Lubisz, gdy starsi ludzie cię zagadują?

Gdyby się uprzeć, to ten wpis można nazwać moją pierwszą parentingową wojenką, bo zamierzam krytycznie odnieść się do wpisu innej matki (szykujcie popcorn i colę). A właściwie po prostu „matki”, bo ja przecież matką jeszcze nie jestem i – tak, przyznaję – może w przyszłości zmienię zdanie. To tak na zapas mówię, bo oczywiście pojawią się komentarze, że „zobaczysz, jak sama będziesz z dzieckiem w takiej sytuacji!”. Bardzo nie lubię takich komentarzy. Będzie lepiej dla mnie i dla Was, jeśli ich nie zobaczę :)
Chodzi o artykuł Hanny Szczygieł „Moje dzieci nie są dobrem wspólnym. Czy przywilejem wieku jest bezkarność?” (klik). Przeczytajcie go, proszę. Nie jest długi a jestem ciekawa, czy zgodzicie się z wnioskami autorki.

Tak naprawdę nie chodzi o to, że nie zgadzam się z panią Szczygieł. Każdy ma prawo do swoich odczuć, swoich sfer intymnych i granic. Ona może mieć takie, jakie opisała w artykule – ale ja mam zupełnie inne i właśnie o nich chciałam napisać. W dużej części do seniorów, żeby wiedzieli, że są tacy ludzie, którym to staruszkowe spoufalanie się z obcymi nie tylko nie przeszkadza, ale którzy wręcz to lubią. Ja lubię. :)

Gdy byłam mała, nie lubiłam, gdy ciotki łapały mnie za policzki. Chyba żadne dziecko tego nie lubi. Nie czułam się też pewnie, gdy w miejscu publicznym zagadywał mnie ktoś obcy. Patrzyłam wtedy z lekkim niepokojem na mamę i to po jej minie oraz zachowaniu orientowałam się, czy faktycznie jest się czego bać, czy nie. Poza tym osoby starsze kojarzyły mi się bardzo pozytywnie, bo właśnie zagadywały, uśmiechały się, były chętne do pomocy i biła z nich taka niesamowita serdeczność. I nawet to łapanie za policzki było zupełnie nieistotną niewygodą, porównywalną do trollingu, jaki sama dziś na moich pasierbach stosuję. Bo jestem przekonana, że te wszystkie ciotki wiedziały, że dzieci nie lubią łapania za policzki i robiły to tylko po to, żeby się trochę podroczyć. ;) Nie lubiłam tego tak samo, jak nie lubiłam (i do dziś nie lubię), gdy coś wpadnie do buta i uwiera, albo gdy sztuciec spadnie przypadkiem na podłogę. Czyli phi.

Michał Górecki napisał niedawno post o tym, że nie lubi grammar nazi, którzy zwracają publicznie uwagę na błędy ortograficzne lub literówki. Uznał to za niegrzeczne. I wspomniał o zasadzie dobrego wychowania, która mówi, że „nie wypada zwracać uwagi osobom dorosłym”. I dla mnie jest to klasyczny przykład zasady „wyjątek potwierdza regułę”. Otóż dzieciom uwagę zwracać można. Można tez w stosunku do dzieci zachowywać się dużo śmielej niż wobec dorosłych. Nie bez przyczyny na pan/pani mówi się tylko do osób dorosłych, podczas gdy do dzieci mówi się na ty. Dziecko wcale nie jest „małym dorosłym”. Jest dzieckiem. Tak już jest, od dawien dawna, i ja osobiście nie czuję potrzeby walki z tym stanem.

Osoby starsze też nie są po prostu „starymi dorosłymi”. Wraz z wiekiem również zmienia się trochę ich status społeczny. Robią się fizycznie słabsze, często chorują, ich mózg już nie uczy się tak szybko i nie reaguje błyskawicznie. Jednocześnie są dużo bardziej doświadczone od dwudziesto i trzydziestolatków, często mądrzejsze, łagodniejsze i spragnione bycia potrzebnym światu. Bardzo lubię i szanuję starszych ludzi. Uważam, że możemy się od nich wiele nauczyć i że wykluczanie ich z naszego życia jest ogromnym błędem (a tak niestety nasze społeczeństwo dziś robi).

Tak, ja daję seniorom więcej praw niż dziecku lub zwykłemu „dorosłemu”. Taka starsza pani lub pan mają rodzaj immunitetu: mogą powiedzieć więcej, mają prawo się częściej mylić, działać wolniej, nieporadniej i na więcej sobie pozwalać w kontaktach miedzyludzkich. Moją rolą, jako matki, będzie wytłumaczenie mojemu dziecku, że nie ma się czego bać, gdy jakaś nadgorliwa starsza pani w kolejce zawróci mu uwagę na coś, co jest sprzeczne z moimi zasadami wychowawczymi. Nikt nie ma prawa uderzyć lub schwytać moje dziecko na ręce – ale samo pogłaskanie go po głowie czy mówienie do niego jest dla mnie zupełnie naturalną, często super-fajną formą kontaktu międzyludzkiego. Zwłaszcza, gdy robi to ktoś starszy, kogo jedyną intencją jest nawiązanie tego kontaktu, pomoc lub zwykłe bycie miłym. Nawet jeśli się myli. Nawet jeśli palnie głupotę albo nieumyślnie przestraszy swoim zachowaniem dziecko. Wtedy wkraczam ja, cała na biało, i pokazuję, że nie ma się czego bać.

Może jestem dziwna. Może jestem w mniejszości. Ja po prostu lubię rozmawiać z ludźmi, niekoniecznie tymi znajomymi. Lubię czasem zagadać sprzedawcę w sklepie lub pogawędzić z paniami w kolejce do ubezpieczenia samochodu. Często żartuję z obcymi, czasami ich bawiąc czasami wprawiając w konsternację. Jeśli ktoś na mnie reaguje źle, nie kontynuuję. Ale przeważnie jednak ludzie reagują bardzo pozytywnie. Może dlatego też nie przeszkadza mi, gdy ktoś zagaduje mnie. I nie uważam tego za atak na moją prywatność lub strefę intymną.

