Internetowy spór o filmik nagrany przez rowerzystę

Ci co mnie znają, wiedzą, jak jestem na rowerzystów cięta. To pewnie dlatego, że wielokrotnie mnie potrącili kierownicą lub lusterkiem, przejeżdżając koło mnie chodnikiem. Głównie z tyłu, gdy ich nie widziałam, więc dodatkowo dochodziło uczucie zaskoczenia, a ja BARDZO NIE LUBIĘ NIESPODZIANEK. Zwłaszcza takich, w których ktoś mnie trąca.

Łagodnam z natury, więc nigdy jeszcze nie wypróbowałam tego scenariusza, ale zawsze mnie korci, gdy na chodniku mija mnie jakiś rozpędzony cyklista: a co jeśli nagle poczułabym potrzebę przeciągnięcia się i rozprostowania ramion? Albo chciałabym mojemu towarzyszowi opowiedzieć o jakimś przedmiocie i pokazać, że miał on metrową średnicę? Rozłożyłabym wtedy ręce szeroko, a taki rowerzysta mknący radośnie chodnikiem zaliczyłby radosną glebę gdzieś przede mnie, zdarł sobie skórę z kolan i może czegoś jeszcze, siniaków by się nabawił, nowe ubranko podarł i zniszczył, ekran telefonu by mu popękał efektownie w zderzeniu z trotuarem… Ach… rozmarzyłam się. Przypomnę Wam jeszcze raz o mojej łagodności (naprawdę!). Trzeba mnie długo i z uporem czymś męczyć, żebym lubowała się w wizjach zrobienia komuś krzywdy w tak perfidny sposób.

Rowerzyści wkurzają też w inny sposób, olewając zupełnie przepisy ruchu drogowego i uważając się chyba za święte krowy, gdy jadąc normalnie jezdnią, przejeżdżają na czerwonym, przejeżdżają po pasach lub skracają sobie trasę przez chodniki.

Cokolwiek by jednak o nich nie mówić, za cokolwiek by ich nie nienawidzić, ocena poniższego filmu jest jednoznaczna: AUTOR MA RACJĘ.


Ma rację, że się wkurza na pieszych. I tak wybrał bardzo spokojną drogę przejazdu po tej ścieżce rowerowej, bo wielu mogłoby się nieźle zdenerwować na jego miejscu. On zwalniał, używał klaksonu (szacun, swoją drogą, za klakson zamiast dzwonka :)), dawał za każdym razem szansę na wycofanie się z drogi i ani razu nie rzucił kurwą. Patrząc na skalę zjawiska – rispekt. Ja to się wkurzam na pieszych nawet wtedy, gdy sama jestem piechotą i muszę ich slalomem mijać na chodnikach i w centrach handlowych, bo ludzie w grupach mają tendencję do stawania nagle, skręcania znienacka w lewo albo do stania po lewej stronie schodów ruchomych, co mnie drażni wybitnie. Ale ja w ogóle nie lubię ludzi w dużych skupiskach… Ad rem:

To naprawdę słabe, że tak wielu pieszych w dupie ma jasne oznaczenia drogowe i wyraźne wskazanie, że dana trasa jest WYŁĄCZNIE dla rowerzystów, zwłaszcza że obok biegnie normalnie chodnik dla pieszych. I tak jak jeszcze jestem w stanie zrozumieć tych, którzy nie mieli alternatywy (bo chodnik był zastawiony przez nieprawidłowo zaparkowane samochody), tak reszta zdumionych przechodniów zasługuje na karnego jeżyka za chodzenie po ścieżce rowerowej.

I nie rozumiem, skąd tyle głosów sprzeciwu pod tym filmikiem. Że zima jest, to ścieżka rowerowo rzadko używana. Że szeroka, więc każdy się zmieści. Że rowerzyści sami potrafią łamać przepisy, więc nie mają prawa teraz upominać się o swoje prawa. A co ma piernik do wiatraka? Odwróćmy sytuację – a raczej dopasujmy ją do rzeczywistości samochodowej, która jest nam chyba bliższa: czy jeśli jezdnia jest szeroka lub jeździ nią mało samochodów, to może automatycznie stać się deptakiem? Czy jeśli kierujący samochodem jedzie bez zapiętych pasów, to piesi mogą mu wyjść przed maskę i iść ulicą? No nie mogą.

Ścieżki rowerowe są tylko dla rowerów, niezależnie od pory roku, natężenia ruchu i liczby wykroczeń na koncie rowerzysty. Piesi mają do dyspozycji chodniki, które z kolei są niedostępne dla rowerzystów. Dlatego w ramach edukacji społeczeństwa jestem za spontanicznym przeciąganiem się pieszych na chodnikach – oraz za wjeżdżaniem między nogi pieszym na ścieżkach rowerowych.

Może tak się szybciej nauczymy tych, zdawałoby się, prostych reguł.

Komentarze do wpisu: 84 Napisz komentarz

  1. Bo każdy zawsze twierdzi, że to jego dupa jest święta… A jak cztery litery zostają potrącone przez jadący przepisowo rower czy, nie daj Boże, samochód, to wielkie larum.

  2. MagdaLena napisał(a):

    Bardzo często jeżdżę rowerem po mieście i przyznaję, że zwykle po chodniku, a nie po ulicy. Boję się jeździć tak blisko kierowców, którzy zwykle mają gdzieś prawa rowerzysty. Jeśli jadę po chodniku, to staram się spokojnie wymijać pieszych itp., ale na drodze rowerowej to mnie trafia (choć z natury jestem spokojna) gdy ciągle muszę wymijać ludzi, a gdy się zwróci im uwagę, że to droga rowerowa, to jeszcze można zostać opieprzonym :/

    1. No widzisz, a moim zdaniem, skoro jeździsz chodnikiem na rowerze i wymijasz pieszych (bo co innego, jeśli chodnik jest zupełnie pusty, wtedy nikt na tym nie ucierpi, nie przestraszy się), to nie masz podstaw, by się oburzać na pieszych na ścieżce rowerowej. Oni też przecież „spokojnie idą” i nie wchodzą Ci w rower.
      Tak więc to dla mnie żadne tłumaczenie. Rowery mają jezdnie i ścieżki rowerowe. Piesi mają chodniki. Koniec kropka.

