Pierwsze wrażenia z rzucania palenia

matylda kozakiewicz

Domyślam się, że jestem jedną z wielu, dla których 2 stycznia 2014 jest drugim dniem bez papierosa. Może nawet z tego powodu jakoś podświadomie wybrałam sobie Nowy Rok na rzucanie – choć nigdy wcześniej nie robiłam żadnych postanowień noworocznych i gdy musiałam coś zmienić w swoim życiu – robiłam to od razu, błyskawicznie, bez czekania na jakąś przełomową datę. Z paleniem jest trochę inaczej. Była to jedyna rzecz, którą bardzo lubiłam (wciąż lubię, do cholery), ale której jednocześnie nie potrzebowałam do szczęścia i która mi szkodziła. Stąd tak długie zwlekanie z decyzją. Nikt nie lubi przestawać robić tego, co sprawia mu frajdę. Zwłaszcza ja, z moim hedonizmem dziedziczonym ;)

No ale stało się. We wrześniu już wyznaczyłam sobie datę ostatniego papierosa i muszę Wam powiedzieć, że to był dobry ruch – to ograniczanie i czekanie na rzucenie. Zdarzało mi się „rzucać” ze dwa razy w życiu, ale to zawsze były decyzje z godziny na godzinę, i dłużej niż te parę godzin niepalenie nie trwało. Przez to, że podejmowałam decyzję tak szybko, nie traktowałam jej też poważnie. Wiem wiem, trochę teraz dzielę skórę na niedźwiedziu, bo to dopiero drugi dzień bez ćmików, a ja już jestem z siebie dumna. Ale ostatnio dwa dni nie paliłam, gdy byłam w liceum, więc mam ku temu powody. Poniżej kilka uwag z tego drugiego dnia. Może (jeśli też właśnie rzuciliście) przejdziemy przez to razem. :)

Najgorzej jest w samochodzie (gdy prowadzę, czyli właściwie zawsze) oraz gdy piszę tekst. To jest pierwszy artykuł na bloga w tym roku, więc nawet nie wiecie, ile razy wzrokiem szukałam paczki fajek a ręką zapalniczki od kiedy napisałam pierwsze słowo. To odruch. Nawet o tym nie myślę, po prostu sięgam po fajki. I ponieważ piszę ciągami, przeważnie było tak, że z fajkiem w zębach wystukiwałam cały akapit, po czym odchylałam się w fotelu, zaciągałam się, wydychałam dym z płuc i układałam w myślach kolejny akapit. Znów fajek w zęby… i taki miałam rytuał. Dżizas. Znowu szukałam fajka. Idę po lizaka :)

Wyznaczenie sobie daty było strzałem w dziesiątkę. Miałam możliwość dojrzeć do tej decyzji, wypalić się za wsze czasy, naprawdę przygotować się na ten krok. No i dobrze, że powiedziałam o tym całemu światu. Teraz wstydem byłoby się złamać.

– Może niektórym ludziom redukowanie palenia nie pomaga, ale mi pomogło. Nie zeszłam do planowanego jednego papierosa dziennie, ale redukcja z paczki do połowy to też spory krok i na pewno dużo mnie o sobie nauczył: jak radzić sobie z własną wolą, postanowieniami, kiedy jestem najsłabsza, kiedy niepalenie przychodzi mi łatwo. Ta wiedza jest teraz, gdy nie palę wcale, na wagę złota. Serio. Warto poznać siebie, zanim się wskoczy na głęboką wodę.

Najbardziej irytujące zachowanie znajomych: teksty w stylu „ciekawe, czy ci się uda”, „będę trzymać kciuki, żeby ci się udało” i inne reakcje sugerujące, że może mi się nie udać. Że w ogóle jest taka opcja, że nie rzucę, skoro tak już postanowiłam. To jest naprawdę słabe. Uwierzcie mi, dużo lepiej działa na palacza entuzjazm „wreszcie!”, „nie mogę się doczekać!” lub „zobaczysz, jak zajebiście się poczujesz już po miesiącu” niż puste słowa wsparcia, w które jest wpisane powątpiewanie.

