Po co ja w ogóle napisałam tę książkę?

Światowa Organizacja Zdrowia podaje jednoznacznie – karmienie piersią to najlepszy, najzdrowszy sposób karmienia dziecka i powinno się to robić przynajmniej dwa lata, a nawet i dłużej, jeśli matka i dziecko czują taką potrzebę. Jak wszystkie ssaki, wychowujemy nasze potomstwo długo i zaspokajamy dziecięcy głód – jak i potrzebę bliskości – matczynym mlekiem. Żaden sztuczny pokarm, żadne kurczaki z marchewką, kaszki czy papki, nie dadzą dziecku tego, co daje mu mleko mamy. To nie jest kwestia sporna. To oficjalne stanowisko wszystkich największych, najbardziej renomowanych i cieszącym się największym naukowym zaufaniem organizacji medycznych na Świecie. A w Polsce…

Czterech na pięciu lekarzy, z którymi miałam styczność w ciągu dwóch lat od urodzenia dziecka i którzy dowiedzieli się, że karmię piersią, poinformowało mnie, że to źle i że właściwie po kilku miesiącach życia dziecka już nie powinno się tego robić. Nasłuchałam się, że to powoduje wady zgryzu, że to już nie mleko tylko woda, że dziecko się nie najada, a nawet że to niedobre dla mojego życia seksualnego z partnerem. Za każdym razem były to uwagi nieproszone, bo nie w sprawie karmienia piersią odwiedzałam tych lekarzy i nie pytałam ich o zdanie.

Czytelniczki często piszą mi, że są pod wielką presją rodziny, znajomych, a nawet przypadkowo spotkanych osób, które bardzo często komentują ich karmienie piersią i namawiają je do tego, żeby przestały albo żeby przynajmniej robiły to w ukryciu, w toalecie albo w domu.

Wciąż trwa debata, czy kobiety powinny mieć możliwość karmienia piersią publicznie. Jakby odsłonięcie części dekoltu i nakarmienie dziecka było zachowaniem seksualnym i prowokującym. Przypominam, że codziennie latem możemy zaobserwować mężczyzn z gołymi torsami na ulicach (nierzadko z większymi piersiami niż kobiety) i ci mężczyźni nie budzą już tyle kontrowersji co matki karmiące.

Położne w szpitalach mają bardzo różną wiedzę na temat karmienia piersią. Nierzadko nie mają jej wcale, bo to, czego uczono personel medyczny 20 lat temu jest dziś mocno nieaktualne. A jednak wciąż podaje się dzieciom glukozę, każe dokarmiać mieszanką, nie pomaga się matkom w obliczu problemów i wątpliwości.

Tylko 46% matek karmi swoje sześciotygodniowe dzieci wyłącznie piersią. Tylko 4% karmi wyłącznie piersią po sześciu miesiącach. Część matek robi to ze świadomego wyboru i ok – ale większość robi to, bo nikt im nie pomógł, bo nie miały wystarczającej wiedzy, bo wciąż wierzą w mity rozpowszechniane przez lekarzy, rodziny, koleżanki.

Mogę się umalować, uczesać, założyć elegancką koszulę, mogę pić kawę, pracować przez internet i płacić za wszystko plastikową kartą – ale wciąż jestem ssakiem, urodziłam ssaka, więc karmię go piersią.
Ale karmienie piersią to przecież tylko wierzchołek góry lodowej…

Rzesze ludzi wciąż wierzy w tzw. zimny chów niemowląt i jest przekonanych, że noszenie płaczącego dziecka je rozpieści. Są ślepi na ewolucję, na naturalne zachowania naszego gatunku i wieloletnie badania psychologów, którzy jednoznacznie określają częste noszenie i przytulanie dziecka jako coś naturalnego, potrzebnego, a wręcz niezbędnego dla jego prawidłowego rozwoju.

