Piękne wspomnienia z pierwszego trymestru ciąży

Mieliście kiedyś takiego kaca giganta, kiedy ciagle chce się rzygać, nie ma na nic siły i mimo świdrującego głodu nic nie można włożyć do ust? To u mnie pierwszy trymestr wyglądał podobnie, tylko było jeszcze gorzej. :)

Nie wiem, kto ciążę nazwał stanem błogosławionym, ale z pewnością był to mężczyzna. Albo jedna z tych kobiet, które nie mają żadnych ciążowych objawów i gdyby nie brak miesiączki i rosnący brzuch, nie wiedziałyby w ogóle, że będą matkami. Całkiem sporo takich znam. Pracowały przez całe ciąże, czuły się pięknie i kwitnąco, a teraz opowiadają, że właściwie cały czas mogłyby mieć dzidziusia w brzuchu, bo to taki wspaniały okres. No, to teraz opowiem, jak było u mnie.

Zaczęło się od mdłości. Nie porannych. Takich całodobowych, od momentu przebudzenia do chwili zamknięcia oczu. Gdy się budzę w nocy (a budzę się często, bo trzeba się co parę godzin wysikać), też mi się chce rzygać. Okropne, męczące uczucie, które jeszcze jakoś znoszę, póki nie ląduję w łazience przy muszli klozetowej. Wtedy już tylko chcę przetrwać kolejny dzień.

Mały apetyt sprawia, że chudnę kilka kilo w ciągu pierwszego trymestru. Wmuszam w siebie małe porcje nielicznych potraw, które mnie nie obrzydzają i zaczynam pić imbir, bo ponoć pomaga na mdłości. Faktycznie pomaga, ale po trzech dniach mam tak dość imbiru, że zaczyna mnie mdlić na samo brzmienie tego słowa, nie wspominając o zapachu.

O, właśnie, zapachy. Otóż wszystko śmierdzi – przekonałam się o tym właśnie jakoś po miesiącu ciąży. Najbardziej śmierdzi jedzenie, potem ludzie (zwłaszcza mężczyźni, włącznie z własnym), pościel, dom, perfumy, środki czystości, odświeżacze do powietrza, kuchnia, ubrania, no wszystko.

Libido na poziomie 0. Jak ludzie w ogóle mogą się całować? Przecież to ohydne! Dotyk stał się wstrętny. Całowanie również, nie wspominając już o seksie. W nocy kopię Sebę i krzyczę, żeby się odsunął, bo się uparcie chce przytulać, a to przecież takie obrzydliwe.

Wypadają włosy. Na twarzy pojawia się trądzik jak u nastolatki. Nie miałam w liceum, to teraz mam. Ot, taka zemsta losu. Nie mogę stosować żadnych działających leków, tylko same babcine sposoby, które działają nie lepiej niż placebo. Maść cynkowa, propolis, częste mycie, maseczka z drożdży – nic nie działa. No jestem nastolatką i musze się z tym pogodzić.

Jestem ciągle zmęczona, nie mam siły chodzić, po spacerze z psami dyszę jak po biegu. I zasypiam o 17, jak kloc, śpiąc do rana. Właściwie to ciągle bym spała tylko, leżała, rzygała i mówiła „wyjdź, bo śmierdzisz”.

Czuję się jak zombie a ciąża jest dla mnie jak choroba. Idę do lekarza na wizytę, żeby zobaczyć, co u gumisia (zarodek – jeszcze nie płód – wygląda jak gumiś, taki trochę jeszcze bez członków, obły i półprzezroczysty :)), a lekarz mówi, że gumiś świetnie się ma, dobrze rozwija i generalnie niczego mu nie brakuje.

No nic dziwnego, że mu niczego nie brakuje, bo mi wszystko zabiera, pasożyt jeden! Witaminki, minerałki, na co tylko ma ochotę. Jak w karfurze, do koszyka i do kasy. Mama płaci.

