Jak rozpoznać szeryfa?

Szeryf prewencyjny

Przeważnie jest osobą starszą, siedzącą samotnie w domu i ma ubrudzoną już od ciągłego odchylania firankę. Szeryf prewencyjny wierzy, że jeśli będzie dostatecznie dużo wiedział, to zapobiegnie poważnym zbrodniom. Dlatego siedzi i patrzy. Nieustannie. Obserwuje, o której sąsiedzi wracają do domu, w co są ubrani, w jakim są stanie, czy u nich cicho czy głośno, co sobie kupili, kogo do siebie zapraszają i dokąd jadą na wakacje. Szeryf prewencyjny to także ten, który zadaje pytania.

– Ciekawe, skąd ma na to wszystko pieniądze…?
– A co na to wszystko jego matka?
– Nie wstyd jej się tak ubierać?
– Ja to tam nie chcę nikomu się wcinać w jego sprawy, ale czy to nie dziwne, że oni już od roku ze sobą nie sypiają?

Szeryf – strażnik miejski

Jego głównym zajęciem jest zajmowanie się drobnymi wykroczeniami, które nikomu nie szkodzą, nie mają żadnego znaczenia, których jedyną zbrodnią jest to, że ułatwiają lub umilają komuś życie, ale prawo mówi wyraźnie, że ich nie wolno. Szeryf zajmuje się nimi, ponieważ wybitnie przeszkadza mu szczęście innych ludzi i jeśli tylko można je zakłócić, pojawia się on, cały na biało, ze swoim grożącym palcem litery prawa, ze swoim aparatem fotograficznym i telefonem, którym wzywa policję (która przecież siedzi i nudzi się).

Głównymi zajęciami szeryfa – strażnika miejskiego są:

– ściganie dzieci chodzących po parkowych drzewach
– jeżdżenie po bulwarach wiślanych i zgłaszanie każdego młodego człowieka, który pije tam piwo ze znajomymi.
– Zgłaszanie pubów i dyskotek jako miejsc zbyt głośnych, szerzących alkoholizm i prostytucję.
– Jednoczenie się z innymi szeryfami, by zbierać podpisy przeciwko targom śniadaniowym, które są siedliskami zła.
– Donoszenie na sąsiada, który chyba nie zgłosił nigdzie, że robi sobie dobudówkę.

Szeryf Matka

Jest bardzo zapracowany w swoim macierzyństwie i spoczywa na nim ciężar wiedzy pełnej i ostatecznej o jedynym słusznym wychowaniu dzieci oraz opiece nad nimi. To wielka odpowiedzialność. Dlatego za każdym razem, gdy szeryf – matka dostrzeże dziecko bez czapeczki, musi upomnieć jego opiekuna, że postępuje niewłaściwie. Bo prawo nakazuje zakładać dziecku czapeczkę zawsze. Do tego bawić się z dzieckiem 6 godzin dziennie, nie używać przy nim telefonu, samodzielnie szyć mu stroje na szkolne przedstawienia, nie dawać mu obowiązków domowych, nie dawać mu słodyczy i codziennie smarować kremem uv. Albo jakoś tak. Napisano w tej kwestii około 800 tysięcy kodeksów karnych i każdy mówi co innego, więc łatwo się pogubić.

Szeryf moralności

To najgorszy typ szeryfa. Pilnuje moralności innych osób, bo własnej już dawno nie ma. Takiego szeryfa w szczególności interesują cudze związki małżeńskie, więc wszędzie, gdzie się tylko da, szuka ewentualnych niewierności, śladów po obrączkach i informacji, kto z kim wsiadał do taksówki. Potem szeryf dzwoni, by poinformować żonę lub męża podejrzanego o swoich odkryciach, ewentualnie wysyła liścik podpisany pseudonimem „życzliwy”.

Nie ma znaczenia, czy sprawa dotyczy znajomego czy zupełnie obcego człowieka, choć oczywiście dużo przyjemniej wnika się w sprawy znajomych, bo potem można usiąść w fotelu z kieliszkiem wina i obserwować, jak im się wali świat. Przy obcych ludziach musi wystarczyć satysfakcja z dobrze wykonanej pracy, która choć odrobinę umili szare i frustrujące życie szeryfa.

Jak sobie radzić z szeryfami?

Można im tłumaczyć, że „nie twoja sprawa”, ale to raczej już nie działa. Zmiany w mózgach szeryfów zaszły już za daleko, by coś ratować. Dlatego najlepiej obchodzić szerokim łukiem i nie wdawać się w żadne rozmowy. Tak dla osobistego komfortu. :)

Komentarze do wpisu: 89 Napisz komentarz

  1. ilona napisał(a):

    Mam takiego jednego szeryfa u siebie na osiedlu. Ostatnio dostalismy mandat bo doniosl na nas, ze zaparkowalismy jednym kolem na trawniku, a jak tak mozna zielen niszczyc!!! Gdyby jeszcze ta gruda ziemi, porośnieta gdzieniegdzie zielskiem była zielona…

    1. qulqa napisał(a):

      Drugi raz nie zaparkujecie. I o to chodziło.
      Gdyby tacy jak ty nie parkowali ‚jednym kołem’, ‚tylko na minutkę’, ‚bo ciężkie zakupy’ i tysiąc innych powodów, gruda ziemi byłaby zielona i pachniałaby stokrotkami.