Młode matki słyszą od własnych matek, że dziecko powinno spać samo i jeśli nie chce zasnąć samodzielnie, powinno się wypłakać. Te matki często nie potrafią zaufać własnemu instynktowi, bo coś im każe poddawać ten instynkt pod wątpliwość i słuchać “starszych, mądrzejszych”. Słuchają więc rozpaczliwego szlochu własnego noworodka, powstrzymują się od pobiegnięcia mu z pomocą, bo wierzą, że tak robią dobrze, że to wyjdzie na zdrowie ich dziecku. Nie wychodzi. Ani dziecku, ani im samym.

W telewizji, w internecie, w sklepach, na reklamach, a nawet wśród życzliwie przekazywanych między rodzinami sprzętów dziecięcych ciągle są chodziki. Chodziki, które w niektórych krajach zostały w ogóle prawnie zabronione, bo powodują wady postawy u dzieci. Przeciętna Polka o tym nie wie. Nie wie też, że nosidła “przodem do świata” mogą zrobić dziecku podobną krzywdę.

Ruch antyszczepionkowy rośnie w siłę. Coraz więcej matek decyduje się nie szczepić dzieci, bo wierzy w propagandę łączącą szczepionki z autyzmem oraz w masę innych szczepionkowych mitów. Wierzy, bo się boi, a boi się, bo internet jest pełen spiskowych teorii a dzieci czasem ciężko chorują i zrozpaczeni rodzice próbują szukać wytłumaczenia na własną rękę. W efekcie mody na nieszczepienie wracają do nas choroby, które już prawie udało nam się wyeliminować.

Kobiety są często osamotnione w swoim macierzyństwie, bo niestety tradycyjny model rodziny nie wymaga od ojca wsparcia rodzicielskiego wykraczającego ponad zarabianie pieniędzy. A i tu jest ciężko, bo aż 84% rodziców zobowiązanych alimentacyjnie wobec swoich dzieci nie płaci tych alimentów. Są to głównie ojcowie. I my, Polacy, jesteśmy pod tym względem w europejskiej czołówce.

Ale nawet jeśli kobieta ma szczęście i żyje w szczęśliwym związku z ojcem swoich dzieci, to bardzo często ten ojciec nie dzieli się z nią rodzicielskimi obowiązkami. Często oboje pracują poza domem, ale to ona potem ten dom sprząta, gotuje obiad dla całej rodziny, bawi się z dzieckiem, usypia je wieczorem i dba o nie w chorobie. A jeśli kobieta nie pracuje i cały dzień “siedzi w domu”, to społeczeństwo ma ją za nieroba. I jeśli uda jej się wydrzeć chwilę dla siebie z ciasnego grafiku trzyetatowej pracy niani, sprzątaczki i kucharki – sama przed sobą ma wyrzuty sumienia, że egoistycznie czyta książkę, podczas gdy mogłaby mężowi koszulę wyprasować.

Internet nie jest pomocny. Bo dokąd idzie matka, gdy szuka wsparcia w kwestii karmienia, pielęgnacji, zdrowia lub wychowania swojego pierwszego dziecka? Wchodzi na forum dla mam. A tam jej się obrywa, niezależnie od tego, jakie stanowisko reprezentuje. Karmi piersią – źle, bo ile można, bo już za długo, bo po co, bo pewnie dla siebie a nie dla dziecka. Nie karmi? Zła kobieta, egoistka, truje dziecko, leniwa pewnie. Jesteśmy, Matki, bezustannie atakowane przez społeczeństwo, przez bliskich i dalszych znajomych, a nawet przez inne matki. Źle się opiekujemy dziećmi, bo nie założyłyśmy im czapeczki. Jesteśmy głupie i okrutne, bo publikujemy w sieci zdjęcia z dziećmi. Ciągle źle, wszystko źle, a najlepiej to żebyśmy siedziały w domu, nie wychylały się, karmiły po kryjomu, poświęciły się dziecku i zapomniały o sobie, bo prawdziwa, dobra matka myśli wyłącznie o potomstwie.

WŁAŚNIE Dlatego napisałam książkę “Złe Matki są najlepsze”.

Dlatego prowadzę fanpage “Zła Matka” na facebooku.

