Nie lubię, gdy ktoś mnie zmusza do bycia niekulturalną.

Wyobraźcie sobie taką scenę. Dzwoni do Was dziewczyna o młodym, delikatnym głosie. Przedstawia się, że pracuje dla dużej, znanej korporacji. Ma dla mnie ofertę. Ja oczywiście z góry wiem, że tej oferty nie chcę, bo na 90% jest to jakiś tablet za drugi numer telefonu i dwuletnią umowę lub coś w tym stylu. Ale ok, wysłucham przynajmniej tej oferty zanim powiem „nie”. No i słucham.

– Na pewno zgodzi się pani, że tablety są bardzo przydatnym w biznesie narzędziem. – mówi oklepaną formułkę. Postanawiam przeczekać to jedno, no… góra dwa zdania, zanim jej przerwę. Tracę co prawda czas, bo nie lubię, gdy się mną próbuje manipulować i nastawiam się do tej oferty coraz bardziej negatywnie, ale ok, wysłucham. W domu mnie nauczyli, że trzeba wysłuchać drugiego człowieka, jeśli Cię o coś prosi, o coś pyta bądź chce Ci coś zakomunikować.
– Hm.
– Dlatego specjalnie dla Pani przygotowaliśmy wyjątkową ofertę: tablet taki-a-taki za 1 zł. i… – coś tam jeszcze mówi, ale ja już wiem, że chodzi o nowy cyrograf na dwa lata. Nie potrzebuję tego cyrografu i, co więcej, nie potrzebuję tabletu.
– Przepraszam bardzo, że pani przerwę, ale już rozumiem, co mi pani proponuje i po prostu nie jestem tym zaineteresowana. Nie potrzebuję drugiego telefonu. Internet w tym, który mam, zupełnie mi wystarcza a tablet to zupełnie jest mi zbędny, bo mam telefon oraz mały, lekki laptop, który mi tablet w zupełności zastępuje.

Do tego momentu wszystko jest jeszcze ok. Można się co prawda czepiać samej próby używania NLP na rozmówcy, przedłużania, próby naciągnięcia mnie na umowę za pomocą wabika w postaci tabletu, ale to jeszcze wszystko mieści się w granicach kultury i podstawowych zasad komunikacyjnych. Dostałam ofertę, nie byłam nią zainteresowana (ba, nawet przyczynę podałam, choć nie musiałam), odmówiłam i teraz pani powinna powiedzieć „rozumiem, dziękuję za rozmowę i życzę miłego dnia”. Ja bym odpowiedziała „dziękuję, również życzę miłego dnia”, odłożyłabym słuchawkę i zajęła się swoimi sprawami.

Ale niestety tak się nie dzieje.

– Hm.. rozumiem panią – mówi dziewczyna po drugiej stronie słuchawki – ale zgodzi się pani, że internet i pocztę wygodniej się sprawdza na tablecie niż na telefonie?
– Tak – odpowiadam, ale już jestem, delikatnie to ujmując, podirytowana. Nie chcę teraz z obcą babą dywagować na temat komputerów i tabletów. Nie mam ochoty odpowiadać na pytania retoryczne. No i przede wszystkim, odmówiłam już ofertę, która została mi przedstawiona, a ktoś usilnie próbuje mi ją wcisnąć w gardło. Kaman! – ale wciąż nie jestem zainteresowana. Dziękuję.
– Rozumiem. Ale skoro uważa pani, że tablet jest bardzo przydatnym narzędziem do pracy, to z pewnością przyda się pani najnowocześniejszy tablet taki-a-taki za jedyne 1 zł.
– Nie. Już pani powiedziałam, że mi się nie przyda. Dziękuję. – nie wiem, jak wyraźniej mam zaznaczyć, że nie chcę prowadzić tej rozmowy.
– Rozumiem… Niemniej…
– Nie, najwyraźniej pani nie rozumie. Powiedziałam, że nie jestem zainteresowana. Dziękuję. Dowidzenia.
– Rozumiem pani obawy, ale…

W tym momencie skończyła mi się cierpliwość i odłożyłam słuchawkę. Wbrew sobie, bo – jakby na to nie patrzeć – odłożyłam słuchawkę w połowie wypowiedzi rozmówcy. I teraz możecie mi wyrzucić, że jestem miękką pipą, że zrobiłam to tak późno, ale dla mnie naprawdę nie jest łatwym, tak rzucić komuś słuchawką. To po prostu wbrew kulturze, w jakiej mnie wychowano. I gdy ktoś mnie zmusza do bycia niegrzecznym wobec niewinnej, pracującej na chleb dziewczyny z call center, to mnie cholera bierze i zaczynam nie lubić całej firmy – w tym przypadku operatora sieci telefonicznej. I mam ochotę ją zmienić.
A za miesiąc kończy mi się umowa.
Weźcie to sobie, drogie korporacje, do serca.