      1. Veronika Pine napisał(a):

        „Demonizacja” rowerzystów na chodnikach ma często swoje uzasadnienie – ale trzeba pamiętać, że nawet kodeks ruchu drogowego umożliwia im jazdę nimi w określonych warunkach.
        Cathy_x wyżej wspomniała – jeśli nie ma ścieżki rowerowej i chodnik ma min. 1,5m wtedy rowerzyści mogą korzystać. Ewentualnie jeśli na drodze jest ograniczenie prędkości powyżej 50km/h, to wtedy rowerzyści też mogą korzystać z chodników.

        1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          Nie ewentualnie. Te 3 elementy muszą wystąpić jednocześnie – brak drogi dla rowerów, chodnik o szerokości POWYŻEJ 2 metrów (a nie 1,5 metra), oraz ograniczenie prędkości powyżej 50km/h. A teraz zagadka – ile jest miejsc w Warszawie, gdzie można jechać szybciej niż 50km/h i nie ma DDRów? :-)

          PS

          Cały artykuł poniżej:

          Art. 33.

          5. Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jest dozwolone wyjątkowo, gdy:

          1) opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem;

          2) szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów;

          3) warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem ust. 6.

          6. Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

        2. Veronika Pine napisał(a):

          Nie jestem z Wwy więc nie wiem :P
          Ale owszem – najlepiej by było, żeby ulice zostały przystosowane do wszystkich typów użytkowników, czyli niech wydzielają pasy dla rowerów – wystarczy 1m po jednej stronie.
          W miastach, w których ja jeździłam jest dosyć sporo miejsc, gdzie można ten artykuł zastosować i ciężko tam rowerzystom na jezdni przetrwać.

        3. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          Cóż, to dziwne – bo ogólnie przyjęta praktyka w miastach, to stałe ograniczenie prędkości do 50km/h – z uwagi na teren zabudowany i w wyjątkowych wypadkach zwiększanie go na szerokich, przelotowych arteriach.

        4. Guest napisał(a):

          Akurat w Krakowie i Lublinie jest kilka popularnych ulic, które są z ograniczeniem 70km/h i nie mają ścieżek :/ A aż się domagają i miejsca na ścieżki jest dużo. I nie są to ulice na samych obrzeżach.

        5. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          Kilka. To naprawdę nie jest ogólnie przyjęta praktyka. Ja natomiast w sezonie rowerowym regularnie widuję chodnikowców zapierdalających w Warszawie przy pustych ulicach. I to jest dopiero słabe.

        6. Veronika Pine napisał(a):

          Akurat w Krakowie i Lublinie jest kilka popularnych ulic, które są z ograniczeniem 70km/h i nie mają ścieżek :/ A aż się domagają i miejsca na ścieżki jest dużo. I nie są to ulice na samych obrzeżach.

      2. MagdaLena napisał(a):

        To ja i tak wolę jak machniesz ręką i się wywalę niż jak mnie potrąci auto. Jak jest spokojna ulica to chętnie nią pojadę, ale na dużych i ruchliwych nie ma bata.

        1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          Ale wiesz, że skoro się boisz poruszać po miejscu dla Ciebie przeznaczonym (czyli drodze, albo drodze dla rowerów), to rower niekoniecznie jest środkiem transportu, którym powinnaś się poruszać?

          Szczególnie, że możesz sobie zawsze dostosować trasę i poruszać się spokojniejszymi ulicami, albo tam gdzie są DDRy.

        2. MagdaLena napisał(a):

          Po drodze dla rowerów nie boję się poruszać jeśli jest, ale u mnie w mieście nie ma ich szczególnie dużo i nie są ze sobą jakoś logicznie połączone.

        3. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          No to planuj sobie trasę mniejszymi drogami, po których nie boisz się poruszać, zamiast utrudniać pieszym życie.

  3. Moja empatia nie obejmuje ani jednego pieszego pokazanego w tym filmiku (sama sporo jeżdżę na rowerze i wiem, jakie to niebezpieczne taka masa ludzi zachowujących się kompletne bezmózgi).
    Brawo dla niego za spokój, za klakson…
    Aha, i moje odczucia wobec tłumów w dużych skupiskach ludzi, jak w marketach pokrywają się w całości z Twoimi. Ludzie (moja obserwacja mówi, że głównie w Polsce) niestety pozbawieni są całkowicie empatii wobec innych ludzi obok siebie.
    W krajach zachodnich takie sytuacje się spotyka jednostkowo, u nas to niestety 90%.

  4. Ja wsiadam na rower średnio raz na dwa lata a do szału doprowadza mnie widok pieszych na ścieżce rowerowej. Bywa, że zwracam takim uwagę.

  5. Guest napisał(a):

    Mój facet (rowerzysta całoroczny) krzyczy i wyzywa ludzi na ścieżkach, tak skutecznie, że uciekają, krzyczą ze strachu, kulą się i takie tam… Jak twierdzi – w celach edukacyjnych, może się nauczą nie chodzić po ścieżkach. Nie popieram takiego straszenia, ale go rozumiem…
    Jeszcze jest taka kwestia, że czasem ścieżki i chodniki są tak zaprojektowane (np. przy skrzyżowaniach), że ścieżka jest niepotrzebnie szeroka jak deptak i w takim miejscu, że pieszy wybiera ją intuicyjnie jako najkrótszą drogę i nie ma się co dziwić, bo to architekt (czy kto tam projektuje skrzyżowania) zjebał, więc takich ludzi na ścieżkach nawet mój nadpobudliwy rowerzysta nie hańbi. Taka sytuacja jest na nowo przebudowanym skrzyżowaniu Mogilska-Miessnera (Kraków), nawet już były artykuły o tym, jak bardzo to jest źle zrobione, ale nie mogę teraz znaleźć.