Dlatego odważnie piszę o moich własnych wyborach rodzicielskich (a przecież do tego nie powinna być potrzebna żadna odwaga), żeby innym kobietom pokazać, że się da, że można, że my matki wcale nie jesteśmy męczennicami narodu, wcale nie musimy się nikomu poświęcać, że możemy żartować z macierzyństwa, że mamy nasze prawa, że możemy wybierać, że mamy też prawo do informacji i powinnyśmy otrzymać wsparcie w postaci rzetelnej wiedzy od szpitala, w którym rodzimy, i pediatrów, przez których musimy przechodzić. Że nie musimy się z tym macierzyństwem ukrywać tylko dlatego, że kogoś to brzydzi lub nudzi. Że mamy prawo karmić piersią publicznie, że mamy prawo mówić głośno o naszych problemach. Mamy prawo śmiać się z siebie, z naszych dzieci, z tego „świętego macierzyństwa” też. I że jest szereg tricków i mechanizmów, które sprawiają, że bycie mamą jest całkiem proste. Tylko trzeba mieć odwagę po nie sięgnąć i pokazać gest Kozakiewicza wszystkim krytykantom wokół.

Robimy ludzi. Same. Z dwóch komórek. W brzuchach, potem na brzuchach, przy piersiach, w ramionach, na zmęczonych nogach i bolących kręgosłupach.

Dlatego zależy mi, żeby książka dotarła nie tylko do tej wąskiej grupy internautek, które najczęściej żyją w wielkich miastach, są dobrze wykształcone i mają dostęp do wiedzy i najlepszej opieki medycznej. Chcę, żeby po tę książkę mogła też sięgnąć młoda mama z małej miejscowości, z jakiejś wsi, w której za autorytet w kwestii życia rodzinnego robi wyłącznie ksiądz albo babcia, dla której przylanie dziecku pasem jest najlepszą metodą wychowawczą.

Nie jestem pierwszą matką, która porusza te tematy w książce o macierzyństwie. I mam nadzieję, że nie będę ostatnią. Niech o tym mówi i pisze każda matka, niech dołączą do nas świadomi ojcowie, ruszmy ten skostniały, archaiczny model rodziny z umęczoną kobietą troszczącą się o wszystkich tylko nie o siebie. Rozwalmy go w drobny pył.

A my, kobiety, nie krytykujmy się nawzajem, nie atakujmy, nie oceniajmy zawistnie.

Edukujmy się, wspierajmy, dzielmy doświadczeniami.

Bo w Niebie jest specjalne miejsce dla kobiet, które pomagają innym kobietom.

(i jest tam dużo czekolady)

:)

PS. Tu można już zamówić książkę (klik) w przedsprzedaży (oficjalna premiera 24 maja), a niedługo zrobię też wpis o sesji zdjęciowej do okładki, o pomyśle z Maryją oraz o dwojgu blogerach, z którymi – jakby nie patrzeć – wspólnie tę książkę stworzyłam, bo rysunki są autorstwa słynnej rysowniczki a okładka jest autorstwa słynnego youtubera. :)

Komentarze do wpisu: 41 Napisz komentarz

  1. Brzmi rewelacyjnie.
    Gdyby tak wkładano tę książkę do pudeł wręcznych matkom w szpitalach… I tylko książkę. Nie uśmiechnięte modelki nad kremem do tyłka, nie próbki mleka modyfikowanego i stos makulatury pełnej pierdołowatego bełkotu.

  2. A jeśli nie jestem jeszcze matką to też mogę kupić i przeczytać? :D
    Super zdjęcia, super okładka i pewnie dużo pomocnej treści. Faajnie <3

  3. Pionierka napisał(a):

    Może nie urodzę przed premierą to sobie wezmę książkę do szpitala :) Wprawdzie mam dobrze ugruntowaną opinię osoby, która za nieproszone rady rzuca się do gardła i wyszarpuje tętnicę, ale może kupowanie książek pisanych przez mądre kobiety daje jakieś punkty do karty wstępu do tego miejsca z czekoladą

  4. Weronika Raflesz napisał(a):

    Kupiona i przyspieszam czytanie książek z aktualnej kolejki :).
    Zdjęcia świetne, a Twoje założenia na temat macierzyństwa mi się podobają, jestem ciekawa rozwinięcia. Wprawdzie 50% moich dzieci potrzebowało jednak spania samodzielnie i było z tym trochę płaczu, no ale nie byłabym złą matką, gdybym czegoś nie zrobiła inaczej ;).

