Jak wyobrażam sobie koniec ciąży, poród i karmienie piersią.

Postanowiłam ten wpis napisać „ku pamięci”, ku własnej rozrywce kiedyś, gdy się już przekonam, jak to jest oraz ku rozrywce wściekłych matek, które od kiedy oznajmiłam, że jestem w ciąży, piszą mi, jak to jeszcze nic nie wiem, jak to będzie ciężko i źle jeszcze przede mną. Skoro więc jest frajda w słuchaniu żółtodzioba (a jest, nie przeczę), to opowiem teraz o tym, co sobię planuję. :)

Jestem w błogim, drugim trymestrze. Za chwilę trzeci, kiedy mój brzuch będzie ogromny, nie będę się mogła normalnie ogolić, schylać, myć głowy nad wanną, spać na brzuchu itd. Mam jednak nadzieję, że to nie będzie oznaczało powrotu koszmaru z pierwszego trymestru i jedynym, co mnie będzie męczyć, będą różne fizyczne bóle, mdłości, zgagi i temu podobne dolegliwości związane z coraz większym ciałem dziecka rozpychającym się w moim brzuchu i naciskającym na różne narządy wewnętrzne. Bo nie wiem, czy mnie rozumiecie, ale ja rozdzielam różne przykre bóle i choroby na te pochodzenia fizycznego – czyli boli, bo się stłukło, bo jest nacisk, bo uderzenie, bo jest rana w jakimś miejscu – oraz te pochodzenia niewiadomojakiego, jakby z głowy – czyli nieustające poczucie mdłości, zawroty głowy, nieuzasadniona żadnym zdarzeniem słabość itp. To trochę tak, jakbyście chcieli odróżnić przeziębienie z gorączką od przeziębienia bez gorączki. Ja nie lubię gorączki, a tak się właśnie czułam w pierwszym trymestrze. I mam nadzieję, że trzeci da mi tylko fizycznie popalić, nie wchodząc w moją głowę i nie mącąc mi. :)

Poród… eh… Tyle się już od mamy i innych rodzących kobiet nasłuchałam, że na co jak na co, ale na ból jestem przygotowana. To znaczy… żeby być precyzyjną: spodziewam się bólu. Mimo wszystko chcę rodzić naturalnie, do tego w pozycji wertykalnej i może nawet w domu narodzin przy szpitalu na Żelaznej, bo tam taka domowa atmosfera jest i położne kumate. Nie wiem, czy będę chciała Sebę przy sobie, czy po prostu przy drzwiach, gotowego do przyjścia, gdy go będę potrzebować, ale jesteśmy umówieni, że będzie właśnie gotowy. Ponoć kobiety potrafią w bólu strasznie przeklinać i krzyczeć na swoich facetów. Nie wydaje mi się, by mi się to zdarzyło, ale może.. Wiadomo, że bym chciała urodzić w 15 minut, ale tu się absolutnie na nic nie nastawiam. Urodzę tak, jak urodzę. Szybko lub przez pół dnia. I tylko mam nadzieję, że nie pojawi się żadne zagrożenie dla dziecka ani dla mnie podczas porodu i że wszystko zakończy się szczęśliwie. Nie boję się. Może zacznę się bać tuż przed. Teraz się w ogóle nie boję :)

Depresja poporodowa pewnie mnie dopadnie, bo jestem na takie rzeczy podatna. Nie spodziewam się też, że od razu pokocham swoje dziecko, choć jestem pewna, że od razu będę czuła potrzebę opiekowania się nim i chronienia przed całym światem.

Trochę boję się karmienia, bo mnie baby straszą pękającymi brodawkami sutkowymi cały czas. Ale dam sobie radę. Twarda jestem :) Natomiast zupełnie nie mogę sobie wyobrazić tego niewyspania i różnych karmieniowych ograniczeń, o których ciągle piszecie. Nie zamierzam się ograniczać. Będę jeść i pić, na co mam ochotę i dopiero gdyby u dziecka pojawiła się jakaś alergia lub inne problemy, będę powoli zmieniać dietę i rezygnować z pewnych składników. Ale nie drastycznie, nie wbrew sobie i na pewno nie „na zapas”, „bo mogą uczulić”. Uważam takie podejście za głupie. Może i sok pomarańczowy niesie ze sobą duże ryzyko uczuleń, ale tak samo duże ryzyko uczuleń ma psia sierść w otoczeniu czy orzechy, a każdym narzędziem można teoretycznie zrobić krzywdę komuś lub sobie. Nie będę się ograniczać przed tym, jak faktycznie coś zacznie mojemu dziecku szkodzić.

Co do spania, zamierzam spać z dzieckiem, więc jeśli nawet będzie co godzinę się budziło i chciało jeść, będę je tylko przysuwać do mnie, przystawiać do piersi i karmić. Przecież nie będę pracować nigdzie, więc będę miała dużo czasu na sen, po prostu nie ciągły, tylko podzielony na mniejsze okresy. Wstawanie do dziecka to się zacznie dopiero, gdy dziecko będzie spało w innym łóżku przecież, a na początku zamierzam spać z nim. Mam wrażenie, że czas karmienia nie przebije tych kilku miesięcy jako kierownik produkcji, kiedy spałam po 3-4 godziny dziennie, resztę czasu przeznaczając na zapierdalanie po różnych lokacjach i rozwiązywanie mega-stresujących problemów kilkudziesięcioosobowej ekipy. Ale może się mylę. Może to była betka w porównaniu do macierzyństwa. Zobaczymy!

A, i wydaje mi się, że sama instynktownie będę wiedziała, jak wszystko robić. Że nie potrzebne mi do tego będą żadne rady i poradniki. Po prostu będę wiedziała. :)

Komentarze do wpisu: 73 Napisz komentarz

      1. www.dobrze-wydane.blogspot.com napisał(a):

        Ja nigdy nie miałam na rękach niemowlaka nie mówiąc już o noworodku. W czasie ciąży przeczytałam trylion książek o pielęgnacji i opiece dziecka. Ale tak naprawdę to wszystko o kant…stołu rozbić :) Mamy intuicje, która nigdy nie zawodzi i ja, chociaż wydawało mi się też, że nie dam rady, już na drugi dzień po cc, śmiagałam sama przy dziecku. Teraz ma 4 miesiące i potrafię z nim na rękach ugotować dwudaniowy obiad lol :)

  1. Zaradna Mama napisał(a):

    uśmiecham się :-) i czekam na porównanie Twoich wyobrażeń z porodem. Każdy poród jest inny, każda babka inaczej go wspomina. Życzę, aby był to najwspanialszy dzień w Twoim życiu!

