Pierwsza zasada podrywu

male przechylona

Lata praktyki, obserwacji i złożonych studiów nad różnymi beznadziejnymi przypadkami doprowadziły mnie do bardzo jasnej konkluzji. Jest jednak coś takiego jak „pierwsza zasada podrywu”, sprawdza się w większości przypadków i bez niej fajnej laski nie poderwiesz. Co więcej: ta zasada dotyczy też wielu innych sfer, nie tylko uwodzenia. Dzięki niej zaskarbisz sobie przyjaźń, sympatię wykładowców, zdasz egzamin ustny, przekonasz do siebie klienta i nawet jeśli słuchasz Kombi, masz szansę stać się człowiekiem lubianym i szanowanym. Gotowi? Oto ona:

BĄDŹ CIEKAWY

Nie w znaczeniu „interesujący” – ale „zainteresowany”. Bądź ciekaw, kim jest Twój rozmówca, czym się interesuje, co robi, skąd pochodzi, co myśli na jakiś temat i dlaczego tak myśli. Bo każdy lubi mówić o sobie, ale musi mieć świadomość, że kogoś to interesuje.

Kilka najgorszych randek w moim życiu polegało właśnie na tym, że facet bez przerwy opowiadał o sobie a nawet jeśli zadawał mi jakieś pytania – to ewidentnie tylko po to, by od razu przedstawić mi swój punkt widzenia. Trajkotali o swojej pracy, poglądach i próbowali zaimponować mi tym, jak dobrze znają whisky, muzykę jazzową lub filmy. Co z tego, że te tematy są mi bliskie i teoretycznie powinnam być zainteresowana dyskusją na ich temat, skoro tej dyskusji nie było. Raczej monolog i to krzyczące „jestem taki mądry i interesujący, no weź no, zakochaj się we mnie!”.

Miałam też kilka udanych randek, które mimo wszystko nie miały swojej kontynuacji. Dlaczego? Bo to ja byłam ciekawa i zadawałam mnóstwo pytań. Poznawałam moich partnerów, z zapartym tchem wysłuchując historii ich życia, wgryzając się w relacje rodzinne, zgłębiając ich pasje i tajniki zawodu. Kończyło się to zawsze zauroczeniem – ich we mnie, nie odwrotnie. Bo naprawdę łatwo kogoś w sobie rozkochać, jeśli przekonamy go, że jesteśmy ciekawi jego myśli i doświadczeń. Jeśli zadajemy mu pytania i uważnie wysłuchujemy odpowiedzi. Na tym z resztą opiera się typowe zakochanie w psychoterapeucie, który daje pacjentowi złudzenie, że jest go ciekaw.

Gdy zaś wspominam miłości mojego życia, zawsze początek relacji opierał się na dobrze zbalansowanej fascynacji sobą nawzajem. W rozmowie oboje czuliśmy, że druga strona bardziej chce się dowiedzieć czegoś o partnerze – niż mówić o samej sobie.

To właśnie jest Święty Graal uwodzenia, klucz do serca drugiego człowieka. Prawdziwe, szczere zainteresowanie, które można w sobie obudzić, jeśli wyłączy się potrzebę imponowania i zrezygnuje z egocentryzmu. Polecam, Matylda Kozakiewicz.

Komentarze do wpisu: 42 Napisz komentarz

  1. Najlepiej podrywanie nam wychodzi, kiedy… nie podrywamy. Wtedy nie ma tego chwalenia się i nachalnych prób rozkochiwania, o których mówisz. Wtedy mamy tak wspaniale lekko wywalone, co jest o niebo bardziej atrakcyjne niż psiak, który jest na każde skinienie. Ale o ileż trudniej być tylko zainteresowanym, a jeszcze nie tak mocno zaangażowanym…