  5. Okładka pr0 <3

    Czytać nie będę, bo nie mam po co, ale podoba mi się, że poruszasz temat nagonki na matki. Niby mamy katastrofę demograficzną za rogiem, sypią się pińcet plusy, trzeba ratować naród, bo Polacy wymierają – a nikt tych matek nie lubi, od pracodawców, po ludzi na ulicy. W sumie od kiedy zaczęłam formułować przekonanie, że nie chcę mieć dzieci, to obok powodu głównego ('nie chcę mieć dzieci'), powodem wspomagającym było to, że zawsze robiło mi się zimno na myśl, ile osób się do mnie dopier… [uzupełnić dosadnym, neosłowiańskim czasownikiem], jeśli zostanę matką.

  6. Ania K napisał(a):

    Przekazywanie tego typu treści jest bardzo ważne! Mój syn ma trzy lata i odzyskałam siebie, gdy uwierzyłam, że mój instynkt podpowiada to, co dla nas najlepsze. Obydwoje jesteśmy szczęśliwi, wreszcie, bez stresu i nagonki. Chcę być w miejscu, o którym piszesz. Życzliwość, spokój i uśmiech powinny nam towarzyszyć zawsze, a często zastępują je bardzo osobliwe reakcje – złośliwość, wredna mina, głupi komentarz. Ave dobro i miłość! (nie, nic nie zażywam i pewnie mogłabym być matką większości przedmówczyń ;-) ). Matylda, serdecznie gratuluję! zdjęcia piękne! uściski dla Kociopełka! :-) <3

  7. córkę karmię prawie 6 miesięcy, ostatnio na spacerze zgłodniała. Było prawie 20 stopni, wiec usiadłam na ławce i karmiłam. Przykryłam ja delikatnie pieluszką, żeby słońce nie raziło, a i moje ciało były przykryte. Ale to i tak nie pomogło, bo podeszła do mnie Pani i powiedziała, żebym się nie wygłupiała, że takie duże dziecko to już na butli musi być, a ja nie mam wstydu że cycki pokazuje! powiedziałam jej że moje cycki, moja sprawa, a jak jej coś nie pasuje, to niech spierd…. :D
    Książkę na pewno kupię, zapowiada się rewelacyjnie :)

  8. Segusiu,

    500+ dobrze wydane – nareszcie!
    Na piersiach hoduję wyłącznie zmije. Twą książkę przeczytam chętnie. Nie bacząc na żmij krzywe ryje!
    ;-)

  9. Nic bardziej mnie nie wkur….. jak to, ze ludzie dowiadując się,ze karmie swoją 2,5 letnią córkę. Zaczynają nawijkę DO NIEJ w stylu ” oooo taka duża dziewczynka i jeszcze cyca pije? a taka duża dziewczynka nie powinna….” itp wtedy budzi się we mnie uspiona lwica i mam ochotę skoczyć ze swoimi kłami w jedno miejsce na szyji i rozszarpać pulsująca pod skórą tętnicę komentującego… jestem w stanie zniesc jak ktos będzie wywalał swoje mądrosci do mnie..ale mobbing dziecka wzbudza we mnie mordercze instynkty:)

    1. Powiedz wtedy córce: widzisz, kochanie, na świecie niestety nie każdy ma to szczęście i jest obdarzony inteligencją. Są też ludzie, którzy jej od losu nie dostali. Albo się nie uczyli w szkole. Ale nie powinno się ich wytykać palcami. To są biedni ludzie, pokrzywdzeni, trzeba im współczuć i zawsze pamiętać, że edukacja jest ważna i że mózg trzeba ćwiczyć, jak mięsień, całe życie.

