Jak nie powinno się zrywać z partnerem?

Pewnie myślisz, że o wiele lepiej jest z kimś zerwać, niż być porzuconym. Myślisz tak, jeśli to Ty byłeś osobą porzucaną. Te przepłakane noce, brak wiary we własną wartość, obniżająca się wciąż poprzeczka wymagań wobec partnera… "Co ze mną jest nie tak?!" krzyczy Twoje serce, choć na zewnątrz udajesz przed przyjaciółmi, że to on jest dupkiem – albo ona jest głupią pipą. A ci przyjaciele potwierdzają Twoje słowa bezmyślnie klepanymi pseudo-pocieszeniami. W efekcie niczego się nie uczysz, nie potrafisz zrozumieć, czemu byłeś niewystarczająco fajny dla swojej "wielkiej miłości".

Pozwól, że coś Ci wytłumaczę. Miłość jest MIĘDZY ludźmi. To jest uczucie, które DZIELISZ a nie które komuś narzucasz i którym wymagasz. Jakim cudem ktoś, kto Cię nie akceptuje, nie rozumie, nie chce – może być Twoją miłością? Ułatwię Ci odpowiedź na to pytanie: Ty nie cierpisz z miłości. To Twoje ego cierpi, bo nie zostało zaspokojone. Jeśli to zrozumiesz, będzie Ci nie tylko łatwiej pogodzić się z odrzuceniem, ale też będziesz wiedział, jak z klasą odrzucać innych. Bo najważniejsza w zrywaniu z kimś, kogo się kochało, jest troska o EGO tej osoby.  

Bardzo łatwo jest być porzuconym. Cierpisz – to fakt, ale nie masz wyboru. juz cie nie kochamMusisz zaakceptować wole drugiego człowieka. Co innego, jeśli porzucasz. Najpierw musisz to zaplanować, wytrwać w swoim postanowieniu, starać się nie zranić drugiej osoby a jednocześnie dać jej do zrozumienia, że to koniec. A potem zawsze pojawiają sie wątpliwości. Czasem przychodzą szybko, po paru dniach – czasem odzywają sie po latach.  Zastanawiasz się, czy podjąłeś właściwą decyzję, bijesz się z myślami, możesz nawet żałować tego kroku lub wracać do partnera. I prawie zawsze pojawia się zazdrość, gdy ten partner zwiąże się z kims innym lub po prostu nie przejmie się zerwaniem. Ciąży na Tobie odpowiedzialność za własne szczęście i za szczęście drugiej osoby. Gdybyś to Ty był rzuconym, nie miałbyś tej odpowiedzialności. Byłbyś jak dziecko, za które rodzic podjął decyzję i to on będzie winien jej efektów. Ale czasem tę decyzję trzeba podjąć. I nie łudź się, że można przy tym nie zranić drugiej osoby.  Problem w tym, że choć dla Was obojga to będzie bolesne, jest tylko jedna metoda, by zerwać z klasą – skupić się na szczęściu drugiego człowieka. Nie na sobie. 

 

Jest wiele teorii na temat zrywania. Mówi się, że nie wolno tego robić przez sms. Ba, nawet telefon jest złym medium. I trzeba powiedzieć prawdę i wytłumaczyć się – albo – wręcz przeciwnie. "Nigdy nie mów facetowi, że jest kiepski w łóżku". Lepiej wymyślić jakąś historię w stylu "poznalam kogoś". Albo nie. Tak też nie wolno. Jeśli kogos poznałaś, powiedz lepiej, że potrzebujesz czasu. Że brakuje Ci przestrzeni i musicie od siebie odpocząć. Absolutnie nie ma nikogo innego.

W efekcie wszystko sprowadza sie do uniwersalnego schematu.

1. Dzwonisz i mowisz: Musimy porozmawiac.
Twoja druga połówka juz wie, ze chcesz zerwać. Te dwa slowa sa jednoznaczne. No i przecież zanim podjąłeś decyzję o zerwaniu, coś było nie tak w związku – i to długo. Nie łudź się więc, że druga osoba niczego się nie domyśla. Podczas gdy Ty zbierasz się na odwagę – ona układa sobie w myślach setki możliwych scenariuszy tej rozmowy. Panikuje. Już wymyśla metodę obrony. Boi się porzucenia – jak każdy.