  2. Adam Smyk napisał(a):

    lubię kobiety do tego stopnia, że sam bym chciał być kobietą w następnym wcieleniu. co do podrywu, to różnica między podrywem w wykonaniu mężczyzny a tym ze strony kobiety jest taka, że kobieta ma cały wachlarz mowy ciała, subtelnych gestów zachęcających faceta do podjęcia działania. spojrzenie, uśmiech, ruchy ręką, nogą, „przypadkowe” wykesponowanie tej lub innej części ciała, ale kto to słyszał, żeby kobieta sama od początku do końca faceta podrywała. to na nas ciąży to brzemię, żeby się dobrze zaprezentować i wam się spodobać, a o tym to można całe książki i podręczniki pisać, jak spodobać się kobiecie ale i tak się tematu nie wyczerpie. każda z was zwraca uwagę na co innego i nie ma czegoś takiego jak facet na którego „leci” każda. taki facet nie istnieje i bardzo dobrze, bo to dodaje otuchy. każdy z nas ma szanse, trzeba tylko się trochę postarać, a moim zdaniem facet który nie ugania się za pannami jak ci pożal się boże instruktorzy podrywu, tylko skupia się na normalnych męskich zajęciach (czyli jak zapewnić sobie przetrwanie i życiowy komfort) naturalnie przyciąga do siebie nie tylko kobiety ale po prostu ludzi. nikt nie lubi desperatów, a kobieta która jest świadoma swojego seksapilu oczekuje że faceci dostrzegą w niej coś więcej niż zgrabną pupę czy biust. ja się na przykład ostatnio zorientowałem że Adriana Lima, o której marzy i fantazjuje chyba każdy kto ją chociaż raz widział, ma coś o wiele ciekawszego niż piękne ciało, ona ma w sobie tryskającą optymizmem i uroczą osobowość, jest do tego mądra i widać że w życiu przeczytała nie jedna mądrą książkę. jak dla mnie uśmiech i optymizm życiowy jest bardzo sexy, dupę i cycki ma każda z was, ale cieszyć się każdą chwilą swojego życia i być dobrym człowiekiem to sztuka, którą niestety wiele pięknych polskich kobiet nie opanowało i chyba nie opanuje, ale kij z nimi, ja się z takimi nie zadaję :DDD

  3. Wiktor Jagusiak napisał(a):

    „Gdy zaś wspominam miłości mojego życia” – nie wiem czy zazdrościć czy współczuć? Oto mam przed sobą notatkę napisaną przez królewnę podrywu. Doświadczoną i zarazem niespełnioną życiowo – przynajmniej, tak można wywnioskować z sąsiednich notatek.

    Z tą „ciekawością” trudno się nie zgodzić. W sumie, nie ma w tym nic odkrywczego. Ważniejsze powinno jednak być podsumowanie tego wywodu: Według tego, co napisałaś „sztuka podrywu” sprowadza się do udawania. Jeżeli dziewczyna, z którą się spotykam jest ciekawa, to nie muszę się zastanawiać nad tym, o co pytam – ciekawość rodzi się sama – jak każda inna
    forma uczuć między dwojgiem ludzi. Jeżeli natomiast chcę kogoś poderwać, to powinienem się uzbroić w notes, odgrodzić wysokim murem, zza którego mnie prawdziwego nie będzie widać, tylko osobę, którą „docelowa ofiara” chce zobaczyć. Gościa, który rozpływa się w jej „relacjach rodzinnych, pasjach, tajnikach zawodu”. I w ogóle „ach i och moja Ty ciekawa rozmówczyni”.

    Myślę, że ciekawość drugiej osoby może się opierać na ciekawości „dotyku”, „smaku”, „reakcji” – niekoniecznie na tym, co
    ona trajkocze. Poza tym, gdzieś zaniknął w Twoim rozumowaniu model akceptacji, a na nim opierają się np. chwile przepełnione cichym spojrzeniem w oczy, przy których kompletnie nie trzeba nic mówić, albo pewność siebie przedstawiona zwykłym: „pragnę
    cię”.

    Dlatego zgadzam się z kolegą z jednego z wcześniejszych komentarzy: „To jest wojna, na której nie ma zasad”. W każdym
    innym przypadku robimy z siebie „psychologa, który tylko udaje zainteresowanego”.

    1. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

      Wiktor Jagusiak,

      Piszesz: „Jeżeli natomiast chcę kogoś poderwać, to powinienem się uzbroić w notes, odgrodzić wysokim murem, zza którego mnie prawdziwego nie będzie widać, tylko osobę, którą „docelowa ofiara” chce zobaczyć. Gościa, który rozpływa się w jej „relacjach rodzinnych, pasjach, tajnikach zawodu”. I w ogóle „ach i och moja Ty ciekawa rozmówczyni”. ”

      Po pierwsze dlaczego chcesz podrywać kogoś kto Cię nie interesuje?

      Po drugie nie rozumiem jak to, że będziesz ciekawy drugiej osoby ma Cię „odgrodzić wysokim murem, zza którego mnie prawdziwego nie będzie widać”?

      Pozdrawiam serdecznie.
      Grzegorz.

      1. Wiktor Jagusiak napisał(a):

        – Po pierwsze dlaczego chcesz podrywać kogoś kto Cię nie interesuje?