  2. Ostatni akapit podsumowuje to, co najważniejsze – do porodu i opieki nad dzieckiem nie da się w 100% przygotować, ale jak się już zacznie to i tak będziesz wiedziała co robić. Najważniejsze to nie słuchać ciotek, babć i innych życzliwych, tak przecież doświadczonych kobiet.
    Ja mogę dodać jedną rzecz, która mnie ogromnie zaskoczyła. Od pierwszych dni wszystko kręciło się wokół KUPY. Za każdym razem przy zmianie pampersa zastanawiałam się, czy wszystko z nią ok.. I do tej pory KUPA jest niezwykle ważnym obiektem mojego matczynego życia – choć teraz z zachwytu nad nią przeszłam w tryb odruchu wymiotnego ;)

    1. Kiedyś na jakimś programie, chyba Discovery, mówili o tym, że każda matka potrafi rozpoznać kupę swojego dziecka. Po zapachu i wyglądzie. Taka pozostałość po przodkach, którzy nie potrafili jeszcze się dobrze komunikować. Chodziło o to, żeby w stadzie nie zgubić czy nie pomylić własnego dziecka.

  3. Dobrze gadasz, mamuśka! :)
    [poczuła wkurzony wzrok Seg. Poprawia się.]

    Matyldo, w pełni zgadzam się z Twoim tekstem. Masz rację, dobrze przewidujesz, intuicja i rozum dobrze Ci podpowiadają. Będzie tak jak piszesz.

  4. www.dobrze-wydane.blogspot.com napisał(a):

    Hah też miałam plany :) Poród naturalny i karmienie piersią :) Skończyło się cesarką i butelką…ale co tam, najważniejsze że moje dziecię jest zdrowe, silne i daje nam dużo radości.

    Ja zdecydowałam się na poród rodzinny (przed cesarką próbowałam urodzić przez ok 10h) i powiem Ci że nie wyobrażam sobie sama tyle godzin leżeć. Nie ważne czy mąż, partner, siostra, mama, teściowa, koleżanka…uważam że obecność drugiej osoby bardzo dużo daje. Chociażby pomaga rozmowa, aby nie myśleć o tym, że boli (a booooliiii…)zawsze poda wodę, pomoże wleźć na fotel, potrzyma za rękę.

    Będziesz rodzić ze znieczuleniem ? :) Polecam !

  5. Nie chcę straszyć, ale mój facet zwiał mi ze szpitala, jak tylko mnie tam przywiózł, bo darła się jakaś kobieta tak strasznie, że normalnie uciekł, ja chciałam też uciec stamtąd, ale mi powiedział taki tekst: ” I co ja teraz z Tobą zrobię, Ty nie możesz, musisz tu zostać! I tak to jest z facetami! Uważaj na nich Segritta, uważaj! :-) Pomijając, że chodziłam po korytarzu całą noc w bólach a rano po porodzie nawet nie wiem co było… zasnęłam jak zabita, przywieźli mi tylko wtedy dziecko, które nie dość że wyglądało jak chińczyk bo było żółte od żółtaczki, miało skośne oczy i murzyński nos, pamiętam jak się bałam, jak to wytłumaczę teściom no i jemu temu co uciekł, ale okazało się że teście byli zachwyceni, a taki wygląd jest normalny u niemowlaków, za to teraz moja córa ma piękny nos, nie długi, piękne duże oczy, a żółtaczka przeszła jej po 3 dniach w szpitalu :-) Pozdrawiam … :-)

  6. Optymistyczne podejscie mimo wszystko. Moja wizja o porodzie, ciąży nadawalaby sie jako scenariusz do filmu grozy. Ciąża-ciagly dyskonfort, kopanie, mdlosci, naciski, poczucie jak „cos” rusza sie i rosnie w brzuchu niczym obcy z science fiction.. a porod? Potworny bol, śluzy, wydzieliny okraszone krzykami, krwią, i lapaniem oddechu. A po wszystkim zszywanie (!) Wiadomo czego ..i przy tym wszystkim mialby byc moj partner? Ja rozumiem cud narodzin, magiczna chwila ale na Boga nie wyobrazam sobie pożycia po takich widokach..moze troche obrazoburcze te moje wizje. Po prostu nie jestem tym typem kobiety ktorą rozczula widok bobasow i spioszkow a ciaza to dla mnie po prostu swego rodzaju „obowiazek”/”powinnosc” tak jak niegdys sluzba wojskowa. Moze kiedys to myslenie sie zmieni.oby.

  7. Co Ty kobieto masz z tym myciem głowy nad wanna? Myjesz tylko wlosy ?Poprostu wykąp sie cała i tyle. Wchodzisz do wanny i w wannie myjesz odrazu wlosy kapiac sie!

    1. No czasem się myję cała, ale przeważnie lubię oddzielnie włosy umyć, żeby od razu do góry w ręcznik zawinąć, i żeby na plecach nie zostawały długie wypadnięte, bo potem drażnią. A w wannie to już zupełnie sobie nie wyobrażam myć głowy, bo potem włosy pływają w tej wodzie. Tak więc no.

  8. Ania Łudzik napisał(a):

    Seg, polecam Ci bardzo książkę: „Dziecko dla odważnych” Leszka Talko. pozwala spojrzeć na dziecko z innej perspektywy ;) najlepiej przeczytać jeszcze przed porodem

  9. Anna S. napisał(a):

    czytam Cię od jakiegoś czasu lecz wypowiem się po raz pierwszy :) W ogóle o tym nie myśl bo i tak nic nie zmienisz :D Pomyślisz o tym po porodzie, a teraz myśl o sobie i swych przyjemnościach. Nie ma nastawiania nie ma rozczarowania :) Taka była moja dewiza :) Żadnych poradników, babć, koleżanek dobrych rad. Ja miałam zamiast tego świetną położną. Taka położna – kołcz. Ona mi łeb nastawiła jak trzeba i wszystko poszło gładko. Pomagała nam do 2 lat po porodzie, w sensie służyła radą. Jakby co cesarki nie bój ja miałam i było spoko :) Pozdrawiam, ania ps. jednakowoż drugiego dziecka nie planuję :P

  10. Moja najlepsza przyjacióła, matka mojej córki chrzestnej, nie przeczytała ani pół książki na tematy okołociążowe. Internetu w tym zakresie też nie ruszała, jak właściwie w żadnym. Ten typ. Oparła się o swoją intuicję, wsparcie własnej mamy (które jest i było bezcenne), lekarza prowadzącego i męża, który od pierwszego dnia jest świetnym ojcem. Oczywiście od porodu wszelkie wątpliwości rozwiewa też u zaufanej lekarki. I tyle. Mała jest cudna i zdrowa. Najlepiej wspominam jej poród (już prawie 2 lata temu), bo tego dnia gotowałam rosół, taki wiesz, wołowo-indyczy, wg pp, więc kilka godzin pracy. Gdy rozmawiałam z nią koło południa, ustaliśmy, że jesteśmy w kontakcie (gotowe na to, że poród będzie trwał chociaż do dnia następnego, bo coś się mała na świat nie pchała). Kolejny telefon to był już z hasłem „już ją mam”. Akurat próbowałam gotowy rosół… Małej się odwidziało ;-) PS. Jestem spokojna, że kto jak kto, ale ty nie dasz się zwariować w żadną stronę i wiem, po prostu wiem, że Twoje zapiski będą wiekopomne. Już je lubię ;-)

  11. Martyna Wójcik napisał(a):

    Karmienie przy spaniu z dzieckiem to bajka. Jedz normalnie wszystko tylko z rozsądkiem – reszta pytań z laktacją związanych – polecam hafija.pl i kwartalnik laktacyjny :) a reszta macierzyństwa to po prostu instynkt :)
    Przy porodzie początkowo chłopa nie chciałam ale teraz przyznam, przydał się bardzo.