2. Umawiasz sie w jakimś publicznym miejscu, "żeby uniknąć scen".
Nie obchodzi Cię już to, że ona może się rozpłakać i że będzie jej głupio płakać w obecności obcych ludzi. Zależy Ci tylko na tym, żeby chronic samego siebie.

3. Gdy rozmawiasz, przyjmujesz współczującą minę, współczujący ton i używasz współczujących słów. Nie ma chyba nic gorszego dla osoby, która desperacko chce zachować godność, niż takie litujące się współczucie. Ale Ty masz to w dupie. Dzięki tym minom czujesz się lepszym człowiekiem. Wydaje Ci się, że postępujesz właściwie – a tak naprawde właśnie depczesz resztki dumy, jaka została w tej drugiej osobie. Katujesz ją każdym "przykro mi", "na pewno znajdziesz kogoś", "nie wiem, jak ci to powiedzieć", bo stawiasz się tym samym wyżej niej.

4. Przychodzi czas na kłamstwa: To ja. To nie ty – to ja. Jesteś cudowną osobą. Po prostu potrzebuję przestrzeni. Nie umiem się wiązać.
Ona tego nie kupuje. Głupia nie jest. Domaga się prawdy, bo logika podpowiada jej, że to jednak ONA była niewystarczająco dobra i naturalnie chciałaby móc coś w sobie zmienić, żeby uniknąc takiej sytuacji na przyszłość. Przekonuje Cię, że możesz byc z nią szczery. Wierzysz jej.

5. Teraz przychodzi czas na prawdę. Mówisz, że była kiepska w łóżku. Że jest za gruba. Że jest za chuda. Że nic nie robi. Że nie ma pasji. Że poznałeś inną.
A. Czyli to jednak nie Ty. To ona zawiniła.

6. Potem sugerujesz, żeby się już nie kontaktować… przynajmniej na jakiś czas.
Dlatego, że będzie jej łatwiej? Nie. Dlatego, że Tobie będzie łatwiej już zamknąć ten rodział. Potrzebujesz tego i nie zdajesz sobie sprawy z prostego faktu: Ta druga osoba bardziej niż nie-kontaktowania się z Tobą potrzebuje samego PODJĘCIA DECYZJI o nie-kontaktowaniu się z Tobą. 

Przyjaciołom opowiadasz, jak to Ci było ciężko, ale już po wszystkim. Na gg ustawiasz sobie opis "partyyyyy!!!". 

Jesteś cholernym egoistą, przekonanym o swojej wspaniałomyślności. Bo przecież starałeś się nikogo nie zranić. Zwłaszcza siebie. 

Komentarze do wpisu: 32 Napisz komentarz

  1. Gość: Judyta, 194.54.18.232.static.telsat.wroc.pl napisał(a):

    Czy mnie się tylko wydaje, że to mężczyzni najczęsciej nie potrafią zrywac?
    Nie spotkałam się z kobietą, która postąpiłaby według takiego lub podobnego schematu. Za to co rusz spotykam się z opowiesciami kobiet, które miały to nieszczescie zostac własnie w taki sposób porzucone.

  2. Judyto, a ja niestety znam też sporo kobiet, które tak rzucały. Włącznie ze mną, kiedy byłam młoda i głupia.
    Manikiurzysto, zbyt prosto myślisz.
    Gregpio, widziałam to ;) Zabawne, trzeba przyznać, ale jeśli to prawda, to koleś rzucający jest moronem. Nie mam szacunku ludzi, którzy nie mają szacunku do swoich partnerów i samego siebie.

  3. Gość: Natan, ip-91-193-197-66.enterpol.pl napisał(a):

    ,

    Z tym szacunkiem oczywiscie chodzi Ci o jego dziewczyne.