Ale.. jest nadzieja, droga babo w ciąży, która masz tak, jak ja miałam. Po pierwszym trymestrze najczęściej wszystko przechodzi. Właśnie weszłam w drugi trymestr. Jestem na początku czwartego miesiąca i czuję się o niebo lepiej. Właściwie to poza sporadycznymi mdłościami i zmęczeniem, które jeszcze zostało (ale też mniejsze!), czuję się bardzo dobrze. Cera się wygładza, włosy zaczynają błyszczeć, stałam się bardziej towarzyska i wraca libido. A, i zaczynam jeść jak człowiek, a nawet jak półtora człowieka. :)

Komentarze do wpisu: 63 Napisz komentarz

    1. Olliwka napisał(a):

      nie jestem w ciąży, jednak dziś uciekałam z tramwaju gdzie pieprz rośnie, wszedł taki jegomość, co to chyba przez tydzień ŻARŁ jedynie cebulę i zapijał tłustym czosnkowym sosem! fuj na samo wspomnienie… bleh brrr bleee

        1. To ponoć profesja budżetowa, w sensie, że państwowa posadka. Limitowana liczba miejsc, ale jak się juz dostaniesz, to masz do końca życia pensję, cebulę, kiełbasę, czosnek i bilet miesięczny gwarantowane. Z naszych podatków!

        2. Jak powszechnie wiadomo, plebs, który jada kebaby na mieście nie ma prawa wstępu do komunikacji publicznej, ponieważ może się tam pojawić kobieta w ciąży albo inna, przewrażliwiona łania.

  1. Matylda napisał(a):

    Pozdrawiam z końca 11 tygodnia:) To już druga ciąża, wprawdzie bez mdłości, ale spacery, które uwielbiam są po prostu męczarnią. Spać mi się chce na okrągło, wiecznie jestem zmęczona, nawet jak dopiero co się obudziłam. Irytuje mnie, że muszę cokolwiek dwa razy powtarzać, w ogóle jak muszę coś tłumaczyć. A już najbardziej wkurza mnie tłumaczenie, że TAK musiałam zakupić spodnie z panelem ciążowym, bo TAK Q moje spodnie są na mnie ciasne mimo iż TY i TY i wszystkie twoje koleżanki dopiero w 7 miesiącu nosiłyście spodnie z panelem.

  2. Kaśson napisał(a):

    Pierwszy trymestr jest fatalny, ja praktycznie cały przespałam. Ale teraz wchodzisz w drugi, a ten jest naprawdę fajny. Będziesz czuć się dobrze, brzuszek będzie widoczny, a ludzie nieraz fajnie reagują na brzuszki ;) będziesz miała piękne, gęste lśniące włosy, twarde paznokcie, poznasz płeć, poczujesz ruchy, zobaczysz piękny zarys maluszka na usg. No istna sielanka. Ale najgorsze dopiero przed Tobą hihi w 3 trymestrze będziesz się toczyć, samodzielne wstanie z kanapy może być problemem, będziesz sikać jeszcze częściej, dziecko będzie kopać cię po żebrach, leżeć można tylko na boku bo na plecach dziecko miażdży ci kręgosłup. Cudowny stan błogosławiony :) byle do porodu! Gratulacje Matylda!

  3. Fajnie, że tak to opisujesz. Nie wiem, czy czytałaś, ale nieźle się kiedyś przy tym uśmiałam. Tekst pochodzi ze strony facebook’owej Po.Prostu.Ludzie:

    „O tym, na co mamuśka nie była wcale przygotowana

    Gdy jesteś w zaawansowanej ciąży, to cały świat wydaje się bajeczny, a
    ty w tym świecie jesteś co najmniej dobrą wróżką. Taką okrąglutką dobrą
    wróżką. Twoje oczy lśnią, tajemniczo się uśmiechasz, stąpasz… dobra,
    pominę kwestię stąpania… Czekasz. Myślisz sobie, pożerając drugą porcję
    lodów na ławeczce w parku, że TUŻ-TUŻ! Że jeszcze ciut i pojawi się
    twoje największe szczęście.

    Wiele czytałaś, dopytywałaś, rozmawiałaś i teraz potrafisz sobie
    wszystko wyobrazić. Więc siedzisz na ławce i wyobrażasz, obserwując
    kaczki i gołębie.

