Nie przychodź chory do pracy!

Telewizję śniadaniową zdobią już reklamy różnych przeciwgrypowych medykamentów. To czas. To ten cudowny okres. Jesień! A skąd wiesz, że już jesień? Ano z tego, że do pracy przychodzą Ci ludzie z gorączką.

Wybiłabym. Albo wszystkich do izolatki (jednej) z papierami i komputrami. Jak tak bardzo chcą pracować, to niech sobie pracują, ale trzeba być skończonym egoistą, żeby zarażać innych. Nie ma, że jesteś niezastąpiony. Nie ma, że się „poświęcasz”. Na miejscu pracodawcy obcinałabym takim chrystusom pensje. Bo nie dość, że chory pracownik pracuje gorzej, dłużej mu zajmuje wyzdrowienie, to jeszcze roznosi swoją chorobę po firmie.

Rozumiem, że są sytuacje, kiedy nie ma innej możliwości, ale one zdarzają się naprawdę rzadko. Rozgrzeszę fotografa, który przyjdzie z katarem na ślub. Albo aktora (którego faktycznie zastąpić trudno), który przeziębiony pojawi się na jednodniowym planie zdjęciowym. Ale jeśli jesteś pracownikiem biurowym, openspace’owym, korporacyjnym, to zatrzymaj swoją gorączkę dla siebie.

Tak, katar też jest zaraźliwy. Tak, kaszel też. Najzwyklejsze, najbardziej niewinne przeziębienie może oznaczać dla innych poważną chorobę. A więc siedzieć w domu. I Segritty też nie odwiedzać, bo zbanuje.

Komentarze do wpisu: 32 Napisz komentarz

  1. Korporacyjny pracownik rozniesie chorobę tylko po biurowcu,ale już pani kasjerka na dużo większą liczbę klientów. Pracuję jako sprzedawca i miałam zapowiedziane,że chorować nie mogę(zresztą mam umowę zlecenie,więc…). Moja mama jako kucharka w stołówce również usłyszała ,że sytuacja ciężka w pracy,nie ma kto zastąpić i że to jest nie fer w stosunku do pracodawcy stawiając go w takiej sytuacji,że idzie się na zwolnienie…

  2. Już widzę, jak mój pracodawca mówi „Kasiu, nie przychodź do pracy skoro jesteś przeziębiona”. Przykro mi Seg, ale tak to niestety nie działa. Ja wiem, że roznoszę zarazki, zarażam klientów, ale pracodawcę takie coś niestety, mało interesuje. Pracujesz wolniej ale pracujesz, a on nie musi się martwić szukaniem zastępstwa, zmianami grafiku itd.

  3. Za to lubię Japończyków, którzy w takim wypadku ZAWSZE zakładają maski. Takie chirurgiczne. Do dostania w każdym sklepie 100-jenowym czyli odpowiedniku naszego starego, dobrego „wszystko po 5 złotych”.

    Ciekawostka nt. sezonowości: wzmacniacze odporności i im podobne są jak najbardziej produktami sezonowymi, ale czy wiedziałaś to, że do takowych także należą szczoteczki do zębów? ;O

  4. Bardzo bym chciała, naprawdę. O wiele chętniej wolę wyleżę się w łóżku miast z gorączką, kaszlem oraz osłabieniem bedę biegać cały dzień. Ino ja właśnie z tego zawodu co to nie może. Jest umowa podpisana z prawie rocznym wyprzeżeniem – nie ma paluszek i główka i że nie można. Wstaje się, jedzie sie i cisnie się od 7 rano do 2 w nocy. Taki dżob, taki lajf a i na przeziębienie lekarz często gęsto nie wydaje nawet L4 uznając, ze katar i zawalone zatoki to nie powód by nie iść do pracy. Autentycznie.

  5. Seg, komentujący powyżej mają, niestety, rację. Jeśli przypadkiem masz umowę o pracę, to jeszcze od biedy możesz iść do lekarza (jeśli się dostaniesz, bo w okresie grypowym terminy są na 3-4 dni w przód, a żaden lekarz nie wystawi zwolnienia wstecz), pójść na zwolnienie, dostać tylko odrobinę mniejsza pensję bez premii i focha od szefa. A najczęściej z tym zwolnieniem i tak pracować, z domu.
    Jeśli masz umowę-zlecenie lub o dzieło, albo nie masz umowy wcale, jesteś w dupie. Bo tydzień nieobecności w pracy to 1/4 pensji, a leki też kosztują.
    Mnie nie dziwi, że ludzie przychodzą do pracy chorzy. Polaków zazwyczaj nie stać na leczenie się, a pracodawcy naprawdę oczekuję, że chora czy nie chora – przyjdziesz i robisz, co do Ciebie należy. Zamiast apelować o obcinanie pensji za prątkowanie, wystarczyłoby „tylko” wyegzekwować przestrzeganie przepisów prawa pracy przez pracodawców lub choćby zwykłe nie wywieranie presji :/