  12. Anna Olechowska napisał(a):

    Zgadzam się z większością tego co napisałaś. Ja karmię już drugiego dzidziusia i jem na co mam ochotę. Wykluczać należy tylko jeśli dziecko ewidentnie reaguje na jakieś jedzenie. Moja córka miała kolkę, ale tylko pilnowałam żeby nie jeść mocno przyprawionych czy smażonych potraw i źle nie było. A teraz mam 3 miesięcznego synka, który nie ma żadnych kolek czy innych problemów. Jak mi zaczęły babki i ciotki wyliczać czego mam nie jeść to się za głowę złapałam. Jedyne na co mi reaguje to kawa – także jedna dziennie to dla mnie max. Karmię piersią i nigdy nie miałam ani bolących, ani krwawiących sutków, wogóle nie wiem co to znaczy problem z karmieniem. Przyłożyłam ssaki i poszło, także nie przejmuj się jak Cię straszą. Dużo wody musisz pić przy karmieniu i żadne tam bawarki srarki tylko zwykła woda. Co do porodu to jak się uwiniesz w pół dnia przy pierwszym dziecku to nie ma co narzekać. Ja rodziłam pierwsze dziecko przez 24h, a przy drugim się zdecydowałam na cesarkę. Jedyne czego nie polecam to spanie z dzieckiem na łóżku, we wszystkich profesjonalnych książkach odradzają, bo to jednak niebezpieczne (ale wiadomo to jest wybór matki). Ja mam łóżeczko dziecka przy moim łóżku i bez problemu westarczy jak się podniosę trochę i mogę go wziąć na ręce. Swietną sprawą są koszyki, bo taki koszyk możesz postawić koło siebie na łóżku i masz smoka obok. W UK są bardzo popularne i dobrze się sprawdzają w pierwszych miesiącach. Moja córcia budziła się ze 3-4 razy w nocy do karmienia a synek na początku 2 razy się budził a teraz śpi do 5 rano, także wogóle nie czuję zmęczenia przy nim i nawet nie dosypiam w dzień. Każde dziecko jest inne i najlepiej słuchaj własnych instynktów. Macierzyństwo jest piękne, ale to też ciężka praca. I nie bój się, nie zmienisz się tak bardzo, dalej będziesz tą samą osobą. Tylko już nigdy nie zaznasz spokojnego snu, bo zawsze gdzieś z tyłu głowy siedzi ten mały niepokój czy z dziećmi wszystko ok :) pozdrawiam

  13. W końcu ktoś o normalnym podejściu do rodzenia i macierzyństwa. Jak widzę moje koleżanki zaopatrzone w sterty poradników (które często same sobie zaprzeczają) to robi mi się słabo. Tak samo z tym jedzeniem, moja znajoma nie soliła jedzenia w ogóle, bo jej roczne dziecko soli jeść nie powinno, więc cała rodzina jadła jałowe ziemniaki czy ryż…
    Mam nadzieję, że trzeci trymestr przebiegnie tak jak sobie tego życzysz i że urodzisz w 15 minut:)

  14. Cześć!
    Ja wiem, że każdy (raczej każda) pisze tysiąc porad i wie najlepiej. Chciałabym jednak przerwać ciąg opowiadań o bólu porodowym.
    Zwyczajnie poród naturalny bez znieczulenia zewnętrznego nie musi boleć. To kwestia nastawienia, wiary w siłę natury i to, że organizm kobiety, jeśli nie jest spięta strachem i zestresowana znieczula się sam. Nie mówiąc o tym, że będąc faktycznie zrelaksowaną, niektóre bolesne czynniki/napięcia mięśniowe w ogóle nie występują.
    Wiem, to brzmi nieprawdopodobnie w naszej kulturze poród boli bo, bo co? Bo wszystkich boli, bo boleć musi. To nieprawda.
    Dzięki np temu podejściu do porodu: http://www.hypnobirthing.com/ można przeżyć coś wspaniałego (nie, nie chodzi mi o jakieś orgazmy itd), a nie koszmary i ból o których tak dużo kobiet niestety opowiada. Trzeba włożyć trochę pracy w przygotowanie się do porodu, ale warto, warto i jeszcze raz warto.
    Jak nie ty, to może ktoś inny czytający komentarze się tą metodą zainteresuje i przerwie ten okropny krąg opowieści i nastawiania się na ból.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego naj najlepszego!

    PS. Udało mi się bezboleśnie urodzić dwójkę dzieci więc to nie jest porada teoretyczna ani żadna reklama! ;) Wysiłek jest, ale nie ból i nie cierpienie.
    (znam też coraz więcej osób, którym ta metoda pomogła).

  15. Dobrze jest, tylko z tym wstawaniem w nocy to jest tak, że niestety wspólne spanie nie wyeliminuje wstawania. Wszak dziecko w nocy lubi się wyprożnić i obsikać od stóp do głów – wówczas niestety trzeba wstawać, przebierać i ogarniać. 3mam kciuki i zycze powodzenia, pozdrawiam!

  16. Mój facet spóźnił się na poród 10 minut, może niecałe. Ale jak wparował na porodówkę powiedziałam, że jak będzie chciał jeszcze jedno dziecko to będzie dupą rodził. ;)

    Wiele rzeczy podchodzi pod weryfikację, ale moim zdaniem dobre podejście do postawa.

  17. disqus_FVv81i8TUm napisał(a):

    Na pewno nie możesz zakładać „będę karmić piersią”, bo o tym to raczej zdecyduje latorośl. Jak będzie butelka to przefikane, pobudka co 4-5 godziny i.. trzeba wstać, przygotować, podgrzać, nakarmić itp.

    Zmęczenia od niewyspania nie da się porównać z harówą w pracy, bo przy nawet największym bieganiu przychodzi w końcu jakiś weekend w który można położyć plackiem na nawet na 24h i odespać gorszy czas.

