Krótka historia mojej wiary.

Moja mama jest ateistką. Dowiedziałam się o tym jednak dopiero, gdy w wieku kilkunastu lat przyszłam do niej i powiedziałam, że ja chyba jednak nie wierzę w Boga. Na moją decyzję wpłynęły lekcje religii, na których ksiądz mówił mi, że zwierzęta nie mają duszy. Wpłynął spowiednik, który w konfesjonale straszył mnie ogniem piekielnym za to, że przez ostatni miesiąc się nie spowiadałam. Ale przede wszystkim zastanawiało mnie, dlaczego z jednej strony szkoła uczy mnie logicznego myślenia, zadawania pytań i szukania dowodów – a z drugiej strony, w tej samej szkole, na lekcjach religii ksiądz powtarza jak zacięta płyta „wiara polega na tym, że się wierzy, nie mając dowodów”.

Przyszłam więc do mamy i, trochę zalękniona, że ją tym rozczaruję, powiedziałam, że nie wierzę. I że sam fakt „wierzenia” jest sprzeczny z moim światopoglądem. Albo coś wiem, albo nie wiem. Nie umiem wierzyć. Mama odpowiedziała bardzo spokojnie, że mnie rozumie, bo sama jest ateistką.

Spytałam, czemu w takim razie pozwoliła mi chodzić na lekcje religii i przyjąć pierwszą komunię. I czemu nigdy nie przyznała mi się do swoich poglądów religijnych.

– A czemu ty założyłaś, że jestem wierząca? – odparła.

Faktycznie. Mama nigdy mnie nie oszukiwała. Nigdy nie modliła się, nie chodziła do kościoła. Obchodziliśmy co prawda święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, a nawet łamaliśmy się opłatkiem, śpiewaliśmy kolędy i chodziliśmy święcić jaja. Ale tak naprawdę nie świętowaliśmy śmierci, narodzin czy zmartwychwstania Chrystusa. Celebrowaliśmy tradycję, spotkania rodzinne, wspólne posiłki, odbarowywanie się prezentami, ciepłe uczucia i składanie życzeń.

Zakładałam, że mama jest katoliczką, ponieważ wszyscy wokół byli katolikami. Ponieważ byłoby niepoprawne politycznie przyznawać się do bycia ateistą. A mama nie chciała narzucać mi swojej wiary – a właściwie braku wiary. Chciała, bym sama podjęła decyzję. I bała się ostracyzmu, jakiemu mogłabym być poddana w razie, gdyby prawda wyszła na jaw. Miała ku temu powody.

Znajoma nauczycielka języka polskiego na swoich lekcjach omawiała zarówno mitologię antyczną jak i Biblię, traktując obie mitologie tak samo – jak bogate w archetypy, mądre przypowieści. Nigdy nie wartościowała tych religii, nie wspominała też o swoich poglądach. Z naukowym obiektywizmem, przez dziesiątki lat pracy po prostu nauczała. Aż pewnego dnia jeden z uczniów zadał jej pytanie: „A pani wierzy w Boga?”. „Nie” – odparła polonistka. Następnego dnia została wezwana na dywanik do dyrektora szkoły. Uczniowie donieśli rodzicom o swoim odkryciu. Rodzice skontaktowali się z księdzem a ksiądz z dyrektorem. Nauczycielka dostała oficjalny zakaz przyznawania się do swoich poglądów. Na pytanie, czy wierzy, miała od tej pory kłamać i dawać „dobry” przykład dzieciom.

Z tych samych powodów dopiero jako nastolatka dowiedziałam się, że jestem nieślubnym dzieckiem. Moi rodzice, kochając się i świadomie decydując się na dziecko – po prostu nigdy nie wzięli ślubu. Zostałam ochrzczona tylko dzięki dobrotliwości księdza w naszej parafii. I w tym przypadku również zakładałam jako dziecko, że moi rodzice musieli wziąć ślub. Zawsze tak jest przecież. Zawsze mama jest żoną taty. Tym razem to mama nieśmiało przyznała mi się do braku ślubu. Bała się, że poczuję się z tym źle. Że będę rozczarowana.

