Jeśli pies tylko ze schroniska, to dziecko tylko z domu dziecka.

Dziś, drogie dzieci, bierzemy się za temat kontrowersyjny. Wiem, że kochacie takie tematy. Lubicie ten wojenny dreszczyk emocji, gdy padają ostre porównania i niewybredne w słowach podsumowania. Eh… ta gula w gardle, wzbierające w przeponie oburzenie, czasem – w ekstremalnych przypadkach – kończące się bólem dupy i zapowietrzeniem. Aż chce się żyć! Rzadko tak piszę ostatnio, więc dziś, proszę, specjalnie dla Was, trochę ostrych słów. :>

Pfff.. to długi temat. Nie wiem, od czego zacząć…

Wiem. Zacznę od tego, co mnie sprowokowało do napisania tego tekstu. Czyli od statusu z fejsa mojego kumpla, Mariusza Głucha, za który autor dostał mnóstwo hejtu.  To stary wpis, temat leżakował u mnie w szkicach, ale teraz dojrzał i jest w sam raz do pożarcia. Zwłaszcza że lato się zbliża, za chwilę masa piesków skończy na krótkich smyczach w lesie, bo się nie mieszczą na tylnym siedzeniu w samochodzie mknącym do Chorwacji na cudowne, rodzinne wakacje.

No to cytuję:

Dzisiaj znajoma napisała, że chce kupić psa, ale wszyscy pisali jej, aby nie kupowała tylko wzięła ze schroniska. Idąc tym tokiem myślenia kobiety powinny przestać rodzić dzieci tylko brać je z domu dziecka.

Dobra, dajcie sobie chwilę do przetrawienia tej myśli, ustosunkujcie się jakoś do niej. Tłumacząc porównanie ze statusu, chodzi o to, że jeśli ktoś uważa, że nie powinno się brać celowo wyhodowanego psa, bo mnóstwo psów w schroniskach szuka domu – to powinien tak samo myśleć o dzieciach i być przeciwnym świadomym staraniom o dziecko, skoro tyle dzieci w domach dziecka czeka na adopcję.

Już? To zaczynamy. :)

Bo musicie wiedzieć, że ja kiedyś mocno siedziałam w psach… jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Siedziałam w psach po pachy, po uszy właściwie. Miłość do psów jest chyba najdłużej utrzymującą się pasją w moim zyciu, choć i tak nie jestem takim hardcorem jak np. moja przyjaciółka, która od lat każdy weekend spędza na zawodach i nawet rozstała się z chłopakiem, bo był uczulony na sierść. No trochę skróciłam historię, to było bardziej „complicated”, ale w takiej formie robi większe wrażenie i wcale nie jest dalekie od prawdy. ;) Ale wracając do mnie:

Hodowałam owczarki australijskie na przykład. Here był czwartym psem tej rasy w Polsce. Potem sprowadziłam mu żonę z Oregonu. Teraz jest zalew, bo Polacy pokochali ciapiaste psy z oczami w kolorach tęczy i umysłem ostrym jak brzytwa. W każdym razie poza czochraniem moich futrzaków, szkoliłam je też do agility, moderowałam najpopularniejsze psie fora na Gronie (he he, gimby nie znajo), dorabiałam jako “psi psycholog” – czyli przychodziłam do ludzi z psami i mówiłam im (ludziom), jak powinni z tymi psami postępować, że bić nie warto, że szarpać nie warto, że Teoria Dominacji to przeszłość i sam jej twórca się z tego wycofał. Trochę takie rodzicielstwo bliskości w wersji psiej praktykowałam, choć nie aż tak mocno, jak niektórzy rodzice ;) Byłam też oczywiście, jak każda psiara, bardzo zaangażowana w kampanię RASOWY = RODOWODOWY.

Pisałam o tej akcji przy okazji wpisu o Psich Spamerach i o Efektywnym Altruizmie.

Wytłumaczę Wam tak na szybko, o co chodzi, jeśli nie chce Wam się klikać w linki.

Otóż chodzi o to, żeby psem rasowym nazywać tylko psa rodowodowego i żeby tylko takie psy rozmnażać. Gdyby w schroniskach nie cierpiała masa bidnych, skatowanych, głodnych i spapranych psychicznie psów, gdyby problemu psiej bezdomności po prostu nie było – to nikt nie miałby nic przeciwko rozmnażaniu psów nierodowodowych. Ale jest inaczej.

