Pijany kierowca, pilot rozbitego samolotu, gwałciciel i zdradzający małżonek – co ich łączy?

Mam taką cechę, która wkurza mojego narzeczonego. Otóż uwielbiam tłumaczyć sobie zachowania ludzi. To jest moim nawykiem, moją potrzebą i robię to zawsze, nawet jeśli sprawa dotyczy ludobójstwa, tortur i innych wynaturzonych okrucieństw. Po prostu czuję jakiś wewnętrzny imperatyw, by szukać psychologicznych przyczyn pewnych zachowań ludzkich. Zabił. To źle. Ale dlaczego zabił? Dlaczego bił? Dlaczego chciał unicestwić jakąś narodowość? Dlaczego wystrzelał kolegów z klasy? Dlaczego zgwałcił?

Nie jestem w tym osamotniona. Ten wpis Nishki dobitnie świadczy, że Natalia cierpi na tę samą skłonność. Szuka przyczyn. Ale uwaga – nie po to, by kogoś usprawiedliwić. Tylko po to, by zrozumieć mechanizm. Na pewno znacie to zresztą z seriali detektywistycznych. Sprytny policjant, żeby wytropić jakiegoś seryjnego mordercę, musi się w niego wczuć, myśleć jak on, czuć jak on, zgadnąć dzięki temu, gdzie, kiedy i kogo zaatakuje następnym razem.

Ludzie często mylą to szukanie przyczyn zła z usprawiedliwianiem zła. A to zupełnie nie tak. Szukanie przyczyn jest cholernie ważne, jeśli chcemy uniknąć wychowania kolejnych Breivików, Hitlerów, gwałcicieli, bijących dzieci rodziców czy gości piszących w internecie o kobietach per „szmaty”, bo założyły mini i szpilki. Musimy zrozumieć, dlaczego ten, kto czyni zło, stał się człowiekiem do tego zdolnym – bo bez tej wiedzy będziemy produkowali takich ludzi więcej i więcej. Nie nauczymy się na błędach. Nie znajdziemy sposobu na uniknięcie kolejnych tragedii. Ale nie ma to nic wspólnego z usprawiedliwianiem. Bo – i o tym właśnie dziś Wam opowiem – są takie zawody, funkcje i działania, w których odpowiedzialność ponosi wyłącznie sprawca. Ponosi tę odpowiedzialność całkowicie. W 100%.

ROZPROSZONA ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Naukę rozproszonej odpowiedzialności dzieciaki zaczynają już w przedszkolu.
– Kacperku, nie wolno bić!
– Ale to Michał zaczął!
– Jak to zaczął?
– No nazwał mnie głupkiem.
– A to Michałku, nie wolno tak mówić. Kacperek uderzył cię, bo go tak nieładnie nazwałeś.

Michał i Kacperek właśnie nauczyli się, że może i nie wolno bić, ale jeśli ktoś cię nazwie głupkiem, grubasem, pedziem albo dziewczyną, to jakby trochę można.

Ci sami chłopcy potem wezmą udział w gwałcie i nie będą się czuli tak strasznie winni, bo przecież ta dziewczyna, którą zgwałcili, to ona była wyzywająco ubrana, poza tym zaczęła się z nimi całować i dopiero potem powiedziała „nie”, ale tak jakby była trochę winna temu wszystkiemu, przez tę mini i te pocałunki w klubie, więc ok, to źle gwałcić, ale w tym przypadku oni nie ponoszą 100% odpowiedzialności, tylko 60%, a może nawet mniej, bo było ich dwóch, więc na dwa, więc po 30%.

Niech ktoś wezwie pogotowie!

Zjawisko rozproszonej odpowiedzialności znają też wszyscy, którzy brali kiedyś udział w publicznej akcji ratowania komuś życia. Np. na ulicy leży nieprzytomna dziewczyna, klękasz przy niej, mówisz do niej, potrząsasz, zero reakcji. Sprawdzasz, czy ma drożne drogi oddechowe, odchylasz jej głowę i badasz oddech. Brak. Wokół gromadzi się już pokaźna grupa gapiów i przechodniów. Stoją i patrzą. Musisz zacząć resuscytację, więc nie masz czasu na wezwanie karetki, a karetka musi przyjechać. Co robisz?