      1. ilona napisał(a):

        Tam nie ma trawnika. Ziemia jest. Ziemia, na ktorej nigdy nigdy nie planował sadzić trawnika. Są w tym mieście takie miejsca, gdzie po prostu nie ma nic i no sorry, kazdy tak parkuje :) nie zgodze się że taki straszny grzech popełniliśmy, co wiecej dalej twierdze ze nie popełniliśmy go wcale. No ale skoro wiece lepiej, to luz ;)

        1. Koczilla napisał(a):

          Przed moją podstawówką też była zawsze goła ziemia, nic na niej nie rosło. Nawet wiosną. Takie miejsce po prostu. Po paru latach przyjechałam w odwiedziny i zastałam… trawnik! Widocznie zaczęto egzekwować niedeptanie go albo nie wiem… opad czarnobylski się rozproszył?
          Jeżeli w twojej okolicy „każdy tak parkuje” (chociaż widocznie nie, skoro kogoś to drażni) to idź do tego Każdego i poproś o zrzutkę na mandat. ;)

      2. Gdyby w Polsce, cierpiącej na wieczny brak miejsc parkingowych, kazdy za postawienie jednego koła na trawie dostawał mandat to gwarantuje Ci, ze zamiast pachnących stokrotek mielibyśmy dookoła hektary betonu w postaci parkingów, o które tacy kierowcy by walczyli. Z reszta powoli tak sie dzieje.

        Mam rowniez nieodparte wrażenie, ze duza rzesza szeryfów, broniących takich pierdół uspokaja swoje sumienie. Bo zwyczajnie boja sie reagować w „poważnych” sprawach.

        I na koniec, nie wszystko co robią inne kraje uważane za „wzorcowe”, jak ktos to ładnie ujął, jest dobre. I nie trzeba ślepo wierzyć w kazdy przyjęty zwyczaj i przekładać go na nasze polskie realia. Mamy swoja mentalność, swoje zwyczaje i brak miejsc parkingowych tez jest nasz.

        1. qulqa napisał(a):

          Miejsc parkingowych (poza ścisłymi centrami dużych miast) jest pod dostatkiem.
          Tyle że większość posiadaczy aut musi wysadzić swoje 4 litery w odległości maksimum 5 metrów od klatki schodowej.
          Uprzedzając ripostę – mam auto, parkuję je w odległości 300 m od mieszkania (miejsce w wolnostojącym garażu), korona mi z głowy nie spada jak przespaceruję się 3 minuty, jestem zwolenniczką dużej ilości zieleni wkoło. Na szczęście większość mieszkańców enklawy też. Ostatnio za zgodą wszystkich zamknęliśmy dla ruchu wielkie wewnętrzne podwórka. Wjazd wyłącznie po otwarciu bramy kluczem, parkowanie do 10 min (by wynieść ciężkie zakupy).

        2. Nie wiem o jakiej enklawie piszesz :>? A te 300 metrów od domu, to przepraszam gdzie parkujesz? W powietrzu? Nie. Na betonie. Tam też kiedyś była zieleń.

          Odnoszę się do ogólnej sytuacji, patrząc na to co dzieje sie w moim rodzinnym mieście. Stare osiedla są „zielone” i niestety czasami ktoś na trawce stanie a młode osiedla są betonowe bo kupując mieszkania każdy chce i musi (przepisy) mieć miejsce do zaparkowania auta. Między innymi dzięki tym wszystkich walczącym o dobro zieleni szeryfom.

        3. qulqa napisał(a):

          Enklawa – zespół bloków z lat 90-tych, które z zewnątrz są ciągiem o kształcie wielkiego prostokąta, a wewnątrz mają piękne wielkie zielone parki, podwórka, alejki, boiska itp.,oddzielone od siebie kolejnymi malutkimi blokami. Jednogłośnie na zebraniu podjęliśmy decyzję o zamknięciu wnętrza enklawy dla ruchu kołowego poza szczególnymi przypadkami. Jest brama wjazdowa, jest pan ochroniarz, każdy z nas dostał identyfikator, wjechać można – ale nikt tego nie nadużywa, codzienne zakupy można donieść w rękach czy w plecaku.
          Parkuję w wielopoziomowym garażu, który został postawiony zgodnie z planem budowy osiedla. Alternatywą jest parkowanie na zaprojektowanych wybudowanych wraz z osiedlem parkingach. Miejsc jest mnóstwo, tylko czasem trzeba przespacerować się pół kilometra.
          Miejsce akcji – Ursynów Północny, Warszawa.
          Naprawdę nie zauważasz różnicy pomiędzy zaplanowanymi i pobudowanymi parkingami a trawnikami w przestrzeni miejskiej?

        4. Widzę znaczną różnicę. I wole trawniki, nawet jezeli czasem ktos na nie wjedzie samochodem.
          Samochód odjedzie a trawa zostaje. A jak na trawnik położysz kilka ton betonu to czy sa samochody czy nie ma, trawie bez różnicy, nie wyrośnie.
          I na koniec, nie popieram łażenia, jeżdżenia po trawie. Natomiast jezeli ktos nie ma gdzie zaparkować i jednym kołem wjedzie na zieleń to w mojej opinii to nic karygodnego.

        5. qulqa napisał(a):

          Tak. Każdy jednym kołem. Tylko jednym kołem, przecież nic zdrożnego. I zamiast stokrotek mamy klepisko. Sytuacja oglądana nie raz. Naprawdę trudno zrozumieć, że trawnik to trawnik, a parking to parking? Zwłaszcza że miejsc jest mnóstwo – tyle że kilkaset metrów dalej?

        6. Qulqa, a czy ja gdzies napisałam ze nie rozumiem różnicy miedzy trawnikiem i parkingiem? Mimo tego ze ja widzę, to nie popieram donoszenia jezeli w przypadku braku miejsca do zaparkowania ktos wjedzie na trawę. No ludzie, to tylko trawa.
          Pod moja praca mamy parking na trawie. Dzien w dzien przez 8h (a czasami i przez tydzien non stop) stoją na nim samochody, czterema kołami a trawa i tak rośnie. I sto razy bardziej wole aby nadal tak było, niz mieliby zalać to miejsce betonem zeby ktos nie mogł zarzucić parkującymi, że niszczą zieleń.
          Nie neguję twojego podejścia. Mi nie przeszkadzają sporadycznie parkujący na trawie kierowcy. Podkreślam słowo sporadycznie, no i oczywiscie jak nie ma gdzie się zatrzymać.