Lizaki zamiast fajek to też zajebisty pomysł, z którego jestem dumna. Dają mi to, czego mi najbardziej w paleniu brakuje: zajęcie rąk i ust. Używam więc lizaków w sytuacjach, gdy palenia najbardziej mi brakuje, czyli w aucie i przy pisaniu :)

Czas spędzam z niepalącymi znajomymi, w niepalących klubach i z dala od filmów z palaczami. Na początku lepiej nie kusić losu. Może za jakiś czas będzie mi łatwiej.

W sylwestra wypaliłam bardzo dużo papierosów. Nawet palacze na nikotynowym kacu nie mają takiej ochoty na fajki jak zwykle, więc postanowiłam się przepalić. Tak, ułatwiło mi to niepalenie rano, ale potem i tak było ciężko. ;)

– Nie udało mi się wprowadzić w życie innego planu, bo o nim zapomniałam, ale może ktoś inny będzie chciał wypróbować. Otóż pomyślałam, by przez ostatni tydzień palić jakieś Popularne czy inne obrzydliwe papierosy, żeby sobie ten nałóg dodatkowo obrzydzić. Nie było trudno palić świeże, smaczne mentolowe camele – z popularnymi może byłoby trudniej.

Kaszlę jak stary gruźlik. To ponoć normalne, gdy się rzuca. Ciekawe, ile potrwa…

– Nie tyje się od rzucania palenia. Tyje się od jedzenia zamiast palenia. Chyba zapiszę się na dodatkowe lekcje tanga ;)

Tak, uważam się już za osobę niepalącą. Mam tylko nadzieję, że z czasem zredukuję myślenie o papierosach z 60 razy dziennie do… powiedzmy…  20. :) I już nie mogę się doczekać, gdy odzyskam smak i węch. Może wreszcie nauczę się rozróżniać wina w trochę większym stopniu niż wzrokowe rozpoznanie tych czerwonych, białych i różowych.

Komentarze do wpisu: 64 Napisz komentarz

  1. macmac napisał(a):

    Nadal palę, ale zdarzyło mi się rzucać :) Najgorsze momenty to dla mnie
    *oczekiwanie na coś (autobus, pociąg, koleżanka, przerwa między jakimiś szkoleniami itp.) – nie mam co ze sobą zrobić, te chwile zawsze wypełniał mi papieros
    * przerwa – w nauce, pisaniu czegoś, w czytaniu, filmie, przygotowywaniu czegoś, czymkolwiek; mam co robić, mogę sobie przemyśleć – tutaj niestety w trakcie rzucania wkrada się podjadanie
    * stres – nie wiem czy działa to na zasadzie głębokich wdechów w ramach zaciągania czy tylko dzieje się to w mojej głowie, ale działa – i żaden niepalacz mi nie wmówi że jest inaczej
    Powodzenia, dasz radę!

    1. szczypiorek napisał(a):

      Na pewno to sie dzieje w Twojej glowie, bo nikotyna nalezy do stymulantow, znaczy przyspiesza procesy w organizmie i nie dziala relaksujaco.

  2. Brawo. Ja mam doświadczenie w rzucaniu (rzucałem setki razy =P) i wiem, że nie wyjdę z tego do końca życia, bo uzależniony jestem nie od nikotyny czy dymu ale właśnie od rytuału palenia. W zamian za to w przeciwieństwie do niektórych robię sobie co jakiś czas np. miesiąc przerwy (regeneracja, sport, dieta, oczyszczenie…) podczas kiedy np. wpieprzam surową marchewkę… polecam. Dupa nie rośnie ;)

    Trzymamy kciuki =]

  3. Ja pewnego dnia postanowiłem, że rzucę palenie, rzuciłem z dnia na dzień pod koniec czerwca tamtego roku, było ciężko..bardzo…do dziś mam ochotę na papierosa i często mi brakuje go do chwili relaksu…czy czuje się zdrowszy? hmm…targając 13 kg więcej…chyba nie. Najlepsze było pierwsze 4 miesiące…bez przybrania wagi…huuuuraa… później nagle w ciągu miesiąca pach…mimo że nie zmieniłem nawyków żywieniowych, mimo że nie jem więcej…

    1. Efedrynka napisał(a):

      w takim razie wypierdzielaj do lekarza na badania. Bo od rzucenia fajek się bezpośrednio NIE tyje, tylko od podjadania.

