Kobieta kobiecie wydrą.

Obejrzałam ostatnio świetny serial „The Fall” z Gillian Anderson (Scully z Archiwum X! :)) w roli głównej i doszłam do wniosku, że to serial wybitnie feministyczny. Zdecydowana większość bohaterek kobiecych w tym serialu to postaci silne, konkretne, panujące nad emocjami i skutecznie oddzielające życie prywatne od zawodowego. Mężczyźni zaś są pod ciągłym działaniem testosteronu, frustracji, pasji i lęków, przez co popełniają błędy, gubią się oraz – co najgorsze – krzywdzą innych ludzi, naruszając ich wolność osobistą, raniąc psychicznie, bijąc i mordując.

Patrząc na te postaci, męskie i kobiece, odnosiłam wrażenie, że obserwuję świat przyszłości. Świat, w którym kobieta staje się wreszcie świadoma swojej wartości i nie musi walczyć o pozycję drapaniem pazurami po twarzach konkurencji albo wycofywaniem się w bezpieczny model naiwnej idiotki. Świat, który z racji swojego logistycznego i naukowego zaawansowania nie premiuje już siły fizycznej, czyli właściwie jedynej cechy, która pozwalała mężczyznom na sprawowanie rządów nad światem przez tak długi czas w historii naszej cywilizacji. I, nie bójcie się, Panowie, to nie będzie Świat, w którym zagracie submisywną rolę naszych poddanych. Nikt Wam praw nie odbierze. Po prostu człowiek będzie rozliczany za to, co robi – a nie za to, czy ma penisa czy cycki. Taka feministyczna utopia :)

Zanim jednak dojdziemy do tego utopijnego świata, długa droga przed nami, bo w tej chwili największym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Tyle zawiści, zazdrości, nienawiści, złośliwości, czepialstwa, krytycyzmu i agresji, ile widzę w wypowiedziach kobiet na temat innych kobiet, nie znajduję w żadnym męskim środowisku i w żadnej męskiej branży. Nie bez kozery to parenting jest jedną z najbardziej najeżonych hejtem kategorii blogowych. Zaraz za nim – blogi modowe, również zdominowane przez kobiety.

Taki przykład – może nie najtrafniejszy, ale za to najbardziej aktualny, bo odnoszący się do ostatniego mojego wpisu o regulaminie domowym, który przygotowaliśmy rodzinnie w zeszłym tygodniu. Generalnie regulamin przyjęliście bardzo ciepło i chyba nigdy jeszcze nie miałam tylu pozytywnych reakcji na wpis, co teraz :) Ale jak to bywa w przypadku popularnych wpisów, wśród komentarzy pojawiły się m.in. takie głosy:

komentarze

Jeśli jesteście ciekawi, jak brzmi ten wojskowy, wprowadzający terror regulamin, który przywodzi na myśl Koreę Północną (taki komentarz też dostałam), to tu jest jego zdjęcie i szczegółowe wyjaśnienie, skąd się każdy podpunkt wziął.  Zastanawia mnie co innego – czemu to głównie kobiety zaczęły krytykować nasz pomysł? Czemu wśród obraźliwych uwag dominowały kobiety oraz kobiece grupy związane z jakimś konkretnym typem macierzyństwa (w parentingu jest mnóstwo różnych trendów wychowawczych, związanych na przykład z poglądami na karmienie dziecka, noszenie, przytulanie, pielęgnację itp. Wiele z nich to bardzo sensowne inicjatywy, ale łatwo stracić o nich dobre zdanie, czytając wypowiedzi matek-fanatyczek. To takie bojówki grup parentingowych. Zamiast tłumaczyć i uświadamiać, latają jak szalone po sieci, wyciągają różne wpisy i wypowiedzi rodziców o innych poglądach i robią na nich lincz. Brrr)? Przecież, tak na chłopski rozum, to inne matki powinny pomysł wesprzeć. A jeśli nie wesprzeć, to zostawić temat na zasadzie „Nie moje metody, ale niech każdy wychowuje jak chce”. No właśnie nie. Bo kobieta kobiecie wrogiem, wydrą, konkurencją i zagrożeniem.

źródło: http://facet.onet.pl/
źródło: http://facet.onet.pl/

Magdalena Ogórek. Niedoszła kandydatka na prezydenta Polski. We wrzawie, jaka się wokół niej podniosła, dominował aspekt urody pani Ogórek. Uważam to za nieistotne w przypadku oceniania kandydata na prezydenta, ale z drugiej strony nie możemy przecież zakazać ludziom interesować się tym, co ich interesuje. A że wygląd człowieka jest wciąż niezwykle istotny w ocenie jego wizerunku, to w sumie nie ma nic dziwnego w tym, że ludzie zaczęli zachwycać się urodą szczupłej blondynki na scenie politycznej. Kobieta tam to w końcu rzadkość, a co dopiero piękna kobieta. A niech gadają. Niech oceniają. Niech mówią, że piękna, że ładna, że średnia. Ale obrzydzenie mnie bierze, gdy słyszę uwagi łączące urodę pani Ogórek z jej kompetencjami politycznymi i sugerujące jakąś zależność między tymi cechami. Że „za ładna, żeby mieć coś w głowie”, „pusta laleczka, która więcej wie o układaniu włosów niż o reprezentowaniu kraju”, „co za idiotka, widać już po twarzy”. Wiecie, czyje to głosy? Kobiet.

Kasia Gandor napisała kiedyś notkę, która brnęła pod prąd popularnemu przekonaniu. Dawno to było, nie pamiętam dokładnie, co to był za temat, ale pamiętam mniej więcej pointę kasinych rozmyślań i postaram się główną tezę tu przytoczyć. Otóż łatwo mi zaakceptować fakt, że większość kobiet ulega jakiejś niezdrowej zazdrości i potrzebie walki z potencjalną konkurentką. Łatwo, bo to dość prymitywny, prosty mechanizm psychologiczny i empatycznie umiem go zrozumieć. Ale mimo wszystko nie chcę mu ulegać. Chcę być lepsza niż ten głupi, zawistny motłoch. Mam też nadzieję, że Ty, mój czytelniku… a właściwie: czytelniczko, chcesz być lepsza. Dlatego mam tylko jedną prośbę: kiedy następnym razem zapragniesz pojechać po jakiejś kobiecie, to zastanów się, czy zachowałabyś się tak samo, gdyby to był mężczyzna. Czy on też byłby wart uwagi o „obrzydliwej, tłustej dupie”, czy też byłby „przystojniaczkiem, który nic nie ma w głowie i nie powinien w ogóle być w polityce” i czy przypadkiem to nie powinno być tak, że skoro mężczyźni się nawzajem wspierają, to kobiety też mogłyby poklepać się czasem po plecach…? Nie mówię o zamykaniu oczu na duże błędy. Mówię o takim zwykłym, ludzkim handicapie, który powstrzymywałby nas od rzucania sobie kłód pod nogi. Bo póki co mężczyźni nic nie muszą robić, by trzymać kobiety z dala od władzy. Wystarczy, że siądą wygodnie, wyjmą colę, popcorn i będą obserwować.