Przestań bezmyślnie namawiać do adopcji, tylko zacznij racjonalnie pomagać psom.

Lubisz psy. Ich los nie jest ci obojętny. A gdy widzisz, jak cierpią, pęka ci serce. Zgadłam?

To teraz jeszcze spróbuję trafić, co robisz w tej sprawie. Przede wszystkim dobrze traktujesz swojego psa i psy w okolicy. Witasz się z nimi, mówisz do nich, godzinami plotkujesz o psach z innymi właścicielami psów. Na widok cierpiących zwierząt, płaczesz. Jeśli byłeś kiedyś w schronisku, miałeś ochotę te wszystkie psy wytulić, zabrać do domu i okryć kocem miłości. Wziąłeś stamtąd psa lub nie wziąłęś, to nie ma znaczenia. Grunt, że starasz się im pomóc. Jeśli więc widzisz, że jakiś pies szuka domu, jest stary, chory i smutny, udostępniasz taki apel na facebooku. Masz pod takimi postami po kilka lajków i komentarzy w stylu „jak można tak psa wyrzucić!” albo „wzięłabym, ale moja Mufcia nie lubi psów”. Inni znajomi cię już wyciszyli (nie widzą Twoich postów), ale pewnie o tym nie wiesz. Najbardziej podnosi ci się ciśnienie, gdy ktoś gdzieś jakiegoś psa skrzywdzi albo wyrzuci. Nie lubisz też ludzi, którzy zamiast adoptować psa ze schroniska, biorą rasowego z hodowli. Twój pies nie jest wykastrowany ani wysterylizowany, bo to by go skrzywdziło. Jesteś dobrym człowiekiem. Tak dobrym jak… babcia, która karmi ciastkami chorego na otyłość wnuczka. Czyli robisz swoim zachowaniem więcej złego niż dobrego, mimo że działasz w dobrej wierze i masz dobre serce.

Pamiętaj: RASOWY = RODOWODOWY = ZAREJESTROWANY W FCI

Ze znajomymi hodowcami i szkoleniowcami często narzekaliśmy, że nie ma dla rasy psów nic gorszego niż to, że robi się modna. To ją strasznie niszczy. Modne rasy zaczynają być szybko rozmnażane, hodowcami zostają ludzie, którzy nie powinni nimi zostać – ale przede wszystkim, powstaje mnóstwo pseudohodowli. Pseudohodowla to po prostu pan Janusz lub pani Grażyna (bez urazy dla fajnych Januszów i Grażyn), którzy rozmnażają psy poza związkiem kynologicznym i FCI (międzynarodowa federacja kynologiczna), nie dbając o dobro zwierząt, po prostu licząc na szybki zysk.

Hodowle działające legalnie, zarejestrowane w Związku Kynologicznymi i wystawiające rodowody FCI też mają czasem swoje za uszami, ale generalnie są pod dużą kontrolą i rozmnażanie zwierząt w takich oficjalnych hodowlach podlega wielu obostrzeniom. Przede wszystkim, oboje rodzice muszą osiągnąć pewien wiek, muszą mieć rodowody poświadczające wszystkich przodków na wiele pokoleń wstecz i dostać pozwolenie na rozmnażanie (czyli zdobyć tytuł reproduktora lub suki hodowlanej). Każde z nich musi przejść konretną liczbę wystaw (w tym międzynarodowych), na których oceniany jest nie tylko ich wygląd, ale też ruch i temperament. Rodzice przechodzą też badania lekarskie, próby pracy (sprawdzenie, czy instynkt dobrze działa), a za duże braki, wady, choroby czy agresję są wykluczani z hodowli i po prostu nie można ich rozmnażać. Suk po 8 roku życia nie wolno już kryć. Szczenięta też przechodzą badania lekarskie oraz są sprawdzane przez Kierownika Sekcji Oddziałowej Komisji Hodowlanej. Wszystkie szczenięta dostają metryki i są obowiązkowo zaczipowane przed opuszczeniem hodowli.