    1. Często przechodzę przez ścieżki rowerowe, robię sobie nimi skróty lub nawet nimi idę, ale ZAWSZE patrzę, czy nie ma akurat na nich rowerzystów. Rozglądam się. Patrzę na boki i za siebie, jeśli trzeba. To jak na ulicy – czasem idę ulicą, ale nie wtedy, gdy jakiś samochód musiałby mnie nią omijać. :)

  6. Takie rzeczy tylko w Polsce! Mieszkam w Niemczech i jezdze rowerem codziennie (niezaleznie od pory roku), zreszta nie tylko ja. Taka sytuacja nigdy mi sie nie przytrafila. Jest tu mnostwo narodowosci i kazdy potrafi to uszanowac, ze drogi rowerowe przeznaczone sa dla rowerzystow. Ludzie przestrzegaja tych zasad. A w zwiazku z tym, ze drogi sa po obu stronach ulicy maja nakaz jezdzenia w odpowiednim kierunku ruchu (i tez potrafia tego przestrzegac..). Tylko u nas „swiete krowy”. Troche slabo..

  7. Kiedyś nie zwracałam uwagi czy idę po chodniku czy po ścieżce rowerowej, ale wystarczył tydzień w Holandii i już się nauczyłam ;) teraz po ścieżce idę tylko wtedy, gdy nie ma akurat chodnika, ale zawsze w taki sposób, by jak najmniej przeszkadzać rowerzystom.

  8. ola napisał(a):

    A jak wytłumaczyć sytuację, kiedy idę sobie chodnikiem, obok ściezka rowerowa, a na mnie jedzie sobie pan (pan pan pan na koniku sam sam sam) rowerem, macham mu ręką i mówię: TU JEST ŚCIEŻKA, on mnie wymija, odwracam się – ponownie jedzie chodnikiem. No jedno mi się na usta cisnęło – daj kamienia!

  9. Tłumy na chodniku bo się msza skończyła ;) W zasadzie nie mam nic więcej do powiedzenia na ten team, taki mamy kraj, większość ludzi zachowuje się jak święte krowy przez cały czas. I nie oznacza to tylko łażenia po ścieżkach rowerowych. Ja sama staram się unikać takich zachowań, chodniki dla pieszych są raczej szerokie i nie muszę się bać potracenia przez rowerzystę :)

  10. BB napisał(a):

    Mieszkam w tej okolicy i jeżdżę tą ścieżką rowerową bardzo często. Nie jestem w stanie oprzeć się wrażeniu, że autor celowo wybrał na nagranie niedzielne południe w momencie kiedy ludzie wychodzili z kościoła. W pozostałych porach dnia nie ma tam takich problemów. Owszem fragment ścieżki na filmie od ok. 1:00 często jest używany przez pieszych, sam niejednokrotnie używałem tam dzwonka, ale w mojej opinii jest to kwestia niezbyt dobrego rozwiązania projektowego i słabego oznakowania. Zgadzam się, że ścieżki rowerowe są dla rowerów, ale to nagranie demonizuje problem, przynajmniej jeśli chodzi o tę okolicę. Tak jak już napisałem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to jednak mała manipulacja.

    Ciekawostka: budynki po prawej na początku filmu to osiedle „Metro Strumykowa”. W momencie jego budowy były plany, że w okolicy będzie przystanek metra. Otóż nie, nie będzie :)

  11. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony ludzie na ścieżce rowerowej są mega wkurzający. W sezonie ciepły najczęściej poruszam się rowerem i drażnią mnie osoby, które mając do dyspozycji cały chodnik idą ścieżką. Ale jest też druga strona medalu. Czasem chodnik jest za wąski dla ludzi, którzy akurat nim idą i nieoddzielona ścieżka aż prosi się o to, żeby na nią wejść (jest to ewidentnie błąd osoby projektującej ścieżkę). Ale są też inne sytuacje. Jakoś pod koniec ubiegłego roku (lub na początku tego), kiedy spadło trochę śniegu sama szłam ścieżką, bo ścieżka była odśnieżona, a chodnik nie.
    Inna sprawa, że niektóre sceny z tego filmu, niezależnie od okoliczności są dla mnie nie do zaakceptowania. Rowerzysta w żadnych okolicznościach nie powinien wjechać w człowieka, a już szczególnie celowo bo „on ma rację”. Tak samo jak kierowca samochodu, który zabije osobę idącą środkiem jezdni, mimo że mógłby tego uniknąć, nie jest usprawiedliwiony.

  12. cathy_x napisał(a):

    Podzielam Twoje zdanie Seg, jednakże prawo określa (z tego co się orientuję) że rowerzysta ma prawo jechać chodnikiem pod warunkiem, że nie ma w tym miejscu ścieżki rowerowej, wydzielonego pasa ruchu dla rowerów na jezdni, a szerokość chodnika wynosi co najmniej 1,5 metra. To komentarz odnośnie poniższego cytatu:
    ” Piesi mają do dyspozycji chodniki, które z kolei są niedostępne dla rowerzystów. „

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      Oj, oj, ja bardzo Cię proszę byś nie kłamała:

      „Szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów”

      Zapomniałaś o ograniczeniu prędkości (które w przypadku 99% dróg w Warszawie wynosi 50km/h lub mniej, co zdecydowanie ogranicza ilość dozwolonych dla ruchu rowerowego chodników), oraz zaniżyłaś szerokość chodnika.

      1. cathy_x napisał(a):

        Mogłam się pomylić, nie jestem prawnikiem, kierowcą itd… Dzięki za korektę :) generalnie chodziło mi o to, że w pewnym okolicznościach rowerzyści mogą się poruszać po chodnikach, nie zawsze jest to zabronione

        1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

          W pewnych okolicznościach mogę uderzyć drugiego człowieka, nie zawsze jest to zabronione. Ale jest zabronione z zasady.

