Kobieta kobiecie wydrą.

Obejrzałam ostatnio świetny serial „The Fall” z Gillian Anderson (Scully z Archiwum X! :)) w roli głównej i doszłam do wniosku, że to serial wybitnie feministyczny. Zdecydowana większość bohaterek kobiecych w tym serialu to postaci silne, konkretne, panujące nad emocjami i skutecznie oddzielające życie prywatne od zawodowego. Mężczyźni zaś są pod ciągłym działaniem testosteronu, frustracji, pasji i lęków, przez co popełniają błędy, gubią się oraz – co najgorsze – krzywdzą innych ludzi, naruszając ich wolność osobistą, raniąc psychicznie, bijąc i mordując.

Patrząc na te postaci, męskie i kobiece, odnosiłam wrażenie, że obserwuję świat przyszłości. Świat, w którym kobieta staje się wreszcie świadoma swojej wartości i nie musi walczyć o pozycję drapaniem pazurami po twarzach konkurencji albo wycofywaniem się w bezpieczny model naiwnej idiotki. Świat, który z racji swojego logistycznego i naukowego zaawansowania nie premiuje już siły fizycznej, czyli właściwie jedynej cechy, która pozwalała mężczyznom na sprawowanie rządów nad światem przez tak długi czas w historii naszej cywilizacji. I, nie bójcie się, Panowie, to nie będzie Świat, w którym zagracie submisywną rolę naszych poddanych. Nikt Wam praw nie odbierze. Po prostu człowiek będzie rozliczany za to, co robi – a nie za to, czy ma penisa czy cycki. Taka feministyczna utopia :)

Zanim jednak dojdziemy do tego utopijnego świata, długa droga przed nami, bo w tej chwili największym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Tyle zawiści, zazdrości, nienawiści, złośliwości, czepialstwa, krytycyzmu i agresji, ile widzę w wypowiedziach kobiet na temat innych kobiet, nie znajduję w żadnym męskim środowisku i w żadnej męskiej branży. Nie bez kozery to parenting jest jedną z najbardziej najeżonych hejtem kategorii blogowych. Zaraz za nim – blogi modowe, również zdominowane przez kobiety.

Taki przykład – może nie najtrafniejszy, ale za to najbardziej aktualny, bo odnoszący się do ostatniego mojego wpisu o regulaminie domowym, który przygotowaliśmy rodzinnie w zeszłym tygodniu. Generalnie regulamin przyjęliście bardzo ciepło i chyba nigdy jeszcze nie miałam tylu pozytywnych reakcji na wpis, co teraz :) Ale jak to bywa w przypadku popularnych wpisów, wśród komentarzy pojawiły się m.in. takie głosy:

komentarze

Jeśli jesteście ciekawi, jak brzmi ten wojskowy, wprowadzający terror regulamin, który przywodzi na myśl Koreę Północną (taki komentarz też dostałam), to tu jest jego zdjęcie i szczegółowe wyjaśnienie, skąd się każdy podpunkt wziął.  Zastanawia mnie co innego – czemu to głównie kobiety zaczęły krytykować nasz pomysł? Czemu wśród obraźliwych uwag dominowały kobiety oraz kobiece grupy związane z jakimś konkretnym typem macierzyństwa (w parentingu jest mnóstwo różnych trendów wychowawczych, związanych na przykład z poglądami na karmienie dziecka, noszenie, przytulanie, pielęgnację itp. Wiele z nich to bardzo sensowne inicjatywy, ale łatwo stracić o nich dobre zdanie, czytając wypowiedzi matek-fanatyczek. To takie bojówki grup parentingowych. Zamiast tłumaczyć i uświadamiać, latają jak szalone po sieci, wyciągają różne wpisy i wypowiedzi rodziców o innych poglądach i robią na nich lincz. Brrr)? Przecież, tak na chłopski rozum, to inne matki powinny pomysł wesprzeć. A jeśli nie wesprzeć, to zostawić temat na zasadzie „Nie moje metody, ale niech każdy wychowuje jak chce”. No właśnie nie. Bo kobieta kobiecie wrogiem, wydrą, konkurencją i zagrożeniem.

źródło: http://facet.onet.pl/
źródło: http://facet.onet.pl/

Magdalena Ogórek. Niedoszła kandydatka na prezydenta Polski. We wrzawie, jaka się wokół niej podniosła, dominował aspekt urody pani Ogórek. Uważam to za nieistotne w przypadku oceniania kandydata na prezydenta, ale z drugiej strony nie możemy przecież zakazać ludziom interesować się tym, co ich interesuje. A że wygląd człowieka jest wciąż niezwykle istotny w ocenie jego wizerunku, to w sumie nie ma nic dziwnego w tym, że ludzie zaczęli zachwycać się urodą szczupłej blondynki na scenie politycznej. Kobieta tam to w końcu rzadkość, a co dopiero piękna kobieta. A niech gadają. Niech oceniają. Niech mówią, że piękna, że ładna, że średnia. Ale obrzydzenie mnie bierze, gdy słyszę uwagi łączące urodę pani Ogórek z jej kompetencjami politycznymi i sugerujące jakąś zależność między tymi cechami. Że „za ładna, żeby mieć coś w głowie”, „pusta laleczka, która więcej wie o układaniu włosów niż o reprezentowaniu kraju”, „co za idiotka, widać już po twarzy”. Wiecie, czyje to głosy? Kobiet.

