Nie daj się zaobrączkować

Nazywa się to KRYZYSEM WIEKU ŚREDNIEGO. 35-letni facet, szczęśliwie żonaty od 15 lat, dzieciaty, z vanem i labradorem nagle zdaje sobie sprawę, że już nigdy nie uwolni się od wywiadówek, kredytów i seksu z jedną kobietą. Nagle przypomina sobie, jak to marzył o wyjeździe na Jamajkę, zaliczeniu mulatki i roztrwonieniu fortuny w kasynie w Las Vegas. I co? I już za późno. Bo oto maluje się przed nim wizja spędzenia reszty swojego życia dokładnie tak, jak spędził ostatni tydzień – tylko z coraz gorszym wzrokiem i słabnącą potencją. Jest spętany, stracony, stał się niewolnikiem własnego wyboru.

Człowiek nie jest z natury monogamistą. Człowiek tę monogamię wybiera jako społecznie akceptowany model kulturowy. I niektórym nawet całkiem nieźle przychodzi trzymanie się tego modelu. No trudno – zakochanie mija – pozostaje przyzwyczajenie i wygoda. Problem pojawia się wtedy, gdy nagle zmieniamy zdanie. W końcu mamy do tego prawo, zwłaszcza w obliczu starości. Na pomoc przychodzi nam inny, też zaakceptowany kulturowo model "carpe diem". Przecież żyje się tylko raz, a to życie jest krótkie. Dlaczego więc nie popłynąć? Nie poddać się emocjom, nie spijać soków zakazanych owoców, nie ryzykować?

Powiedzcie mi, co jest dziwnego w  kryzysie wieku średniego? Czy nie jest to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem? A Wy sami – czy nigdy nie zastanawialiście się, czy naprawdę chcecie spędzić resztę swojego życia z jednym partnerem? I czy ta myś – że już nigdy przenigdy w inną dziurkę / z innym członkiem – nie napawała Was przerażeniem?

To przerażające, gdy widzę kolejne małżeństwo, które hajtnęło się w wieku 20 lat, nie przeżywszy okresu doświadczania i eksperymentowania z innymi. Mówią, że się kochają – i to zapewne jest prawdą. Teraz się kochają, teraz wydaje im się, że to się nigdy nie zmieni, ale za 15 lat któreś z nich zatęskni za szaleństwem. "Nie, nie w naszym przypadku" – odpowiadają zgodnie, jakby byli jasnowidzami. Ale nie są. 

Najsmutniejszym argumentem, który słyszę przeważnie od kobiet jest też obawa, że niedługo będzie za późno. "To moja ostatnia szansa. Potem już każdy będzie upolowany przez inną". No właśnie. Faceci, którzy zaliczają etap "wyszalenia się" i "ustatkowania się" w niewłaściwej kolejności to już jakaś plaga. I nic dziwnego, że potem ich dopada potężny kryzys wieku średniego. A Wy, naiwne kobiety, musicie się z tym użerać.

I stąd mój apel: 

NIE HAJTAJCIE SIĘ ZA WCZEŚNIE. Wyszalejcie się, spełniajcie swoje marzenia, bawcie się. Nie wiążcie się węzłem małżeńskim tylko dlatego, że "już najwyższa pora". Nie róbcie sobie dzieci "bo wtedy między nami się poprawi". Upewnijcie się, że osoba, z którą będziecie dzielić życie, jest tą samą osobą, której z czułością podacie pampersa, gdy będziecie mieli po 80 lat.  To nie może być po prostu "najlepsza laska z trzech, jakie miałem" albo "ostatni facet, który jeszcze mnie chce". Nie uznawajcie pół-środków. Bądźcie ze swoim ideałem – albo zaakceptujcie fakt, że będziecie sami. 

W wieku 35 lat będziecie wciąż atrakcyjnymi ludźmi. A wręcz atrakcyjniejszymi niż teraz – bo dojrzalszymi, pewniejszymi siebie, własnych potrzeb i tego, co możecie dać drugiej osobie. Nie skazujcie siebie za te 15 lat na rozterki i wyrzuty sumienia. 