– Czyli jestem bękartem? – spytałam.
– Nie nazwałabym tego w ten sposób… – próbowała załagodzić mama. Nie musiała.
– Super!

To było ciekawe odkrycie. A słowo bękart nie miało już dla mnie pejoratywnego znaczenia. Byłam kimś wyjątkowym. Znak czasów?

Potem już nigdy nie wstydziłam się tego, kim jestem. Co prawda nie uważałam się za ateistkę, bo ateizm to przecież też wiara – wiara, że Boga nie ma. A ja nie wiem. Nie mam dowodów ani na jego istnienie, ani na nieistnienie. Jestem więc agnostyczką. Z praktycznego punktu widzenia jednak podpisuję się pod wszystkimi słowami ateisty Georga Carlina czy wręcz antyteisty Richarda Dawkinsa.

Czasem wolałabym żyć w świecie, w którym po śmierci idzie się do Nieba a nie jest się zjadanym przez robaki. Wolałabym móc zwrócić się do Boga jako swojego opiekuna i do księdza jako autorytetu moralnego, kiedy życie daje mi w kość. Fajnie by się żyło w tym semi-fataliźmie, w którym niby mamy wolną wolę, ale i tak Bóg wie, co się wydarzy, a więc jest to już przesądzone. Zazdroszczę ludziom wiary.

Niektórych ludzi wiary też podziwiam, ale jest ich bardzo niewielu. Na palcach jednej ręki mogę policzyć spotkanych katolików, których autentycznie polubiłam. Są to ludzie prawdziwie dobrzy. Tacy rdzenni wierzący, którzy – jestem tego pewna – kochają swoich bliźnich niezależnie od boskiego dekalogu. Koleżanka ze studiów, ksiądz z liceum (normalnie rozmawiający ze mną, ateistką), poznany niedawno lekarz (pozdrawiam, bo mnie czyta :)), moja rodzina w Japonii (tu macie przejmujące, pięknie napisane ich listy z Japonii). Wierzą, ale nie próbują nikogo nawracać. Nie stoją pod krzyżem. Mają własne rozumy. Kochają. Pomagają. Mają w sobie taki fajny spokój i pewność siebie. Lilka, jedna z autorek publikowanych listów, na wzmiankę o honorarium za tekst, odparła, że nie czułaby się dobrze, zarabiając na tragedii narodu. Poprosiła, by jej honorarium zostało wpłacone na konto… schroniska dla jeży, bo „jeże to przecież ssaki, coś nas łączy”.

Moja mama nigdy nie miała odwagi, by przyznawać się publicznie do swojego ateizmu. Ale czuję, że już przyszły czasy, że można to zrobić bez ryzyka bycia wezwaną na dywanik u dyrektora. A może zaraz ktoś poczuje się obrażony i zadzwoni telefon…?

Komentarze do wpisu: 33 Napisz komentarz

  1. Cześć:) Też jestem ateistką i nie mam najmniejszego z tym problemu, nie jestem przeciwna osobom, które wierzą w Boga, chodzą do kościoła, każdy ma prawo do wierzenia w to, co chce… Drażnią mnie tylko dewoty, które latają na okrągło do kościoła, klepią pacierze i wierzą we wszystko, co im ksiądz powie… Uważam, że we wszystkim trzeba stosować umiar. Święta obchodzę, bo szanuję naszą tradycję, ale święcić jajek nie chodzę, robi to mama. Mama chodzi do kościoła, ale nie jest ślepo zaślepiona i zapatrzona w instytucję kościelną… Pozdrawiam i zapraszam do siebie:)

  2. A ja myślę, że większość inteligetnych osób zastaawia się i ma wątpliwości i czasami na różnych etapach życia ma skrajnie różne poglądy. Ja nie przepadam tylko za wierzącymi i niewierzącymi, którzy dyskrymiują tych drugich – bo obydwie grupy bywają równie zażarte i mało który nadstawia drugi policzek…

  3. Heh, u mnie dokładnie to samo. Wszystkie przedmioty szkolne – jasne skoro tak jest to mogę to przyjąć do swojego światopoglądu. A wiara? „No dobra, skoro uważacie to tak jest, to póki co w to wierze, ale jak nie pokażecie dowodów, to to odrzucę”. I tak po bierzmowaniu stwierdziłem, że nie ma żadnego powodu żeby wierzyć.