  4. Aleksandra L napisał(a):

    powodzenia :) ja niestety za osobę niepalącą uważać się nie mogę, bo od roku ciągnę e-fajke, ale rzeczywiście przyjemnie jest nie śmierdzieć, nie marznąć.. :)

    1. Rilla napisał(a):

      Może to słabe, ale ja się mimo e-fajka uważam za niepalącą :> Odstawiłam normalne fajki z dnia na dzień i elektroniczny robił mi za wyjście awaryjne, nie dla nikotyny, bo tej tam nie ma za dużo (najsłabsze płynki lub zerówki), ale dla tego zajęcia rąk/ust. Teraz mi służy w knajpie, na imprezie – tam gdzie tych fajek było zawsze najwięcej. A półtora roku pyknęło.

  5. Zrobiłam to samo 5 lat temu. Wytrzymałam bez palenia 4 lata. Teraz znowu palę, ale zwykle nie przekraczam 3 fajek dziennie i to mi odpowiada. Lubię to, zawsze lubiłam, wiedziałam, że i tak wrócę do tego.
    Życzę Ci wytrwałości i oby Cię nie kusiło :))

  6. Kamil Nowak napisał(a):

    Dwa tygodnie będziesz kaszleć. Później kolejne dwa tygodnie będziesz chodzić zdziwiona, że poranny kaszel nie był naturalny.

  7. Gosia N napisał(a):

    Kolejny plus to, że Twoje ubrania nie będą śmierdziały fajkami! Prawdopodobnie tego nie czujesz (żaden palacz tego nie czuje!), ale jak pali się w domu to wszystko śmierdzi. Ja nie paliłam, ale moja mama pali ostro i jak do niej jadę nawet na parę dni to potem wszystko śmierdzi dymem. Wcześniej też tego nie czułam i zauważyłam to (a raczej wywąchałam) dopiero jak się wyprowadziłam, a mamę zaczęłam odwiedzać co jakiś czas. Byłam załamana jak zdałam sobie sprawę z tego, że całe życie śmierdziałam fajkami i nawet o tym nie wiedziałam.
    Także dobra decyzja :)

  8. Za jakiś czas idź na imprezę, wypij „jeden kieliszek za dużo” (ale tylko jeden). A rano przekonaj się jakiego kaca nie masz dzięki odstawieniu szlugów.

    Ta radość jest bezcenna. Przerabiałem.

  9. Tianzi napisał(a):

    Cóż, przez życie znajomych pewnie już przewinęły się tabuny ludzi, którzy entuzjastycznie rzucali, w efekcie na kilka tygodni/miesięcy, po kilka/kilkanaście razy. To wykształca pewien cynizm.

  10. olacom napisał(a):

    no i nareszcie! pomyśl, że już nie śmierdzi Ci łapka! a będzie coraz lepiej – płuca się oczyszczą (za jakieś 7 lat, ale jednak ;-P)
    PS. polecam też dłubanie słonecznika jak czegoś „brakuje” w ręce i ustach
    PS2. mój mąż też ma radę jak czegoś brakuje w ustach i dłoni, ale raczej nie przytoczę… :-D

  11. b0l3k napisał(a):

    allan carr – latwy sposob na zucenie palenia – przeczytaj bo czegos ci brakuje a to nie tak – powinnas sie cieszyc bo jestes nie palaca!!! a nie zucilas – zucanie to strata – a ty nie tracisz nic zyskujesz szczescie bedac nie palaca!!!

  12. Gratuluję. I jedna rada (wiem co piszę, nie palę od czterech lat): nigdy, ale to przenigdy nie mów sobie, że już jest ok, bo nie palisz od X czasu i na jedną fajkę możesz sobie pozwolić. Nie możesz, to pułapka. Powodzenia!

    1. Potwierdzam. Nie palę już 3 tygodnie (chyba teraz leci 4.) i w sylwestra miałem ochotę tylko na jednego. Nie dałem się.
      Siły!

    2. Mortycja Addams napisał(a):

      oj, nie zawsze to tak działa. Gdy już nie paliłam ponad rok, skusiłam się na papierosa i po spaleniu połowy (a były to fajki, które wcześniej bardzo lubiłam) go wyrzuciłam i stwierdziłam, że to już jednak nie to… ale fakt, lepiej nie kusić losu.