Ciekawostka: KAŻDY pies w hodowli dostaje metrykę, na której podstawie możemy wyrobić rodowód. Nie ma znaczenia, czy ma jakieś dyswalifikujące wady (wtedy nie będzie mógł być psem hodowlanym) ile szczeniąt się urodziło. Mógłby być nawet dwunastym w miocie. I tak dostaje metrykę. Jeśli „hodowca” mówi, że szczenię nie ma metryki bo był ostatni w miocie, to znaczy, że nie masz do czynienia z hodowlą, tylko nielegalną rozmnażalnią psów. 

Pseudohodowle nie mają tych wymogów. Do pewnego momentu były w Polsce nielegalne i można je było zamykać (nie działało to zbyt sprawnie, ale przepis był i można się było na nim oprzeć). Dziś niestety funkcjonuje nowy zapis z 2012 roku, który po prostu wymaga, by hodowla wystawiała rodowody. Ale… nie muszą to być rodowody FCI. To oznacza, że mnóstwo ludzi liczących na szybki zarobek zaczęło sobie samodzielnie wystawiać rodowody, ot tak, na drukarce w salonie, albo z założonej przez kilku innych pseudohodowców „organizacji”, która nic nie znaczy.

Schroniska są pełne psów z takich źródeł. Psów, które dostały pseudorodowody, kosztowały taniej niż psy z prawdziwej hodowli, są często chore, agresywne, lękliwe lub po prostu …nie są w ogóle psami danej rasy, tylko ją przypominają z wyglądu.

Jeśli chcecie mocnego argumentu, dlaczego nie powinno się wspierać pseudohodowli, kupując z nich szczenięta, to zajrzyjcie tu, na stronę Psia Mać. I już nigdy nie nazywajcie psa bez prawdziwego rodowodu psem rasowym. Takie psy są „w typie” rasy. Może dzięki temu ograniczymy nieco snobistyczne zapędy niektórych ludzi, którzy koniecznie chcą mieć modnego pieska rasowego, ale niekoniecznie im zależy, żeby jego matka nie cierpiała, rodząc dwa mioty rocznie, jedząc ochłapy i żyjąc w ciasnym, zasranym boksie.

Warto, by ustawodawca poszedł po rozum do głowy i uściślił nieco przepis zabraniający hodowli psów bez rodowodów, ale póki to się nie dzieje, ty sam miej świadomość, czym jest hodowla psów i co to jest prawdziwy rodowód.

Jeśli chcesz mieć psa rasowego, wybierz psa z dobrej, prawdziwej, zarejestrowanej w Polskim Związku Kynologicznym hodowli. Tak, za takiego szczeniaka trzeba zapłacić. I bardzo dobrze.

NIE KAŻDY MUSI MIEĆ PSA

Wiecie, co mnie najbardziej wkurza w ludziach, którzy spamują fejsa ogłoszeniami o psach do adopcji i wszystkich namawiają na psy? Właśnie to, że nie każdy musi mieć psa. Schroniska są pełne zwierząt, które trafiły do kogoś, kto nie był przekonany, że chce mieć psa. Te, które trafiły do świadomych, rozsądnych właścicieli, nigdy nie wylądują w schronisku. Dlatego robisz psom niedźwiedzią przysługę, namawiając ludzi wokół na adoptowanie jakiegoś burka ze schroniska. Nie namawiaj. Jak ktoś chce, to znajdzie i adoptuje. Jak nie chce – to psa mieć nie powinien.

Jeśli jest jakaś jedna, najważniejsza myśl, którą chciałabym przekazać wszystkim przyszłym właścicielom psów, to byłoby nią:

Pomyśl, czy na pewno pies jest ci do czegoś potrzebny. 