    I ciekawostka, na palcach jednej reki mogę policzyć osoby, których znam poglądy religijne, bo w dzisiejszych czasach nikt nie rozmawia o wierze.

  4. Tak jest, fanatycy są najgorsi.
    Ja po prostu nie rozumiem, czemu religię się narzuca. Każdy powinien mieć od początku możliwość wyboru. Religia nie powinna być wykładana w szkołach, jeśli ktoś chce, to może chodzić do kościoła. Oczywiście – Pismo Święte wiele mądrości zawiera. Wiara nie powinna nikomu przysłaniać tego, jakim ktoś jest człowiekiem.

    Chrześcijanie powinni być tolerancyjni dla innych, a to co się dzieje czasami, to jest żenada.

    Ponadto każda religia ma jakieś swoje zasady, a ludzie zwykli przestrzegać tylko tego, co dla nich wygodne. Taka luźna interpretacja nauk Buddy, Biblii czy też Koranu.

    Nie jestem ateistką.

  5. „nie uważałam się za ateistkę, bo ateizm to przecież też wiara – wiara, że Boga nie ma. A ja nie wiem. Nie mam dowodów ani na jego istnienie, ani na nieistnienie. Jestem więc agnostyczką.”

    Podpisano: kari

    I nawet tych samych argumentów zawsze używałam. :)

  6. Też mi się Kośćiół długo nie podobał ale potem wyjechałem do Anglii i zobaczyłem to i owo i przeczytałem o paru sprawach. Stewardesse z British Airways zawieszono bo nie zgodziła sie zdjąć krzyża z szyji a ten mógł obrażać muzułmanow, podobny los spotkał pielęgniarkę, pewną kobiete pracującą w szkole na recepcji także zawieszona bo jej córka która uczyła się w tej samej szkole opowiadała koleżankom o Bogu.Z kolei, gdyby ktoś w ogóle zarządał od muzułmanki zdjecia hijabu to media angielskie zawyłyby uburzeniem takim jak nasze gdy PiS wygrał wybory. Oglądałem też pewien program publicystyczny gdzie jakas lewicowa aktywistka domagała się od księdza w sotrym tonie wyjaśnienia dlaczego do kapłaństwa nie dopuszcza się kobiet, gejów i lesbijek… W Polsce nie jest wcale tak źle, podejrzewam że, teraz taka sytuacja jak z tą polonistka nie miałaby miejsca. W razie czego usłużne GieWu napewnoby pomogło. A ci którzy najbardziej domagają się osłabienia wpływu Kościoła chcą zaprowadzenia tu angielskich porządków.

  7. Cockney7 – Daj sobie spokój z GW. Zwłaszcza, ze prawdopodobnie jej nie czytasz, a wiedzę o jej „sprofilowaniu ideologicznym” czerpiesz z „przekonań ludowych”. Nie odnoszę się teraz do treści (zamieszczanych w GW), bo to inna rozmowa. Ale nienawidzę takiego rzucania w oderwaniu od reszty wypowiedzi sloganami.

    „nie uważałam się za ateistkę, bo ateizm to przecież też wiara – wiara, że Boga nie ma. A ja nie wiem. Nie mam dowodów ani na jego istnienie, ani na nieistnienie. Jestem więc agnostyczką.” – To trochę nie prawda ;) . Ateizm to ZAŁOŻENIE, tak jak są założenia naukowe, że Boga nie ma. „Zakładający” wierzą, że kiedyś będzie się je dało udowodnić dzięki nauce, a wiara twierdzi, że nie potrzebne nam dowody. Zresztą z samym ateizmem bardo mocno wiąże się racjonalizm, który zakłada, że tym różnimy się od reszty zwierząt, że mamy możliwość hamowania popędów biologicznych, i myślenia racjonalnego. Takim popędem biologicznym jest strach przed śmiercią niebo.

    PS

    W mojej szkole przedmiotem obowiązkowym i będącym w planie jest etyka, religia to dziewiąta lekcja dla chętnych , a klasy są łączone.

