Kobieta w połogu powinna być wachlowana!

Pamiętam te rozmowy z przyjaciółką… Że jak urodzę, to nie będę miała czasu na przyjaciół, bo się zakopię w pieluchach, sypiać nie będę, no nie będzie jak się spotkać. Ja twierdziłam, że będzie inaczej. Na co ona, że każdy tak mówił, a potem przychodził potwór połóg i już nigdy nic nie było jak dawniej. Bo to od połogu się wszystko zaczynało.

(do muzycznej ilustracji tekstu o połogu najlepiej pasuje ta ścieżka dźwiękowa)

Połóg to okres 6 tygodni po porodzie, gdy organizm kobiety stopniowo powraca do stanu sprzed ciąży a ona i dziecko uczą się wzajemnie swojej obsługi. Bo to nie tylko termin określający stan matki, ale też jej relacji z dzieckiem – kiedy to oboje muszą wiele się nauczyć, złapać wspólny rytm karmienia, spania i zabiegów pielęgnacyjnych. Macica się kurczy, rany goją, opuchlizna ustępuje, dziecko zaś je, śpi i sra, od czasu do czasu domagając się lulania – i we wszystkim niezbędna jest mu mama.

To jest chyba najbardziej zaskakujący czas w moim życiu i choć wiele słyszałam o początkach macierzyństwa od innych matek – dopiero moje własne doświadczenie tak naprawdę otworzyło mi oczy. Już rozumiem. I już wiem, jak wyjaśnić tę tajemnicę przyjaciółce, innym ciężarnym oraz facetom, którzy po prostu nie zdają sobie sprawy z wielu elementów tego czasu.

„Nie będziesz miała na nic czasu!”

OK, to prawda. W pierwszych dniach łapałam się na tym, że nic nie jem, a żeby pójść pod prysznic, musiałam angażować do pomocy mamę lub faceta. No bo przecież nie zostawię dziecka bez czujnej pary oczu i troskliwej pary rąk. Nawet na 5 minut. No właśnie. Brak czasu na pracę, przyjaciół i samą siebie w dużej mierze nie wynika z faktycznego braku czasu, ale z braku chęci na robienie czegokolwiek innego niż zajmowanie się dzieckiem.

Odpowiadają za to narkotyki, jakimi szprycuje młodą mamę Natura tuż po porodzie. No mogę godzinami patrzeć na mordkę Conana i jest to zajęcie o niebo ciekawsze niż telewizja, książka czy znajomi. Mogę zostawić go zdrowego, przewiniętego i nakarmionego na pół godziny i wziąć tę kąpiel, ale.. po prostu nie chcę. To trochę jakbyś dostał megawciągającą książkę do czytania i cały dzień tylko myślał o tym, że jak wrócisz do domu, to otworzysz tę książkę i będziesz czytał dalej. Takie jest dziecko tuż po narodzinach. Mam ochotę je zjeść, wytarzać się w nim, wyperfumować jego zapachem, owinąć się w jego miękkość i generalnie żyć tylko patrzeniem w jego oczy i czekając na uśmiech, który pojawia się tak niespodziewanie. Myję się i jem tylko przez rozsądek ;)

Tak, dziecko jest absorbujące, bo wymaga ciągłej czujności, ale nie przesadzajmy, że to jakiś koniec świata. W tych interwałach półtoragodzinnych pomiędzy karmieniami można robić różne pozadzieciowe rzeczy. Trzeba tylko pamiętać, że każda z nich musi być podporządkowana dziecku – czyli że trzeba będzie je czasem przerwać, przełożyć na później lub w ogóle zostawić. Ten artykuł na przykład piszę już od trzech dni, w tych małych przerwach między karmieniem, przewijaniem i tuleniem. :)

Pisanie tekstu jest przy dziecku trudne, bo ciężko się skupić, ale już grać w karty można – zwłaszcza, jeśli stół jest na odpowiedniej wysokości i można tylko tulić śpiące dziecko na zmianę z karmieniem go piersią, nie przerywając gry.