Tak więc drodzy spacerujący emeryci, starsi panowie i starsze panie, mnie i moje dziecko będziecie mogli zawsze zagadać. Nie tylko nie mam nic przeciwko pytaniom o wiek i imię dziecka (nawet sformułowaniem „a ile ma?”. Nawet „jak się wabi” możecie spytać, i najwyżej się roześmieję), ale też będziecie mogli je pogłaskać po głowie a mi sprzedać każdą swoją radę i mądrość wychowawczą, niezależnie od tego, jak nietypowa jest. Najwyżej jej nie przyjmę. Ale wysłuchać mogę. :)

Komentarze do wpisu: 43 Napisz komentarz

  1. Osobiście nic nie mam do starszych ludzi… Nawet już troche odbiegając od tematu mam takiego wapniaka 70letniego na odchowaniu i się sprawuje ;) Być może z wiekiem podszedłem do tego trochę inaczej, kiedyś to był obciach wyjść rodzinnie na zakupy a teraz przynajmniej są jaja jak stoimy w kolejce do kasy i z babcią wymieniamy się grypsami! Starsi ludzie są spoko, tylko trzeba ich rozumieć a nie od razu szczerzyć kły… Segritto – ciekawy pouczający wpis!

  2. Najciekawsze historie słyszałam od przypadkiem spotkanych starszych osób, uwielbiam rozmawiać z przypadkowymi osobami a najczęściej są to własnie osoby starsze ponieważ oni mają dużo czasu i niestety bardzo często nie mają z kim porozmawiać – nawet im mój ujadający Fado nie przeszkadza, bo okazuje się, że sami mieli niesfornego psiaka. Czy spacerując z dzieckiem będę miała podobnie pozytywne doświadczenia, mam nadzieję, że tak :)

  3. stratiformis napisał(a):

    Może to trochę kwestia wykształcenia, bo uświadomiono mi to na studiach pedagogicznych, że dziecko to człowiek jak każdy inny i może sobie nie życzyć głaskania czy dotykania przez kogo obcego. Przecież nawet dorosłego, nawet najsłodszego, nie rzucę się z łapami.
    I tak oto powściągam swoje zapędy, nie bez żalu, wiedza czasem boli :)

  4. Agnès Więckowska napisał(a):

    Zgadzam się z tym, co napisałaś. Mam dużo szacunku do starszych osób. Właściwie to moje dzieciństwo kojarzy mi się tylko z moim prapradziadkiem i przyszywaną babcią, bo mama kończyła szkołę, babcia pracowała, a ktoś się mną musiał zająć. I nie miałam nic przeciwko temu, że inne starsze osoby się mną interesowały. Teraz chętnie zaczepiam seniorów w metrze czy gdzie indziej żeby im pomóc. W Paryżu nie jest to tak popularne jak w Polsce…

  5. Świetny wpis. Nie jesteś w mniejszości. W sobotę byłam w Szczecinie. Krótko i na temat: mój chłopak chciał spełnić moje marzenie o zostaniu detektywem i przygotował mi wypad niespodziankę do Szczecina. W różnych miejscach docelowych musiałam otwierać koperty i podążać za wskazówkami. Problem w tym, że Szczecina zupełnie nie znam i mam jedną wielką fobię w życiu: boję się, że się zgubię. Miałam dotrzeć do Starbucksa, w którym byliśmy już kilka razy, ale wciąż miała wrażenie, że źle idę. Pytałam więc przechodniów po drodze. Młodzi ludzie w ogóle nie byli skłonni do pomocy, zachowywali się trochę sztywno. Powściągliwie. Zapytałam starszego pana i nie mogłam uwierzyć. Przez chwilę poczułam się w jak innej epoce. Pan uchylił beret, uśmiechnął się, wskazał mi drogę, a potem zaczął mi towarzyszyć. Gawędziliśmy sobie aż do kawiarni, w której pan chciał kupić ciastka. Jeszcze zanim zamknęły się za nim drzwi upewnił się, że wiem którędy iść i życzył mi powodzenia! Super. Strasznie pozytywnie mnie nakręcił. :)

    Myślę, że jak będę miała dzieci też nie będzie mi przeszkadzać, jak jakaś babcia czy dziadek zwrócą na coś uwagę albo pogłaszczą dziecko po główce. Gorzej gdyby chcieli dziecko szarpać albo na siłę popychać. Wtedy na pewno bym reagowała. Całe szczęście w większości przypadków ludzie starsi są mili.

    Z drugiej strony martwi mnie podejście do osób starszych w Polsce. Nawet takich, które jeszcze nie są stare. Mama koleżanki zapisała się na jogę to potem kumpela musiała się nasłuchać. Że jak to, joga?! W tym wieku?! No tak, osoby po 50-tce czy 60-tce to najlepiej tylko do kościółka i do sklepu.

    1. Tianzi napisał(a):

      W ogóle powszechne ustawianie osób po 50, czyli jeszcze całkiem sprawnych i pracujących, w kategorii ‚seniorów’ czy ‚starych’ uważam za nieporozumienie.

    2. Aero napisał(a):

      Boję się zapytać starszą osobę o drogę, z doświadczenia wiem, że usłyszę coś w stylu „Proszę skręcić tam gdzie kiedyś był Rynek/Urząd/Cokolwiek” ;)

    3. Mira napisał(a):

      Dokładnie, moja teściowa, lat 56, dwa razy w tygodniu chodzi na aerobik i raz na basen. Jest bardziej wysportowana niż większa część moich koleżanek. A jej koleżanka dopiero po pięćdziesiątce zrzuciła 20 kilo, a teraz, 10 lat później chodzi regularnie na siłownię.
      Pokolenie naszych rodziców starzeje się wolniej niż nasi dziadkowie.