  8. no widzisz, ja postępuję podobnie, jak Twoja mama wobec Ciebie. Dopuściłam córę do komunii, oczywiście najpierw chrzest, ale wtedy to jeszcze byłam młoda i głupia, bo „co ludzie powiedzą”, teraz, kiedy widzi, że ja nie chodzę do kościoła, komunii, spowiedzi, coraz częściej sama nie chce. I nie będę jej zmuszać, bo to ma być jej wybór i jej wola.
    Drugie dziecko nie wiem, czy ochrzczę, wspomniałam coś na ten temat mojej mamie, ale chyba nie chciała zrozumieć, co do niej mówię :)

  9. Religia to temat mi bardzo bliski, jestem osobą wierzącą i nie zgadzam się z paroma tezami tej notki – po pierwsze, nie stawiaj znaku równości między kościołem katolickim a chrześcijaństwem; zgadzam się – kościół to instytucja pełna sprzeczności i absurdów, a większości księży jako jakikolwiek autorytet stawiać nie można. Ale sama religia chrześcijańska i Pismo Święte są logiczne i zaskakująco prawdziwe. To raz.

    A po drugie, dobija mnie ten sposób myślenia (niestety moi rodzice też za nim podążają) „niby jestem ateistą i nie chodzę do kościoła ale dziecko do komunii trzeba posłać” albo „nie wierzę w Boga, ale jajko na Wielkanoc pójdę poświęcić” – NO HALO! to jest dopiero pełna absurdów i sprzeczności postawa!

  10. Ech, tylko pozazdrościć tak rozsądnej postawy Twoich rodziców. Według mnie, dokonali bardzo trudnego wyboru. A dla Ciebie pełen podziw, że w tak wczesnym wieku zorientowałaś się, ze coś jest nie halo z tą wiarą. Faktycznie, dziewczynki szybciej dojrzewają umysłowo od chłopców. ;) Piszesz, że dziś już można spokojnie przyznawać się do ateizmu. Na zachodzie – owszem. Ale w Polsce? Wydaje mi się, że wciąż jest to trudne. Fanatyzm religijny wciąż ma się u nas bardzo dobrze; można powiedzieć, że kwitnie w najlepsze.

  11. @too,
    Obchodzenie tradycji jest postawą pełną sprzeczności i absurdów? A gdy artysta mówi, że muzy są mu niełaskawe – czy to oznacza, że wierzy w Apolla i jego muzy? Chrześcijanie dekorujący choinkę są poganami? Wszyscy ludzie obchodzący imieniny są katolikami? Przykładów mogę mnożyć i mnożyć. Zaduszki to święto pogańskie (Dziady), katolicki jest tylko dzień Wszystkich Świętych, a nie wszystkich dusz. Malowanie jajek na Wielkanoc też jest zwyczajem pogańskim. Idąc dalej, cały dekalog jest żydowski, a nie katolicki. Katolicy przejęli pewne tradycje z innych religii i wierzeń ludowych – dlaczego więc my, ateiści, nie mamy przejmować tradycji religijnych, skoro przedstawiają sobą wartości, które i dla nas mają znaczenie (spotkania rodzinne, pamięć o zmarłych itp.)

    A co do posyłania dziecka na komunię i do chrztu – wydawało mi się, że opisałam to już w tekście. Może teraz się to zmieniło, ale w czasach mojego dzieciństwa fakt bycia nieochrzczonym dzieckiem skazywałby mnie na ostracyzm. Byłabym też JEDYNYM dzieckiem z klasy, które nie przystąpiło do komunii. Poza tym – tak jak pisałam – byłam wtedy wierząca.

    „nie stawiaj znaku równości między kościołem katolickim a chrześcijaństwem”

    nie stawiam znaku równości pomiędzy kościołem katolickim a chrześcijaństwem.

    „Ale sama religia chrześcijańska i Pismo Święte są logiczne i zaskakująco prawdziwe”

    Jako zbiór metaforycznych przypowieści?

  12. Bunders,

    Przez ładnych pare lat byłem stałym czytelnikiem GieWu a przestałem gdy zauważyłem że potrafią sami sobie zaprzeczyć. Później odkryłem jeszcze mądrość etapu i podwójne standardy stosowane przez ten dziennik.