Naćpanie oksytocyną też jakby łagodnieje i z czasem coraz częściej oddaję małego pod opiekę Sebie lub MR, a sama zajmuję się sobą lub pisaniem. No i zaczęłam odciągać mleko, żeby za miesiąc mieć zapas wystarczający do wyjścia z przyjaciółmi na miasto i picia kulturalnie whisky do białego rana. :)

Z pełną stanowczością podtrzymuję tezę, że bycie mamą jest mniej męczące niż bycie kierownikiem produkcji, co oczywiście nie oznacza, że jest łatwe. Po prostu bycie kierownikiem produkcji jest trudniejsze. :)

„Dziecko nie da ci spać!”

No racja. Tu myślałam, że będzie lepiej, ale niestety Conan, gdyby mu pozwolić na jedzenie na żądanie, to by mnie budził co godzinę. Ma co prawda takie dwie fazy w ciągu doby, gdy sam z siebie przesypiał po 3 godziny, ale były bardzo niepewne, nieregularne i to mi nie wystarczało, żeby samej się wyspać. Dlatego wprowadziłam mu jednak pewne ograniczenia, o których napiszę więcej w artykule o karmieniu piersią.

Teraz zaś zaatakował mnie tak zwany „kryzys laktacyjny”, czyli mam mniej mleka niż wcześniej, przez co Conan się nie najada, więc właściwie ssie pierś bezustannie. Jest godzina 10, jestem po nieprzespanej nocy, podczas której karmiłam go chyba z 10 razy. Spaaaaaać.

Jedynym rozwiązaniem na brak snu poza kryzysem laktacyjnym jest zaś dostosowanie się do dziecka i jego rytmu. Śpi? Też śpij. Olej sprzątanie, gotowanie lub inne pierdoły. To zrobisz, jak się wyśpisz. OK, nie wyśpisz się, bo np. ja potrzebuję do wyspania się 8 – 9 godzin nieprzerwanego snu, a takie drzemki na 3 godziny (i to z czujnością 100, bo matka nie może spać jak kamień) to tylko namiastka wypoczynku. Ale 3 godziny lepsze niż nic.

Na pocieszenie młodym mamom dodam, że długość nocnego snu Conana wydłuża się z dnia na dzień, i to tak dość wyraźnie. Czuję, że za miesiąc lub dwa będzie już tylko jedna pobudka w nocy około godziny 3, a jak mały będzie miał pół roku – prześpi już całe 6 godzin.

„Będziesz miała problemy z karmieniem”

Piszę o tym oddzielny tekst, więc nie będę się tu rozwlekać, ale grunt, że ani z mlekiem ani z odruchem ssania u małego nie było żadnego problemu. Kilka dni po porodzie miałam problem z bolesnością piersi i brodawek sutkowych, przy nawale (Nawał i Kryzys Laktacyjny to też dwa potwory śmiało konkurujące z Połogiem). Ale potem ból minął i teraz jest wszystko bajecznie :) W ogóle karmienie piersią mnie mocno zaskoczyło pod kilkoma względami, ale o tym w następnym artykule.

Jak sobie radzą samotne matki!?

Nie jestem w stanie tego pojąć. Serio. Bez pomocy Seby lub mamy nie dałabym sobie rady, więc kobieta, która wraca do domu z dzieckiem i nie ma przy sobie rodziców lub partnera, jest dla mnie siłaczką. Jest tyle rzeczy, których sama nie zrobię: począwszy od powrotu z dzieckiem ze szpitala , przez różne zakupy, rejestracje w przychodniach, zrobienie herbaty, pomoc w lulaniu płaczącego dziecka, gdy chcę się trochę przespać w spokoju, noszenie wózka, karmienie (mnie, nie dziecka), podawanie różnych kremów, pieluch, gdy się skończą.. eh.. mogłabym długo tak wymieniać.

Bo choć można w połogu znaleźć chwilę dla siebie lub na pracę, to jest też mnóstwo spraw, których samotnie załatwić nie sposób – albo jest to po prostu bardzo trudne.