    Fakt ze roztrzasanie tego w radio jest lekko zenujace… no ale z drugiej strony nie bedzie juz musial tlumaczyc kazdej napotkanej osobie na pytanie „a dlaczego zerwaliscie?” :)

  4. Gość: Natan, ip-91-193-197-66.enterpol.pl napisał(a):

    No i sie skasowalo pol komentarza.

    Egoizm jest czyms nieodlacznym podczas zrywania, w koncu zrywa sie dlatego ze to Tobie jest zle w zwiazku, ze to Tobie cos niepasuje w drugiej osobie… chyba jest malo przypadkow by ktos z kims zerwal dlatego ze uwaza (szczerze), ze jego cechy nie odpowiadaja tej drugiej osobie i zasluguje na kogos lepszego…

    Zrywanie to czysty Egoizm, bo kazdy czlowiek ma zaprogramowane dbanie o swoje cztery litery.

    Zrywanie z uwzglednieniem uczuc drugiej osoby, to takie troszke slodkie pierdzenie, bo po paru dniach gdy emocje opadna ta druga osoba sie zorientuje, ze ktos mowil cos ctylko dlatego by poczula sie lepiej… i teraz jest pytanie czy wolisz jak ktos CI powie prosto z mostu o co chodzi czy bedzie owijal to wszystko bawelna i klamal (tudziez unikal prawdy) w zywe oczy.

    A faceci nie potrafia zrywac (znaczy potrafia bo zrywaja) bo maja znacznie mniej empatii niz kobiety. Facet nie musi roztrzasac wszystkiego na drobne, co czesto robia kobiety podczas zrywania. Facet boi sie tych wszystkich pytan towazyszacych podczas zrywania.

  5. Natan,
    chodziło mi o to, o co mi chodziło :) Facet jest moronem, bo wywleka prywatny brud na wierzch. Powinien miec dla niej szacunek, bo w koncu byla jego miloscia. Kochal ja, chcial sie oswiadczyc. Moglaby z autobusem arabow zdradzic go a on najgorsze, co powienien jej zrobic, to ja zostawic i ewentualnie opierdolic w cztery oczy. Robiac to przez radio robi jednoczesnie z siebie debila, który mial sie hajtnac z kobieta, ktora robila loda szefowi z przyczyn nam nieznanych – i o czym wiemy tylko z donosu uprzejmej przyjacioleczki.

    „Zrywanie z uwzglednieniem uczuc drugiej osoby, to takie troszke slodkie pierdzenie, bo po paru dniach gdy emocje opadna ta druga osoba sie zorientuje, ze ktos mowil cos ctylko dlatego by poczula sie lepiej…” – dlatego trzeba to robic dobrze. I najlepiej – nie robic tego wcale. W sensie – nie „Zrywać” przez wielkie „Z”. Są inne metody na uzmysłowienie partnerowi, że to nie ma sensu. No… chyba że mamy do czynienia z moronem, ale to z kolei źle świadczy o nas samych ;)

  6. Myślę prosto. Zwalnia mnie to z wytężania mózgu w obszarach, gdzie to jest zupełnie niepotrzebne: w miłości. To przecież odruch bezwarunkowy, a nie IX symfonia Beethovena.

    Byłem i jestem zwolennikiem zemsty i odpłacania innym w równym stopniu. Szef tej laski miał jej chłopaka za frajera, bo dupczył jego panienkę za jego plecami, a teraz wychodzi na to, że pruje dziwkę. A sama zainteresowana… jej reakcja była dość oczywista.

    Nie widzę innego rozwiązania takiej sytuacji. Że niby za co on ma szanować tą dziewuchę? Za co? Szacunek do samego siebie, to umiejętność spojrzenia sobie w oczy i powiedzenia: dokonałem złego wyboru, to moja wina. Co też zrobił, a że przez radio… Tutaj mu nawet przyznam medal za odwagę. Był głupi, ale twardy.

  7. każdy człowiek to egoista, więc często mamy do czynienia z rzucaniem przez telefon – „nie chcę oglądać jej/jego łez”, „nie mogę powiedzieć tego temu komuś w twarz” itakdalej…

  8. Najbardziej rurzowy ze wszystkich rurzowych blogów wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć! Segritta, post jest super, chociaż temat nie jest… W końcu muszę to powiedzieć: jestem pod wrażeniem!