  13. Jacek napisał(a):

    Dla mnie niedopuszczalną rzeczą jest predkosc i odleglosc w jakiej ten rowerzysta mija male dzieci… Zero wyobrazni…

    1. Veronika Pine napisał(a):

      Nie musiałby ich w ogóle mijać, gdyby rodzice dzieci nie byli idiotami i nie szli ścieżką rowerową. Więc jedyny brak wyobraźni występuje u rodziców, nie rowerzysty. On miał całkowite prawo jechać z taką prędkością (która i tak nie była duża).

        1. Veronika Pine napisał(a):

          Zgadzam się, zawsze trzeba.
          Tylko w tym wypadku nie wina rowerzysty, że rodzice nie chcą dbać o zdrowie dzieci i ich odpowiednią edukację drogową.
          I jak pisałam wyżej – on nie jedzie szybko – jest tylko takie wrażenie, bo Ci ludzie albo stoją, albo idą z prędkością 2km/h.

        2. Iza napisał(a):

          Analogicznie, jak ci dziecko wybiegnie na ulicę to kierowca samochodu powinien go jedynie delikatnie minąć ryzykując potrącenie? Bo rodzice dziecka, go nie wyedukowali i nie powiedzieli, ze przez ulicę przechodzi się na pasach?

        3. Veronika Pine napisał(a):

          Tylko tutaj dziecko nie wbiega na ścieżkę rowerową – tylko rodzice go na tej ścieżce prowadzą. Nie twierdzę, że rowerzysta ma nie uważać – oczywiście, że musi.

          Ale jakby była sytuacja, którą Ty przytoczyłaś, że dziecko by wbiegło na ulicę, to nie jest wina kierowcy, że jechał po ulicy zgodnie z przepisami,a to RODZICE dopuścili się niedopilnowania. Gdyby szli po ulicy z tym dzieckiem to przecież nikt by nie bronił ich, że dobrze robią i samochody muszą zwolnić. Bo nie w tym jest problem, że rowerzysta/kierowca samochodu chcą jechać, tak jak im pozwala droga, tylko w nieodpowiednim zachowaniu pieszych.

      1. Jacek napisał(a):

        Ja sie zdecydownie zgadzam, ze piesi nie powinni chodzic po sciezce rowerowej.

        Chodzi mi o to, ze niezaleznie od tego kto ma pierwszenstwo nie powinien mijac ludzi, a zwlaszcza dzieci w takiej odleglosci, nie zostawiajac sobie w ogole miejsca na reakcje… Zatrzymac sie, opieprzyc – jak najbardziej, ale nie wyprzedzac niebezpiecznie..

  14. Nikola Tkacz napisał(a):

    Rowerzysta faktycznie zachował niesamowity spokój, ale i tak jestem pod wrażeniem, że nie spotkał się z negatywnymi komentarzami na swój temat. Może mieszkam w wyjątkowym miejscu, ale u mnie obrzucanie błotem rowerzystów, którzy usiłują przejechać przez ścieżkę rowerową to standard.

  15. Veronika Pine napisał(a):

    Mnie najbardziej denerwuje w tym filmiku to, że niewiele osób, które szły tą ścieżką rowerową po obtrąbieniu zeszły na chodnik. Widać, że większość kontynuuje swoją podróż dalej nieprzepisowo.
    I akurat brak oznakowania tutaj nie ma aż tak znaczenia – widać, że są 2 kolory kostki, to automatycznie powinno się sprawdzać, która jest dla ludzi, która dla rowerów. A w miejscach, gdzie ścieżka jest oddzielona pasem zieleni – na tych ignorantów i idiotów szkoda słów. Ludzie, niezależnie od wieku, powinni wiedzieć jak się zachowywać na drodze – może ksiądz powinien o tym w kazaniu wspomnieć – to by była chociaz dobra edukacja w niedzielę.

  16. zpopk napisał(a):

    A ja się nad jednym zastanawiam. Co widzę – tłumy pieszych i jednego rowerzystę. Ale jak jest podzielona przestrzeń? 50/50 do tego ta dla pieszych ograniczona przez samochody. No i oczywiście ścieżka jest od strony zabudowy (co w przypadku kościoła sprawia, że ludzie od razu na nią wchodzą). W Holandii ścieżki są węższe ale wyznaczone od strony ulicy, czasem jako część. Trzeba się postarać by na nią wejść. Ja czasem dostaję szału kiedy rowerzysta w prawie o malo mnie nie rozjeżdża bo n się rozpędził a ja muszę przeciąć ścieżkę by dojść do przystanku. Ogólnie – szacunek i zrozumienie to podstawa ale machniecie linii na połowę chodnika to nie rozwiązanie.

    1. To też prawda. W Wilanowie te ścieżki rowerowe są porobione bez ładu i składu czasami. Co chwila trzeba przeskakiwać z jednej strony na drugą. Ale chociaż dobrze piszesz to akurat na chodniku z filmu było jeszcze duuużo miejsca, a nikt nie korzystał.

    2. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      Ale wiesz, że ten DDR jest znacznie częściej używany od wiosny do jesieni? I jego szerokość to niezbędne minimum, by dwa rowery mogły spokojnie się wyminąć (co zresztą widać na tym filmiku).

  17. Ja akurat znam tę ścieżkę rowerową i nią często jeżdżę. W sezonie. Bardzo rzadko są na niej ludzie. Tam jest kościół i moim zdaniem rowerzysta wybrał moment akurat wyjścia po mszy. To jest tłum ludzi. Oni muszą się przedostać na chodnik. Podobnie jest w innym miejscu gdzie okolice kościoła są zajęte przez samochody i jak trafiam akurat na czas wyjścia z kościoła to trzeba bardzo uważać. Ale nie wściekam się z tego powodu i nie trąbię. Te dwie- trzy minuty mnie nie zbawią. A to są tylko ludzie. Często starsi albo z dziećmi. Po co te nerwy, po co trąbienie. 15 minut w jedną albo w drugą stronę i już by tłumu nie było. Co widać. Im dalej od kościoła tym mniej ludzi.