A) Mówisz: „niech ktoś wezwie karetkę!”

B) Wskazujesz na hipstera z koralikami na szyi i w rurkach i mówisz: „Ty, zadzwoń na pogotowie!”

No oczywiście że B. Jak zrobisz A, to nikt nie zadzwoni. Ludzie mają takie dziwne przekonanie, że jak obok są inni ludzie, to oni będą działać. I tak dziw, że przyklękłeś przy nieprzytomnej dziewczynie. Najłatwiej umrzeć w środku dnia w miejscu publicznym. Nikt się nie interesuje pojedynczym, nieprzytomnym człowiekiem. Bo pewnie pijany. Bo happening jakiś. Bo ktoś inny na pewno coś zrobi.

To ma swoją nazwę w psychologii i zostało zbadane:

Rozproszenie odpowiedzialności, nazywane także dyfuzją odpowiedzialności (w literaturze przedmiotu pojawia się także nazwa efekt widza lub efekt obojętnego przechodnia) to zjawisko związane z konformizmem. Polega na obniżaniu się prawdopodobieństwa zareagowania świadków kryzysowego zdarzenia wraz ze zwiększaniem się liczby świadków tego zdarzenia.

Rachunek arytmetyczny sugeruje, że im więcej jest świadków kryzysowego zdarzenia (np. wypadku samochodowego), tym większe jest prawdopodobieństwo, że któraś z tych osób podejmie jakieś działanie. Badania eksperymentalne i obserwacje pokazują jednak, że wraz ze zwiększaniem się ilości świadków prawdopodobieństwo reakcji spada. 

[źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rozproszenie_odpowiedzialno%C5%9Bci]

Kto jest winny katastrofie SAMOLOTU?

Pamiętacie katastrofę smoleńską? Do wypadku doszło najprawdopodobniej z winy pilota i jest teoria, jakoby ktoś ważny, wysoko postawiony z pasażerów samolotu (a tam sami ważni i wysoko postawieni lecieli) wywierał nacisk na pilota, by ten lądował, nie zważając na złe warunki atmosferyczne. Jeśli tak było, to kto ponosi odpowiedzialność za wypadek? Ktoś ważny i wpływowy z pasażerów, jeśli kazał pilotowi lądować – czy pilot, że usłuchał rozkazu?

Odpowiedź jest prosta. Pilot. Wyłącznie pilot. Bo prezydent ani nawet generał nie ma prawa wydać mu rozkazu na pokładzie jego samolotu. Podczas rejsu powietrznego to pilot jest Alfą i Omegą w samolocie. To on jest kapitanem, prezydentem, carem, bogiem, to wyłącznie on decyduje o wszystkich powietrznych manewrach. Pasażerowie mogą się spieszyć, denerwować, rozkazywać, panikować – a on ma być niewzruszony i podejmować decyzję wyłącznie w oparciu o swoją wiedzę, przeczucie i doświadczenie. Bo tylko on wie najlepiej, jak pilotować ten samolot.

Bo ona go uwiodła, misiaczka mojego, podstępnie!

Pod wszystkimi moimi tekstami od zdradzie zawsze pojawia się taki komentarz. Albo coś w tym stylu. Generalnie sprowadza się to myślenie do tego, że winnym zdrady jest nie tylko zdradzający mąż lub zdradzająca żona – ale też ta kochanka lub kochanek po drugiej stronie. A to nieprawda. Kochanek lub kochanka to są ludzie niezaangażowani w żadne małżeństwo (no chyba że są, to wtedy są winni zdrady we własnym związku). Oni nikogo nie zdradzają. Nikomu wierności nie przysięgali przed sędzią, księdzem czy bogiem, nic nie podpisywali. Oni po prostu byli atrakcyjni i mieli ochotę na seks. Albo się zakochali. Albo przegrali zakład. Albo cokolwiek. Mieli prawo.