  6. To nie tylko z dorosłymi tak jest. Zresztą uważam, że to temat rzeka.
    Dziecko z katarem, idę do lekarza, lekarz twierdzi że to tylko katar – do szkoły może iść. W szkole wzrok innych rodziców mrożący krew w żyłach.
    Koło się zamyka, nie dostanę opieki na dziecko, nie mogę inaczej się zwolnić z pracy żeby chociaż przetrzymać ją dwa trzy dni w domu.

  7. To może i tak działa. Ale po pierwsze: lekarz nie zawsze chce dać L4, po drugie mniej ci płacą na L4 (bo to Twoja wina, że chorujesz chyba), po trzecie niestety pracodawcy w korporacjach mają to gdzieś.
    Moja koleżanka ostatnio akurat chora nie była, ale skręciła nogę i naderwała więzadła. Lekarz uznał , że skoro pracuje w biurze jako spedytor to nie musi mieć L4. tylko nie wziął pod uwagę że koleżanka dojeżdża do pracy z Wrocławia do Kątów i musi się wdrapać do tego biura na 4 piętro. Mimo kłótni i argumentów L4 nie dostała i musiała prosić się kolegów żeby ją wozili do pracy i wnosili po schodach. Także pfff. Rozstrzelajcie mnie za to, że nie chce mi się iść z katarem do lekarza i tracić czasu na wykłócanie się z nim.

  8. Hmmm pracowałem w korporacji troche czasu, i właśnie w kroporacji najłatwiej było dostać L4 i nikt sie na ciebie krzywo nie patrzył, u małego pracodawcy jest trudno, ale w korpo ? albo home office albo L4 i nikt do nikogo nie miał problemów. Ba! czasem manager sam wyganiał ludzi do domu aby nie zarażali, albo inni ludzie go wyganiali…

    A tym ze lekarz nie dał L4 na skręconą nogę to normalnie horror jakiś :)

  9. Przychodziłam chora do wielu prac, bo inaczej się nie dało. W jednej zarabiałam 1200na rękę i dostawało się dodatkowe 200 ale pod warunkiem, że się w miesiącu nie opuściło ani jednego dnia pracy. A mieć 200 i nie mieć 20 to razem 400 jak mawiała postać z Wiedźmina. W drugiej pracy miałam umowę zlecenie i dano mi do zrozumienia, że jak z powodu choroby nie przyjdę do pracy to mogę się pożegnać z firmą. Ot smutna rzeczywistość.

  10. znowu święte słowa segritty.
    niecierpię chorych, zasmarkanych, kaszlących (niekoniecznie w rękaw), którzy twierdząc, że absolutnie nie mogą wziąć zwolnienia, przychodzą do pracy i zarażaja innych.
    to absolutny szczyt egoizmu. gwiazdorzenie (jaki to ja jestem niezastąpiony), lęk przed zdemaskowaniem (gdyby mnie nie było kilka dni w robocie wyszłoby na jaw, że w sumie nic nie robię) albo robienie z siebie matki teresy (ledwo ciągnie, ledwo zipie ale przecież musi, no musi pokazać jak się dla tej roboty poświęca).
    czy ktoś z tych „rosiewajacych” zarazę pomyślał kiedyś, że ich koleżanka z pokoju rozchoruje się przez to, że na bank zarazi swojego męża i imałe dziecko? czy zdajecie sobie sprawę, ze wasze, przyniesione do pracy przeziębienie może zakończyć się ciężką chorobą u kogoś innego, o mniejszej odporności, osłąbionego? czy przyszło wam do głowy, że zarażona przez was koleżanka nie będzie mogła karmić swojego dziecka piersią albo odwiedzić w szpitalu chorej matki, któa nie ma nikogo poza tą córką?
    czy wy w ogóle myślicie dalej niż koniec włanego nosa i głębokość swojej kieszeni? no bo jest jeszcze jeden argument – jak pójdę na zwolnienie to dostane mniej kasy. i dlatego nie pójdę, a to, że przeze mnie ktoś inny pójdzie na chorobowe..mówi się trudno.
    pamiętajcie. bez was biuro sie nie zawali. jest XXI wiek, jeśli faktyczne macie pilne zlecenie posłużcie sie łaskawie telefonem, meilem, czatem czy czymtemjeszczemacie.
    uwierzcie wasz pracodawca i tak nie doceni, że przyjdziecie chorzy do pracy. gdyby był mądry, to by się na was wściekł. bo zamiast jednego chorego pracownika, za chwile będzie miał ich pięciu i troje na zwolnieniu z chorymi dziećmi. i to wszystko przez was. tak przez was.
    za to wy z dużym prawdopodobieństwem doczekacie się w końcu poważnych powikłań po nieleczonych anginach, przeziebieniach, zapaleniach zatok.
    myślenie nie boli.