      1. Roman Łazarski napisał(a):

        … lub inny tekst który upewni dziecko że matka krytykę usłyszała, zrozumiała i się nie przejęła ;) Niech wie, że inni mogą mieć swoje opinie ale nie zawsze trzeba się nimi przejmować. Moja ulubiona sytuacja widzana pod blokiem:
        – Dziecko, jesteś nieznośne!
        – A Ty jesteś obcy, to mnie nie krytykuj. Do bycia niemiłą jest mama. MAAAMOOO, czy jestem nieznośna?

  10. Joasia Kamińska napisał(a):

    http://www.mz.gov.pl/zdrowie-i-profilaktyka/zdrowie-matki-i-dziecka/karmienie-piersia/
    Szkoda, że trafiałaś na lekarzy, którzy Cię oceniali i jeszcze w głowie mieli przestarzałe wytyczne, bo to niewiele energii zabiera żeby wejść na stronę MZ i znaleźć to co ja znalazłam. Studiuję medycynę i na zajęciach lekarze (a właściwie pani doktor z którą te zajęcia miałam) powtarzają, że karmienie piersią samo w sobie jest super (oczywiście nie wolno nikogo do tego zmuszać, a zdziwiłabyś się jak wiele matek po prostu nie chce karmić piersią – ich wybór ;)). Raczej trudno znaleźć obiektywne wady karmienia piersią przez zdrową matkę oprócz tych które mogą być subiektywnymi wadami lub obawami matek (przykucie do dziecka, życie seksualne, ból itd). Ale zdaję sobie sprawę, że w ośrodku akademickim po prostu ci lekarze są bardziej kontrolowani i jest mniejsza samowolka, co w parze z lepszym wykształceniem daje efekt w postaci braku jakiś super mitów o wadach zgryzu. Także pocieszam tym, że nie wszyscy tacy są i ja też – przyszła pani doktor – taka nie będę! :D
    co do tego, żeby nie przychodzić do płaczącego dziecka i niech się samo uspokoi, to od razu mam taką futurospekcję, że te matki, które tak usamodzielniają noworodka czy tam niemowlę, każą potem szesnastolatkowi wracać do domu w wakacje o 20 :D
    Z karmieniem publicznie to już w ogóle. Mieszkam we Wrocławiu, często bywam czy to w galerii czy w mj gdzie jest więcej młodych mam (okolice pediatrii) i NIGDY nie widziałam, żeby jakaś mama robiła to w inny sposób niż czuły i dyskretny. No ale co ja wiem…:)
    Myślę, że jak kiedyś zostanę mamą to będę się trochę wzorowała na Tobie :)

  11. LI napisał(a):

    Polać Seg, dobrze pisze! To pisałam ja, matka od 3 miesięcy.

    PS. A końcówka tekstu taka pratchettowska, cudna!

  12. Joanna napisał(a):

    Gdzie jest tych czterech na pięciu lekarzy, ja się pytam. Kiedy karmiłam swoje dziecko MM, bo tylko tak mogłam, jedyne z czym się spotkałam, to krytyka. Otwarta lub zawoalowana. Nikogo nie interesował powód. Mam wręcz odwrotne do Twojego wrażenie – wydaje mi się, że w Polsce jest przeogromna presja na KP. Od zakazu reklamowania mleka oznaczonego numerem 1, poprzez zdobiące ściany szpitali zdjęcia karmiących matek (ładne, nie przeczę), na opinii wszystkich wokół kończąc. Nie zliczę momentów, które przepłakałam, po kolejnej uwadze lekarki/ znajomej/ zupełnie obcej osoby na ścieżce spacerowej na temat butli w buzi mojej córki (teraz już na to leję strumieniem ciepłej uryny, ale nabuzowany hormonami organizm poporodowy niełatwo znosi takie przytyki). Ludzie, dajcie żyć. Ja wiem, że pierś najzdrowsza, ale czasem po prostu się nie da. U mnie były względy medyczne, u kogoś mogą być zupełnie inne. Może nie dajemy naszym dzieciom tyle, co matki KP, ale nie traktujcie nas, jakby w tej butelce był cyjanek. Znakomita większość kobiet karmiących MM robi to z jakiegoś sensownego powodu, a nie dlatego, że im cyc obwiśnie. Ugryźcie się czasem w język, zanim skrytykujecie. A skoro już o statystykach mowa – spora część kobiet karmiących MM mówi, że karmi piersią ze strachu przed ostracyzmem otoczenia. I błędne koło się zamyka.