  6. Zwierz napisał(a):

    Ja jak pewnie większość osób siedzę okrakiem na płocie. Z jednej strony uwielbiam rozmowy z przypadkowymi starszymi ludźmi – zwłaszcza kiedy są takie paradoksalne jak ta kiedy pani w wieku ok. 80 lat próbowała mnie przekonać że obchody rocznicy Powstania Warszawskiego nie mają sensu a ja ją że jednak trochę mają. Surrealistyczne to było. Z drugiej strony – widzę moich dziadków żyjących sobie w świecie Internetu, babcię pracującą, piszącą i regularnie komentującą mojego bloga i myślę, że nic by jej bardziej nie dotknęło gdybym potraktowała ja ulgowo ze względu na wiek. Podobnie jak słyszę starsze osoby zachowujące się w sposób niegrzeczny czy chamski – reaguję – głównie dlatego, że uważam iż wiek jednak nie jest wytłumaczeniem pewnych zachowań. Ogólnie jednak uważam że na każdego patrzeć trzeba jak na człowieka. I wiek jest tu drugorzędny.

  7. Będę taka sama. Codziennie kogoś zagaduje a panie kasjerki to dopiero mają ze mną ubaw. Na starość zawsze znajdę słuchacza. Dlatego też rozumiem starszych ludzi i jestem wyrozumiała. Jasne, że wkurza mnie jak zwracają uwagę na temat dziecka przesadzając, że to i tamto ale przecież póki nikt mi dziecka nie tyka to tylko słowa prawda?

  8. Przeczytałam oba wpisy.
    Myślę, że po prostu ludzie mają w zwyczaju komentować na spacerach.
    Wychodząc z psem czasami rodzice mówią, że mój pies jest groźny. O zgrozo!
    Mój pies jest łagodny, ale dużych rozmiarów. Po co rodzice straszą własne dzieci?
    Są rodzice, którzy pytają czy dziecko może pogłaskać psa :-)
    Myślę, że wychodząc na spacer. Naturalne jest, że spotkamy się z interakcją ze strony innych ludzi. Czasem będzie to miła wymiana zdań, czasem nieprzyjemna. Takie jest życie…
    Tak jak piszesz Segritto czasami starsze osoby chcą jakoś zagaić rozmowę i robią to nie poradnie, ale nie chcą zrobić nic złego.
    Prawda jest taka, że małe dzieci i szczeniaki często wzbudzają pozytywne emocje i komentarzy pojawia się więcej :-)

  9. Tianzi napisał(a):

    ‚Dziecko wcale nie jest „małym dorosłym”. Jest dzieckiem.’ < Dziękuję! Bo już mi oczy wypadają od ciągłego wywracania przy czytaniu 'argumentów' o konstrukcji 'a jak Ty byś się czuł, gdyby Tobie [wstaw np. zwrócenie uwagi]?!' No, teraz średnio, ale dwadzieścia lat temu myślałam zupełnie inaczej i na szczęście nie kultywowano u mnie świętokrowstwa. Zalinkowany artykuł zrobił na mnie bardzo nieprzyjemne wrażenie, nawet nie dlatego, bym się bardzo nie zgadzała merytorycznie (był w sumie dość ogólny, a autorka tylko postulowała o zachowywanie granic), ale z powodu agresywnego tonu. Przykłady ciętych ripost, które bohaterka serwuje starszym ludziom, również podkopują wiarygodność deklaracji, że to ci drudzy nie stosują się do zasad dobrego wychowania.

    Zgadzam się też ze stwierdzeniem, że starsi ludzie nie są po prostu starymi dorosłymi – pomijając kwestie szacunku należnego wiekowi, zostali wychowani w zupełnie innym społeczeństwie i na innych zasadach i trudno oczekiwać, żeby się teraz przeprogramowali na system wychowanych na psychologicznych artykułach trzydziestek. Przykro czytać lub patrzeć, że gdy okazują życzliwość na sposób jaki znają, mogą oczekiwać co najwyżej podszytej litością tolerancji dla samotnej osoby, która nie ma z kim pogadać, więc 'narzuca się' nieznajomym.

    …That said, nie mam specjalnie wiele do powiedzenia starszym państwu, ktorzy zatrzymują się przy drugim końcu trzymanej przeze mnie smyczy, i pytają, czy to piesek, czy suczka, jak się wabi, ile ma i ooo, jak dobrze się trzyma, a jaka śliczna. Jednak w przypadku pośpiechu/gdy taka osoba robi coś mimowolnie niepożądnego można przeprosić i iść dalej/poprosić o zaprzestanie, a nie mieć pretensję o życzliwe zainteresowanie.

  10. Moni napisał(a):

    Chciałabym powiedzieć, że…
    podzielam zdanie tamtej drugiej ;)
    owszem, szanuję osoby starsze, rozmawiam z nimi, pomagam w sklepie (np odczytać cenę produktu), przy okazji pogadać o tym co dziś na obiad.
    i nadal szanuję starsze osoby, gdy zaczepiają moje dziecko (tym bardziej, że przecież wiadomo – że moje dziecko jest najfajniejsze, a teraz wręcz zdolne do dyskusji). ale zwyczajnie tego nie lubię. konkretnie – miziania, dotykania itp. Jeśli osoba starsza rozmawia z moim dzieckiem – nie wtrącam się (na ile mogę) to ich rozmowa.

