Nie lubię…

Nic tak nie jednoczy ludzi, jak wspólni wrogowie. No to dziś pointegrujemy się negatywnie :)

Zostałam wywołana do zabawy przez ml76. Chodzi o wymienienie dziesięciu rzeczy, których się nie lubi. Ale nie tak zwyczajnie. Bardzo. Bardzo bardzo. Najbardziej. OK. Zaczynamy!

1. Nie lubię upierdliwców. Ludzi, którzy gadają jak najęci, dzwonią codziennie, dotykają, zapraszają, nie rozumieją aluzji. Tak, upierdliwców nie lubię zdecydowanie bardziej niż zwykłych głupków.

2. Nie lubię poprawności politycznej. Jeśli krzywisz się na dowcipy o Murzynach, filmiki o Hitlerze i pierdolnięciu oraz South Park – nie zostaniemy przyjaciółmi.

3. Nie lubię koncertów. Muzyka z płyty jest czysta, dopracowana, fajniejsza do słuchania. Uwielbiam muzykę klasyczną na żywo, ale to dlatego, że ta muzyka ma kulturalnych słuchaczy przeważnie. Koncertów popowych nie znoszę. Nie bawią mnie tłumy pijanych i krzyczących ludzi. Czuję się wtedy jak w karfurze podczas wyprzedaży kurczaka.

4. Nie lubię tak zwanej „kultury offowej”, „sztuki alternatywnej” czy jak jej tam. Kojarzy mi się z lansującymi się pseudointelektualistami.

5. Nie lubię sportu w telewizji. Nie bawi mnie to i szczerze mówiąc, nie jestem w stanie w żaden racjonalny sposób wyjaśnić motywów ludzi, którzy taki sport w telewizji lubia oglądać. To jest nudne i głupie.

6. Nie lubię zwiedzać. Nie w sensie turystycznym. Gdy gdzieś wyjeżdżam, chodzę po mieście, poznaję ludzi, bawię się i obserwuję. Nie bywam raczej w muzeach i zabytkach a na myśl o wynajęciu przewodnika dostaję gęsiej skórki z obrzydzenia.

7. Nie lubię prezentów, które się kurzą. Obrazki, wyszywanki, pluszaczki, figurki, śmiesznostki, srostki, kwiatki… Tylko faceci, na których mi zależy, mogą mi dawać takie prezenty. ;)

8. Nie lubię rano. Niczego i nikogo nie lubię rano. Wręcz nienawidzę rano. I jeszcze bardziej nienawidzę tego, że nienawidzę rano. Chciałabym budzić się rześka i świeża, z uśmiechem otwierać okno, podśpiewywać przy robieniu kawy i normalnie odbierać telefony. Zamiast tego można ode mnie rano usłyszeć zakamuflowane „kurwa”.

9. Nie lubię zakupów. Kruwicy dostaję, jak muszę latać po centrach handlowych, wpadać na ludzi, stać w kolejkach, coś przymierzać, coś pakować, szukać czegoś. I jeszcze to się kończy wydawaniem pieniędzy. Fuj.

10. Nie lubię czekać. No… dobra.. lubię czasem czekać na telefon od faceta, który mi się podoba. Albo na wyniki jakiegoś zadania. Wtedy czekanie jest podniecające. Ale generalnie czekania nienawidzę najbardziej na świecie. W kolejce do lekarza, w sklepie, na kogoś, z kim się umówiłam, w kolejkach do klubów. I dlatego leczę się prywatnie; zakupy robię w najmniej atrakcyjnych dla innych ludzi godzinach; jak ktoś mi się spóźnia na spotkanie ponad 15 minut, idę sobie; nie chodzę do klubów, do których nie mam wejścia od razu.

Uff… mamy to za sobą :)

Do zabawy typuję: kriza, melasę, naumę no i Was – w komentarzach :)

 

 

Komentarze do wpisu: 22 Napisz komentarz

  1. Pod wszystkimi punktami się podpisuję. Szczególnie pod 1, 3 i 5. Pod 6, jak tak się głębiej zastanowić, to chyba połowicznie, bo lubię zabytki i sztukę i chętnie je oglądam. Ale do bólu nie znoszę notorycznego robienia ze mnie idiotki, oszukiwania, kłamania w żywe oczy w celu… No właśnie, bez żadnego konkretnego celu. Jedynym celem wydaje się być satysfakcja tej drugiej osoby. Takim osobom, po wykryciu matactw, mówię zdecydowanie won!