  13. cockney7,

    Ciężko jest dziś znaleźć czasopismo obiektywne, kierujące się czystą etyką dziennikarską – czyli umiejące podawać informacje bez oceniania ich. Właściwie każda z gazet wzięła teraz na siebie misję edukowania społeczeństwa i przekonywania go do swoich (czyt. naczelnego i zarządu) racji. I trudno się temu dziwić. Właściwie jedynym wyborem, jaki nam pozostaje, jest kupowanie codziennie po jednym egzemplarzu każdej gazety i porównywanie zawartych w nich informacji.
    A co do sprzeczności w GW – są to prawdopodobnie sprzeczności poglądów poszczególnych dziennikarzy. I dobrze, że są.

  14. Seg,

    Nawet jeden dziennikarz potrafił sam sobie zaprzeczyc i to bodajże następnego dnia.Choć nie zawsze, w sprawie Farfała jednego dnia jeden dziennikarz potrafił napisać umiarkowany artykuł o jego młodości i o tym jak doszedł z nacjonalistycznego pisemka ogłaszając że „nie jest Naziolem” a od następnego dnia, jeśli mnie pamięć nie myli, pisano o nim niemal wyłącznie jako o „byłym neo naziście”.
    Pozatym, chyba tylko Wyborcza potrafi umniejszać rolę Wałęsy z czasów Solidarności i pisać że Geremek z Kuroniem byli ważniejsi, więcej zrobili a ten „cham z siekierą” ośmiesza nas przed światem, by po dziesieciu latach robić z niego posągowego przywodce ktorego… obrażanie ośmiesza nas przed światem.
    Jest prawda czasu i prawda ekranu.

    Do tego, na Czerskiej lepiej traktuje się szpicli SB którzy donosili na swoich przyjaciół niż zwolenników lustracji (casus Maleszki i Graczyka).

    Od paru lat czytam Rzepe i tam takich kwiatków nie znalazłem

  15. Na szczescie zyjemy w czasach, w ktorych istnieje prawo wyboru: religii, wiary albo ateizmu.

    Ateizm odkrylam w sobie wczesnie i bardzo go sobie cenie. Uwazam nas, ludzi, za czesc przyrody i staram sie zyc zgodnie z jej prawami. Naturalnie, jako przedstawiciel homo sapiens czuje sie odpowiedzialna takze i za przyrode i to, co sie z nia dzieje. Kocham zwierzeta, rosliny, a bywa, ze i innych ludzi.

    Moje dzieci rowniez sa ateistami – wlasna decyzja a nie z powodu narzucania im pewnych pogladow. Moj wnuczek nie jest ochrzczony, poniewaz syn uwaza, ze bylaby to, w jego przypadku, hipokryzja.

    Celebrujemy jednak Boze Narodzenie i Wielkanoc: uwielbiam choinke, oplatek (kiedy zyczymy sobie tego, co najlepsze), bazie i pisanki. Owszem, zajelo mi kilka lat zanim moje dzieci zrozumialy, ze to nie dwulicowasc, czy podwojny standard- ale polska, narodowa, piekna tradycja. Ze to nam daje jeszcze jeden powod do wspolnych kolacji, do spotkan, do podgrzewania rodzinnego ciepla.

    Ateisci nie sa agresywni ani nachalni: czesto boimy sie katolikow, ktorzy sa natretni i dominujacy….

    Ciesze sie, ze i Pani i Jej Mama reprezentujecie podobne, czy nawet takie same poglady!

    Niech nas bedzie wiecej!

  16. Pragnę poinformormować, iż stwierdzenie, jakoby ateizm był niewiarą (a więc pewnym rodzajem wiary) w istnienie jakichkolwiek form boskich, jest błędne.

    Ateizm jest pojęciem absolutnym w swoim przekonaniu. Nie można go przyrównywać do wiary. Dla lepszego zrozumienia; to tak, jakby powiedzieć, że wierzymy w grawitację, albo – nie wierzymy w płaską geometrię ziemi. Nauka, jej poszczególne wnioski, są czyms faktycznym. To samo podejscie ma filozofia ateizmu, taką definicję, choć nie musi być owo podejscie prawdziwe, bo to inna sprawa . wiara ma inną definicję. I teraz; gdyby ateizm był niewiarą to by nie było ateizmu, tylko wiara w nieistnienie. Niezaistnienie, nieprzekonanie, niepewnosć. Po prostu.