  13. Silverainbow Src napisał(a):

    Też wpadłem na rzucenie palenia w Sylwestra 2013/2014 nie wiem tylko na jak długo-rzucałem już kilka razy i za każdym wracałem do nałogu z jeszcze większym smakiem na papierosa. Lecz tak jak napisałaś trudno jest pozbyć się nałogu w miejscach w których wcześniej się paliło np. moje największe zmartwienie to polowanie noworoczne na ambonie myśliwskiej siedząc 5 godzin wypalił bym już chyba ze 7 sztuk a 01.01.2014 siedząc tak w lesie poranną ciszą o 5 rano – w głowie biegały mi różne myśli „no ale jak tak sobie tu mam siedzieć i czekać na zwierza przecież nie da się tak – bez tego papierosa” najgorszy a zarazem najlepszy poranek w tym roku taki świeży BEZ PAPIEROSA. Segritta Życzę Tobie w tym 2014 roku Wytrwałości I SILNEJ WOLI w Noworocznym Postanowieniu. Pozdrawiam Silverainbow Src

  14. Będzie sukces jeśli w listopadzie spotkamy się znów na jakimś tarasie w Gdańsku, na Blog Forum, zapalimy sobie po fajeczce, a następnego dnia nie będzie Ci się chciało lecieć do sklepu po paczkę.

    Ja jestem już na takim etapie, że zapalę sobie okazyjnie, przy naprawdę dużych okazjach. I potem, następnego dnia zastanawiam się tylko po co paliłem :)

  15. makate napisał(a):

    Gratulacje!
    Jeśli paliłaś mentole, to być może ten argument ciebie nie dotyczy, ale ostatnio w metrze usiadła obok mnie kobieta, której sam zapach powodował u mnie duszenie.
    Weszłaś mi na ambicję tym zdaniem: „Że w ogóle jest taka opcja, że nie rzucę, skoro tak już postanowiłam.” Chciałabym tak podchodzić do swoich postanowień.

  16. Janusz Marcinkiewicz napisał(a):

    Na oczyszczenie organizmu (przede wszystkim pluc), potrzeba ok 5-8 lat, niektore zrodla podaja 15-20 lat. Wiec do tego czasu mozesz sie nazywac nieaktywnym palaczem, ‚osoba niepalaca’ to okreslenie nieprecyzyjne i raczej nie oddaje faktycznego stanu. Powodzenia !
    Byly palacz (+20).

  17. Isinlor napisał(a):

    Pierwszego papierosa zapaliłem w 6 klasie podstawówki, potem przez 3 lata gimnazjum paliłem od zera do może 10-20 miesięcznie i w liceum zupełnie sporadycznie mi się zdarzało. Lubiłem gimnazjalne eskapady za szkołę, trochę kości rozruszać. Ogólnie lubię się dymem pobawić na świeżym powietrzu np. na ognisku. Nawet mieliśmy sobie z kumplem fundnąć oldschoolowe fajki na osiemnastkę, żeby bawić się całym tym rytuałem palenia fajki, zapachowym tytoniem itd. ale coś jakoś osiemnastki zbyt spontaniczne wyszły, żeby zawracać sobie głowę prezentami. IMHO Ludzie nie rozumieją sygnałów które daje im ciało, a wiem, że informuje o chęci na papieroska bardzo wcześnie w rozwoju nałogu. Wtedy to ograniczyć to jak powiedzieć sobie, że nie będę żuł gumy. Do tego palenie fajek w czasach szkolnych to przejaw głupiego konformizmu. Szkoda, że mamy to w genach.

    Pomyśl Segritta o basenie, albo najlepiej o triathlonie czy czymś co wymaga długotrwałego aerobowego wysiłku – jak się wciągniesz to myśl o tym, że papieros miałby Ci zrujnować godziny na treningach będzie działała lepiej, niż cokolwiek :) . Do tego przywrócisz organizm do normalności znacznie szybciej.