        Nie chcę. O tym właśnie piszę, że jeżeli ktoś mnie faktycznie interesuje to… Jestem go ciekawy, a pytania rodzą się same. Co podważa sens powyższej notatki. Przykładowo jeżeli panna ma zawyżone ego, to wymaga określonych pytań by poczuć się zauważona. Osobiście sądzę, że ktoś mnie nie musi np. pytać o tajniki mojego zawodu by mógł pokazać, że jest mnie ciekawy. Ergo, nie istnieje uniwersalny zestaw pytań, za pomocą którego można pokazać, że się jest kogoś ciekawy.

        -Po drugie nie rozumiem jak to, że będziesz ciekawy drugiej osoby ma Cię
        „odgrodzić wysokim murem, zza którego mnie prawdziwego nie będzie
        widać”?

        Patrz odpowiedź wyżej, jeżeli ktoś ma zawyżone własne ego, zawsze będzie odczuwał coś pokroju:
        „że facet bez przerwy opowiadał o sobie a nawet jeśli zadawał mi jakieś pytania – to ewidentnie tylko po to, by od razu przedstawić mi swój punkt widzenia”. Z psychologicznego punktu widzenia, do takiej osoby można podejść właściwie (w naszym kontekście „poderwać”), tylko dopasowywując się do jej priorytetu wartości. Posiłkując się powyższą notatką: „relacjach rodzinnych, pasjach, tajnikach zawodu” – masz nawet je przedstawione w kolejności. Teraz wystarczy tylko ułożyć pytania z odpowiednią gęstością prawdopodobieństwa i oto tworzysz z siebie partnera idealnego. Sęk w tym, że przy takim zachowaniu przestajesz być sobą i jak woda, której wewnętrzne wiązania cząsteczek są zbyt słabe, dopasowywujesz się do naczynia, w tym przypadku rozmówcy.

        1. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

          Wiktor Jagusiak,

          Zgadzam się z Tobą, że nie istnieje uniwersalny zestaw pytań aby pokazać zainteresowanie drugą osobą. Te powinny wynikać z przebiegu rozmowy.

          Twój pierwszy komentarz odczytałem tak: „Jak dziewczyna jest interesująca to nie mam problemu z wyrażaniem zainteresowania. Gdy nie jest interesująca to muszę udawać to zainteresowanie i ciekawość jej osoby do tego stopnia, że ja to już nie ja” Stąd moje pytanie dlaczego podrywać (wykazywać ciekawość) w stosunku do osoby która nas nie interesuje? Czy nie lepiej, gdy się zorientowaliśmy, że dana osoba jest z zupełnie innej bajki zaprzestać podrywu? Albo zmienić strategię podrywania na mniej efektowną i zacząć gadać o sobie jaki to jestem och i ach?

          Piszesz: „Jeżeli ktoś ma zawyżone własne ego, zawsze będzie odczuwał coś pokroju: „że facet bez przerwy opowiadał o sobie a nawet jeśli zadawał mi jakieś pytania – to ewidentnie tylko po to, by od razu przedstawić mi swój punkt widzenia””

          Pytanie czy taką osobę warto podrywać? Czyli wracamy do punktu pierwszego. Po co podrywać kogoś kto nas nie interesuje? Po co udawać zainteresowanie skoro nie jesteśmy zainteresowani i po co się do danej osoby dopasowywać?

          Ten tekst Segritty jest o tyle ważny, że dużo osób zamiast wyrazić zainteresowanie osobą podrywaną mówi o sobie. Jeżeli pod wpływem tego tekstu ktoś zmieni swoją strategię i zamiast, jak zwykle, trajkotać o sobie zacznie być ciekawy drugiej osoby to już jest dobry powód by napisać taki artykuł.

          W innym moim komentarzu dałem dwa linki, do innego bloga, które w moim mniemaniu są doskonałym uzupełnieniem tego tekstu. Pierwszy wymienia typowe strategie podrywu (i też tak jak tu wynika z niego, że ta na bycie ciekawym drugiej osoby jest najskuteczniejsza a ta na mówieniu o sobie najpowszechniejsza – choć są wymienione też inne) Drugi rozwija wątek jak być ciekawym drugiej osoby i w moim odczuciu jest to nieco zgrabniej wytłumaczone niż tu.

          Tak przy okazji to może Panie mogłyby się wypowiedzieć jak często im się zdarza, że są podrywane w sposób tu opisany czyli jak często czują autentyczne zainteresowanie, ciekawość swojej osoby a jak często jest to monolog faceta o tym jaki on jest wspaniały?