  17. grzegrp,
    w takim wypadku najlepiej przyjąć zakład Pascala. Wydaje mi się, że to właśnie zrobił Sartre tuż przed śmiercią. Czysty pragmatyzm. ;)

    pharaday,
    być może się mylę (nie wchodzę na definicję ateizmu), ale ateizm to pewność, że Boga nie ma. A nie ma na to przecież dowodów. Pewność bez dowodów to zaś wiara.

  18. Pascal nie wziął pod uwagę setek innych wiar i tysięcy bóstw. Totolotek, tak? Bo czemu ta nasza wiara miałaby być lepsza? Przedstawiciele swoich religii rozumują, że to własnie ich jest ta jedyna i słuszna.

    Ateistyczna pewnosć – załóżmy że błędna – nadal jest pewnoscią, nie wiarą. Ale my inaczej patrzymy na temat. seg, Ty mówisz w ujęciu prawdy bezwzględnej, takiej wszechswiatowej, ja o sprawach bardziel ludzkich, o przekonaniach, definicji. Taki człowiek nie mysli o niepewnosci swojego założenia, nie wierzy, on wie. :)

  19. pharaday,
    to tak jak z pytaniem testowym, na które nie znasz odpowiedzi. Lepiej strzelić na ślepo niż nie odpowiadać wcale.
    Pewność bez dowodów jest wiarą.
    Możesz powiedzieć, że na tej samej zasadzie mogę „nie być pewna” niestnienia różowych jednorożców. I miałbyś rację. Nie jestem pewna. Jestem pewna jedynie tego, co zostało udowodnione. W sumie można iść dalej, twierdząc, że niczego nie można być pewnym, bo dowody też mogą być złudne (vide empiryczne doświadczenia naszych przodków, dla których ziemia wydawała się płaska). Dla uproszenia jednak używam słowa „wiedzieć” i „być pewnym” w kontekście wiarygodnych dowodów. Na tej samej zasadzie używam słowa wiara, w znaczeniu potocznym, np. „wierzę, że sytuacja niedługo się zmieni”. W istocie jednak – nie wierzę w nic.
    Wszystko zależy, na jakim poziomie rozpatrujemy te kwestie – na poziomie filozoficznym, stricte logicznym, potocznym czy praktycznym.

  20. Takim oto sposobem dochodzimy do konkluzji, iż wszystko może być wiarą, tudzież pewnoscią, jeżeli z odpowiedniej strony przyjrzymy się sprawie.
    Ja bym jednak preferował trzymanie się – tam gdzie to najlepsze rozwiązanie – trzymać się schematów. że skoro cos jest podane za pewnosć, nie zmieniać tego znaczenia przez rózne podejscia.

    To że „katolik” wie, nie znaczy, że „ateista” działa na tej samej zasadzie i przypisuje mu się to samo co pierwszemu.

    Ateizm w ogóle nie uosabia się z jakąkolwiek wiarą. Ale co innego stan faktyczny ! I w tym stanie rzeczywiscie masz rację. :)

  21. „skoro cos jest podane za pewnosć, nie zmieniać tego znaczenia przez rózne podejscia”

    OK. Kogo byś potępił ;)

    a) Filozof mówi: niczego, poza własnym istnieniem, nie można być pewnym.
    b) Naukowiec mówi: Jeśli a = b, to z pewnością b = a

    c) Dziewczyna mówi: Jestem pewna, że założyłam majtki.
    d) Kolega mówi: Jestem pewien, że poradzisz sobie na egzaminie.

  22. Seg, że tak przejdę na „ty”

    Pascal był matematykiem i jak matematyk tu podszedł do tematu. Tyle, że ten zakład to takie dolna granica argumentacji, absolutne minimum. W rzeczywistości wiara jest decyzją nie nauki ale egzystencji. I wiedział o tym sam Pascal, pod podszewką nosił napis Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba a nie Bóg Filozofów i Naukowców. Jeżeli już mamy mówić o relacji nauki pojmowanej tak po Kantowski czyli jako sądy syntetyczne a priori to jako uniesprzecznianie a nie wytłumaczanie.