    Na te, co nie są w ciąży, patrzysz i myślisz: „Ech… co ty wiesz o
    życiu”. Na te, które już urodziły patrzysz, z jakiegoś powodu, podobnie.
    A potem nagle TADAM! – urodziłaś! Krzyki, łzy, uśmiechy, radość,
    telefony, smsy, śliniaczki, bekanie!… Mija czas… zaczynasz pojmować,
    że to NIEPRAWDA! Dlaczego nikt cię nie uprzedził?! Dlaczego wszyscy
    milczeli?! Spisek! To, na co nie byłam absolutnie przygotowana:

    1. Karmienie piersią. Wszędzie piszą, że jest to wspaniałe uczucie.
    Wierzyłam. Czasem są wzmianki na temat pęknięć i laktostazy, ale w
    najgorszych snach nie przypuszczałam, że pęknięcie oznacza ranę na sutku
    i że to cholernie boli. Zaś laktostaza oznacza wzrost temperatury w
    ciągu pół godziny do 40 stopni, a wówczas leżysz trupem z nabrzmiałymi
    cyckami. Obok leży dziecko, które aktywnie domaga się twojej uwagi.

    2. Nikt nigdzie nie napisał, co należy robić, gdy dziecko przez 3
    godziny było usypiane przez oboje rodziców na zmianę, a gdy wreszcie
    usnęło to zrobiło kupę… Zmiana pieluchy oznacza: „Rozpoczyna się sezon
    drugi, prosimy o zajęcie miejsc w pierwszym rzędzie!” Mąż dostał
    nerwowego tiku, gdy tylko usłyszał przeciągłego bąka. Perspektywa, że
    przez następną godzinę będzie skakał na piłce, przeraziła go bardziej,
    niż kontrola skarbowa w firmie. Piłka należała do jego obowiązków.
    Dzięki temu mąż ma teraz ładny, jędrny tyłek. Ja natomiast kołysałam na
    stojąco: w przód i w tył. Przez pierwszy miesiąc bujałam się tak
    odruchowo wszędzie: w sklepie, na ulicy, w tramwaju. Wystarczyło, że na
    chwilę przystanęłam i heja: w przód-w tył, w przód-w tył… Nie miałam
    nerwowego tiku. Włożyłam malucha do łóżeczka. W kupie.

    3. Nikt nie powiedział, że po porodzie przestanę sikać. Całkiem. Jak
    gdybym urodziła również pęcherz moczowy. Położne przychodziły do nas i
    powtarzały: „Mamuśki! Pamiętajcie o siusianiu!” I wówczas posłusznie
    dreptałyśmy do toalety. O zrobieniu czegoś większego nawet nie wspomnę,
    chyba, że ktoś potrafi wydalać motylki…

    4. Nikt nie wspomniał, że jeśli w czasie ciąży na brzuchu wyrośnie
    dodatkowe owłosienie, to po porodzie i obkurczeniu twój brzuch będzie
    wyglądał jak brzuch Gruzina sprzedającego szaszłyki na plaży w szczycie
    sezonu… Dzięki Bogu, potem wszystko samo odpadnie… Ale najpierw
    przeżywasz szok!

    5. Nie było też mowy o tym, że po porodzie będę mogła wreszcie
    poleżeć na brzuchu najwyżej parę dni, aż będę miała mleko. Potem koniec.
    Maksymalnie, na co mogę sobie pozwolić, to pozycja sfinksa ze smutnym
    spojrzeniem w dal… Leżenie na brzuchu z czterokrotnie powiększonymi
    piersiami, wypełnionymi mlekiem, jest możliwe jedynie na stole do
    masażu, posiadającym dwa wycięte na twarz otwory…

    6. Gdy mówili, że nie będziesz miała czasu dla siebie, to wyobrażasz
    to sobie zupełnie inaczej. Pojęcia „siebie” i „ja” w ogóle przestają
    istnieć. Umyć się i umyć zęby? Jasne, nie ma sprawy! Gdzieś około 15…
    Zjeść śniadanie? Co za problem – mąż wróci wieczorem z pracy i cię
    nakarmi… Fryzura? Proste – zbierasz kołtuny w kucyk i już jesteś piękna!
    Pójść do toalety? A czy ty czasem nie przesadzasz w swojej
    roszczeniowości?

