Przepisowa prędkość

Dość często wracam z pracy nocą. A noc to taka pora, gdy na ulicach Wawy można spotkac prawie wyłacznie takich lamerów pracowych jak ja lub imprezowiczów.

Dziś wracałam sobie spokojnie samochodem i w radio leciała jedna z moich ulubionych piosenek. Pusto, spokojnie. Aż się prosiło zdjąć nogę z gazu i potoczyć przez miasto spacerkiem brzechwowego Pana Słowika. Uznałam, że to wspaniała okazja, by pojechać wreszcie z przepisową prędkością 50 km na godzinę. I jadę.

Nie przejechałam tak kilometra, gdy zatrzymała mnie policja. Poprosili o dokumenty, dmuchnęłam w balonik, pogadałam sobie z chłopakami (ja mam słabość do policjantów, bo mam z nimi same przyjemne doświadczenia i to po prostu fajne chłopaki są w większości). W końcu spytałam, czemu mnie zatrzymali.

– Kontrola. Wie Pani. Z taką prędkością to jeżdżą tylko pijani.