Nie lubię kotów.

…To znaczy lubię, kiedy wpadam do znajomych i mogę kota wymiziać oraz popodziwiać jego rządy w domu i to, jak poustawiał sobie ludzi. Lubię też oglądać zdjęcia kotów i to, że śpią w najdziwniejszych miejscach, przybierając ekwilibrystyczne pozy. Na stałe kotów nie lubię, co czyni życie moich dwóch lekko upierdliwym.

Moje koty nie mogą wchodzić do mojej sypialni, gdyż zdarzyło im się nasikać na fotel. Nie muszę chyba wspominać, że fotel obsikany przez kota na zawsze już zostaje kocią kuwetą, niezależnie od tego, czy fotel wypierzesz (ręcznie, bo przecież nie w pralce), opryskasz perfumami czy innymi zapachami, które kota mają odstraszyć. Moich nie odstraszyły. Fotel stracił urok, został wystawiony na taras i czeka, aż będzie mi się chciało go wywalić. Tak. Koty – Fotel 1:0, ale Koty – Seg 0:1, bo juz nie cały dom do nich należy.

Kot leżący na kanapie jest przekonany, że mu się to miejsce należy, nawet wtedy, gdy ja mam tam ochote usiąść. Otóż nie u mnie. Kot zostaje z kanapy zwalony, jeśli proszenie nie pomaga. A nie pomaga nigdy. Na proszenie kot reaguje pogardliwym spojrzeniem, które mnie denerwuje.

Wielbiciele kotów twierdzą, że koty potrafią wszystko. Przychodzić na zawołanie, dawac głos i aportować piłeczki… jeśli tylko mają na to ochotę. Otóż nie. Kot potrafiący aportować to taki, który zawsze aportuje na komendę. To tak jak mieć psa i mówić, że przychodzi na zawołanie, podczas gdy w rzeczywistości przychodzi 8 razy na 10 zawołań. To oznacza, że NIE MAMY przywołania a pies wymaga dodatkowego szkolenia. I tak też jest z kotem. Koty są  zwierzętami bezużytecznymi. Nie aportują, nie pilnują, nie tulą się wtedy, gdy tego potrzebujemy. Są pasożytami, które każą się karmić i sprzątać po nich kuwetę, nie dając niczego w zamian.

O udanym związku z kotem mówimy wtedy, gdy człowiekowi nie przeszkadza bycie kocim niewolnikiem i z radością przyjmuje kocią łaskę w postaci sporadycznej ochoty na pieszczoty (i mam na myśli NAS pieszczących kota a nie odwrotnie). Człowiek jest dla kota tym, czym pies dla człowieka. Może dlatego tyle starych panien wchodzi w związki z kotami – bo mają wtedy substytut dziecka, którym się trzeba opiekować – i mężczyzny macho, o którego względy trzeba walczyć.

Moja kocia przygoda trwa 8 lat i wiem, że skończy się wraz ze śmiercią Mistrza Reiki. Mam dość sprzątania kuwety, kociego smrodu, wydawania kasy na najlepsze karmy, kłaków na ubraniach i (po zsumowaniu) godzin wyczekanych przy otwartych drzwiach, bo kot wcześniej żałośnie miauczący pod nimi nagle nie jest pewien, czy chce wejść do środka. Czasem mam ochotę wystawić kota za drzwi na 24 godziny i mieć święty spokój na jedną dobę. Albo drugi raz go wykastrować. Albo przynajmniej zrobić to:

 

I niech się okoliczne koty śmieją…

 

Komentarze do wpisu: 23 Napisz komentarz

  1. A ja lubię koty, oczywiście u kogoś, jak nieraz patrzę sobie w parku jakie psy sa fajne, jasne ale tylko te wytrenowane, czy jak to się nazywa, kota można tylko nauczyć robić kupę do kuwety, jednak to jest już coś

  2. …chyba, że masz kota, jak pies – ja mam. uznaje tylko mnie, nikomu innemu nie daje się nawet dotknąć, bo się boi, za to do mnie przybiega na zawołanie i pozwala robić ze sobą wszystko – włącznie z ciągnięciem za ogon, co zresztą chyba nawet lubi. gorsza sprawa, że kiedy wychodzę z domu, jego zawodzenie słychać jeszcze dwa piętra niżej ;) ale ten kot to wyjątek tylko potwierdzający regułę i biorąc pod uwagę wszystkie poprzednie koty, mogę się pod tą notką podpisać dwoma rękami.

  3. Zwierzeta wyczuwaja, kiedy ma sie do nich negatywny stosunek. Potrafia odwdzieczyc sie tym samym lub zignorowac czlowieka. Czy na psa tez bys sie obrazila, gdyby zaczal siusiac w tym samym miejscu na okraglo? Im tez sie to zdarza.

    Proszenie zwierzat owszem nie pomaga, bo one nie wiedza co to prosba. Rozpoznaja za to ton glosu i energie osoby wydajacej polecenie. Tu tez, i psy i koty potraktuja czlowieka z pogarda, jezeli nie jest w stanie wyrobic sobie autorytetu u nich i okreslic zasad wspolnego mieszkania.