Komentarze do wpisu: 54 Napisz komentarz

  1. Ula napisał(a):

    Znam to z autopsji. Najpierw się wkurzam na dzwoniącego, bo jest upierdliwy, a potem wkurzam się na siebie, żem dała się wkurzyć. Dlatego teraz gdy tylko się przedstawi i chce przejść do oferty od razu mówię stanowczo, że nie dziękuję, nie jestem zainteresowana i życzę miłego dnia. I tak z tego nic nie będzie to po co mam komuś i sobie psuć humor.

  2. Niestety, zawsze się pojawia to uczucie, że „kurcze byłem taki niedobry dla tych ciężko pracujących callcenterowców”, ale niestety inaczej się nie da. Ja całkowicie straciłem cierpliwość, jak po raz kolejny zadzwonili do mnie z ulubionej sieci z ofertą. Na moje „ale przecież ostatnim razem poprosiłem o zanotowanie, że nie jestem zainteresowany nowymi ofertami i proszę do mnie nie dzwonić”, pani słodko odpowiedziała „no i dlatego właśnie do Pana dzwonimy”. Sieć zmieniłem.

    1. ola napisał(a):

      Ja zawsze zapamiętuję imię i nazwisko osoby, która dzwoni i potem mówię bardzo ciepło i serdecznie coś w stylu: „Pani Marto Iksińska, powierzam w pani ręce to, aby usunięto moje dane z państwa bazy, nie chcę otrzymywać od państwa telefonów z ofertą marketingową. Będzie pani za to osobiście odpowiedzialna, zapiszę sobie pani nazwisko, bardzo prosze załatwić tę sprawę.” Sprawa zawsze jest załatwiona i więcej nie dzwonią ;)

      Raz nie dosłyszałam nazwiska dziewczyny, która dzwoniła, więc poprosiłam o powtórzenie, a ona mi odpowiedziała, że nie ma takiego obowiązku i mi nie powtórzy. wtf? :D

  3. Też tego nie lubię i zdarzyło mi się tak parę razy „odkładać słuchawkę”. Ostatnio miałam nieco podobną sytuację w banku. Poszłam zlikwidować konto. I niestety nie da się zlikwidować konta od tak, bo nie dość, że musisz podać powód, co powinno ich za przeproszeniem gówno obchodzić, nie chcę konta to go likwiduję, to jeszcze pani mnie próbowała przez 15 minut przekonywać, żeby tego nie robić. Jak ja tego nienawidzę. Skoro chcę zlikwidować konto, to znaczy, że chcę to zrobić i nic mnie do tego nie przekona, bo przecież nie bez powodu to konto likwiduję, nie chcę go i już. Ale pani musiała im tysiąc ofert proponować, przekonywać a ja powtórzyłam słowa „nie”, „nie dziękuję”, „po prostu go nie chcę” itp. chyba z 20 razy. Grrr. Na szczęście cierpliwości nie straciłam i starałam się być jak najbardziej kulturalna, ale mało brakowało.