W każdym razie żadna kobieta nigdy nie będzie winna temu, że mój partner mnie zdradzi. Będzie winien wyłącznie on.

A jak chcecie o tym coś więcej poczytać, to tu:
Nie kochasz? Odejdź.
Dlaczego mężczyźni nie odchodzą od żony do kochanki.

To są tak zwane tematy flejmowe, czyli zawsze wzbudzają burzę w komentarzach. :)

KULTURA GWAŁTU

Jest na Fejsie taki fanpage, który się nazywa „Wiedza drzewiej” i w założeniu ma promować słowiańskie wartości. W praktyce jednak promuje kulturę gwałtu. Jak?
Ano tak:

[źródło: https://www.facebook.com/wiedzadrzewiej/photos/a.930891096981223.1073741828.930847686985564/1611025208967805/?type=3&theater ]

Ten post został stworzony przez autora fanpage’a oraz opatrzony komentarzem: „moda na prostytutki”.

Porównywanie dziewczyny do prostytutki tylko dlatego, że założyła mini i pokazała nogi lub dekolt, to doprawdy obrzydliwa retoryka. Jeśli dziewczyna się seksownie ubiera – to jest prostytutką. Czyli sprzedaje seks za pieniądze. A prostytutki nie można zgwałcić (tak kiedyś twierdził Andrzej Lepper i myślę, że pod tymi słowami podpisałoby się sporo Polaków. Niestety). Czyli co. Czyli kobiety powinny się jednak zasłaniać. Powinny chodzić odziane skromnie. Bo wtedy wyglądają mniej prowokująco, wtedy zasługują na szacunek innych ludzi, wtedy też nikt się nie pomyli i nie będzie składał im seksualnych propozycji.

Ciekawe, czemu na tym fanpage’u nie ma podobnego zdjęcia pokazującego stroje męskie. Zwłasza biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce faceci mogą spokojnie paradować z odsłoniętymi brodawkami sutkowymi. Męskie prostytutki? Można gwałcić?

Niestety tak to działa w naszej kulturze – i to głównie przeciwko kobietom. Zgwałcone kobiety są przepytywane potem, czy nie były zbyt wyzywająco ubrane, umalowane i czy nie prowokowały zachowaniem. A prawda jest taka, że nawet jeśli kobieta zaproponuje facetowi seks – i nagle po wejściu do hotelowego pokoju się rozmyśli i powie, że jednak nie chce, to jego świętym obowiązkiem jest odpuścić.

Gwałtu winien jest gwałciciel. Zawsze. W 100%. A gdy gwałcicieli jest więcej, to każdy z nich jest winien w 100% swojego gwałtu. Nic ich nie usprawiedliwia.

Poza tym, tak odchodząc na chwilę od gwałtu i wracając do obrzydliwych memów internetowych szkalujących kobiety za strój – jeśli jakiś człowiek obraża drugiego człowieka tylko dlatego, ze ten się ubrał niezgodnie z oczekiwaniami pierwszego, to coś jest nie w porządku. Z tym, który obraża. Zawsze.

Myślenie a działanie – czyli Wnioski Tattwy

Skonsultowałam zapisany gdzieś nocą w notatniku pomysł na ten wpis z Tattwą. I tak się rozpisała, że to zasłużyło na kolejny akapit. :)

Otóż Magda uważa, że zawsze ponosimy pełną odpowiedzialność za wszystko, co robimy i mówimy. Niezależnie od tego, czy nas ktoś do tego namawia, czy tak mamy wdrukowane przez środowisko i wychowanie naszych rodziców, czy nas bito kiedyś, czy w podstawówce nas dręczyli koledzy, czy jesteśmy głupi lub słabi. I ja się pod tym podpisuję.