    Przy noworodku nie ma takiego komfortu, on nie znika na weekend/święta itp. I to trwa przez wiele miesięcy.
    Mężczyzna też nie zawsze jest w stanie go „przejąć” (póki co nie karmią piersią).
    Generalnie: deficyt nastu (albo i więcej) nieprzespanych nocy daje w kość i nie da sie tego opisać.

    Ale do przeżycia :-)
    Człowiek uruchamia w sobie zasoby o których nie jest świadomy.
    Tyle, że później inaczej patrzy na definicję słowa „zmęczony” tak samo jak inaczej definiuje sformułowanie „nie mam czasu” :-)

    1. Ale może być i tak, że… nie będzie nieprzespanych nocy;> W O-G-ó-L-e. W sensie ok, co trzy godziny otworzysz oko, podasz do stołu i przestawisz budzik. Bo twoje dziecko samo przespałoby noc od wejścia, a noworodka raczej każą budzić, przynajmniej przez dwa tygodnie. Więc spoko.

      Żeby nie było, z doświadczenia matki dwójki mówię:)

  18. Venusian*Glow napisał(a):

    Seg, goraco poradzam Ci ksiazke „Ina May’s Guide To Childbirth”, jest naprawde super — zupelnie inne podejscie do rodzenia no i wiele ciekawych wskazowek. Ina May (autorka) jest tez niesamowita osoba.

    Sama rodzilam w domu z polozna a nie w szpitalu, takze pochwalam Twoja decyzje rodzienia w domu rodzenia. Ja mialam dwa fajne porody, a kolezanki co rodzily w szpitalach wszystki sa straumatyzowane (no, oprocz jednej), bo to system tasmowy w ktorym system jest wazniejszy od Ciebie. A w domach rodzenia lub porody w domu — to Ty jestes najwazniejsza i koniec.

  19. Z własnego doswiadczenia moge jedynie podpowiedziec, zeby zawsze tez miec z tylu glowy, ze sa sytuacje nieprzewidziane (łatwiej zaakceptowac jak cos sie dzieje), np u mnie porod w 9 dni po terminie, trwał ponad 20godzin naturalnie a i tak zakonczylo sie cesarka ze wskazan medycznych i bardzo dobrze, bo moglo byc niewesolo, a tak bardzo chcialam rodzic naturalnie ;) tez sypiamy z malenstwem ale wstawac trzeba, bo sie te pampersy same nie zmienia ;) a tak przede wszystkim to GRATULACJE :)

  20. Dokladnie! Niewyspanie to cos czym się straszy, ale może kogoś kto śpi od 19 do 8 rano. Ja od zawsze po nocach żyję, więc i na pytania czy mała śpi w nocy nie wiem co odpowiadać, bo czasem śpi czasem nie ale co za różnica jak ja nie. Zresztą jakoś tak się ustawiło, że śpię jak kamień 3godz i budzę się zregenerowana porządnie :) co do jedzenia też miałam plan jeść wszystko, jednak po porodzie miałam pustkę w głowie! Dwa tygodnie mi zeszlo zanim zaczelam jesc tak jak planowalam wszystko (nie wiem jak przezylysmy na samej wodzie i biszkoptach) dlatego polecam ulozyc sobie tygodniowy zdrowy jadlospis! Gdyby ktos mi powiedzial : dzisiaj zjedz twarozek z bananem jutro jajecznice i koktajl z gruszki calowalabym po rekach! Brodawki bola polecam zanim zaczna bolec smarowanie po kazdym przystawienia dzieciaka mascia, albo jedna smaruj a druga piersia czuj bol a co! Mnie zaskoczyl fakt ze mleko sie wytworzylo u mnie 6dnia po porodzie, w szpitalu pytalam kazdej poloznej co jak go nie bedzie, takze trzeba dac sobie czas i przystawiac dzieciaka do tych bolacych sutow. polecam pozycje wertykalne : mnie chciano polozyc ale pozwolono rodzic w kucajaco-siedzacej pozycji i bez nacinania sie udalo, poza tym, wybaczcie ale sam okres parcia mi kojarzyl sie ze zrobieniem ogromnego stolca wiec na lezaco raczej ciezko :d powodzenia w porodzie i pozniej ze wszystkimi ciotkami dobrymi radami!

  21. Nie ma co się nastawiać, wszystko i tak wyjdzie w praniu, a życzliwe rady i komentarze innych można puszczać mimo uszu, ponieważ często mijają się z prawdą. Ile kobiet, tyle rodzajów porodu, nie ma takich samych odczuć. Jako położna wiedziałam co mnie czeka w dniu porodu, a tak naprawdę byłam w takim szoku, w dodatku wylądowałam na sali operacyjnej i nie miałam bladego pojęcia co się ze mną dzieje i jak w ogóle mam zająć się dzieckiem. ;) Ale dałam radę, trzeba wierzyć w swoje siły i słuchać intuicji! :)

  22. Witam,

    Jestem młoda matka, córeczka jutro kończy 3 miesiące ;)

    Zanim to wszystko przeżyłam podchodziłam do tego tak jak Ty,
    ale teraz wiem ze rzeczywistość jest inna. Nie koniecznie gorsza ;)

    Całą ciążę znosiłam dobrze, nie miałam mdłości, zgagi itp. Przytyłam
    tylko 4 kg, ale mimo tego w 3 trymestrze czułam się jak słoń… Im bliżej terminu
    tym było mi ciężej chodzić, spać… Dlatego nie mogłam się doczekać kiedy na świat
    przyjdzie córeczka. Od początku czułam ze nie ważne jak będzie mi źle i ciężko,
    i tak będę ja kochać najbardziej na świecie! ;)

    Na ból podczas porodu nie da się nastawić i nie da się go wyobrazić.
    Boli i to bardzo, ale da się przeżyć ;) A gdy dostanie się swoje maleństwo na
    brzuch już nic się nie liczy, w tym momencie bol nie istnieje. Ja z radości i z
    nadmiaru emocji płakałam. Łożysko u mnie to był Pikuś ;) Wyjście dziecka to u
    mnie były dwa parcia i po robocie. Mała była 2 dni po terminie, pęcherz z
    wodami miałam przebity o 8.30, a urodziłam o 19.10… To była męczarnia. A i tak dostałam
    kroplówkę na przyspieszenie, po której ból obkurczania macicy był gorszy niż poród.
    Mąż był ze mną przy porodzie i bardzo mi to pomogło, motywowało mnie gdy po
    wielu godzinach myślałam ze już nie dam rady ;)

    Co do karmienia piersią to bardzo chciałam karmić, planowałam
    ze poł roku będę karmić. Niestety życie zmieniło moje plany… Karmiłam tylko tydzień,
    później pokarm zanikł i musiałam karmić mlekiem modyfikowanym, z doborem którego
    miałam problem aż do niedawna. Na szczęście już wszystkie problemy się skończyły
    i mała je z apetytem ;) Co do jedzenia przy karmieniu piersią… Jeśli zjadłam cos
    co jest ‘niedozwolone bo uczula’ córka miała straszne kolki ;(

    Nie jestem za spaniem z dzieckiem w łóżku, od początku dziecko
    powinno mieć swoje miejsce. Nawet małe dziecko się przyzwyczaja.