Tak, „potrzebny”. Bo pies, wbrew pozorom, ma do czegoś służyć. Nawet jeśli to służenie oznacza „towarzyszenie komuś bardzo samotnemu” albo „zmuszanie mnie do spacerów”. Musi być jakiś cel posiadania psa, bo jeśli tego celu nie ma, to pies jest skazany na zły los.

Moi sąsiedzi mają psa, którego nie lubią. Jest już stary i strasznie mi go żal. Bo pomimo że właściciele mają na tyle przyzwoitości, żeby psa nie oddać do schroniska – to już nie zawsze pamiętają, żeby mu dać jeść, nie wychodzą z nim na spacery, nie wpuszczają do domu, pies po prostu żyje w takim przydomowym ogródku, nudzi się jak mops, tęskni za człowiekiem i pana widuje tylko, jak ten go mija, żeby iść do pracy. Nawet go nie pogłaszcze po głowie.

Pies to wiele problemów:

  1. Nagle nie można wyjechać na spontaniczny weekend lub wakacje zagraniczne. To znaczy można, ale trzeba mieć rodziców z ogródkiem, którzy psa kochają i chętnie przyjmą na ten czas – lub opłacić często drogi hotel dla zwierząt.
  2. Psy brudzą. Na łapach przynoszą błoto i piach, linieją, czasem wyrzygają zjedzoną na spacerze trawę, czasem wytarzają się w kupie, a suki plamią krwią dwa razy w roku przez kilkanaście dni.
  3. Z psami trzeba wychodzić na spacery. Nawet jeśli się ma duży ogród. Pies po prostu potrzebuje ruchu, zwierzania, aktywności poza domem. Poza tym dzięki spacerom pies nie będzie się załatwiał w domu lub na twoim trawniku.
  4. Psy jedzą. Nie powinny jeść wyłącznie suchej karmy. Dobre karmy kosztują.
  5. Kosztuje też weterynarz. Pies co roku musi być szczepiony na wściekliznę. Czasem przyjdzie z raną do zaszycia. Czasem się rozchoruje. Czasem pójdą mu stawy i nie będzie mógł chodzić.
  6. Pies się starzeje. Jak jest stary, to mu śmierdzi z pyska, wolno chodzi, czasem popiskuje, ślini się, no trzeba go kochać, żeby to nie brzydziło. Jak się nie kocha, to trudno jest.
  7. Z psem mogą być problemy behawioralne. Może być lękliwy, może uciekać, może atakować inne psy, zagryzać koty lub – co najgorsze – atakować ludzi, a nawet pogryźć Twoje dziecko.
  8. Ty lub członek Twojej rodziny może rozwinąć sobie alergię na psią sierść.

Jeśli więc nie chcesz psa z żadnego konkretnego powodu i nie jesteś PEWIEN, że chcesz go na całe życie, to go po prostu nie bierz. Właściwie tylko ten siódmy punkt (a konkretnie zagrożenie dla domowników z powodu agresji psa) jest prawdziwym powodem, żeby znaleźć psu inny dom. Ale nawet w takim wypadku pies nie może wylądować w schronisku. Bo to będzie oznaczało, że jesteś nieodpowiedzialnym potworem.

Dlatego bardzo dobrze, że pies kosztuje duże pieniądze. To jest dobra bariera dla tych, którzy nie są jednak do końca na psa zdecydowani. Jeśli nie chcą wydawać na niego tyle pieniędzy, to może po prostu ich na tego psa nie stać. Poza tym trudniej człowiekowi oddać do schroniska lub przywiązać do drzewa psa, który kosztował 4 tys. zł.

Do czego może „służyć” pies? 