        7. Koczilla napisał(a):

          Widzisz, tylko osób, które sporadycznie parkują na trawniku/piją pod blokiem/wyrzucają śmieci na chodnik jest codziennie mnóstwo i każda pozostawia po sobie ślad. Jeżeli dla kogoś alternatywą dla zielonego parkingu jest zalanie go betonem, to chyba nie przemyślał sprawy albo za pomocą szantażu usiłuje wcisnąć najłatwiejsze bo najtańsze rozwiązanie. Można wybudować parkingi podziemne, można wydzielić strefę, w której parkować będą wyłącznie mieszkańcy (tam, gdzie wolno, nie tam, gdzie zechcą) a reszcie zaproponować parking w terenie, gdzie ubytek zieleni nie będzie równał się zajeżdżenia ostatniego źdźbła trawy w okolicy. Nie mówiąc już o tym, że w mieście powinno stawiać się na transport publiczny i lobbować za jego unowocześnianiem, no ale wiadomo… Opel pod oknem musi stać i lepiej niech ta stara prukwa spod czwórki nie brzdąka, że jej pierdzi pod oknem i kwiatki niszczy, bo jak coś, to się betonem wyleje.

        8. qulqa napisał(a):

          Tak.
          Tylko jednym kołem.
          Tylko na chwilę na tym miejscu inwalidzkim, przecież nie będę lecieć kilometra do sklepu.
          Tylko jedna psia kupa, przecież mój Misio taki malutki.
          Tylko półiterek na dwóch, można prowadzić.
          Tylko 90 w mieście, przecież to dwupasmowa ulica.
          Tylko jeden papierek, przecież to nie zaśmieci ulicy. Tylko jeden pet, przecież nie będę zapierdalać do kosza.
          Tylko raz taka impreza do 4 rano, przecież raz w roku są imieniny, a goście lubią śpiewać.
          Tylko jeden klaps, niech bachor w końcu przestanie wyć w sklepie.

          ….
          Gdzie skończysz to ‚tylko’?

          Jeżeli nie odpowiada ci prawo, lobbujesz za jego zmianą. Ale go przestrzegasz.

          I niestety ma rację Koczilla, tym razem też odebrałam wypowiedzi Seg jako pełne pogardy dla ludzi, którzy myślą inaczej niż ona.

        9. Chciałam tylko zauważyć, że ANI RAZU nie użyłam w swojej wypowiedzi słowa „tylko” nie wiem o co Ci chodzi? Chociaż byś mnie przypalała to nie zadzwonię na straż miejską jak zobaczę swojego sąsiada jak zaparkował na trawie. Koniec kropka. Nie uważam tego za żadna szkodę dla przyrody.

          I wypowiadam się tylko w tym temacie.
          Bo Cie chyba wyobraźnia i nerwy poniosły :D

        10. Koczilla napisał(a):

          Napisałaś o „sporadycznie parkujących kierowcach”. Zamień „tylko” na „sporadycznie” i wszystko powinno być już dla ciebie jasne. Tak jak dla mnie jest np. jasne, że swojego zdania nie zmienisz, ale może ktoś z bardziej otwartym umysłem zrozumie punkt widzenia „szeryfa”.

        11. zeby było jasne to moje wypowiedzi dotyczą tylko parkowania ma trawniku, jak nie ma miejsca na parkingu. Bardzo dobrze rozumiem punkt widzenia takiego szeryfa i nadziwić sie nie moge, ze ktos moze tak zle patrzeć na świat :)

        12. Koczilla napisał(a):

          A co jest złego w dbaniu o świat, darzeniu go szacunkiem? Już od trawy począwszy?

        13. qulqa napisał(a):

          >Chciałam tylko zauważyć, że ANI RAZU nie użyłam w swojej wypowiedzi słowa „tylko”

          Cytuję.

          No ludzie, to TYLKO trawa.

          Podkreślenie moje.

          Dla Ciebie TYLKO trawa. Dla mnie AŻ trawa, aż ptaki, aż czystość, aż cisza. Nie zgadzam się na bylejakość w moim życiu i nie zgadzam się na bylejakość otoczenia. Trawa to pierwszy krok.

          A tak na marginesie – jeżeli kiedyś będziesz mogła, przejedź się autem po Austrii, Szwajcarii czy zachodnich Niemczech. Chciałabym, żeby kiedyś w Polsce było tak czysto.

        14. Chodziło mi o użycie słowa TYLKo w takim samym kontekście hak ty to zrobiłaś.
          Moja wina. Nie doprecyzowalam. Tak czy siak nie widze zadnego sensownego argumentu aby dzwonić na policję w sprawie zaparkowanego na trawie samochodu.
          Nie widze i juz. widze natomiast same straty. Finansowa dla sąsiada, stratę czasu dla służb porządkowych, stratę mojego czasu na telefon. Zero korzyści.

        15. Koczilla napisał(a):

          A nie widzisz, że z tego trawnika korzystają ptaki, owady i drobne ssaki? Że przyczynia się on do oczyszczania powietrza? Że ktoś może wolałby mieć z okna widok na trawę niż na cudzą brykę? Że przestrzeń publiczna to jest dobro wspólne a nie czyjeś prywatne miejsce do zajęcia „na chwilę”? Że robienie złych rzeczy „na chwilę” wchodzi w nawyk i ta chwila trwa? Że istnieje coś takiego jak TEORIA ROZBITEJ SZYBY (wyjaśnienie na Wiki, możesz przejrzeć z synkiem)? Że skoro nie pozwalasz zostawiać komuś „na chwilę” gratów/śmieci w swoim mieszkaniu, to dlaczego masz na to pozwalać na trawniku, który jest częścią Twojego mieszkania? Bo za niego płacisz?
          Czas to pieniądz, ale warto brać pod uwagę korzyści i straty długofalowe. Szczególnie jeśli się postarało o dziecko, któremu się taki a nie inny świat pozostawi.