  18. Iza napisał(a):

    „To naprawdę słabe, że tak wielu pieszych w dupie ma jasne oznaczenia
    drogowe i wyraźne wskazanie, że dana trasa jest WYŁĄCZNIE dla
    rowerzystów, zwłaszcza że obok biegnie normalnie chodnik dla pieszych” – akurat w tym przypadku stwierdzenie „jasne oznaczenia drogowe” jest lekkim nadużyciem. Przez całą trasę znaków poziomych było ze 4 (zazwyczaj na początku ścieżki) W ogóle kto robi ścieżkę rowerową od strony kościoła, marketu? Im bliżej ulicy tym lepiej.

    Ludzie projektujący ścieżki chyba rzadko jeżdżą rowerami i rzadko chodzą pieszo. Są na przykład takie fragmenty: ulica, chodnik dla pieszych, ścieżka rowerowa, pas zieleni i idzie taką trasą czlowiek z pieskiem. Gwarantowane, że będzie szedł ścieżką rowerową. Czy go winię? Nie. Jakbym miała czworonoga też bym chciała żeby szedł po trawie :)

    Codziennie idę drogą dla rowerzystów jakieś 20 metrów, z pełną premedytacją. Mam na osiedlu strome zejście do wąwozu. Jest ścieżka rowerowa w dół i strome schody. Schody nie mają podjazdów a ja spaceruję z wózkiem. Mam wybór albo korzystać ze ścieżki rowerowej albo iść po trawie. :D Wybieram ścieżkę. Jeszcze żaden rowerzysta na mnie nie trąbił.
    Powoli ludzie się przyzwyczają. Ale dużo łatwiej by było gdyby ścieżka rowerowa była częścią ulicy a nie chodnika i to jeszcze od strony różnych lokali użytkowych. Tylko na takie rozwiązanie nie ma już szans pewnie u nas.

  19. Nie da się ukryć, że w świetle prawa rowerzysta ma prawo się wkurzać na pieszych, których nie powinno być na jego drodze. Warto zauważyć też, że w kilku miejscach piesi są na drodze rowerowej, bo omijają samochody zaparkowane na chodniku (widać to od 14 sekundy filmu).
    Ale co wg mnie jest tu najbardziej dyskusyjne to sama obecność DDR’ki w tym miejscu. Czy jest ona niezbędna (albo choć komukolwiek potrzebna) na jakiejś osiedlowej dróżce? Czy nie bardziej przydałby się tu szeroki chodnik? Czy lepiej żeby rower, który może jechać 20-30km/h jechał wśród pieszych którzy poruszają się pięciokrotnie wolniej czy po ulicy gdzie różnica prędkości jest góra dwukrotna?

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      No to nie jest wbrew pozorom taka osiedlowa dróżka, tylko fragment całkiem sensownie ulokowanego, dość długiego DDRa, który w sezonie jest oblegany całkiem mocno. Co ważniejsze, zazwyczaj na tym DDRze pieszych nie ma, to akurat moment wysypu ludzi z niedzielnej mszy, więc IMO tak – DDR tam jest jak najbardziej uzasadniony.

  20. Rowerzyści na drogach rowerowych też zachowują się jak baranki idące na rzeź albo orgię. Wyprzedzają nie sprawdzając czy ich ktoś nie wyprzedza, stają na światłach na lewym „pasie”, a potem ślamazarnie ruszają rozbijając jadących normalnie, jeżdżą całymi „rodzinkami” obok siebie.

    To samo z pieszymi i kierowcami. Nie ma sensu rozgraniczać baranków. Jak ktoś nie myśli jako pieszy, to nie myśli też za kierownicą jakiegokolwiek pojazdu.

  21. Narzekają jedni na drugich nieustannie. Wśród pieszych mamy tzw. święte krowy, które pełzną i za nic nie dadzą się wyminąć (takich nie znoszę nawet wtedy, gdy zwyczajnie dreptam piechotką – a chodzę często), a wśród rowerzystów znajdą się też tacy, którzy za nic mają resztę użytkowników ruchu. Oni jadą i nic więcej się nie liczy, choćby mieli komuś po głowie przejechać (i takich nie trawię i budzą się we mnie instynkty identyczne, jak u Ciebie). Na całe szczęście nie wszyscy są tacy. :)

  22. A ja usłyszałam kiedyś o znajomej znajomej, która dostała mandat za chodzenie po ścieżce rowerowej. Zdziwiłam się, ale od tamtej pory sama pilnuję się podwójnie ;)

  23. ale trąbienie przy wózku to już przesada.. autor miał rację, ale wydaje mi się, że jest to osoba która po prostu nie lubi ludzi, oni pewnie nie zdawali sobie sprawy że to ścieżka rowerowa, mógł jechać ulicą i nie psuć sobie i innym nerwów

    1. Przemek G... napisał(a):

      U mnie przykładowo nie zdają sobie z tego sprawy ludzie parkujący na ścieżce (zwłaszcza w jednym miejscu). Próbujesz takie auto ominąć, nagle otwierają się drzwi. Parking raptem 5 metrów dalej.
      Nie zamierzam usprawiedliwiać nikogo, „święte krowy” znajdziesz zarówno pośród pieszych, rowerzystów oraz kierowców.

    2. qulqa napisał(a):

      Kolego, jeżeli jest DDR, rowerzysta nie ma prawa jechać ulicą.
      Co do trąbienia przy wózku – większość ludzi dorosłych ma prawo jazdy, więc powinno dobrze znać przepisy drogowe. Nieznajomość prawa nie jest żadną wymówką.
      PS – jeżeli używasz roweru i nie wiesz, że w opisanej sytuacji jest zakaz poruszania się rowerem po jezdni, może poczytaj przed sezonem rowerowym Prawo o ruchu drogowym?