Większość psów bezdomnych to bezmyślnie rozmnażane kundelki oraz psy “pseudrasowe”, czyli przypominające jakąś rasę, rozmnażane dla kasy (bo rasa modna) a potem kończące w schroniskach, w lasach, w rowach. Ten los kiedyś spotkał popularne Goldeny, potem Yorki, teraz Buldożki Francuskie. Generalnie każda rasa, która robi się modna, staje na celowniku pseudohodowców, którzy sobie myślą:

– Hej, Grażyna, a wiesz, że stara Romana sobie kupiła psa za dwa tysiące?!
– No co ty pierdolisz, Janusz. Kto by chciał za psa tyle zapłacić? Toż to nasza suka się szczeni co rok i nikt tego potem nie chce.
– No tak, ale to były inne psy. Takie teraz modne, brzydkie, takie ze spłaszczonym nosem. Wszyscy teraz takie chcą!
– To weź no takiego psa, niech naszą sukę pokryje, urodzą się takie brzydkie, ze spłaszczonym nosem, sprzedamy po kafla za sztukę i będzie na nowe auto!
– Ty to masz łeb, Grażyna!

Warunki, jakie mają psy w pseudohodowlach to jest skandal. Zabierają się za ten potworny biznes nie miłośnicy psów, ale miłośnicy szybkiego zysku. Nie rejestrują psów, nie chodzą z nimi do lekarza na badania, nie karmią dobrze, nie socjalizują, no generalnie nic nie robią, wsypują do michy resztki ze stołu i potem na targach sprzedają szczeniaki jako psy rasowe. Rozmnażane są wszystkie psy „w typie” czyli przypominające rasę z wyglądu, ale niekoniecznie dość zdrowe lub odpowiadające wzorcowi pod względem psychiki. I potem się okazuje, że taki Golden to już niekoniecznie pies dobry do dzieci, bo narodziło się mnóstwo psów agresywnych.

Ten proceder jest oczywiście zabroniony, ale brak nam w Polsce skutecznej polityki walki z nim. Dlatego na różnych “targach”, na ulicach, “giełdach zwierząt” itp. sprzedawane są szczenięta bez papierów, rozmnażane masowo, dla kasy, od suk, które zachodzą w ciążę przy pierwszej cieczce i są potem wykorzystywane rozpłodowo przez wiele lat, żywione najgorszej jakości karmą, niezadbane, śpiące we własnych i szczenięcych odchodach.

Akcja rasowy = rodowodowy ma na celu uświadomienie ludzi, że rasa to dużo więcej niż wygląd. To, że pies przypomina jakąś rasę z wyglądu, nie oznacza, że ma odpowiedni dla tej rasy charakter, że nie ma groźnych chorób, że nie jest spaczony psychicznie. Bo to zapewnia jedynie pies z metryką. No dobra, nie zapewnia, bo nawet w legalnych hodowlach są źli ludzie – i nawet w legalnych hodowlach prowadzonych przez dobrych ludzi trafią się psy z problemami – ale przeważnie jednak legalne hodowle dbają (bo muszą dbać!) o zdrowie psychiczne i fizyczne swoich psów oraz mogą rozmnażać tylko te psy, które pod każdym względem pasują do wzorca i przeszły szereg testów zdrowotnych i – czasem – psychicznych.

Bo jako członkowie Związku Kynologicznego są tacy hodowcy zobowiązani do szeregu testów i badań. Po prostu muszą sprawdzić psa pod kątem wielu cech, czy się nadaje na reproduktora lub sukę hodowlaną. Jak się nie nadaje, to pozostaje psem rodowodowym, ale NIEPRZEZNACZONYM do hodowli.

Czyli chodzi o to, żeby kupować psy rodowodowe – lub brać za darmo bezdomne kundelki ze schronisk. Żeby wreszcie nie było tej szarej strefy pomiędzy – tej ogromnej liczby “adopcji” / “sprzedaży” psów, które nie mają rodowodu, nie pochodzą z żadnej hodowli, ale są celowo rozmnażane i sprzedawane za kilkaset złotych. Pies rasowy kosztuje kilka tysięcy. Od półtora – do ośmiu nawet. I, choć może się to Wam nie mieścić w głowie, często taki zarobek hodowcy tylko pokrywa koszta hodowli. Serio. Najpierw koszt zakupu psa, potem koszt tych wszystkich wystaw i dojazdów, czasem koszt prób pracy i faktycznej pracy psów (niektóre rasy, np. myśliwskie, muszą być sprawdzane w polu, czy przejawiają właściwe instynkty).

