Prawdziwe masło.

Mam takie miejsce na Kaszubach… Jaja spod wolnobiegających kur, mleko od pasącej się obok krowy i widok z okna taki, że zęby się szczerzą w uśmiechu od rana do wieczora. W gospodarstwie prym wiedzie babcia Ania, która nawet przyjezdnym każe się w ten sposób nazywać. Kaszubka z krwi i kości, ale na potrzeby gości mówi oczywiście po polsku. I codziennie rano babcia Ania daje nam na śniadanie świeże, prawdziwe masło.

Ostatniego dnia zamówiliśmy tego masła więcej, żeby zawieźć do domu, dla Matki Rodzicielki.

SEG: Babciu Aniu, no fenomenalne to masło. Mogłabym jeść samo, z chlebem, i rozpływać się nad finezją takiego dania.
BABCIA ANIA: No to się cieszę, że ktoś je docenia. Ja też tylko takie masło jem. Ale młodzi [tu mowa o jej wnukach w wieku szkolnym] nie lubią.
SEG: Serio? Masła nie lubią w ogóle?
BABCIA ANIA: No oni mówią, że to nie masło. Oni to Delmę jedzą. Bo dla nich lepsza.

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. O matko?! Delma lepsza od prawdziwego masła?! O_o to świadczy o poziomie zaspakajania się substytutami prawdziwych produktów..

  2. Nie dziwię się tym młodym ludziom. Jak już się ktoś wychował na danym produkcie, to nie ma odwrotu. Z resztą, sam smak to rzecz względna. Dlaczego niby akurat wiejskie masło miałoby być lepsze w smaku od Delmy albo na odwrót? Że zdrowsze, to inna sprawa. Normalne, że najczęściej najbardziej lubimy smak, do którego nawykliśmy w dzieciństwie. Nic w tym zdrożnego. Ja sam niedawno ze zdziwieniem odkryłem, że nie jestem w stanie przełknąć jaja od rolnika. Zaznaczam, że prosto od rolnika, bo te najdroższe jaja ze sklepu „z wolnego wybiegu” już nie mają dla mnie tego paskudnego posmaku i spokojnie mogę je zajadać. To też mogłoby znaczyć, że te jaja niby „z wolnego wybiegu” to tak do końca nie są takimi prawdziwie wiejskimi jajami.

  3. Pomimo, że wychowałam się w mieście, to jednak jeździłam, jako dziecko, do dziadków na wieś, więc jadałam i jaja takie wiejskie, i mleko piłam od krowy, itd. Później jednak wprowadzono mleka uht i już inne niż takie kartonowe mi nie smakują. Tak samo, jak nie smakują mi wyroby wiejskie z np. świeżo ubitego świniaka. Np. nie zjem kiełbasy innej, niż podwawelska, czy śląska, bo inne mnie odrzucają. Ale świeżutkie masło – delicja.

  4. Masło to jeszcze mały pikuś :)

    Nie wyobrażam sobie wypicia mleka prosto od krowy… Takie z kartonu wypiję i lubię ale wmawiam sobie, że to tylko taki bardziej biały sok :).

  5. niektórzy wcale masła i jego substytutów nie jedzą i żyją, dla mnie między nimi nie ma porównania, tak jak między mlekiem prosto od Mućki a kartonowym białym płynem z napisem mleko

    Seg, „te” masło? nie „to”? ja wiem, ze i ML tak mówi, ale tam u niej na końcu świata to założyłam, ze jakaś naleciałość regionalna, ale u takiej purystki językowej…? :)

    o wykład proszę, albo link do wykładu, jeśli przeoczyłam

  6. Tak z ciekawości: w jakim dialekcie polskiego pisze się w rodzaju nijakim „te” zamiast „to”? Jakoś tak ostatnio często widuję tę formę i zastanawiam się, skąd się wzięła.

  7. Seg., przecież nie miałam nic złego na myśli :)

    chodziło mi po prostu o dbałość o czystość języka w Twoim wykonaniu, przeczytałam pierwszą definicję, którą mi wypluło Google i doszłam do wniosku, że to ja jestem purystką, bo się czepiam, poprawiam, nawet potrafię w towarzystwie, ale buractwa językowego nie zniesę, uszy puchną, ręce i cycki opadają, to silniejsze ode mnie.

    Jeśli „te” masło, czy „same” masło to tylko literówka, to dobrze, bo już zgłupiałam, że wiem jeszcze mniej niż myślałam ;)

Dodaj komentarz