„Więc jeśli jesteś rasistą, nazistą, homofobem i okazujesz to, szerząc nienawiść, nawołując do linczu czy dopuszczając się przemocy, to mnie mało obchodzi, że tak ojciec cię nauczył, że tak kumple robią czy że jesteś po prostu prostym Wieśkiem i nie rozumiesz świata.
Akt przemocy czy pogardy ujawnia elementarny brak szacunku do drugiego człowieka jako takiego, a to jest kwestia moralna, nie ideologiczna”. 

 

Masz prawo czuć i myśleć, co ci się żywnie podoba. Nie wpłyniesz na to (no dobra, czasem można wpłynąć, np. terapią, podróżami, rozmowami z mądrymi ludźmi, wychodzeniem ze strefy komfortu, myśleniem nad sobą i swoim postępowaniem itp.). Ale już to, co z Ciebie „wychodzi” to jest Twoja odpowiedzialność i zawsze masz nad tym kontrolę. Tylko Ty masz tę kontrolę. Więc Twoim obowiązkiem jest ważyć słowa (te wypowiedziane i te napisane), podejmować mądre i dobre decyzje, nie łamać prawa i trzymać ręce oraz genitalia na wodzy.

„Jeśli bloger napisze w tekście o kompleksach czy depresji, nawet ironicznie, „zabij się” i któryś z jego czytelników naprawdę się zabije, to bloger powinien czuć się za to odpowiedzialny, bo jest współwinny. Podobnie jeśli ktoś posłuchałby nieżyjącego już (i może to i lepiej) prałata Jankowskiego, podżegającego jawnie do linczu na Żydach i zorganizowałby taki lincz, to zarówno ta osoba jak i prałat powinni byliby trafić do celi.
Podobne podejście mam do mowy nienawiści, do werbalnej przemocy: jeśli ktoś oczernia jakąś grupę, podżega do agresji, umacnia krzywdzące stereotypy, obraża kogoś i obrzuca wyzwiskami, to nie interesuje mnie, co nim powoduje. Nieważne, czy to strach, wychowanie, wpływ środowiska czy niewiedza. Taki człowiek ma świadomość, że to co robi, nie jest akceptowalne. Nie chciałby, żeby coś takiego spotkało jego samego lub jego bliskich, prawdopodobnie nie miałby odwagi, żeby powiedzieć to publicznie osobiście. Mimo to decyduje się to zrobić, dokonuje wyboru.
Większość ludzi miewa paskudne myśli, których się potem wstydzi. Różnica polega na tym, że jedni się kontrolują, bo nie jesteśmy przecież zwierzętami, a inni stawiają się wyżej i zwalniają się z obowiązku bycia przyzwoitymi. Nie każda wyrządzana drugiemu człowiekowi krzywda jest konsekwencją świadomego decyzji, czasami po prostu popełniamy błędy. Prawdziwe zło to taka krzywda, którą wyrządzamy z rozmysłem, dokonując wyboru. A za to, co jest kwestią wyboru, ponosimy 100% odpowiedzialność. I konformizm czy głupota nie są okolicznościami łagodzącymi. Empatia, współczucie czy ogólna przyzwoitość nie wymagają wiedzy, edukacji czy nawet przesadnie wysokiego poziomu IQ”. 
[Magdalena Tattwa Stępień, „Jak być mądrym i jeść chipsy”, Warszawa 2017]

Ze mną się nie napijesz?

Roman pojechał autem na imprezę. Miał nie pić, ale trochę się napił. A potem kolega go namawiał na jeszcze. „Za mną się nie napijesz?”, przecież może wziąć taksówkę, przecież i tak wszystko wytańczy, przecież mało wypił. I potem Roman wsiada za kółko po alkoholu i już samym jeżdżeniem w tym stanie ryzykuje zdrowiem i życiem wszystkich innych użytkowników drogi w jego zasięgu. Będzie miał szczęście, jeśli nikogo nie zabije. A jak zabije, to kto będzie winien? Roman na pewno, tak, ale może jeszcze Stefan, bo go namawiał na picie, mimo że wiedział, ze Roman autem przyjechał? I żona Romana, Anna, na pewno też trochę odpowiedzialności ponosi, bo mówiła, że co będzie na taksówkę wydawał, skoro auto pod restauracją już stoi i potem następnego dnia kto będzie po nie jechał, bo na pewno nie ona…?