Najgorsze są pierwsze dni, tygodnie. Potem robi się coraz łatwiej, bo mama zgrywa się z dzieckiem i uczy się jego rytmu, nabiera wprawy w przewijaniu i rozpoznaje rodzaje płaczu. Ale początki są naprawdę trudne. Emocjonalnie byłam wyprana po szpitalu. Zmęczona, niewyspana, głodna – choć z tego ostatniego nie zdawałam sobie sprawy. Ciągły stres: czy on nie płacze, bo jest chory? Czy na pewno nie jest mu za zimno? Czy dwa dni nierobienia kupy to norma? Nowe uczucia, nowa rola, brak fizycznych sił i wiedzy, jak obsługuje się noworodka. Musiałam (i chciałam!) zdać się na instynkt, ale do tego musiałam mieć możliwość skupienia się na dziecku. Tak, to jest moment, gdy cholernie potrzebna jest pomoc. Spokojna, wyrozumiała pomoc, która potrafi życie początkującej matce uratować. Przewijanie dziecka, codzienna kąpiel malucha, pomoc w podawaniu różnych przedmiotów, poduszek, ubrań oraz robienie posiłków dla mamy – to wszystko może wziąć na siebie tata lub rodzice młodej mamy.

Wspomnę też o tym, że laktacja jest w dużej mierze zależna od samopoczucia matki. Dlatego tak ważne, żeby nie miała dodatkowych zmartwień, by była jak najbardziej wyluzowana i wypoczęta, jak się da i żeby było jej wygodnie. Wtedy mleko leje się strumieniami. :)

Dlatego, drodzy panowie, bierzcie urlopy tacierzyńskie i powachlujcie swoje kobiety podczas połogu. Należy im się.

Baby blues i depresja poporodowa.

To podobno dwie odrębne rzeczy i na szczęście żadna depresja (jeszcze!) mnie nie dopadła, ale doskonale pamiętam pierwsze dni po porodzie, gdy potrafiłam popłakać się z następujących powodów:
– Bo on jest taki piękny!
– Bo ja go tak strasznie kocham!
– Bo jestem taka szczęśliwa!
– Bo świat jest taki zły.
– Bo on może zachorować.
– Bo kiedyś mnie zostawi i pojedzie na studia.
– Bo w wiadomościach mówili o zamordowanej nastolatce. Co też muszą czuć jej rodzice!
– Bo miałam zły sen.

Za każdym takim atakiem płaczu tłumaczyłam sobie, że to chemia jest. Że zelżeje, że osłabnie. Wrócę do żywych. I faktycznie, z dnia na dzień jest coraz lepiej.

Seks podczas połogu

Ha

Ha ha

Hah hahahha ah ah aha hh ahahhahahah aha ha ha hahhhah ha h hha hhha hahahhahaha ha ha ha ha ha h ahahhaha ha ha hh ha h hhhhHAHHHA  AHHa h h AH AHHAH h HA HH AH h AH H hh HA h HA HA AHh H  hHA AHAHH AHA HH AHAAAA AH HHAH H H AH HAH AH AH HA HA HA AH HAHA H HAH hah ha hh ah ha ha h h ahh hah h h haaa  a a a  a a  aaaaaa  ziieeeeeeeeew…

chrrrr….
chrrrr….
chr…..
rrrrr…..
chrrrrr….

Komentarze do wpisu: 55 Napisz komentarz

  1. Hanka napisał(a):

    Nie ma takiej sytuacji jak „dziecko się nie najada”. Widocznie ma skok rozwojowy i potrzebuje podkręcić obroty mleka u Ciebie, dlatego ciągle dopomina się piersi. Pozwól mu na to, niech je ile chce i jak długo chce. Kryzys laktacyjny też nie występuje – po prostu laktacja się ustabilizowała!

    1. Oho, zaczyna się.
      Seg Ty się mocno zastanów z tym wpisem o karmieniu. To zawsze jest szitstorm i loża ekspertów :)

      A już na temat – patent na karty – wspaniały :) Pozdrawiam szczęśliwa kobieto :)

      1. Hanka napisał(a):

        Sorry, co złego jest w obalaniu mitów? A i pierś nie służy dziecku tylko do jedzenia, zaspokaja też potrzebę bliskości. Niech Seg nie rozpowszechnia nieprawdziwych informacji o „nienajadających się dzieciach” czy „kryzysach laktacyjnych”, bo może niechcący zaszkodzić swoim czytelniczkom i młodym mamom w jednym.

