On i samochód.

Przyjechałam do Mścisława Tosią. Tosia to mój samochód, a właściwie samochoda, bo to ewidentnie dziewczynka. Tosi skończył się płyn do spryskiwaczy, więc przed wejściem do domu otworzyłam maskę z zamiarem wlania nowego płynu. Mróz był, palce grabiały, latarka mi w rąk wylatywała, więc z dużą ulgą powitałam Mścisława, który zaciekawiony faktem, że grzebię coś pod maską, wyszedł się zorientować w sytuacji i służyć męską pomocą.

Wziął latarkę. Leję płyn. Patrzę na niego, jak się trzęsie.

Seg: Moje biedactwo. Zmarznie…

Cisza. Mścisław patrzy na mnie pytająco. W końcu zrozumiałam i dodałam:

Seg: O Tobie mówię.
Mścisław: Aaa.. właśnie.. no…

Chyba za dużo czułości okazuję Tosi przy Mścisławie. To może prowadzić do rozłamu w rodzinie.

Komentarze do wpisu: 6 Napisz komentarz

  1. ty, ale że mścisław nie pomyślał, że to do niego, wiesz co? może jakaś terapia grupowa? :) (a nie, sens terapii przerobiliśmy tu ostatnio). no to ja nie wiem. mogę się tylko uśmiechnąć pod nosem, co też uczynię. (hehe, a ze mnie się śmiała, a sama proszę. miszczyni czułości :)

  2. No więc własnie starałam się tego dnia być dla niego czuła, co się skończyło patrzeniem na mnie jak na idiotkę i niemym „o co Ci teraz chodzi?”. ;)

  3. widzisz, widzisz? oni tak mają no. a jak będziesz megaczuła to usłyszysz „czego znowu się kleisz i mizdrzysz? mów co chcesz i nie ściemniaj”. w najgorszym napadzie czułości jest „jesu, nie znowu”. patologia rulez :)

    mścisław czuje blusa.

Dodaj komentarz