          Pozdrawiam serdecznie.
          Grzegorz.

        2. Wiktor Jagusiak napisał(a):

          Morał z tego taki, że we wszystkim trzeba znać umiar ;-)
          Z tym, że uważam, że to trochę trudne. Niektórzy np. podekscytowani randką i drugą osobą – gadają jak kataryny, inni milczą. Nie zawsze da się to tak łatwo kontrolować, zwłaszcza, że sposób postrzegania siebie w takiej dyskusji jest zachwiany. (Np. zdaje nam się, że jesteśmy wścibscy, nachalni, albo zbyt milczący).

        3. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

          Wiktor Jagusiak,

          Oczywiście, że to nie musi być proste. Zauważ jednak, że z tekstu wynika że najlepszy rezultat był osiągany gdy obie strony stosowały przytoczoną zasadę i obie były ciekawe siebie nawzajem.

          Pozdrawiam serdecznie.
          Grzegorz.

  4. Marzena Gondek napisał(a):

    A ja zawsze się boję, że będę wścibska. To cecha, której bardzo nie lubię i nie chciałabym jej posiadać…

        1. Arrczi napisał(a):

          Może nie jesteś wścibska tylko zainteresowana, ciekawa drugiej osoby :) chyba o to w tym wszystkim chodzi. Uważam, że na początek musi być wzajemne zainteresowanie, a póżniej się sytuacja sama wyklaruje. Nie od razu Rzym zbudowano. Ściema do niczego nie prowadzi. Tak więc podzielam zdanie Grzegorza Kudybińskiego.

    1. Marzena Gondek,

      To chyba zależy od wyczucia. Nie wiem, może od empatii? Trzeba nabrać wprawy by móc przewidzieć kiedy rozmówca zaczyna czuć się niekomfortowo. Innymi słowy ważne jest to jakie pytania zadajemy by nie przekroczyć granicy między byciem ciekawym a ciekawskim.

      Pozdrawiam serdecznie.
      Grzegorz.

      1. Marzena Gondek napisał(a):

        Masz racje. Obawiam się, że ja po prostu jestem zbyt wyczulona. Dla mnie pytanie „Gdzie idziesz?” jest już przekroczeniem granicy, a z drugiej strony wiem, że to może być tylko grzecznościowo-zapychające pytanie. W każdym razie muszę nad tym popracować.

  5. Eliza Gawin napisał(a):

    Musze cos powiedziec. I od razu sorry za brak polskich znakow. Chcialabym uslyszec rade nt. pierwszej zasady podrywu od osoby zakochanej i zaobraczkowanej od 40 lat :) Tak jak Wiktor mowil ponizej. Jestem singlem i chetnie Cie czytam, ale osobiscie (kazdy sam ocenia…) nie uwazam, ze moglabys byc **moim** autorytetem w tym temacie :)

        1. Eeee tam, kiedyś wcale nie było inaczej. Byli misiowie i podrywacze, byli wierni i niewierni. Byli stali i niezmienni. Jedni mają miłość swojego życia – inni miłości swojego życia. Każdemu, co lubi. :)

  6. Tylko weź pod uwagę jak często kobiety zamieniają rozmowę w wywiad. Ile razy próbowałem prowadzić dialog byłem zasypywany toną pytań i podsumowywany próbami psychoanalizy i jakąś mylną diagnozą. Takiej na poziomie „tu wstaw nazwę pisma z którego obecnie czerpie się mądrości”. Z kobietą trzeba prosto. Trzeba jasno dać do zrozumienia li chcesz z nią iść do łóżka, spędzić szalony tydzień w górach, czy zrobić dziecko. Ona to wie od początku, facet też musi.

  7. Joanna Cieszkowska napisał(a):

    Pierwszą i jedyną zasadą podrywu jest- bądź sobą. Jeśli żeby kogoś
    poderwać, musisz się wysilać, starać i myśleć o tym, jak się zachowywać,
    to podrywana osoba nie poleci na ciebie, takiego jakim jesteś, tylko na
    twoją grę. Bądź sobą, jak ktoś poleci na to, to można być pewnym, że na
    prawdę się podobamy.

    Irytują mnie wszelkie porady pt. „co zrobić
    by jego/ją mieć” i te wszelkie gierki. Krótka piłka- albo się podobam
    albo nie, szkoda mi czasu na kogoś kto zafascynował się moją grą
    aktorską. I jeśli jestem kimś na prawdę zainteresowana to ciekawość rodzi się sama.