Do psich sportów, do biegania z psem, towarzyszenia samotnemu człowiekowi, zmuszania do ruchu, do grzania stóp w zimowe wieczory, do obrony domu, do podnoszenia przedmiotów z ziemi, do pasienia owiec, do prowadzenia niewidomych, do tropienia węchem albo nawet do tego, że bez psa tylko rozpacz i pustka. Pies jako gatunek został stworzony przez człowieka i, jak się możecie domyślać, kiedyś człowiek nie brał zwierzęcia ot tak, dla towarzystwa, bo nie byłoby go stać na wykarmienie go. Dlatego większość ras psów została wyhodowana w konkretnym celu. Psy myśliwskie miały tropić, płoszyć lub aportować zwierzynę łowną. Pasterskie lub owczarskie miały chronić stado lub pomagać w jego zaganianiu. Nawet Yorki (Yorkshire terrier), które teraz zwiedzają centra handlowe w torebkach swoich pańć i noszą kokardki na głowie – pierwotnie miały polować na szczury w Wielkiej Brytanii.

Jest wiele prac, w których może nam pomóc pies. Od tych oczywistych, po drobną pomoc. Np. mój Hermes zbierał jabłka z ogródka, a Scarlett podnosiła mamie różne przedmioty z podłogi, żeby jej pani nie musiała się schylać. :) Uwaga: pies NIE MOŻE służyć „do zabawy” dziecku. To nie zabawka.

PIES NIE JEST PREZENTEM DLA DZIECKA

Pies w ogóle nie jest prezentem. A co jeśli ktoś wcale nie marzył o psie? Oddasz go do schroniska? A co jeśli marzył, ale miał bardzo dobry powód, żeby tego marzenia nie realizować? Np. nie ma warunków do trzymania psa, nie ma kasy, często wyjeżdża albo po prostu nie chce jednak mieć tego obciążenia na barkach? Jeśli nie ty oddasz odrzucony prezent, to obdarowany go odda. Albo pies spędzi życie w pustym mieszkaniu, niekochany i osamotniony.

Dziecko prosi Cię o psa? Błaga? Posprzątało swój pokój, więc zasłużyło? Masz kasę, myślisz, a co tam, zgodzę się?

Mam dla Ciebie radę. Powiedz dziecku tak:

– Kochanie, ok, dostaniesz psa. Ale za pół roku. Przez te pół roku masz tu pluszowego psa i codziennie 3 razy wychodź z nim na spacer. Na przynajmniej 15 minut. Codziennie, przez pół roku. Z weekendami i wakacjami włącznie. Nie martw się, ja już zadbam o jedzenie, obrożę i miejsce w samochodzie, ale Ty wychodź na te spacery przez pół roku. Jeśli spełnisz ten warunek, za pół roku wybieramy psa ze schroniska albo jedziemy po niego do hodowli, jeśli uzbierasz kasę na połowę jego ceny. Drugie tyle ja dołożę.

A i tak miej świadomość, że po kilku latach być może trzeba będzie samodzielnie z tym psem na spacery chodzić. Jesteś na to gotowy? Po prostu się zastanów. To ty znasz swoje dziecko najlepiej na świecie.

(Jeśli Twoje dziecko (to, które straaaasznie chce pieska) jest jeszcze małe i nie może chodzić samo na spacery, to w ogóle mu nie kupuj psa. Kup go sobie, jeśli sam go chcesz. Bo cała opieka będzie na Twoich a nie dziecka barkach).

Czy jesteś gotowy na psią starość? Ona kiedyś przyjdzie.

Nie wybieraj rasy tylko ze względu na wygląd. Tak, Związek Kynologiczny i generalnie hodowcy psów rasowych na świecie to też nie aniołki.

Kiedyś sędzia kynologiczny dał mojej suce punkty ujemne za niebieski kolor oczu. Co istotne – jest to jeden z pożądanych, typowych dla tej rasy i tego umaszczenia kolor oczu. Od decyzji sędziego nie mogłam się odwołać. Jest ona niepodważalna.