  11. ja wiem, że starsi ludzie nie mają nic złego w intencji, kiedy głaskają czy zagadują dzieci, ALE moja córka na ten przykład nie lubi i nie czuje się komfortowo, kiedy ktoś obcy ją dotyka. Nie mam zamiaru jej zmuszać do tego tylko dlatego, żeby sprawić radość starszej osobie. Jest gdzieś granica prywatności, każdy ma inną i szanuję to, że moje dziecko ma właśnie taką.
    Owszem, dziecko nie jest małym dorosłym, ale jest człowiekiem, który ma swoje potrzeby, uczucia, preferencje.
    Są dorośli, którzy nienawidzą, gdy ktoś dotyka ich włosów czy ręki, albo zbliża się na odległość mniejszą niż 20cm. I mają do tego prawo. Tak samo dzieci.
    Moim zdaniem.
    Inaczej patrzy się na temat ‚na sucho’, kiedy tylko teoretyzujesz. Inaczej patrzysz na to kiedy widzisz na własne oczy, że Twoje dziecko nie lubi tego dotykania, głaskania, spoufalania się.

  12. A mi się wydaje, że to nie o wiek chodzi, tylko wszystko zależy od konkretnego człowieka. Wychowali mnie dziadkowie, teraz po części ja się nimi opiekuję, więc przez całe życie miałam, mam i mieć będę szacunek do osób starszych. Ale trafiają się też tacy staruszkowie, których znieść nie można i nie mam wyrzutów sumiena za to, że ich nie lubię.

    Poza tym ktoś poniżej napisał, że są oni wychowani inaczej, więc nie możemy od nich oczekiwać, że nagle zmienią się o 180 stopni i zaczną się zachowywać w stosunku do innych zgodnie z zasadami współczesnej psychologii i pedagogiki. To my, młodzi, czasem wykształceni, o czym nie omieszkamy wszystkim wyraźnie zaznaczyć, powinniśmy zrozumieć co nas dzieli. Uszanować i czasem przymknąć oko, na kilka śmiesznych rad. I też uważam, że choć czasem ich poglądy są dla nas dziwaczne, to powinniśmy brać z nich przykład – z tych łagodnych, wyrozumiałych i cierpliwych. Mój najcudowniejszy dziadek na świecie ma teraz prawie 90 lat i nigdy nie powiedział, że my młodzi jesteśmy źli czy niewychowani. Wciąż mi powtarza, że on uwielbia młodych ludzi, że są tacy grzeczni. Bo za jego czasów, to dopiero ludzie się źle proawdzili ;) i jak go za to nie kochać? :D

  13. Joanna Żero napisał(a):

    Przeczytałam wskazany artykuł ze zrozumieniem. Nie poczułam się po nim miło. Pani zdanie Pani zdaniem, ale ja zgadzam się z Segrittą. Zwłaszcza kiedy moi rodzice się lekko zestarzeli inaczej patrzę na obcych staruszków.

  14. Magda Mendygrał napisał(a):

    Na dzisiejszy stan bezdzietny widzę rację i w Twoim tekście, i tym, do którego się odnosisz. Ze swoją naturalną otwartością w stosunku do świata, przechylałabym się nawet w Twoim kierunku – też lubię ludzi, posyłane im na ulicy uśmiechy i niezobowiązuące pogawędki. Uważam, że wytwarzają wokół bardzo pozytywną aurę, której często brakuje na polskich ulicach. To jedna i werbalna strona medalu. Druga dotyczy indywidualnie wyznaczanej strefy intymności, o której zresztą sama wspomniałaś. Uważam, że dotykanie cudzego dziecka, nieważne, czy przelotnie przeczesując mu ręką włosy ręką, czy nieco dłużej prostując zagniecioną sukienkę, to osobny temat i wymagający „przyzwolenia” ze strony rodzica. Niezależnie od wieku, mile widziane byłoby, żeby – było nie było – obca osoba, niezależnie od swojego wieku, zapytała, czy może się przywitać albo „pobawić” z naszym maluchem. I żeby się nie obrażała, jeśli – uprzednio tego nie zrobiąc – spotka się z grzeczną uwagą jego rodzica. Myslę, że nie jest to jakaś głęboko utopijna wizja ;-))).

  15. Katarzyna Moś napisał(a):

    A ja kiedyś szłam ze swoim chłopakiem przez miasto i on namawiał mnie żebym do niego jechała. Mnie się nie chciało więc odmawiałam. On ciągle się upierał, aż w końcu ktoś za nami powiedział ” Halo chłopcze, nie słyszysz co mówi ta dziewczyna. Nie to nie. Nie ma ochoty może chce ksiązkę w domu poczytać albo cokolwiek innego robić. A Ty chyba ogłuchłeś” -to była drobna, siwiutka staruszka z laską. Mineło 20 lat a ja to do dziś pamiętam. Obca osoba i do tego staruszka nauczyła mnie a-s-e-r-t-y-w-n-o-s-c-i:-)

  16. Przeczytałam oba teksty i… mam takie wrażenie, że to nie jest kwestia wieku – ani dziecka, ani tej starszej osoby, a innymi słowy: ani zagadywanego, ani zagadującego.
    Wszystko jedno kto do kogo zagaduje, to jedni to lubią, a drudzy nie. Osobiście nie przepadam za small talkami, pogaduszkami w taksówce czy spożywczaku i bez znaczenia dla mnie czy osoba, która zagaduje ma 6, 22 czy 55 lat. Po prostu nie lubię, nie mam takiej potrzeby.