    1. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

      Joanna Cieszkowska,

      Bycie ciekawym drugiego człowieka nie wyklucza bycia sobą. Tak samo jak nawijanie głównie o sobie nie wyklucza bycia sobą. Ten tekst jest o tym która strategia jest bardziej efektywna, lepsza i absolutnie nie oznacza to, że musisz coś udawać.

      Pozdrawiam serdecznie.
      Grzegorz.

      1. Joanna Cieszkowska napisał(a):

        Nie widzę zasadności stosowania jakiejkolwiek strategii. Samo założenie, że muszę specjalnie myśleć o tym, by zachować się w dany sposób implikuje, że zachowanie to nie jest dla mnie naturalne, ergo nie jestem w tym zachowaniu autentycznie sobą.

        Jeśli naturalnie dużo mówię o sobie, to nie będę milczała, bo to nie leży w moim charakterze. Tak samo jeśli naturalnie milczę, nie zacznę się odzywać tylko dlatego by kogoś poderwać, bo odzywanie się nie jest moją naturalną reakcją.

        1. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

          Joanna Cieszkowska,

          Ja naprawdę nie rozumiem jak bycie ciekawym innej osoby sprawia, że nie jesteś sobą. Zakładam taką sytuację: spotykasz kogoś kto wydaje Ci się na tyle interesujący, że chcesz go poderwać. Teraz masz dwie możliwości:

          a) starać się zabłysnąć, pokazać jaka to jesteś fajna i skupić się na mówieniu głównie o sobie (mając przy tym nadzieję, że okażesz wystarczająco ciekawa aby wzbudzić zainteresowanie osoby podrywanej)

          b) wykazać się autentycznym zainteresowaniem, ciekawością w stosunku do drugiej osoby.

          Tutaj Matylda (jak również Alex Barszczewski, którego bardzo cenię i do którego postów w innym komentarzu podałem linka) wskazuje, że drugie podejście jest bardziej skuteczne. Zauważ przy tym, że najlepszy rezultat osiągany był wtedy gdy obie strony stosowały to podejście.

          Nie widzę powodu aby to drugie podejście powodowało, że ktoś będzie mniej autentyczny. Czy jeżeli ktoś pokarze Ci jak daną rzecz można zrobić inaczej, lepiej i zaczniesz ten inny sposób stosować to przestaniesz być sobą? Ja na to patrzę, że masz podejście a i podejście b. Które wybierzesz Twoja sprawa ale żadne nie sprawi, że będziesz mniej sobą. To po prostu nieco inne spojrzenie na komunikację. Przy czym cały czas zakładam, że jesteś autentycznie zainteresowana poznaniem drugiej osoby i zwyczajnie nie musisz udawać ciekawości (a jeśli musisz ją udawać to po co wtedy daną osobę w ogóle podrywać?)

          Pozdrawiam serdecznie.
          Grzegorz.

        2. Joanna Cieszkowska napisał(a):

          Nadal nie rozumiesz- nie ma niczego złego w ciekawości o ile ona powstaje sama z siebie. Jeśli staje się strategią, o której trzeba myśleć, to wtedy jest wymuszona.

          I nie pasuje mi ani opcja a, ani opcja b. Chcę poznać drugą osobę, ale też móc powiedzieć o sobie i o rzeczach dla mnie ważnych. I tego samego oczekuję od drugiej osoby.

          Ja wiem, że słuchanie (aktywne) to podstawa dobrej komunikacja. Ale błagam jak mi się ktoś podoba to ja nie myślę o tym jak poderwać, nie kombinuję, nie wymyślam. Jestem sobą i na swój sposób okazuję zainteresowanie. Jeśli to drugiej stronie pasuje to świetnie, jak nie to trudno. Szkoda mi czasu i zachodu na podrywanie kogoś dla mnie interesującego, ale któremu nie pasuje mój sposób bycia i podrywu- widocznie mnie nie uważa za równie interesującą osobę i w tym momencie podryw się kończy.

          Jestem prostym człowiekiem. Tak albo nie, wóz albo przewóz, żadnych strategii, gierek, starania się, poprawiania siebie gdy sama nie odczuwam potrzeby poprawy itd.

        3. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

          Joanna Cieszkowska,

          Piszesz: „Nadal nie rozumiesz- nie ma niczego złego w ciekawości o ile ona powstaje sama z siebie. Jeśli staje się strategią, o której trzeba myśleć, to wtedy jest wymuszona.”