No i teraz, jeszcze raz wróćmy do statusu Mariusza.

“Dzisiaj znajoma napisała, że chce kupić psa, ale wszyscy pisali jej, aby nie kupowała tylko wzięła ze schroniska. Idąc tym tokiem myślenia kobiety powinny przestać rodzić dzieci tylko brać je z domu dziecka.”

Bingo. Tak to właśnie wygląda.

Bo tu nie chodzi o to, żeby ludzie przestali kupować psy rasowe, żeby przestali kultywować tradycje kynologiczne, zapomnnieli o rasach i tylko brali biedne kundelki. Tu chodzi wyłącznie o to, żeby nie dokładać się w żaden sposób do pseudohodowli oraz do bezmyślnego rozmnażanie psów.

A wiecie, kto się dokłada? Nie ten, który kupuje psa rasowego.

Tylko ten, który nie kastruje swojego psa i pozwala mu latać luzem po okolicy.
On się dokłada do cierpienia psów.

Albo ten, który nie sterylizuje swojej niehodowlanej suki i pozwala jej mieć szczenięta.
On się dokłada do cierpienia psów.

Albo ten, który kupuje słodkiego pieska z “giełdy zwierząt”.
On się dokłada do cierpienia psów.

Nie każdy powinien mieć psa.
Nie każdy, kto może mieć psa, powienien mieć psa ze schroniska. To są najczęściej psy trudne, po przejściach, niesocjalizowane albo z problemami psychicznymi, z którymi nie każdy sobie poradzi.

Niektórzy ludzie chcą mieć psa od szczenięcia, psa bezpiecznego dla dzieci, psa o konkretnych cechach. I wtedy biorą psa rodowodowego, który spełnia ich wymagania. Pies ze schroniska by tych wymogów nie spełnił.

Moja przyjaciółka (ta wspomniana wcześniej) jest maniaczką psich sportów. Ostatnio kupiła psa za 6 kafli, bo to jest pies po wielokrotnie nagradzanych, utalentowanych sportowo rodzicach. Żaden pies ze schroniska by nie dał rady tak działać w sporcie jak ten, którego kupiła. Tam się liczą ułamki sekund często. Ona (w parze z psem) jest sportowcem, któremu na tych wynikach zależy, więc (jak każdy sportowiec) inwestuje w te wyniki.

Młoda rodzina z dziećmi chciała mieć psa, który będzie spędzał czas z dzieciakami. Nie ważne, jakiego psa ze schroniska by wzięli – czy to byłby mały york, pitbull czy labrador – zawsze jest wtedy duże ryzyko, że pies będzie tak skopany psychicznie, że okaże się niebezpieczny dla dzieci. Nie ryzykowałabym na ich miejscu. Przy labku lub goldenie z dobrej hodowli to ryzyko jest dużo mniejsze.

Czas żebyście zrozumieli, drodzy “miłośnicy zwierząt”, że to nie właściciele psów rodowodowych są odpowiedzialni za bezdomność psów. To pseudohodowcy. To ludzie, którzy kupują psy od pseudohodowców. To ludzie, którzy nie kastrują i nie sterylizują swoich psów. To kazdy, kto rozmnaża psy nierasowe. To każdy, kto wyrzuca psa, który mu się znudził. A jakoś łatwiej jest ludziom wyrzucić psa, którego wzięli za darmo albo kupili za 300 zł – niż takiego, na którego wydali 3 tysiące.

Namawiając ludzi do wzięcia psa ze schroniska i linczując tych, którzy chcą psa rasowego, robicie błąd. Namawiajcie ludzi, by brali psa odpowiedzialnie, z rozwagą, długo najpierw analizując różne czynniki ryzyka. I linczujcie pseudochodowców oraz ich klientów. Ale raczej tych pierwszych, bo ci drudzy często po prostu nie wiedzą, ile krzywdy robią takim zakupem. Czasem wystarczy ich uświadomić. Co też niniejszym czynię.

Amen.

(na zdjęciu suczeł, którego wzięli rodzice Zielaka. Razem po nią pojechałyśmy do Azylu. Pies ze schroniska to powinna być zawsze świadoma, rozważna decyzja. I oczywiście często jest to decyzja trafiona, jak w tym przypadku. :))