No nie. To Roman będzie odpowiedzialnym w 100%. To on podjął decyzję, że prowadzi pod wpływem alkoholu. I nic go nie usprawiedliwia. Ani kolega Stefan, ani żona Anna, ani skrogi tatuś, ani szef sknera, ani życiowy pech, ani nawet to, że Kombii wydało nową płytę.

Żartuję.

Spokojnie.

Nie wydało. :)

Komentarze do wpisu: 25 Napisz komentarz

  1. bynajmniejj napisał(a):

    „Czyli co. Czyli kobiety powinny się jednak zasłaniać. Powinny chodzić odziane skromnie. Bo wtedy wyglądają mniej prowokująco, wtedy zasługują na szacunek innych ludzi, wtedy też nikt się nie pomyli i nie będzie składał im seksualnych propozycji”. -> ja jeszcze chciałam dodać, że mówiący coś takiego to często są ci sami ludzie, którzy krytykują muzulmanki za zasłanianie ciała. Tak źle i tak niedobrze.

    1. Pomiędzy kompletnym zasłanianiem się a chodzeniem niemalże z tyłkiem na wierzchu jest 100 tysięcy innych możliwości. To nie jest tak, że albo czador albo spódniczka odsłaniająca majtki – i żadnych innych alternatyw. :)

      1. bynajmniejj napisał(a):

        Czy już Komisja Ustalania Rzeczy zadecydowała, jaka długość jest ok? Wprawdzie wcześniej myślałam, że najważniejsze jest to, żeby kobieta się dobrze ze sobą czuła, ale zapomniałam, że musi jeszcze przy okazji zadowolić całe społeczeństwo. To ile cm nogawki jest ok? Są jakieś widełki czy to jest konktetna liczba?

        1. $105610714 napisał(a):

          Myślę, że ok jest do kolan – jeżeli oczywiście kobieta chce być przyzwoita i nie wyglądać ordynarnie. Zresztą chyba każda kobieta powinna wiedzieć sama z siebie, jak się ubierać, aby nie wyglądać ordynarnie jak spod latarni – to nie jest jakaś tajemna wiedza. Proponuję zapoznać się z tym krótkim filmikiem:
          https://youtu.be/_Bxmo0ZR7Ek

        2. Myślę, że ok jest do kolan – jeżeli oczywiście kobieta chce być przyzwoita i nie wyglądać ordynarnie. Zresztą chyba każda kobieta powinna wiedzieć sama z siebie, jak się ubierać, aby nie wyglądać ordynarnie jak spod latarni – to nie jest jakaś tajemna wiedza.

        3. aaaaanaaa napisał(a):

          Z ubiorem jest tak, że powinien być dostosowany do sytuacji – czy to Ci się podoba czy nie. Jak na spotkanie biznesowe przyjdziesz z dekoltem do pasa, w spódnicy ledwo zasłaniającej tyłek i 12 cm szpilkach raczej nikt nie potraktuje Cię poważnie.

  2. Julia napisał(a):

    W ramach ćwiczenia własnej cierpliwości dyskutowałam o tym kiedyś z kolegą, który powiedział, że „męskie piersi są mniej wartościowe, bo np. nie karmią potomstwa, więc można je odsłaniać”. Ta.