  17. limaria napisał(a):

    Myślę, że ton irytacji wyraźnie obecny w tekście Hanny Szczygieł wynika głównie z przekroczenia „masy krytycznej” starszych ludzi, których spotyka codziennie na swej spacerowej drodze. Rozumiem to. Pogawędka od czasu do czasu ze starszą, nieznajomą osobą może być ciekawym doświadczeniem i zazwyczaj nie nadwyręża naszej cierpliwości i dobrych manier. Ale czy tak samo fascynujące i ciekawe jest codziennie spotykanie kilku staruszek, z których każda ma coś ważnego do powiedzenia w kwestii wychowania nie swoich dzieci i czuje potrzebę bliskości, którą realizuje poprzez dotykanie obcych dzieci?
    Wychowanie, w tym wypadku dwójki małych dzieci, jest bardzo wyczerpujące emocjonalnie. Mnie w każdym razie wyczerpywało, choć mam tylko jedno. I tak się zastanawiam – czy na miejscu p. Hanny, oprócz sensownego ogarniania i zaspokajania potrzeb dwójki małych dziecii, miałabym jeszcze siły aby zaspokoić niezaspokojone potrzeby emocjonalne starszych, obcych osób? Nie, nie miałabym siły. Jedyne o czym marzyłabym na takim spacerze, to święty spokój aby móc zebrać siły na dalszą część dnia z dwójką maluchów. I niewykluczone, że w innym kontekście p. Hanna byłaby uroczą i cierpliwą rozmówczynią spragnionych rozmowy seniorów.

  18. starflowerpl napisał(a):

    Ja osobiście nie mam nic przeciwko starszym ludziom. Mam nadzieję, że gdy sama doczekam sędziwego wieku, nieznajomi i młodzi ludzie będą potrafili się oduśmiechnąć. Ja staram się postępować życzliwie i mam nadzieję, że to wróci. Z drugiej jednak strony, w sytuacji, gdy ktoś dotyka moje dziecko czuję się niezręcznie i wolałabym, żeby obcy poprzestawali na zagadywaniu i zrezygnowali z macania po rączkach i policzkach.

  19. Iga Jędras napisał(a):

    Mati, świetny wpis! Chociaż „moja prawda” leży gdzieś pośrodku :) Sama bardzo lubię kontakt z ludźmi, i pamiętam jak byłam zachwycona otwartością Anglików, podczas mojej pierwszej wizyty w tym kraju. To takie dziwne, że nie mam nigdy żadnych problemów żeby zagadać obcą osobę w innym kraju, a w Polsce zdarza mi się dwa razy zastanowić, czy na pewno to konieczne, czy nie naruszę przestrzeni osobistej tej osoby. Wtedy pomyślałam sobie, że fajnie byłoby wychowywać w takim kraju dziecko, bo łatwiej byłoby uczyć je otwartości na świat i poznawanych ludzi.
    Ale, przy całej mojej otwartości wobec ludzi, szczerzę nienawidzę jak jestem w kółko zagadywana o to samo. Lubię ciekawe rozmowy, dzielenie doświadczeń z przypadkowo poznanymi ludźmi, ale doprowadza mnie do szału, kiedy nie mogą przejść normalnie z psem przez miasto. Wiadomo, pies to takie małe dziecko. Sama wiesz, jak charakterystyczne są nasze psy i nie zliczę, jak często jestem pytana o te same rzeczy „a ile ma lat/jak się wabi/jaka to rasa/gdzie mogę zrobić swojemu psu taką fryzurę/czy to balejaż? I o tyle, kiedy na zwyczajnych spacerach staram się to cierpliwie znosić, o tyle podczas treningów mam ochotę zabijać ;) Na przykład: ćwiczę sobie z psem kontakt przy chodzeniu przy nodze, gdzieś z boku, w parku i nagle pędzi ktoś w moją stronę, bo musi pogłaskać. Aaaaa! Nierzadko taka osoba sama jest z psem, często nie ma nad nim kontroli i na moje „przepraszam, proszę zabrać pieska” reaguje: „ale on nic nie zrobi”. I nie rozumie, że jego obecność przeszkadza mi, rozprasza mojego psa, a czasem nawet po słowach „on nic nie zrobi” pies podchodzi i zaczyna warczeć… W takich sytuacjach żałuję, że nie potrafię zrobić tak jak niektórzy: raz proszą o zabranie psa, a na brak reakcji ze strony właściciela „bo on jest łagodny/ bo on chce się tylko przywitać” po prostu podnoszą nogę i mówią „proszę zabrać psa, albo kopnę”. I zupełnie to rozumiem, bo komfort psychiczny własnego psa jest ważniejszy, niż czy ten drugi będzie miał wszystkie zęby.
    Nie umiem tak ładnie obierać w słowa jak Ty, ale mam nadzieje, that you understand my point :)
    Ps. Bardzo szanuję starsze osoby i nie sposób ocenić jak wiele doskonałych rad od nich dostałam, to jednak na myśl o braku szacunku nasuwa mi się jedna sytuacji z mojego życia: jadę tramwajem, po egzaminie, drugi dzień bez snu, wyjątkowo – siedzę. Na następnym przystanku wsiada jakiś starszy pan, wali mnie w nogę torbą z zakupami i mówi: „zejdź mi!”. Pokornie ustępuję miejsca i nie słyszę ani dziękuję, ani pocałuj mnie w dupę. Przez niewyspanie mój mózg nie działał tak szybko jak powinien, bo to była sytuacja w której tego miejsca nie powinnam była ustąpić. Nie dlatego że tak nie robię, ba, robię tak zawsze, bo głupio mi kiedy ja siedzę, a starsza osoba stoi, ale dlatego, że uprzejmość powinna działać w dwie strony.