        1. Zbysia88 napisał(a):

          Tak tak, nie ma czegoś takiego jak kryzys laktacyjny, czy nienajadające się dziecko. Nie ma tez nawalów, zatorów, zapaleń piersi i ropni, a karmienie piersią jest cudowne i bezbolesne. To dopiero są szkodliwe mity, przez które początkujące mamy wpadają w depresje.

        2. Agnieszka Śnioch napisał(a):

          Mnie to zawsze zastanawia jak karmiły matki gdy nie było mieszanek i miały „problem z laktacją”? Krowim mlekiem? oświećcie mnie proszę.

        3. Kinga napisał(a):

          Moja mama mówiła, że jak już nie chciałam piersi (miałam wtedy ok. 4 m-cy) to dostawałam krowie mleko rozcieńczone wodą (1986 rok).

        4. Saburnt napisał(a):

          Dobra, to teraz wyobraźcie sobie: rok 1952, zima, w domu na zapadłej wsi na Żywiecczyźnie 22-latka rodzi swoje pierwsze dziecko, chłopca. O dwa miesiące za wcześnie. Żeby go uratować przez kilka miesięcy nosi go dzień i noc pod koszulą. Nie ma pokarmu. To moja babcia. Zapytałam jej kiedyś: – No dobrze, ale czym ty w takim razie go wykarmiłaś? Na co babcia: – Owsianką.
          Do tej pory nie wiem, czy wierzyć:>

        5. Jak młoda matka szuka prawd objawionych na blogach zamiast porozmawiać ze specjalistą to jest durna i tyle. A to już niczyja wina. blog to jest wizja rzeczywistości konkretnej osoby.

  2. Iwona napisał(a):

    jakie to prawdziwe :) było ciężko, ale to cudowny czas – mój ‚maluch’ ma teraz 2,5 roku i z prawdziwego aniołka wciela nam się w potwora NIEEE :) to jest dopiero wyzwanie ;)

    1. Kinga napisał(a):

      Ja nie pamiętam daty, ale nie zapomnę jak jednej nocy Młody się obudził, ja zerknęłam na zegarek przekonana, że jest 3 (bo zawsze w okolicach 3 się budził), a okazało się, że jest 7 :))) I od tego czasu już nie było nocnego karmienia :)

  3. Zbysia88 napisał(a):

    Tak, też zastanawiam się bardzo często jak samotne matki dają radę. Mi również przez pierwszy okres mąż robił jedzenie, oczyszczał ranę i w większości to on kołysał małą, która potrzebowała tego prawie non stop, a z raną po cc nie było to dla mnie łatwe. U mnie niestety pojawił się baby blues i to nie tylko taki pozytywny jak u Ciebie, ale również pełen wątpliwości i strachu, mimo że córka była planowana i bardzo wyczekiwana. Plakałam po 3-4 razy dzennie przez cały połóg i kiedy już zaczęłam się na serio zastanawiać czy to nie jakaś depresja czy nerwica, to hormony powoli ustąpiły i wszystko zaczęło wracać do normy. U mnie były duże problemy z karmieniem więc może również to było przyczyną.
    W każdym razie wiele bym dała aby tego baby bluesa nie było i abym mogła cieszyć się dzieckiem od samego początku tak jak Ty. Teraz mała ma 8 miesięcy i życie bym za nią oddała :-)

  4. Bardzo wciągnął mnie tekst, o czym lepiej nie informować mojego chłopaka, któremu nawet do oswiadczyn daleko.; ) Na łopatki rozlozylas mnie ostatnim akapitem; ) Trzymaj się, dbaj o sobie i daj sobie pomoc – tak przestrzegała mnie znajoma młoda matka. Niedługo będzie lepiej.;)

  5. Ania napisał(a):

    Mój drugi synek jako miesięczne lub 2 miesięczne dziecko przesypiał nawet 6 godzin (zdarzyło się raz, że 9!) ale niestety nie było to w nocy, tylko od ok 17 jak mój mąż przychodził z pracy do ok 23 jak mąż już chodził spać i w dodatku dowiedziałam się od lekarki, że tak małe dziecko trzeba budzić na jedzenie, bo powinno jeść (oczywiście na żądanie) nie rzadziej jak co 3 godziny. Ale jakbym chodziła spać o 17 można powiedzieć że bym się wysypiała. W tej chwili ma 9 miesięcy i pozwoli mi spać jednym ciągiem 5-6 godzin. Dodam że karmię tylko piersią plus mały słoiczek raz dziennie.