    7. Nikt nie uprzedził, że przez pierwsze tygodnie dzieci, gdy się je
    przebiera lub zmienia pieluchę – drą się wniebogłosy… Początkowo to
    przeraża i zaczynasz się spieszyć, próbując po raz osiemnasty trafić
    nóżką noworodka w nogawkę śpiochów. Maluch zaś wywija tymi nóżkami tam i
    z powrotem. Zanim założysz na prawą nóżkę – lewa się już wywinęła z
    nogawki… I wrzask! Gdybym nie podpatrzyła, że inne matki mają tak samo,
    to myślałabym, że urodziłam histeryczkę.

    8. Gdy rodzi się dziecko, wszystko, co jego dotyczy musi być
    absolutnie higieniczne, wyjałowione. Zabawki, smoczki, butelki – trzeba
    myć, wygotowywać, polewać wrzątkiem. Mija czas… Dziecko zaczyna
    raczkować, a arsenał jego zabawek i rzeczy, których dotyka dawno
    przekroczył granicę paru grzechotek. To cała szuflada zabawek, telefon,
    łyżki, garnki, przewody i kot. Nikt nie wspomina, co z tym robić. Zawsze
    myć? Zawsze wrzątkiem? Kota? Zgłupiejesz! Problem sam się rozwiązuje,
    gdy dziecko po raz pierwszy wyliże kółka od wózka…

    9. W internecie wszystko jest takie słitaśne, przez co realny obraz
    się mocno wypacza… „Ojej, misiaczek zrobił kupkę!” – to znaczy, że
    misiaczek zesrał się i leży w gównie po uszy. „Beknęliśmy!” – to znaczy,
    że misiaczek rzygnął i wszyscy się przebierają: i misiaczek i mama.
    Kot, który akurat przechodził obok siedzi w kącie i się myje. „Jemy
    kaszkę!” – to znaczy, że wszystko jest w kaszce: misiaczek, mama,
    krzesełko, podłoga, ściany. Jeśli misiaczek robi „pffffff” to również
    kot jest w kaszce, bez kota się nie obejdzie…

    10. Nikt nie powiedział, że gdy urodzisz, to nie kochasz swojego
    dziecka. To nie jest miłość, nie wierzcie w to! Po prostu jeszcze żaden
    człowiek na świecie nie znalazł słów, by opisać TO UCZUCIE. Nieziemskie,
    niewiarygodne. Zdziwienie, zachwyt. Patrzysz i nie możesz się
    napatrzeć. Szok! Ona ma wszystko! Rzęski, brewki, uszka, paznokietki na
    paluszkach, a nawet dziurkę w pupie! Wyobrażasz sobie??? Ona ma dziurkę w
    pupie!!! Jak to jest możliwe? W jaki sposób moje ciało stworzyło coś
    takiego! Ona oddycha. Porusza się. Marszczy nosek! Patrzy! Wielki ukłon
    dla tego, kto to wszystko tak stworzył! A miłość? Miłość przychodzi
    potem… z czasem”.

    1. Robal_pl napisał(a):

      Sama prawda. Wiem z doświadczenia.
      1. Karmienie piersią – problemem są zastoje – okłady z zimnej kapusty pomagają ale żona dziwnie wtedy wyglądała leżąc z cyckami obłożonymi kapuchą a ja donosiłem świeże porcje z zamrażalnika (rada: karmić w różnych pozycjach, w tym „spod pachy”).