  20. Rozumiem o co chodzi tej nerwowej pani (argumenty są jak dla mnie zupełnie w porządku, jej prawo do ustalania takich zasad a nie innych), ALE sposób w jaki o tym pisze chełpiąc się swoją złośliwością to pukanie w dno od spodu. Rozpoznawanie intencji jest jej chyba zupełnie obce, a dla mnie to sprawa kluczowa i jestem w stanie baaardzo wiele wybaczyć, gdy wiem że ktoś po prostu chce dobrze. Robię się zła, kiedy wyobrażam sobie, że ktoś złośliwie odpowiada mojej arcyciekawskiej, ale przy tym arcysympatycznej Babci. Tak to my Polski nie zbudujemy :P

  21. Seg czyli nie będziesz miała nic przeciwko gdy nagle jakis starszy pan podejdzie i weźmie twoje dziecko na rece!!! ??? Mi sie taka sytuacja nie przytrafiła i nie moge sobie jej wyobrazic, chyba bym umarła ze strachu ze chce mi je porwać :D Przecież autorka nie pisze, ze nie chce zeby starsi ludzie sie do niej odzywali, tylko prosi o brak fizycznego kontaktu i bardziej kulturalne wyrażanie swych osądów. To troche tak jak by ktoś napisał ze nie lubi truskawek a ty piszesz ze sie z nim nie zgadzasz bo lubisz banany:D no gadka jak głuchy ze ślepym.
    Przypomniało mi sie, kiedys pani ze sklepikumosiedlowego wyszła zobaczyć mojego synka i gadka, gadka ale jak zaczęła go za rączki łapać to juz mi sie nie spodobało (ze względów higienicznych).

  22. Zapowiadasz się na fajną mamę z poczuciem humoru i dystansem do siebie i dziecka :) Ja też zagaduję ludzi w sklepie i nie widzę nic złego w tym, że pożartuję z kimś obcym. Pozdrawiam ciepło!

  23. Agnieszka napisał(a):

    Udzielę się, choć z reguły wolę tylko czytać (taki ze mnie sęp). Jestem introwertyczką i matką. I nie lubię jak ludzie nas zaczepiają. Nie lubię, gdy ktoś daje mi rady nieproszony. Nie lubię, gdy pouczają w czerwcu, że półroczne dziecko bez rękawiczek i czapki niechybnie umrze na zapalenie płuc. Nie zgadzam się na ciurlikowanie i inne „a ciiu ciu” i łapanie za policzki. Uważam, że można w normalny sposób przekazać sympatię czy aprobatę, nie trzeba być infantylnym. Według mnie dziecko jest małym człowiekiem i ma prawo też nie lubić. Moja akurat nie lubi i nigdy nie lubiła fizycznych kontaktów z obcymi, ale babcie i dziadkowie w parku jakby tego nie rozumieli. A co jeszcze ważniejsze dla mnie, uczę dziecko myć ręce po pobycie w parku, bo przecież dotyka różnych rzeczy. Skąd mam pewność, że ten pan czy pani umyli ręce zanim zaczęli dotykać twarzy mojej córki? Skąd mam pewność, że nie mają jakichś chorób skóry? Albo musztardy czy resztek ostrej papryki na palcach? Albo że nie sprzątali przed chwilą po swoim psie (co by się im nawet chwaliło)? I że przez przypadek nie wsadzą takiego wysmarowanego palca w oko czy w buzię małego dziecka? A może (tfu, tfu) mają ochotę wytrzeć te ręce we włosy i potem ja spędzę pół wieczoru próbując się pozbyć miodu czy kupy z wytarmoszonej grzywki. Nie ryzykuję zdrowiem dziecka, tylko dlatego, że jakiś obcy pan w parku się obrazi. A nie będę pytać o zaświadczenie zdrowia czy umycie przy mnie rąk, bo to dopiero jest chore. Możliwe, że to fobia, ale dużo świństw jest na świecie, nie chcę niepotrzebnie narażać małego organizmu.
    Na szczęście moje dziecko umie już samo uciec spod ręki starszych ludzi, więc chociaż to jest mi odpuszczone, ale nadal udzielane są mi rady. Po 5 latach praktyki umiem już podziękować za wtrącanie się w moje życie. Jeśli potrzebuję rady, to wiem gdzie jej szukać i kogo pytać. Nie musi mi udzielać jej przygodnie spotkana postać w parku. Może wie lepiej, ale mimo wszystko nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem informacji. Wiek nie daje mądrości, co więcej w pewnym momencie zaczyna już ją zabierać (niestety) a wtedy rady typu „posmaruj krostki masłem to zejdą” po prostu stają się śmieszne. Nie przeczę, że są ludzie, którzy lubią rozmawiać z innymi, ale nie wszyscy tacy są. Staram się szanować starszych i rozumiem, że mogą się czuć samotni i mieć potrzebę rozmowy, ale nie muszą udzielać nieproszonych rad, a już na pewno nie muszą i nie powinni pakować się z rękami do małego dziecka. I niestety wraz z ilością spotkanych „życzliwych dusz” moja niechęć do ich zachowania rośnie.
    I wracam do skorupki podczytywania…

    1. Natalia Kaplita napisał(a):

      „A może mają ochotę wytrzeć te ręce we włosy i potem ja spędzę pół wieczoru próbując się pozbyć miodu czy kupy z wytarmoszonej grzywki”. WOW.
      Ktoś chyba musiał Pani wyrządzić jakąś wielką krzywdę, że teraz takie scenariusze się malują w Pani głowie.

      Poza tym- ostatnio znajoma pozwoliła mi potrzymać 3 tygodniowe dziecko. Noworodek jeszcze. 4 cm większy od tego, jaki wyszedł z brzucha. Przed wzięciem go w ramiona zapytałam, czy umyć ręce- byłam przecież na zewnątrz, przyjechałam samochodem, a w domu mam psa.
      Odpowiedziała, że raczej nie ma potrzeby. To jest dziecko, musi w jakiś sposób nabrać odporności. Immunizować się. Dlatego Ave wszystkim matkom nieprzewrażliwionym, rozsądnie podchodzącym do tematu, nie obchodzącym się z dzieckiem jak z jajkiem.