    Nie kazdy powinien adoptowac zwierzeta, jezeli nie jest w stanie traktowac ich z szacunkiem i zrozumieniem. Co jak co, ale jestesmy roznymi gatunkami i tak jak one z nami, to my z nimi tez musimy nauczyc sie zyc.

  4. @haneczka-online

    „Zwierzeta wyczuwaja, kiedy ma sie do nich negatywny stosunek. Potrafia odwdzieczyc sie tym samym lub zignorowac czlowieka. ”

    Zwierzęta czytają naszą mowę ciała, co jest powszechnie znanym faktem. Chyba, że miałaś na myśli jakieś metafizyczne właściwości zwierząt…? Nie, zwierzęta nie „odwdzięczają się” tym samym. Nie ma w nich tak silnie jak u człowieka rozwiniętego poczucia sprawiedliwości. Zwierzę będzie „lubić” kogoś, kto w jego oczach jest silny lub po prostu zapewnia zwierzęciu to, czego zwierzę chce. Tak, niektóre zwierzęta ignorują człowieka. Najczęściej koty :

    „Czy na psa tez bys sie obrazila, gdyby zaczal siusiac w tym samym miejscu na okraglo?” Błędna presupozycja w pytaniu uniemożliwia mi udzielenie odpowiedzi.

    „Proszenie zwierzat owszem nie pomaga, bo one nie wiedza co to prosba”. Fakt. Nie znają definicji prośby, ale jak najbardziej na nią reagują, a więc rozumieją sam mechanizm prośby. Oczywiście wszystko zależy od stopnia inteligencji zwierzęcia, bliskości modelu komunikacyjnego z człowiekiem (żółw próśb nie spełnia ;)) oraz samej ewolucyjnie wyprofilowanej potrzeby współpracy z człowiekiem. Psy spełniają wszystkie te trzy warunki i bardzo szybko uczą się odpowiadać na prośby. Nie musisz być psim treserem, by zauważyć, jaka jest różnica pomiędzy komendą (rozkazem) „zejdź (z fotela)” wypowiedzianą stanowczym tonem a spokojnym „przesuń się trochę”, gdy pies leży Ci na drodze. Pies nie musi nawet rozumieć znaczenia tych słów, ale znając Ciebie, Twoje zwyczaje, ton głosu i mowę ciała zrozumie, że powinien się odsunąć. Oczywiście rozróżnienie „rozkaz” / „prośba” jest na nasz użytek. Dla psa jedno i drugie jest komendą, której wykonanie może się opłacić lub sprawić, że uniknie się czegoś nieprzyjemnego (w zależności od tego, jaki model szkoleniowy stosuje właściciel).

    „Tu tez, i psy i koty potraktuja czlowieka z pogarda”

    Zakładam, że rozumiesz, iż „pogarda” jest zarówno psom jak i kotom obca, a użycie tego słowa w tekście ma jedynie ilustrować „minę kota”. A więc znów – nie. Pies nie traktuje człowieka z pogardą (czyt. nie ma miny obieranej przez człowieka jako pogardliwa). No, chyba że trafiliśmy akurat na psa o nietypowym pysku ;).

    „Nie kazdy powinien adoptowac zwierzeta, jezeli nie jest w stanie traktowac ich z szacunkiem i zrozumieniem”

    Większość ludzi nie rozumie zwierząt. Nie przeszkadza to im jednak stworzyć dobry dla tego zwierzęcia dom. Od właściciela zwierzęcia oczekuje się dwóch rzeczy: tego, aby zwierze miało zaspokojone swoje potrzeby fizyczne i psychiczne – oraz tego, aby nie stanowiło zagrożenia dla innych ludzi / zwierząt. Niczego więcej od właścicieli zwierząt nie wymagam.

    „Co jak co, ale jestesmy roznymi gatunkami i tak jak one z nami, to my z nimi tez musimy nauczyc sie zyc.”

    No i znowu nie. Jeśli ktoś nie lubi kotów, nie musi wcale nauczyć się z nimi żyć. Może podjąć decyzję, że kota nie będzie miał. A jak ma, to nie będzie miał kolejnego.

  5. Zobaczymy co napiszesz kiedy zamieszkasz z jakims facetem. Może faceci (na ogół) nie sikają na fotel, ale komunikacja z nimi bywa trudniejsza niz dogadanie sie z kotem. :)

  6. seg, heh, ja też nie lubię kotów. za to je kocham ;) (wczoraj wielki cza bez powodu ugryzł mnie w łokieć. myślałam że go zaciukam z bólu, ale uciekł. wredne i parszywe sierściuchy. no ale jak się wywali na środku pokoju, albo przymili się o głaskanie, to jestem rozczulona zupełnie. straszne to jest :)

    dym właśnie to samo jest z facetami, przynajmniej u mnie. jak skończyłam czytać notkę, to o tym pomyślałam :)