    3. Rozumiem, że wszyscy piesi na tym filmiku są ślepi? Bo poza kolorem kostki, i tu zgoda – niektórzy mogą nie zdawać sobie sprawy, że ma on jakieś znaczenie – co jakiś odcinek na ścieżce był jak wół namalowany znak roweru – dość wyraźny by nawet osoba z wadą wzroku go zauważyła :) Ludzie po prostu są leniwi i bliżej im było pozostać na ścieżce, niż przejść te 2-3 metry dalej na chodnik.

  24. Rowerzysta prędzej czy później dostanie mandat za jazdę po chodniku, natomiast jeszcze nigdy nie słyszałam o przypadku wlepienia mandatu pieszemu za spacerowanie po ścieżce rowerowej.
    Kiedyś na swoim nieistniejącym juz blogu napisałam poradnik dla pieszych, jak wkurzyć rowerzystów: poprzez takie właśnie nagłe zmienianie kierunków, niezważanie na fakt, że niektóre drogi są przeznaczone zarówno dla nich, jak i dla rowerzystów oraz zastanawianie się w którą stronę odbić, gdy widzi się nadjeżdżający z naprzeciwka rower to niektóre z przykładów.

    Podziwiam tego rowerzystę, bo ja chyba nie jestem aż tak dobra w manewrach na „torze przeszkód” i prędzej czy później bankowo bym w kogoś wjechała. Może więc kamerka to nie jest taki zły pomysł. Póki co zainwestowałam w donośny dzwonek, tylko ze mam wrażenie, że najlepsze i tak są klasyczne, bo są rozpoznawane przez ludzi, a inne dźwięki nie zawsze i nie każdemu kojarzą się z rowerami, co jest trochę ryzykowne i mam wrażenie, że na tym nagraniu to też może stanowić problem.

    W ogóle to nie czaję tego oburzenia, rozumiem że gość miał nie informować pieszych o tym, że nadjeżdża i wjeżdżać im w tyłki? Albo niszczyć zieleń? A może zjechać na chodnik i dostać mandat?

  25. Tianzi napisał(a):

    ‚Rozłożyłabym wtedy ręce szeroko, a taki rowerzysta mknący radośnie chodnikiem zaliczyłby radosną glebę gdzieś przede mnie, zdarł sobie skórę z kolan i może czegoś jeszcze, siniaków by się nabawił, nowe ubranko podarł i zniszczył, ekran telefonu by mu popękał efektownie w zderzeniu z trotuarem…’ < albo by o Ciebie zaczepił i zabrał Twoje ramię ze sobą.

    A mój ulubiony motyw (poza ludźmi idącymi formacją 'ława') wykorzystywania ścieżki rowerowej do celów spacerowych: pan(i) z pieskiem na smyczy, człowiek stoi w nastroju zen po jednej stronie ścieżki, piesek obwąchuje coś na trawniku po drugiej stronie ścieżki, smycz w poprzek.

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      Kiedyś jedna Pani mnie zwyzywała od bandytów, bo o mało jej yorka nie rozjechałem na DDRze. :(

  26. Podpisuję się rękami i nogami. Jestem i pieszym i rowerzystom i ojciec nauczył mnie nie tylko rozróżniania ścieżki rowerowej od chodnika (tym bardziej, że teraz ten podział jest prawie wszędzie i nie można się usprawiedliwiać jego brakiem), ale też pilnował mnie, bym nawet jeżdżąc na rowerze dobierała trasy zgodnie z ruchem prawostronnym (jeżeli ścieżka rowerowa jest po obu stronach ulicy- to zawsze jadę prawą. ;)) Ja jednak nie przyznałabym mu punktów za klakson- na miejscu pieszych byłabym po prostu nim rozproszona, wydaje mi się, że szybciej i intuicyjnie zaregowałabym na „normalny” dzwonek. ;)

  27. Olka napisał(a):

    Nigdy nie zdarzyło mi się iść ścieżką rowerową i szanuje rowerzystów, nawet czasem ich usprawiedliwiam, ale kiedyś szłam sobie z psem dosyć wąskim chodnikiem i rowerzysta wyzwał mnie od kurwy (dosłownie, nie że jako przecinek czy początek zdania) i oburzony, że calym chodnikiem idę. No idę, bo mogę. Jak sam sprytnie zauważył – to chodnik. Więc chyba długa droga, żeby wszyscy, i piesi i rowerzyści, nauczyli się, gdzie jest kogo miejsce. I trochę szacunku, gdy z jakiegoś powodu nie są „u siebie”.

  28. Normalnie staram się uważać i nie chodzić po ścieżce rowerowej… Ale parę razy zupełnie niewinna dostałam kierownicą albo coś w tym stylu bo akurat znajdowałam się za blisko pola siłowego ścieżki rowerowej i rowerzysty. I kurcze ja wiem że każdy ma swoje prawa, ale czy nie można o nie walczyć z odrobiną kultury?! A co do filmiku – tylu ludzi w jednym miejscu wydaje mi się być efektem jakiegoś wydarzenia publicznego i to nie jest normalna codzienna sytuacja. A rowerzysta walczy jak ostatni sprawiedliwy.