  3. Pionierka napisał(a):

    Czekaj, jak dla mnie Magda sobie zaprzecza. Jeśli „zawsze ponosimy pełną odpowiedzialność za wszystko, co robimy i mówimy” to w sytuacji, gdy powiem komuś „zabij się” albo „zabij żyda’ i ten ktoś to zrobi, to on ponosi pełną odpowiedzialność. Bo nie musiał mnie słuchać. Mówię o pewnym systemie moralnym, odkładam na bok kwestie prawne.
    Aha, dla mnie stwierdzenie, że „ta kobieta wygląda jak prostytutka” nijak nie jest tożsame ze stwierdzeniem „można ją zgwałcić”. Tak jak stwierdzenie „ten facet wygląda jak bandzior” nie oznacza, „wsadźmy go prewencyjnie za kratki”. Można wyglądać JAK prostytutka i JAK bandzior, nie będąc tymi osobami. Wiadomo, że odwołujemy się do pewnych stereotypów i atrybutów (można też wyglądać jak blogerka modowa ;) ), bo przecież i prostytutki i bandziorzy wyglądają rozmaicie. I

    1. APal napisał(a):

      Pelna zgoda! Mam te sama uwage.
      Przyklad z pijacym kierowca tez jest ciekawy, bo zona Anna przepraszam, ale tez jest winna. Jak kazdy, kto nie reaguje, gdy Roman siada za kierownica.
      Sadze, ze z ta wspolodpowiedzialnoscia to jednak nie jest tak prosto, niestety.

      1. Ja to doprecyzuję może tak: współdzielenie odpowiedzialności nie oznacza, że jeśli jedna osoba podżegała do zrobienia czegoś, a druga to zrobiła, to każda z tych osób ponosi po 50% winy :) I tak to też wygląda w świetle prawa – ten, który popełnił przestępstwo zostanie ukarany z całą surowością i ten, który do niego podżegał, także, chociaż zapewne otrzyma niższy wymiar kary. To nie jest tak, że jeśli ktoś mnie namówi to zrobienia czegoś złego, to moja wina będzie mniejsza. Będzie cały czas tak samo duża. Ale on także będzie miał na sumieniu coś bardzo paskudnego. Wina i odpowiedzialność się w moim przekonaniu nie dzielą – nie można trochę czegoś ukraść, trochę kogoś zabić, zgwałcić kogoś w 70%.

        Powiem brutalnie, że prałata Jankowskiego od Charlesa Mansona różni przede wszystkim to, że Jankowskiego nikt nie posłuchał. A Manson siedzi do dziś w więzieniu, chociaż sam nikogo nie zamordował – obydwaj „tylko” podżegali do przemocy. Gdyby Jankowski nie był prałatem i gdyby doszło do tragedii, prawdopodobnie zostałby skazany.

        Nie utożsamiałabym też koniecznie pojęcia winy ze współodpowiedzialnością w każdym przypadku. W przypadku z wypadkiem żonę Annę możemy uznać za współodpowiedzialną w jakimś stopniu, ale nie nazwałabym jej winną. Wciąż jednak wygląda to w moim przekonaniu tak, że kierowca ponosi 100% winy, a osoby, które nie reagują, dostają taką jakby nadwyżkę odpowiedzialności. Bo gdyby ich nie było, stałoby się to samo. A różnica w sytuacji z Mansonem polega na tym, że gdyby to jego nie było, nie stałoby się nic. I dlatego nie jest mniej winni niż mordercy, których stworzył.

        1. seba napisał(a):

          Jeżeli dobrze rozumiem chciałaś powiedzieć to, że pomimo tego że inne osoby mogą być też winne w zakresie swojej winy, to swojego czynu jesteś winny tylko Ty w 100%. Jeżeli tak to ok. Bo ze stwierdzeniem, że osoba namawiająca pijanego kierowcą do jazdy nie jest winna moralnie, nie potrafiłbym się zgodzić. Przez analogię do KK to jest swoiste podżeganie. Tak samo mam ze zdradą. Też uważam, że swojej zdrady w 100% winny jest zdradzający małżonek. Ale nie uważam, że kochanek, który dla uproszczenia sytuacji jest wolny, jest bez winy. Bo małżeństwo to nie jest, jak próbuje się dziś powiedzieć, związek tylko i wyłącznie dwóch osób niezależnie od społeczeństwa. Gdyby tak było, to nie byłoby dziedziczenia w pierwszej grupie, nie byłoby nieopodatkowanych darowizn, wspólnego rozliczania się podatkowego, dostępu do historii choroby w szpitalu,informacji na poczcie, możliwości odmawiania składania zeznań przeciwko partnerowi( nie trzeba być w związku formalnym) etc. Społeczeństwo daje tymi normami silny sygnał, że małżeństwo to coś co jest w pewien sposób chronione. Vide człowiek który wchodzi w romans z osobą która jest w faktycznym małżeństwie jest też złamasem tylko innego rodzaju, stopnia czy czego tam chcecie. Piszę, że w faktycznym bo to ważne. Jeżeli związek trwa tylko prawnie ale obie strony lub tylko jedna ze stron zapowiedziały, że go skończyły, to dla mnie tak jakby się skończył.