    1. anu napisał(a):

      A bo to tak działa, jakkolwiek bys karmiła, zawsze bedziesz krytykowana. Zreszta, to dotyczy nie tylko sposobu karmienia, zostajac matkami musimy liczyc sie z tym, ze zawsze znajdzie sie ktoś, kto wytknie nam jakis błąd. Najlepiej olac strumieniem cieplej uryny wlasnie ;)

    2. Marta Mularczyk-Dubiel napisał(a):

      jest wielki szum, zeby karmić, ale tylko tak wiesz, kilka miesięcy (i najlepiej jednak troche dokarmiać butelką) . Potem nagle jest szum, ze ile można, ze już dziecko musi jeść NORMALNE jedzenie, albo że mleko bezwartosciowe, albo, ze, jak mi ostatnio pediatra powiedziała – dwulatek przy piersi już brzydko wygląda. WTF?!

    3. Alicja Piotrowska napisał(a):

      Ja karmiłam naturalnie (choć musiałam o to walczyć, bo nie miałam pokarmu). Potem moja koleżanka miała problem z karmieniem piersią i musiała szybko przejść na butelkę. Nie dla wygody, ale podobnie jak Ty, z konieczności. Było jej z tym ciężko. Starałam się ją wspierać i pocieszać, a nie dodatkowo dołować. Bo przecież to zrozumiałe, że nie zawsze się da. Mi się udało i fajnie, komuś się nie udało- trudno, tak bywa. Kto wie, czy i mnie się to kiedyś nie przytafi, przy następnym dziecku. Dlatego zupełnie nie rozumiem osób, które Cię krytykowały i bardzo mi przykro, że Cię to spotkało :(
      Aczkolwiek, uwierz mi, są mamy, które po prostu nie chcą karmić, bo… po mieszance dziecko dłużej śpi…

  13. Amen. Sama dzieci jeszcze nie mam i w najbliższym czasie mieć nie będę, ale to jak uchwyciłaś temat macierzyństwa to mistrzostwo świata. Z przyjemnością przeczytam tę książka po mimo nie bycia matką, w końcu lepiej uczyć się zawczasu, bo to co piszesz bardzo do mnie trafia :)

  14. Zupełnym przypadkiem trafiłam na Twojego bloga już po raz drugi. Pierwszy raz słyszę o książce. Fajna inicjatywa, potrzeba takich książek! I tak czytam Twojego posta i z każdym zdaniem myślę: „Wow, trafione w sedno, sama chciałabym mieć odwagę i umieć tak to napisać”. I docieram do tematu szczepionek. I od tej pory dalej już tylko przeglądam. Ja też szczepię swoje dziecko i jestem za tym żeby szczepić, ale świadomie. Warto spojrzeć na temat szerzej niż na zalecenia i promocję szczepień przez lekarzy w pobliskich placówkach lub informacje, którymi straszą nas co jakiś czas media. Wiedza służby medycznej, jak sama mówisz, też często nie jest aktualna :) Zamiast krytykować „ruch anty”, warto zapoznać się z kilkoma wartościowymi publikacjami, na których bazują. Ja podziwiam obie strony, bo mają odwagę szczepić albo nie szczepić. Podziwiam też osoby, które bez krępacji kp publicznie. Mi się zdarzało, bo wymagała tego sytuacja, ale nie czułam się z tym nigdy do końca komfortowo. PS. Nie popieram żadnego ruchu ani nic, po prostu nie do końca spodobało mi się tak błahe potraktowanie poważnego wg mnie tematu.