    1. Agnieszka Śnioch napisał(a):

      9 miesięcy mleko i słoiczek? Nie chcę się wdawać z te dyskusje typu jestem lepszą matką,ale wystarcza mu to? o.O

      1. Ania napisał(a):

        Mi też trudno w to uwierzyć, ale tak, wystarcza:) Starszy synek bardziej hardcorowo, nie chciał zupek, kaszek itp tylko moje mleko do 2 lat…Podobno mleko matki jest dla dziecka najlepsze i dostarcza mu wszystkich składników odżywczych. Ja oczywiście konsultowałam to z lekarzami, bo byłam zaniepokojona, czy samo mleko mu wystarczy, choć nie było innych przesłanek poza moimi obawami do jakichkolwiek konsultacji lekarskich:)

        1. Jowita napisał(a):

          Ja do 9 karmiłam tylko piersią i było wszystko ok:)
          Co do budzenia na karmienie. Dla mnie to największa głupota. Nie robiłam tego i dziecko mi przez pierwsze parę miesięcy spało całą noc. Lekarz też powiedział, że jeśli dziecko dobrze przybiera na wadze to nie ma potrzeby budzenia na jedzenie.

  6. Drugie dziecko już tak nie zachwyca ;) Da się oderwać od gapienia na nie a nawet z pewną ulgą oddaje się je pod opiekę innych ;) A złe historie z dziećmi w tle zawsze już będą cię wzruszać – nawet bez dodatkowych dawek oksytocyny. Dzieci nas zmieniają – ale akurat ja uważam, że na lepsze ;)

    1. noida napisał(a):

      A mnie drugie bardziej zachwyca niż pierwsze. Pierwsze mnie przerażało raczej. A drugie jest piękne i słodkie i cudne ;)

  7. Justyna Kasprzyk napisał(a):

    Wracałam sama z dzieckiem. I będę miała lepszy dzień, bo przeczytałam, że jestem „silaczka”, lepszy, bo ostatnio (moja córa ma 2.5 roku) matki mnie zjadają za wyjazdy bez dziecka.
    A Ty radzisz sobie świetnie, zdrowo rozsadkowo. Dlatego jesteś zła matka!

  8. Ania napisał(a):

    W punkcie znajomi to muszę przyznać, że na samym początku, nie było problemu jak przyszli goście. mały spał nawet w tym samym pokoju i się nie budził, tak samo zabrany do restauracji. A teraz przy gościach jest grzeczny, siedzi w foteliku i obserwuje. Problemem jest chyba tylko to że nam się już tak bardzo nie chce. I tez tak miałam na początku, że mogłam się tylko patrzeć godzinami, taki stan zakochania, i nic więcej nie potrzeba do szczęścia.

    1. Zbysia88 napisał(a):

      Tak właśnie. My ostatnio zostaliśmy zaproszeni na wesele i pierwsza myśl to było ‚ale jak to, mam iść tańczyć i jeść całą noc zamiast spać?!’ :-) wychodzimy jednak żeby nie zdziadzieć doszczętnie, ale i tak kończy się na oglądaniu zdjęć małej w tefonie jak czekamy na jedzenie w restauracji czy film w kinie :-)

  9. Lidia nas napisał(a):

    Ech Seg czytam i smieję się, bo chyba juz kiedyś pisałam o tym, że ludzie, którzy nigdy specjalnie nie czuli potrzeby posiadania dzieci i ogólnie dziećmi sie nie zachwycali – gdy wreszcie mają własne, dostaja jakiegoś amoku, szoku i śmigła na tle własnego dziecka i w Twoim wypadku też się to sprawdziło.
    Piszesz cudownie, obudziłas moje wspomnienia (te słodkie i te zombiaste po nieprzespanych nocach), ale w jednym się mylisz: połóg to nie jest czas najtrudniejszy po którym jest już coraz lepiej. Wręcz przeciwnie, własnie połóg to ten najlżejszy czas, gdy dziecko jest najmniej absorbujące, tylko je i wciąż śpi, przewijasz, karmisz i leżysz i się nudzisz, BO JEST TO CZAS NA TO ABY ZEBRAC SIŁY! Mądra matka natura tak to wymyśliła, aby był to najlżejszy czas, by wylizać rany i po łatwym, lekkim i nudnym okresie noworodkowym, przygotować się na trudy okresu niemowlęcgo.