    1. MIałam podobną sytuację, kiedy chciałam zrezygnować z usług T-Mobile. Umowa podpisana po raz pierwszy z 6 lat temu, potem przedłużona na dwa lata, żeby dostać lepszy modem, a potem po prostu się to ciągnęło (mimo, że już po umowie)… 150 zl na miesiąc a że nadeszły gorsze czasy, to chciałam to zostawić i przejść na play. Dzwonię, mówię że już dziękuję za usługę – telefon odbiera taki facecik z niskim głosem, najpierw lekko poirytowany bo jakiegoś hasła od czachy nie pamiętam i mi przerywa, jak jakiemuś debilowi, potem przechodzimy do meritum mojego telefonu, to zaczyna do mnie jak do dziecka – no ale dlaczego chce pani zerwać umowę, a to… a tamto… (mam głos jak dziecko, ale chyba skoro mam umowę to znaczy, że jestem PEŁNOLETNIA i powinien mnie traktować poważnie)… okazało się, że sieć ma ofertę za 1/3 dotychczasowej kasy, a że co do jakości usług byłam przekonana – powiedziałam OK, nowa umowa. Tylko, że znów przyszła faktura za 150 zł i okazało się, że frajer który ze mną rozmawiał i aż słychać było, że zamerdał w chwili kiedy się zgadzam na to, żeby nie zrywać umowy – nie dodał tej informacji w systemie. Jakiś czas pozniej udalo się to wyjaśnic, siec bez udowadniania im na silę, że dzwonilam (nie identyfikowali mnie nawet) uwierzyli, że takie cos mialo miejsce i uznali, że umowa jest ważna od dnia rozmowy z tym niedorobem -_-. No… miało być o tym, że nic nie można bez tłumaczenia zerwać, przerwać, skończyć a zeszło na temat buraka z infolinii :P

      1. No właśnie, takich sytuacji, a raczej takich ludzi jest pełno. I ja rozumiem, że to jest ich praca i za to im płacą, ale skoro mówię „nie”, to znaczy „nie” i nic innego, a nienawidzę jak robi się ze mnie idiotkę, tak jakbym nie wiedziała po co tam przyszłam i z jaką sprawą :P Czyli mam rozumieć, że zostałaś z tą umową i dalej płaciłaś to 150zł miesięcznie?

        1. Tak, zostałam ze starą umową – pewna, że już mam nową. Przyszła kolejna faktura (2 miesiące później) – bo pierwsza była jeszcze za okres rozliczeniowy, który należało opłacić na starych zasadach i jakoś to przebolała – ale już kolejna… szlag mnie trafił i zadzwoniłam wyjaśnić to. Nikt nic nie wiedział o tym, że miały być zmiany. Ale… wiem, że rozmowy są nagrywane – przez telefon uzgodniłam ostatecznie, żeby przygotowano mi nową umowę (która przyszła szybko kurierem) a przez opcję kontakt mailowy, napisałam że dzwoniłam danego dnia i o danej godzinie i podałam swój nr identyfikacyjny (inny niż nr tel)… dostałam info, że… nie podałam nr i nie mogą mnie zidentyfikować, ALE pójdą mi na rękę i uznają że umowa zaczęła się wtedy kiedy rozmawiałam z tym matołem. Fakturę na 150 zł musiałam opłacić, ale potem dwa miesiące nie musiałam opłacać nic – wszystko się wyrównało – więc plus na firmy, minus dla ciubaryka na słuchawce.

  4. Basi napisał(a):

    Ja też nie lubię być niekulturalna. I rozumiem, że to praca tych osób, ale i tak mnie wkurza i rzadko w ogóle podejmuję rozmowę. Zazwyczaj po wstępie danej osoby mówię, że nie jestem zainteresowana, żegnam się i rozłączam, nie czekając na odpowiedź. I gdzieś czytałam, że dla takiego „naciągacza” chyba lepiej, jak ktoś się rozłączy niż jak po długiej gadce nie skorzysta z „promocji”.

  5. Miałam okazję pracować w takim call center i niestety mieliśmy odgórny rozkaz podjąć trzykrotnie próbę przekonania klienta do naszej oferty. Dlatego takie podtrzymywanie rozmowy przez konsultanta to nic innego, jak wynik bezsensownych wymogów.
    Sama nie mam już siły do tych wszystkich ludzi, dlatego, gdy dzwoni do mnie jakiś nieznany numer, a ja akurat nie spodziewam się żadnych telefonów, to najczęściej nie odbieram, a kiedy czuję, że to może być coś ważnego, odbiorę i akurat okaże się, że jestem w błędzie, to robię coś cholernie niekulturalnego:
    – Słucham.
    – Dzień dobry, bla bla bla, dzwonię w sprawie oferty… bla bla bla
    Oddalam słuchawkę od ucha i mówię głośno:
    – Zadzwoniła jakaś baba i gada jak najęta, jak to się wyłącza?

      1. zaneta napisał(a):

        pracowałam sama w call center i rozmawiając z telemarketerami używam tych samych zdań co oni: Rozumiem, że jest to korzystna oferta, ale nie jestem zainteresowana, a na dzień dobry jak zbierają odpowiedzi tak, to na 1. pytanie odpowiadam tak, na 2. tak, a na 3. mówię, że sory, ale nie uda mu się dostać 3 pozytywnych odpowiedzi. Większość z nich sama dziękuje mi za rozmowe i kompletnie zmieszani się sami ją kończą.