  9. Eee… jak dotąd nie byłam porzucona… A rzuciłam tylko raz w sposób opisany tutaj – tylko dlatego, że to było moje pierwsze zerwanie, no i też młoda byłam i głupia ha x:) Teraz ten koleś jest szczęśliwie żonaty od paru lat, więc w sumie wszystko świetnie się ułożyło x:))

  10. OK, Seg, a cóż takiego złego jest w samym egoizmie? Czyż nie z egoistycznych pobudek zrywamy? Czy nie każdy człowiek na tym padole jest „parszywym” egoistą? Różnimy się tym, jak bardzo potrafimy udawać, że nie jesteśmy samolubami. Podaj choć jeden przykład czegoś, czego nie robi się w pierwszej kolejności dla siebie.

    Anyway, zgrabnie i błyskotliwie potępiłaś pewien schemat postępowania. Czas chyba na zaproponowanie jakiejś alternatywy?… Bo „skupić się na szczęściu drugiego człowieka” na kilometr śmierdzi pustosłowiem.

  11. Gość: Lidka, gdz235.internetdsl.tpnet.pl napisał(a):

    jak nie zrywać to każdy wie i można by tu podać jeszcze wiele, jeśli jesteś taka cwana to napisz jak powinno się zerwać z partnerem, który nie jest moronem (bo nad takim nie ma co się litować) a którego zwyczajnie przestaliśmy kochać

  12. Gość: Gosia555, esx51.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Ostatni punkt Twojej listy, jest dla mnie konieczny przy przeprowadzeniu sprawnego zerwania. Przy zerwaniu z pierwszym Byłym (3 lata razem) zerwałam całkowicie kontakt, nawet z naszymi wspólnymi przyjaciółmi. Dochodził do siebie przez rok… Ponoć. Tak mi opowiadano. Teraz żyje sobie w UK, dzięki jakiemuś portalowi społecznemu nawiązaliśmy znowu kontakt i czasami ze sobą rozmawiamy.

    Przy drugim zerwaniu z drugim Byłym (1,5 roku razem) pomyślałam, że nie warto znowu odcinać się od przeszłości. Zafundowałam sobie i jemu 2 lata koszmaru. On ciągle chciał wrócić, nazywał mnie „kochaniem” gdy trochę sobie popił, zadręczał moje przyjaciółki a gdy dowiedział się, o moim nowym partnerze, próbował podciąć sobie żyły. Lepiej byłoby, gdybym zniknęła z jego życia. I dla mnie, ale też dla niego. Nie podsycałby w sobie nadzieji na powrót.

  13. Gość: Aś, chello089074037200.chello.pl napisał(a):

    Ja gdy zrywam jestem egoistką – przykro mi, ale właśnie związku nie stworzy się w pojedynkę. Jeśli ktoś przestaje mi odpowiadać nie będę się do niczego zmuszać, nie będę też owijać w bawełnę – zostańmy przyjaciółmi, naprawdę jesteś fajnym facetem – ale nie dla mnie. Nauczyłam się, że tylko konsekwencja i konkretność umożliwia zakończenie pewnych spraw jak człowiek. Jak ma się miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę. Taka prawda.

    I szczerze mówiąc też raz zerwałam przez telefon. Co z tego, że nie jestem tchórzem gdy zrywam, gdy facet rzuca się na kolana i błaga mnie bym wróciła. To poniżające nie wiem czy bardziej dla mnie czy dla niego. Wolałabym to robić przez telefon, ale (niestety) dorosłam.