    1. Chyba zależy od dziecka. Nie wszystkie tylko leżą, śpią i jedzą, o nie.
      U mnie z każdym miesiącem było coraz łatwiej (dziecko spało dłużej – mniej płakało – lepiej je rozumiałam, itp. itd.).

      1. Agnieszka Śnioch napisał(a):

        U mnie w przypadku pierwszego było coraz łatwiej, z drugim niestety gorzej ząbki itp. Zależy od bobasa:)

  10. Jowita napisał(a):

    Co do tematu samotnych matek. Ciężko mi stwierdzić jak jest naprawdę bo jednak mam przy sobie faceta, ale…
    No właśnie. Często zdarzało się, że całymi dniami byłam sama (w nocy czasem też) bo praca. Wiem, że tego nie można porównywać, ale jak byłam sama z dzieckiem to o wiele lepiej sobie radziłam, bo nie pozwalałam sobie na pewne rzeczy. Jak tylko zjawiał się ktoś obok to od razu zaczynałam być zmęczona, głodna etc.
    Niemniej bardzo podziwiam samotne matki, bo opieka nad dzieckiem na pełen etat musi być cholernie ciężka.

    Ja przez pierwsze dwa tygodnie nie robiłam nic poza siedzeniem przy łóżku i gapieniu się na Blankę. Potem się ogarnęłam:)

  11. Ewelina napisał(a):

    Co do tego seksu, moja kumpela miała ochotę na swojego męża już tak 4-5 dni po porodzie (naturalnym, 2 dziecko). Psioczyła na cały świat że „nie wolno”, a lekarzowi to mało kubka kawy w twarz nie wylała, że o 6 tygodniach wspomniał jako o regule, pierwszy raz był więc jakieś 2 tyg po porodzie. Do pracy też chciała wrócić w miarę zaraz, też jakoś 2-3 tyg po porodzie :) Dziecko kocha, ale nie miała w ogóle tej fazy „chcę być tylko z dzieckiem”, „ono wystarcza mi za wszystko, wszystkich, zastępuje wszelkie inne cenne wrażenia, doznania, kontakty i przeżycia”. Każdy model ma inaczej :)

    1. Sherlock Sherlockista napisał(a):

      O tych sześciu tygodniach to się mówi nieprecyzyjnie, a podejrzewam, że mit ma bardzo nieprzyjemne skutki dla wielu położnic ;) Przez 6 tygodni niezalecany jest stosunek, z powodów głównie higienicznych (podatność kobiety na infekcje intymne w tym okresie), tych samych, dla których nie należy używać tamponów. ALe wszystko poza tym zależy od chęci i samopoczucia :) Zapytałam lekarza tydzień po cesarce (=przecięta macica) czy muszę uważać, dowiedziałam się, że mogę robić absolutnie wszystko, o ile właśnie samopoczucie mi na to pozwala (no, w granicach zdrowego rozsądku, ale skurcze nie są niebezpieczne – więc tym bardziej nie są dla kobiety po porodzie naturalnym). No i ja też potwierdzam istnienie kobiet, które w połogu tylko marzą o tym, żeby robić te wszystkie rzeczy, które z brzuchem były trudne lub niemożliwe ;)

  12. pierwszy miesiąc macierzyństwa to była istna rewolta w życiu, chodziłam jak niedospane zombie, choć starałam się spać, gdy dziecko śpi, ciągłe pranie, karmienie na żądanie, pamiętam, że byłam padnięta. Miałam też lęki o dziecko straszliwe i wtedy czułam, że nie dam rady mieć kiedyś drugiego dziecka… Był to bardzo trudny czas w moim życiu ale jednocześnie też najbardziej niesamowity i piękny

  13. Haha! Czy jeśli nie mam dzieci, a czekam na te Twoje ciążowe teksty jak na najlepszą, upragnioną telenowelę, to znaczy że mój chłop powinien zacząć się bać? :D

