Moi nowi sąsiedzi – akt I

Korytarz przy moim nowym mieszkanku. Podchodzimy z MR do drzwi sąsiada, wypytać go o spółdzielnię, remonty i tak ogólnie się przedstawić, uśmiechnąć, może herbaty się napić a już na pewno rękę uścisnąć.

Pukamy. Najpierw do uszu dociera słodki dźwięk szczekania jakiegoś yorka. Śpiewny jazgot tego małego pieska rozbrzmiewa wdzięcznie przez pół minuty, po czym słychać kroki, drzwi uchylają się na szerokość dłoni i dostrzegam oko sąsiada.

– Słucham.
– My… – zaczynam nieśmiało, z uśmiechem, starając się przebić przez yorkową muzykę czule głaszczącą nam wszystkim uszy.
– Dziękuję, dziękuję. – odpowiada miły sąsiad, zanim udaje mi się wypowiedzieć kolejne słowo. Drzwi zamykają się. Stoimy pod nimi z MR jeszcze chwilę, licząc na to, że może zaraz się otworzą.

Nie otwierają się.

Kurtyna.

Oklaski.

Komentarze do wpisu: 19 Napisz komentarz

    1. No ale właśnie to jest dość dziwne, bo tam najpierw jest klatka na kod, a potem jeszcze korytarz na klucz, za taką siatką. (A świadków różnej maści to ja chętnie trolluję, więc w sumie fajnie ;)

      1. Napisz kiedyś, w jaki sposób się ich pozbywać, bo argument – dopiero co nawróciłam się na buddyzm – spowodował jedynie to, że dostałam od nich książkę o religiach świata i dlaczego to ich religia jest najlepsza..

        1. Magdalena, mój znajomy, będąc po nocnej służbie, został odwiedzony przez dwie sympatyczne panie mówiące o Bogu. Ubrany tylko w bokserki – właśnie kładł się do wyra – otworzył szeroko drzwi i z uśmiechem „zapraszam panie do środka”. Bardzo szybko schodziły po schodach i już nigdy więcej nikt z Jehowych nie zapukał do jego drzwi

      2. U nas podwórko na kod, klatka na kod i już miałam: panią z Unicefu, panią z tego tam, od pand, świadków Jehowy i kominiarza z kalendarzem.

    1. Wdarła się tu mała nieścisłość. Zdanie winno wyglądać tak:
      Wódkę* trzeba było kupić i wetknąć sąsiadu w łapki to by nie zamknął drzwi.
      *opcjonalnie upiec ciasto.

  1. Też kocham yorkowców i im podobnych.
    Kiedy idę na spacer z moim psem (maleństwo – 8-letni owczarek niem.) , każdy spacerujący właściciel – oczywiście latają bez smyczy (psy, nie właściciele) – z przerażeniem bierze swoje maleństwa na ręce pytając czy mój piesek jadł już śniadanie. Nie, kurczę – wpier.. yorki. A popija ludzką krwią.

  2. Szacunek. Niezależnie od tego, jak zostaliście potraktowani, samo to, że chcieliście poświęcić kilka minut, żeby się poznać zasługuje (tym bardziej „w dzisiejszych czasach”) na uznanie, naprawdę. Z moich nowych sąsiadów nikt się nie pokwapił. Bo po co. Zresztą po części się nie dziwię – jednym przeszkadza dosłownie wszystko: szczekający pies, zamknięta krata, otwarte okna, itp. Drudzy zaś – dwóch młodych przedstawicieli subkultury trzech pasków – lubią imprezy. OK, też jestem młody, też lubię. Ale niekoniecznie do trzeciej w nocy. Oczywiście z jednymi ani z drugimi „dzień dobry” ani „cześć” sobie nie mówimy. Bo po co. A jestem przekonany, że na dobry początek wystarczyłoby się przedstawić, tak jak Wy to planowaliście.

  3. Myśmy byli bardzo mili dla sąsiadów, poznawaliśmy się z ciastem i herbatką, a pół roku później w czasie remontu te bardzo miło poznane sąsiadki robiły nam na złość na każdym kroku. Może takie początki zwiastują całkiem inne rozwinięcie „stosunków sąsiedzkich”. Trzymam kciuki

  4. Jak sie ma szczekliwe cos za sciana – dobrze pomyslec o poprawieniu izolacji akustycznej z tamtej strony. To czasami tylko 5 cm grubosci sciany, a komfort – bezcenny

  5. My poszliśmy na łatwiznę – kiedy okazało się, że za ścianą nowowynajętego mieszkania jest drugie do wynajęcia, ściągnęliśmy tam sobie znajomych :)

Odpowiedz na „DanielAnuluj pisanie odpowiedzi