        16. O, i tu masz rację. Wybiorę dziecku dobrą szkołę. Chociaż uważam, że na wychowanie dzieci mają wpływ rodzice a nie SZKOŁA

        17. Koczilla napisał(a):

          No i właśnie dlatego błagam na wszystkie świętości, żeby chociaż ta szkoła była dobra.

        18. Koczilla napisał(a):

          Rozumowanie „pozwólmy ludziom parkować na trawniku, bo inaczej zaczną wylewać beton pod parkingi” jest tak samo logiczne jak pomyślunek „niech lepiej ten patol bije swoje dziecko do oporu, bo jak to zgłoszę, to mu je zabiorą do pogotowia rodzinnego”. Najlepiej, żeby ktoś przestał dbać o swoje interesy, bo ktoś inny nie potrafi znaleźć kompromisowego rozwiązania. Może przestańmy nalegać na sprzątanie po psie i niewyrzucanie śmieci na chodnik? Bo jeszcze ktoś uzna, że wszystkie zwierzęta są do uśpienia, a żywność trzeba wydzielać na kartki?

        19. tak jak pisałam, piszę z perspektywy własnych doświadczeń.
          I masz widzę podobny styl argumentacji jak qulqa. Co ma bicie dzieci i zaśmiecanie do niszczenia trawy?
          Na serio dla CIebie to są problemy tej samej rangi? I na serio uwazasz, że każdy kto godzi się na niszczenie TRAWY będzie godził się na przemoc?
          No żelazna logika. Nie mam słów.

        20. Koczilla napisał(a):

          A to ma, że na drastycznych przykładach najlepiej widać, że jeśli stosujemy t wo j ą żelazną logikę, tj. nie reagujemy na złe, bo zakładamy, że zrobi się gorzej, to życie zamienia się w obłęd. Sądzę też, że faktycznie człowiek kierujący się taką logiką łatwo godzi się na bylejakość otoczenia. Od deptania trawy począwszy na maltretowaniu dzieci skończywszy.
          Z perspektywy moich doświadczeń wszelkiego rodzaju „na chwilkę”, „sporadycznie”, czy „nawet jak nie ja, to inni to zrobią” = wszechogarniający syf. Czy to w problemach większej czy mniejszej rangi. W temacie tych ostatnich pragnę cię zresztą zapytać, jak niby społeczeństwo ma się czuć zachęcone do walki z grubymi patologiami (pedofilia, gwałty, łapówkarstwo), skoro już na etapie tej głupiej trawy jest musztrowane, szczute wręcz: nie bądź donosicielem! Nie wtrącaj się!! To nie twoja sprawa!!!
          A jeśli mam podobny styl myślenia jak qulqa, to chyba tym lepiej dla mnie. :) Czytam i widzę, że dużo osiągnęła, przemyślenia ma na poziomie. Co do spojrzenia na socjalizm to raczej się z nią nie zgadzam, ale ogólnie przypuszczam, że spoko z niej kobieta. Tak że dzięki. :D

        21. nie znam przypadku musztrowania i szczucia społeczeństwa na etapie trawy, wiec nie wiem jaki to ma wpływ na pedofilie, gwałty lapowkarstwo.
          Ale skoro ty znasz takie przypadki to moze mi podpowiesz w jaki sposob to sie ze sobą łączy?

          Dobrze rozumiem, ze jezeli uczę synka ze ma nie bić, ma byc uczciwy i reagować na krzywdę ludzka, i jednocześnie pokaze mu, ze jak sąsiad zaparkował na trawie to nie dzwonię na policję to cała nauka do kosza??? :)

        22. Koczilla napisał(a):

          Przykład szczucia masz w powyższym poście. A uczciwość twojego synka nie na wiele się zda, jeśli będzie żył w przeświadczeniu, że uczciwy i wrażliwy ma być tylko w sprawach, które go bezpośrednio dotyczą. Często widzę spokojnych, kulturalnych ludzi, którzy sami nie naśmiecą, nie przeklną, nie ukradną, ale jak widzą, że ktoś obok kradnie, śmieci albo kogoś innego bluzga, to odwracają wzrok albo stoją jak te tępe barany, bo przecież to nie jest ich sprawa. :)
          I tak, uważam, że cała twoja nauka idzie do kosza. Bo co komu po mądrości i ogładzie, skoro jest od małego uczony, że w konfrontacji z czyimś chamstwem może ją sobie wsadzić w dupę? Albo że ten, kto ma dobre maniery, ma w sumie gorsze życie niż prostak, bo ten pierwszy robi tylko to, co może, a ten drugi – jak mu wygodniej?
          Swoją drogą nie przyszło ci do głowy pokazać synkowi, jak się dzwoni do sąsiada przez domofon i prosi go, żeby nie niszczył trawnika albo idzie z problemem do spółdzielni? :)

        23. Myślę, że masz tendencje do zbyt pochodpnego oceniania ludzi i wrzucania do jednego wora. I myślę, że tak waleczną obroną trawnika uzupełniasz braki w swoim dobrym wychowaniu. Bo dla mnie mówienie o ludziach „tępe barany” jest właśnie objawem braku dobrego wychowania. Także tu niby trawa, zielono, a jednak słoma z butów wystaje.

        24. Koczilla napisał(a):

          Myślę, że trochę cię nerwy poniosły. :) Argumentum ad personam – z braku tych merytorycznych – jest tego nieomylnym sygnałem.