    1. A Ty pomyślałeś, że te 200 zł to może leki dla czyjejś chorej matki, przedszkole dla dziecka albo – zwyczajnie – jedzenie dla rodziny?
      Różnie w życiu bywa, a odpowiedzialność za taki stan rzeczy, jak w poście Seg, ponoszą pracodawcy, nie pracownicy.

    2. Oj tak, to jest egoizm. Kobieta, z którą się spotykam, się boi, że ją po prostu zwolnią, jak pójdzie chorować. Takie akcje już miały miejsce. Uwielbiam ten jej egoizm.

    3. Jasne, że się myśli o tym, że można zarazić innych. Ale jeśli ma się do wybory zarazić innych albo nie mieć pieniędzy na rachunki/wylecieć z roboty, to niestety egoizm wygrywa i nie widzę w tym niczego dziwnego.

  11. Seg, z całym szacunkiem, chyba niewiele doświadczenia masz z etatową pracą (w zasadzie to świetnie, niejeden o tym marzy ;)). Nie jest to tak cudownie łatwe, jak piszesz. W obecnej firmie pracuję od roku, miałam jeden dzień zwolnienia – z powodu grypy żołądkowej. Wszelkie przeziębienia, katary i kaszelki trzeba przetrzymać, bo czasem niestety praca wymaga tego, żeby w niej BYĆ. Nie da rady pracować z domu bez specjalnego sprzętu, bo nie mam np. firmowego SAPa zainstalowanego na prywatnym kompie, a jest mi on niezbędny jak ręka do pracy. Nie zawsze można być zastąpionym, niestety. W mojej drugiej pracy, obecnie trzeci tydzień prowadzę wszystkie zajęcia za koleżankę – jesteśmy tylko we dwie wyszkolone w konkretnym kierunku, więc gdybym się teraz rozłożyła, nie ma nikogo na nasze miejsce – zajęcia musiałyby być odwołane, klientki oburzone, managerka kręciłaby nosem, bo klub straci kasę. To jest proza życia. A tak na marginesie, przychodziłyśmy z koleżankami nie raz przeziębione na maxa do pracy i nie zdarzyło się jeszcze, żeby jedno przeziębienie pociągnęło za sobą chorobę kolejnej. O ile zrozumiałe jest L4 przy jelitówce, to katar czy kaszel? Please :)

  12. W idealnym świecie umów o pracę są takie mityczne L4, które pozwalają spokojne chorowanie. Ba! Nawet prywatna opieka medyczna jest opłacana przez pracodawcę, więc nie trzeba czekać 3 dni, tylko idzie się od razu, przy pierwszych objawach niedyspozycji. Jednak istnieje też inny świat – zwykłych ludzi i umów o dzieło. Wtedy, niezależnie od tego, czy jesteś chory, skacowany, czy zmęczony życiem, idziesz i musisz robić swoje. I niestety zarażasz innych, którzy też nie mogą nigdzie uciec, bo pracują na taką samą umowę :( Taki łańcuszek św. Grypy.

    1. Rzecz w tym, że praca, w której szef wysyła cię do domu bo kichasz, kaszlesz o prątkujesz, masz możliwość wyleczenia się na L4 i pracodawca opłaca ci prywatną opiekę medyczną to nie jest fikcja tylko rzeczywistość.I tak, absolutnie zgadzam się z tym temacie z Seg.