  18. No Mamuśka, będzie zabawa, będzie się działo :) Mimo tego, że się narażam, to trzymam kciuki, bo sam walczę. Ja wolę motywację negatywną, czyli z myślą, że mogłoby mi się nie udać udowadniam sobie silną wolę, bo się udaje. Zresztą – przestałem czuć tak wielką potrzebę i wręcz zapomniałem, że jarałem. Śmieszne uczucie. Na Sylwku moi znajomi zrobili sobie palarnię w jednym pomieszczeniu. Nie palę już prawie 5 miechów, a siedziałem z nimi i… nie mogłem usiedzieć. Tak mnie dusiło, że masakra. Na drugi dzień kaszlałem tragicznie – jakbym palił razem z nimi. Teraz rozumiem już co to bierne palenie i nie mam pojęcia jak ja przedtem radziłem sobie z dymem będąc jednocześnie jego generatorem. Dramat :) (Teraz) przyjemny dramat.

  19. Seg, rzuciłam palenie 5 miesięcy temu i uwierz … tyje się od niepalenia właśnie. metabolizm zwalnia i ma cię w dupie, nawet jak naprawdę nie żresz jakoś więcej. Ale bez fajek jest naprawdę dobrze. Gdzieś tak po miesiącu przestajesz ich szukać siedząc przy kompie ;) i dalej już z górki :) I zawsze jak będziesz widziała palaczy, jak się kulą z zimna pod jakimś zakładem pracy, pomyślisz: ale zajebiście, ze ja już nie palę … I tylko przy winku, na imprezie trochę ci się serce z żalu ściśnie, tle tylko przez moment i tylko trochę …

    1. matabolizm?… kobito… nie palilem przez ponad rok. przez pierwsze 3 miechy przytylem 16 kilo, nie zwalam tego na metabolizm! jadlem za duzo i tyle! co chwila lodowka bo fajka nie bylo! prosta zasada na przyszlosc… nie jedz minimum 4-5 godzin przed snem, nie obzeraj sie, zabij tylko uczucie glodu… wszystko w temacie! zrezygnowalem z glupich przekasek typu czipsy i batoniki, to nic nie warte i niepotrzebne smieci… nie zaluje, ze nie pale i nie zazdroszcze nawt przez momet, co za przyjemnosc wciagac smierdzaca smole do pluc? palilem 30 lat.. z glupoty sie wyrasta…

  20. Propero napisał(a):

    Witay, ja dalem sobie 2 dni luzu po Nowym roku i tak naprawde nie palę od 3 stycznia. Cały czas mi brak fajka…, jednak dajemy radę. Mam teraz akcję, nie mogę zasnąć.., chyba się przejdę.. :) Mysle jakie owoce zacząć podjadać by przy okazji uzupelnic niedobory witamin wypartych w swoim czasie przez nikotynę…?

    Strasznie kaszlę i czytam ze to normalne, widac tak musi być. Myslisz ze syrop odkrztusny to dobry pomysl..?

  21. Rzucaniu palenia towarzyszy zazwyczaj olbrzymi słowotok odnośnie tego właśnie rzucenia. Jakieś złote myśli, chwalenie się i w ogóle. Zazwyczaj po tym rozpoznaję, że osoba zacznie niedługo potajemnie palić.

    No i ten ból w okolicy płuc ciągnący się parę tygodni po rzuceniu, albo po odnowieniu nałogu

  22. Ja już 10 razy chyba rzucałem! Przy czym z moim trybem życia to się raczej nie uda… chyba muszę się z tym pogodzić, a Tobie mogę życzyć wytrwałości! Jeśli znów zapalisz, daj nam znać :)

  23. iwonaw napisał(a):

    z fajką na zdjęciu wyglądasz jak milion dolców!!! przebosko! Ale brak zapachu na ciuchach i w mieszkaniu warte jest dużo więcej.
    Ja palę od 15 lat, paczkę na tydzień, z przerwami na ciążę i karmienie. Przy alko czy latem idzie troche więcej ale nie paczka czy pół na dzień. Nigdy nie paliłam w domu, bo zapach mi strasznie przeszkadza. Aaaa i ja absolutnie zawsze muszę umyć ręce po paleniu i czymś zagryźć smród z ust.W sumie nie wiem do czego mi one potrzebne, chyba żeby wyjść na 5 min z domu i mieć je tylko dla siebie!!!!
    Podałaś świetne teksty dotyczące nibygratulacji z tym powątpiewaniem hehe