      1. Agnieszka napisał(a):

        Owszem, ktoś wyrządził krzywdę, ale nie mi a mojej córce. Jej rodzona Babcia, która będąc pediatrą niezbyt dokładnie umyła ręce po wizycie pacjenta. Dla nas oznaczało to potem ostrą dwutygodniową jelitówkę u rocznego dziecka (rozpoczętą w Nowy Rok), z kroplówkami itp. Niezbyt miły widok, jak dziecko nie ma łez, żeby płakać, gdy kolejna pielęgniarka w szpitalu szuka żyły żeby się wbić. Niby nieco inna sytuacja, prawda? Bo to nasza babcia. Ale skoro nawet ona mogła zarazić, to tym bardziej nie będę narażać na zarazki od obcych. A odporność dziecko i tak nabędzie, nie trzeba jej dodatkowo wystawiać. Wystarczy puścić do przedszkola albo jakiegoś innego skupiska ludzi. Tylko, że co innego złapanie wirusa, który je uodporni, co innego złapanie czegoś, co wyniszcza.

        1. qulqa napisał(a):

          Babcia mogła przenieść wirusa na ubraniu.
          Mogła być chwilowym nosicielem, sama nie chorując (częste u personelu medycznego).
          Jeżeli to czysta jelitówka, mogła przenieść się w wiele innych sposobów, niekoniecznie od rąk babci.
          Czuję się w obowiązku wziąć babcię pediatrę w obronę. Nawet jeśli ona sama zwaliła wszystko na ręce – pewnie wolała wziąć winę na siebie.

  24. Katarzyna Bartosik napisał(a):

    super-fajną – to chyba nie jest prawidłowy zapis tej dziwnej zbitki słownej?:) (to a propos grammar nazi) Pozdrawiam!

  25. Renia napisał(a):

    Jak zwykle inspirujesz. Masz rację, że jest to element wychowania i nauczenia dziecka szacunku (ale i dystansu) do starszych osób. Postawa matek wynika z tego, że często czują się atakowane na każdym kroku. W matce budzi się wówczas wojowniczka, która kieruje swój oręż przeciwko całemu światu. Jednak mam nadzieję (a nawet pewność ;-), że Ciebie to nie spotka.

  26. Ja uważam że to wspaniała sprawa, ci ludzie pamiętają inne czasy gdzie z innym się ROZMAWIAŁO. Nadal jest sporo krajów, gdzie ta kultura istnieje – mówienie dzień dobry w autobusie, czy tramwaju albo krótkie kurtuazyjne rozmówki. Uważam że to naprawdę fajna rzecz i urozmaicenie dnia.

  27. Kijem rzeki się nie zawróci i starsi ludzie zawsze będą chcieli wtrącić swoje 3 grosze i sprzedać mądrości. Ja tego nie lubię. Nie lubię słuchać niby wypowiadanych do siebie oceniających komentarzy. I tak fajnie jak są pozytywne, ale przeważnie jest co coś w stylu „ja bym zrobiła to lepiej, ty robisz źle”. Przeczytałam oba wpisy i bardziej zgadzam się z Mamadu. Co innego uprzejma wymiana zdań, a co innego pakowanie się z łapami w czyjąś prywatność. A poza tym tak jak Aga jestem trochę higienicznym freakiem i dotykanie obcych ludzi w metrze itp. jest moim zdaniem okropne.

  28. Po tysiąckroć się zgadzam. Może dlatego, że dużo jest chętnych do zaglądania do wózka i robią to w sposób nienachalny. Miło jest z kimś pogadać, nawet, gdy jest to obca osoba, sugerująca kupienie czerwonej wstążeczki. Miło się uśmiechamy, ‚błagamy’ o nierzucanie uroku i idziemy dalej, bo w zabobony jednak nie wierzymy, ale to jest temat na osobną notkę ;)

    Ale to tylko, gdy idziemy z dzieckiem. Gdy starsi nas zagadują zaczynając swą historię od 1922 roku i wiemy, że nigdy się nie skończy, uciekamy gdzie pieprz rośnie ;)

  29. Agata Dębicka napisał(a):

    rady ok – byle mnie nikt nie głaskał po brzuchu w trakcie ciąży;) nawet w jednej książce przeczytałam pakiet porad jak się uchronić przed macaniem brzucha przez obcych (zapamiętałam tylko „gdy widzisz, że ktoś chce pomacać Twój brzuch nagle schyl się i zawiąż but”;)))

  30. Wczoraj starszy Pan w kapeluszu zaczepił mnie na ulicy i na widok mojej fedory powiedział: -„Jaki piękny kapelusz! A jeszcze piękniejsza buzia!” Zrobił mi dzień! A tak z innej beczki jestem strasznie ciekawa jak się trzyma Twoja biała podłoga? Choruję na nią od dnia, w ktorym ją pokazałaś :D

  31. Szczerze mówiąc poruszyłaś bardzo szeroki temat.

    Owszem starsi ludzi często czują się samotni lub po prostu znudzeni dlatego też często zaczepiają innych. Jednak wszystko jest zależne jak to robią. Wiem, że starszym ludziom powinno się okazywać szacunek, w końcu dłużej chodzą po tej ziemi i ich zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne, często nie jest tak wspaniałe jak by się chciało.

    Nie mam problemu z tym, że ktoś mnie zagaduje, jest miły i po prostu chce pogadać. Jednak są osoby które zwyczajnie naruszają moją przestrzeń osobistą. Ile razy zostałam trącona przez starszą Panią w tramwaju, bo ona chce usiąść, lub miałam okazję obserwować taką sytuacje, albo też ile razy ktoś bez pytania próbował pogłaskać mojego psa.

    O ile pogłaskanie dziecka może się skończyć jedynie opierdzielem ze strony rodzica lub paniką samego dziecka, bo i takie sytuacje widziałam, to jednak głaskanie cudzego psa „dlatego, że chcę” może się skończyć odgryzieniem ręki w łokciu. Dlatego uważam, że o ile zagadać, oczywiście miło, może mnie każdy, to jednak o pozwolenie na więcej wypadało by zapytać.