  2. Świetnie napisane. Szczególnie nie lubię muzeów typu parki miniatur. Nie rozumiem ludzi, którzy tam chodzą, uważam ich za ludzi nie mających w ogóle gustu i pomysłu na życie.

  3. Po komentarzu gamonia łatwo błysnąć kulturą, więc błyskam ;)

    Segritta, wszystko co napisałaś to prawda, ale jest moim zdaniem coś, co o wiele bardziej doprowadza kobiety do furii i jest to… poranny prysznic. Ja wiem, że każdy od razu widzi to co widzi, ale nie o to chodzi. Ciekawe czy któraś z pań zwróciła uwagę, że w czasie kąpieli pod prysznicem i tuż po niej, nienawiść (najczęściej do wad partnera) jest spotęgowana do granic wytrzymałości? No właśnie, to fizjologia, bo w czasie długiej, ciepłej kąpieli mózg lepiej funkcjonuje i człowiek zaczyna widzieć wszystko o wiele ostrzej, a że kobiety zwykle kąpią się o wiele dłużej niż mężczyźni, to i więcej wad u strony przeciwnej dostrzegają ;)

    [Uwaga! ten tekst jest wybitnie komerecyjny (mam na myśli mój komentarz)]

  4. ad.3 muzyka na żywo jest przede wszystkim prawdziwa

    a jako fan jazzu, który miał okazję słuchać na żywo kilku WIELKICH (dla fanów tematu polecam fotki z Wynton Marsalis & Lincoln Jazz Orchestra, czy Herbie Hacock we Wrocławiu) stwierdzam, że nic nie może się równać z jam-session po właściwym koncercie

    ad.6 zwiedzać można różne miejsca

    nie tylko Muzeum van Gogha w Amsterdamie, czy Muzeum Pergamonu w Berlinie ale także wiktoriański pub Kilkenny w Berlinie, a sam marzę o odwiedzeniu Guinness Storehouse w Dublinie

    poza tym uważam, że bardzo ważną częścią kultury jest kuchnia i będąc w nowych miejscach warto eksplorować małe, lokalne knajpki

    i zgadzam się z opinią, że dużo ciekawsze są pozytywy, a także, że wszelkie formy fanatyzmu są szkodliwe

  5. Też nie lubię rano. Mój narzeczony też nie lubi rano, przez co ja rano jeszcze bardziej nie lubię jego i w efekcie jeszcze bardziej nie lubię rano.

    Ale najbardziej to nie lubię permanentnych pesymistów. Studiuję z dziewczyną, która na wszystko ma odpowiedź typu „nie sądzę, żeby to się udało” albo „w przyszłym semestrze będzie trudniej” i za każdym razem, gdy to słyszę, mam ochotę rzucić krótko „idź się powieś”.

  6. Jako fan muzyki wszelakiej (no, prawie) mam uwagę do punktu 3. Jak to zauważył Mirpo – muzyka na żywo jest przede wszystkim prawdziwa. Dla Mirpo źródłem wielkich przeżyć jest jazz, dla mnie – jako osobnika wybitnie prostego – rock, choć od jazzu i wielu innych form grania też nie stronię (do dziś pamiętam fantastyczny występ Marizy na szczecińskim Zamku). W muzyce na żywo jest zupełnie inna energia, niż w tych samych dźwiękach zagranych w studio – giną pewne niuanse, przekaz jest uproszczony, ale może właśnie dzięki temu może mieć w sobie nieporównywalnie większą moc, poruszający drive. Jeśli wykonawca potrafi tą energię skierować w stronę publiki, a słuchacze dobrze na to reagują, powstają naprawdę niesamowite klimaty. I to nie musi być tłumna impreza z gigantycznym nagłośnieniem – może być i kameralny występ, byle chemia była. Może – to uwaga do Seg – po prostu nie było Ci dane trafić na taki właśnie koncert. Albo za bardzo się skupiałaś na rozmaitych obocznościach (mniej lub bardziej podpiwkowani współuczestnicy, etc.) i po prostu coś Ci przez to umknęło.

Dodaj komentarz