Kasia Gandor napisała kiedyś notkę, która brnęła pod prąd popularnemu przekonaniu. Dawno to było, nie pamiętam dokładnie, co to był za temat, ale pamiętam mniej więcej pointę kasinych rozmyślań i postaram się główną tezę tu przytoczyć. Otóż łatwo mi zaakceptować fakt, że większość kobiet ulega jakiejś niezdrowej zazdrości i potrzebie walki z potencjalną konkurentką. Łatwo, bo to dość prymitywny, prosty mechanizm psychologiczny i empatycznie umiem go zrozumieć. Ale mimo wszystko nie chcę mu ulegać. Chcę być lepsza niż ten głupi, zawistny motłoch. Mam też nadzieję, że Ty, mój czytelniku… a właściwie: czytelniczko, chcesz być lepsza. Dlatego mam tylko jedną prośbę: kiedy następnym razem zapragniesz pojechać po jakiejś kobiecie, to zastanów się, czy zachowałabyś się tak samo, gdyby to był mężczyzna. Czy on też byłby wart uwagi o „obrzydliwej, tłustej dupie”, czy też byłby „przystojniaczkiem, który nic nie ma w głowie i nie powinien w ogóle być w polityce” i czy przypadkiem to nie powinno być tak, że skoro mężczyźni się nawzajem wspierają, to kobiety też mogłyby poklepać się czasem po plecach…? Nie mówię o zamykaniu oczu na duże błędy. Mówię o takim zwykłym, ludzkim handicapie, który powstrzymywałby nas od rzucania sobie kłód pod nogi. Bo póki co mężczyźni nic nie muszą robić, by trzymać kobiety z dala od władzy. Wystarczy, że siądą wygodnie, wyjmą colę, popcorn i będą obserwować.

Komentarze do wpisu: 64 Napisz komentarz

  1. Seg, dobry wpis, mnie tez wqrwia to szufladkowanie wg płci. w dupie mam, czy laska, czy facet, zawsze patrzę na to, co ma we łbie. nawet kiedyś mnie poniosło i napisałam to http://koincydencje.pl/?p=99. a najbardziej lubię piękne i mądre… osoby.
    pozdro!

  2. „Dlaczego kobiety krytykowały regulamin”
    Cóż, Seg.
    Są dwa powody przez które nie skomentowałem waszego regulaminu.
    1. Nie mam dzieci, nie lubię dzieci, nie cierpię dzieci, nie chcę mieć dzieci. Nigdy i w ogóle.
    2. Nie jestem kobietą, matką itp.

    Prywatnie również twierdzę, że skoszarowałaś dzieciaki. Może to teraz niezbędne, żeby zapanować nad taką dziką watahą, może to i mądry model wychowawczy. Może trzeba zrozumieć, że regulamin, to regulamin, ale jak ktoś ma dziką ochotę na Snickersa o 20:15, to może pojawić się odstępstwo od normy. A może nie, ale to wasze dzieciaki, a godzina zmywania naczyń (Nie wiem jaka liczba naczyń jest potrzebna, by ‚pomagać’ przy nich godzinę) w zamian za godzinkę orania PS3 ich nie zabije. Też mam wypaczone spojrzenie, bo w latach mojej młodości PSXa nigdy się nie okupowało godzinami.

    Więc hejt, flame itd. Seg. Tyle, że wiesz lepiej z nadania (bo Twoje, nie moje, bo Ty tu matkujesz, nie ja, bo Ty wiesz jak to wygląda w praktyce i jak bardzo takie rygory były potrzebne) niż ja w ramach bycia sieciowym pieniaczem.

    Zresztą. Dorosną, to nauczą się jeść kebab o 3 nad ranem wracając z pubu.

    1. A potem idzie takie mały grubasek, a raczej się
      toczy, tłuszczyk się przelewa, sapie jak musi wejść na drugie piętro po
      schodach. No bo przecież on ma dziką ochotę na słodycze, więc jak mu odmówić,
      niu,niu, niuniusiu, zjedz sobie w nocy batonika i może jeszcze nutellę. Zdrowe
      odżywianie i sensowne zasady to nie jest skoszarowanie. To jest po prostu obowiązek
      rodziców.

  3. Karolina Piwko napisał(a):

    Wydaje mi się, że faceci (tacy archetypowi, których też coraz mniej…) mają jeszcze jedną przewagę nad kobietami. Jeśli jest między nimi jakiś konflikt, dadzą sobie „po ryju” i jest spokój. Każdy idzie w swoją stronę. Kobiety z jakiegoś względu mają w sobie niesamowitą umiejętność pielęgnowania uraz i resentymentów, plucia jadem, żeby samej poczuć się lepiej.
    Przemoc fizyczna jest piętnowana na maksa i wiadomo, że to barbarzyństwo. Psychiczna, mniej namacalna, trzyma się świetnie.

  4. Joao napisał(a):

    Segritta, doskonałe. Dzięki za ten tekst bo ostatnio padłam ofiarą napaści ze strony kobiet. Oczywiscie słownej napaści. I teraz, dzięki Tobie lżej mi to znieść. Pozdrawiam

  5. Urszula Jaworska napisał(a):

    Z moich obserwacji wynika, że dzieci lubią/potrzebują regulaminów. Rutyna to dorosłych zabija, a nie potomków. Nie każdy musi go spisywać, każda rodzina wymyśla go pod siebie i tak!

    Po drugie, nie wiem skąd przekonanie kobiet, że one robią/wiedzą lepiej… Żyj i pozwól żyć! Moja maksyma. Ingeruję tylko, gdy widzę jak Ktoś się znęca nad dzieckiem.