Związek Kynologiczny jest organizacją dość hermetyczną, przestarzałą i często nieetyczną. Sędziami zostają najczęściej dzieci lub znajomi innych sędziów, psy tych znajomych są traktowane lepiej na wystawach, ba, często to psy z hodowli sędziego są wystawiane! No i jak on niby ma im dać niską ocenę, jednocześnie dbając o swój interes? Nemo iudex in causa sua – czyli nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Dużo musi się zmienić, żeby ta organizacja była godną zaufania – choć oczywiście lepszy taki Związek Kynologiczny niż żaden. Jeśli więc krytykę ZK chcesz przekuć w argument za psudohodowlami, to nie, nie uda Ci się. Mimo wszystko Związek Kynologiczny bardzo kontroluje hodowle, czego o różnych stowarzyszeniach pseudohodowców powiedzieć nie można.

Ale i tak największym grzechem Związków Kynologicznych i hodowców nie jest jakieś naciągane zawyżanie ocen lub wspieranie znajomych. Jest nim przemyślane, długofalowe, okrutne w swoim mechanizmie torturowanie zwierząt. Dobrze czytasz. Wiele modnych dziś ras cierpi nie dlatego, że atakują je jakieś zewnętrzne choroby, ale dlatego, że zostały wyhodowane w kierunku tych chorób. Shar Pei to uroczy pies, u którego hodowcy, drogą selekcji sztucznej, stworzyli nadmiar skóry. Ta skóra fałduje się, odparza, zasłania oczy. Bassetom i Bloodhoundom opadają dolne powieki, odkrywając wrażliwą śluzówkę oka. Dogi, przez okrutną hodowlę w kierunku wielkości psa, mają potworne problemy z sercem i stawami. Owczarek niemiecki ma tak obniżone biodra, że na starość ma problemy z chodzeniem. Rasy miniaturowe mają zaś niemieszczące się w czaszce oczy, problemy ze zgryzem (przez cofniętą żuchwę) i oddychaniem (skrócony nos). Te zwierzęta się męczą, po prostu żyjąc. I kiedyś, gdy hodowano je wyłącznie do pracy, nie miały tak wynaturzonych cech. To hodowla w celu „wyjątkowego wyglądu” zrobiła z nich kaleki. Jest to przemyślane, długofalowe krzywdzenie zwierząt.

Jeśli więc zależy Ci na jakiejś rasie psów, lubisz ją i postanawiasz kupić sobie takiego psa, wybierz hodowlę, która nie wspiera niezdrowych cech fizycznych i dąży do powrotu do starych, dobrych proporcji anatomicznych psów. Jeśli się w ogóle uda taką hodowlę znaleźć. Jeśli nie, to dla dobra psów, zrezygnuj z kupna takiego psa i wybierz rasę, której przedstawiciele żyją długo i w dobrym zdrowiu.

obowiązkowa Kastracja i sterylizacja

To najlepszy, najbardziej humanitarny sposób, żeby ograniczyć niekontrolowane rozmnażanie psów. Jestem za tym, żeby była finansowana przez państwo i uczyniona obowiązkową w przypadku psów niehodowlanych – czyli mieszańców, kundelków i psów rasowych niespełniających wymogów zdrowotnych i psychicznych.

Pies nie ma świadomości, że może mieć potomstwo. Nie pragnie tego. Jedyne co czuje, to silny popęd płciowy w okresie suczej cieczki. Jeśli zostanie wykastrowany (a suka – wysterylizowana), nie będzie czuł tego popędu. Wykastrowany pies nie cierpi z powodu jakichś filozoficznych rozkminek i egzystencjalnych bóli. To ludzka domena. On nie wpadnie w depresję i nie będzie żałował, że nie ma jajek. I nieprawdą jest, że „suka przynajmniej raz powinna mieć szczenięta”. W ogóle jej to do szczęścia nie jest potrzebne.

Pomagaj schroniskom

Ja wiem, że udostępniając zdjęcie bezdomnego psa myślisz, że pomagasz schroniskom. Ale tak naprawdę bardziej im pomożesz wspierając sprawy, które poruszyłam w poprzednich rozdziałach. Wspieraj akcję rasowy = rodowodowy, sterylizuj lub kastruj swoje psy, rozważnie wybieraj hodowców i nie namawiaj ludzi na psa.