          Zgadzam się z Tobą jeżeli uważasz, że ciekawość powinna być autentyczna i jeżeli zaczynamy ją udawać bo taką mamy strategię to jest to złe podejście (tylko nadal nie wiem dlaczego ktoś miałby kogoś podrywać na zasadzie stosuję strategię, że jestem jego ciekawa / zainteresowana podczas gdy tak naprawdę nie jestem i tylko udaję)

          Jeżeli ktoś jest osobą która bardzo lubi mówić o sobie i tym sposobem odnosi sukces w podrywaniu to nikt tu nie każe mu zmieniać zachowania. Jeżeli zaś taki sposób komunikacji nie działa może wtedy warto się zastanowić nad jego zmianą i pomyśleć, że może zamiast ciągle mówić o sobie warto wykazać zainteresowanie / ciekawość drugą osobą. To nie odbiera nam nic z naszej autentyczności.

          Piszesz: „I nie pasuje mi ani opcja a, ani opcja b. Chcę poznać drugą osobę, ale też móc powiedzieć o sobie i o rzeczach dla mnie ważnych. I tego samego oczekuję od drugiej osoby.”

          Dlatego zwróciłem uwagę na to, że autorka tekstu najlepsze rezultaty miała gdy obie strony stosowały opisaną strategię. Gdy obie strony wyrażają wzajemną ciekawość to jest wtedy i czas na mówienie o sobie i czas na słuchanie.

          Jeżeli zaś kończy się na tym, że tylko Ty wyrażasz zainteresowanie a druga strona wyłącznie mówi o sobie to mamy sytuację opisaną w tekście „Miałam też kilka udanych randek, które mimo wszystko nie miały swojej kontynuacji.”

          Pozdrawiam serdecznie.
          Grzegorz.

  8. Mimi napisał(a):

    Uwielbiam takie porady. Tylko co potem, jak już się poderwie? Nadal udawać zainteresowanie (czy cokolwiek innego, o czym czytaliśmy, ze ułatwia uwodzenie) czy już spokojnie możeby być sobą?

    1. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

      Mimi,

      Pytasz: „Tylko co potem, jak już się poderwie? Nadal udawać zainteresowanie czy już spokojnie możeby być sobą?”

      To ja się zapytam: Dlaczego podrywasz osobę która Cię nie interesuje? Skąd w ogóle założenie, że trzeba udawać zainteresowanie?

      Proszę wytłumacz mi prosto z jakich powodów ktoś miałby udawać zainteresowanie aby poderwać osobę która go nie interesuje?

      Pozdrawiam serdecznie.
      Grzegorz.

      1. Mimi napisał(a):

        Załóżmy, poznaję faceta, który jest wieeelkim fanem Barcy. Słucham go z wielkim zainteresowaniem, zadaję jakieś pytania, łał i w ogóle. Facet sobie myśli: o , jak zajebiście, spotkałem laskę, która podziela moje zainteresowania. A ja tylko udawałam, bo gdzieś, kiedyś przeczytałam, że to działa.

        1. Grzegorz Kudybiński napisał(a):

          Mimi,

          Pytanie pozostaje. Po co wyrażać ciekawość i podrywać kogoś kto nas nie interesuje? Czy przytoczony przez Ciebie temat jest jedynym na który można porozmawiać?

          Jeżeli facet mówi ciekawie i rzeczywiście słuchasz go z zainteresowaniem to w czym problem? Jeżeli Cię to nudzi to dlaczego nie skierujesz rozmowy na inny temat? Po co udajesz? Jeżeli się okaże, że jedynym tematem na który można z tym facetem porozmawiać jest Barca a wybitnie Ci to nie odpowiada to po co podrywać tego faceta?

          Pozdrawiam serdecznie.
          Grzegorz.

  9. Pierwsze słyszę, że jest jakaś „pierwsza zasada podrywu”. Przepraszam jestem facetem i nie rozumiem kobiet, ale już nigdy na randce nie zapytam dziewczyny jak ma na imię i co robi w życiu…

    1. Opiniotwórczy,

      Piszesz: „Przepraszam jestem facetem i nie rozumiem kobiet, ale już nigdy na randce nie zapytam dziewczyny jak ma na imię i co robi w życiu…”

      Jak się ma to co napisałeś do zalecenia z tekstu aby być ciekawym drugiej osoby i wyrażać zainteresowanie obiektem podrywanym?

      Pozdrawiam serdecznie.
      Grzegorz.

Dodaj komentarz