  6. Ja wielokrotnie na własnej skórze przekonałam się o tym, że tzw. solidarność jajników to mit. I dawno temu się z tym pogodziłam. Wolę mężczyzn <3

    1. so_cold_ napisał(a):

      Ostatnim zdaniem wpisałaś się w typ kobiety o których pisze Segritta, pełnych jadu wobec innych przedstawicielek swojej płci. Nienawidzę gadania „Nie dogaduję się z kobietami, moi przyjaciele i kumple to tylko faceci”. Wnika z tego, że kobiety to jakiś ułomny gatunek, a mężczyźni są idealni. Tylko ta jedna wyjątkowa dziewczyna, która się z nimi zadaje, w swoim mniemaniu jest inna od reszty kobiecego motłochu. A może to w niej jest problem, że się z innymi babami nie dogaduje? :)

      1. Nie chcę generalizować, aczkolwiek większość moich koleżanek identyfikująca się z powyższą tezą ma problem z doborem partnera. Niby w męskim towarzystwie lepiej się czują (choć niekoniecznie da się zauważyć, by tak znów przebywały w nim często), a narzekają, że faceta dla siebie znaleźć nie mogą.
        Najzdrowsze jest chyba podejście, że na drugiego człowieka patrzy się nie przez pryzmat płci, a jego zachowanie/poglądy.

  7. Ja tam jestem z tych, co nakręcają się pozytywnie. Jak jaram się Kasią Gandor, to idę i piszę u niej, że się nią jaram, że podoba mi się jej styl pisania a porównania wymiatają co najmniej jak CeZik swoją muzą. Do Ciebie wpadam pozachwycać się zdjęciami, Twoją urodą, piegami, blogaskiem, i w ogóle, bo mądrze piszesz.
    Nie dla mnie internetowe wojenki. Jeśli nie zgadzam się z czyimś zdaniem, to nie wpadam do kogoś z pouczaniem i oznajmianiem, że moja prawda jest najprawdziwsza.
    Podobnie jest z przyjmowaniem miłych słów. Lubię komplementować innych, i mężczyzn, i kobiety. Kobiety może nawet bardziej. Z tym, że mężczyźni po prostu uśmiechną się, podziękują, klata im z dumy urośnie, ego pewnie też ;), a większość kobiet przyjmuje komplement od drugiej kobiety nieufnie, podejrzliwie. Jak mówię, że masz fajne cycki, to według mnie masz fajne cycki, a ta pomyśli: „pewnie zazdrości”, „za małe mam, co?”, „spadaj, zdziro”.
    No, to ja może również polecę serial „The Fall”. No i Gillian, taka sexy i z klasą :)

  8. ja też nie skomentowałam wpisu o regulaminie, zakładając że nie opublikujesz komentarza więc nie bede się produkować. Mimo, że to nie byłby hejt, tylko moje zdanie – wydaje mi się ze niewygodne dla Ciebie.
    Lubię Cię i szanuję. Co nie zmienia faktu, że Twoje wpisy o nie Twoich jednak dzieciach odbieram mniej wiecej tak jak blog Zosi Ślotały, która pisze o dziecku którego jeszcze nie ma i nie ma żadnego doswiadczenia w tej kwestii.
    Fajnie, ze staracie się z partnerem ułożyć po swojemu relacje z jego dziećmi, ale zgrzyta mi straszliwie pisanie o nich. Fajnie byłoby gdybyś kwestie ich wychowania zachowała w tajemnicy. Nie bede miala żadnego problemu czytając o Twoim dziecku. Mysle ze nalezy sie chlopcom szacunek w postaci zagwarantowania im anonimowości a nie wywlekania „rosnącego brzuszka i patrzenia z niepokojem jak rosnie”.
    Pozdrawiam i cały czas pocieszam się mysla ze to hormony i niedługo Ci te zapędy macosze przejdą ;)

    1. „Mysle ze nalezy sie chlopcom szacunek w postaci zagwarantowania im anonimowości”
      A w jaki sposób ja im tę anonimowość odbieram?
      Oraz – dlaczego uważasz, że kulturalny komentarz krytyczny miałabym skasować?! Przecież nigdy tego nie robię.

      1. Pisząc o nich. Tak naprawdę nie chcę z Tobą polemizować. Wierzę, że chcesz jak najlepiej. Naprawdę w to wierzę. I nie lubię wchodzić z butami w czyjeś zycie. Jednak… trochę na to ludziom pozwalasz pisząc o bardzo prywatnych rzeczach. Dlatego tylko pozwolę sobie na wlasne zdanie. I odpisze tylko dlatego, że zapytałaś.
        Albo inaczej. Jeśli mama chłopców (bo zakladam że tata nie ma zastrzeżeń) akceptuje to że jej dzieci są bohaterami Twojego bloga to nie mam problemów już żadnych. Nie neguję tego, ze chcesz usystematyzować Wasze zycie, bo ja bym się nie odnalazła na Twoim miejscu. Neguję pisanie o tym. Chłopcy kiedyś dorosną i mogą nie chcieć czytać o sobie.
        Jakby nie było trzymam kciuki za Ciebie i maleństwo. Z przyjemnością będę czytała o Twoim synku.

        1. To nie jest odpowiedź na zadane pytanie o zgodę wszystkich świętych na publikację, zwłaszcza mamy chłopców :) Niemniej jednak, w miarę kumaty czytelnik, już od dawna wie, jak ma na imię i nazwisko Twój partner i wie że to sa jego dzieci. Znajomi Sebastiana, rodzina itd. No ja mam mieszane odczucia i tyle. W kazdym razie Ty jesteś decydentką tego, jakie treści pojawiają sie na blogu. Dla mnie poruszane kwestie w kontekscie tego, że to nie są Twoje dzieci są jak chodzenie po kruchym lodzie.
          Ale odwagi nie można Ci odmówić :)