      2. Pierwszy miał tak, że spał tylko wtedy gdy był noszony. Koniec kropka. Chodzisz przez pół nocy nosząc małego. Zasnął. Dla pewności jeszcze 5 minut drepczesz po mieszkaniu, kładziesz go DELIKATNIE i POWOLI do łóżeczka. Śpi ! Pędem do własnego wyrka i spać bo rano do pracy trzeba. 15 minut później gdy właśnie zaśniesz – wrzask. I od nowa. Na spacerze też spał tylko wtedy gdy wózek jechał. Spróbuj usiąść na ławce aby odpocząć lub książkę przeczytać. Wrzask na całe osiedle a ty łapiesz wózek i nakręcasz kilometry. Jak jedziesz z dzieckiem samochodem to modlisz się o same zielone światła. Jak tylko się zatrzymasz na czerwonym – budzi się i ryk. Z następnymi nie ma takiego problemu. Rada: generalnie zachowywać się normalnie a nie jakoś specjalnie cicho. Jak nauczysz dziecko spać tylko w ciszy to potem tupanie kota będzie je budzić. Średni nie chciałspać jak było cicho i był zamknięty w pokoju. Wystarczyło drzwi otworzyć i spał gdy słyszał dźwięki z mieszkania.

      7. Wrzask dziecka nie jest możliwy do ignorowania. Coś w nim jest takiego, że ciarki ciebie przechodzą i MUSISZ zająć się małym. Nie ma ratunku…

      8. Prawda. To działa jakoś tak:
      Gdy pierwsze dziecko połknie 5 zł to lecisz do szpitala, prześwietlenie, operacja i w ogóle panika.
      Gdy drugie połknie 5 zł to czekasz spokojnie aż wydali.
      Gdy trzecie dziecko połknie 5 zł – potrącasz mu z kieszonkowego.

      9. W tym momencie docenisz betonowe ściany i podłogę oraz kratkę odpływową w podłodze. W zasadzie kratka przyda się przez następne 13 lat. Kto powiedział, że nastolatki nie brudzą dookoła siebie ..?!

      1. Agnès Więckowska napisał(a):

        7. Powiedz to, Robalu :), moim sąsiadom. Kilka miesięcy temu urodziło im się 3 dziecko. Nie wiem czy to ich kultura, wychowanie czy co (są Nigeryjczykami), ale ten ich mały drże się cały dzień i noc! A oni nic! Dzieciak może się drzeć przez bite pół godziny o 3 nad ranem, ja mam wrażenie, że mam go u siebie w domu, a oni nic. Już się zastanawiałam czy tego gdzieś nie zgłosić, bo nigdy nie słyszałam tak płaczącego dziecka (a mam czwórkę młodszego rodzeństwa). W dodatku działa jak budzik: drze się wyjątkowo punktualnie. Modlę się żeby jak najszybciej dostali mieszkanie socjalne i się wynieśli.

  4. W 1. trymestrze drugiej ciąży pojechałam do Barcelony. Rzyganie z widokiem na Gaudiego – bezcenne… Trzymaj sztamę z imbirem, on jeden Cię nie zawiedzie :) i powodzenia!

  5. I ten piękny stan trwa od 4 do mniej więcej 7 miesiąca.Potem nagle brzuch zaczyna ci rosnąć jak pompowany z prędkością światła balon, spać nie możesz bo za zimno,za gorąco,bo niewygodnie. Właściwie cały czas chce ci się siku.Ciągle,nieustannie. Libido spada coraz bardziej,a sam seks wygląda jak nieudolne akrobacje,bo brzuch przeszkadza. Na spacery podobno trzeba chodzić,ale po przejściu 500m nie masz już siły. Dalej nie będę Cię straszyć a i sama nie wiem ile jeszcze niespodzianek przede mną,bo do porodu zostało mi jeszcze plus minus 6 tygodni. Powodzenia i pozdrowienia :)

  6. Nie chcę Cię martwić, ale w połowie II trymestru znów przestaje być kolorowo. Brzuch się powiększa i założenie skarpetek zaczyna stanowić wyzwanie nie wspominając o butach. O spaniu n brzuchu możesz zapomnieć. Dodatkowo powiększająca się macica zaczyna uciskać na wszystkie narządy a w szczególności przeponę i masz wrażenie, że ktoś Cię ciągle poddusza, ale spoko. Jakoś da się to znieść. Jest lepiej niż kiedy są mdłości. Ja właśnie zaczęłam 6 miesiąc! Trzymam kciuki!