Komentarze do wpisu: 32 Napisz komentarz

  1. Przypominasz ludziom niby o oczywistych rzeczach, jednak nawet po swoich znajomych widze, ze jest ta tendencja do szybkiego hajtania (najczesciej przez dziecko..). Facetom akurat to wszystko jedno, choc nastawieni sa generalnie na to, ze jeszcze moznabyloby troche poczekac… No, ale skoro on juz tak bardzo chce, to kiedys tam niedlugo bedzie trzeba.

    Kobiety natomiast, z tego co zauwazam, odczuwaja specyficzne parcie na szklo – wydaje im sie, ze beda brzydkie, stare, nieaktracyjne (jak powiedzialas). W WIEKU KURWA 23 LATA : O.

  2. Ja zauważam wśród moich znajomych tendencję do myślenia o hajtaniu się właśnie teraz (około 20 lat), straszne. Jeszcze przez dzieci to jest jakiś powód (mniejsza o to, czy się z nim zgadzam czy nie), ale tak z WIELKIEJ miłości? Dla pieniędzy chociaż… To co innego :) Pamiętam, że jedna laska z mojego liceum wyszła za mąż po maturach tuż… Najgorsze było to, że na jej ślubie widziałam za dużo rozmarzenia na twarzach moich koleżanek, a za mało zręcznie maskowanego przerażenia. W sumie faceci mają jakoś mniejsze parcie do ołtarza, ale to może tendencyjny pogląd. Uff, ale się rozpisałam, powinnam sobie ręce na plecach zawiązać.

  3. true, true… Zmienia się nie tylko ciśnienie na hajtanie się coraz szybciej ale też późniejsza interpretacja kryzysu wieku średniego… Coś co kiedy było uznawane jednoznacznie za złe teraz kobiełki są w stanie same sobie tłumaczyć właśnie tym, że facet nie miał czasu się wyszaleć, jest ze mną tyle czasu to jak mu się czasem zdarzy skok w bok to trudno… Ale mnie kocha i zawsze wróci… Nie jestem specjalnym zwolennikiem planowania wszystkiego co się w życiu robi i pewnie niejedna osoba jest to w stanie potwierdzić, są jednak rzeczy które wymagają choćby chwili zastanowienia. Coraz większej ilości par tego brakuje niestety… A potem socjologowie alarmują, że mamy falę rozwodów, rośnie ilość dzieciaków z rozbitych rodzin itd. Szkoda, szkoda bo tak jak napisałaś gdyby sobie ludziska zdały sprawę, że to nie jest kwestia na którą mają wpływ, tylko kwestia ludzkiej natury, że zarówno babki jak i faceci muszą dojrzeć do związku, a nie podejmować decyzję bo rodzice krzywo patrzą, że mieszkam z facetem na pierwszym roku studiów, to pewnie byłoby o niebo mniej zranionych… Z drugiej strony jak czasem patrzę na ludzi parę lat młodszych to zastanawiam się czy oni w ogóle zdają sobie sprawę z tego jak przeżywa ich rozwód na przykład szkodnik… mimo że ma 3 lata na przykład…

  4. Mówisz, ze z natury nie jesteśmy monogamistami, jakie znaczenie w takim wypadku ma wiek w którym stajemy przed ołtarzem? Skoro jest to kryzys wieku średniego, to trafić może i faceta trzydziestopięcioletniego z dziesięcioletnim stażem małżeńskim i czterdziestopięcioletniego z dwuletnim.

    Sugerujesz, że faceci robią skok w bok, bo nudzi ich po jakimś czasie ta JEDNA kobieta z którą są i tęsknią za tym, co ich ominęło, czyli zagrożone jest każde małżeństwo z dłuższym stażem. Dla trzydziestolatka (który się nie „wyszalał”) może to być romans z koleżanką z pracy i kupno sportowego wozu, a dla czterdziestolatka (który może i się wyszalał trochę, ale dlaczego nie więcej?) wyjazd z sekretarką do Indii, bo:”musimy być elastyczni, zdobywać nowe doświadczenia, nie powinniśmy ograniczać się nawzajem”. Nie wydaje mi się, żeby wiek i zdobyte doświadczenia były gwarantem wierności.