        2. No widzisz, ja bym na to z tej strony zupełnie nie spojrzała, gdyby nie Twój komentarz, dlatego mimo wszystko warto chyba te komentarze publikować, prawda? :)
          Może masz rację i rzeczywiście będę ostrożniejsza w opisywaniu chłopców na blogu, choć i tak wydaje mi się, że anonimowość jest tu zachowana. Znajomi będą, owszem, wiedzieli, o kim konkretnie piszę, ale to niczym by się nie różniło od prywatnego statusu na fejsie osoby niepublicznej lub od rozmowy o dzieciach przy grillu wśród przyjaciół. W blogowaniu ważne jest, by chronić wizerunek innych osób przed ogółem czytelników – a to można uzyskać jedynie nie publikując zdjęć i imion.
          Nie zmienia to faktu, że trafiło do mnie Twoje spostrzeżenie i w przyszłości będę unikać wszelkich uwag, które mogłyby dla chłopców w przyszłości stać się źródłem wstydu – nawet jeśli tylko oni mieliby sobie zdawać sprawę, o kim konkretnie pisałam. :)

        3. Anna S. napisał(a):

          czasem (nawet często) czytam, rzadko piszę ale kurczę nawet zaglądając co jakiś czas kojarzę Twojego Sebastiana i kurczę, niech mnie walec przejedzie jeżeli ludzi nie jara to czego nie widać, to co niedostępne, zawsze to najbardziej jakoś uwagę przyciąga, lubią to wyśledzić, jak celebryckie dziecko w gwiazdorskim wózku… tak się mądrze bo byłam byłam częścią blogosfery parentingowej aż niecały rok i …. zwiałam w podskokach :D Jak zobaczyłam u Ciebie parenting to pomyślałam: hmmm ciekawe kiedy się zacznie :) no i JEST :) Ps. a co do regulaminu to im dłużej jestem matką tym bardziej luzuje, bo cholera z czasem konsekwentne przestrzeganie zasad jest upierdliwe przede wszystkim dla ustawodawców :P Moja obecna metoda wychowawcza to … przekupstwo w czystej postaci :P Okazało się, że akurat u mnie, to jak do tej pory, najskuteczniejsze rozwiązanie wychowawcze :) tylko że ja mam córkę więc tak sobie myślę, ze małe skoszarowanie to akurat chłopakom wyjdzie na zdrowie – bez urazy chłopaki! Tylko to jedzenie – auć. Pozdrawiam!

        4. aaaaanaaa napisał(a):

          Segritto, mimo, że nie publikujesz zdjęć czy imion dzieci to naprawdę żaden problem dowiedzieć się jak wyglądają…podzielam zdanie Furii, pisanie o tym wszystkim to stąpanie po kruchym lodzie

        5. A zauważyłaś, że to, jak wyglądają można sprawdzić, bo zdjęcia chłopców opublikował ich tata? A może ich mama też zawala fejsika
          fotografiami. Mnóstwo osób tak robi. Moim zdaniem to głupie, ale to ich prywatna sprawa.

          Zresztą ciekawe, czy od samotnych mam też wymagasz uzgadniania z ojcem dziecka, czy mogą opublikować na fejsie zdjęcie lub czy mogą pisać o dziecku?

        6. aaaaanaaa napisał(a):

          pionierko, naprawdę od nikogo niczego nie wymagam :) szanuję Segrittę i trzymam za nią kciuki, bo rodzina patchworkowa to wyzwanie…odniosłam się do postu Furii i odpowiedzi Matyldy o ochronie wizerunku, bo uważam, że nie do końca jest chroniony…samotne mamy czy samotni tatusiowe piszą o swoich dzieciach, a tu wchodzimy na trudne tematy, bo dzieci nie są jej…nie chcę tego oceniać, po prostu piszę jak ja to widzę :)

        7. Szczerze wątpię, że Segritta ukrywa przed swoim partnerem, że jest blogerką i podstępnie opisuje jego synów w internecie nie mówiąc mu o tym i nie pytając o zdanie. Ale niektórzy wierzą, że rządzą nami jaszczury, więc może…
          A tak serio, to jest dla mnie oczywiste, że Seba doskonale wie, co jest publikowane na blogu i ma w tym swój udział. To się niczym nie różni od sytuacji, gdyby wrzucał zdjęcia dzieci na fejsa i pisał o nich. Mozna pisać u Zuckerberga, można i u Segritty. Jeśli więc samotny rodzic nie musi konsultować z byłym partnerem wrzucania fotek na fejsika to nie musi też konsultować aktywności blogowej. Bo czy to w końcu jakakolwiek różnica, czy opis jakiejś domowej scenki znajdzie się na Segritta.pl czy na Sebaritta.pl?

        8. aaaaanaaa napisał(a):

          tak, przyznaję Ci rację, faktycznie zgodę musi wyrażać Seba – ojciec, więc powiedzmy, że to jakby on publikował :)

        9. Justyna napisał(a):

          Tak z ciekawosci sprawdzilam. Wygooglowanie zdjec dzieci zajelo mi mniej niz 5 minut. Anonimowosc w necie to mit.

  9. Ewelina napisał(a):

    Seg, weszłaś na grunt parentingu, chyba nigdzie nie ma więcej hejtu. Niestety, ale te same wrażenia we mnie wywołały reakcje niektórych kobiet na przecież fajny regulamin, nikogo nie krzywdzący (dzieci lubią mieć czego się trzymać, mieć zasady, mieć wszystko jasno wyłożone). Nie wiedzieć czemu, właśnie w temacie bycia matką (i kłócenia się o to, która jest lepszą) kobiety toczą na siebie najwięcej jadu. Gdzieś w czeluściach netu widziałam też komentarze o tym, jak to jedna z drugą by Ci wyrwały kudły i wydrapały oczy będąc matką Ignasia i Filipa, już za samo pisanie o nich na blogu. Ja raczej byłabym wdzięczna, że ktoś komu chcąc, nie chcąc oddaję na jakiś procent czasu swoje dzieci (np. babcia, niania, ciocia…), zajmuje się moimi nimi odpowiedzialnie i wychowawczo. Niezadowolone mogą być tylko te, które zajmują się nieodpowiedzialnie i niewychowawczo i temu hołdują.