A dodatkowo zrób w swoim banku stałe zlecenie przelewu na jakieś schronisko lub psią fundację. Ja co miesiąc przelewam 20 zł na Azyl pod Psim Aniołem. Ale możesz wybrać inną organizację i inną kwotę. Nawet 5 zł zrobi więcej dobrego niż udostępnianie psich smutków na Fejsie. W schroniskach stale brakuje też kocy, ręczników, misek, psiej karmy. Zbierz te rzeczy wśród znajomych i zawieź je do schroniska.

Pomagaj psom skutecznie, rozsądnie, a nie emocjonalnie.

Może Cię zaciekawić:

Jeśli pies tylko ze schroniska to dziecko tylko z domu dziecka

Jak człowiek zniszczył psa

Komentarze do wpisu: 15 Napisz komentarz

  1. Moniktosia napisał(a):

    Cześć! Dzięki za ten trudny temat! Rzadko ro robię (komentuję ) Ale od razu pomyślałam o mojej sytuacji. Uwielbiam zwierzęta, mam dwa kundelki i kotkę. Raczej nie mam sobie nic do zarzucenia, mają ciepłe miejsce w domu do spania, urozmaicona dietę, z psami często się bawię i dużo spaceruje, biegam. Oba to kundle bo nie byłoby mnie stać na psa z hodowli. Naprawdę,nie powodzi się mi zbyt dobrze, nic stać mnie na podróże, na żadne kosztowne przyjemności ani na psa za 3 czy 4 tysiące bo zawsze są pilne potrzeby. I tak myślę ze w rzeczywistości w której pies lub kot byłby dobrem luksusowym byłabym bardzo nieszczęśliwa, bo tezwierzera to moja największa radość. Wiem że to niesamowicie egoistyczne podejście Ale okropny byłby dla mnie świat i cieszę się że mogłam dostać psa za darmo.
    Pozdrawiam i dziękuję za ten temat.

    1. Sandra napisał(a):

      Pozwolę sobie odpowiedzieć, chociaż to nie mój post i pewnie nie mojej odpowiedzi oczekujesz. Ale pies kosztuje. Jeśli ktoś nie znajdzie 4 tysięcy, żeby psa kupić, to nie znajdzie ich też, gdy ten pies „za darmo” źle zeskoczy z łóżka, zrobi sobie ała w kręgosłup i będzie wymagał długotrwałego leczenia i kosztownej rehabilitacji. I choć oczywiście nie uważam, że każdy, kto chce mieć psa, powinien zapłacić za niego kilka tysięcy, to jednak jak najbardziej byłabym za pomysłem, żeby psy ze schroniska też kosztowały te kilkaset złotych. Raz, że dobre dla schroniska i psów, które tam zostają, a dwa, że błyskawicznie wyklucza ludzi, którzy nie będą w stanie zapłacić, gdy ich nowy pies będzie potrzebował jakiejkolwiek pomocy (czy to weterynarza, czy behawiorysty, czy chociażby drogiej karmy, bo żadnej innej nie toleruje).

      1. Moniktosia napisał(a):

        Dzięki za odpowiedź
        Jasne, ja rozumiem te argumenty i uważam za słuszne. Tylko chodzi mi o to że byłabym szalenie nieszczęśliwa bez moich piesków i myślę ze nie jestem jedyną niezbyt zamozna miłośniczką psów. Łatwo mówić z perspektywy kogoś kto albo ma takie pieniądze, albo po prostu nie ma aż tak wielkiej psiej potrzeby.