  14. Gość: Aniaaaa, czl98.internetdsl.tpnet.pl napisał(a):

    Ja właśnie zerwałam z chłopakiem. Nie dlatego, że go nie kochałam. On po prostu nigdy nie dorośnie, to dzieciak dla którego ważne jest, żeby upić się z kumplami i dobrze zabawić. Może i mnie kocha na jakiś swój dziwaczny sposób… Ale to nie wszystko. Jest mi tym trudniej bo to ja zerwałam, ja podjęłam decyzję i jeśli ktoś miałby tego żałować to tylko ja. Mam nadzieję, że będzie wręcz przeciwnie i kiedyś pomyśle sobie „jak ja mogłam z nim w ogóle być?” Pozdrawiam :)

  15. Dwa pierwsze akapity. Pięknie napisane.

    Polecam komentatorom ćwiczenie samokontroli. Ja długo do tego dorastałem. Zwróćcie uwagę jak często mówicie „nie, wieczorem spotykam się z moją dziewczyną” lub „wiesz Bożydar, w moim związku źle się dzieje”.

    Wyrzucenie tego jednego wyrazu dużo zmienia.

    „Polecam i pozdrawiam Piotr Fronczewski”

  16. Od poniedziałku ta notka chodzi mi po głowie. Jak ją czytam to wszystko mi się zgadza. Niestety nijak nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie czy jest jakaś dobra metoda rozstawania się. Weźmy taką sytuację (nie ukrywam, że z mojego własnego życia): osiem lat związku, dwa lata wspólnego mieszkania, nie ma zdrady, nikt nikomu nie zrobił świństwa, jest sympatia i ciepłe uczucia, ale nie ma miłości. Okazuje się, że zwyczajnie to nie to. I jak tu powiedzieć Tam są drzwi. Pakuj torby, zabierz swoje meble i wyprowadź się z mojego mieszkania? Czy w ogóle jest jakiś dobry sposób?

  17. Dobra, ale zrywając zawsze jesteśmy egoistami, bo zrywamy dlatego, że NAM coś nie odpowiada, inaczej byśmy nie zrywali, prawda?
    Ciekawe, że nikt nie podniósł wątku tego kolesia, z jego strony to też w sumie była odwaga, bo z tego co wiem, mało kto lubi się przyznawać do tego, że ktoś mu przyprawił rogi, w każdym razie mało kto traktuje to jako powód do dumy.

    Pozdrawiam,

    G

  18. Gość: Marta, 195.33.129.15* napisał(a):

    Ze mna zerwano przez skype – punkty 5 (nie andaje sie do niczego w lozku/za bardzo schudlam) i 6 (moze powinnismy zawiesic nasz zwiazek na jakis czas…). Czuje sie potwornie – i tak, to prawda, dla Niego to byla latwa decyzja, dla niego tak bylo lepiej i ciagle mi wmawia, ze to dla mojego dobra.

  19. Dawno, dawno temu wpadła mi w ręce książka A. de Mello Przebudzenie. Po przeczytaniu jakichś 30 stron pierdzielnęłam nią z impetem o ścianę!! Same kretyństwa, idiotyzmy i imbecylstwa tam były! Po jakimś roku spróbowałam raz jeszcze… Niezwykłe mądrości tym razem wyczytałam. Książkę obłożyłam i znalazłam dla niej godne miejsce na półce.
    Seg., notka godna Przebudzenia. :-)

  20. Gość: yoyo, chello087206185101.chello.pl napisał(a):

    Nie zgadzam się z punktem o zrywaniu kontaktu. Przychodzi do mnie znajomy i mówi: „zostawiłem ją ale będę pisał, dzwonił, to ułatwi jej rozstanie”, na co mówię: „ona traci bliską osobę i musi to sobie ułożyć, daj jej się z tym oswoić i zniknij, by mogła wreszcie zamknąć ten rozdział!”. W odpowiedzi słyszę: „ale nie widisz, że ja robię to dla niej, by jej nie ranić?”

    Kolejny sposób chronienia własnej dupy przez męskie cipy, które jeszcze „mają wątpliwości”.

    Czemu nie napisałaś o „zostawianiu sobie furtki”?