  10. Annie napisał(a):

    Jestem kobietą i przyznam, że uważam, że regulamin dla dzieci jest pomysłem trafionym.
    Odniosę się tu do kontrowersyjnego punktu z jedzeniem do 19:30: nawyki żywieniowe kształtujemy od początku. Jeżeli nauczymy dzieci takiej „bazy” to przeniosą to do własnego, dorosłego życia. Później będą mogły same zdecydować kiedy trzymać się zasad, a kiedy zrobić wyjątek. To tak jak z myciem zębów, czasem po imprezie wracamy do domu i padamy na łóżko, ale generalnie trzymamy się tego wieczornego mycia.
    Nie oszukujmy się, dzieci to dzieci, a nie mali dorośli i to nie one decydują o sobie w życiu. Śmieszą mnie rodzice, którzy pytają swoje dziecko: „Czy chcesz zjeść teraz obiad czy wolisz cukierki?” albo „Czy chcesz się już położyć spać?” o godzinie 23.
    Mi w dzieciństwie przydałyby się żelazne zasady dotyczące jedzenia słodyczy, może później, będąc nastolatką, nie zmagałabym się z uzależnieniem od cukru. Po prostu wolno mi było jeść słodycze, bo nie miałam nadwagi ani problemów zdrowotnych. Ale obecnie żałuję, że ktoś mi kiedyś nie wyznaczył normy, teraz byłoby mi dużo łatwiej.

  11. aniard napisał(a):

    Może to głupie, ale wpis trochę skojarzył mi się z pewną reklamą puszczaną w radiu. Kobiety obgadują nową panią dyrektor, że młoda, że ładna i z tego powodu pewnie głupia, a jak urodzi dwójkę dzieci i skończy 40 lat, to zobaczy jak wygląda prawdziwe życie. Po czym przerywa im mężczyzna i dopowiada, że pani dyrektor jest po 40 i ma syna, ale fakt, wygląda świetnie.

    Tak to właśnie wygląda ;) I masz rację, zamiast sobie rzucać kłody pod nogi i rywalizować, powinnyśmy się częściej wspierać, tak po ludzku. Niech kobieta będzie kobiecie człowiekiem, a nie wilkiem (czy wydrą) ;)

  12. Tianzi napisał(a):

    Cóż, wredne komentarze dot. parentingu pewnie pochodzą od kobiet, bo akurat tak się składa, że grupę, którą interesuje wychowanie dzieci i zarazem ma czas na przesiadywanie w internetach, stanowią kobiety. Wrzucić jakiś materiał dotyczący mężczyzn/na którym mężczyźni się znają/myślą, że się znają, to posypie się hejt i od nich. Onety dowodem.

    Natomiast wzajemne podcinanie się przez kobiety IMO ma właśnie bezpośrednie źródło w odległości od przyszłości, którą opisałaś. Obecna kultura po prostu zaszczepia przekonanie, choćby podskórne, że ich sukces życiowy zależy od zdobywania punktów u mężczyzny, więc lepiej kosić konkurencję niż potencjalne jury. (I stąd zresztą te laski z trybem ‚och, inne kobiety są takie zawistne i powierzchowne, ja nie jestem taka jak one i tak bardzo lepiej rozumiem się z facetami!’)

  13. Nie jest tak, że kobiety są bardziej krytyczne wobec innych
    kobiet. Mnie np. komentatorzy wyzywają w taki sposób, że na żadnym blogu by nie przeszło. Po formach gramatycznych i nickach wnioskuję, że to faceci. Wejdź na jakikolwiek temat polityczny i zobaczysz, jaka tam jest jatka męsko-męska przede wszystkim, choć obrywa się i kobietom, jeśli jakieś się znajdą. Po prostu pewnie mniej mężczyzn walczy o jedynie słuszną metodę odpieluchowania.

    Moim zdaniem kobieca krytyka jest takim problemem, bo nie pasuje do wizerunku miłego, subtelnego i szczebioczacego kobieciątka. Bo jak
    to: kobieta i bluzgi? A fe! Kobieta mówiąca wprost, zamiast delikatnego
    sugerowania: droga blogerko, a czy nie sądzisz przypadkiem, że w twoim regulaminie niektóre punkty mogłyby ewentualnie, nie obraź się kochana, ale mieć nieco mniej rygorystyczny charakter? A tu taka ma waginę i czelnośc walić prosto z mostu. Brr..

    Nie widzę żadnego powodu, dlaczego miałabym wspierać kogokolwiek z racji tego, jakie ma genitalia. Jeśli uważam kogoś za idiotę, to jest to niezależne od płci.