    2. Karolina napisał(a):

      Zgadzam się z Tobą, ja również miałam psa nierasowego i za darmo (bo ktoś miał szczeniaki do oddania). Pies był wzięty dla mnie kiedy miałam 12 lat i delikatnie mówiąc w domu nam się nie przelewało, wiec gdyby ten pies kosztował chociażby 500zl to bym go nie miała.
      Cała rodzina kochaliśmy ta psinę i nie wyobrażam sobie ze mogłabym nigdy nie mieć tego psa. Koszty które nam generował przez całe swoje życie nie były aż tak duze – mieliśmy to szczęście ze pies cieszył się zdrowiem, jadł sucha karmę i to co my (jakkolwiek to jest niedobre, nikt wtedy nie myślał ze musimy psa karmić eko karma antyalergiczne za milion dolcow).
      Teraz w swoim dorosłym życiu również planuje mieć psa. I z cała pewnością nie potrzebuje psa rasowego ani tym bardziej pseudorasowego. Teraz to już nie jest kwestia tego ze mnie nie stać na kupno, tylko od zawsze uważałam to za idiotyczne. Jeżeli chce psa który ma być przyjacielem domu a nie mieć funkcji praktycznej wymagającej specjalnych predyspozycji to nie rozumiem po co rasowy?
      Wybieranie rasy opiera się wyłącznie na przedmiotowym traktowaniu wyglądu psa – np bo jest aktualnie modny.
      Dla mnie bardziej od wyglądu liczy się charakter psa. Wiec nie kupię – adoptuje.
      Nigdy nie rozumiałam wystaw psów rasowych, bo mnie to nigdy nie dotyczyło, ale w gruncie rzeczy to takie psie wybory miss? Brrr ;)

  2. Alicja napisał(a):

    Tylko nie w Polskim Zwiazku Kynologicznym, a w Zwiazku Kynologicznym w Polsce. Dwie różne organizacje i bynajmniej nie równorzędne.

  3. Marta i Ferajna napisał(a):

    Suki również są kastrowane. Sterylizacja to inny rodzaj zabiegu i również przeprowadzana jest u obu płci.
    Kastracja – usunięcie gonad – jąder bądź jajników.
    Sterylizacja – trwałe, nieodwracalne, operacyjne podcięcie jajowodów lub nasieniowodów w celu doprowadzenia do niepłodności jednostki. Nie chroni jednak przed takimi dolegliwościami jak robomacicze czy nowotwór.

  4. Karolina napisał(a):

    Dorzucę ze swojej strony trzy grosze.
    Na razie nie posiadam psa, a dwa rasowe = rodowodowe koty – Maine Coony. Mieszkam w Anglii i obydwa moje kudłacze pochodzą z bardzo wyselekcjonowanych hodowli, w których musiałam czekać na swoją kolej – w jednym przypadku wiele miesięcy. Standardy są dokładnie takie jak opisałaś – w przypadku dobrych, zarejestrowanych i znanych hodowli. Warto. Obydwa moje koty (teraz mają 5 i 6 lat) to wzorce rasowe, przebadane genetycznie pod kątem wielu chorób – czyli dopuszczone do sprzedaży jako zwierzęta domowe (rozpłodowe są bardzo drogie i wymagają sporo zezwoleń), są bardzo zdrowe, kontaktowe, aktywne, co roku są szczepione. To są cechy, które dobre hodowle sobie cenią i pielęgnują. Z obydwoma hodowcami pozostaję w kontakcie do dziś. Dlatego rodowodowe zwierzęta tyle kosztują – to jest pasja i zawód tych osób.

    Moje koty są wysterylizowane i zachipowane, a także ubezpieczone. Często spotkałam się z opinią, że tyle pieniędzy na koty wydaję… No cóż. Chcę im zapewnić jak najlepsze, najdłuższe i najzdrowsze życie, bez przykrych niespodzianek. To moi przyjaciele, członkowie rodziny.

    Mój pies będzie pochodzić również z hodowli i bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi na kilka aspektów, które na pewno sprawdzę (np. na hodowlę wg. zdrowych wzorców danej rasy). Mam już kilka wytypowanych, ale przed taką inwestycją i decyzją warto porządnie się zastanowić i sprawdzić kilka razy, że też nie wspomnę o przygotowaniu całej „infrastruktury” wymaganej dla psa, która jest dużo bardziej skomplikowana. Niemniej przygotowuję się do tego z przyjemnością i cenię sobie takie posty, które jeszcze bardziej wzbogacają moją wiedzę w tym obszarze.