  29. Ruszyły mnie te pierwsze trzy akapity i muszę postawić się w obronie rowerzystów. A przynajmniej tej normalnej części. Że zdarzają się palanty zapierniczające ile mocy w nogach, potrącające pieszych i zganiające dzwonkiem pieszych z chodników? Pewnie, zdarzają się. Wstyd mi za nich. Ale odsetek idiotów jest taki sam wśród pieszych, kierowców, rolkarzy, motocyklistów, ludzi na skuterach, itd. W każdej grupie znajdzie się ktoś, kto zajedzie albo zatarasuje drogę, potrąci, zatrąbi bez sensu. Problem w tym, że zapamiętamy tego jednego, co nas wkurzy, a nie tych dziesięciu którzy w międzyczasie spokojnie przejadą ścieżką.
    Ogólnie nie lubię pieszych na ścieżkach, ale staram się używać raczej „przepraszam” albo „ej, nie pod nogi!”, a tak wybitnie zatłoczone ścieżki zwyczajnie omijać. Kto z Gdańska, niech wyobrazi sobie ścieżkę nadmorską w lipcu. Brr.
    A w kwestii chodników i ścieżek, uważam, że czasem można sobie pozwolić na wejście na „cudzy” teren, jeśli nikomu się nie przeszkadza i zachowuje bezpieczeństwo. Jestem zwolennikiem wpuszczenia czasem rowerów na chodniki, POD WARUNKIEM spokojnej, wolnej jazdy, ustępowania wszystkim i omijania pieszych szerokim łukiem, tak żeby każdy mógł się przeciągać bez obaw. I jestem zwolennikiem wpuszczenia czasem pieszych na ścieżkę, jeśli np. chodnik jest porozbijany, zastawiony przez samochody… albo jak owego chodnika nie ma wcale, bo planista wymyślił sobie że skoro postawi znak zakazu, to piesi posłuchają i zrezygnują z widokowej ścieżki :)
    Chyba, że jest do dyspozycji szeroki, równy chodnik i oddzielona od niego trawnikiem węższa ścieżka. Wtedy, sorry, dzwonię bez litości :)

  30. Miejska dżungla, na ulicy co chwila trzeba uważać na samochody, a na chodnikach dodatkowo na rowerzystów. Dzwonią tylko, wpadają, trącają co chwila, straszą znienacka, nawet po chodniku czasami przejść spokojnie się nie da. I zawsze, gdy wychodzę na ulicę: jak nie samochody, to rowery, a jak nie rowery, to samochody. Ciągle trzeba na coś uważać. Czasami to tak bym chciała odpocząć od tego wszystkiego.

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      Zgodnie z przepisami, człowiek na rolkach to pieszy, zatem pozostają chodniki. Ja bym nawet chciał by było więcej rolkarzy na chodnikach, wtedy lobby rolkarskie urządzi rolkowe masy krytyczne i chodniki zaczną się cywilizować. ;-)

      1. Bizarius napisał(a):

        Kilka razy sprawdzałem jak wygląda prawnie sytuacja z rolkarzami i deskorolkarzami. Niestety nigdzie nie znalazłem wystarczającego wyjaśnienia jak to z tymi rolkami i deskami jest. Jeśli byś mógł chętnie przeczytam informację która wyjaśnia to co napisałeś, że rolkarze to piesi. Podaj jakiś link :-)

  31. Mama z prądem i pod prąd napisał(a):

    Mój tato mawia, że rowerzyści i ludzie na motorach to dobrowolne dawcy organów. Sek w tym, że potrafią też krzywdę zrobić komuś innemu. Na szczęście nie wszyscy są tacy…

  32. To, że dorosły lubi się narażać to jego prywatna sprawa. Najwyżej ja się wywalę, on poobija, wezwiemy policję i spotkamy się w sądzie, a jakieś odszkodowanie mi jeszcze skapnie. Ale nic nie usprawiedliwia bezmózgów, które na DDR wchodzą z dziećmi. Kiedyś ochrzaniłam jedną mamuśkę doprowadzając ją do łez, bo wparowała mi z kilkulatkiem prosto pod koła. Zasugerowałam, że jak chce zabić dziecko to lepiej zainwestować w śliski kocyk niż wrabiać kogoś innego w wypadek. Ale poczytałam sobie kiedyś płomienny wpis jednej znanej blogerki, która uważa, że ona MA PRAWO wypasać swoje dzieci, gdzie jej się podoba i to rowerzysta ma się zastanawiać, czy nagle mu pod kołami nie wyląduje rozkoszny bachorek, „bo może być tak, że zobaczy na trawniku motylka, więc normalne, że pobiegnie”. Do tej pory mnie dziwi, że przy takim podejściu blogerka ciągle ma jeszcze komplet dzieci. I zastanawiam się, czy przy ruchliwej ulicy tez je puszcza samopas i liczy, że kierowca się spodziewa kilkulatka goniącego za motylkiem.

  33. Miłosz Duby napisał(a):

    Jeżdżę rowerem szosowym
    po drogach przez okrągły rok od 25 lat. Jeżeli ktoś chce jeździć rowerem szybko
    i bezpiecznie, nigdy nie wybierze ścieżki rowerowej. Nie da się nią dojechać
    tam, gdzie się chce. Trzeba cały czas wjeżdżać i zjeżdżać na jezdnię. Ścieżka
    stale krzyżuje się z jezdnią, więc można też łatwo wjechać pod samochód. Jest
    nieoświetlona lub źle oświetlona, nierówna, brudna, pokryta śniegiem, lodem,
    śmieciami lub liśćmi. Zagrożeniem dla
    rowerzysty na ścieżce są przechodnie, biegacze, dzieci, rolkarze, psy i inni
    rowerzyści, bo nikt nie zachowuje tu takiej ostrożności jak na najezdni.

    Rowerzysta jadący
    jezdnią nie ma większości z tych problemów – musi tylko uważać na dziury i
    zachować ostrożność przy zmianie pasów oraz na skrzyżowaniach. Nigdy nie były mi
    również potrzebne żadne pasy rowerowe. Jest to pomysł niemal równie szkodliwy
    jak ścieżki rowerowe: ogranicza szerokość jezdni dostępnej dla samochodów, a
    pas rowerowy staje się rodzajem pobocza, na którym zbiera się wszelki brud i
    breja śniegowa.