  15. Alicja Piotrowska napisał(a):

    Jaka szkoda, że ta książka nie wpadła mi w ręce 3 lata temu… Robiłam to wszystko o czym piszesz: karmiłam piersią ponad 2 lata, nosiłam, tuliłam, pozwalałam z nami spać tak długo, aż córka sama zamarzyła o własnym łóżeczku. Nie kupiłam chodzika. Dzieliłam obowiązki z mężem itd. Ale czułam się niepewnie, znosząc falę krytyki. Gdybym miała taką książkę, może byłoby mi łatwiej…
    Co ciekawe, to karmienie piersią nie przeszkadzało nikomu, NIKOMU, nawet księżom w kościele („No coś ty, przecież Maryja też Jezusa karmiła”), tylko bezdzietnym pannom. Przykro było usłyszeć, że „to obrzydliwe!!!”. Fajnie, że wspierasz w tym względzie młode mamy. Brawo :)

  16. Niestety kwestia szczepień nie jest tak jednoznaczna jak to tutaj ujmujesz. A rodzice, którzy nie szczepią są właśnie odważni, gdyż nie wiesz z jakimi problemami, komentarzami muszą się zetknać. Chociażby od tych samych lekarzy, którzy Tobie wpajali, że karmienie piersią jest złe. Uwierz, to odwaga, nie moda.

    1. Paulina napisał(a):

      Osobiście wydaje mi się, że decyzja o eksperymentowaniu na swoich dzieciach (czyt. brak szczepień) na podstawie kilku, niepotwierdzonych dziesiątkami lat badań, publikacji to nie odwaga. Szczepienia są bardzo ważnym elementem ochrony nie tylko pojedynczych ludzi, ale też całej populacji. I wiele osób, piszących „ja nie szczepiłam i moje dziecko nie choruje” faktycznie ma rację – ich dzieci nie chorują bo inne są zaszczepione. Wystąpiła tzw. populacyjna odporność adaptacyjna. I patrząc na to, że szczepionki są jedynie „wspomagaczem” naszej naturalnej odporności a przyczyniły się do całkowitego wyeliminowania ospy prawdziwej oraz prawie całkowitego usunięcia ośmiu innych chorób, to ich znaczenie jest nieocenione. A patrząc na rosnące w siłę ruchy antyszczepionkowe to sukces osiągnięty dzięki wieloletniej ciężkiej pracy całej ziemskiej populacji może zostać zaprzepaszczony… Oczywiście, nie można szczepić się na wszystko, to zupełnie mija się z celem, np. szczepienie na grypę(która mutuje tak szybko, że wszystkie dostępne są „z zeszłego sezonu”). A negatywne komentarze, zwłaszcza od lekarzy, pojawiają się zapewne dlatego, że dzieci nie szczepione nie tylko same są w niebezpieczeństwie, ale stanowią też niebezpieczeństwo dla populacji.

  17. Anna napisał(a):

    Dziś pierwszy raz jestem tutaj, ale już zostawiam małą uwagę po przeczytaniu tego tekstu, Przykro mi ale nie robimyy dzieci SAME, tak jak piszesz, potrzebny jest jednak do tego mężczyzna ( osobiście lub nie…ale jednak). Co do matek na wsi, to myślę, że to jakiś stereotyp i nie zgadzam sie z tym co piszesz na ten temat. Sama mieszkam w małej wsi i moje znajome również, każda z nas wykształcona, leczy się u DOBRYCH lekarzy, czasem prywatnie i ma podobne podejście co do karmienia i bycia egoistyczną mamą- dla dobra dziecka a przede wszystkim dla samej siebie. Bloga będę czytać – zaciekawił mnie. Pozdrawiam.

  18. Aleksandra T napisał(a):

    Koniecznie muszę sprawdzić Twoją książkę !!!
    A czy znasz może książkę „Zatrzymać dzień” ? – szczerze Ci polecam.
    Również warta uwagi książka.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz