Królewska gra

WSTĘP – MOJA HISTORIA SZACHOWA (nudne, można pominąć i od razu przejść do faktów, mitów i ciekawostek)

Gdy miałam 5 lat, dziadek nauczył mnie grać w szachy. No dobra, nauczył mnie, jak poruszają się bierki na szachownicy, bo po godzinie uciekłam, żeby pobawić się na trzepaku z siostrą. Aż do niedawna wydawało mi się, że celem szachów jest zbicie króla. A nie jest. Król w istocie nigdy nie zostaje zbity. Ba, nawet samobójstwo w szachach jest niemożliwe, bo nie mogę wykonać ruchu, który odsłania mojego króla na atak przeciwnika. Dowiedziałam się o tym dopiero 20 lat później.

Wróciłam do szachów dzięki miłości. Byłam na randce, tradycyjnie chciałam się czegoś nauczyć od mojego adoratora (genialny sposób na podryw), więc rozstawiliśmy szachy. Pierwszą partię wygrałam. Mój przeciwnik był tak przekonany o mojej nieudolności, że w ogóle się nie starał. Poza tym, czasem naprawdę trudno gra się z kimś początkującym, bo ciężko przewidzieć jego posunięcia. Wygrałam tę pierwszą partię, ale już kolejnych kilkadziesiąt przegrałam. Facet jest dobry, gra od dziecka i do dziś jest dla mnie bardzo wymagającym przeciwnikiem.

Potem poszło lawinowo. Kupiłam własną szachownicę. Na tyle małą, że mieści się w torebce. Klubowe wyjścia na miasto prawie zawsze kończyły się partyjką ze znajomym przy barze. Potem dołączają się inni, zafascynowani tym nietypowym zjawiskiem. Stawka rośnie, bo raz trafisz na pijanego polityka z przerośniętym ego – a raz na żula, który rozwala Cię genialną grą pomiędzy szotami wódki. Zaczęłam uczyć się w internecie, z poradników i zagadek szachowych. Obejrzałam kilka filmów, poznałam parę nazwisk.

Okazało się, że jedna ze światowych, szachowych celebrities mieszka teraz w Gdańsku. Wsiadłam więc w pociąg i spotkałam się z nim. Zagrałam partię, wzięłam autograf na mojej szachownicy. To spotkanie otworzyło mi oczy. Po pierwsze – zburzyło mit brzydkiego nerda szachisty, bo facet okazał się być czarującym, przystojnym mężczyzną. Kumplujemy się do dziś. Drogie kobiety, czy wiecie, jak podniecająca jest partia z facetem, który nawet nie patrzy na szachownicę (gra na ślepo)? Ogląda telewizję pięć metrów od Ciebie i tylko rzuca co chwila „wiem, o czym myślisz. Ale jeśli ruszysz się gońcem na C4, to za dwa ruchy tracisz hetmana”. Nie zdziwiłabym się, gdyby teraz, po dwóch latach, był w stanie odtworzyć naszą pierwszą grę. Gra tak dobrze, bo ma tak świetną pamięć? A może ma tak świetną pamięć, bo gra? Pewnie jedno i drugie.

Szachy to taka gra, w której nie boli mnie przegrana. Może dlatego, że jestem wciąż słabym graczem i nie miałabym odwagi zagrać w żadnym turnieju. Przyzwyczaiłam się do przegrywania i wcale nie zniechęca mnie ono do dalszej gry. Lubię moją drewnianą szachownicę, ogromną ilość możliwości, widok zamyślonej twarzy przeciwnika. Uwielbiam moje skoczki, choć na początku ich nie doceniałam (tak, to cenna wiedza przed partią ze mną), kocham grać na barze, wśród ludzi, którzy rozpraszają. No i absolutnie ubóstwiam moment, w którym przeciwnik strąca sobie króla w symbolicznym geście poddania partii. Rzadko się to zdarza, bo większość ludzi gra do końca, licząc na mój błąd w end-gamie. Słusznie skądinąd. ;)

Pamiętam wciąż, jak bardzo nie doceniałam szachów w dzieciństwie i jak wiele o nich po prostu nie wiedziałam. I żałuję, że w wieku pięciu lat wybrałam trzepak, bo teraz bardzo bym chciała zagrać ze swoim dziadkiem, a na to już od dawna jest za późno.

Wstęp był długi, ale nie mogłam się powstrzymać. A teraz chciałabym podzielić się z Wami informacjami, które odkryłam w ciągu ostatnich kilku lat a o których większość ludzi nie ma pojęcia.

FAKTY, MITY I CIEKAWOSTKI SZACHOWE.

Grą, od której wywodzą się wszystkie odmiany szachowe jest CZATURANGA. Powstała w Indiach. Najwcześniejsze o niej wzmianki pochodzą z hinduistycznego poematu epickiego „Mahabharata” napisanego około 500 lat p.n.e.

Czaturanga wciąż bardzo przypomina szachy. Plansza wygląda tak samo, przed figurami stoją pionki. Główne różnice leżą w ruchach figur.
Radża – to szachowy król. Rusza się tak samo jak król szachowy, ale ma też możliwość wykonania jednego ruchu „królewskiego” (ruch skoczka), pod warunkiem, że nie był jeszcze szachowany. Roszada nie istnieje. Do szachów wprowadzą ją dopiero Włosi w XVI wieku.
Doradca
– to dzisiejszy hetman. W Czaturandze jest bardzo słabą figurą, bo może się ruszać tylko o jedno pole po skosie.
Słoń – to odpowiednik gońca. Może się ruszać o dwa pola po skosie. Może też skakać przez inne bierki.
Koń – to skoczek. Rusza się tak samo jak w szachach.
Rydwan – to wieża. Też rusza się tak samo jak w szachach. W Czaturandze jest najsilniejszą figurą.
Pionki mogą ruszać się o jedno pole do przodu (nie ma jeszcze pierwszego, podwójnego ruchu) a biją po skosie. W momencie awansu – czyli dojścia na ostatnie pole – zamieniają się w figurę, która stoi początkowo w danej kolumnie. Ale tylko wtedy, jeśli ta nasza figura została wcześniej zbita przez przeciwnika.

Tu możecie poćwiczyć grę w Czaturangę z komputerem. Możecie też w nią pograć na normalnej szachownicy. Już widzę te tłumy hipsterów, które grają na mieście – nie w szachy (to takie mejnstrimowe…), ale właśnie w Czaturangę ;)

Bardzo wielu ludzi nie umie nazywać bierek szachowych (bierki to wszystkie figury i pionki na szachownicy). Posługują się tylko ich potocznymi nazwami. Nie jestem purystką i właściwie wszystko mi jedno, jaką nomenklaturą się posługujecie, ale warto znać tę wzorcową.

Król (po angielsku: King) to król. Tu nie ma wątpliwości.
Hetman (ang. Queen) – nazywany jest potocznie damą, królową, królówką. Rada dla tych, którzy mylą na szachownicy miejsce króla i hetmana. „Hetman zawsze broni koloru”, czyli biały stoi na białym polu a czarny – na czarnym.
Goniec (ang. Bishop) – nazywa się go potocznie laufrem.
Skoczek (ang. Knight) – to potocznie koń, konik. Mi też się myli. No bo on tak wygląda w końcu… ;)
Wieża (ang. Rook) to wieża.
Pion (ang. Pawn) to pion lub pionek.

ROSZADA to jedyny ruch, w którym król może przesunąć się o dwa pola. Jednocześnie wieża „przeskakuje” króla i staje tuż za nim. Przed roszadą istniał w szachach ruch „Capriola”, polegający na samym ruszeniu króla o dwa pola.

Jak już wspominałam, roszada jest w szachach ruchem względnie nowym. I choć jej reguły są jasno wytłumaczone i dotyczą zarówno gry turniejowej jak i towarzyskiej – wciąż sprawia wiele trudności początkującym graczom. Krążą na przykład mity, że nie wolno jej zrobić, jeśli król był już szachowany albo że wieża nie może być atakowana. Bzdura. Oto oficjalne wymagania, które trzeba spełnić, żeby móc wykonać roszadę:

1. Pola pomiędzy królem a wieżą, z którą zamierza się zrobić roszadę, muszą być puste.
2. Król ani wieża nie wykonały ani jednego ruchu od początku partii.
3. Król – ani żadne z dwóch pól, po których przejdzie on podczas roszady – nie mogą być w tym momencie atakowane.
4. Król i wieża znajdują się w tej samej linii (ten przepis został wprowadzony po tym, jak jakiś spryciarz chciał zrobić roszadę z wieżą powstałą po promocji piona.