    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego rozwiązania ;) A później dużo
    cierpliwości..

  23. Katatek napisał(a):

    Duża szansa, że tak właśnie będzie. Karmienie piersią – super praktyczne i bezproblemowe (można zawsze i wszędzie, opowieści o krwi itp. to moim zdaniem promil wszystkich „opowieści piersiowych”), tak samo spanie z dzieckiem – ja Małą (4 i pół miesiąca) tylko przekładam sobie z jednego boku na drugi, przez sen. Łóżeczko to moim zdaniem zbędny zakup:) – przy pierwszym dziecku (trzylatek) wykorzystaliśmy je może trzy razy (teraz śpi już w swoim dorosłym łóżku sam). Nie-spanie? No to zależy od egzemplarza, ale matce jakoś spada zapotrzebowanie na sen:) – czasem śpię raptem pięć godzin, a potem w dzień jest jakoś ok, nie wiem, na czym to polega. Jeść można wszystko, tylko patrzeć, czy dziecko ok reaguje. Depresja czy raczej baby blues? Hmmm, ważne, żeby mieć dookoła siebie bliską osobę, nie być samą całymi dniami, tylko z dzieckiem. Żeby z kimś pogadać i skupić na czymś poza dzieckiem. I mija zwykle po kilku dniach. A poród… Ważne, żeby w zapasie mieć opcję znieczulenia – choćby dla własnego komfortu psychicznego.
    Będzie super! A że poród na wiosnę, jeśli dobrze liczę, to potem dziecko w chustę i w miasto!
    I przede wszystkim gratuluję, dziecko to wielki fun!

  24. luss napisał(a):

    Heh ladnie to wszystko zaplanowalas. Poczytalas, nasluchalas sie roznych fajnych i strasznych historyjek. Ale samo zycie zwerfikuje wszystko co sobie sama zaplanowalas. Jedyne co bym zmienila to twoje zywienie podczas karmienia. Jestes typem buntowniczki ale zmieknie ci serce gdy maluszek bedzie wydzieral sie w nieboglosy przez kilkanascie godzin. Ale na takie reakcje ma wplyw takze rozwoj plodowy. Kazdy maluch jest inny kazda mama jest inna. Zycze bardzo przyjemnego III trymestru by szybko przelecial i bys juz mogla cieszyc sie swoim okruszkiem w ramionach ;)

  25. Dobrze napisane :) Nie przejmuj się gadaniem innych, będziesz czuć co robić i czego potrzebuje Twoje maleństwo. Drugie dziecko rodziłam na Żelaznej, na izbie przyjęć bo wsyztskie porodówki były zajete, a ponieważ miałam nadciśnienie nie mogłam rodzić w domu narodzin. To urodziłam na stojąco na izbie. Dobrze, że była druga w nocy bo wszyscy by uciekli :) Poszło szybko i miałam super położną. Później w sumie było ok, ale standard na żelaznej to inny temat. Zgadzam się również z Tobą, że można jeść wszyztsko, pić soki pomarańczowe czy jeść truskawki. Tylko z umiarem :) Dowód: dwójka zdrowych dzieciaków, bez alergii. Co zorbiłam inaczej to nigdy nie kładłam się z dziećmi, zawsze spały w łóżeczku (mniejszy w wózku przez chwilę), ale to każdy sma oceni, dla mnie było tak komfortowo, a ponieważ moje maluchy w drugim miesiącu zaczeły przesypiać całe noce (tak, tak i nie budziłam ich na karmienie) cieszyłam się z całego łóżka, no dobra z połowy łóżka dla siebie. Pierwsze karmiłam piersią przez 3 miesiące, drugie przez 3 dni, nie dałam rady wyciągnąć mleka i przeszłąm na butlę, bez stresu i poczucia winy. Jendo co miał synek a czego nie miała córcka to kolki, nie były jakieś mocne, ale wrzeszczał, wtedy pediatra polecił mi espumisan i od 2 tygodnia go podoawałam w zmniejszonych dawkach, kolka mijała. No nic, można by tak pisać i pisać i le mama tyle doświadczeń, ale jedno zlecam najbardziej: zdrowy rozsądek :) którego gdy czytam Twoje wpisy myślę, że Ci nie brakuje.
    Pozdrawiam
    p.s pierwszy poród zaliczyłam z przyjaciółką, było mega fajnie szczególnie gdy dostałam wesołego jasia :), drugi z meżem i wiesz co, byłam zadziwiająco miła i uprzejmna dla wszystkich mimo zajebistego bólu :), chyba uspokoiła mnie jego obecność…

  26. Anna Kalisiak napisał(a):

    Mogłabym napisać taki sam tekst rok temu, kiedy właśnie rozpoczynałam II trymestr swojej pierwszej ciąży :) Ze wszystkimi szczegółami, jak podejście do diety matki karmiącej, i chęć rodzenia w domu narodzin na Żelaznej :) Też fatalnie zniosłam I trymestr, i to był dla mnie najgorszy okres ciąży, dużo gorszy niż ostatnie dni, kiedy chodziłam spuchnięta, a przez ból biodra przewracanie się z boku na bok w łóżku trwało kilka minut. Byłam tak samo pozytywnie nastawiona, i nie bałam się porodu ani karmienia piersią. Jakoś czułam, że będzie dobrze.

    I było :) Do Domu Narodzin się zakwalifikowałam, ale w dniu porodu coś im nie pasowało, i wylądowałam na zwykłym oddziale. Różnicy praktycznie nie zdążyłam poczuć, bo… od wejścia na salę porodową do urodzenia naszej malutkiej minęło niecałe 30 min. Zero problemów z karmieniem, nie wiem co to popękane sutki, tylko nawał był ciężki (to uczucie, że piersi Ci zaraz eksplodują…). Diety początkowo nie wprowadzałam, żarłam nawet truskawki kilogramami. Jednak gdy córeczka zaczęła mieć problemy ze trawieniem, jadłam wg zaleceń (suche buły i kurczaka) – ponieważ nie było rezultatów, wróciłam do normalnego jedzenia. A problemy same przeszły po 9 tygodniu.

