La Bella Italia – część 4

Dom idealny to taki, w którym wieczorem idziesz spać w centrum miasta a rano się budzisz, bo mężczyzna otwiera Ci drzwi na balkon. Taki balkon:

Gdzieś w Kalabrii.

…czyli ostatnia część podróży po słonecznej Italii. Dziś odwiedzamy Sycylię i Wenecję.
Tu macie część 1, część 2 i część 3.

To gdzie my byliśmy ostatnio? W Neapolu, tak? Teraz jedziemy słoneczną, pustą Kalabrią, wcinając brzoskwinie i słuchając Aerosmith. Klimat taki, jak na filmiku.

Po drodze zaliczamy kilka ruin i miasteczek. Pisałam już, że uwielbiam ruiny?

Święta jakieś mieli w tym czasie czy coś…
No i w końcu docieramy nocą do Reggio di Calabria i bierzemy prom do Messiny. Odległość jest malutka i mogliby tam pięć mostów już zbudować, ale Mafii to nie na rękę, więc płyniemy. Następnego dnia przedzieramy się przez stada owiec i jesteśmy w Sparcie.

Potem do Taorminy. Kupujemy soczyste, słodkie owoce i wylegujemy się na plaży przy Pięknej Wyspie.

Za krótko byliśmy na tej Sycylii. W sumie dojechaliśmy tylko do Catanii, zjedliśmy przepyszne lody i zawróciliśmy. Po drodze spotkaliśmy byłego szefa Carabinieri, który polecił nam restaurację znajomego. To był poniedziałek i wszystkie knajpy były zamknięte, ale facet specjalnie dla nas otworzył swoją, sam ugotował nam najlepsze na świecie owoce morza a potem zaprosił na nocną popijawę do siebie do domu. Jego 8-letni syn Pepe uczył mnie włoskiego i obiecał, że się ze mną ożeni, jak tylko spełni swoją ślubną obietnicę złożoną koleżance ze szkoły. „Ale spoko, ożenię się z nią, a potem rozwiodę i zamieszkam z tobą!”.
Z wielkim niedosytem wracamy na kontynent.

Droga powrotna była nudna. Już się dość spieszyliśmy, bo w Polsce czekały na nas obowiązki. Dlatego jechaliśmy autostradami. Którejś nocy, gdy prowadziłam samochód, pod koła zawinęły mi się dwa koty. Akurat pod oba koła. Do dziś ich duchy mnie straszą po nocach…
Trzeba było jeszcze tylko zaliczyć Wenecję.

Międzykadrowe gołębie…

A… no i deszcz. Nagle Wenecja rozbrzmiała klapkami spłoszonych turystów. Dla nas, wygrzanych na Sycylii, ten deszcz był błogim orzeźwieniem.

W jednej z małych, weneckich galeryjek znalazłam obraz, w którym się zakochałam. Niestety zapomniałam zapisać sobie nazwisko autora a teraz mam problemy z odczytaniem podpisu po zdjęciu. Może ktoś z Was się orientuje, kto to cudo namalował?

Rok później, na urodziny dostałam od Mścisława prezent. Jeszcze pachniał farbą… To kopia weneckiego obrazu, namalowana na podstawie zdjęcia przez polską malarkę. Podobny? :)

Komentarze do wpisu: 13 Napisz komentarz

  1. Segritta, z tymi swoimi trampkami jesteś normalnie przesłodka :) Udane zdjęcia, fajna przygoda, tylko coś ten kierowca taki malkontentny… ;)

  2. Segritto, czytam Twój blog od bardzo dawna, co prawda z przerwami ale zawsze na niego wracam. Jest uzależniający i powinien mieć to napisane na opakowaniu ;)
    Przypuszczałem ze jesteś atrakcyjna kobieta ale nie spodziewałem się ze aż tak.
    Masz uroczy uśmiech i … cala jesteś śliczna! Az brakuje nie wiem co powiedzieć chyba po prostu wywieszę język to będzie wystarczająco wymowne hehe
    Pozdrawiam

    1. Hehe ;) No tak w necie jest pełno hejterow.
      Jest już pozna pora a moja zona własnie zaczyna głośno chrapać (to po operacji przegrody i ciąży zaciąga jak posowiecki traktor) do tego dziecko się przebudza, pewnie ma pełną pieluchę, życzę dobrej nocy.

  3. Z opowieści o włoskiej podrurzy – ta część podoba mi się najbardziej :). Piękne zdjęcia, szczególnie te deszczowe :). Komentarz nieco spóźniony, ale stosunkowo niedawno trafiłam na bloga i jestem w trakcie czytania tego miliona Twoich wpisów ;). A ten nawet skłonił mnie do komentarza. Pozdrawiam i wracam do dalszej lektury ;)!

Dodaj komentarz