  4. Natalia Szcześniak napisał(a):

    A moim zdaniem to, że sprawca ponosi 100% odpowiedzialności za swoje czyny nie sprawia, że otoczenie automatycznie jest niewinne. No bo jeśli Roman jako dziecko nie raz wracał z imprezy z pijanym ojcem za kierownicą i nic się nie stało, to dlaczego jemu miałoby się coś stać po paru głębszych? Do tego społeczeństwo przyzwala na takie zachowanie – mówią: Roman, nie wygłupiaj się, masz tylko parę kilometrów po pustej wiejskiej drodze do przejechania, no ty nie dasz rady? I Roman, chcąc nie chcąc, zostaje namówiony na tą jazdę po pijaku (bo skoro ojcu nic się nie stało, ani Stefanowi, to czemu jemu ma się stać?). Jako społeczeństwo mamy swoje przyzwyczajenia, one mogą być dobre albo złe, niektóre z nich nazywamy tradycją, a najłatwiej jest być konformistą. Więc Roman wsiada do tego samochodu, tak jak mu karze jego krąg kulturowy, pechowo po drodze potrąca rowerzystę, który ginie na miejscu. I kto jest winny? W 100% Roman, przecież to on prowadził, teraz parę lat spędzi w więzieniu. Ale niedocenienie wpływu środowiska będzie prowadziło do kolejnych takich wypadków. Ba, nawet może wprowadzić do zakazu jeżdżenia rowerem po tej drodze, bo przecież zawsze może się trafić kolejny pijany Roman. Żeby Roman nie pił potrzebna jest zmiana nawyków i zaakceptowanie Romana jako niepijącego kierowcy przez grono jego znajomych.

    1. biebrzanska napisał(a):

      Czyli jak za socjalizmu ‚wszyscy kradli’ ze swoich zakładów pracy, to ja tez powinnam kraść, bo przyzwolenie kulturowe?
      Nie.
      Niezależnie od uwarunkowań kulturowych tylko JA, nikt innym, ponosi odpowiedzialność za moje decyzje.

      1. Natalia Szcześniak napisał(a):

        Hm… nie to chciałam przekazać swoim komentarzem. Chodzi mi jedynie o to, że bardzo trudno jest odciąć się od kultury, w której dany człowiek się wychował i warto spojrzeć na ten szerszy obrazek (nie tylko sam czyn ale i jego uwarunkowania) po to, żeby móc się pozbyć tych negatywnych wzorców kulturowych.

  5. Całkowicie zgoda. Umówmy się, każdy ma jakieś przejścia, jakoeś demony przeszłości. Dorosłość polega na tym, żeby zrozumieć siebie, brać odpowiedzialność za swoje życie i czyny. Niemniej jednak doskonale Cię rozumiem w szukaniu przyczyn danego zachowania, bo sama tak mam. I w żadnym wypadku nie jest to usprawiedliwianie

    1. Jaskółka napisał(a):

      Oczywiście, że czasy się zmieniły, zawsze się zmieniają – to się nazywa „upływ czasu”. Albo „historia” ;) Natomiast ludzie zawsze są tacy sami. No może zmieniają się tak ogólnie, jako zbiorowość wykształcająca pewne idee – np. prawa człowieka, prawa dziecka, prawa zwierząt, o których dawno temu nikt by nawet nie pomyślał. Ale jako żyjące istoty ludzie zawsze byli tacy sami – zawsze powodowały nimi te same instynkty, lęki, namiętności. Irytujące jest takie mówienie, że „oooo, kieeeeeedyś to było lepiej, kieeeeeeedyś to ludzie byli porządni”. Przyłączam się do pytania Pionierki: KIEDY???

