Nikon, WTF?!?

Opowieść o tym, jak Nikon chciał zrobić mi dobrze, ale chyba coś nie wyszło.

3 października. 
Zaczyna się pięknie, choć od tragicznego dla mnie wydarzenia, bo oto mój jedyny aparat fotograficzny (poza tym w komórce, ale on się nie liczy, bo równie dobrze mogłabym fotografować tosterem) mi się popsuł. Nikon D70, którego dostałam kiedyś od Matki Rodzicielki po prostu wyzionął ducha, zaczął nagle informować o jakimś błędzie i niestety odmówił jakiejkolwiek współpracy. Jakem blogerka, podzieliłam się tą smutną wiadomością na fejsie.

Nie minęło 5 min. od publikacji posta a zadzwonił do mnie przedstawiciel Nikon Polska i zaoferował darmowy serwis aparatu. Szacun za czas reakcji, pełen ulgi komentarz doceniający Nikona, wzruszona czekam na kuriera, który po kilku dniach zabrał aparat i zawiózł go do serwisu.

No. I tu się kończy piękna historia a zaczyna coś, czego zrozumieć nie mogę…
A jestem dość wyrozumiałą kobietą i naprawdę wiele mi można wytłumaczyć. Wystarczy to robić. ;)

11 października
Czekając na informacje dotyczące serwisu, próbowałam się skontaktować z człowiekiem, który mi go obiecał, ale niestety bez skutku. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na wiadomości w otwartej już rozmowie na fejsie. No ale czekałam cierpliwie, pożyczając aparaty od znajomych, żeby jakoś robić zdjęcia na bloga. Przecież minął dopiero tydzień, zaraz pewnie do mnie zadzwonią. A jednak nie zadzwonili…

14 października
Żadnych wieści. Na BFG robię zdjęcia komórką.

18 października
W końcu dostałam list. Taki papierowy, z kosztorysem naprawy. Jeśli zgodzę się na jej koszt, aparat zostanie naprawiony i odesłany mi po uiszczeniu jeszcze kosztów przesyłki. Ewidentna pomyłka, pomyślałam. No przecież to trochę inny przypadek jest, ale co tam – pewnie tak wygląda zwykła procedura w serwisie. Co ciekawe – naprawa aparatu, który w tej chwili można kupić za 500 zł, kosztowałaby mnie niecałe 1300zł. ;)

Co zrobiłam? Oczywiście znów próbowałam się skontaktować z człowiekiem odpowiedzialnym za całą akcję, pytając o terminy. Wciąż jednak moje próby kontaktu pozostawały bez odpowiedzi. Jest ciekawie? Zaraz będzie ciekawiej ;)

1 listopada
Nikon milczy. Fotografuję groby tosterem.

21 listopada
Tym razem napisałam maila do innej osoby z agencji obsługującej Nikona. Prosiłam o wyjaśnienie sprawy, o jakiś sygnał, cokolwiek. Tym razem dostałam odpowiedź, że zaraz ktoś się ze mną skontaktuje. Surprise, surprise! Nie skontaktował się.

29 listopada
Mścisław, od którego znów pożyczyłam aparat, mówi, żebym go potem odesłała kurierem, bo na rozmowę już nie mam co liczyć.

3 grudnia
W zeszłym tygodniu dostałam ponownie kosztorys naprawy z ponaglającą informacją, że jeśli nie zgodzę się na te koszta, aparat zostanie mi odesłany bez naprawy. Nie za bardzo wiedziałam, co robić. W końcu napisałam maila do agencji, że czekam na informację zwrotną do wtorku. Starałam się być stanowcza, bo może to właśnie stanowczości ode mnie wymagali, żeby wreszcie mi odpowiedzieć…? Miałam rację. To pomogło, ale to, co usłyszałam, przerosło moją wyobraźnię.

10 grudnia
Ta dam!! Wreszcie!!! Udało się! Ktoś do mnie zadzwonił! Po ponad dwóch miesiącach czekania, fotografowania tosterem, dopraszania się o telefon jak zdesperowana kobieta, która patrzy tęsknie w wyświetlacz telefonu, licząc, że on się jeszcze odezwie, że będzie jak dawniej, że przeprosi i wynagrodzi to cierpnienie i tęsknotę… No i zadzwonił!

– Halo? – odbieram uradowana.

– Bla bla bla, nie opłacimy naprawy aparatu, bla bla, promocja tego modelu i tak nie jest w interesie Nikona, bla bla, no niestety…. ale możemy ci zaoferować poradę w zakresie kupna nowego apartu! bla bla.
Nikon, penis Wam między pośladki.