  14. Isa napisał(a):

    Regulaminy są po to by stawiać granice. Granice są po to by wprowadzać porządek. Porządek jest po to by żyło się lepiej. Kiedy żyje się lepiej ma się więcej dobrej energii. Kiedy ma się więcej dobrej energii człowiek jest szczęśliwy. Kiedy człowiek jest szczęśliwy to nie czepia się innych. Niezależnie od płci. Mimo tego,kobieca natura narażona jest na różnego rodzaju burze hormonalne. To jak się okazuje sporo potrafi zamieszać. Kilka razy w życiu byłam świadkiem jak przy okazji źle dobranych tabletek antykoncepcyjnych, deficytu regularnego współżycia z facetem, okresu ciąży – kobietom odwala. Jadzą,rzygają swoimi kompleksami ubierając je w urągania innych i myślą,że to im pomoże poczuć się lepiej. W moim mniemaniu to brak dojrzałości emocjonalnej, i generalnie problemy z opanowaniem swoich emocji i złapania jakiejś równowagi w życiu. Nie mam swojego „klubu cappuccino”,bo mdli mnie od momentu jak tylko jednej kobiecie otworzą się usta by rzec kilka nietrafionych krytycznych uwag o innych nieobecnych lub przechodnich kobietach,czy innych parach. Nigdy tego nie pojmowałam – co kobiety mają z takich spotkań. Żadnej dobrej energii. Kawa gorzej smakuje. One tak jadąc po czyichs grzbietach wydają się głupie i człowiek żałuje,że wyszedł z domu a przecież mógł oglądnąć kolejny dobry film lub pobyć sam ze sobą. Zawsze wolałam przebywać w towarzystwie facetów lub „męskich kobiet” tj takich, które podchodzą do spraw z dystansem i np nie płaczą,że złamał im się paznokieć uznając ten banał za poważny problem. Mam jeszcze kilka teorii kobiecych „skurwiałych zachowań” ale szkoda prądu. Wszystkim kobietom życzę aby były regularnie zapinane,adorowane i czerpały z tego tyle radości by nie było miejsca na jad w stosunku do innych istot.
    Seg – regulamin świetny. Zdrowe podejście do tematu. Sama często jestem świadkiem jak 2letni syn znajomych przez to ,że od początku miał ustawiony harmonogram dnia,teraz gdy zbliża się 19:00 już sam z radością ( Z RADOŚCIĄ), uśmiechnięty wchodzi do łazienki i cieszy się na ‚myju,myju” po czym dostaje pożywienie i też sprawia mu to frajdę, a na sam koniec tupta do sypialni i okrywa się sam kołdrą . Ten wypracowany system cieszy zarówno dziecko i rodzica. Mały człowiek śpi i ma swój rytm a rodzic odpoczywa i też może mieć swój rytm. Nie zapominajmy jak bardzo jest to ważne gdy rodzic chce już wrócić do regularnego wychodzenia do ludzi i w takim przypadku zostawia śpiącego brzdąca pod opieką,która bezstresowo tkwi na posterunku. Większość załamuje tu ręce nad dziećmi a nikt się jakoś nie skupił na rodzicach. Regulamin to też przecież dla ich dobra i zachowania normalnego egzystowania. Przykład znajomych pokazuje mi jak ważne są takie zasady i tym bardziej wprowadzenie ich jak najwcześniej. Dziecko,które we wczesnym etapie uczestniczy w takim projekcie „regulaminu” akceptuje ten stan rzeczy i wcale nie czuje się uciśnione. Wręcz napawa go to spokojem bo wszystko toczy się bezpiecznym torem wytyczonym przez kochających rodziców. Ludzie,którzy piszą uwagi,że to wojskowe zasady pewnie nie posiadają w życiu żadnego rytmu w żadnej kategorii. Możliwe,że nawet zęby myją nieregularnie ;-) Prościej zawsze sypnąć bzdurę w komentarzu, zamiast się chwilę zastanowić nad źródłem własnych teorii. Szkoda,że sama nie miałam takiego regulaminu w domu, bo pewnie nie miałabym problemu z samodyscypliną jako dorosły człowiek. Teraz muszę się uczyć od nowa zdrowych,dobrych przyzwyczajeń, czego życzę z sukcesem wszystkim. EjMeN

  15. Nie rozumiem idei wspierania kogoś, kogokolwiek, tylko i wyłącznie z racji płci.

    Otwarcie napiszę, że nie wspieram mężczyzn, tylko dlatego, że są mężczyznami. To za mało, zdecydowanie.
    Wspieram wybranych, reprezentujących świat podobnych moim wartości i zapatrywań.

  16. Ferrate napisał(a):

    „Siły fizycznej, czyli właściwie jedynej cechy, która pozwalała mężczyznom na sprawowanie rządów nad światem przez tak długi czas w historii naszej cywilizacji.” – śmiałem się długo i głośno. Pisząc takie zdania kobiety pokazują właśnie, że to nie tylko siła fizyczna różni je od mężczyzn. :)

      1. Ferrate napisał(a):

        Kurcze, ale naprawdę ciężko (i niekomfortowo) wchodzić w polemikę z tego typu tezami. Trochę jest to odwracanie kota ogonem, bo to Ty stawiając taką, ekhm…. karkołomną tezę powinnaś ją jakoś uargumentować.

        Przede wszystkim, temu sformułowaniu przeczy zarówno A) zdroworozsądkowa empiria i obserwacja na przestrzeni kilku tysięcy lat B) logiczno-formalne myślenie.

        Ad A)uważasz, że przez te wszystkie wieki i lata, kobiety były i są znacznie mniej aktywne i zasłużone w nauce, technice, literaturze, kulturze, sztuce, polityce, biznesie, itd. itp. tylko dlatego, że są słabsze fizycznie? Uważasz, że kobiece Einsteiny, Newtony, Arystotelesy, Bismarcki, Picassa i inne nie pokazały światu swoich odkryć, dzieł i teorii dlatego, że silniejsi faceci zamykali je pod kluczem w kuchniach i nie pozwalali na nic? Ok, pewnie sporo i takich przypadków miało miejsce, zwłaszcza w tych najmniej oświeconych i patriarchalistycznych okresach, ale bądźmy poważni, gdyby tu chodziło tylko o siłę fizyczną to sprytne(sprytniejsze od mężczyzn IMO) kobiety dałyby sobie spokojnie radę.

        Ad B) jeżeli to siła fizyczna jest tym wyznacznikiem różnicującym grupy ludzi i stanowiącym cechę pozwalającą na „władzę nad światem”, to logiczną konsekwencją byłoby to, że nie znajdowałaby ona odbicia tylko w kontekście płci. Naturalnie to „prawo” działałoby także wśród samych mężczyzn, dzieląc ich na cherlawych słabeuszy skazanych na zapomnienie i silnych herosów dominujących politykę, sztukę, naukę itd. No ale tutaj to tak nie działa. Nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że Napoleon rządził Europą bo był silniejszy od innych polityków-dowódców. :D Tak samo, jak nikt nie będzie przypisywał sukcesów Newtona do jego tężyzny. Wreszcie, idąc dalej tym tropem, dlaczego czarni nie rządzą światem? Są przecież najsilniejszą rasą.