      1. Zgadzam się z Asią, czasy się zmieniają – uwarunkowania, prawa, ale ludzie maja swoje instynkty i często się nimi kierują. Prawda jest też taka, że dopóki nie znajdziemy się w danej sytuacji nie zawsze do końca wiemy czy na pewno się tak zachowamy jak nam się wydaje. Doświadczenia z naszego życia bardzo weryfikują nasze wybory i zachowania.

  6. Z tymi półnagimi facetami śmigającymi po ulicy to fakt [niestety]. Mało kto im zwróci uwagę.
    Wyobrażacie sobie ile uwag z każdej strony, dostałaby dziewczyna idąca ulicą – nawet nie półnaga – ale w samym tylko staniku?

  7. A czy określenie „prosty Wiesiek” też nie jest obraźliwe? To że ktoś ma inne poglądy czy doświadczenia życiowe, to nie oznacza, że automatycznie nie rozumie świata. A może żadna strefa komfortu nie istnieje i to tylko wymysł kołczów? Może to właśnie kołcze nie rozumieją świata? Nie wiem, skąd ostatnio w necie taka pogarda dla „prostych Wieśków” – i wnioskując z tego tekstu ktoś, kto gardzi prostymi ludźmi, sam ma ze sobą jakiś problem i szerzy do nich nienawiść. Także takie podejście nie jest fajne w żadną stronę – ci ludzie niby otwarci i tolerancyjni też potrafią okazywać innym pogardę.

  8. aaaaanaaa napisał(a):

    Mam inne zdanie dotyczące tego, że druga, niezamężna strona zdrady jest niewinna. Otóż wg. mnie jest współwinna podobnie jak człowiek, który kupuje kradziony sprzęt. Nie ukradł, ale jeśli wiedział, że rzecz pochodzi z kradzieży nie powinien jej kupować :)

  9. Natalia Szcześniak napisał(a):

    Włączyłam to wideo. Przecież ten film to ordynarna manipulacja, jak można tego nie widzieć i jeszcze to udostępniać? Najpierw są postawione całkowicie fałszywe tezy, a potem następuje ich żarliwe zaprzeczanie…

    1. Co to znaczy „fałszywe tezy”? Każdą tezę można uznać za fałszywą, jeżeli tylko się chce. Gdzie tu są te „fałszywe” tezy i ich zaprzeczenie? Jeżeli dziewczyna ubiera się jak prostytutka, to nic dziwnego, że może być uważana za prostytutkę – nie ma w tym nic fałszywego. I że młode dziewczyny są wychowywane teraz na bajkach i teledyskach z półnagimi bohaterkami – czy to nie jest prawda? Wystarczy tylko popatrzeć na teledyski lady gagi czy innej rihanny, jaki to jest przykład dla młodych dziewczyn, co im się pokazuje w ten sposób? Że ordynarność, wulgarność i świecenie tyłkiem jest ok? Jeżeli rzeczywiście taka ordynarność jest ok, to nie można mieć później za bardzo pretensji do facetów, że postrzegają kobiety wyłącznie jako obiekty seksualne. W takim przypadku reagują na to, co widzą. Pracowałam kiedyś z dziewczyną, która ubierała się wyzywająco, a później skarżyła się, że faceci są chamsko zaczepiają, dają jej jakieś niedwuznaczne propozycje itd. No sorry, ale sama ich do takich zachowań prowokowała i dawała znaki wyglądem, że tego oczekuje. Oni tylko reagowali na to, co widzieli. Do kogo więc miała pretensje? Do siebie mogła mieć co najwyżej.

Dodaj komentarz