Jaja po wiedeńsku

Dziś miałyśmy pobudkę o 11. Ja nie rozumiem, jak można w weekend wstawać o takiej porze… Najgorsze w tym jest to, że ON budzi szantażem: "Seg! Jaja Ci stygną!".

A powszechnie wiadomo, że jaja trzeba szanować, bo są pokarmem bogów. No i jaja ML-a są absolutnie boskie. Jak są ciepłe.

Kilka chwil po śniadaniu ONA wydaje z siebie dziwny dźwięk i jęczy. 

ONA: O Jezu…
JA: Co?
ONA: Nic, mózgu szukam.
JA (śmieję się, bo już to w myślach publikuję na blogu)
ONA: Wiem wiem. I tak nie znajdę…

Komentarze do wpisu: 9 Napisz komentarz

  1. dymo, nie, no cała ona. nic nie mówi, nie pisze bloga. ten typ. właściwie poza tym dialogiem, to ja jej nie słyszałam :)

    „boskie jaja ML-a” mnie rozwalają drugi dzień. pojechała :)

Dodaj komentarz