  21. Gość: Rippin Kittin, 92.244.48.7* napisał(a):

    Genialne aczkolwiek przerażające…odkryłam bowiem, że zrywał ze mną tak każdy mój facet heh, ale to zerwanie kontaktu to dobra rzecz w sumie – i mówię to ze strony osoby porzuconej – tak jest łatwiej, owszem jakiś czas tkwi się z telefonem w dłoni, jeszcze pisze, dzwoni jeszcze się walczy, ale czas leczy rany, człek się uspokaja i zaczyna zapominać :) a wtedy bach porzucający myśli, że coś nie halo, no bo czemu on/ona już nie rozpacza?? Już nie dzwoni ani nie pisze?? hahhaha efekt sprawdzony ;)

  22. I jeszcze jedna uwaga dla niedowiarków. Naprawdę lepiej pozwolić tej drugiej osobie na samodzielną decyzję o zerwaniu kontaktu. Jesli to Ty ją podejmujesz – po raz kolejny stawiasz się po stronie decydującej. Stawiasz się wyżej. Nie dajesz drugiej osobie szansy na odzyskanie godności. A jeśli masz choc minimalne zaufanie do jej inteligencji – uwierz mi – sama prędzej czy później zerwie kontakt.

  23. Generalnie całkiem ciekawy blog, przyznaję, ale jak sobie czytam ten wpis to zbiera mi się na wymioty… „Bardzo łatwo jest być porzuconym.” „To Twoje ego cierpi, bo nie zostało zaspokojone.” Ech? No jasne, to moje ego darzyło miłością drugą osobę, chciało dla niej jak najlepiej, troszczyło się o nią nie patrząc na korzyści, to rzeczywiście takie egoistyczne. To wspaniałe uczucie, gdy ktoś nagle bez powodu wypina się dupą do drugiej osoby.

    Może nie byłoby typu problemów z porzucaniem, gdyby kobiety nie udawały zainteresowania i nie rzucały słów na wiatr, nie sądzisz?
    Nie podoba mi się taki punkt widzenia, wydaje mi się, że żałujesz pewnych decyzji, które kiedyś podjęłaś i szukasz teraz wymówek, żeby poczuć się tą, która nie jest niczemu winna.

    Druga część wpisu już nieco lepsza, zgadzam się, że ważnych spraw nie załatwia się przez telefon, a już na pewno nie przez gg, to prowadzi do nieporozumień.

  24. „Nie podoba mi się taki punkt widzenia, wydaje mi się, że żałujesz pewnych decyzji, które kiedyś podjęłaś i szukasz teraz wymówek, żeby poczuć się tą, która nie jest niczemu winna.”

    łał. jaka psychoanaliza. seg, gość cię zna lepiej od ciebie. ja pikuję, nie ma to jak wmawianie komuś, że się wie lepiej od niego.

    eldred, ty jesteś pewien że masz seg na myśli, a nie siebie?

  25. Przyznaję się, myliłem się. Jest wiele prawdy w tym, co napisałaś, ale czy taka idealna altruistyczna miłość istnieje? Taka, która nie wymaga absolutnie niczego, tylko daje? Teoretycznie tak, a w praktyce nie, bo nie ma ludzi idealnych. Zawsze są jakieś oczekiwania wobec partnera, a gdy kochana osoba odchodzi to boli.

  26. Gość: NONO, apn-77-112-53-32.dynamic.gprs.plus.pl napisał(a):

    Tekst ciekawy. Ciekawe jest też spławienie eldreda. Pisać z dobrymi znajomymi na temat kogoś udająć że on tego nie widzi… Działa idealnie ale wygląda z boku strasznie chamsko i zarozumiale.

  27. no tak- tak sie zrywa z niewiernymi dzfkami w moim miescie rodzinnym!!9mieszkam tu od lat a to radio mam po drugirj stronie ulicy) ale do żeczy jak ktos cie dyma to masz prawo go wydymać też!! w sumie liczy sie własne szczęście na konieć!! staram sie to sobie nakłaść do głowy samemu bo tkwie w zwiazku toksycznym juz 7 lat i nie potrafie sie od niej uwolnić-pomocy-rady-zapraszam-wiem że łatwo ale jakos nie tak samemu i na swoim związku rozstanie przeprowadzić-pozdrawiam i prosze o rade

Dodaj komentarz