    Trzymaj się tego pozytywnego nastawienia, musi być dobrze – w końcu kobiety rodzą od kilkuset tysięcy lat i nieźle im to idzie ;) No i życzę Ci takiego samego porodu jak mój, i polecam Żelazną :)

  27. Niciutka napisał(a):

    I bardzo dobrze Ci się wydaje! Jakbym czytała o sobie, ale nie w czasie przyszłym tylko teraźniejszym i przeszłym, dokonanym. Rodziłam naturalnie, w szpitalu i w domu narodzin – szczerze polecam drugą opcję. Właśnie wykarmiam drugie dziecko nie stosując „diety mamy karmiącej” – alergii i problemów brzuszkowych brak. Na pękające brodawki polecam maść lanolinową, własne mleko lub/i sylikonowe kapturki. Pomysł na spanie z dzieckiem – super!, ja aktualnie śpię z dwójką i jeśli jestem niewyspana to tylko dlatego, że do późnych godzin nocnych czytam blogi (między innymi Twój ;)). Na wszystkie „dobre rady” odpowiadam, że to ja jestem mamą i to ja wiem co jest najlepsze dla moich dzieci i…jest fantastycznie! U Was też będzie :)

  28. nesteart napisał(a):

    Co do porodu – nie martw się, moja mamuśka mnie rodziła około 30 minut, a młodszego brata nie więcej niż 20 :) Tata akurat od niej wyjechał ze szpitala (poród wywoływany), i od czasu jak do niego zadzwoniła, on zdążył wrócić, ale zanim wszedł na odpowiednie piętro, było już po sprawie :P. Może też będziesz taką szczęściarą, i będziesz rodzić bez żadnych większych bóli i w pół godzinki? :D Oby.

  29. Justyna napisał(a):

    „Złote Myśli” są nieodzownym elementem ciąży i pierwszych miesięcy/lat życia dziecka, płynących od jakże starszych doświadczeniem babeczek :) Dasz radę, musisz to sama przeżyć, a później będziesz jak my (upierdliwe i wszystkowiedzące mamuśki) :)

  30. O swoich doświadczeniach nie będę pisać, bo nie ma po co. Jak będziesz chciała to zapraszam do mnie na bloga, ale może już po porodzie, bo może Ci odebrać resztki pozytywu, ew przeczytaj wpis „wirtualny poród”.
    Też byłam zdania, że dobre nastawienie to podstawa. Rozczarowałam się. Jestem z tych co uważają, że nie ma co ściemniać tylko nalezy kobiecie powiedzieć jak to wygląda na prawdę. Ale nie żeby starszyć czy się wymądrzać, ale żeby wiedziała. Ochy i achy nad porodem możesz schować między bajki. Pękające brodawki to nic w porównaniu z bólami porodowymi. Nie tego powinnaś się obawać. I jak wracam myślami do tego, jak ja sobie wyobrażałam, to też byłam pełna optymizmu…eh… Napisz koniecznie post o tym jak oczekiwania zetkneły się z rzeczywistością. Pozdrawiam i życzę powdzenia.

  31. Jowita napisał(a):

    Nie wiem czy chcesz tego sluchac, ale jako mama 6- miesiecznej coreczki moge powiedziec Ci ze:
    1. Moglam robic przy sobie absolutnie wszystko az do porodu (urodzilam 11 dni po terminie)
    2. Po porodzie mam o wiele wiecej czasu dla siebie i jestem lepiej wyspana niz przed ciaza. Nie wiem jak to mozliwe bo obowiazkow mam wiecej. Moze chodzi o lepsza organizacje?
    3. Co do sutkow…no bylo hardcorowo:) polecam masc lanolina lansinoh (czy jakos tak), wyleczyla mi sutki w pare godzin, serio.
    4.polecam szpital na zelaznej (nie rodzilam w domu narodzin bo chcialm znieczulenie ale od rodzacyh tam matek slyszalam jedynie pozytywne opinie), personel (bez wyjatku) jest na najwyzszym poziomie.
    5. Poza produktami absolutnie niedozwolonymi (takimi jak alkohol) jadlam i jem absolutnie wszystko. Nic nie uczula, nie ma kolek i wszystko jest ok.

    Odkad zaszlam w ciaze i mowilam jak cudownie sie czuje slyszalam po kilka razy dziennie „no no, teraz jest dobrze ale zaraz tooo sie zaaacznie, zobaczysz”. Nie zaczelo sie i Tobie tez tego zycze:)

    Aha i nie ma czegos takiego jak „dziecko sie przyzwyczai i bedzie trzeba tak caly czas”, jesli chodzi o noszenie na rekach, spanie w jednym lozku itp. Nie, nie przyzwyczai sie i nie bedzie wymuszac :)

  32. Wow, jestem pozytywnie zaskoczona!
    Nie czytam Cię regularnie, i miałam inny obraz Ciebie, nie wiedziałam nawet, że jesteś w ciąży. W pełni popieram Twoje podejście. Zwłaszcza ze spaniem z dzieckiem, które że tak powiem, jest mniej upierdliwe, bo przecież tego, co mu najbardziej braknie po porodzie, to TY! A i wstawać nie trzeba co godzinę. Nie będę nic polecać, bo pewnie masz już pełną listę „must read” od wszystkich okolicznych mamusiek. Mam jednak jedną taką mega książkę, dzięki której urodziłam w 10 minut ledwo dojechawszy do szpitala ;)

  33. Będzie tak jak mówisz :)
    Mnie najbardziej mama straszyła – Jak urodzą się dzieci, to skończy się to i to. Gówno prawda! Jest bosko, cudownie, śmiesznie, trudno, czasem ciężko. Ale gdyby był tak jak mówili, radzili nie zdecydowałabym się na drugie i po roku, bach, do działa i mamy dwójkę.
    Ciąża to świetny czas! I mam takie wrażenie, że mi pozwolił poczuć się w 101% kobietą. O porodzie się nie wypowiadam, bo miałam dwa c.c.
    Sama rad nie lubię, ale poleca basen, rogale dużego do spania i tak jak piszesz, nie katuj się jedzeniowo po porodzie. Ja w ciąży piłam kawę, po też i teraz ciągle karmie i piję, dzieci mają się świetnie.

  34. Będzie dobrze, zobaczysz! Będzie tak jak sobie zaplanujesz, tylko się nie spinaj, że coś MUSI być. Daj sobie luz i spokój a wszystko inne samo się ułoży. Powodzenia!

  35. Linda napisał(a):

    Ja się nie zastanawiałam jak to będzie bo wiadomo tego nie da się przewidzieć. Wszystko w swoim czasie. Zauważyłam tylko że strasznie zmienił mi się światopogląd. Coś co kiedyś wydawało się oczywiste nagle stoi pod wielkim znakiem zapytania.