    Stan zakochania zawsze mija. Gdyby nie minął mogłoby się to źle skończyć dla organizmu:)

    Stan zakochania

    Co się z nami dzieje, że nie śpimy, mamy kłopoty z koncentracją i nie mamy apetytu? Dlaczego tak trudno nam funkcjonować i myśleć w szkole albo pracy? Skąd zmienne nastroje? Dlaczego nic nas nie obchodzi i myślimy tylko o tej jednej jedynej osobie? W miłości – jak wykazały badania psychologa Stuart Sutherland – ogromną rolę odgrywają dwie substancje chemiczne produkowane przez ludzki organizm: serotonina i dopamina. W organizmie osoby zakochanej zachodzą dziwne reakcje chemiczne odpowiedzialne za fizyczne objawy zakochania. Właściwy poziom serotoniny wpływa na zdrowy i spokojny sen, chroni przed depresją. Zakochani zatem są narażeni na bezsenność i stany depresyjne. Jednocześnie niedobory serotoniny łączą się ze zwiększoną ilością dopaminy, która z kolei reguluje poziom hormonów i również wpływa na nasze emocje. Tego składnika mamy za dużo, co wpływa na nasilenie emocji. Zakochani wiedzą, co to obsesyjne myśli i huśtawka nastrojów. Człowiek pod wpływem uczuć przestaje kontrolować swój organizm, trudno mu zapanować nad emocjami, odczuwa na przemian to szczęście, to znów niepokój. Kiedy stan zakochania mija, poziom dopaminy i serotoniny w mózgu osiąga swój poprzedni stan, a rozszalałe emocje się uciszają.
    ” Partnera poznajemy dobrze dopiero wtedy, kiedy to zakochanie minie, kiedy ściągniemy z oczu różowe okulary. Poznajemy, akceptujemy wady, doceniamy zalety, kochamy za wszystko. Trochę to trwa i dlatego nie dziwią mnie kobiety, które mówią, że niedługo będzie za późno. Szukając odpowiedniego faceta na całe życie musimy się nie tylko zakochać, ale i go poznać i sprawdzić a czas ucieka:) Większość (nie twierdzę, że wszystkie absolutnie) z nas chce mieć dzieci, chce stworzyć temu dziecku rodzinę i trudno jest to przekładać w nieskończoność skoro istnieje ograniczenie w realizacji zamierzeń w postaci menopauzy.

    Dwadzieścia lat to faktycznie za wcześnie na ślub. Kiedyś (w moich czasach;)) był to standard, ale dziś nie wyobrażam sobie, żeby moja córka przed studiami zakładała rodzinę i bawiła się w dom. Wydaje mi się, że trzydziestka to fajny wiek, bo ma się wykształcenie, pracę, pomysł na życie, jakiś tam bagaż doświadczeń damsko-męskich.

    Tytuł powinien więc brzmieć:”Nie dajcie się zaobrączkować zbyt wcześnie”;)

    [na bank mnie zablokuje za ten elaborat..]