        25. Koczilla napisał(a):

          Myślę też, że obrałaś strategię „napiszę byle co, byle ostatnia”. Tak więc odpisz, proszę, i na to, i z mojej strony już bez odbioru. Pozdrawiam.

    2. Pionierka napisał(a):

      I to jest kwintesencja. „Tylko jednym kołem”, „tylko jeden pet”, „pies mały, to co komu kupa przeszkadza”. Jak się nie umie parkować wszystkimi kołami w miejscu wyznaczonym do parkowania to może czas na dodatkowy kurs?

    3. A ja bym nie zadzwoniła, nie doniosła. Parkowanie na skrawku ziemi uważam za szkodę zbyt niewielką, by się mieszać. Nie wiemm, czy kierowca się nie spieszył, nie miał ważnej sprawy, nie będę mu utrudniać życia z takiego powodu po prostu, bo to jest takie kablowanie w czystej postaci. Co innego, gdybym widziała, jak bije psa lub żonę. Ale parkowanie na trawniku? Bicz plis.
      Już nie mówiąc o tym, że ludzie parkują i będą parkować na trawnikach, jeśli te nie będą ogrodzone. Dlatego warto albo zrobić tam miejsce parkingowe, skoro ewidentnie ich brak – albo postawić płotek..

      1. Koczilla napisał(a):

        Ale zgłaszanie, że ktoś bije żonę albo dziecko to też kablowanie przecież. Może w ważnej sprawie leje, może robią eksperyment, może ona lubi? Może sami się pogodzą, a Ty im utrudniasz życie po prostu, a jak jest dziecko, to do bidula trafi i przez Ciebie to wszystko? Donoszenie to oskarżanie kogoś wobec instytucji zdolnej wyciągnąć wobec danego człowieka/podmiotu konsekwencje a nie oskarżanie w b ł a h e j sprawie. (Zresztą nie wiem, czy niszczenie środowiska to akurat taki nieistotny temat.)
        Jeśli masz odwagę na bezpośrednią konfrontację, to dzwoń, ja nawet podchodzę i zagaduję, ale zawsze ze świadomością, że kiedyś dostanę w dziób, usłyszę „spierdalaj” albo – w najlepszym wypadku – dowiem się, że to nie moja sprawa, a ktoś samochodu i tak nie przestawi. Bo są ludzie, na których działa jedynie autorytet władzy. Takiej w mundurze. I z pałą.

        1. „Może w ważnej sprawie leje, może robią eksperyment, może ona lubi? Może sami się pogodzą, a Ty im utrudniasz życie po prostu, a jak jest dziecko, to do bidula trafi i przez Ciebie to wszystko? ”
          No nie. Tu nie ma usprawiedliwienia.
          Dla mnie donos w obronie czyjegoś życia lub zdrowia jest w pełni usprawiedliwiony. A taki w obronie kawałka ziemi już jest zwykłym czepialstwem.

        2. qulqa napisał(a):

          Pozwolę sobie zatem przypomnieć starą anegdotę o Himilsbachu.
          Idzie ktoś Nowym Światem i widzi, jak facet bije żonę. Podchodzi i usiłuje go oderwać od kobity, jednocześnie wyzywając go, na czym świat stoi. Na co kobita zaczyna go okładać torebką i wrzeszczeć ;odczep się gościu, ja uwielbiam jak mój mąż mnie tłucze’. Był to właśnie Himilsbach z żoną.
          Opowiadane daaawno temu wielokrotnie w telewizorze.

        3. Koczilla napisał(a):

          Ale dla kogoś „zwykłym czepialstwem” bywa także donos w obronie życia. Bo raz, że w opinii takiej osoby niczyje życie nie jest zagrożone (od klapsa jeszcze nikt nie umarł, „nie” dla bezstresowego wychowywania dzieci, jak chłop nie bije, to babie wątroba gnije itd.) a dwa: czyjeś życie TO NIE TWOJA SPRAWA. No i co? Gdzie ma przebiegać ta granica naruszenia prywatności? Różni ludzie, różne wrażliwości, ale z jakiegoś powodu społecznie umówiliśmy się, że istnieje nietykalność cielesna, a niszczenie zieleni jest szkodliwe. Może warto drugą część tej umowy też uszanować albo rzeczowo udowodnić, dlaczego jest ona bez sensu?
          Dużo się udzielam pod tym wpisem, ale to nie Twój ekologiczny indyferentyzm mnie poruszył tylko pogarda bijąca z powyższego posta. Ludzie dbający, żeby ktoś na trawie nie parkował albo nie pił im pod oknem zostali podsumowani jako degeneraci z daleko posuniętymi zmianami w mózgach, których nic już nie uratuje. Naprawdę dziwi mnie, że ktoś, kto jedynie chce, żeby wokół było czysto, cicho i zielono zasłużył sobie na taki hejt. Bo jeśli to miał być dowcip, to wybacz, ale przyciężkawy.
          I jeszcze w temacie nadwiślańskich bulwarów. W sezonie letnim „podchodzą” ze swoją „nieszkodliwą” muzyką aż za Rondo Waszyngtona. I to niestety jest reguła. Mieszkam, to wiem. Kolonie kormoranów zamieszkujące ten ten teren zapewne też zachwycone nie są i żal mi ich bardziej niż własnego niewyspania w nocy. Mamy XXI w., najnowsze technologie i dostęp do wszelkich możliwych materiałów budowlanych. I pomimo tego – w europejskiej stolicy – jedne żywe stworzenia muszą ustępować tym teoretycznie bardziej rozwiniętym i rozumnym, bo nie potrafią one zbudować sobie do zabawy przybytków szczelnych akustycznie, tudzież nie wystawiać głośników na Wisłę. Przykre, nie sądzisz?