  24. Agrufo napisał(a):

    Palenie rzuciłam pół roku temu. Nasz związek trwał, z przerwami, 10 lat i był dość udany – lubiłam wszystkie rytuały związane z fajką. Papieros po złotej myśli i przed złotą myślą, po seksie, przy kawie, przy piwie i na poczekaniu. Po wykonaniu części pracy, sukcesie i porażce a także pomiędzy podkładem a pudrem. Przerwa w pracy bez dymka to przerwa stracona. Rzucałam dwa – trzy razy, bo ktoś namówił, bo zdrowie, bo kasa. Zawsze wracałam. Do czasu aż przestałam lubić palić, dosłownie i w przenośni. Lipcowe, piekielne słońce obrzydziło mi do końca ten piękny zapaszek, kto miał okazję palić w upale, ten wie o czym mówię. No i nie palę do dziś, choć tydzień po rzuceniu przeżyłam pierwsze i najpoważniejsze kuszenie (wieczór nad jeziorem, grill, muzyka i piwko). Byłam twarda a kiedy się złamałam i pognałam do jedynego sklepu, okazało się, że jest nieczynny. Szczęście w nieszczęściu? Potem było już tylko lepiej, choć starałam się unikać palących znajomych, imprez z palaczami, sytuacji kojarzących się bezwzględnie z fajkami.

    Po co to napisałam? Bo ja wiem, że będzie Ci trudno ale dasz radę i wygrasz. Jeśli będziesz chciała. Kluczem do sukcesu nie są mocne postanowienia i silna wola, ale koniec miłości do fajek. Znielubienie, znienawidzenie. Tylko wtedy wygrasz.

    Polecam też, nawet po kilku dniach abstynencji powąchać swoje ubrania, kanapy, zasłony oraz człowieka bezpośrednio po paleniu. Kiedy zobaczysz jakim chodzącym smrodkiem byłaś dla swoich znajomych i nieznajomych, motywacja ci skoczy do góry o 200%. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

  25. Agata Gałka napisał(a):

    Kilka lat temu wypalałam jedną paczkę papierosów dziennie. Dzień zaczynałam od wypalenia papierosa. W Sylwestra postanowiłam: „Nie rzucę palenia , chcę palic -bo lubię-zwłaszcza na imprezach” I co się stało ? Z miesiąca na miesiąc paliłam coraz mniej.
    Z „muszę” zmieniło się na „chcę”. I efekty są.. Obecnie w ciągu roku wypalam około 4 paczki. Pozdrawiam. Aga

  26. Dari napisał(a):

    A ja rzucilam jakos niedlugo po Twojej zapowiedzi rzucenia. Przeczytalam ksiazke Carra, ktora wtedy wspomnialas i mimo oklepanych rad i pouczajacego tonu znalazlam tam ze dwa zdania, ktore naprawde do mnie przemowily. Kiedys zawsze jak probowalam rzucac, patrzylam na palaczy z zazdroscia. Oni moga a ja nie. Teraz mysle ‚oni musza a ja nie’. Zaskakujace jak szybko zbrzydl mi zapach papierosa i jak szybko poczulam sie fizycznie silniejsza :). Tak wiec gratulacje, fajnie jest byc nie palacym :).

  27. Osobiście nie palę i nigdy nie paliłam, tak samo jak mój narzeczony i rodzice, ale dziadkowie swego czasu wypalali potworne ilości papierosów. Też przestali. Postanowili, podobnie jak Ty – wyznaczyli datę i od tamtej pory przez około 15 lat nie mieli papierosa w ustach. Można? Można. Też dasz radę, nawet nie mam co do tego wątpliwości.

  28. Urszula Jaworska napisał(a):

    Moja mama rzuciła fajki w wieku bodajże 53 lat! Już po miesiącu poprawiła jej się cera, dłonie i ogólnie wyglądała na bardziej zdrową. Zaoszczędzone pieniądze co miesiąc ( mimo, iż minęło kilka lat) przeznacza na jakiś zabieg u kosmetyczki…:)
    Dasz radę, silna z Ciebie Kobita! Hej!