  6. Wobec osób niekulturalnych, a NATRĘTNY sprzedawca zdecydowanie do takich osób należy, można stosować rewanżyzm brzydkich technik – sarkazm, przerywanie w połowie zdania, powtarzanie odmowy tonem nieznoszącym sprzeciwu, rozłączanie w trakcie wypowiedzi.

  7. Czuję się z tym źle ale też rzucam słuchawką. No bo przecież… „dziękuję, ale naprawdę nie jestem zainteresowana…” „ale jak opowiem do końca na czym polega oferta…” „DZIĘKUJĘ, naprawdę obecnie nie potrzebuję…” „skoro obecnie nie to kiedy mogę zadzwonić następny raz?” „nie sądzę bym zmieniła zdanie, DZIĘKUJĘ…” „to może zna pani kogoś kto byłby zainteresowany, znajomi, ktoś z rodziny, mąż..” TRZASK! Nie, jednak nie czuję się z tym źle, też się nie czuj

  8. Dawno, dawno temu, gdy odbierałam wszystkie telefony, te zastrzeżone również, to miałam wyrzuty sumienia, że musiałam w sposób niekulturalny walczyć, o to, by dali mi już spokój. Teraz zastrzeżonych praktycznie nie odbieram, a jak już mi się zdarzy, to się pytam skąd mają numer, bo jest zastrzeżony. Odpowiedzi na to pytanie chyba jeszcze nie mają w swoich skryptach. A jak widzę numer, który się notorycznie powtarza, bo wcześniej nie odbierałam, to w końcu podnoszę słuchawkę i odzywam się po niemiecku. :D Jeszcze nikt nie podjął ze mną rozmowy w tej sytuacji. :)

  9. Ja zawsze po pierwszym wypowiedzianym zdaniu odpowiadam najmilszym z najmilszych głosów „Dziękuję nie jestem zainteresowana. Do widzenia” i odkładam słuchawkę… To jest po prostu regułka, którą oklepałam sobie i powtarzam za każdym razem i działa. Albo Ty albo oni ;)

  10. Justyna napisał(a):

    O, miałam niemalże identyczną rozmowę kilka dni temu. Pani usilnie chciała mnie przekonać, że muszę mieć tablet, bo to jest niezbędne urządzenie. Jak zaczęła opowiadać o tym jaki on nie jest nowoczesny to poczułam się staroświecko mimo 20 lat :D Ale po kilku odmowach odpuściła i się pożegnałyśmy.

  11. Na pocieszenie Ci powiem, że gdybyś dłużej porozmawiała z tą biedną dziewczyną z call center mogłoby się okazać że nie jest taka grzeczniutka. Miałam podobną rozmowę, tez tablet, tez niezbędny, też manipulacja. Tylko ja po którymś podziękowaniu za ofertę nadal nie odkładałam słuchawki. A pani nadal próbowała mi wcisnąć tablet. A ja jej grzecznie tłumaczyłam dlaczego nie potrzebuję tableta itp. itd. Aż pani się w końcu wkurzyła (rozumiesz?? nie ja a pani z call center!!!) i mówiąc coś w rodzaju: nie to nie – odłożyła słuchawkę ;-)))

    1. Dominika Szaniawska napisał(a):

      Ja to przeżywam z moim firmowym telefonem (i moja mama, która go zwykle odbiera). Minimum raz w tygodniu odmowa powoduje teksty w stylu „no jeżeli Pani tak podchodzi do prowadzenia biznesu to nie wróżę Pani sukcesu” lub „nie rozumiem jak można nie chcieć promować się w xyz, szkoda, że się to odbije na Pani biznesie”. Szału można dostać.

    2. Anka napisał(a):

      Po tym jak nie zgodziłam sie zmienić sieci, upierdliwy nagabywacz z Orange życzył mi wysokich rachunków i trzasnął słuchawką ;) Miał pecha bo siedziałam akurat przy komputerze… Orange szybko reaguje na wpisy na swoim profilu fb ;)

  12. KasiaC napisał(a):

    Coś mi to T-Mobiilem pachnie – do mojej mamy wydzwaniali przez dwa tygodnie co dwa dni, pomimo usilnych odmówień. Te ich gierki psychologiczne doprowadzają mnie do podwójnej frustracji – z dwojga złego wybieram wyrzuty sumienia spowodowane rozłączeniem bez pożegnania.