    1. To zalezy, u mnie drugi trymestr byl najlepszy, przechodza wszystkie mdlosci, nie jestes jeszcze taka ciezka, wiec mozesz troche wiecej. Naprawde bylo znosnie.

  7. Zaradna Mama napisał(a):

    Wypisz wymaluj moja ciąża :-) Tylko, że mnie mdłości i zapachy trzymały za pierwszym razem do 6 m-ca, za drugim do 8 :-/
    Za to seks… libido najpierw spada, potem rośnie, rośnie, i jeszcze trochę rośnie :-) Najlepsze orgazmy miałam w ciąży :-D
    Uśmiecham się na samo wspomnienie :-DDDD

  8. :) Gratuluję. Super, że o tym napisałaś. Ja już na wspomnienie swoich 2 ciąż się uśmiecham. Pierwsza była prawie idealna. Pierwszy trymest odrzucały mnie różne zapachy już na samą myśl, było troche mdłości, ale bez wymiotów. Do końca pracowałam i nosiło mnie. Sypiałam po 3 godziny, ciągle łaziłam, nie mogłam 30 minut wysiedzieć, tak jakoś. Córa urodziła się super zdrowa :) Druga ciąża, cóż wyszło od początku nadciśnienie i brałam leki, byłam też słaba i ciągle zmęczona a jednocześnie nie mogłam wysiedzieć w miejscu, a musiałam dużo leżeć. Synek zdrów jak ryba. Między ciążami: pierwsza 29 lat a druga 36, teraz wiem, że obydwie powinny być (u mnie) przed 30 :) Ale jakoś dałam radę i też nie nzwałabym tego błogosławionym stanem…Pozdrawiam i mam nadzieję, że szybko poczujesz się lepiej.

  9. Paulina napisał(a):

    im większe przeboje w pierwszym trymestrze, tym zdrowszy maluch, takich to rzeczy teraz na psychologii uczą ;) powiedziałabym, nic tylko się cieszyć, no ale… swoje przeszłaś :D

  10. softshell napisał(a):

    Cześć Seg. Z racji tego, że dopiero ogarnąłem wpisy moje gratulacje dla Ciebie i Seby. Zapachy to początek – potem jest jeszcze ciekawiej. Żona powiedziała, że był tylko 1 plus – brak okresu, reszta to walka o każdy dzień ;)

  11. Prawie dokładnie opisałaś mój stan w ciąży ;-) Teraz jestem w 12 tygodniu i zaczynam patrzeć na świat nieco bardziej pozytywnie (tzn. zaczęłam się trochę uśmiechać), ale 24 godzinne mdłości nadal działają i najbardziej nasilają się wieczorem, o dziwo! Ja bym jeszcze dodała do Twej listy tych „błogosławionych” oznak ciązy – zmianę charakteru – na gorsze, rzecz jasna… Przez dwa miesiące byłam ciągle zła i co chwila płakałam z niemocy i z bólu (związanego z mdłościami). Teraz szukam tylko pozytywnych wrażeń by przestać być taka „bitchy” i cieszyć się więcej. No i marzę, by zacząć jeść normalnie, czuć (w sensie używać węchu) normalnie i nie mieć już tych sensacji żołądkowych. Aha, no i by to całe gadanie o pięknych włosach i skórze mogło się okazać prawdą, bo póki co, to też czuje się jak nastolatka. Wszystkie ex-ciężarne mówią, że drugi trymestr ma wynagrodzić wszelkie przebyte cierpienia – oby to nie było kolejny mit, jak z tym błogosławionym stanem ;-)

  12. to to czuje sie zachęcona do macierzyństwa na maxa… nie chciałabym Cię dołować, ale matka koleżanki powiedziała mi, że seksem trzeba się cieszyc przed ciążą, bo po porodzie pochwa nigdy nie wraca do miejsca, w którym była wcześniej… masaktra jakas… no chyba ze nie bedziesz mieć naturalnego, ale wtedy znowu blizny na bebeszku…. macierzyństwo wygląda jak dla mnie na jakąś karę, ale ktoś musi gatunek ludzki podtrzymać także panowie proszę nas doceniac!! :)