        Ergo, tego typu twierdzenia głoszone przez kobiety, jakoby męska dominacja w polityce, biznesie czy nauce była spowodowana ich słabością fizyczną jest głupie do granic możliwości i stanowi jakiś kompromitujący, niezamierzony auto-diss.
        To wszystko to nie jest przypadek. Kobiety (co oczywiste…) nie są „gorsze” od mężczyzn. Są po prostu inne, na co wpływ ma milion czynników, biologicznych, psychicznych i innych. I tak się składa, że te różnice działają-objawiają się w jednych polach ludzkiej aktywności na niekorzyść kobiet, a w innych wręcz przeciwnie. Niestety, te pola aktywności, w których działają na niekorzyść kobiet są jednocześnie tymi polami, które są identyfikowane(m.in. przez Ciebie, jak rozumiem) z tzw. „władzą nad światem” (gruby cudzysłów). Kobiety w polityce, biznesie, zaawansowanej nauce, itd. są i będą znaczną mniejszością, wyjątkami potwierdzającymi regułę i tyle. Nigdy się to nie wyrówna, bo wyrównać się nie może. Kobiety, które nie mogą tego zaakceptować szukają po prostu przeróżnych usprawiedliwień, problem w tym, że jest je coraz ciężej znajdować, bo wszelkie formy dyskryminacji (a już zwłaszcza tej fizycznej…) zanikają. I mimo ich zanikania 95% reżyserów to faceci, sondy na marsa wysyłają faceci, nowe iPhony projektują faceci, prezydentami-premierami w ogromnej większości są faceci, itd.

      2. Isinlor napisał(a):

        Z czysto ewolucyjnego punktu widzenia – wioska składająca się ze 100 kobiet i 100 mężczyzn może przetrwać jeśli 99 facetów zginie, a przetrwa tylko ten o najlepszych genach. Jeśli 99 kobiet zginie oznacza to koniec dla wioski.

        To co nas różni, to różnica potencjałów rozrodczych. To jest ta cecha, która pozwoliła nam zdominować świat. Siła fizyczna jest tylko konsekwencją.

        Kobiety interesuje społeczna akceptacja by społeczeństwo chciało pomóc
        jej potomstwu, którego może mieć tylko ograniczoną liczbę. Z powodów swoich ograniczeń kobiety dokonują też selekcji na facetach. Facetów natomiast interesuje pozycja w społeczeństwie by zaoferować kobietom jak największą szansę przetrwania potomstwa, a przez to by mieć jak najwięcej okazji do współżycia.

        BTW – Ciekawy jestem jak wyjaśnisz niechęć niewiast do informatyki? :)

  17. Iza napisał(a):

    Mnie sie wydaje, ze to nie do konca jest tak, ze to kobiety sa wredne względem siebie. Myślicie ze jak w jakiejs branży, w dużej firmie, w jednym dziale pracowałyby dwie kobiety i dwaj mężczyźni robiąc dokładnie to samo, to statystycznie kobiety czesciej ze sobą beda darły koty? Wg mnie nie. A caly „problem” bierze sie stad, ze po prostu w tematach, w ktorych kobiety sa najbardziej aktywne, rzadko pojawiają sie mężczyźni, ktorzy równie dobrze sie w nim orientują.
    Chociażby takie rodzicielstwo. Zawsze ojciec bedzie troche mniej zaangażowany ZAWSZE. Bo sa takie tematy, ktorych nie pojmą swym umysłem ze względów czysto fizjologicznych :) No i fakt, ze czasami przez kobiety przemawiają hormony tez ma znaczenie, ale PMS dzieli po równo wszystkim napotkanym.

    A na zakończenie, to wole moze czasem i głupie i złośliwe babskie gadanie, niz męskie realne mordobicie :D

    chociaz jest taka jedna rzecz…
    Niegdy kolega z pracy, ze szkoły, ze studiów nie obejrzał mnie od stop do głów mówiąc ” hmmmm…..nowe spodnie/buty/kurtka/bluzka/ ….” A znam pare kobiet, które wlasnie tak mnie „oglądają” i komentują (dodam, ze to nie jest w formie pytania)
    nie wiem czy to komplement, czy co? Strasznie mnie to krępuje bo nie wiem co mam odpowiedziec. Ja jak widze, ze ktos ma cos fajnego to mowię: O ale masz ładne cos tam….

    Sie rozpisałam :)

      1. Iza napisał(a):

        Ciążę i poród bardzo ciężko pominąć w tym temacie.
        No może z wyjątkiem sytuacji adopcyjnej. Faktycznie nie myślałam o takim przypadku pisząc post.

        1. Iza napisał(a):

          Zupełnie nic. Zapomniałam, że gdy dziecko osiąga „pewien” wiek następuje „przywrócenie ustawień fabrycznych” i to co było- przestaje mieć znaczenie.

          Nie bardzo wiem do czego zmierzasz?

          Wg mnie rodzicielstwo (czyli bycie rodzicem od narodzin dziecka do śmierci) jest doświadczeniem zupełnie innym dla mężczyzny a zupełnie innym dla kobiety. Nic ponadto.