  13. Harrold napisał(a):

    Teraz już nie dzwonią. Gdy dzwonili, lub dzwoniły (bo zazwyczaj to były kobiety) zawsze zagadywałem „uuu pani Zuziu, ma pani tak aksamitny głos…. będę zgadywał, miseczka c?” Wtedy same się rozłączają, nawet nie trzeba „rzucać słuchawką”. Bardzo polecam. Od tego czasu ani jednego telefonu od telemarketerek i telemarketerów nie było. Może oni mają w systemach pole na wpisywanie uwag i przy moim numerze mają napisane „zboczeniec” czy cos takiego :) Tak, czy inaczej – patent działa :)

  14. Lajfhak jest taki, że można im powiedzieć po prostu na początku -nie zgadzam się na nagrywanie rozmowy. Nie mają wtedy nawet pozwolenia dzwonić po raz kolejny (bo wszyscy znamy te nękające telefony 5x dziennie…).
    Nie ma za co :)

  15. Mnie fascynuje tylko jedno. Z jednej strony wszyscy deklarują, że bezpardonowo rzucają słuchawkami i są wzorem asertywności. Z drugiej, statystyki pokazują, że call center są nadal jednym z najskuteczniejszych narzędzi sprzedaży.

  16. Katarzyna Kehl napisał(a):

    Mnie mój B. nauczył. Jeżeli dzwonią, to muszą uprzedzić, że rozmowa jest nagrywana (jak nie, to się pytam po pierwszym zdaniu czy jest). W momencie, kiedy marketer skończy zdanie, informuję, że nie zgadzam się na nagrywanie rozmowy i w zgodzie kończymy rozmowę.
    Tylko raz mi się zdarzył zonk, kiedy marketer nie wiedział, jak zareagować na taką odpowiedź. Podejrzewam, że był „karpik” po drugiej stronie linii :)

  17. maonna napisał(a):

    W mojej pracy też się bardzo dużo dzwoni – celem nie jest sprzedaż, tylko umówienie na spotkanie. Przypomniała mi się zabawna – przynajmniej dla mnie – sytuacja. Dzwonię trochę po 18, ciemno już było, bo okres zimowy.
    – Dzień dobry, nazywam się maonna, dzwonię do pana, bo chcę się z panem umówić na spotkanie…
    – Heheh dzień dobry, bardzo pani bezpośrednia, ale heheh tak się składa, że mam żonę i nie wiem, co ona na to heheh
    Porzuciłam wtedy skrypt rozmowy, też się zaczęłam śmiać z żartu i dalsza konwersacja przebiegała w luźniejszej atmosferze i z tego, co pamiętam, to się chyba nawet umówiliśmy :))
    Czasem warto porzucić skrypt, ale fakt – ja sobie mogę na to pozwolić, a w call center nie ma takiej opcji.

  18. Dominika Szaniawska napisał(a):

    Ja ostatnio jestem odbiorcą jakiegoś totalnego wysypu telefonów z banków i po kilku próbach nauczyłam się, że działa tylko jedna formułka na zakończenie rozmowy. A jest to: „Nie, nie jestem zainteresowana: nową kartą kredytową, zwiększeniem limitu na obecnej karcie, pożyczką gotówkową, kredytem dla przedsiębiorców, leasingiem, ubezpieczeniem na życie, emerytalnym ani zdrowotnym. Nowym kontem ani niczym w tym stylu.” Polecam :)

  19. Niestety w takiej sytuacji jedyne co można zrobić dobrego dla siebie i osoby z call centre to rozłączyć się, albo nie odbierać telefonów. Oni mają takie wymogi i muszą a jak się rozłączysz, to wpisują, że klient się rozłączył i wszyscy są zadowoleni. Gorzej jeżeli mają prowizję od sprzedaży.

  20. Karolina napisał(a):

    nikt nikogo nie może zmusić do bycia niekulturalnym- jeśli się komuś zdarza, to znaczy,że to w nim po prostu siedzi :) i nie mówię, że jestem lepsza, ale takie narzekanie to przesada.

      1. cinerrea napisał(a):

        Oni wszyscy funta kłaków nie warci, podobnie jak providerzy internetsów.
        W moim dołku służbowy Oranż nie posiada zasięgu, przykrość.

