Nie bierz dupy z własnej grupy

Już brakuje mi palców u rąk, by policzyć znajomych, którzy zapomnieli o powyższej zasadzie i kiepsko na tym wyszli. Zaczyna się fajnie. Spędzasz większość czasu w szkole, w pracy lub z paczką przyjaciół. Wciąż przebywasz z kimś, kogo masz szansę dobrze poznać i kto prędzej czy później zaczyna cię interesować seksualnie. Po jakimś czasie lądujecie w łóżku i tu zaczyna się problem.

Już nawet nie chodzi o to, że wszyscy wokół was dowiedzą się prędzej czy później, że coś między wami jest, nawet, jeśli będziecie starali się to ukryć. Ba – najczęściej właśnie im bardziej staracie się to ukryć, tym większe podejrzenia wzbudzacie (tu dobra rada – lepiej flirtować otwarcie niż utrzymywać sztuczny dystans).

Sęk w tym, że w momencie, w którym taki związek sie kończy, bardzo trudno jest się odnaleźć w grupie. Nie ma nic gorszego niż koleś, z którym coś kręciłaś, który ci się znudził a ..mieszka pokój obok w akademiku. Albo brat twojej przyjaciółki. Albo kolega z tego samego pokoju w biurze. W najgorszej sytuacji są wtedy wasi wspólni znajomi, którzy są zmuszeni do poparcia jednej ze stron. A uwierzcie mi, że trudno być jednocześnie za rzuconym i porzucającym. 

Ta notka nie ma pointy (to taki mój nowy zwyczaj). Ciekawa jestem tylko, czy wy znacie jakieś przypadki, które przeczą zasadzie "nie bierz dupy z własnej grupy".  

Komentarze do wpisu: 27 Napisz komentarz

  1. racja i trzeba być zajebiście wyluzowanym kwiatem lotosu, żeby po czymś takim [nie ważne z której strony] nie dostać szału, bądź kogoś nie zamordować. też jestem ciekawa, czy ktoś zna wyjątki.
    [kocham rss. wyznanie bez związku, ale musiałam :)]

  2. Z przykrością (?) stwierdzam, że nie znam ani jednego przypadku, w którym ta zasada się nie sprawdziła. I dobrze, jakby były jakieś wyjątki to człowiek by się jeszcze zaczął niepotrzebnie zastanawiać „a może jednak” ;)

  3. hmm, a ja jestem takim przypadkiem. mój były, wzięty z tego samego roku na studiach, to doskonałe towarzystwo melanżowe i dalej razem imprezujemy wraz z resztą wspólnych znajomych. I nie ma fochów ani konieczności opowiadania się po którejś stronie. Jestem dziwna..?

  4. Mój mąż i ja byliśmy w jednej grupie na studiach, po dwóch latach „kolegowania sie” zaczęliśmy się spotykać. I wciąż jesteśmy razem po 8 latach związku. Ale my się nigdy nie rozstaliśmy więc nie wiem czy podpadamy dokładnie pod ten tekst. :)

  5. zblazowana, ja też tak mam z moim byłym, ale on jest moim byłym od 10 lat [to było za młodu], więc się nie liczy. wszyscy z paczki po takim okresie też o tym zapomnieli. akurat ja z byłym stanowimy wyjątek, ale wyjątki potwierdzają regułę. nie ma co się łudzić, że coś się w świecie zmieni w tym temacie :) [normalnie nawet nie pamiętam o tym, że on jest byłym. dobry kumpel z paczki. jak było na początku. teraz i na wieki wieków. amen]

  6. moja paczka ma zajebiście, 3 laski 3 facetów i wszyscy sie sparzyli. nie chce wiedzieć jak to wyjdzie jak sie coś komuś popsuje ale będe informować na bieżąco.