  5. leniwade,
    zablokowac? W marzeniach chyba ;)
    Masz rację. Niepotrzebnie zestawiłam ze sobą argument wątpliwej monogamii i teorię kryzysu wieku średniego. Zbyt pobieżnie je wytłumaczyłam. I – masz rację – niektórzy faceci mimo wyszalenia szukają później zmian i romansów.
    A jednak o wiele większe jest prawdopodobieństwo, że facet młody i niewyszalały po trzydziestce zacznie wariować – niż taki, który szaleje najpierw a dopiero później decyduje się na rodzinę. Dla niektórych mężczyzn ta dojrzałość przychodzi koło trzydziestki, dla innych koło czterdziestki, dla jeszcze innych – wcale ten wiek nie przychodzi bo są wiecznymi podrywaczami i nigdy nie będą gotowi na bycie wiernym mężem i sumiennym ojcem.
    W istocie ten podział na monogamistów i poligamistów nie jest taki zerojedynkowy. Wg mojej pokrętnej teorii bowiem jesteśmy poligamistami do pewnego momentu. Do chwili, gdy zaczynamy właśnie martwić się o naszą przyszłość, o pamięć, która po nas pozostanie, o potomstwo. Wtedy lęk przed samotnością przerasta nasze ciągoty do zdobywania partnerów i udaje nam się poświęcić jednej osobie.

  6. seg, a może jeszcze inaczej? jesteśmy poligamistami całe życie, ale nic nie musi z tego wynikać, jeśli ktoś nas odpowiednio zaintryguje sobą? miejmy nadzieję, na całe życie? :)

    jw, a może to raczej jej sprawa?

  7. Hm… ten apel to (nie)stety nie do mnie, bo po pierwsze nie potrafię szaleć (i już się raczej nie nauczę), a po drugie nawet jakbym chciał, to nie miałbym się z kim żenić, albowiem ultraspokojni chłopcy nie są pociągający w oczach fajnych dziewczyn, dlatego pewnie zejdę z tego świata jako wydymany przez życie kawaczek (to taki mój neologizm wymyślony na poczekaniu – połączenie kawalera z prawiczkiem). ;) Czasem chciałbym być normalny, bo właśnie ci „normalni” pakują się w takie ludzkie problemy, jak choćby kryzys wieku średniego, i potem mają co naprawiać – chyba lepsze to, niż bezustanna, wręcz nużąca w pewnym momencie, sielanka w związku.

  8. leniwa, wg mnie zakochanie mija i wraca. najlepiej, gdy do tej samej osoby :) nie zgadzam się z tym, że w związku jest na początku, mija i koniec. z resztą, gdzie byłby urok takiego małżeństwa?

  9. ps. „z resztą, gdzie byłby urok takiego małżeństwa?” mam na myśli „innego małżeństwa”, w którym jest jednostajna rutyna, czy co tam może być gorszego.

  10. „Bądźcie ze swoim ideałem – albo zaakceptujcie fakt, że będziecie sami.”

    Bardzo radykalnie i bardzo idealistycznie.
    A po co mam siedzieć sama, jeśli nie mogę być z moim ideałem? To już lepiej wyjść za mąż za innego. ;)

  11. ama_bilis,
    no i przewaznie takie kobiety wlasnie uziemiaja sie z jakimis fagasami. Ja zdecydowanie wolałabym być sama niż z kimś poniżej moich wymagań. I wcale tak trudno mi nie było to zaakceptować.

  12. seg (o ile mogę sobie pozwolić na aż taką poufałość), dzięki za wyrozumiałość (o tą moją dłużyznę mi chodzi)

    może i Ty masz racje z tym „wyszaleniem się”..

    i przez Ciebie teraz nie będę spała, bo mąż pojechał w góry organizować firmie orange paintball i inne atrakcje a ma już te swoje trzydzieści pięć na karku i trzynastoletni staż małżeński i lasek tam pewnie od groma będzie i głupawki dostaną na jego widok, a on tak zarąbiście wygląda na tym quadzie i w tym moro..och, jak ja Cie dziś nienawidzę! będę jutro wąchać jego ciuchy, zanim je wrzucę do prania i to wszystko przez Ciebie! spanikowałabym do końca i pojechała za nim, gdyby nie „gotowe na wszystko”

    :))
    ml

    chodziło mi raczej o jakąś tam definicję, o to, że zakochanie to pierwszy etap miłości który się siłą rzeczy kończy, przechodząc w coś głębszego, pewniejszego, długotrwałego, czyli miłość i potem sobie ta miłość trwa, aż do tego przykładowego segrittowego pampersa

    można to i rutyną nazywać, ale mi się podoba ta rutyna:)

  13. Przychodzi taka chwila, w której kobieta zamiast myśleć o tym jak wieczorem jej mężczyzna będzie zrywał z niej rajstopy i uprawiał z nią seks na ławie, myśli o kolorze i wzorku nowej tapety w przedpokoju.