  21. ironiella napisał(a):

    Kilka lat temu pracowałam w CC. Niestety, było to jedno z najgorszych doświadczeń zawodowych ever. Rozmowy z klientami były nagrywane i losowo sprawdzane pod kątem tego, czy „dałam z siebie wszystko, aby wcisnąć produkt”, nawet gdy klient od początku nie wyrażał zainteresowania. Dla bardziej wprawnych sprzedawców łakomym kąskiem były staruszki, które z całego bełkotu, wypowiedzianego tempem błyskawicy rozumiały tylko „telefon za złotówkę” oraz „darmowe minuty do wszystkich” i podpisywały umowy na bardzo niekorzystnych warunkach. Ja byłam chyba najgorszym sprzedawcą w historii firmy ;) Wytrzymałam tam miesiąc :p Jest też druga strona medalu-bardzo wulgarni i agresywni klienci. Niestety, nie mieliśmy opcji zaznaczania jakichkolwiek informacji nt. abonentów przy ich profilach.
    Na koniec mojej przydługiej wypowiedzi: jeden internauta polecał, aby telemarketerów spławiać mówiąc, że np nie mogę mieć tableta, ponieważ religia mi nie pozwala ;)

  22. Ja miałam kiedys taką sytuację, że pani zadzwoniła z zastrzeżonego numeru. Niestety odebrałam, hehe. Słucham grzecznie, nie mam jak się wtracić, że nie jestem zainteresowana, bo ona gada, gada i końca nie ma. W pewnym momencie rozmowa się urwała (nie wiem jak to się stało, że się rozłączyło) chciałam nawet oddzwonić, ale zastrzeżony to się nie da. Dzwoni znowu zastrzeżony, odbieram i mówię, że nie wiem jak to się stało, ale coś rozłączyło, przy czym skorzystałam z chwili ciszy i od razu powiedziałam, że nie jestem zainteresowana, a pani krzyczy: „Wcale się nie rozłączyło tylko pani, „kulturalnie” się rozłączyła!!!!” po czym trzasnęła słuchawką.

    :D

  23. To jest w ogóle ciężka sprawa. Z jednej strony ludzie mają taką pracę i muszą wciskać kit, żeby mieć co jeść, z drugiej jednak jest to niemiłosiernie irytujące. Zastanawia mnie co innego, kto im takie głupie skrypty sprzedażowe pisze. Czy naprawdę ktoś kupi tablet i podpisze umowę dla świętego spokoju, żeby się od niego odczepili?
    Ja zwykle poczatkowo grzecznie odmawiam, ale szybko staję sie opryskliwa :( Szkoda mi dzwoniących, ale jeszcze bardziej szkoda mi czasu na głupie dyskusje.

  24. Coś mi się wydaje, że dzwoniło do Ciebie T-Mobile… Do mnie też swego czasu zadzwonili i dokładnie te same formułki, dokładnie takie samo podejście do klienta – wpychanie na siłę. Bardzo duży niesmak mi pozostał po tej rozmowie.

  25. Tianzi napisał(a):

    Ech. Byłam młoda, to wysłuchiwałam oferty. Potem próbowałam się kulturalnie wywijać z rozmowy. Potem obcesowo przerywałam pani w słuchawce (cóż, te ich wstępy trwają z pięć minut), mówiąc, że nie jestem zainteresowana ofertą, do widzenia. Potem warknięciami informowałam telemarketerów, że NIE dzwoni się do ludzi w sobotę rano i nie interesuje mnie, że oni pracują; ja nie, a to nie telefon służbowy. Następnie przestałam odbierać od podejrzanych numerów. Teraz, kiedy mimo to jakiś telemarketer wkręci się do mojego życia, odbieram, odkładam telefon twarzą do poduszki, pozwalając mu nadawać, i idę zrobić sobie herbatę, poczytać, postukać w komputer…

    1. Anna Bizon napisał(a):

      Genialne:) Mnie od 2 tygodni nękają, albo odrzucam, albo właśnie odbieram i odkładam telefon. Tylko niestety dzwonią nadal….