  7. moja kuzynka w lipcu bierze ślub z kolegą z roku i z grupy na dodatek, moi znajomi byli ze sobą na studiach w jednej grupie, byli parą, teraz od 5 lat są małżeństwem i mają chyba roczną córkę… cooo jeszcze… a cha, kolejni znajomi chodzili razem do liceum, są małżeństwem chyba już 9 lat i od 3 lat mają dwojkę adoptowanych dzieciaczków :D

    przykład w drugą stronę – znajomi z tzw. „grupy koleżeńskiej” ( w sumie 3 pary) byli, przestali i dalej są w tej „grupie koleżeńskiej”, razem imprezują, jeżdżą na wakacje, itp.

    no to tyle :D

  8. szkoda że to nie zawsze jest takie łatwe…hmm ja byłam z bratem mojej super kumpeli a teraz uniekam Go jak ognia…może jeszcze troche i też będę się z Nim bawić na imprezach i pić razem %%% :)

  9. w mojej licealniej klasie poznały się dwie pary, w zasadzie od samego początku są razem. teraz i ja związałam się ze starym kolegą z klasy (notabene w szkole nie odzywaliśmy sie do siebie w ogóle). na razie jest dobrze, kto wie, może będzie z tego chociaż jeden ślub ;)

  10. Poznaliśmy się w szkole średniej (równoległe klasy)pisaliśmy wspólny temat pracy dyplomowej na technika (tak tak były takie), studiowaliśmy na tym samym wydziale i w tej samej grupie. Od trzeciego roku studiów jesteśmy małżeństwem. W maju upłynie 30 lat od ślubu. Tak więc same odstępstwa od panujących powszechnie przesądów :).

    Na spotkaniu naszej klasy maturalnej było w zeszłym roku jeszcze jedno trwające małżeństwo z naszej klasy – tym razem z tej samej.

  11. Jak już ktoś słusznie zauważył, przypadki związków, które się NIE ROZPADŁY, nie są dla mnie żadnym wyjątkiem od reguły. Bycie w jednej grupie znajomych i bycie parą jednocześnie ma w końcu wiele plusów.

    Chodzi o sytuacje, w których związek się rozpada.

  12. Nie czytałem poprzednich komenatrzy… nie mam czasu =) więc jak walnę głupotę… to w przyszłości pewnie walnę jeszcze inną, która przebije ją na głowe, ale ja nie o tym…

    Miałem kiedyś dziewczynę z własnej klasy… i jakoś tak to trwało i trwało, ale jak już można było zauważyć to używam czasu przeszłego. Było fajnie, czasami wręcz świetnie, jednak związek się skończył… ale nasze wspólne stosunku są całkiem dobre i nie przeszkadza nam, że dalej chodzimy do tej samej klasy [jakoś tak wyszło, że znowu trafiliśmy w to samo miejsce]… więc ja osobiście do takich związków jakichś uprzedzeń nie mam =)

  13. 1,6 roku z dziewczyną z tej samej grupy. w tym 3 miesiące spędziłem w stanach. Nie zostawiła mnie. I ja nie mam zamiaru. Jesteśmy anomalią? Czy za krótko?

  14. nie przeczytałam tekstu wcześniej i mam za swoje…zaczęłam być z chłopakiem z grupy na studiach, okazało się to być kompletną porażką, on już po 2 tygdniach bycia ze sobą stwierdził że mnie kocha, na krok mnie nie odstępuje, zaczyna mnie męczyć a ja nie wiem jak mu powiedzieć że to nie jest to czego chcę, że mnie nie kręci a później chodzić z nim na zajęcia codziennie…ale chyba nie powinnam się przejmować tym co inni pomyślą prawda?

  15. aana,
    no chyba nie rozważasz możliwości bycia z nim wbrew sobie? :) Bądź z nim szczera a jeśli ma trochę oleju w głowie, nie będzie Cię za to nienawidził. (jeśli nie ma oleju w głowie, to w sumie po co Ci sympatia takiego człowieka?)