    Trudno się dziwić, że mężczyzna tedy jest łatwy do poddania się grawitacji młodej dziurki.

    Segtylkoniemówdomnieskarbie, jak myślisz, czy gdyby 35 letni facet miał żonę, która go zaskakuje wdrażaniem nowych sztuczek to byłby wierny? Tak sobie myślę:

    Lodzik w noc poślubną, kajdanki w rocznicę, delikatnie trzaskanie pejczykiem po tyłku w skórzane gody (istnieją naprawdę – można tą okazję wykorzystać) a w gody cynowe siku na partnerkę. Poszukiwanie nowych doznań może pochłonąć partnera lub sprawić, że głupia asystentka po studiach, ucieknie gdy niewierny mąż spróbuje jej włłożyć pięść w…
    Happy End: A jak sprawy się w połowie dobrze ułożą to w brylantowe gody mogliby spróbować nekrofili :) (przepraszam jak ktoś jadł)

  14. Hm, a co z odwiecznym problemem wymiany partnerki na nowszy model? 40-letni, pewny siebie, atrakcyjny facet szuka sobie 20-latki, i zazwyczaj znajduje. Czy to potrzeba „wyszalenia się” czy też moze surowy nakaz Ewolucji? Przecież my tylko jej powolne narzędzia…

  15. Segritta,

    „no i przewaznie takie kobiety wlasnie uziemiaja sie z jakimis fagasami.”

    zgadza się

    „Ja zdecydowanie wolałabym być sama niż z kimś poniżej moich wymagań.”

    To, że chcesz Mercedesa, którego nie możesz mieć, nie oznacza, że nie można kupić sobie Fiata. Zawsze lepszy, niż autobus.

    Ale oczywiście, co kto woli. :)

  16. ml – ależ skąd to obruszenie? To oczywista oczywistość, że to „jej sprawa”, warto tylko pamiętać o medycznych konsekwencjach odwlekania tej „sprawy” (jeżeli oczywiście jest to odwlekanie, a nie decyzja o rezygnacji z rodzicielstwa). I skoro seg podjęła dyskusję o zbyt wczesnym zamążpójściu (i często dzeciorodzeniu), trafna wydała mi się uwaga, że wcale „im później tym lepiej”. Trzeba znaleźć ten „złoty środek” po prostu. Howgh!

  17. Przynajmniej w moim otoczeniu to kobiety zawsze mają ciśnienie, żeby się hajtać. Szczególnie widać to na przykładach tych lalek, które przyjechały na studia do Warszawy. Ledwo kończą studia i już zaciągają, jak modliszki, ofiarę przed ołtarz… Dziwi mnie przeważnie ubezwłasnowolnienie tych ofiar… zawsze mówią, że czują się szczęśliwe, są zakochane i podobne dyrdymały… a jak idzie się z nimi na imprezę to pierwsi wyrywają lachony :D

  18. Na poczatek – ideolog – ja wyszlam własnie za takiego faceta. Owszem, czasami mnie wkurza, ze nie moge z nim poszalec, ale z drugiej strony mam kolezanki z ktorymi moge spedzic wieczor na tancach hulankach i swawolach – z mezem laczy mnie tyle innych wspanialych rzeczy.

