PUZZLE

Kino odkrywa kobietę po pięćdziesiątce. I tym razem nie trzeba było wkładać jej w dłonie penisa, jak w Irinie Palm. Tutaj wystarczą puzzle. 

Zapomnijcie o opisie tego filmu. „Odkryj w sobie pasję. Ułóż sobie życie”. To nie jest film o puzzlach i układaniu sobie życia. To jest film o mamie.

Puzzle” (2009)- debiut Natalii Smirnoff (1972), nominowany do Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Dostałam zaproszenie na ten film od Gutka. Pomyślałam – borze, jakiś nudny film o babie układającej puzzle. I pewnie gdyby nie Gutek, to bym nie poszła. A dobrze, że poszłam. Klimat trochę jak ze Smażonych zielonych pomidorów. Lekki, słoneczny, pełny subtelnego humoru sytuacyjnego. Kamera skupia się na detalach, proste rozmowy kuchenne okazują się samograjem do scenariusza. A to wszystko takie prawdziwe, naturalne. Jedyne, czego brakowało mi w tym filmie, to zakończenie. Brak. Nul. Nagle wątek się urywa a sala siedzi zgłupiała i czeka aż zapalą się światła.

Maria del Carmen ma dwóch dorosłych synów, męża z brzuszkiem i całe swoje życie podporządkowuje rodzinie. To szczęśliwa rodzina. I Maria też jest szczęśliwa. Nagle jednak odkrywa w sobie obsesję, której wcześniej nie znała – i egoistycznie się tą obsesją zaspokaja, po kryjomu. Tak jakby czuła, że nie wolno jej robić nic dla siebie. Że teraz wszystko dla dzieci.

Czasem próbuję Matkę Rodzicielkę uczyć obsługi komputera, co prawie zawsze kończy się obustronnym fochem. I tak jest świetna, bo używa maila, skajpa i nawet ma konto na fejsbuku i umie dodawać zdjęcia. Nawet nie wiecie, jaka byłam z niej dumna, gdy zobaczyłam pierwszą galerię. To były zdjęcia kwiatków. Matka Rodzicielka lubuje się też w tzw. obrazkach logicznych. Godzinami siedzi przy blednącym świetle i uzupełnia kratki ołówkiem. Co miesiąc kupuje ziarna dla ptaków i potem obserwuje sikorki przy karmniku. Ostatnio wspomniała o swoim nowym celu zakupowym: dwutomowy atlas ptaków Kruszewicza.

Patrzymy na naszych rodziców jak na ufoludków. Mają te swoje małe pasje, wydają kupę kasy na jakieś duperele albo angażują się nagle w szycie strojów na przedstawienie w lokalnej podstawówce. I gdy przychodzimy do nich zaaferowani naszymi, bardzo ważnymi sprawami, trochę nas drażni fakt, że tych spraw nie rozumieją. Trudno jest spojrzeć na siebie oczami rodzica, a uwierzcie mi, my też jesteśmy ufoludkami.

„Puzzle” to film dla nas, dla wyrośniętych dzieciaków, którzy przestają rozumieć własnych rodziców. Po filmie wrócicie do domu i wyciągniecie z szuflady puzzle. :) 

Komentarze do wpisu: 3 Napisz komentarz

  1. Tam ufoludki od razu – czy dlatego, że to nasi rodzice to nie mogą miec swoich pasji? Smutno by było… Sama też chciałabym za te 30 lat ciągle wiedzieć co się dzieje, śledzić wszelkie nowinki i odkrywać nowe gadżety. Jeśli tylko nie dopadnie mnie skleroza to taki mam plan :)

Dodaj komentarz