Jak działają: tabletki antykoncepcyjne

Jest segsowna sobota, więc w internetach pojawił się drugi odcinek naszego serialu o antykoncepcji. Akurat dwa dni po Miłości na bogato, żeby jego widzowie (po nauczeniu się wszystkich teksów na pamięć), mogli się kochać na bogato z odpowiednim zabezpieczeniem. Tym razem opowiem o tabletkach antykoncepcyjnych, czyli o najpopularniejszej metodzie antykoncepcji hormonalnej. Na specjalne życzenie widzów zmieniłam bluzkę :p

Jeśli chcecie śledzić kampanię, wejdźcie na fanpejdż Wakacji na okrągło. Do jutra trwa tam konkurs, w którym można wygrać biżuterię Violi Lee.

No i przy tym filmie też uprzedzam, że nie wolno nam wymieniać nazw handlowych środków antykoncepcyjnych, więc w komentarzach rozmawiajmy o metodach a nie o konkretnych lekach.

Moją pierwszą metodą antykoncepcyjną były właśnie tabletki. Pani ginekolog zapisała mi je z miejsca, po trzyminutowej rozmowie. Dziś wiem, że ten wywiad z pacjentką powinien trwać trochę dłużej, ale to były dawne czasy i może coś się pozmieniało. Jak długo zajęło Waszemu lekarzowi przepisanie Wam antykoncepcji?

Pochwa!

Komentarze do wpisu: 17 Napisz komentarz

    1. Stary, wiesz jak laskom będziesz potem imponował tą wiedzą? Ja już to widzę. Bar. Piękna kobieta. Podchodzisz do niej, zamawiasz drinka i zagajasz:
      „A wiesz, że kiedyś kobiety wkładały sobie do pochwy odchody wilka owinięte w wełnę, żeby nie zajść w ciąże?”

    1. Guest napisał(a):

      Ale były jakieś argumenty za tymi, które chciał Ci wcisnąć lekarz? Jakieś badania hormonów albo coś? Just curious ;)

  1. Justyna Stefańska napisał(a):

    u mnie jeszcze krócej, jedyne pytanie lekarza : ” jakie koleżanki biorą, damy to samo” ;p skończyło się złą kondycją psychiczną

  2. U mnie niestety za każdym razem „wywiad” ograniczał się do pytań czy chcę tabletki. Za co bardzo dziękuję lekarzom, bo teraz muszę regulować poziom hormonów, jeśli w ogóle kiedykolwiek móc zajść w ciążę. Nie ma to jak wywołana nieodpowiednimi tabletkami niepłodność. 100% skuteczności antykoncepcji!

  3. Wężyk napisał(a):

    Jestem trochę zawiedziona wartością merytoryczną tej serii. Ani słowa o ryzyku zachorowania na raka piersi, o zakrzepicy, o tym jak powinien być przeprowadzony wywiad, jakie badania należy wykonać przed rozpoczęciem antykoncepcji hormonalnej, dlaczego warto być pod stałą opieką ginekologa…

    P.S.: Żaden facet by mi nie zaimponował tak małą wiedzą ;).

  4. Katarzyna Startek napisał(a):

    U mnie rozmowa o antykoncepcji zajęła raptem kilka minut, ale ginekolog od razu odradziła mi tabletki, a zapisała plastry (nie niszczą tak wątroby).

  5. kalina napisał(a):

    no nie wiem, czy tabletki i jazda na motorze to to samo i można je porównywać.
    przed przepisaniem miałam badane: bilurbinę, attp, fibrynogen i coś jeszcze z tej serii, ale badania miałam zrobione po przepisaniu recepty, gin jednoczesnie dala mi receptę i skierowanie, z wykupywaniem leku miałam wstrzymać się do otrzymania wyników, więc tabsy i tak byly raczej dobrane na czuja. niestety po pigułkach popękały mi żylki na nogach:/