    Pytanie, które zadałem wcześniej jest o wiele głębsze i działa w 2 strony. To nie prawda, że dla katolika Bóg istnieje NA PEWNO. Wierzący tak samo często zadają sobie pytanie: a jeżeli nie istnieje? jak nie wierzący przeciwne. Zresztą. Tego przecież w pierwszej kolejności wymaga Bóg. Nie żeby wierzyć ale żeby o nim myśleć. Wiara bez zadawania pytań jest nic nie warta.

    Ja wierze i twój tekst baaardzo mi się spodobał. Przepraszam, że słodzę ale widać że jesteś osobą która myśli. Kiedy zauważałaś te wszystkie głupoty jakie się dzieją w Kościele, jak księża potrafią być beznadziejni a katolicy bezmyślni i pomyślałaś sobie, że to nie może być prawda, miałaś pełną rację. Ale co dalej?

  23. Ja nie mówiłem o podaniach z pierwszej lepszej relacji ale o zachowaniu porządku i komunikatywnosci, na zasadzie, by nikt nie mówił, że „dom” to jednak nie są cztery sciany mieszkalne ale dwa tampony równoległe. :) Nie miałem zamiaru wkraczać tu w filozofię i prawdziwosć informacji przemijających.

  24. Bardzo ładny wpis, podoba mi się i zasadniczo pokrywa się z moimi poglądami :-) Sam jestem osobą niewierzącą i do tego, że z religiami i narzucanymi przez nie dogmatami nie jest mi po drodze, doszedłem dość wcześnie. Pozdrawiam serdecznie :-)

  25. O ile świetnie rozumiem, że ktos kocha tradycje i w związku z tym „obchodzi” świeta, maluje jajka, ubiera choinkę, czy udaje świetego mikolaja, cieszy się bliskimi, spędza czas w ich gronie w sposób po prostu niecodzienny, odświętny, radosny, bez zwykłej rutyny i pospiechu – i to jest piękne – o tyle nie rozumiem, dlaczego ludzie, którzy uważają się za ateistów, mieszają te tradycje z kościołem. Po co idziesz z tymi kolorowymi jajkami do kościoła i „święcisz” je? Przeciez ten gest to nie jest już tylko tradycja, lecz wyraz wiary. Wierzymy, że Bóg pobłogosławi te pokarmy, każdy z nich coś symbolizuje i poswięcenie go wodą swięconą plus modlitwa – ma swój wymiar religijny, a nie tradycyjny. to samo dotyczy chrztu, pierwszej komunii, czy innych sakramentów, w tym ślubu. Czy nie wystarczyloby jajkami udekorować stołu, polac się wodą w lany poniedziałek, szopkę z „Jezuskiem” postawić pod drzewkiem obok prezentów, pospiewać kolędy czy zrobić imprezy na dwieści osób i się dobrze bawić zamiast brać ślub w kosciele, czy chrzcić w nim dziecko, jeśli NIE WIERZY SIĘ W BOGA? Czy bez odklepania tej części kościołowej – w którą przecież nie wierzycie – nie da sie dobrze bawic i cieszyć sobą wzajemnie? Nie da się bez tego podtrzymywac pięknych starych ludowych tradycji? Nie rozumiem tego i niestety uważam, że ludzie, którzy muszą iść do koscioła z pewnymi sprawami, choc w Boga nie wierzą, a te wszystkie obrzędy mają dla nich wartość zabobonu – a jednak z nich nie rezygnują – są bez charakteru, bez jaj. I szczerze dziwi mnie, ze potrzebne im jest do czegoś polanie dziecku glowy zimna wodą, lub wyznanie swoich „grzechów”? (jak w ogóle można w wypadku ateisty mówic o grzechu – a jednak musi on iśc do spowiedzi, by wziać np. ślub – jak to wszystko pogodzić, z czego się spowiadać???) przed facetem w sukience, by zachować tradycje, do których mają ZROZUMIAŁY dla mnie sentyment.

Dodaj komentarz