  14. Renata Tokarska napisał(a):

    Jak to wszystko czytam, jak widze moją koleżankę, która jest po porodzie jeszcze piękniejsza niż była, a jej dziecko jest jak z jakiegoś obrazka, a przeciez nie moje, a druga w ciąży, a Ty tak to wszystko piszesz piękni, to jedyne co czuję, to że ja też chcę, a naprawdę nie mogę teraz. Boje się, że jak mnie tak zalewac będzie fala macierzynstwa moich koleżanek i ulubionych blogerek, to wezmę oleję zdrowy rozsądek w jeszcze zajdę w ciazę z tego wszystkiego.

    1. amik napisał(a):

      Mam to samo! Poki co jestem na etapie „a moze by tak…”, z przewaga na TAK, a takie piekne opisy, ze nawet najtwardsze babki lapie dzieciece rozczulenie mnie jeszcze bardziej zachecaja.

  15. Hmmm… Ale wiesz, że to zależy od dziecka? Bywają takie „nieodkładalne”, nie poleżą sobie między tym karmieniem i przewijaniem ani minuty. Chwała za chusty, można dzięki nim coś cokolwiek zrobić.
    „Czuję, że za miesiąc lub dwa będzie już tylko jedna pobudka w nocy około godziny 3, a jak mały będzie miał pół roku – prześpi już całe 6 godzin.” :D :D :D Seg, ja Cię nie chcę martwić, ale to się jeszcze może tyyyyle razy zmienić, np. przy ząbkowaniu będzie karmienie milion pińcet razy albo w czasie choroby (odpukać), albo tak po prostu…
    Też mi się wydawało, że z noworodkiem to tyyyle czasu wolnego. A potem się zaczęło.

    Wszystkiego dobrego dla Was w każdym razie :)

  16. Jeżeli ktoś potrzebuje wymówki jaką jest połóg do uwolnienia się od partnera i seksu…to chyba seksu nie potrzebuje :P Poczytałabym o rekordzistkach… :D

  17. No to mnie hormony zupełnie rozwaliły bo o seksie pomyślałam jeszcze w szpitalu. Czekałam jak na szpilkach do 5 tygodnia po porodzie i poszło… Czekałam tylko ze względów medycznych po cesarce.

  18. LightStylowy napisał(a):

    Też właśnie zawsze mnie zastanawia jak sobie radzą samotne matki. Samotny ojciec=bohater, a samotna matka – i to często z niejednym dzieckiem – normalne i niezasługujące na pomoc. Smutne to :(

  19. Joanna napisał(a):

    …a jednak laktacja zaczyna się w głowie;)… Tak to jest, sami sobie coś postanowimy, myślimy – u mnie będzie inaczej, nie nastawiam się itp. a życie wszystko weryfikuje. Lekko nie jest i prędko nie będzie, ale już za chwile będziesz się zastanawiać „kurcze, jak to było kiedy Conana nie było…?” Niby wszystko jest inaczej, ale tak na prawdę to nic się nie zmienia. Zycie płynie sobie tak samo tylko jest już troje nie dwoje. Parę spraw trzeba przeorganizować, parę przemyśleć, paru znajomym odpuścić… Czytam Twojego bloga i przypominam sobie siebie. Mogę dać Ci jedną radę, z doświadczenia. Słuchaj siebie, swojej intuicji i swojego dziecka…

  20. I będziesz czuć się jak superbohaterka! Ja przez pierwsze tygodnie na spacer wychodziłam dumna jak paw, z głową podniesioną do góry i wszystkim wkoło mówiłam, że to świeżak na tym świecie i czekałam na komentarze: Wow, sama Pani go urodziła? Toż to cud wcielony! Może mogę jakoś pomóc? Wiedziałam, że matka z noworodkiem wzbudza większe emocje, niż ta z ośmiomiesięcznym dzieckiem. To była taka moja nagroda za nieprzespane noce, obolałe ciało i cycki.

  21. Łatwiej robi się tylko na chwilę, więc korzystaj z tego póki możesz – potem dziecko nagle nauczy się samo przemieszczać i następne „łatwiej” będzie chyba dopiero jak pójdzie do szkoły. Albo na studia

Dodaj komentarz