych „upałów” jest tam w roku niewiele. Może sześć dni. Zima jest długa i ciemna. To z tego powodu, jak twierdzą naukowcy, w Finlandii jest tak dużo samobójstw. Co dziwne – dochodzi do nich na początku wiosny, gdy dni robią się coraz dłuższe.

Ten pan miał coś wspólnego z językiem fińskim. Teraz za karę mewy srają mu na głowę.

Język fiński ma kilkanaście przypadków. Tak. Przebili nas. Absolutnie nie da się ich zrozumieć. Z węgierskim tylko ma to coś wspólnego. Finlandia słynie też z noży, muminków, Nokii i dizajnu. No i z sauny. Do sauny chodzą wszyscy. Dzieci i dorośli. W saunie nawet rodzi się dzieci! Tam wszyscy są równi, zarówno mężczyźni jak i kobiety mogą spokojnie pocić się nago, bo Finowie nie traktują tego rytuału seksualnie. Raczej mistycznie. A potem idą się ochłodzić w lodowatym jeziorze lub morzu.

Jutro kolejna, ostatnia część relacji z Finlandii. Będzie więcej zdjęć. :) A teraz jeszcze jedno, pokazujące pewną fińską budowlę. Pytanie brzmi: jaką? Nie chodzi mi o konkretną nazwę tylko typ. Do czego to służy?

Jutro wrzucę fotę ze środka, która powinna rozwiać wszelkie wątpliwości. :)

Komentarze do wpisu: 11 Napisz komentarz

Dodaj komentarz