  6. Renata Tokarska napisał(a):

    Jeśli tabletki hormonalne są lekiem na jakieś zaburzenia zdrowotne i mają coś wyleczyć – ok, mogłabym się przełamać i je zażywać w ramach terapii, ale przyjmowanie latami codziennie sztucznych hormonów – podziwiam ludzi, którzy decydują się na coś takiego, mając do wyboru tak wiele różnych innych, możliwości kontrolowania swojej płodności. Zastanawia mnie takie zdanie z tego wywiadu: „To jest bardzo bezpieczna metoda mimo tych różnych doniesień, które się pojawiają.” Jak rozumiem, doniesienia ostrzegają przed jakimiś zagrożeniami, no ale nalezy te doniesienia ignorować. Ale Dlaczego rozsądny czlowiek powinien zaufac temu panu, a nie tym „różnym doniesieniom”? Co Was przekonuje, że doniesienia to ściema, a słowa tego pana to prawda? Natura stworzyla kobietę tak, ze ma dwie fazy cyklu, tabletka powoduje, że ciągle jesteś w pierwszej fazie cyklu, nie masz owulacji i wszystkich zmian w organiźmie związanych z nią. JEsteś młodą kobietą i nie masz miesiączki przez wiele miesięcy. Jest to ewidentnie wbrew naturze – dlaczego więc po prostu przyjąć, że nie będzie to miało żadnych konsekwencji, fizycznych ani psychicznych i łykać, łykać, łykać….

  7. Altea napisał(a):

    Zanim dostałam tabletki badałam się na różne rzeczy ponad rok (hormony, wątroba itp.) Tabletki dostałam dokładnie dobrane, w taki sposób, że oprócz oczywistego efekty antykoncepcyjnego pomogły mi na niektóre moje dolegliwości. Skutków ubocznych brak.
    Jeśli kobieta/dziewczyna dostaje tabletki bez badań, na gębę i potem coś się jej dzieje, to jej wina, że nie poprosiła lekarza o badania i że jak głupia zgodziła się na branie hormonów.

  8. Jagna napisał(a):

    Mojemu lekarzowi przepisanie tabletek zajęło sekundę. Zapytał:
    Studentka? I dał refundowane, 3 zł za opakowanie. Żadnych badań do czasu
    aż wystąpiły silne krwawienia z dróg rodnych, zawroty głowy, omdlenie i
    karetka do szpitala. Łaskawie zbadał mi krew, powiedział, że muszę
    przywyknąć do skutków ubocznych i po krzyku. Brałam 4 lata. Tak bardzo
    przywykłam, że dopiero po odstawieniu zorientowałam się jak świetnie się
    czuję bez tabletek. Nigdy już nie miałam urwanego filmu po jednym
    piwie, zero wahań nastroju, awantur o nic i napadów histerii, wrócił mi
    apetyt na seks, poprawił wygląd skóry. Żałuję, że faszerowałam się tak
    długo. Teraz korzystam z metod naturalnych łączonych z prezerwatywą. W
    okresie płodnym i w trakcie cykli, w których wystąpiły czynniki ryzyka –
    stres, choroby itd. stosuję gumki. Działa od roku, ale nawet gdyby nie
    zadziałało – nie było by tragedii, mogę już sobie pozwolić na
    potomstwo.

    Nie mogę się doczekać odcinka o metodach
    naturalnych. Jestem ciekawa, jak postrzega je lekarz niezwiązany ze
    środowiskiem katolickim, gdzie są bardzo propagowane. Stosuję metodę
    Roetzera – czy będzie omówiona?

    Pozdrawiam

  9. Aisi Nom napisał(a):

    Moi lekarze, a miałam ich trzech, zapisywali mi tabletki po około 2 minutach wywiadu. Teraz już nie stosuję, cykam się trochę, bo średnio toleruję tabletki, Przez okolo rok jest wszystko ok, a potem zaczyna się – puchnę, mam bóle głowy, nudności i muszę odstawić. Po ostatnim porodzie i karmieniu jakoś nie mogę się zebrać, żeby iść znów po receptę.

  10. Fajny cykl, ale rzeczywiście – za mało w tym merytoryki. Na kilkanaście moich bliskich koleżanek, które zażywały/zażywają tabletki, tylko kilka nie miało przeciwwskazań. Pozostałe psioczą na tabsy strasznie… Jedna z nich nie może zajść w ciążę, drugiej posypała się cera, trzecia, jak brała, była nie do życia (wahania nastrojów, płaczliwość, etc.), czwarta przytyła, itd…

    Bardzo sceptycznie podchodzę do ingerencji hormonalnej i dlatego wciąż nie mogę się zdecydować: plastry, krążek, czy jednak te „tabletki szatana”? Bo gumki przy stałym partnerze to jednak straszna męka jest… ;)

Dodaj komentarz