    Rachunek strat
    jest następujący: Miasto zadłuża się, żeby wybudować ścieżki i pasy rowerowe i
    będzie wyrzucać w błoto kolejne miliony na ich utrzymanie. Kierowcy mają mniej
    miejsca na jezdni, jeśli są na niej pasy rowerowe. Jeśli nie ma pasów, ale
    gdzieś w pobliżu jest ścieżka, to trąbią na rowerzystów, którzy w niczym im nie
    przeszkadzają. W efekcie rośnie wzajemna „życzliwość” użytkowników
    dróg. Krótko mówiąc, ścieżki i pasy rowerowe są przekleństwem dla rowerzystów,
    kierowców i wszystkich innych, którzy za to płacą. Gdybym mógł je zlikwidować
    (z wyjątkiem szczególnych przypadków), to zrobiłbym to natychmiast. W Polsce (w
    odróżnieniu od np. Austrii) zwieńczeniem całej tej głupoty jest przepis, że
    rowerzyści mają obowiązek, a nie prawo, jeździć po ścieżkach, jeśli gdzieś w
    pobliżu takie się znajdują.

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      Zgadzam się z Tobą. Problemem natomiast są takie inicjatywy jak Masa Krytyczna, które usilnie lobbują za budową kolejnych DDRów. :(

  34. Angelika napisał(a):

    A ja nienawidzę jak ktoś idzie chodnikiem i pali papierosa. NIENAWIDZĘ. Spieszę się gdzieś i ten ktoś również idzie szybko. Nie mam czasu iść wolniej, aż się oddali, a też nie daję rady iść TAK szybko, żeby go wyminąć. Muszę wtedy praktycznie PODBIEGAĆ, żeby go wyprzedzić. Doprowadza mnie to do szału.
    Palacze – jak chcecie się truć, to trujcie się sami. Pomyślcie, że inni nie po to prowadzą zdrowy tryb życia, żeby wąchać wasze cholerne fajki.

    1. bby napisał(a):

      podbiegnij, wyprzedz, zwolnij i pusc mu soczystego bąka w nos. smrod za smrod, a pierdy sa przynajmniej nietoksyczne.

  35. Dariusz Sakowicz napisał(a):

    Jedno pytanie. Co za debil tak zaprojektował tą ścieżkę? Po pierwsze ścieżka rowerowa powinna być bliżej jezdni niż chodnik. Po drugie na filmiku widać że miejscami to chodnika niema wcale albo jest 4 razy węższy niż ścieżka rowerowa. Wkurza mnie niesamowicie to lobby rowerowe. Wszędzie ścieżki i niema gdzie chodzić. Rowerem to niech se po lesie jeżdżą. Idę z dzieckiem do parku i strach dziecko puścić żeby sobie pobiegało bo zaraz obok ścieżka. Masakra jakaś.

    1. Krzysztof Lancaster Kotkowicz napisał(a):

      To może czas nauczyć dziecko, że nie biega się po ścieżce? Wtedy łatwiej będzie go nauczyć w przyszłości, że nie jeździ się po chodniku. :-)

      1. Dariusz Sakowicz napisał(a):

        No sorry ale park jest do spacerów i rekreacji a nie zapierdalania rowerem. Tym bardziej że ścieżka rowerowa w parku Sopockim to jakaś pomyłka. Są fragmenty np przy GrandHotelu gdzie na szerokości 2 metrów jest podział pół na pół rowery / piesi. Tam nie ma cudów żeby nie było konfliktów. Tam po prostu nie powinno tej ścieżki być. Ja na ścieżki nie wchodzę i bardzo tego pilnuję i dlatego tak bardzo mnie wnerwia wpychanie ich wszędzie na siłę bo taka teraz moda.

        1. Bizarius napisał(a):

          W ilu miejscach gdzie jest chodnik od razu znajduje się ulica? Nawet w takich miejscach jak park bywa tak że na krawędzi parku jest ulica? Mimo to ani dzieci, ani dorośli na ulicę nie wchodzą. Jest taka prawda, że ulica jest bardziej „widoczna” niż ścieżka rowerowa, ale jakoś rodzice z dziećmi wiedzą że należy w takim miejscu zadbać o bezpieczeństwo. Tylko że ścieżki rowerowe to jest dość świeży wymysł i każdy ma jakieś dziwne na ten temat zdanie. Trzeba się cieszyć z tego że rowerzyści zostali zepchnięci na ścieżkę niż że jeżdżą po chodnikach. Jestem rowerzystą i zdarza mi się jeździć po chodniku, ale zachowuje bezpieczną odległość na wypadek przypadkowego rozciągnięcia ramion, przez np. Segrittę. To prawda że jest spora liczba rowerzystów idiotów, ale to jak w każdej grupie ludzi. Są „brawurowi” kierowcy samochodów. Są niezwracający na nic piesi. Są krzykacze którzy uważają że rowerzyści powinni jeździć po lasach. Szanujmy się nawzajem ale nie wchodźmy w bezsensowne kłótnie które tylko mogą pogorszyć stan tego jak powinno się żyć.

  36. WolnyIlustrator napisał(a):

    Widzieliście taka stronę Niech Żyją Rowerzyści? To Kamoania Społeczna na Fb, chcemy podnieść bezpieczeństwo rowerzystów na ulicach, zwiekszyć świadomość kierowców.

  37. Gosia Rutkowska napisał(a):

    O ile mniej byłoby połamanych nóg i rąk gdyby ludzie czytali znaki i trzymali się prostych zasad.
    Co z tego, że ścieżka dla rowerów jest w głupim miejscu, gdzie bardziej przydałby się chodnik. Po prostu tam nie wchodź, a jeśli musisz to nie idź środkiem i rozejrzyj się, czy nie wchodzisz pod koła roweru,no chyba że lubisz być zdrapywany z asfaltu. Staram się być grzeczną rowerzystką, więc do szału doprowadzają mnie spacery po drodze rowerowej – mam ochotę spychać pieszych siłą na chodnik. Wiem, że wśród pieszych na chodnikach jest mnóstwo rowerowych cwaniaków, którzy czują się jak u siebie i potrącają albo zahaczają i nie widzą w tym problemu. Mam wrażenie, że los zemścił się na nich umieszczając na ścieżce zrelaksowanych spacerowiczów.

Dodaj komentarz