  13. Za przytulenie swojego malenstwa wiele wiecej byś dała radę wycierpieć. Z tym, ze do tego dochodzi sie po porodzie i to nie tak od razu po :)

  14. Justyna napisał(a):

    Bez obaw – w 2, no bardziej w 3 trymestrze mozesz zapomnieć o samodzielnym zawiązywaniu sznurówek, czy obcinaniu paznokci u stóp. Pod koniec będziesz się modlić do Bozi żeby te 9mcy było za Tobą, a potomek wykluł się w zdrowiu i szczęściu. No. Ja bliźniacza ciężarówka dokładnie tak to pamiętam.

    1. Justyna- obalam teorie. Do samego rozwiązania sznurowalam trampki a paznokcie nie dziurawily mi skarpet :) -dokonałam tego bez udziału osob trzecich stosując rożne techniki :D a brzuszek miałam zacny bo był w środku 4,5 kg mężczyzna :)
      No ale fakt, ze od 7 mca juz nie mogłam doczekać sie rozwiązania :D

  15. Tubka Farby napisał(a):

    JA w swojej ciąży czułam się strasznie – i bach! dziewczyna :D a co do libido to najlepsze przed tobą – cały piąty miesiąc mój mąż mi w ogóle nie śmierdział – wręcz przeciwnie :)

  16. Ciesz się drugim trymestrem, jest naprawdę fajny! Ja akurat należę do tych szczęściar, które miały lekki pierwszy trymestr. Zero mdłości, wymiotów, żadnej nadwrażliwości na zapachy. Współczuję!

  17. ja miałam tak jak piszesz, że gdyby nie rosnący brzuch i brak miesiączki nie wiedziałabym, że jestem w ciąży. Nie miałam „porannych” mdłości w ogóle tylko czasami zdarzało mi się spać na stojąco, a nawet na chodząco i moja druga połówka musiała mnie nieść do domu czasem z drugiego końca miasta :D jako takich zachcianek typu śledź z czekoladą itp nie miałam, ale mogłam wcinać mięso całą dobę (oprócz momentów o których wspomniałam wyżej czyli spania) a libido całą ciążę na wysokim poziomie :D

  18. Biedaku… byle do końca pierwszego trymestru! Potem dojdą inne dolegliwości, ale samopoczucie o niebo lepsze :-) Te prochy ze zdjęcia pewnie też trudno Ci łykać? Polecam wszystko w jednym: Omegamed Optima. Skasuj komentarz, jeśli nieładnie tak tu reklamować, ale wypróbuj :-)

  19. Agnieszka napisał(a):

    Na mdłości do ssania polecam rennie, mi pomagało przy obu ciążach, bardzo wygodne bo zawsze masz przy sobie.W ciąży z moim pierwszym dzieckiem (chłopcem) czułam się super (oprócz mdłości, ale rzadko) pełna mocy, nie przytyłam zbytnio, też jako niemowlak nie dokuczył nam za bardzo. Po tych miłych wspomnieniach zapragnęłam drugiego TO BYŁ BŁĄD! Było tak jak opisujesz plus żylaki, rwa kulszowa, brak czucia w jednej nodze, ból drugiej nie mogłam chodzić, a przecież miałam małe dziecko, którym musiałam się zajmować, a o porodzie to już nawet nie wspomnę. Urodziła się dziewczynka i co usłyszałam od położnych, że z dziewczynami tak to już jest w ciąży, takie są ich obserwacje. I tak na koniec optymistycznie CO NAJGORSZE TO PRZED TOBĄ! ;)

  20. motylica_watrobowa napisał(a):