  29. lettko napisał(a):

    Bardzo lubie czytac o rzucaniu palenia, o tym jak ktos to zrobil i jakie ma objawy i korzysci i w ogole jaka to frajda jest. Czasem tez probuje, bo po pierwsze bardzo powinnam, a po drugie lubie zmiany, zawsze to jakos odswieza rzeczywistosc i jakos wyrazniej sie zyje przez jakis czas. Przy rzucaniu palenia mam jednak za kazdym razem strasznie durna przypadlosc – narkolepsje. Jak nie pale to spie. Wszedzie. Picie czarnej kawy jeszcze to pogarsza, bo wtedy zasypiam szybciej, ale spie krocej i tak jakos nerwowo. W czasie ciazy nie palilam, w zwiazku z czym albo spalam, albo jadlam. Oczywiscie za kazdym razem probowalam to przespac z nadzieja, ze to ma jakis koniec, ale efekty mnie raczej porazily. Budzilam sie, jadlam, po czym robilam sie strasznie senna i czas spowalnial jak szalony (tak!), czyli minuta trwala miesiac, w zwiazku z czym kladlam sie spac, na kilka godzin, wstawalam niewyspana ( przespana?) i glodna, w zwiazku z czym jadlam, potem robilam sie senna, czas spowalnial …i tak w kolko. Za kazdym razem nie moge sie ani najesc ani naspac, to niepowazne i nie mam pomyslu jak to obejsc. Jak?

  30. Paweł Domański napisał(a):

    Gratuluję. Jednak rzucanie palenia w 99% nie jest w głowie. Od twojego nastawienia i determinacji zależy czy utrzymasz ten stan. Moim zdaniem wybrałaś typową drogę na rzucanie jakże od określonego czasu. Życzę powodzenia. Zacznie się czucie smaku i zapachu. Poranna kawa będzie lepiej smakować. Zapach ulubionych perfum będzie tak ekscytował, że będziesz zastanawiać się czy ich nie zmienić na bardziej delikatne :) Będziesz widzieć wiele pozytywów, a o grubszym portfelu nie mówiąc. Są też i złe strony. Uważaj teraz ile jesz i co jesz. Będą Cię denerwować inni palacze. Jeśli paliłaś w domu gwarantuje że malarz i Ikea zarobi na Tobie. Paliłem przez kilkanaście lat, rzuciłem z dnia na dzień, po prostu nie chciało mi się iść po kolejną paczkę, nie palę do dziś a było to ponad 6 lat temu (ale ten czas leci :)), owszem przytyłem ale i tym się zająłem (zrzuciłem 25 kilo )
    Jeszcze jedna sprawa nie idź za modą i nie używaj tych e-badziew co niby pomagają ale i tak nie oduczają od uzależnienia nikotynowego :)

  31. Puni napisał(a):

    Witam. Bardzo ciekawy blog, pragnę napisać ważną informację: kobiety które palą papierosy ich pipka śmierdzi kwaśnym odczynem mimo zabiegów pielęgnacyjnych i mycia. Dlatego szkoda ale palaczek nie liżę, nie palące z największą ochotą.

    Wydawało mi się że się mylę i piszę głupoty jednak przekonałem się na kilku dziewczynach w okresie 15 lat.

    Nie pal, bo będzie Ci śmierdziała. To jedyny powód aby rzucić fajki, inne są nieistotne.
    Pozdrawiam

  32. Anna Myśka Grzechowiak napisał(a):

    W Instytucie Chorób Płuc na Płockiej powiedzieli mi, że za osobę niepalącą uznają taką, która nie pali 2 lata – to tak z medycznego punktu widzenia. Ktoś wcześniej przytoczył książkę Allena Carra i ja też się pod nią podpisuję. Niesamowicie otwiera oczy na problem i uzmysławia radość z odzyskanej wolności :-)

  33. Melasa napisał(a):

    Cóż, rzucanie jest trudne, a w ciągu pierwszych dni walczysz głównie z nawykami, które towarzyszą paleniu. Ciężka sprawa i z doświadczenia wiem, że wybór miejsc i znajomych, z którymi spędza się w tych trudnych chwilach czas jest najważniejszy.
    Jest dużo plusów, właściwie same plusy, choć dostrzec można je dopiero po pewnym czasie.
    A jeszcze jedno odkąd rzuciłam, to śnić zaczęło mi się jak sięgam właśnie po tego jednego fajka, który niby nic nie zmieni.. a potem wypalam i następuje to zażenowanie, żal, że po tym długim czasie całe moje wysiłki poszły w pizdu.
    Ja już chyba 5 lat nie palę.