      2. qulqa napisał(a):

        Widzisz, jakoś dziwnie w krajach, które wielu z nas uważa za cywilizowane i wzorcowe (Skandynawia, Niemcy, Szwajcaria) nikt nie musi grodzić trawników. Po prostu oczywiste jest, że na nich się nie parkuje. Ale w tych krajach ludzie mają wpojony od dziecka szacunek do prawa, a telefon na policję, że ktoś je łamie, nie jest żadnym donosem, tylko obywatelskim obowiązkiem.

    4. Ale tu bardzo dużo szeryfów. To smutne, że dawanie nauczki komu popadnie (oby się tak dobrze, tak porządnie nauczył) jest takie satysfakcjonujące dla Was. Nic tak nie poprawia humoru jak niezobowiązujący donos na sąsiada. Oczywiście tylko o pierdoły, przyjadą, dadzą mandacik i już sąsiad ma parę złotych mniej. Mała rzecz, a jak cieszy. Co innego gdyby katował żonę… Lepiej się nie mieszać, jeszcze zaczną ciągać po sądach… Wiem, że wszyscy bardzo ciężko pracujecie i to nie praca tylko prawdziwa krwawica, ale naprawdę przydałoby Wam się WIĘCEJ produktywnych zajęć.

      1. qulqa napisał(a):

        Nie, koleżanko.
        Przypisujesz ludziom błędną motywację.
        Szeryfem trawnikowym nie byłam, ale kto wie. Mam w głębokim poważaniu (staroświeckie określenie dupy) finanse sąsiada. Natomiast nie mam w dupie okolicznych trawników (lub tego, co z założenia miało być trawnikiem).

        1. Ogradzaj, stawiaj słupki, barierki, zasieki, pastuchy i sąsiad (ten z dupy) wreszcie da sobie spokój z robieniem Ci na złość. Będzie ładnie, więc będzie zgoda sąsiedzka. W żadnym wypadku nie odwrotnie.

          Kto by się przejmował, że jakaś karetka nie da rady się przez to wszystko przedrzeć, ani w ogóle, ani na czas…

        2. qulqa napisał(a):

          Przeczytaj, co napisałam niżej o barierkach. W krajach Skandynawskich, Niemczech, Szwajcarii nie trzeba żadnych barierek, żeby nikt nie parkował na trawniku. Po prostu szanuje się prawo i przestrzeń wspólną.
          W odróżnieniu od Polski.
          Finanse sąsiadów nie mają nic do tego.

        3. qulqa napisał(a):

          W małych miasteczkach tak, ale już nie w dużych miastach. Dokładnie to samo, co u nas. Próbowałam w tym roku zaparkować w centrum Helsinek, powodzenia życzę.
          Zaś Austria, Niemcy, Szwajcaria – dokładnie to samo, co u nas. Holandia, Belgia – jeszcze gorzej.

        4. Zaczynam Cię trochę rozumieć. Gdybym co drugi dzień wjeżdżała na osiedle, widząc, że nie ma już dla mnie miejsca parkingowego, a trzy samochody sąsiada stoją na parkingu, krawężniku i trawniku, pewnie też nagle zostałabym wielką obrończynią zieleni poziomu runa. Jest tylko jeden mały szczegół… to arcy silne poczucie obywatelskiego obowiązku dziwnym trafem kończy się dokładnie tam, gdzie swój koniec ma anonimowość…

        5. qulqa napisał(a):

          Nie bardzo rozumiem – żartujesz?
          Jakie ma znaczenie, czy kogoś znam? Ma mieć jakieś przywileje czy jak?

        6. Nie rozumiemy się. Mam na myśli sytuację w której zadenuncjowany będzie dokładnie wiedział kto na niego doniósł, a nie, że będziesz traktować znajomych ulgowo (tak w ogóle to powinno być poza dyskusją, bo ze znajomymi się o takich rzeczach po prostu rozmawia). Koniec anonimowości miałby jeden pozytywny efekt. Ludzie zamiast donosić zaczęliby reagować (wtedy bym uwierzyła, że im naprawdę na czymś zależy). Bez obrazy, ale odnoszę wrażenie, że Twoja troska o trawnik jest podyktowana wyłącznie emocjami:

          „-To ja zapierdalam 300m od parkingu do klatki, a ten mi tu na trawniku parkuje?!?!?! Ja ci dam psia mać!?!?!? /szurszurszur/ Gdzie ten telefon?!?!?!”

          Daj już spokój co? :)

        7. Koczilla napisał(a):

          Jak ciebie czytam, to widzę rozumowanie na poziomie Zbigniewa Stonogi. Upił się, awanturował, zdewastował pokój hotelowy i recepcję, a teraz ma do wszystkich żal i wypisuje na „warszawskie milicyjne nieroby” oraz „młodego gniewnego zdaje się z PO chciał pokazać kto tam rządzi i zamówił niebieską taksówkę”. Krótko mówiąc: robię syf, a jak ktoś to zgłasza, to kapuś i nołajlf. Tylko skąd założenie, że każdy, kto kapuje, robi to anonimowo? Ja, jak już wspomniałam, kapuję zupełnie jawnie. Nie doczytałaś? :) Zresztą przed 22:00 n i e m a m i n n e j m o ż l i w o ś c i. Policja nie przyjmie zgłoszenia, jeśli ktoś z funkcjonariuszami na miejscu przynajmniej nie porozmawia. Szydzisz, że komuś przeszkadza łamanie praw, których on sam przestrzega? A co w tym śmiesznego? Tobie nie przeszkadzałoby, gdybyś – powiedzmy – w domu sumiennie myła gary po każdym posiłku, a ktoś by po prostu brudne wrzucał do zlewu?

        8. Owszem, nie doczytałam. Może dlatego, że rozmawiam z kimś innym i czytam tylko Jego (qulqa) odpowiedzi (nie zauważyłaś?) :)

          Jeśli ktoś rozumie ten fragment o Stonodze… – #pomusz #tokmyśleniazamocno #nierosumie

        9. Koczilla napisał(a):

          No, ale teraz przeczytałaś, jesteś więc w stanie się odnieść? :)Co do dyskusji z qulqa to faktycznie nie zauważyłam, jakoby była prywatną, ale to pewnie dlatego, że toczysz ją publicznie?
          Widzę, że silisz się na ironię, ale skoro tak bardzo chcesz mieć ostatnie słowo #nawetwsrodkunocy, to mogłabys mieć #cosmadregodopowiedzenia #czyzbybrakargumentow #tychmerytorycznych #smuteczek

      2. Koczilla napisał(a):

        Ja zgłaszam i chlanie pod oknem, i katowanie żony. No i gdzie się mieszczę w Twoim uniwersum? Zgłaszanie „pierdół” ma to do siebie, że efekt donosu jest natychmiastowy. Zadenuncjowany dochodzi do słusznego wniosku, że na przyszłość bardziej opłaca się o d r o b i n ę zważać na otoczenie i ono od razu robi się i n n e. Z przemocą domową sprawy nie mają się już tak różowo, bo ten, kto się jej dopuszcza, jest odporny na łagodną perswazję, czyt. bardziej zdemoralizowany, a jego ukarania musi chcieć ofiara. Konsekwentnie musi chcieć. :>

  2. Moja babcia jest kombinacją wszystkich szeryfów. Właściwie jest chyba trochę bogiem, bo już dawno zdecydowała, kto pójdzie do nieba, a kto się będzie w piekle smażył.

        1. miałam pisać to samo! czytam i juz po kilku linijkach zjeżdżam na dół żeby zobaczyć podpis ale nie ma. i tak myślę… napisze komentarz, niech wie, że nie dałam się nabrać! a jednak : D

  3. Pionierka napisał(a):

    Problem polega na tym, że ludzie bardzo dziwnie interpretują, co jest „drobnymi wykroczeniami, które nikomu nie szkodzą, nie mają żadnego znaczenia, których jedyną zbrodnią jest to, że ułatwiają lub umilają komuś życie”. Z moich obserwacji wynika, że ludziom umilają życie następujące aktywności:
    – Niepsrzątanie po psie (umila niewątpliwie, miło jest nie schylać się i nie paradować z kupą w woreczku)
    – Puszczanie tychże psów luzem bez jakiejkolwiek kontroli (jestem psiarą, ale odpowiedzialną i nad futrzakiem panuję)
    – Ciskanie petów na chodnik, zamiast użyć kosza na śmieci
    – Picie piwa po czym pozostawianie wokół siebie butelek, puszek, kubków plastikowych i petów, bo jak się pije, to miło jest zajarać, ale niemiło jest poszukać kosza lub zabrać to ze sobą
    – Wyjście przed pub i darcie się w środku nocy na ulicy
    – Popisywanie się publicznie rynsztokowym słownictwem bez zażenowania i chwili refleksji nad komfortem nieco kulturalniejszych współużytkowników przestrzeni
    – Parkowanie na trawnikach, bo jak nie ma gdzie zaparkować to znaczy, że zaparkować można wszędzie.
    Jestem przekonana, że miłośnicy takich aktywności uważają mnie za podłego szeryfa, który im przeszkadza w prowadzeniu komfortowego życia, bo przecież oni nikomu nie robią krzywdy. A więc #jestęszeryfę

  4. Miałam tę cudownie wątpliwą przyjemność z krzyżówką szeryfów (tylko szeryf-matka się do tejże krzyżówki nie łapał). Pełna inwigilacja. Raz nawet, cud szeryfka-sąsiadka obudziła mnie o 7:30 słowami, że o tej porze to ja zawsze z domu wychodzę, więc w ten dzień też powinnam. :D Tak, miałam wtedy akurat urlop.

  5. Moja babcia jest lekkim przypadkiem szeryfa prewencyjnego. Czasem bawię się i za punkt honoru stawiam sobie na tyle ciche wyjście z domu, by nie uchyliła się firanka w oknie ;)

  6. qulqa napisał(a):

    Taaa, zwłaszcza ułatwia czy umila komuś życie wyjący pod oknem w odległości 4 metrów klub ze stolikami na przeszklonej werandzie i wyjący przed nim kolesie na fajce. A potem hałas tłuczonych butelek. I już wiem, że rano czeka mnie slalom pomiędzy wymiocinami i szkłem oraz upojne zapachy uryny, bojące od murku.
    To tak a propos fantastycznego pubu, który przecież nikomu nigdy nie przeszkadza.
    Pionierka, łapka.

  7. Witkacy Portrety Dla Ciebie napisał(a):

    drugi tekst ( po kotach ) napisany z taką dziwną negacją. Przecież twierdzisz, że jestes tolerancyjna?

  8. Koczilla napisał(a):

    Zawsze wydawało mi się, że prawo zabrania czegoś nie dlatego, że to umila i ułatwia życie, ale właśnie dlatego, że szkodzi.
    O nieszkodliwości budowlanych samowolek dużo mogliby powiedzieć strażacy, no i nie zapominajmy o takim pięknym zjawisku jak estetyka przestrzeni publicznej.
    Szeryfem niczyjej moralności nigdy nie byłam, ale zdarza mi się zdziwienie, dlaczego ktoś epatuje swoją intymnością – kłóci się, leje konkubinę, zwierza z trypra Ziucie, słucha Popka albo kopuluje na całe podwórko – i jednocześnie oczekuje zrozumienia, że to jego p r y w a t n e sprawy.

    1. No nie wiem, ten strażnik miejski chyba jest każdemu straszny. Każdy chyba ma na sumieniu picie piwo nad Wisłą… chociaż ja jakoś nie czuję, żeby obciążało to moje sumienie, bo nikogo tym nie skrzywdziłam.

        1. Nie odczuwam takiej potrzeby, zeby pic piwo w miejscach niedozwolonych. Nie wiem, czy to az taki powód do podziwu – po prostu nie mam w sobie potrzeby, zeby na siłę obnosić się z piwem. Nie jest mi to do niczego potrzebne.

        2. Przecież to nie jest „obnoszenie się z piwem”, na litość Buzka! Rozumiem, że można nie mieć takiej potrzeby, ale to nie oznacza od razu, że osoby robiące to, chcą się „obnosić” z butelką.
          W czasach studenckich lubiłam z małpką żołądkowej i przyjacielem usiąść w parku lub nad Wisłą i pogadać – zamiast w knajpie lub w domu. No i mam wspaniałe wspomnienia z randki w Paryżu, podczas której piliśmy cydr nad brzegiem Sekwany. Tak jest po prostu milej czasem niż w knajpie. I za to karać się moim zdaniem nie powinno. Za śmiecenie – tak. Nie za siedzenie i picie.

        3. Koczilla napisał(a):

          Rozmawiałam nie tak dawno z facetem, który zęby zjadł w przemyśle alkoholowym i przekazał mi on dwie mądrości:
          1. Nie istnieje coś takiego jak „kultura picia”.
          2. Po przedawkowaniu alkoholu z największego inteligenta robi się małpa.
          I nie muszę wierzyć mu na słowo, bo parę razy dawałam szansę imprezowiczom, którzy „tylko” pili pod moim oknem. Z a w s z e rozmowy ewoluowały w ryki, a ryki w kwiki. W ciągu pół godziny.
          Z nadwiślańskich plaż i parków korzystają nie tylko pijący, w błonia Parku Skaryszewskiego wkomponowane jest osiedle oraz orlik i na serio przebywanie w podchmielonym/nawalonym towarzystwie nie należy do przyjemności.
          „W restauracjach też zdarzają się ekscesy, a jednak tam picie jest legalne” – powiesz. Tak, ale obsługa lokalu ma możliwość wyproszenia delikwenta w ciągu kilku minut, a do gibona z parku trzeba wezwać odpowiednie służby, które – jak sama napisałaś – na brak zajęć nie narzekają i na miejscu stawiają się najwcześniej po 20 minutach. I z tejże przyczyny nie ma sensu pisanie „należy zabraniać śmiecenia i hałasowania, ale nie picia”, bo jedno z drugim się niestety wiąże. Ograniczenie możliwości spożywania to po prostu ograniczenie wszelkich towarzyszących mu „atrakcji”.

        4. No akurat moim zdaniem to jest obnoszenie się z piwem i chyba mam prawo do własnego zdania. Jakieś picie po parkach czy rzekach kojarzy mi się właśnie z pijanymi menelami wylegującymi się na trawie, ewentualnie z hałaśliwymi wulgarnymi ludźmi drącymi mordę w środku nocy pod oknami. I później pełno rozbitych butelek i puszek wala się po trawnikach i ulicach. No ale dla kogoś to może faktycznie jest miłe, ja przecież cudzych emocji nie kwestionuję, jednak mam też prawo do własnych.

        5. Picie piwa w parku kojarzy się z menelami głównie Polakom. O dziwo w krajach gdzie można kulturalnie usiąść na plaży, trawie, ławce itp i napić się piwa rzadko kiedy natkniemy się na meneli. Poza tym przeważnie to nie menele krzyczą pod blokiem w środku nocy, tylko ci którzy wracają z „kulturalnego” picia w barze i nawalili się tam jak stado świń.

        6. Koczilla napisał(a):

          Mam pod blokiem całodobowy monopolowy i moje „przeważnie” to właśnie jego klienci. Ci, którzy lubią spożyć „pod chmurką”. Nie w barze. Jak kulturalne potrafi być picie na plaży, można się przekonać nad Wisłą, na wysokości mostu Poniatowskiego. Latem jest tam wszystko. Tłuczone szkło, wrzaski, smród uryny i fajerwerki, które teoretycznie wolno odpalać tylko na Sylwestra.

  9. Jak przeczytałam ten tekst to od razu przypomniała mi się moja przyjaciółka, która mieszka w bloku pełnym takich szeryfów. Jak tylko światło się na klatce zaświeci to momentalnie pędzą do wizjerów. Wszyscy wszystko wiedzą. A jak czegoś nie zauważą to nie mają oporów, żeby zapukać bezpośrednio do drzwi i dopytać.

  10. qulqa napisał(a):

    Seg, to jeszcze dorzućmy jazdę autem po półliterku na dwóch. Przecież to takie przyjemne, a i nikomu nie zaszkodzi. Poza tym co to półliterek na dwóch? nawet poczuć się nie da.
    Co Ty na to?

      1. qulqa napisał(a):

        No Seg, półliterek? Mniej niebezpieczny niż dzieciak na szczycie topoli albo nielegalna dobudówka, która powstała bez żadnego planu, ale przecież nie ma prawa się zawalić.
        Tak samo można powiedzieć o szybkiej jeździe po mieście, ale takiej rzędu 200 km/godz. Przecież Frog nikogo nie zabił, więc dlaczego ograniczenia?

        Teraz rozumiesz?

  11. Gdy coś się stanie, szeryf wezwie policję, pogotowie, straż…

    A reszta będzie zajęta nagrywaniem filmików i wrzucaniem ich do sieci.
    Często z komentarzem. Niestosownym.

  12. Sąsiad za czasów mieszkania z przyjaciółką. Sąsiad, który codziennie wzywał do nas policję, tłumacząc, że mieszkamy w melinie, po pokoju biega nam koń, skaczemy do wanny z 3. metrów, a muzykę puszczamy jak na koncertach. On. Wszystko w jednym i jeszcze gorzej.

Dodaj komentarz