Ciekawostka: Przyjęło się, że jeśli robisz roszadę, powinieneś najpierw przesunąć króla a dopiero potem wieżę. Wynika to z tego, że pierwszy ruch wieżą może wprowadzić przeciwnika w błąd i może on pomyśleć, że wykonujesz zwykły ruch tą figurą. Podwójny ruch króla zaś nie pozostawia wątpliwości, że zaraz wskoczy za niego wieża. Jeśli na turnieju zaczniesz roszadę od ruchu wieży, sędzia może Ci ją w ogóle uniemożliwić.

PAT to taka ciekawa pozycja szachowa, która powstaje, gdy przeciwnik nie może wykonać żadnego ruchu – a jednocześnie jego król nie jest szachowany.

Wbrew temu, co niektórzy myślą, pat jest równoznaczny z remisem – a nie z wygraną strony patowanej. Dlatego często pzreciwnik, który przegrywa, będzie dążył do pata. Nie we wszystkich odmianach szachów tak jest. W Shatranj pat był wygraną strony patującej. W Czaturandze odwrotnie – pat był wygraną strony patowanej.

REMIS można jednak osiągnąć nie tylko za pomocą pata. O remisie mówimy też gdy:

1. Nie można zmatować króla za pomocą pozostałych na szachownicy bierek. Do takiej sytuacji dochodzi na przykład wtedy, gdy na szachownicy zostają tylko dwa króle.
2. Ta sama pozycja powtórzona jest trzykrotnie.
3. W pięćdziesięciu ruchach nie ma ani jednego bicia ani ruchu pionem.
4. Dochodzi do wiecznego szacha. To dość ciekawe zagadnienie. Polecam przypadek wściekłej wieży. ;)

Szachy są tak skomplikowaną grą, że nikt ich jeszcze nie „rozwiązał” – czyli nie odkrył strategii, która gwarantowałaby wygraną. Wydaje się to nieprawdopodobne, bo w końcu mamy do dyspozycji tylko 64 pola i bardzo ścisłe, logiczne reguły gry. A jednak.

W 1996r. odbył się pojedynek szachowy ówczesnego mistrza świata Garriego Kasparowa z komputerem IBM Deep Blue. Kasparow wygrał ten mecz. Rewanż nastąpił rok później i tym razem wygrał komputer, ale do dziś krążą spekulacje, jakoby walka nie była fair. Sprawa jest o tyle podejrzana, że Deep Blue został po meczu rozebrany. W 2003 roku Kasparow zagrał z „synem” swojego komputerowego przeciwnika. Nazywał się Deep Junior i zremisował z mistrzem.

SZACHOWE OSOBISTOŚCI

Dwa najpopularniejsze w Polsce nazwiska szachowe to oczywiście Kasparow i Karpow. Są oni jednak jedynie wierzchołkiem góry lodowej… Tu znajdziecie listę dziesięciu największych szachistów w historii wg magazynu Sun. Ja skupię się na kilku innych nazwiskach.

Moje poszukiwania szachowych sław zaczęłam od filmu „Searching for Bobby Fischer, próbujęcego fabularnie przedstawić biografię młodego szachowego geniusza – Josha Waitzkina. Niestety film popłynął w hollywoodzkie klimaty i daleko odbiegł od faktów. Filmowy przeciwnik Josha – Jonathan Poe przegrywa najważniejszą partię szachową z głównym bohaterem. W istocie partia ta zakończyła się remisem a postać Johnathana wzorowana była na innym genialnym dziecku – Jeffie Sarwerze, który w momencie pojedynku z Joshem był od niego młodszy. Josh został szachowym mistrzem, a potem zdobył też mistrzostwo …we wschodnich sztukach walki. Jeff zajął się inną grą. Jeździ po świecie, wygrywając w największych pokerowych turniejach.