          Mogę Ci w czymś jeszcze pomóc? :)

  18. Ad A) Tak (kobiety nie miały dostępu do nauki i od dziecka były chowane tylko na gospodynie/żony/matki. Często też ich osiągnięcia były umniejszane i nieuznawane przez męski świat za wartościowe)
    Ad B) Nie. Tu płeć męska była solidarna i postanowiła nie ryzykować „faworyzacji silniejszych”, pozostając przy skromnej faworyzacji swojej płci. Brzmieliby przecież niepoważnie, dając prawo do kształcenia tylko siłaczom. ;)

  19. Kupiłam sobie ostatnio doskonałą spódnicę, byłam zachwycona. Pokazałam ją koleżance, a ona powiedziała: „będzie poszerzać Cię w biodrach”. Nie miałam wtedy tej spódnicy na sobie, po prostu spojrzała na nią, gdy tak trzymałam ją w rękach, i wiedziała, że będzie poszerzać mnie w biodrach. Od tamtego momentu jej nie założyłam, leżała w szafie, skazana na zapomnienie, co za nieudany zakup! Włożyłam ją ostatnio, po sześciu miesiącach (!), leży doskonale. Pomyślałam sobie wtedy: największym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Następnie w kolejności: ja sama sobie. Dopiero potem mężczyźni, reklamy TV i producenci kremów na cellulit.

    1. Okropne! Ale nie tylko kobiety potrafią tak dokopać, mój chłopak często nieświadomie coś palnie o nowym zakupie, że aż się odechciewa. Słyszałam już, że „To futerko jest prześmieszne”, a sukienka w kwiatki „Trochę naciapana, nie?”, a także „Nie wiem czy to było warte swojej ceny” i potem szybko „Bo Ty oczywiście zrobisz ładniejsze”. ;)

      1. Moj luby tez potrafi skrytykowac moje ciuchy. Ale zauwazylam, ze mezczyzni wykazuja zadziwiajaco duzo rozsadku jesli chodzi o odziez. Moj mi wytyka gdy cos jest slabej jakosci, ma zbyt wydziwiony kroj czy kolor (krotkotrwale trendy) lub jest malo praktyczne. Wiele jego rad mi pomoglo podjac decyzje.

    2. Problemem nie jest jej wredność, tylko Twoje przekonanie, że szerokie biodra to coś złego. Skąd takie przekonanie Ci się wzięło? Niestety więc zła kolejność – to Ty jesteś swoim wrogiem.

  20. Czytając Twój tekst od razu nasunęła mi się na myśl scena z „New Girl”, gdzie faceci rozwiązywali problemy szturchańcem w brzuch. Za to główne bohaterki, przyjaciółkiodzawsze każdy konflikt zbywały milczeniem, aż w końcu wybuchnęły i skończyło się ostrą jatką i wylewaniem wszystkich żali ;) Zawistna płeć z Nas, ciężko się nie zgodzić. Sama często miewam wredne myśli względem innych kobiet, ale zachowuje je dla siebie, lub dzielę się z nimi tylko z najbliższymi, zaufanymi znajomymi. Nie pojmuje osób, które odczuwają potrzebę wylewania takiego jadu w internecie. No serio, po co, to aż taka ulga?

    1. Oglądałam ostatnio ten odcinek! Niestety- szczera prawda. Kobiety to niesamowicie zazdrosne stworzenia i wielu z nich wydaje się być ich obowiązkiem zrównywanie z ziemią każdego, kto ma lepszą sylwetkę, ubrania, czy nawet humor. Straszna szkoda.

      1. coś, co mnie bardzo smuci, to reakcje moich dalekich koleżanek na komplementy. Ale ładnie Ci w tym nowym kolorze włosów, mówię dziewczynie, której nie widziałam dwa miesiące, a ona patrzy na mnie, jakby szukała spisku.

  21. Ania Piwowarczyk napisał(a):

    Cała dyskusja mnie na ten moment przerasta, więc podzielę się tylko jednym. Dawno serial nie wzbudził we mnie tyle refleksji, co „The Fall” – zdecydowanie warty zobaczenia!

  22. wydrukuje Twój tekst i porozwieszam wszędzie gdzie się da – na dworcach, na słupach, na czołach, na lustrach w publicznych wc…
    Zdolne kobiety powinny inspirować do działania, a nie cofania się.
    kropka.

  23. na moich studiach uczymy się głównie poprzez realizowanie projektów w grupach. przy pierwszym takim zadaniu bardzo ochoczo zdecydowałam się współpracować z koleżankami. okazało się, że w sytuacjach, które wykraczają poza ploteczki, wszystkie cztery dziewczyny zaczęły się prześcigać w tym, która będzie szefową, która będzie miała ostatnie słowo, która jest najmądrzejsza – oczywiście nie słuchając przy tym reszty. było to wszystko bardzo nieprzyjemne, a ja, nie chcąc brać udziału w wyścigu, właściwie nic nie zrobiłam przy tymże projekcie. wszystkie następne realizowałam tylko z chłopakami, nie zdarzyło mi się, żeby traktowano mnie protekcjonalnie, nie słuchano mnie albo oddelegowano do robienia kawy. wywnioskowałam, że w przypadku wielu kobiet/dziewczyn priorytetowe jest pokazanie swojej wartości, a nie wykonanie zadania wspólnie – oczywiście rozumiem, że bierze się to z potrzeby obalenia jakiegoś stereotypu, ale żeby sobie wzajemnie szkodzić i nie okazywać szacunku, to tak, jakby samemu sobie w stopę strzelać. bardzo to dla mnie ponure.

  24. Znalazłam kiedyś fajnego demota: Gdyby to kobiety rządziły światem, faktycznie nie byłoby wojen. Byłoby za to mnóstwo obrażonych państw nieodzywających się do siebie nawzajem” . Coś w tym jest. :) Jednak swoją drogą to nie chciałabym, aby prezydentem naszego kraju została pani Ogórek. W SLD wybrali ją na kandydatkę, bo po prostu nie mieli kogo. Dla mnie to taka tam młoda dewotka, nie wyobrażam jej sobie jako prezydenta.

Dodaj komentarz