    Zdaję sobie sprawę, że nudności w pierwszym trymestrze bywają uciążliwe (sama rodzę na dniach i też przez to przechodziłam), ale nie najlepszym środkiem p/wymiotnym, p/nudnościom jest imbir. Na zajęciach z farmakognozji (nauka o ziółkach) mówiono nam, że ciąża jest przeciwwskazanie do stosowania imbiru. Poza tym w artykule ze strony http://www.termedia.pl/Imbir-Zingiber-officinale-we-wspolczesnej-terapii,8,2327,1,0.html (wiem, że pewnie nie masz dostępu, jakby co mogę przesłać Tobie .pdf) jest cytat o następującej treści: „Z braku odpowiednich kontrolowanych badań klinicznych u kobiet w ciąży oraz po doniesieniach o mutagennym działaniu gingerolu i szoagolu, imbiru nie należy stosować u kobiet ciężarnych.” Lepiej chuchać na zimne…

    Sama osobiście jadłam tony bananów- bo tylko po nich nie było mi niedobrze, zapijałam je kefirem/ jogurtem naturalnym. Może Tobie też pomoże.

  21. Ja mialam podobnie…teraz mam juz dwa tygodnie do porodu i powiem Ci ze pod koniec tez jest koszmarnie:-) tylko srodek jest w miare 4-6 miesiac ekstra, potem juz zaczyna sie znowu. Sikanie to co minute pod koniec, co bym nie wstala to sie sikac chce ;-)
    Trzymaj sie i dbaj o siebie i gumisia ;-)

  22. Tak intensywne odczuwanie zapachów musi wykańczać! Zwłaszcza, że od większości chce się znowu rzygać :P
    Pomyślcie co czuje pies, któy ma węch 16 razy lepszy niż człowiek!!

  23. Ala Alek napisał(a):

    Mi już się zaczął III więc teraz odstawiłam kwas foliowy i biorę pregnofer dha z Oleofarm, któy z tego co lekarz mówi będę brała do końca okresu karmienia piersią.

  24. no niestety… zapraszam do siebie jeżeli jesteś ciekawa rozwoju sytuacji (?) w drugim trymestrze jest chwilowy spokój. w trzecim zaczyna być ciekawie :) Pozdrawiam i oczywiście gratuluję!!!

  25. zuza napisał(a):

    jestem w połowie drugiej ciąży. Nie wiem, co to mdłości, przytulam się i uprawiam seks równie chętnie, jak poza ciążami, włosy PRZESTAJĄ wypadać. Polecą dopiero 3-4 miesiące po porodzie. Zapachy… taaak, węch mam jak wilczyca, to, że dziecko ma kupę wyczuwam z drugiego pokoju, ale nie wszystko śmierdzi… Dział z proszkami do prania w Rossmanie pachnie tak, że chętnie rozbiłabym tam obóz. Przed każdym praniem wdycham z lubością zapach proszku Biały Jeleń (hypoalergiczny więc i niepotrzebnych perfum nie ma, sam proszek…). I tylko ta zgaga…

  26. Agnieszka Kubaszczyk napisał(a):

    Miałam bardzo podobne doświadczenia w 1 trymestrze, 2 trymestr rządzi! Powoli zaczynam 3 i póki co nie ma dramatu, ale dlaczego wciąż chce mi się siku?? (nie, nie jestem przeziębiona). Ile razy można wstawać w nocy?

  27. Kiszka napisał(a):

    U mnie tez pierwszy trymestr byl fatalny. Ciagle mdlosci, niewyobrazalny glod ale zero ochoty zeby zjesc cokolwiek i napady spiaczki kongijskiej kilka razy dziennie. O sikaniu kilkaset razy dziennie nie wspomne. Mialam ochote znalezc tego kto to tak bezczelnie zsiewa plotki, ze ciaza to stan blogoslawiony i narzygac mu na buty! Ale teraz, w drugim trymestrze, no bajka normalnie, moze dlatego ze punkt wyjscia byl taki slaby:)

  28. MałgorzataZawadowo napisał(a):

    Tak czytam to znów, i trochę Cie rozumiem. Z tym rzyganiem i brakiem sił. Miałam tak w trakcie wirusa rota.

    ;D

Dodaj komentarz