Wracając jednak do tytułu filmu, już sam tytuł sugeruje, kto według Amerykanów jest największą sławą szachową – Bobby Fischer. Fischer był postacią bardzo kontrowersyjną i niezaprzeczalnie genialnym graczem. Stworzył nawet własną odmianę szachów, która według niego miała uniemożliwić graczom wykorzystywanie zapamiętanych otwarć i zmusić do kreatywnego myślenia.
– Mistrzu – zapytała Fischera młoda blond dziennikarka, niepotrafiąca grać w szachy, ale pewna, że może coś o szachach napisać po wywiadzie z mistrzem Świata. – Całe swoje życie poświęcił pan szachom.. Czy to prawda, tak mówią, że gdyby pan miał do wyboru damę szachową i żywą damę blondynkę, wybrałby pan szachową? – O, to by zależało od pozycji, proszę pani! – odrzekł Fischer.? (źródło)

Inną, ciekawą postacią ze świata szachów był Andor Lilienthal – węgierski mistrz z ogromną listą wygranych pojedynków przeciwko największym szachistom świata. Facet dożył 99 lat, lubił rajdy samochodowe i do końca swoich dni był wielbicielem koniaku krymskiego.

Siostry Polgar to obecnie najsłynniejsze kobiety wśród szachistów. Sukces zawdzięczają w dużej mierze ojcu i jego ambicji wychowania geniuszy. Dziewczyny od wczesnego dzieciństwa intensywnie trenowały grę w szachy, często kosztem takiego „trzepaka” i innych dziecięcych zabaw. Teraz są na topie i udowadniają, że do wszystkiego można dojść ciężką pracą i treningiem.

CO DALEJ?

Jeśli nie umiesz jeszcze grać w szachy, to gratuluję dobrnięcia do końca wpisu. Jesteś bardzo dzielny.

Tu możesz nauczyć się podstaw gry w szachy.
Tu możesz poćwiczyć to, czego się właśnie nauczyłeś.
Za pomocą tego programu pójdzie jeszcze szybciej. No i w ogóle polecam – też dla zaawansowanych graczy.
Tu
ciekawa strona fejsbukowa z szachowymi zagadkami.

A tu zbiór szachowych myśli i powiedzeń. Fajne.

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Człowiek codziennie uczy się czegoś nowego.:-)
    Nie wiedziałem , że w szachach posługujemy się „bierkami”. Widziałem, że są piony i figury, z których każda ma własną nazwę, ale nie znałem zbiorczego określenie „tego wszystkiego” co stoi na szachownicy.

    Moja ignorancja wynika zapewne z tego, iż grać w szachy nie próbuję, bo to tak jakby daltonista został dekoratorem wnętrz;-)

  2. Czy bardzo się narażę jeśli napiszę, że jesteś bardzo zaskakująca? Taki rasowy człowiek renesansu – różnorodność tematyczna wpisów mnie niezmiennie zachwyca – spodziewałabym się skoków na bungee w ramach hobby, ale szachów nie :).

  3. Jeśli lubisz gry logiczne, gorąco polecam grę go (czytane po polsku, „go”, nie „goł”).

    Jedna z najstarszych gier planszowych świata, prawdopodobnie – najtrudniejsza. Nie wymyślono jeszcze programu komputerowego, który byłby w stanie choćby zbliżyć się do pokonania zawodowca.

    Krótki opis zasad jest tu: gobase.org/studying/rules/?id=11&ln=pl

    Mnie uczył tata – z miernym skutkiem, ale cały czas obiecuję sobie, że do tego wrócę :)

  4. Próbowałam Go. Znudziło mnie. Nie twierdzę, że jest łatwe – bo za mało je jeszcze znam i pewnie zawodowiec rozwaliłby mnie od razu – ale jakoś nie dawało mi tych emocji co szachy.

  5. „Jeżeli szachy są królem gier, to Go jest ich cesarzem”

    Mi po graniu w Go szachy wydały się taką ciasną grą, mała plansza, mało możliwości i nie ma równouprawnienia wśród pionków ;) Go rządzi!