  16. różnie bywa, ja znam z własnego doświadczenia sytuację gdy nawet przy rozpadzie związku bynajmniej nie „grupowego” było słabo bo wszyscy się zdążyli z dziewczyna mojego kumpla dobrze zaprzyjaznic, a przy rozstaniu to raczej mój kumpel „dał ciała” … Potem na naszym slubie była i ona, i on z „nową” :) – chyba nas bardzo lubią że przyszli oboje :)

  17. Gość: Apoollo, acep88.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Znam kilka par które przetrwały szkołę średnia i studia. I jestem zdania że jak to jest układ poważny to ok. Na pewno nie ma nic gorszego jak wyrwanie na jedną noc koleżanki z pracy lub z bliskiego grona przyjaciół. To zawsze odbija się czkawką, chyba że to układ włoski kochanka była przed żoną, bo i takie znam i relacje odnoszą się wyłącznie do sexu i dwie strony wiedza o co chodzi. Na pewno rozkochiwanie się w pracy jest najbardziej nieodpowiedzialną rzeczą i nie znam przypadku kiedy by nie skończyło sie zmianą pracy wyjątek jak chodzi wyłącznie o sex (panowie uwaga to może być tylko haczyk) odradzam odradzam i jeszcze raz odradzam. Pamiętajcie układ gdzie facet był zdobywcą skończył sie w epoce brązu.

  18. O ile nie ma jakichś zależności, zwłaszcza szef-podwładny, to da się żyć, a nawet… zapomnieć. Znam to, że tak powiem, z osobistej autopsji. Relacje są byle jakie, żadne w zasadzie (wrogie przebrzmiały już wiele lat temu), ale… dlaczego to ja mam sobie pogarszać warunki pracy? Jak jemu z moim widokiem raz czy dwa razy na tydzień źle, to niech on idzie do innej roboty. Wszystko zależy od nastawienia, tyle że drugi raz bym takiej głupoty już nie zrobiła.

  19. To jest święta zasada!! Ja przestrzegam kumpli przed tym i mówię im te słowa „Nie rwij dupy z własnej grupy” Kiedyś sam wpadłem no ale nic nie mogłem poradzić, dupka taka fajna była ze żal było nie brać jak dawała. Nie polecam nikomu, podam wam jeszcze kilka zasad ;D Wiecie człowiek uczy się na własnych błędach.

    1. Im bardziej dupke olewasz tym bardziej ona chce, a im bardziej jestes nachalny tym bardziej ona Cie olewa !!!

    2. Nie napalaj się ja arab na kurs pilotażu, nic dobrego z tego nie wyniknie.

    3. I masz zrobić tak żeby laska chciała z tobą chodzić bardziej niż ty z nią (rozkochać ją w sobie!)

    Tyle odemnie możecie myśleć ze to nie prawda, możecie myśleć ze to mądre słowa :) ale i tak kiedyś wspomnicie to co napisałem !!!

  20. A ja jestem zaprzeczeniem tego stwierdzenia. I jestem żonaty z taką osobą od lat już 11 i uważam, że to była dobra decyzja. Przed ślubem znaliśmy się 6 lat:), początkowo bez żadnego wzajemnego zainteresowania sobą z obu stron. Tak się samo ułożyło….

  21. tar napisał(a):

    Wiesz co Segritta – dzięki dobrze jest zrozumieć w pewnym sensie kobietę i to że nudzi się facetami – nie ma w tym zbędnego pierdolenia i chyba dobrze, że mnie jako faceta w tym uświadamiasz – zbijasz mnie ze złego tropu, z myślenia o kobietach w samych subtelnościach :)

  22. Nie mogę spać, czytam różne Twoje notki po kolei. ;)
    I jestem zaprzeczeniem tej zasady. Mój chłopak jest ode mnie z grupy, studia już dawno za nami, my mieszkamy w zupełnie innym mieście, razem i to na pewno będzie mój mąż. Tak, on też o tym wie. ;)

Dodaj komentarz