  7. dymo, spokojnie kiwając bucikiem na stopie i zaciągając się papierosem powiem: posiadanie kota, jak i posiadanie samca w domu nie świadczą o niczym. a w niektórych przypadkach brak tychże pod dachem jest wręcz przejawem dużej świadomości życia.

    czasami jak się napatrzysz, to tak nienawidzisz… :)

  8. Jak dla mnie kot jest taki jak jego wlasciciel ;)

    Nasz bywa uparty i lazi swoimi sciezkami (zupelnie ja my) ale tez uwielbia sie do nas miziac, spac z nami, okazywac czulosc, czy tez przywiazanie spedzajac czas w tym samym pomieszczeniu w ktorym akurat jestem :) Zawsze przychodzi sie przywitac jak tylko uslyszy ze wchodze do klatki (!!) jak tylko otwieram drzwi juz na mnie czeka :) Gdy podchodze do niej na dworze sama do mnie podchodzi sie miznac :) Bynajmniej nie po to by „wymusic” jedzenie ;)

    Rozumie strofowanie i mimo ciezkich 10 miesiecy nauki i wychowania wie co jej wolno, czego nie :) I przyznam szczerze, ze w karierze trzech kotow jakie mialam okazje wychowywac (obecny jest trzeci) zaden nigdy nie narobil zlosliwie na cos, czy nie rozumial tego, ze gdzies nie wolno mu pojsc :) Co wiecej jeden z kotow jeszcze za czasow mojego dziecinstwa gdy nie zostal wypuszczony (a chodzil do pokoju w ktorym wszyscy siedzieli, miauczal i prowadzil do drzwi) nie zrobil gdzies na lozku ale tuz przy drzwiach wyjsciowych. I nie ze zlosliwosci ale z tego, ze chcial wyjsc ale nie mial jak.

    Co wiecej po katracji/sterylizacji koty nie smierdza i generalnie wydaje mi sie, ze sa o wiele czystszymi zwierzetami od psow. Myslisz, ze jakbys miala psa tez bys po nim nie sprzatala? Jesli nalzezych do tych osob ktore wychodza z zalozenia, ze publiczny trawnik to szalet psi to gratuluje. Jesli zas nie to zarzut „sprzatania po brudnym kocie” jest chybiony wobec „niesprzatania” po psie ;)

  9. ml – drapiąc się po brzuchu i kaszląc od Twojego dymu pokiwam tylko głową, mrucząc coś pod nosem…

    erill – kota można wychować, ale w mniejszym stopniu niż psa. Faceta w jeszcze mniejszym.

  10. dymo, żartowałam.

    nie bujam butem na stopie. to takie nieeleganckie ;)

    „erill – kota można wychować, ale w mniejszym stopniu niż psa. Faceta w jeszcze mniejszym.”

    szkoda, że o wielu kobietach nie można tego powiedzieć.

  11. Eeeeeeeee tam, Seg. trafiły się jakieś felerne egzemplarze chyba. ;-) Moja Wanda tylko i wyłącznie do kuwety, złazi z wyra, kiedy JA chcę i daje się zawsze miąchać bez większych oporów (po moich powrotach do domu to już jest w ogóle orgia). W żarciu jedynie strasznie wybredna, co mnie z lekka dobija. Ale z dwojga złego to ja już wolę karmić kota niż faceta. ;-)

  12. Ja też nie cierpię kotów w domu. W moim domu rodzinnym srały i lały gdzie popadnie, do dzisiaj na moim łóżku są plamy. Rekord to dwa koty i dziecko kuzynki w jeden dzień.
    A kilka lat później zobaczyłam jak taki jeden domowy kot załatwił się w kuwecie, wlazł w to i robiąc brązowe ciapki na podłodze poszedł do kuchni i wskoczył na blat kuchenny. Żadnych kotów w domu! Pies przynajmniej sra na zewnątrz i nie skacze po blatach.

  13. iza napisał(a):

    Jak milo czyta sie Twoje slowa, tym bardziej, ze jestes wlascicielka kota. Mam podobne odczucia i problem. Moj facet ma kota, a ja nieopatrznie zgodzilam sie zeby wprowadzil sie razem z nim. Zaluje tego codziennie. Nie trawie tych zwierzat w moim otoczeniu. Nie mam nic przeciwko trzymaniu ich przez innych. Denerwuje mnie w tej kupie klakow doslownie wszystko. Codziennie jestem wkurzona, ze musze dzielic dach nad glowa z tym pasozytem. Kiedy czytam i slucham od innych jakie to sa cudowne i madre zwierzęta chce mi sie krzyczec. Generalnie ciesze sie, ze jako wlasciciel realnie przedstawiasz codziennosc a nie plawisz sie nad inteligencja i wyjatkowoscia tych zwierzat. Najgorsze sa potem komentarze. Pewnie masz niewychowanego kota, wybrakowany egzemplarz, kota mozna wychowac, a moj kotek jest fajny, super kiedy musze wyjmowac klaki z jedzenia, a moja kicia ugryzla mnie bez powodu a ja jestem taka zadowolona… Boze, co za swiry!!!

Dodaj komentarz