Pachnidło

Mścisław pojechał z misją do Paryża. Powiedziałam mu, że jeśli kupi mi prezent, będę go bardziej kochać. I kupił. Nie wiem tylko, czy w celu bycia bardziej kochanym…

Dostałam ślicznie zapakowaną wodę toaletową Lancome.

Mścisław: Cytrusowa jest. Taka świeża. o de lancome
Seg: Super!

Rozpakowuję, psikam, wącham.

Mścisław: No i co? Ładna?
Seg: T.. taaaak.

Wącham. Kojarzy mi się z „Być może”, starymi polskimi perfumami.

Następnego dnia daję powąchać mamie.

Mama: Wiesz.. tak dziadek pachniał. Co to było.. Wiem! Jego woda po goleniu tak pachniała! Może to męskie są? Dostał, nie podobały mu się, to tobie dał?

Daję powąchać Zielakowi.

Zielak: Hm.. To pachnie jak… Jak.. Wiem! Tak płyny do kibla pachną! Takie odświeżające!

Ale i tak bardzo podoba mi się mój prezent z Paryża. I zgodnie z umową kocham Mścisława jeszcze bardziej :>

Komentarze do wpisu: 3 Napisz komentarz

  1. Dlatego też staram się unikać kupowania zapachów na prezent. Bardzo często nie było to trafione. Dlaczego? Bo kierowałem się własnym gustem, a nie osoby obdarowywanej. No tak mnie się to podoba, to jemu/jej też. A tu czapa. Do tego często kierujemy się reklamą, marką czy ceną. Ta ostatnia chyba gra tu pierwsze skrzypce. Bo jak drogie to i dobre. Znana marka, na pewno ładnie pachnie. I raz się na tym przejechałem kupując przez net dla siebie.

    A swoją drogą to bezcenne są miny osób obdarowywanych zapachami. Moja mamusia kiedyś otrzymała ode mnie zachwalane i nagrodzone na jakiś tam festiwalach Chloe. Niby cudne, ochy i achy nad nimi rozciągali, a tu prysk na dłoń. Mamcia wącha. Widzę jak otwiera oczy w stylu „WTF?” i po chwili mówi „nie no ładne, ładne”. I do tego dokleił sobie uśmiech numer sześć wykorzystywany w głupich sytuacjach. Bezcenne.

Dodaj komentarz