  36. Guest napisał(a):

    Mądrze napisane, Żółtodziobie ;-) Trzymam kciuki, aby wszystkie punkty poszły po Twojej myśli! Tym karmieniem się nie martw – pewnie, że jedz wszystko! Ja musiałam zrezygnować jedynie z truskawek, i to też tylko dlatego, że Syn miał 2 miesiące, potem już zajadałam :-) No i przede wszystkim nic a nic nie pęka! Tylko pierwsze kilka tygodni szczypie przy pierwszym „łyku” dziecka, póki kanaliki nie uodpornią się na odczucie wypływu pokarmu – w końcu nigdy czegoś podobnego nie czuły. A dzieci same wiedzą „jak to się robi”, często nawet po cesarce – tak było z moim ssakiem.
    Z pożytecznych rzeczy polecam jeszcze wizytę u fizjoterapeuty na profesjonalnym „instruktażu pielęgnacji noworodka”. W szkołach rodzenia niestety często uczą tego po łebkach lub wręcz z błędami. A właściwa ” obsługa” jest kluczowa dla prawidłowego rozwoju ruchowego i m.in. udanego karmienia piersią (trzymanie ssaka w odpowiedni sposób, bez napięć żadnej ze stron ciała).
    Wszystkiego dobrego!

  37. Joanna napisał(a):

    Jestem mamą od trzech lat i mogę dać Ci tylko jedną radę, tj.: nie słuchaj żadnych rad, słuchaj siebie i dziecka, a wszystko będzie ok.

  38. Małgorzata Stryjecka napisał(a):

    super ! ja tez karmie i spie z dzieckiem trzeba tylko uważać aby ie udusić dziecka piersią , ja układam sie wyżej i włączam tv bo naprawdę zasypia sie i można zrobić dziecku krzywdę:(
    Powodzenia

  39. zbikimk . napisał(a):

    ;d ciąza była zajeb…mogłam tyć bez poczucia winy, fakt ze wszystko było ok. Komunikacja miejska-bez poczucia winy siedziałam i patrzyłam w oczy staruszek z 10cioma siatkami z bazarku, porod ok., mozna przeżyć. A co było niefajne-? strach o kurdupelka, ale tak to już będzie już do końca życia. ejmen:) baloniku moj malutki ,rosnij duży ,okrąglutki:)

  40. starflowerpl napisał(a):

    Takie same rady usłyszałam kiedyś od mojej znajomej Reni, i nawet podobna była (no może miała krótsze wąsy:) Wszystkie okazały się zgodne z prawdą!

  41. Grunt to dobre nastawienie. Moja położna przed porodem powiedziała mi, że każda kobieta nosi w sobie potencjał, żeby pięknie urodzić. I tak bardzo uwierzyłam w to jedno zdanie, że właśnie pięknie, bez komplikacji urodziłam (no dobra, w ferworze walki ugryzłam małżonka). Trzymam kciuki. Intuicja ratuje nas w obliczu tego no „nieoczekiwanego”. Przyjemnego oczekiwania zatem!

  42. Magdalena Czech napisał(a):

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście :) Nie jestem jeszcze matką ale podobnie wyobrażam sobie swoje początki macieżyństwa :)

  43. Dobre podejście. Ja studiowałam przez ciążę, poród machnęłam tuż po ostatnich egzaminach latem. A potem instynktownie sporo wiedziałam, a czego nie wiedziałam, to się dopytałam i doczytałam.
    Będzie dobrze, dasz radę! To straszenie to cecha ludzi słabych, a Ty jesteś mocna sztuka!

  44. Monika Perszowska napisał(a):

    … a na brodawki Linomag w olejku już teraz wsmarowywać :)) Później po każdym karmieniu swoim mlekiem. Karmiłam 3x szkodniki i nic mi nie pękało :)

  45. Kinga napisał(a):

    Nie ograniczaj sie w zywieniu przy karmieniu. Ograniczanie sie zywieniowe z powodu karmienia to wymarly ( w cywilizowanych krajach) mit.
    Zycze Ci spokojnego, nieplaczliwego, pogodnego, niewymagajacego, bezproblemowego dziecka, przy ktorym sie wyspisz (rzecz jasna z przerawami, o ktorych juz wiesz).
    A porod, no coz, roznie bywa z tym bolem o roznych kobiet z roznymi porodami. Na wszelki wypadek zalatw sobie dostep do znieczulenia. Znieczulenie jest boskie.

  46. Kinga napisał(a):

    Porod boli, bo niestety tak nasze predyspozycje do bolesnego porodu uksztaltowala natura i nie ma co zaklinac rzeczywistosci. Niektore kobiety moga rodzic prawie bez bolu (albo wrecz w orgazmie), ale nie ma co czarowac, to sa wyjatki.

    1. kombo napisał(a):

      Nie. Właśnie to przekonanie o „ukształtowaniu” przez naturę sprawia, że większość kobiet musi tak cierpieć. Może duch czasu namówi badaczy do zrobienia porządnych badań w tym temacie i mity zostaną obalone.
      Tak jak na przykład długo uważana za jedyną słuszną i prawdziwą teoria, że to rozmiar główki i kanału rodnego determinują długość ciąży ludzkiej: http://mataja.pl/2014/05/urodzic-sie-czy-sie-nie-urodzic-dylemat-polozniczy-juz-nas-nie-dotyczy-a-zadna-miednica-nas-nie-ogranicza/

  47. Magdalena Ostrowska napisał(a):

    Bardzo mądrze piszesz.
    Dieta eliminacyjna nie ma sensu – wiem z własnego doświadczenia.
    Poród to faktycznie nie jest wycieczka na Hawaje, ale da się przeżyć. Moim zdaniem naturalny najlepszy ale wiadomo – wszystko zależy od predyspozycji, pewnie trochę od genów i dużo od nastawienia (oraz dobrej położnej). Na pewno świetnie sobie poradzisz!
    Karmienie piersią to najlepsze co można dziecku dać. A przy tym łatwiej nawiązać więź. Początki bywają ciężkie ale ten ciężko początek nie trwa długo. Po zaledwie miesiącu juz jest o wiele łatwiej.
    A spanie z dzieckiem to wspaniała, ale i wygodna rzecz – tak jak piszesz. Ja po 9 dobrach bez snu w szpitalu (…) nie miałam wyboru. Młody ulewal, a jakbym miała go odbijać tyle ile potrzebował i dopiero odkładać i spać z obawą że uleje i się udusić to chyba bym zwariowala, a już na pewno zemdlalabym ze zmęczenia z dzieckiem na rękach. Btw – człowiek jest jedynym ssakiem który wygonil swoje młode ze wspólnego legowiska…
    Juz się nie mądrze.
    Wszystkiego dobrego, zdrowia dla Was, latwego i szczęśliwego rozwiązania i radości z macierzyństwa.
    Pozdrawiam cieplutko!

    P.