    Seg, zgadzam sie z toba w 100procentach w sprawie tej calej poligamii – nie zostalismy stworzeni do monogamii. Zakodowane w czlowieku od tysiecy lat pragnienie przedluzenia gatunku wyklucza monogamię, ale chyba masz racje, że w koncu na wiekszosc ludzi przychodzi czas, kiedy sa w stanie i nawet chca sie ustatkowac. Ale w sowim apelu – wyszalejcie sie a potem obraczkujcie zapominasz o tych wszystkich, ktorzy nie maja szans na wyszalenie sie, bo po prostu nie maja mozliwosci – na przyklad ogolnie akceptowanej i podziwianej urody. Sa dziewczyny, kobiety, za ktorymi cale zycie nikt sie nie obejrzy, nie zagwizda na ich widok… Jak myslisz – kiedy znajdzie sie ktos, kto bedzie chcial dzielic z nimi zycie powiedza nie, czekam az przyjdzie moj czas na szalenstwo, bo zarobie miliony, zrobie sobie x operacji plastycznych i bedzie OK??

    Wiec słowa ama_bilis maja sens, czasami warto zgodzic sie na cos innego niz nasz ideal, bo primo – mozemy go nigdy nie spotkac a na przyklad chec bycia matka, czy zona, czy posiadania kogos bliskiego sa silniejsze niz cokolwiek innego i secundo – to co wydaje nam sie byc dla nas idealne moze okazac sie zupelnie inne, nie wiemy co dla nas najlepsze. Poza tym czasami zakochujemy sie w kims, z kim nigdy nie wyobrazalibysmy sobie zwiazku – milosc jest iiracjonalna. To, ze zdecydujemy sie na kogos, kto odbiega od idealu nie znaczy ze wybierzemy zle – to moze byc wlasnie ten najlepszy dla nas wybor.

    I zeby nie bylo – tez uwazam, ze dwudziestka, to za wczesnie :) choc zakladam istnienie wyjatkow.

  19. jw, jakie obruszenie? stwierdzenie faktu. strasznie mnie irytuje, jak taka odpowiedź odbierana jest jako obruszenie. ale dopiero to.

    leniwa, no właśnie. co kto lubi. mnie rutyna zabija. dopóki mam huśtawki emocjonalne i ciągłe skoki adrenaliny w życiu, wiem że żyję. w związku też. poczucie stagnacji mnie dusi. ale jak zaznaczyłam, ja to ja. gdyby dla mnie dzień ślubu miał być dniem ustatkowania, to bym nie chciała za mąż wychodzić. po prostu związałam się ze swoim ideałem i wiem, że on mnie nie przestanie zaskakiwać. chwile spokoju dają mi odpocząć, bo nie wiem co on zaraz wymyśli. ale odwdzięczam się tym samym. serio, strasznie boję się w związku rutyny. w pracy też, w relacjach z ludźmi, w tym co robię. w każdej dziedzinie życia. ale wiadomo, ludzie są tak różni, że się w głowie nie mieści i różnie wszystko postrzegają ;)

    agnes, powiem ci coś. znam wiele dziewczyn, które w podstawówce były brzydkie, w liceum były brzydkie, potem na długo znikały wszystkim z oczu i się okazywało, że wyrosły na piękne łabędzie. skreślanie się na początku drogi nie jest najlepszym wyjściem. negować można wszystko i należy, ale uzasadnienie musi być naprawdę mocne.

  20. Gość: W średnim wieku : , epc121.neoplus.adsl.tpnet.pl napisał(a):

    Uwielbiam jak ktoś swoje rozterki rzutuje na ogół społeczeństwa. :P

    Człowiek nie monogamista to obraz wpajany nam przez media, wszędobyslkie reklamy, gdzie „mając nowy telefon wyrywasz coraz to nowe laski”. Sorry, ale do mnei to nie przemawia. Jeśli z kims się wiążę to nie robię tego na tydzień dwa (zeby popisac sie nową taryfą), ale na całe życie. Na tym to polega. Zresztą pomyśl – nawet zwierzeta potrafią się łączyć w pary na całe życie. Człowiek ma być gorszy?

    Problem w tym, że w konsumpcyjnym społeczeństwie monogamia jest niedochodowa. Bo siedząc w domu i dyskutując z mężem/żoną o problemach życia codziennego nie wydaje się kasy w kwiaciarniach, pubach, na imprezach itp. Bo inne potrzeby mają pary ustatkowane a inne „smarkateria” z burzą hormonów.