    Generalnie moja reakcja w głównej mierze zależy od stosunku drugiej osoby do mnie, a niestety nie każdy jest sympatyczny w zagadywaniu, lub pouczaniu.

  32. Kasia Nobis napisał(a):

    Ja mam mieszane odczucia i zgodzę się i z jednym i z drugim tekstem ale cześciowo. Rozmowa, zaczepienie, złote rady są do zaakceptowania. Czasami jest to miłe, czasami uciążliwe. Można wysłuchać, porozmawiać i iść dalej swoją drogą. Jednak jakikolwiek kontakt cielesny typu dotykanie, głaskanie mnie by raził, był nie do zaakceptowania. Dzieci nie mam, ale w tej kwestii zdania nie zmienie.

  33. Jak słyszę o „obcych” ludziach to widzę w wyobraźni UFO. Autorka pisze o tym jak, by była co najmniej Kate Midlleton, która oblegają rzesze fanów chcących jej dotknąć.
    Jeśli Ci nie pasuje to, że ktoś dotyka lub zagaduje twoje dziecko – powiedz mu o tym. W czym problem? Jeśli ktoś chce Ci przytrzymać drzwi – powiedz, że dziękujesz i sama sobie poradzisz. W czym problem? Masz do tego prawo. Masz prawo nie chcieć, by ktokolwiek był dla ciebie serdeczny, miły lub uprzejmy. Najlepiej to stworzyć swój plac zabaw i odseparować dziecko od innych ludzi ;) Na pewno wyrośnie na zdrowe psychiczne.
    Ja uwielbiam starszych ludzi, bowiem mają więcej dystansu i luzu w sobie niż niejeden nastolatek. Doceniają życie, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę z przemijania. Widok dziecka przywołuje w nich wspomnienia. Te z kolei ich wzruszają i pozwalają poczuć ciepło w sercu.

    Samotność to nie domena ludzi starszych. Wręcz przeciwnie moim zdaniem dzisiejsza młodzież mimo wszechobecnych portali społecznościowych jest bardziej samotna niż starsi, o których mowa. Mimo 600 znajomych na fejsie w realu maja może 2 znajomych z którymi się widują. Randki, spotkania, konferencje… wszystko on-line. 0 spędzania czasu z ludźmi. A broń Boże, z nowymi. Przecież to może być morderca!!

    Chill… man! Wyłącz na trochę TV, by zobaczyć w ludziach dobro i prawdziwą serdeczność. Spędź z nimi trochę czasu.

    Ostatnio w tramwaju podniosłem dziecko, które się obaliło, kiedy ten hamował. Nie zastanawiałem się nad tym, czy wypada czy nie. Zrobiłem to po prostu. Empatia – chyba tak to się nazywa. Chłopiec odwdzięczył się bardzo serdecznym uśmiechem. Matka niestety nie rozumiała, że 3 letni chłopiec nie zna się jeszcze na prawach fizyki i zwróciła mu uwagę -„no i co robisz?”. Chyba poczuła wstyd – szkoda mi jej.
    Pozdrawiam,

  34. Nie chciałbym, by ktoś zupełnie obcy podszedł do mnie na ulicy czy w parku, zaczął głaskać po głowie, miziać po twarzy czy szczypać w policzki. Jeśli chodzi o zaczepki słowne jestem nieco bardziej otwarty, może być dzień dobry, cześć, witaj…
    Podobnie nie przyszłoby mi na myśl, by kogoś obcego głaskać po głowie, miziać po twarzy czy szczypać w policzki.

    Dlaczego w przypadku dzieci miałoby być inaczej? Skąd założenie, że wobec obcego dziecka można być głaszcząco-miziająco-szczypiącym.

  35. Ga K napisał(a):

    Wpis sprzed dwóch lat, ale temat zawsze będzie aktualny :-)
    Chciałabym dodać jedną opcję w sytuacji „kontakty ze starszymi ludźmi”. Moim zdaniem każdy kontakt powinien opierać się na obopólnym szacunku. Szanuję ludzi starszych tak samo jak ludzi w każdym innym wieku. Sam fakt, że człowiek ma 70 lat nie powoduje, że zasługuje na większy szacunek niż małe dziecko. Oczywiście inaczej się zwracam do osoby starszej, a inaczej do dziecka, ale to wynika z grzeczności, ogólnie przyjętej kultury(?). Starszy człowiek może być przez całe życie skończonym kutasem, ale trzeba go szanować, bo dożył długich lat?
    Na większy szacunek niż standardowy trzeba sobie zapracować lub zasłużyć, a nie domagać się go „ustawowo” z racji wieku.
    Rozumiem podejście Seg, rozumiem podejście Hanny. Dochodzi do tego jeszcze kwestia tego, jak odbiorą sytuację potencjalne dzieci – jedno będzie widziało otwartość w stosunku do nieznajomych osób, a drugie usilną izolację. Ale to nie znaczy, że w przyszłości (potencjalne) pierwsze będzie równie otwarte, a drugie wyizolowane i niechętne do przypadkowych rozmów.
    Btw. nie spotkałam się z wykluczeniem osób starszych – mamy uniwersytety trzeciego wieku, kluby seniorów, różnorakie warsztaty. Starsi sami się wykluczają zamykając się w domach.

  36. Ola Mości napisał(a):

    Dziewczyno! No czytasz mi w myslach. Ostatnio stoczylam bój na grupie dla młodych matek bo stanelam w obronie jakiejś babci, która zaczepiala złote jajo którejś z nich. Przerazilo mnie ile te matki majo w sobie pretensji do świata.

Dodaj komentarz