  48. Emilia Kustra napisał(a):

    Super masz intuicję. Na pewno zdarzy się coś nie przewidzianego, mnie delikatnie mówiąc zaskoczyło parę rzeczy. Ale np. Masz rację, że ograniczenia żywieniowe to mit, no chyba ze Ci się trafi alergik. Dieta mamy karmiącej nie istnieje i jest to jak piszesz – nie ma potrzeby rezygnować z czegoś na wszelki wypadek. Tak wynika z obecnych zaleceń, badań i zdrowego rozsądku ;) a spanie z dzieckiem polecam, nawet nie wiem ile razy karmie ciągu nocy i tak, najczęściej czuje się wyspana mimo kilku sesji Prz piersi mojego dziecka w nocy. No haba, że sama położę się za późno. Co prawda na początku nie było tak lekko z tym karmieniem przez sen i w nocy i w ogóle, ale dało rade. Aha i nie jest tak, jak ktoś niżej napisał, że nie mona a kładąc, że siębbędzie karmić piersi, bo o tym zdecyduje dziecko. Otóż w większości przypadków da się karmić piersią) tylko często trzeba pokonac óżne trudności no i oszukać wsparcia, bo szpitale nie zawsze je oferują, a czasem wręcz spowodują, że będzie problem. Jednak jak rodzisz w Zośce to powinno być dobrze :)

  49. Misako - matka po japońsku napisał(a):

    Aż żałuje, że sobie takiego rankingu przed wystąpieniem wszystkich komplikacji nie zrobiłam. Taka naiwna Misako musiała być słodka. A prawda taka,że życie wszystko zweryfikuje. Ja tam starsze moje przyjaciółki ile się da (znaczy one chcą znać naiwnie prawdę ;) ) niewyobrażalne się dzieją, ale jak widać da się przyżyć i ile ponarzekać przy tym!

  50. Segritta, jeśli chcesz wiedzieć z czym się będziesz mierzyć a jeszcze zostało Ci parę tygodni do porodu to nurkuj szybko w tą książkę: http://www.amazon.com/Natural-Childbirth-Bradley-Way-Revised/dp/0452276594.
    Podsumuje to tak: rodziłam w Belgi bez żadnych znieczuleń czy leków przeciwbólowych czy kroplówek, szczypiec i innych cudacznych wynalazków, bez odpowiedniej znajomości języka, gdzie mój partner będąc świetnym facetem nie miał bladego pojęcia co i jak. Nie było przy mnie rodziny czy przyjaciół, ani w trakcie ciąży ani w trakcie porodu. Wiedziałam jakie decyzje podejmować, wiedziałam co się dzieje i nikt nie musiał mi rozkazywać kiedy przeć, kiedy odpoczywać. Uwierz albo nie, ale skurcze miałam bezbolesne a do szpitala przybyliśmy w sam raz (7cm). Dopiero kiedy przyszło wypchać tego arbuza zaczęło boleć, bo zwyczajnie rozdzierałam sobie skórę na pół. Miej pełną kontrolę i świadomość i nie daj się zbałamucić lekarzom, warto to zrobić dla samej siebie.

  51. Podoba mi się Twój wgląd w przyszłość, bo dużo w nim retrospekcji i zdrowego rozsądku. Sama wglądu nie miałam i zanurzyłam się w fachowej literaturze od drugiego miesiąca ciąży (i nie mówię tu o poradnikach, tylko o wynikach badań naukowych na http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed). Z takim podejściem przetrwasz na pewno, więc nie stresowałabym się zbytnio teraz jak to będzie kiedy zostaniesz sama w domu z małym dzieckiem i będziesz miała dylemat w postaci pierwszy prysznic od trzech dni vs porządny ciepły posiłek.

    Spanie z dzieckiem polecam jak nic innego (upewnij się tylko, że jest bezpiecznie – http://cosleeping.nd.edu/safe-co-sleeping-guidelines/ – dr McKenna, czyli medyczny guru od spania z dzieckiem w jednym łóżku). Przez pierwsze dwa tygodnie mała spała w kołysce przy mojej głowie, wystarczyło żebym wyciągnęła dłoń i byłam w stanie jej dotknąć. Jednak na karmienie trzeba było ją wyjąć, potem położyć z powrotem spać. Wszystko było ok do momentu kiedy poczuła, że dotyka materaca. Wrzask jakby palił. Poddałam się po niecałych 14 dniach kiedy luby musiał wracać do pracy i na mnie pozostała cała nocna opieka. Olałam wszystkie absurdalne ostrzeżenia na temat śmierci łóżeczkowej. Jeszcze raz zagłębiłam się w badania naukowe i doszłam do wniosku, że skoro jakiś idiota w XIX wieku wymyślił sobie, że dzieci powinny być od maleńkości dyscyplinowane i powinny spać same w łóżeczkach to ja nie zamierzam słuchać tego idioty i całej bandy papug, które rozpowszechniają fałszywe informacje (w tym wszyscy znani mi pediatrzy, pielęgniarki, położne i lekarze rodzinni). W życiu nie podjęłam lepszej decyzji. Córka ma teraz 15 miesięcy, nadal śpimy sobie razem, chociaż od ponad roku mała zaczyna swoją senną przygodę sama a ja tylko karmię kiedy się obudzi i wyślizguje z naszego łóżka po karmieniu. Tym sposobem w wieku 15 miesięcy dziecko w nocy się nie budzi do momentu kiedy ja idę spać. Więc cały wieczór od 20 do nawet 1 w nocy mam dla siebie i mojej drugiej połówki. Do tego mała nadal jest karmiona piersią (i to częściej niż dzieci śpiące same) i nie chorowała ani razu a nie należę do takich co siedzą w domu, bo zimno i mokro. Krótko mówiąc ja się wysypiam, luby się wysypia, córa się wysypia. Jakoś nie martwi mnie fakt, że chodzące już dziecko nadal śpi ze mną i nadal karmione jest piersią. W Japonii nie jest to nic dziwnego, a jest to kraj o znacznie silniejszym poczuciu obowiązku i samodzielności niż my, kochani, Polacy. Do tego WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) podaje pewne konkretne liczby. Średni wiek dziecka odstawionego od piersi w USA – 3 miesiące. Średni wiek dziecka odstawionego od piersi na świecie – ponad 4 lata. K, thx, bye.
    Komentarz zrobił się za długi, więc podzielę się moimi skarbami:
    W razie JAKICHKOLWIEK problemów z karmieniem wal tutaj: kellymom.com i niech Ci nie będą straszne spękane brodawki.
    Świetnym źródłem jest też LLLI.org, tyle że trochę mniej zorganizowanym i bardziej anegtodalnym (wiem, nie ma takiego wyrazu, ale ciężko mi się piszę po polsku nie używając języka na co dzień) niż naukowym, ale mimo to nadal wiarygodnym. Mam nadzieję, że to ulży trudom macierzyństwa :)

  52. Żaneta Kruk napisał(a):

    Jasne, że będziesz wiedziała! I nawet jeśli ktos bedzie próbował Ci wmówić, że jednak jest inaczej to olać i robic swoje :)) a sutki wcale tak nie pękają i nie bolą, nie ma sie co zle nastawiać.

Dodaj komentarz