  6. Świetny wpis/artykuł (jak zwał, tak zwał). Historię z szachami mam podobną jak seg, tzn dziadek mnie nauczył, ale wolałem bawić się lego, niż ćwiczyć z nim dalej. Dlatego od dawien dawna już nie gram. Bardzo mi się podoba jak jacyś wytrawni gracze wymieniają się między sobą jakimiś strategiami typu „oo widzę stosujesz obronę Nimzowitscha (z wiki:P)” albo „otwarcie Rétiego.”.

    pzdr

  7. Seg, owy wstęp jest z jakiegoś starszego wpisu o szachach, prawda? Ten fragment dobrze pamiętam: „Okazało się, że jedna ze światowych, szachowych celebrities mieszka teraz w Gdańsku. Wsiadłam więc w pociąg i spotkałam się z nim.”.
    Jak to przeczytałem, to byłem pewien, że piszesz o Sarwerze :D Czy może jednak się mylę?
    No i wtedy myślę tak: „Może Sarwer zarazi Seg pokerem, fajno by było :) ”

    Dlaczego miałabyś zostać zainteresowana pokerem? Ano dlatego, że wyjątkowe gry pasują do wyjątkowych ludzi! Poker to gra umiejętności, niesamowite emocje, niepowtarzalna atmosfera i zapach pieniędzy. Tego nie da się ująć w słowa, trzeba doświadczyć i zrozumieć. Sarwer pewnie powiedziałby to samo.

    Taka dziewczyna jak Ty i jeszcze do tego poker, to szczyt szczytów, mistrzostwo świata.

    Seg, powiedz, że się zaciekawisz pokerem :)

  8. @spades,
    Chyba faktycznie pisałam już kiedyś o szachach i mogłam powtórzyć parę informacji. Miałam małe deja-vu przy tej notce ;)
    Tak, chodzi o Jeffa. I nie, nie udało mu się mnie zainteresować pokerem. Nie starał się też jakoś specjalnie ;) Wiesz, ja umiem grać w pokera, grywałam kiedyś i nawet lubię, ale mam jakiś wewnętrzny opór przed manipulowaniem dużą gotówką. Inny znajomy pokerzysta opowiadał mi ostatnio, jak to przegrał z gościem, który reraisował ciągle w preflopie. W felernym rozdaniu miał 2 i 6, podczas gdy mój znajomy miał parę króli. Poszło all in. I znajomy się zgrał, bo doszły trzy szóstki. Ja bym się zapłakała ;) Nie te nerwy na pokera. No i jak rozmawiam z Jeffem i widzę to jego opanowanie, talent i lekkość myślenia „growego”, to nie mam ochoty się porywać z motyką na słońce. :)

  9. Szachy są piękne, jeśli kogoś pasjonuje myślenie. U mnie tylko brydż wyprzedza je w hierarchii rozgrywek umysłowych. A przy okazji się pochwalę, że miałem okazję z Segrittą w szachy pograć :-)

  10. Świetlik napisał(a):

    Grałam jako dziecko, w przedszkolu jeszcze. Mieliśmy wspaniałego nauczyciela, a chociaż wtedy gra nie była dla mnie zbyt wysoką pozycją na liście priorytetów, to mimo wszystko lubiłam to, nawet zdarzało mi się wziąć udział w jakimś turnieju i nie być ostatnia. Myślę, że szachom mogę w dużej mierze przypisać swoją późniejszą łatwość w nauce i słabość do wyzwań oraz rywalizacji. Niestety, przedszkole się skończyło, a w nowej podstawówce dyrektorka nie chciała pozwolić nauczycielowi prowadzić zajęć, choć spokojnie znalazłaby się grupa chętnych, złożonych nie tylko z pozostałych dzieci przychodzących z mojego przedszkola. I tak się moja przygoda z szachami skończyła. Tylko raz udało mi się wygrać z ojcem, jeszcze za czasów przedszkolnych i do dziś uważam to za jeden z większych tryumfów w moim życiu. Cieszę się bardzo, że przeczytałam ten post, bo powróciły dawne ambicje – czas wykopać podręczniki i zobaczyć, czy chociaż amator ze mnie będzie. Pozdrawiam, pisz dalej, bo zmniejszasz stężenie kretynizmów w internecie :)

Dodaj komentarz