  26. O, też miałam takie przygody z siecią komórkową. Z drugiej strony fajnie, że byłaś miła – bo mimo wszystko do końca byłaś – bo ci ludzie, tak jak napisała Oleandrra muszą się po prostu dostosować do wymogów – bezsensownych, ale cóż – firmy. No i dodatkowo pracują za 7zł/h na rękę, a każdy sprzedany tablet to – groszowa, ale jednak – prowizja.

  27. Mnie najbardziej irytują takie, które czytają z kartki i mówią jak robot i nawet nie sposób im przerwać, bo one po prostu ignorują, że chcesz się wtrącić i odmówić. Wtedy proszę o dokładne przedstawienie oferty i odkładam telefon na bok. Rekordowe połączenie trwało 7 minut zanim kobieta zorientowała się, że nie ma mnie po drugiej stronie. ;)

  28. Camilla Leibmann napisał(a):

    Ja ostatnio chciałam sprawdzić ile pani będzie mówić zanim zorientuje się, że jej nie słucham… Włączyłam więc tryb głośnomówiący, odłożyłam telefon i zajęłam się swoimi sprawami: wybrałam ubrania na dziś, podlałam kwiatki, etc i jakoś zapomniałam o tym, że pani sobie gada i poszłam do łazienki zrobić makijaż. Wychodzę i słyszę:
    -Haaaalooo, haaaalo… ma pani jakieś pytania? Halo… słyszy mnie pani? czy mogę wysłać do pani przesyłkę?? haaalooo!!! ….. No k… znowu… PIP PIP PIP….

  29. Seg… wiem, że to irytujące, dla mnie też kiedyś było dopóki nie usiadłam po drugiej stronie słuchawki… Ja wprawdzie odbieram, a nie dzwonię, ale też nawet najbardziej zdenerwowanym klientom muszę na koniec rozmowy proponować tablety i prosić ich o ocenę pracy na 6 co czasem wywołuję salwę śmiechu.
    To nie namolność tej pani, a wytyczne których musi się trzymać żeby utrzymać pracę. Potem losowo przesłuchują jej rozmowy i odhaczają kolejne punkty, które musiała powiedzieć… Wyobraź sobie, że to Twoja pierwsza rozmowa, a jej siedemdziesiąta tego dnia, a Twoje zakończenie rozmowy i tak nie było aż tak niekulturalne. Dziś klient wykrzyczał, że ja to powinnam nawet numer jego buta znać i choć mało już mam takich sytuacji, to zaczęły trząść mi się ręce. A przerwy między rozmowami to 5 sekund.
    Ludzie, miejcie litość dla biednych pracowników call center ;)

    1. Wiele osób to rozumie – stara się ‚pomoc’, nie ciśnie telemarketerom, nie obraża ich, stara się nie ‚rzucać słuchawką’… ale wy zrozumcie też, że każdy ma swoje życie i nie zawsze jest czas i pora na to, żeby pomóc komuś utrzymać pracę i go wysłuchać, bo ‚skoro pracuje w call center, to musi mieć naprawdę do dupy życie’. Myślę, że po prostu nie ma co brać tego do siebie – głupia formułka, która wymyślili przełożeni, to na nią się wkurzają ludzie, a nie na was – więc spokojnie.

  30. Niedawno zadzwoniła do mnie pani z ofertą wyższego abonamentu, żebym miała więcej wszystkiego. Po krótkiej wymianie zdań powtórzyłam wyraźnie, że ta oferta którą mam mi wystarczy i nie przekraczam obecnego abonamentu. Na co usłyszałam dramatyczne „ale na pewno się pani musi ograniczać!!!” …zatkało mnie na chwilę O_o

  31. Dagna Parynow napisał(a):

    Telefony z sieci mnie nie draznia. Drazni mnie natomiast jedna szkola nauki jezyka angielskiego, ktora usilnie raz na kilka miesiecy probuje mi wmowic, ze potrzebuje ich kursu. Argumenty w stylu „moj poziom jezyka angielskiego jest tak wysoki, ze nie jestescie mi w stanie nic zaproponowac” albo „znam wiele lepszych szkol, ktore maja bardziej atrakcyjna oferte niz Wasza” sprawiaja, ze osoba, z ktora rozmawiam – sama sie rozlacza. Z kolei raz przegadalam z 10 minut z niesamowicie sympatycznym chlopakiem, ktory powiedzial mi jak mam sprawic, zeby juz nikt z taka oferta do mnie nie dzwonil i przynajmniej raz nie zalowalam, ze odebralam telefon :)

Dodaj komentarz