    I naprawdę żal mi ludzi, którzy uważają, że młodość jest po to, żeby „siadać na każdy drążek” czy „badać każdą dziurę”, czytających każdy poradni z serii „lody na 150 sposobów” czy analogiczną literaturę dla chłopaków. Sory, ale jeśli tak się przestawia wolność… Wpajana przez media i korporacje – kup ten produkt a będziesz fajny/fajna.. to ja jednak podziekuje. To ja juz wole jak te zwierzeta – z jednym przez cale życie. :)

  21. w srednim wieku,
    tak, ten straszny obraz wpajany nam przez psychologow, biologow i antropologow. Okropny. Toz to skandal jest. Ty znasz sie lepiej. W koncu nie jestes zwierzeciem (jak inne zwierzeta).

  22. Ja ostatnio nawet pesymistyczniej do obrączkowania podchodzę. Gdzie się nie obejrzę same przykłady na bezsens małżeństwa. Nie dość, że ci opisani, ok. 35 mają problemy to jeszcze ci co poczekali ze ślubem i mają teraz ok. 45 50 lat też są w kiepskim stanie. Fakt, wytrzymali 20 a nie 15 lat we względnym spokoju ale nic więcej. Nie znam ani jednej pary co do której mogę powiedzieć o, taki związek chcę stworzyć!

    A odnośnie kupowania Fiata zamiast Mercedesa; Zdecydowałam się na Fiata, bo nie miał być docelowym autkiem, przyzwyczaiłam się i zanim się obejrzałam minęło siedem lat. Nie dość, że ciężko takiego grata było sprzedać, to mam świadomość, że nie jeden Mercedes mi przejechał w tym czasie przed nosem. Teraz pochodzę pieszo aż nie trafi się przynajmniej Aston Martin!

  23. Powiadasz, że w wieku 35 lat wciąż będziemy atrakcyjni… ale tylko faceci, ponieważ dla kobiety to jest wiek starczy. Nie chodzi o to, że w tym wieku każdy facet będzie upolowany przez inną, tylko chodzi o to, że w naszej pedofilskiej kulturze, w wieku 35 lat, każdy wolny rówieśnik kobiety będzie zainteresowany młodszymi pannami.

    Powyżej 30 roku życia rośnie szansa, że dziecko kobiety będzie upośledzone (na początek 8%). Nie wiem jak dobrze jest ten fakt znany młodym kobietom, ale z pewnością dokłada się on do ogólnej histerii i presji. Jeśli chcesz napisać coś naprawdę porażającego o kobietach napisz o ich żądzy płodzenia potomstwa. W pewnym momencie stają się są totalnie opętane tą ideą i mężczyzna staje się tylko środkiem do zabezpieczenia materialnego. Wraz z urodzeniem się dziecka, niespełnione towarzysko panny przerzucają odpowiedzialność za realizację pragnień, ambicji i marzeń na dziecko poddając jego życie rygorystycznej kontroli (jest to forma przemocy psychicznej), a męża odstawiają na boczny tor, gdzie ten się wypala. W ten sposób powstaje bardzo popularny model dysfunkcyjnej rodziny, coś o wiele gorszego niż rozwód i start od początku.

    Mężczyźni, którzy chcą uciec od rówieśniczek zainteresowanych wyłącznie ich nasieniem i stanem konta, inwestują w młodsze modele, które i tak nie spełniają ich potrzeb emocjonalnych (chodziło o partnerkę, a nie córkę!). Rówieśnicy najmłodszych modeli w skutek tego przesunięcia cierpią na niedobór kobiet (niejeden z nas patrzył jak naszą licealną miłość odbiera sprzed szkoły studenciak, japiszon albo wręcz pierdziel w wieku jej ojca). To raczej nie sprzyja dojrzewaniu, sprzyja natomiast odbijaniu sobie braków w starszym wieku, kiedy los się obróci. I tak to się kręci.

Dodaj komentarz