O zasadach na randkach

W tym tygodniu zamierzam chodzić na randki. Jeśli przypadkiem mojego bloga czyta ktoś, kto się ze mną na taką randkę wybierze, niech weźmie sobie do serca treść tego wpisu.

Na pierwszą randkę proszę się ze mną umawiać w luźnych miejscach, barach mlecznych, w parku lub u mnie w domu. Tam się czuję swobodnie i mogę skoncentrować się na mężczyźnie. Okropne są randki, na ktorych facet próbuje zaimponować mi samym wyborem miejsca szykownego, drogiego lub lanserskiego. 

Nie skupiaj się na sobie. Słuchaj, zadawaj pytania. Nie ma nic gorszego niż facet, który nawija o swojej pracy, o swoim samochodzie, o swoich przygodach i – który do tego narzeka na rzeczywistość. Właśnie: nie narzekaj. Ani na politykę, ani na studia, ani na kobiety. To takie niemęskie.

Nie zabieraj mnie do kina. W kinie nie mam możliwości pogadania z Tobą i poznania Ciebie. Patrzę się w ekran, bo zwykle lubię oglądać filmy i nie znoszę w kinie gadać, szeptać, chwytać się za rożne części ciała i dyskutować o scenariuszu.  

Zaplanuj wieczór. Strasznie zniechęcający jest moment, w którym spotykam się z facetem w umówionym miejscu i na pytanie "to gdzie idziemy?" on mówi "a na co masz ochotę?". Wiem, że mnie nie znasz, ale zaryzykuj. Piknik w parku, bilard,  przejażdżka bryczką… Łodewa. Bylebyś wiedział, co będziemy robić.

Uśmiechaj się. Uwielbiam śmiejących się facetów. 

Nie męcz mnie o kolejne spotkanie, jeśli powiem "zadzwonię". "Zadzwonię" oznacza kosza.  A, właśnie: jeśli spytasz wprost, czemu daję Ci kosza albo co oznacza to "zadzwonię", to możesz liczyć na szczerą odpowiedź. Po prostu dam Ci szansę posłużenia się konwenansem. 

Na koniec coś o zasadach…

Od kilku ładnych lat mam w dupie:

– zasadę trzech dni. (pierwszy kontakt nie wcześniej niż trzy dni po wzięciu numeru lub po randce)

– zasadę "nie pierwsza"/"nie pierwszy". (dotycząca zarówno telefonu, sesa, wyznania miłości bądź zaproszenia do siebie). 

– zasadę nie mówienia o eksach.

– zasadę tajemniczości (polegającą na mówieniu półsłówkami i nie odpowiadania na niektóre pytania).

– zasadę  "pierwszy seks dopiero po ……. randce".

Ty też musisz miec w dupie te zasady, bo umawiam się z mężczyznami a nie z chłopcami.  

Komentarze do wpisu: 18 Napisz komentarz

  1. Komentarz będzie generalizujący, proszę nie mieć mi tego za złe. Taki tam sobie głos w dyskusji:

    – miejsce pierwszej randki – jak do domu, to ja bardzo chętnie, natomiast co jest złego w przytulnym miejscu gdzie drink kosztuje o 5 złotych więcej? bar mleczny? fer fook sake, nie wyobrażam sobie tego

    – nie skupiaj się na sobie – a na czym mam się skupiać, jak po wymianie trzech zdań jestem święcie przekonany, że koleżanka nie umie z siebie wydusić nic, poza banałami w stylu „nie lubię chamstwa” i „jestem dziwna”

    – nie zabieraj mnie do kina – jak wyżej. w kinie mogę chociaż sprawdzić zawartośc celulitu w udach.

    – zaplanuj wieczór – jasne kurwa… „chodź, zabiorę Cię do miejsca x” – „ale ja nie lubię miejsca x” – „a jakie miejsca lubisz?” – „nie wiem”…. szlag

    – uśmiechaj się – przykro mi, mina mi rzednie po kwadransie

    – jak mówię „zadzwonię” to oznacza kosza – a ja jak mówię „ładnie dzisiaj wyglądasz” to znaczy, że kompletnie nie potrafię się ustosunkować do tej beznadziejnej kiecki założonej z myślą „teraz się kurwa odstrzelę”, w której wyglądasz znacznie gorzej, niż w tych zajebistych znoszonych i obcisłych dżinsach z klubu

    Z kolei jeśli chodzi o zasady, to przyjmuję je bez mrugnięcia okiem.

  2. Seg, jakie Ty mądrości dzisiaj powypisywałaś. Powinno się to wydrukować, skserować i na rogu każdej ulicy wywiesić, żeby faceci mogli sobie poczytać i się nauczyć na pamięć. Chociaż, z drugiej strony, i tak by im się to nie przydało, bo oni z założenia myślą tylko o sobie :)

  3. Ja to zawsze jakos na czuja, pełna improwizacja. Najpierw sklep z zimnymi browarami, potem jakis przyjemny park lub inna miejscówka gdzie mozna sobie swobodnie zajarac i te browarki wypic. Dziewczyny, które przeszły taki chrzest zabierałem do starych rozwalonych fabryk, na dachy wieżowców lub inne tego typu miejsca, które dają poczucie wyizolowania.
    Często też umawiałem sie z dziewczynami na rower.

    Odnośnie mówienia o sobie to wiem akurat, że większość ludzi lubi kiedy mówię i sami nie dają sobie szansy na mówienie.
    Ogólnie mam w dupie jakies zasady, większosci z nich nawet nie znałem. Pozdrowienia dla wszystkich! :)

  4. jakie to, kurwa „kominkowe”…

    brakuje jeszcze tylko:

    – nie bierz ze sobą nic ostrego, bo mam tak nadęte ego, że balonik może pęknąć z byle powodu.

  5. myllfon,
    nie usunęłam.

    tw.zenek (i jemu podobni),
    zaczyna mnie już nudzić fakt, że co chwila znajduje się na blogu komentator, który „odkrywa” fakt, który jest oczywisty i zionie z tego bloga na kilometr. Ja wiem, że to jest dla niektórych podniecające – napisać krytyczny komentarz i pochwalić się swoją przenikliwością, ale, na Boga, wszyscy wiedzą, że mam wściekle wielkie ego, jestem dumna, pewna siebie i egoistyczna a ten blog jest miejscem, które stworzyłam głównie dla WŁASNEJ przyjemności.

    Zaakceptujcie ten fakt i nauczcie się z nim żyć!

  6. więc może po prostu zahasłuj go – tylko dla sobie podobnych, bo jak coś się pojawia jako link na głównym portalu gazety, to można przez przypadek wdepnąć.

  7. he he, niezły kawałek tekstu. Dobrze, że przewinąłem nowsze wpisy i do tego dotarłem.

    Zastrzeżenia perceptive są niestety trafne, ale na szczęście nie w Twoim przypadku jak widzę.

  8. Właśnie przed chwilą czytałam Twój wpis o klonach, które się pod Ciebie podszywają… Taaa, nie czytuję Cię regularnie, ale ten wpis jakoś bardzo przypomina mi mój…sprzed półtora roku. Bywa.

Dodaj komentarz