  13. Ja niestety jestem kaszląco-smarkającą pracownicą :-( Nie jestem niezastąpiona ale jestem jedynym pracownikiem w danym pionie. Jak nie będę w pełnej dyspozycji, to zatrudnią kogoś innego. Na chore dzieci też nie biorę opieki. Parę lat temu chodziłam do pracy z nogą w gipsie, teraz bym sobie odpuściła ale katar czy kaszel ignoruję. Takie czasy :-(

  14. W Anglii jest to lepiej rozwiązane bo jeśli jest to coś poważniejszego niż zwykły katar to po 3 dniach chorowania w domu za które nikt Ci nie nie zapłaci idzie się do lekarza i wtedy on wystawia zwolnienie i każdy następny dzień nieobecności w pracy jest już płatny normalnie.
    Tam też prawo jest naprawdę wyczulone na łamanie praw pracownika i lekarze też absolutnie problemów nie robią z wystawianiem zwolnień bo jest to w ogólnie pojętym interesie wszystkich aby jak najmniej zarażać innych !! :-)

  15. Potraktujmy chorobę jak śmierć – jak umrzesz, to Twoja firma się upadnie, bo Ciebie nie ma? Nie sądzę :) Albo bardziej lajtowo – złamana noga – upadnie? Nie upadnie. Odrobina dobrej woli pracodawców i jakiegoś szacunku dla samego siebie i byłoby dobrze. Ale nie, ludzie zapierdalają jak powyżej, dają się tak traktować, zastraszać, bo przecież rachunki, bo leki, bo bla bla. Podłe takie życie. Moje też ;)

  16. O nie :-) Żadnych wyjątków, fotograf w tłumie gości weselnych kichający przed młodą parą, czy na sesji z prezydentem jest nie mniej prątkujący niż ktoś w openospejsie czy innym ofisie. Albo wszyscy na L4 albo nikt. Nie ma że to ta data czy coś tam, inne nieodwołalne, bo wszystkim się tak czasami wydaje bez względu na formę zatrudnienia, umowy, itp. Albo albo :-) Ale tak na marginesie, to faktycznie lepiej dbać o odporność niż się obawiać zarażenia i móc to po prostu olewać. Czego sobie i Tobie i wszystkim życzę :-)

  17. A mozna by tu zrobic takie cwiczenie, figure retoryczna, czy jak to zwac – a gdyby tak wszyscy solidarnie przestrzegali prawa i uwazali to za naturalne, ze jak sie jest chorym – idzie sie do lekarza i po otrzymaniu L4 zostali w domu chorowac – to co? Swiat by sie zawalil ,kopalnie stanely, elektrownie by przestaly dawac prad, dzieci przestaly sie uczyc w szkolach, ludzie z glodu umieraliby w lozkach, bo chorzy? Czy aby na pewno, gdyby na wymog przyjscia do pracy w chorobie pracodawca tracilby z definicji danego pracownika, a wiesc o tym spowodowalaby, ze nikt juz do niego nie chcialby przyjsc pracowac, to dalej sytuacja bylaby tak jak jest powyzej opisywane? Nie ma odwaznych, a sprobowal ktos? Tak tylko sie rozmarzylem, no bo idea jest jak latarnia morska, trzeba do niej dazyc, ale tylko idiota rozbija o nia statek.

  18. Tak wspominacie o tych L4, az sie musialem odezwac. Nie wiem, jak tam u Was, w korporacjach itd… Ale w branzy IT, w firmach (nie corpo) to 90% jest zatrudniona na zlecenie/dzielo. Jakie L4, choroba, o czym mówicie w ogóle? Czesto zapewniona jest prywatna opieka medyczna, co nijak nie zmienia faktu, ze utrata np. 25% pensji w miesiacu jest powaznym argumentem.

  19. czytelnik_od_czasu_do_czasu napisał(a):

    Zawsze mam podobnie jak widzę chorą osobę w pracy, z którą akurat pracuję razem i odczuwam wręcz wrogość, że przyszedł taki i mnie zaraża teraz jakimś świństwem. Jeszcze jak podchodzi bo musi mi coś powiedzieć i chucha mi bakteriami w drogi odechowe, odbieram to jak atak na moje zdrowie. Z kolei jak sam jestem chory, a wiem, że nie mogę wziąć L4 bo mam umowę cywilno prawną i zwyczajnie mi nie przysługuję a jak wezmę wolne na trzy dni, to potrącenia z wypłaty (płacone za roboczogodzinę) nie pozwolą mi na opłacenie rachunków to biorę dwa apapy i idę do roboty. Albo to mój egoizm i hipokryzja albo zły system zatrudnienia w Polsce, gdzie pracodawca chce aby pracownik był stuprocentowo wydajny, niezniszczalny, pracował na zlecenie i nie domagał się żadnych świadczeń pracowniczych.

  20. Masz dużo racji, ale niestety czasami nie ma możliwości po prostu pójść do lekarza i poprosić o zwolnienie. ;) Ja, żeby zaliczyć przedmiot na studiach mogę mieć 2 nieobecności w semestrze. Profesorowie nie szczególnie interesują się zwolnieniami lekarskimi, raczej nie biorą ich pod uwagę.. ;(

Dodaj komentarz