  34. Paweł napisał(a):

    Podpisuję się pod tymi słowami: „Gratuluję. I jedna rada (wiem co piszę, nie palę od czterech lat): nigdy, ale to przenigdy nie mów sobie, że już jest ok, bo nie palisz od X czasu i na jedną fajkę możesz sobie pozwolić. Nie możesz, to pułapka. Powodzenia!”

  35. Pawiu Krakowski napisał(a):

    przestaję palić drugi raz w życiu, poprzednio 3 lata temu- po 20 latach. Robię to tylko w jeden sposób- robiąc sobie pranie mózgu wg Allena Carra. Szkoda życia na maltretowanie się silną wolą. Haczyk tkwi w zupełnie innym miejscu. Sam proces wspomagam małymi kamieniami milowymi. Jeśli ktoś zainteresowany, mogę przekazać swoje doświadczenia. Wspieram i pozdrawiam

    1. czytalem. mnie to pranie mozgu nie pomaga, jestem odporny na takie rzeczy. kilka lat palilem po przeczytaniu.. rzucilem sam z siebie, bez wspomagaczy. nie pale i tyle. wrocilem do sportu, zmienilem kompletnie styl zycia.

  36. Greta Anna Kielemas napisał(a):

    Ja przy rzucaniu palenia, o ile kiedyś zdecyduję się na ten krok, zamienię swoje ulubione Vogue na „importowane” zza wschodniej granicy Jing-Lingi, lub coś podobnego. Myślę, że przy rzucaniu zmiana na taki gatunek będzie pomocna.

  37. z dala od filmow z palaczami.. coz za dziecinada i brak zaufania do siebie. rzucilem po 30 latach, przebywam z palaczami, nie przeszkadza mi to, bo zmienilem PODEJSCIE i sposob rozumowania w tym temacie. patrze na nich z politowaniem w jakiej glupocie tkwia. lizak zamiast fajka. zaczalem jezdzic autem w uk z fajera po prawej, kilka dni stukalem reka w drzwi szukajac galki zmiany biegow. nawyk, ktory przeszedl z czasem, dokladnie to samo tyczy sie fajkow… jedyny efekt uboczny jaki mialem to problem ze snem przez kilka dni, nie moglem spac. dziwne..

  38. Paweł napisał(a):

    Hej,
    Własnie zaczynam walkę ze samym sobą.
    Dopiero mija pierwsza doba bez palenia, ale mimo wszystko chęć zapalenia jest silna-czuje ze organizm(albo mózg) domaga sie dawki nikotyny-ale dzielnie walcze-no i mam jeszcze ejden argument-nie mam fajek przy sobie ;).
    Druga sprawa to obawiam sie o rozkojarzenie w pracy przez pare dni, moze uda mi sie to ogarnac.
    Mimo, że palę stosunkowo krótko-pół roku- dawka również nie była jakas wybitnie duża-w dni robocze 6-7 papierosów, w weekendy x2.
    Aktualnie mam dwa argumenty, z którymi „siłuje się mój mózg 1. nic mi to nie daje, ze pale. 2. szkoda mi kasy na papierosy, za paczke fajek moge zamowic chinszczyzne, jakiekolwiek smieciowe zarcie i przytyc(tak, musze przytyc, aktualnie waze 74 na 182 cm wzrostu – za malo)
    No i jeszcze jedna sprawa mnie dobiła kiedy paliłem i prawdopodobnie przez palenie to sie stało – podchodziłem pod okrągłe 78-79kg przed paleniem, zacząłem palić -spadło na 71kg w najgorszym momencie – ludzie zaczeli mi mowic ze robie sie chudy jak brat ;X.
    No i postanawiam sobie – rzucam raz- i tylko raz. nie ma innej mozliwosci.

  39. Paweł Krzysztof napisał(a):

    Dobrym momentem na rzucenie jest jakaś zwalająca z nóg grypa czy tym podobna choroba. Musi być nagle, z wysoką gorączką i dotyczyć dróg oddechowych. Jeśli przez kilka dni fizycznie nie będziemy w stanie palić, to przy odrobinie motywacji (o którą w takim stanie nietrudno) już nie wrócimy do nałogu.

  40. Początkowo było mega ale to mega ciężko ale szło się przyzwyczaić ;) Tycie złe samopoczucie ciągły głód nikotynowy, aż w końcu upragniona ulga, która dodała mi powera :)

Dodaj komentarz