  5. gayle cooper napisał(a):

    Cześć Seg, właśnie odkryłem Twojego bloga na nowo, po dziesięciu latach wróciłem! Jest opcja poczytać Twoje stare teksty gdzieś?

  6. Mieszkam w USA i tutaj wszystkie zwierzeta w schroniskach sa kastrowane zanim moga byc adoptowane. Ja mam kota ze schroniska i to nie jest tak, ze kazdy moze sobie przyjsc wybrac zwierzaka.. Sprawdzaja czasem dom podczas wizyty. Moj kot kosztowal tylko oplaty szczepionek itp (~$150) ale ostatnio zlamal lape i to byl koszt rzedu $2,500… Trzeba byc przygotowanym na dodatkowe wydatki, nawet kiedy sie bierze zwierzaka „za darmo”.

  7. Masz trochę błędne założenia w tym wpisie. Ja też udostępniam psy poszukujące domów z różnych schronisk i fundacji, ale jednocześnie sama mam kota z ulicy i psa ze schronu. Wszystkie zwierzęta moje i moich rodziców są wykastrowane, kasę na fundacje przelewam, pomagam jak mogę. Nie namawiam nikogo na siłę do adopcji udostępniając coś na fejsie, raczej mam nadzieję, że może akurat ktoś ze znajomych poszukuje jakiegoś zwierzaka i może akurat ten wpadnie im w oko.

  8. Racjonalna adopcja nie jest zła, masz rację. Tak samo jak racjonalny wybór psa z hodowli, czy racjonalne przygarnięcie psiej znajdy z ulicy:-) nie bez powodu używam kilka razy słowa „racjonalna”, co dla mnie oznacza decyzję przemyślaną pod kątem materialnym (koszty sczepień, wyżywienia, leczenia, ewentualnego przystosowania domostwa jeśli zwierzę ma specjalne potrzeby), organizacyjnym, logistycznym itp. mniej więcej tak, jak decyzja o dziecku. Wśród bliskich osób mam dwa przykłady, kiedy serce wzięło górę nad rozumem- jedno małżeństwo do domu z małymi dziećmi wzięło młodego psa po przejściach, z zaburzeniami osobowości, trudnym do współpracy za to mocno niszczycielskiego „bo trzeba tylko adoptować te biedne psiaki, jak można kupować jak jest tyle psów w schroniskach!!!”, oboje pracujący, więc mocno ograniczony czas poświęcony psu, co przekłada się na jego samopoczucie. Druga para, małe mieszkanie w mieście, co prawda blisko park ale… oboje poza domem nawet po 10-12 godzin dziennie, piesek również młody, ale już z przeszłością, więc w pakiecie otrzymali- alergie na tle nerwowym, lęki (problem z przejazdami samochodem), pozostawiony sam sobie pies wyje i szczeka (sąsiedzi kilkukrotnie wzywali straż miejską), niszczy meble, ściany, a nawet potrafi obejść blokadę kuchenki gazowej i odkręcić kurki. No, ale argumenty te same plus „tak słodko wyglądała na zdjęciu”… Generalnie owszem, pomagajmy, ale na miarę możliwości, a nie tylko chęci:-)

  9. Niestety nie z wszystkim co napisałaś się zgadzam.

    Ale prawda jest taka, że są „psiarze” bądź też „prawdziwi przyjaciele zwierząt” jak też są ludzie, którzy nie powinni mieć żadnego zwierzęcia.

    Ale uważam też, że jak ktoś pragnie psa i jest w stanie mu zapewnić warunki oraz miłość/opiekę – to jak najbardziej powinien wziąć zwierzaka ze schroniska.

Dodaj komentarz